Codzienność

Codzienność

wtorek, 28 marca 2017

Ogrodowo i artystycznie...

Ostatnio byłam w ogrodzie sprawdzić co słychać. Obejrzałam sobie agresty i porzeczki, które już się robią zielone. Podziwiałam krokusy, przebiśniegi i forsycję. Zioła już się zielenią. Niektóre dopiero kiełkują. Piękny jest czosnek niedźwiedzi i dziurawiec. Liliowce wschodzą. Morcinki też. Róża pod domem mamy przetrwała. Zasililiśmy co trzeba było czyli drzewka owocowe, krzewy i truskawki. Pobyt na dworze nie bardzo mnie ucieszył, bo na podwórku nie było ciszy niestety. Nowi sąsiedzi okazali się strasznie głośni - krzyczą, nawołują, trzaskają drzwiami. Szybko uciekłam do domu. Trochę szkoda. Na podwórku lubiłam posiedzieć z książką czy z kawą. Czasem robiliśmy grilla i ognisko. Piekliśmy kiełbaski i ziemniaki.Teraz nie bardzo się chyba da, a kłócić się z nimi przecież nie będę. Znowu zaczęłam marzyć, żeby uciec gdzieś na odludzie choć wiem, że mieszkanie na odludziu bezpieczne nie jest... Krzysiek wczoraj skopał część podwórka by powiększyć warzywnik. Sianie w czwartek. Wtedy też może zrobię grządkę na ogórki i kabaczki. Chcę je ogrodzić cegłami. Może to trochę zabezpieczy roślinki przed ślimakami.

Wczoraj namalowałam oczywiście akwarelkę, a zamiast akryli wykonałam pejzaż pastelami suchymi. Nawet ładny wyszedł, ale nie taki ładny jak w mniejszym formacie. Aż się zdziwiłam, że nie jest gorszy, bo dawno nie działałam w tej technice i po raz pierwszy użyłam dużego formatu. Teraz pastele będą częściej w użyciu, bo podobrazia mi się kończą. Ledwie parę mam i to takich z odzysku. Następne zamówię nie wiem kiedy. Może pod koniec kwietnia albo w maju?
Ostatnio zaczęłam zauważać błędy na obrazach innych i już ich nie kopiuję tak często jak wcześniej mi się zdarzało. To już postęp czyli do przodu idzie i oby tak dalej... Wewnętrzny nauczyciel nie śpi... Oczywiście widzę też błędy w swoich obrazach. Szkoda, że po fakcie gdy obraz już suchy. Akwareli przecież poprawić się nie da...

niedziela, 26 marca 2017

Niedzielnie...

Dziś oddaje się lenistwu cały dzień. Będę spać, czytać, malować i pisać wiersze. Nic nie będę robić poza gotowaniem obiadu. Obiad będzie szybki, bo tylko paluszki rybne z surówką z kapusty kiszonej i marchwi z ziemniakami. Ziemniaki obierze Krzysiek. Jak ja kocham ostatnio takie dni. Zero przymusu, zero pracy, zero mobilizacji. Chyba mnie zmęczenie wiosenne dopadło, bo marzę o urlopie, a dopiero go miałam. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Przecież jeszcze niedawno lubiłam pracować. Teraz mnie to nuży. Zwłaszcza pisanie nudnych tekstów. Ostatnio uznałam, że praca copywritera to ciężki kawałek chleba- nudna i kiepsko płatna. Plusem jest tylko to, że pracuję na leżąco na kanapie i z domu nie muszę wychodzić. Dobrze chociaż, że zajęcie wróżki i astrologa mi odpowiada, bo byłby problem...😃
Sporo ostatnio maluję. Powstają akwarele i akryle. Jeśli chodzi o akwarele to zobowiązałam się do namalowania w roku 2017 aż stu obrazów. Na razie namalowałam 22. Mam zamiar namalować resztę do końca roku. Ostatnio pracuję nad tematem lasu. Zawsze to mi się wydawało okropnie trudne. Łatwe nie jest nadal i z drzew zadowolona nie jestem. Liście wychodzą nienaturalne. Nie ma w nich lekkości. Dziś dalsze ćwiczenia. Planuję namalować jedną akwarelkę na konkurs jeśli się uda. Na razie na to się nie zanosi, bo pejzaże wychodzą takie sobie. Niby podobają się, niby mają lajki ale to moim zdaniem jeszcze nie to co chciałabym osiągnąć. Mam malować co najmniej dobrze i to nie według innych ale według mnie. Ja jestem swoim krytykiem i widzę wszystkie błędy, które mi się zdarza popełnić. No ale ponoć praktyka czyni mistrza. Jak będę w takim tempie malować to w końcu do wprawy dojdę. Większy problem mam z akrylami, bo podobrazia są droższe niż papier i nie mam ich gdzie wieszać za bardzo. Tu też ćwiczę i nie powiem z postępów jestem nawet zadowolona. Podobrazia jednak się kończą i pozostanie mi do malowania tylko papier, bo na koncie pustki. 




piątek, 24 marca 2017

Piąteczek i problemy z tabletem graficznym...

