Codzienność

Codzienność

sobota, 14 grudnia 2019

sobota

Koniec tygodnia. Był dość intensywny, bo nie ominęło mnie sprzatanie, którego nie cierpię. Było trochę codziennie. Trochę też prac spadło na Krzyśka. Dziś sprzątania też nie uniknę, a jutro moze juz Krzysiek ubierze choinkę. Juz sie denerwuje, bo schodzi mu z tym dwie godziny. Zaproponowałam mu by nie wieszał wszystkich bombek, ale sie uparł, że powiesi. Jest ich bardzo duzo. Ta zabawki z mojego domu, z jego rodzinnego i jeszcze moje rękodzieło. Nie musi ich byc aż tak dużo.

Dziś oprócz sprzatania będzie praca. Krzysiek ma dniówke po poludniu to i ja wcześniej zaczne pracę. Będzie spokój w domu. Powinnam nadgonić, bo w środę juz chyba przyjedzie Sebastian i pracować będę mniej. 

Zmieniłam nieco treningi tai chi. Wcześniej codziennie było 20 minut rozgrzewki i 10-30 minut części technicznej. Teraz rozgrzewke skrociłam do 10 minut, a część techniczą wydłużyłam do minimum 20 minut. Tak jest lepiej, bo mam więcej czasu na opanowanie ćwiczeń. W czwartek minie mi miesiąc ćwiczeń. Kończę trzecią lekcję, a więc nie jest źle i nie jestem tak tępa jak myslałam. Ciągle sie jednak jeszcze mylę gdy ćwiczę sama.

Mam już prezenty na święta. Dołącze do nich kartki. To kosmetyki, a mama dostała tez książkę i ikonę decoupage.






środa, 11 grudnia 2019

środa

Krzysiek wreszcie pracuje. To praca fizyczna przy sprzataniu targowiska. Juz kiedyś to robil i powinien sobie poradzić. Tym samym więcej pracy w domu spadlo na mnie. Poza paleniem w piecu chyba będę musiała też czasami przynieść węgiel i drewno. Przy gotowaniu obiadu tez mi będzie rzadziej pomagał. Najbardziej nie lubię obierać ziemniaków. Tym bardziej teraz gdy kupił drobne.

Dziś musiałam jechać do przychodni, bo chciałam zmienić lekarza rodzinnego. Dotychczasowa lekarka juz kilka razy się pomyliła i przepisała Krzyśkowi za mało leków na caly miesiąc. Trzeba bylo często jeździć po recepty, a nikt nie ma na to czasu ani ochoty. Niedawno wrociła moja dawna lekarka. Jest na emeryturze i pracuje na pol etatu. Nigdy się nie myli i gdy może przepisuje tyle leków by w przychodni często nie bywać.

Z przychodni wróciłam taksowką, ponieważ do autobusu było ponad 40 minut czekania na dworze. Pogoda przy tym nie rozpieszcza, bo niby słońce, ale kałuże skute lodem. Wrociłam do zimnego domu. Koty zbiły sie w kłąb i wzajemnie sie grzały. W sumie im nie powinno byc zimno, bo w domu było 17 stopni. Napaliłam w piecu, wsadziłam termofor pod kołdrę, zaparzyłam herbatę imbirową i wyladowalam na mojej ukochanej kanapie. Koty od razu wlazły mi na kolana i przytuliły sie do mnie, a Mruczek zaległ na termoforze gdy tylko ciepło wyczuł. Już dziś nie wstanę wcale poza okresem przeznaczonym na ćwiczenia. Dziś będzie 30 minut tai chi, 25 minut jogi i chwilka na callanetics, bo mam duży brzuch i jedno ćwiczenie od wczoraj próbuję robić.
Jutro już cały dzień spędzę w domu. Chcę zrobić ikonę decoupage dla mamy pod choinkę. Muszę zrobić pranie i ogarnąć sypialnię, bo sprzatam juz na świeta.