Koniec tygodnia mnie wyjątkowo cieszy, bo dziś ostatni dzień pracy. Jutro już wolne. Zajmę się więc tylko tym co lubię. Te dwa, a właściwie trzy dni, bo i poniedziałki mam ostatnio często wolne, mają być przyjemne i odprężające. Na pewno nie będzie to praca ani grzebanie w ogródku. Pewnie będę malować i może ozdobię termometr albo świecznik. Będzie też czas na spanie, które mnie ostatnio kusi i na czytanie, które zaniedbałam nieco z powodu braku czasu. Jak będzie ładna pogoda może wyjdziemy z Krzyśkiem na spacer. Chcę zrobić fajne zdjęcia rzeki. Może bym ją namalowała nawet. Myślę, że to by było interesujące wyzwanie. Problem jest tylko taki, że ostatnio dwór mnie nie wzywa. Nie lubię wychodzić nawet przed dom czy na podwórko. Kiedyś jeszcze nie tak dawno, wychodziłam z kawą na schody. Teraz już tego nie robię. Sama nie wiem czemu ale czuję na dworze dyskomfort. Dobrze mi w czterech ścianach jedynie. Wtedy odpoczywam, łapię energię i oddaję się przyjemnością, marzę. 

Mam problem z tabletem graficznym. Nie działa dobrze i nie potrafię na nim pracować tak jak to sobie wyobrażałam. Nie ma jasnej powierzchni i nie widać na nim linii. Albo kupiłam badziewie albo coś trzeba przestawić by działał dobrze. Ja nie mogę z nim na razie dojść do ładu, a powinnam jeśli chcę zrobić postęp w rysowaniu i robieniu logo. Teraz mnie jeszcze kuszą dodatkowo ilustracje dla dzieci robione programem graficznym. Nie wiem co z nim dalej pocznę, a tak się cieszyłam gdy przyszedł...



środa, 22 marca 2017

To i owo i ogrodowe plany...

Wczoraj byłam gdzie miałam być. Wszystko załatwione. Jeździłam taksówkami co mnie prawie do ruiny doprowadziło. Następnym razem może pojadę tramwajem, bo dojście jest krótsze niż myślałam. Na spotkaniu dowiedziałam się o dwóch wystawach zbiorowych. Może obrazy moje się na nich znajdą. Dziś już siedzę w domciu i odreagowuję. Pracować mi się oczywiście nie chce. Do tego nie mam od kilku dni dostępu przez moją przeglądarkę do portalu z wróżbami. Ponoć logowanie nie jest bezpieczne. Nie wiem co to znaczy ale dla pewności uważam i nie loguję się.

Jutro Krzysiek po powrocie z pracy planuje skopać miejsce pod warzywnik. Nie mam na niego ochoty, bo plewienie mnie przeraża ale w tym roku jeszcze będzie. Na razie planuję wysiać bób, buraki na botwinkę i fasolkę szparagową. Te nasiona mam. Co jeszcze zobaczę w trakcie. Pewnie kupię jakieś sadzonki typu sałata i kalarepa, może pomidory i papryka, ogórki, kabaczki, dynia. Pewnie kupię dymkę. Od kilku lat wsadzam cierpliwie siedmiolatkę, bo pamiętam jak moja mama miała całe kępy. Niestety ja się dochować swojej nie mogę. Nie chce rosnąć. Nie wiem czemu. W tym roku też planuję wysypać korą pod agrestami i porzeczkami. Wcześniej trzeba będzie usunąć spod nich wieloletnie chwasty. Trochę pracy z tym będzie. W najbliższym czasie będę musiała podsypać nawozem drzewka i krzewy owocowe. Może w przyszłym tygodniu pojadę po nawóz. Muszę też podsypać nawozu pod truskawki. W tym roku trzeba też zadbać o jeżynę bezkolcową. Nie wiem tylko czy zimę przetrwała. Rosła już kilka lat, a owoców nie miała. Co z perzem w sadzie zrobię jeszcze nie wiem. Jest go strasznie dużo. Kusi mnie Randap, bo nikt nie ma siły z nim walczyć...