poniedziałek, 9 grudnia 2019

poniedziałek

Mamie kończy się węgiel i trzeba przywieźc. Ona kupuje po pól tony. Problem jest z wjazdem, bo po remoncie wodociągu, samochody sie zakopują. Ostatnio kierowca nosił wiadrem. My mamy węgiel gdzieś do stycznia. Moze polowy. Będzie też trzeba chyba kupić troche drewna. Samym drewnem nie palimy, bo nie daje tyle ciepla co węgiel. Już się martwię co będzie w przyszlości. W związku z ustawą antysmogową nalezy wymienić piece. Oferta się rozrasta. Ostatnio znalazlam nawet piecokuchnię. Brzydka, nowoczesna, ale jest i to w osiągalnej dla mnie cenie. Poczekam jednak z zakupem do roku 2022. Nie wiem co kupić do pokoju dziennego. Marzylam o piecu ze ścianowką, żeby ogrzewać sypialnię. Niestety te zgodne z ekoprojektem kosztują 25000 i mnie nie stać. Niektorzy piece kaflowe przerabiaja na elektryczne. Boję się jednak cen prądu. Nie chcę się uzależniać. Trzeba będzie plany zmodyfikować. Moze kupię piec typu kozy o dużej mocy i zrobię okienko nad piecem do sypialni, żeby cieplo wchodzilo. Są fajne piece eko w starym stylu.

Dzięki ćwiczeniom się rozruszałam. Jestem bardziej sprawna i już nie unikam ruchu. Pierwsze wyzwanie to bylo napalenie w piecu, kolejne pójście po drzewo do komorki. Teraz przyszła pora na rabanie drewna. Kiedyś po rozstaniu się z pierwszym mężem byłam sama przez 15 lat. Musiałam sobie radzic bez mężczyzny. Trzeba było zarobić na siebie, na dom, malowac pokoje, tynkować, nosic węgiel, rąbać drewno. Radziłam sobie. Gdy Krzysiek zamieszkał ze mną przejąl prace męskie i bardzo mi ulzyło. Niestety stałam się bezradna wręcz i zniedołężniałam. Ruch był koszmarem. Mialam problem z wyjściem z wanny, nie chciało mi się robić sobie herbaty itp. Teraz trzeba z powrotem zacząć się ruszać. Tylko co będzie z moją kobiecością. Kobiece istoty są subtelne, delikatne, wiotkie i siekierą nie wymachują.

Powinnam kupić leginsy bawełniane do chodzenia po domu, bo w nich się dobrze ćwiczy. Powinnam kupić dwie męskie piżamy, bo tylko w takich śpię w mrozy. Powinnam kupić coś do chodzenia po domu, bo dwa zeszłoroczne cienkie swetry musiałam wyrzucić. Jeden zaplamiłam czarną farbą, a drugi był zbyt szeroki. Wpadla mi i w oko bluza z logo akademii dao i znakiem tai chi. Dzięki akademii uczę się tai chi. Moze też wezmę grubszą męską podkoszulkę. Też z logo. Ciuszki są tanie. Drogich nigdy nie kupuję. Wolę wspomoc koty. Często kupuję ubrania uzywane...



piątek, 6 grudnia 2019

piątek

Wczoraj minęły 2 tygodnie odkąd ćwiczę Tai Chi Chuan w stylu Chen. Ćwiczę codziennie po okolo 30-50 minut w tym 20 minut rozgrzewki. Jestem przy drugiej lekcji. Z pierwszą miałam problemy, bo mam słabą koordynację ruchową i nie mogłam załapać. To kilka ruchów- ruch ręką, obrót, przeniesienie ciężaru. Tym razem idzie trochę lepiej, ale trochę sie obawiam kolejnych lekcji. Podobno przeciętne osoby opanowują lekcję w tydzień. Mnie może to nie wystarczyć. Mam też problem z niektorymi ćwiczeniami z rozgrzewki. Z trudem robie przysiad na całych stopach i zbyt krotko wytrzymuję stanie na jednej nodze. Już jednak jest mały postęp.

Jeśli chodzi o jogę, to minął mi miesiąc. Też ćwiczę codziennie. Teraz po okolo 25 minut. Tu postęp jest większy. Już za każdym razem robie kwiat lotosu, ale trochę nisko. Za każdym razem robię łuk i pysk krowy z jednej strony. Z drugiej strony jest kiepsko, bo nie łapię rąk za plecami. Postęp jest także w oddechu i w skłonach do przodu. Już prawie kładę sie przy skłonach na podłodze.

Po ćwiczeniach czuję sie o wiele lepiej niż wcześniej. Jestem sprawniejsza i chodzę szybciej. Bez problemu wstaję z podłogi i z niskiego fotela u mamy. Widmo niedołężności na razie odeszło w cień.

Chyba jednak trochę drobiazgów kupię...Wpadło mi w oko to... Oczywiście w sklepie Garneczki... Do tego trzeba kupić tradycyjny nóż uniwersalny i średnią tortownicę.







Powinnam już kupić kosmetyki na prezenty. 

środa, 4 grudnia 2019

środa

Grudzień i od razu jest chłodniej. W piecokuchni jeszcze na stałe nie palimy, bo Krzysiek nie chce nosić węgla. Dziś moze ja sprawdzimy albo w piątek. Na pewno rozpalę w niej w Wigilię bez względu na pogodę, bo trzeba ugotować wieczerzę. Niby czekam na śnieg, ale nie chciałabym by Sebastian jechał w śniezycę i tak się droga martwię. W tym roku moze przyjedzie 18 XII. Będzie chyba do 2 I. Przyjazd i wyjazd trzeba dostosować do przewozu, bo w niektore dni ludzi jest więcej. Nie chcę by przez droge stał. Kiedyś na tej trasie jeździł autobus, a teraz jeździ bus. Mozna też dojechać pociagiem, ale jest kilka przesiadek.
Kilka dni temu spadł pierszy śnieg. Niewiele, ale i tak wywołał popłoch wśród wróbelkow. Młodzież z tego roku go nie zna i bała sie opuścić do jedzenia. Nawet mamy wołania się na nic zdały...

Listopad był niezly jeśli chodzi o zarobki. Grudzień raczej będzie gorszy. Teraz powinnam, a raczej muszę kupić kilka podobrazi. Wyszły mi też farby w tym pomarańczowa, a teraz jest mi niezbędna, bo maluję jesień. Trochę farb się zepsuło. Porobiły się w nich takie grudki. Niby mozna malować, ale wolałabym kupić nowe. Nic więcej chyba w tym miesiącu nie kupię, bo zbieram na telefon. Mój jest bardzo niepewny. Powinnam kupić garnek, bo mój ulubiony stracil ucho i stolnicę, bo moja po babci juz nie jest szczelna. W tym roku ozdob na Boze Narodzenie nie kupię raczej. Kupilam w zeszłym roku i mam. Posłużą mi jeszcze kilka sezonow. Chcę za to kupić kosz na drewno...




Na święta nie będzie generalnych porzadkow, bo byly jesienią. Dom ogarnę z grubsza jak przeważnie to robię. Na święta przygotowałam trzy nalewki - z gruszek, z jabłek i z bananów. Tej ostatniej jeszcze nie robilam. Będzie jeszcze zbojnicki grzaniec na świeta i moze ajerkoniak na Sylwestra. Do tego pewnie piwo, bo i Krzysiek i Sebastian je lubią.

Krzysiek kupił mi mrożony szpinak. Dodałam go do jajecznicy i bardzo mi smakował. Po niechęci z okresu dzieciństwa nie pozostał nawet ślad.

Jajecznica

jajka
cebula
kawałek papryki
sól
olej
ulubione zioła u mnie bazylia i gałka muszkatałowa
pieprz
jajka

Śpię już z termoforem...

niedziela, 1 grudnia 2019

Niedziela

Już grudzień. Adwent. Czas pędzi jak szalony. Za kilka tygodni święta, a u mnie pierniczki jeszcze nie upieczone. Wezmę się za to jutro. Nie upiekę dużo. W tym roku będą bez czekolady i lukru. Nie wiem co zrobię z ozdobami na choinkę. Wszystko mam z zeszłego roku. Nawet łańcuchów z bibuły mi nie brakuje. Przygotowanie ozdob to tradycja w moim domu. Co rok jako dziecko przygotowywałam z ciocią ozdoby. To były łańcuchy z bibuły i słomki, muchomorki, mikołaje, gwiazdki. Lubię choinki ubrane w tego typu ozdoby. Są bardziej swojskie. Ja nie stawiam na elegancję.