A na koniec obrazy... Gotowa też jest ilustracja ale może wstawię ją następnym razem. Ilustracja do antologii z wierszami dla dzieci moim zdaniem wyszła nieźle. To moja pierwsza. Zamiarem moim było by przypomniała rysunki dzieci. Nie wiem jak to zostanie ocenione. W podobnym stylu przygotowałam ilustracje do książeczki, którą piszę ostatnio...




poniedziałek, 20 marca 2017

Poniedziałek i ciężki dzień/jutro/

Wczorajszy dzień spędziłam bardzo przyjemnie. Spałam, malowałam, leniuchowałam. Powstały dwa obrazy- akwarelka i malowany akrylami na podobraziu płóciennym. Ostatnio maluję sporo. Częściej z obrazów jestem zadowolona. Te malowane akrylami chodziły mi po głowie już od jesieni. Malowało mi się je fajnie. Może jeszcze jakieś tego typu powstaną. Trawy to wdzięczny temat. Jeśli chodzi o akwarele to też je będę malować, bo bardzo lubię... Teraz maluję na dużych formatach. To coś nowego dla mnie. Muszę kupić do dużych formatów spory pędzel z włosia do moczenia kartki. Mam zbyt małe i teraz moczę pędzlem do golenia Krzyśka.






Jutro jadę po południu do miasta. Muszę być w Stowarzyszeniu Twórców Kultury Zagłębia Dąbrowskiego. Dojazd jest tam fatalny i pewnie będę musiała skorzystać z taksówek. Chyba zbankrutuję ale jechać muszę, bo mam podpisać deklarację członkowską.
W najbliższym czasie muszę też jechać do ośrodka kultury, bo jest konkurs na pejzaż. Później będzie wystawa. Chcę by moje obrazy na niej były. To by była dopiero moja druga wystawa. Nie udzielałam się do tej pory. Tworzyłam sobie spokojnie i siedziałam w domu. Czas jednak wyjść do ludzi.

Ostatnio od nowa zaczęłam pichcić z przyjemnością. Im mniej jem tym jem smaczniej. Często gotuję sobie osobno, a Krzyśkowi osobno.  Wczoraj np. przygotowałam dla Krzyśka kurczaka, a dla siebie pizzę na spodzie z batatów. Bataty na stałe weszły do mojego menu. Dziś może kupię na Allegro topinambur. Czas go wypróbować.

sobota, 18 marca 2017

Nowe sprawy

Wstałam dziś bardzo wcześnie, bo wybierałam się do ośrodka kultury na zajęcia z malarstwa sztalugowego. Już miałam zrezygnować, bo powitał mnie deszcz. Pojechałam jednak. Wróciłam zła, bo nie dość, że pani prowadząca przyszła godzinę później to jeszcze okazało się, że nowych osób nie przyjmują. Mam się zapisać dopiero we wrześniu. Ktoś wprowadził mnie w błąd gdy dzwoniłam...
Zaraz zabieram się za malowanie. Jeszcze nie wiem co będę malować. Może akwarelkę, a może ilustracje do książeczki dla dzieci. Szkice tych ostatnich już mam gotowe. Od czwartku je maluję. Wychodzą nawet nie najgorzej. Gwasze się przydały. Maluję również akwarelki. Kusi mnie namalować baletnicę akrylami. Może spróbuję w najbliższym czasie. Kuszą mnie też akty kobiece. Może już dziś spróbuję, bo pomysł mam... Grunt to rozwój...




Jutrzejszy dzień spędzę w domu. Pewnie będę robić tylko to na co mam ochotę. Może też trochę pośpię. Ostatnio coś się nie wysypiam, a w dzień mi szkoda czasu na spanie. Może to znużenie wiosenne. Poczekam aż samo przejdzie...


środa, 15 marca 2017

Niechęć do pracy i reszta...

Mam ostatnio straszny problem ze zmobilizowaniem się do pracy. Nie chce mi się pisać o pożyczkach, bo to okropnie nudne. Dziś wiele nie zarobiłam, a powinnam. Do południa spałam dwie godziny, a po południu malowałam. Moje dzisiejsze prace jednak mnie nie satysfakcjonują. Jutro do tematu jeszcze podejdę, bo fajne obrazki mogą powstać. Czas chyba podejść do akwareli poważnie i zacząć malować, a nie uczyć się. To i owo powinno mi już wychodzić lepiej. Uczę się już dość długo ale z przerwami i dlatego postęp kiepski. Wstyd, bo wychodzę na tępaka. Jak można dobrze szkicować i kiepsko malować? Ano tak, że mało ćwiczę...Nadal mi się zdarzają potknięcia typu obrysowywanie, zbyt mało wody czy użycie niezmieszanych farb. Tła robię nudne. Do tego okropnie brudzę farby. Ech...

To obrazki starsze czyli z przed kilku dni. Te podbiały też jeszcze raz namaluję...Może nie identyczne jednak...




Wczoraj kupiłam wreszcie gwasz i cienkie pędzelki. Gwasz mi jest potrzebny do malowania ilustracji. Jeden szkic już wykonałam. Podoba mi się nawet. No ale szkicowałam zawsze bez trudu. Ciekawe co farbami wyjdzie. 
W sobotę wybieram się wstępnie do ośrodka kultury na zajęcia z malarstwa sztalugowego. Autobusy mi pasują i w tamtą stronę i z powrotem. Spacer będzie tylko około 100 m. Czas się zabrać solidnie za malowanie... Mam też zamiar wysłać parę akwareli do oceny. Już sporo się z tych korepetycji dowiedziałam. muszę sobie teraz to jeszcze wbić w głowę tak, żebym już tych samych błędów nie popełniała. Zdarza mi się to teraz niestety jeszcze...

niedziela, 12 marca 2017

Bez tytułu

Wczorajszy dzień upłynął mi na twórczych wyzwaniach. Na początek zabrałam się za wiersze dla dzieci. Pisałam oczywiście nie białe a rytmiczne. Poszło mi zaskakująco łatwo. Mam już napisany cały komplet czyli 10 sztuk. Teraz pozostało mi tylko wygładzenie i dopracowanie. To i owo pewnie trzeba będzie zmienić, bo ilość głosek może się nie zgadzać np. Pisanie wierszyków tak mi się spodobało, że myślę o napisaniu książeczki. Dołączyłabym ilustracje do każdego wiersza. Może wydawca by się znalazł. Poza tym powróciłam do planów napisania tomiku ze zgłoskowcami. Lubię je pisać, bo to odmiana. Zamieszczam tu stary wiersz napisany w rytmie walca bodajże na jakieś warsztaty...

zasłuchana w deszczu zasłuchana w wietrze
sławię puste pola sławię mgliste łąki
tańczę walca z liśćmi pląsam z kasztanami
tulę w myślach tulę jesienną noc

chadzam z babim latem przytupuję czasem
kałuże omijam blasku słońca szukam
jarzębin korale na szyi motam
wrzosem się otaczam  szkarłatem śnię

nie tęsknię za wiosną nie płaczę za latem
nie czekam na zimę puch biały sypki
tylko złote brzozy tylko czerwień dębów
w duszy mojej grają a w sercu bal

Po ukończeniu wierszy malowałam. Najpierw poprawiłam wcześniej namalowany obraz, bo mi się nie podobał. Teraz gra. Później zmierzyłam się z akwarelką. Pomysł na nią miałam od dawna ale zabierałam się za nią jakoś tak leniwie bez zapału. Nie wiem czemu, bo akwarelki lubię malować. Ta też sprawiła mi wielką radość. Jest w końcu...Dziś namaluję drugą...Myślę też o pejzażu pastelami suchymi.
Jutro jadę do miasta i już jestem zła...