Jakiś czas temu znalazłam w internecie bardzo ciekawą sesję yin jogi. Trwa 45 minut. Asany nie są trudne do wykonania. Przećwiczyłam raz i bardzo mi sie to spodobalo. Będę wracać. Jedyny problem z joga teraz to zimno. Ćwiczę na podlodze w sypialni, a ona jest nieogrzewana jeszcze. Strasznie od podłogi ciągnie. Aż się boję co będzie w zimie. W pokoju dziennym ćwiczyć nie mogę, bo koty mi żyć nie dadzą. Ciekawskie są.



Znowu maluję. Na razie pejzaże jesienne, a raczej wczesną jesień. Chcę uchwycić kolory i klimat. Myślę o jednym obrazie tygodniowo albo jednym rysunku. Nadal jestem na kursie u Krissa Wieliczko. Ma tez być kurs malarski. Oczywiście jestem chętna. Moze w przyszlym tygodniu wyślę obrazy do oceny. Zrezygnowalam z zajęć, ale nie z dalszego rozwoju.




Zaległa wypłata z jednego miejsca mi wplynęła i kupiłam wianek z szyszek. Chcę go na drzwi. Oby mi tylko go nie ukradli.



czwartek, 28 listopada 2019

czwartek - duchowość i nie tylko, szpinak i Pikuś...

W ostatnim czasie intensywnie pracuję z moją duchowością. Rozwijam się i nie mam zamiaru przestać. Zmiany ida w dobrym kierunku, bo jestem wyciszona i często odczuwam wręcz błogość. Sny tez sa inne - lepsze. Czuję też, że moi przodkowie sa zadowoleni z moich poczynań. Czasem mi się śnią. Gdy zamknę oczy widzę ich. Mama twierdzi, że sie starzeję. Ja twierdzę, ze to wplyw neptuna. Teraz aspektuje ważne punkty w moim horoskopie. Aspekty są na razie pozytywne, ale będzie i negatywny za jakiś czas. Ktoś mnie moze oszukać, albo będę sie łudzić. Mam pewne podejrzenia, ale nich to sie toczy jak się toczy. Nic nie zmienię. Jeśli ktoś mnie oszuka to jego sumienie będzie obciążone.

Chcialabym, zeby mi Krzysiek kupił mrożony szpinak. Nigdy od czasów dzieciństwa go nie jadłam. Wtedy w przedszkolu to była katorga, bo mnie zmuszali, a ja warzyw jeść nie chciałam. Nie jadlam chyba do 15 roku życia. Wtedy zaczęłam jeść sos koperkowy i sałatkę jarzynową. Pokochałam kalafiory, papryki, buraki i warzywa korzeniowe. Jako dziecko jadłam tylko pomidory, ogórki, rzodkiewkę, kapustę, kalarepkę, cebulę, fasolkę szparagową i strączkowe i to wszystko. Kochałam za to owoce. Nadal nie przepadam za natką i liśćmi selera. Szpinak chcę wypróbować. Kusi mnie do omletów. Może do jajka, mufinek, zapiekanek. Nadal nie jadam czystych zup jarzynowych. Muszę mieć śmietanę, ale mąką juz nie zaprawiam i kostek bulionowych juz nie uzywam. Zaprawiam oliwą z oliwek.

Moj Pikuś od zabiegu na zęby czuje sie zdecydowanie lepiej. Wtedy tez go podeptałam i musiał brać tabletki, bo nie mogł wskoczyc na kanapę. To podeptanie wbraw pozorom bylo dla niego szczęśliwe. Juz wcześniej miewał czasem problemy z wskakiwaniem na kanapę i czasem się potykał, ale ja myślałam, że to wiek. Po podeptaniu byłam z nim u weterynarza i robiłam  mu Reiki. No i ozdrowiał calkiem. Teraz wręcz fruwa jak za młodych lat. To ruchliwy piesek. Aktywność przejawia gdy sie wita, a robi to nawet gdy kogoś 15 minut nie ma obok niego. Juz sie cieszy- skacze i szaleje. Jest też bardzo rozpieszczony i czuły, przymilny. Lubi lezeć na kolanach, przyulony albo z pyszczkiem na mojej lub Krzyśka nadze. Niedlugo skończy 12 lat. Szybko zleciało...









Sprzedałam kolejne logo... Trzeba je było trochę przerobić, bo nazwa nie ta...