piątek, 10 marca 2017

Codzienność i twórczość

Dziś w nocy trochę zmarzłam. Coś wiosna zaczęła zwlekać z przyjściem. W ogródku nadal nie skopane. Wyjść na dwór się nie chce. Po niedzieli jeśli warzywnik ma być Krzysiek musi skopać czy chce mu się czy nie. Nie bardzo ma czas, bo musi też narąbać drewna na rozpałkę.
Cały czas działam artystycznie. Ostatnio głównie malowałam abstrakcje. Kuszą mnie pejzaże pastelami suchymi na dużym formacie oraz obraz akrylami - zachód słońca nad morzem. Na Facebooku jest konkurs na akwarelkę. Temat wiosna. Mają być nagrody. Obrazów nie ma dużo ale konkurencja silna. Poza tym zostałam zaproszona do udziału w antologii z wierszami dla dzieci. Dodatkowo zamieszczona by była ilustracja do bajki wykonana przeze mnie. Projekt mnie kusi choć dużo wierszy dla dzieci do tej pory nie napisałam. To by była moja pierwsza publikacja tego typu. Od jutra mam zamiar zacząć pisać.
Zostałam przyjęta do Stowarzyszenia Twórców Kultury Zagłębia Dąbrowskiego. Bardzo się cieszę. Korzyścią jest też to, że stowarzyszenie pomaga w zorganizowaniu wieczorków poetyckich i wystaw. Mogę też brać udział w wystawach zbiorowych. Co prawda tego typu imprezy mogą być dla mnie trudne do przeżycia ale może warto się na nie otworzyć, bo to niezła promocja.

A na koniec ostatni obraz - Dmuchawce

środa, 8 marca 2017

Nowy dzień...

Laba się skończyła i od wczoraj pilnie pracuję - piszę i wróżę. Muszę szybko zarobić trochę pieniędzy, bo chcę kupić materiały w sklepie plastycznym. Trochę kupiłam ale mało. Wpadły mi też w oczy preparaty do decoupage, których jeszcze nie używałam i piękne papiery ryżowe. Nie powinnam chyba wchodzić do takich sklepów jak nie mam pieniędzy, bo zawsze mnie coś skusi i pracuję później jak głupia z obłędem w oczach.
Od poniedziałku, a właściwie niedzieli pracuję z bardzo interesującą książką. To kurs nauki kreatywności. Co prawda jestem kreatywna ale nauki nigdy dość. Kurs jest bardzo ciekawy dla mnie i może pomoże mi rozwinąć skrzydła. Trzeba na przerabianie lekcji trochę czasu poświęcić ale czas stracony nie jest... Mam takie marzenie by móc kiedyś zrezygnować z pracy copywritera, bo nudna i zająć się tylko działaniami artystycznymi... Może ten kurs mnie otworzy... Na razie wstawiłam moje obrazy na galerię i założyłam swoją http://zaciszegaleriapod12kotami.blogspot.com/. Może z czasem pomyślę o Allegro. Znalazłam też następną galerię. Może pomyślę o portalu sprzedajemy, Srebrnej agrafce i DaWandzie...



Wczoraj powstały dwa obrazy. Ten abstrakcyjny mi się podoba. Kot nie bardzo...Dziś też podziałam...





poniedziałek, 6 marca 2017

Rozważania o ogrodzie, wiejskim życiu i vedic art...

Nadal działam artystycznie. Codziennie maluję. Od niedzieli robię też decoupage. Na razie zrobiłam termometr i świecznik z motywem ptaków. Dni mijają mi chwila po chwili. Gdy mam wolny moment to czytam. Nie nudzę się. Sebastiana mi strasznie brakuje ale jechać musiał. Przecież nie może z nami mieszkać. Krzysiek się nie zgodzi. Jutro już biorę się za pracę. Prawie dwa tygodnie urlopu to dość.

Wiosna się zbliża. Nawet ja to dostrzegam choć mało z domu wychodzę. Od kilku dni śpię z powrotem nago, nie ogrzewam sypialni, a w pokoju dziennym rozpalam w piecu po 12 dopiero. Ciepło mnie cieszy. Ziemia już rozmarzła i przebiśniegi zakwitły. Niedługo poproszę Krzyśka by mi skopał miejsce pod warzywnik. Miał skopać Sebastian ale nie zdążył. Mam trochę nasion z ubiegłych lat. Nie wiem czy wyrośnie z nich coś, bo próby kiełkowania nie zrobiłam. Praca w ogrodzie mnie nie cieszy. Ogród to nie moja bajka i serca do tego nie mam ostatnio. Nie lubię plewić, nie lubię przebywać na dworze, nie lubię fizycznej pracy, potu, słońca. Do tego wzdrygam się przed brudem, kurzem i brak mi systematyczności. Zobaczymy jednak co zdziałam w tym roku. Dużych zbiorów się nie spodziewam. Co na piasku urośnie. Miałam sadzić topinambur ale się waham, bo pewnie bulwy by były małe. Chyba czas pożegnać się z marzeniem o zamieszkaniu na wsi i wiejskim życiu. To było marzenie przejęte chyba od mojej mamy. Ona kocha ziemię, przestrzeń. To moja mama miała kiedyś piękny ogród kwiatowy. To ona miała duże zbiory warzyw. Ona uwielbia chodzić po dworze. Ja co prawda lubię ciszę i spokój, sielskość wsi ale na dworze to ja co najwyżej lubię siedzieć na leżaku pod parasolem i czytać. Przypuszczam, że gdybym nawet miała dom na wsi to i tak bym poza podwórze rzadko wychodziła. Wprawdzie jak był dom w Kamesznicy to chodziłam koło kur, kaczek, świni i czerpałam z tego przyjemność ale potem mięsa nie jadłam, bo rosło mi w ustach. Mieszczuch się chyba ze mnie zrobił i wygód pragnę ot co, a może zawsze taka byłam...Wiejskie życie mnie co prawda interesuje ale realizuję się w czym innym...




sobota, 4 marca 2017

Samotność, smutek i vedic art...

Sebastian pojechał, a ja czuję się samotna i jest mi smutno. Przywykłam, że jest w domu. Krzysiek oczywiście jest ale nieobecny duchem. Ciągle śpi, czyta albo rozwiązuje krzyżówki. Mnie traktuje trochę jak sprzęt i nie zwraca na mnie większej uwagi. Zabrałam się więc za malowanie. Tym razem powstają obrazy według zasad vedic art. Z powrotem zaczął mnie kusić kurs II stopnia, ale mnie na niego w tej chwili nie bardzo stać. Powinnam też zainwestować w farby akrylowe i nowe pędzle najlepiej z włosia, bo te co miałam w większości musiałam wyrzucić. Krzysiek mi na to nie da. Muszę więc w najbliższym czasie coś zarobić. W zeszłym tygodniu zrobiłam zakupy w sklepie plastycznym ale tylko te najpilniejsze. Kupiłam również co nieco do decu. Trzeba zakasać rękawy i porobić coś na bazarki dla kotów. Trzeba też będzie namalować akwarele kotów. Trochę szkiców już mam. Tylko złapać za pędzel.
W poniedziałek po południu już będę miała nowszy laptop. W serwisie wgrany został Corel i sterowniki do tabletu graficznego. Będę więc mogła wrócić do robienia logo. Brakowało mi tego. Kiedy kupię nowy laptop jeszcze nie wiem, bo mi schodzi. Bardzo jestem ciekawa tego tabletu graficznego. To jest dla mnie nowość.





Jutrzejszy dzień mam zamiar potraktować ulgowo. Poniedziałek też. Za pracę wezmę się od wtorku i to raczej intensywnie. Urlop się skończy. Trochę mi żal, bo już nie będzie tyle czasu na artystyczne zajęcia, które uwielbiam. 

środa, 1 marca 2017

Sebastian i artystyczne pokusy...

Od kilku dni jest u mnie Sebastian. Czas spędzam bardzo przyjemnie. Prawie po całych dniach jesteśmy razem. Czasem tylko wychodzi by poznać okolicę. Był już w lesie, w okolicznych sklepach, na tamie, nad jeziorem. Zrobił trochę zdjęć tamy. Fajnie wyszły. Niestety nie potrafię ich przegrać z telefonu.Trochę pracy wykonał i u mnie i u mamy. Ma jeszcze co nieco pomóc. Ma być do piątku. Już szykuje się na następny przyjazd. Myśli o wędkowaniu, planuje zrobić grilla. Kiedy znowu przyjedzie nie wiem. Nie ode mnie to zależy.
W piątek mam zamiar zanieść do naprawy laptop. Przy okazji zostaną wgrane sterowniki do tabletu i corel. Mam zamiar z powrotem robić lego. Na razie używam mojego starego laptopu. Trochę mnie to denerwuje, bo laptop muli i się zawiesza. Dobrze jednak, że działa. Kiedy nowy kupię jeszcze nie wiem. Pieniądze czekają od dwóch miesięcy, a mnie schodzi.

Działam ostatnio trochę artystycznie. Naszkicowałam dwa obrazki kotów. Będą z nich akwarelki. Wczoraj namalowałam obraz vedic art. Nazwałam go autoportret. Krzysiek był lekko przerażony gdy wyjawiłam tytuł, bo to w końcu abstrakcja. Dziś go chcę skończyć i może namaluję następny. Kuszą mnie też anioły. Kilka dni temu zrobiłam zakupy w sklepie dla rękodzielników to i decoupage się zajmę. Teraz czekam na to aż przyjdą. Smutno mi będzie jak Sebastian pojedzie ale przynajmniej będę miała zajęcie...