Codzienność

Codzienność

piątek, 20 października 2017

piątek

Dziś ostatni dzień w tym tygodniu z aktywnością fizyczną. Coś trzeba będzie koło domu i w domu zrobić w tym pierogi z kaszą czarną i serem. Nie lubię ostatnio lepić pierogów oj nie lubię ale będę to robić częściej, bo pierogi lubię jeść, a pierogarnia daleko. Od jutra już z kanapy będę mało schodzić. Początkowo miałam zamiar nawet wróżby w weekend odpuścić, żeby odpocząć ale zmieniłam zdanie. Pracować będę, bo pieniądze się same nie zarobią, a potrzebuję ich sporo.

Ostatnio kupiłam w końcu lustro do łazienki. Czekam na nie. Jest w moim stylu choć to nie antyk. Na antyki mnie nie stać. W zasadzie to nawet nie żałuję. To lustro stylizowane. Jest drewniane i ma to coś co mnie przyciągnęło...


Kupiłam tez ostatnio figurkę ptaka, a dokładnie czapli, świecznik i półeczkę na przyprawy. Kupiłam też doniczki, bo mi się po sklepach stacjonarnych biegać nie chce. Doniczki są plastikowe, ponieważ takie muszą być przy tylu kotach. Niestety co rusz lądują na podłodze. Jak przyjdą to jeszcze w tym roku sukulenty przesadzę. Wiele ich nie pozostało, bo kilka zniszczył Józek. Będę musiała znowu wiosną kolekcje uzupełnić.

Teraz wpadły mi w oko kosmetyki. Odkryłam cudnie pachnące wanilią, cynamonem, migdałami. To balsamy i peelingi. W zasadzie to ja ostatnio kosmetyki kupuje nosem. Odkąd przestałam się swoja uroda przejmować to przestałam tez zwracać uwagę na właściwości kosmetyków. Przecież zmarszczki mi już całkiem nie znikną i cellulit też nie. Teraz kosmetyki maja tylko pachnieć tak, żeby używanie ich sprawiało mi przyjemność.

środa, 18 października 2017

środa

Dzień upływa za dniem i do zimy coraz bliżej. W zasadzie ja już jestem prawie do zimy przygotowana. Zostały jeszcze drobne prace typu zasilania drzew i sprzątania doniczek sprzed domu. Pogoda ostatnio jest niezła to można to i owo na dworze zrobić. W domu od wczoraj nie palę w piecu w ciągu dnia. Rozpalam wieczorem, bo ciepło. 
Dziś nie mam zaplanowanych pilnych zajęć w domu i koło domu. Będę pracować, bo zakupy kuszą. Jeśli chodzi o mnie to ja kupuje hurtem albo wcale. Musze na kupowanie rzeczy do domu mieć nastrój. Bywa tak, że przez pół roku nic nie kupuję. Te drobiazgi co kupię teraz będą na dłuższy czas, bo zmian nie lubię. Przyzwyczajam się do wystroju wnętrz i do różnych drobiazgów. Ciężko mi się później z tym rozstać. Meble i ozdoby służą mi lata całe, aż się zniszczą. Nie interesuje mnie moda więc wszystko jest ponadczasowe.

A na koniec trochę o problemach, a konkretnie o bólu przy poruszaniu się. Od dawna bolą mnie mięśnie i kości gdy stoję i chodzę. Nic z tym nie robię to znaczy leków nie biorę, bo boję się o wątrobę. Po prostu unikam ruchu i okresowo gdy bóle się nasilają piję zioła i robię Reiki. To trochę pomaga ale nie do końca. W zasadzie już się z tym bólem pogodziłam, bo nigdy całkowitej ulgi nie ma i tak chyba od ponad dziesięciu lat. Bóle pojawiły się gdy jeszcze byłam szczupła i trwają z różnym nasileniem cały czas. Dlatego nie ćwiczę już jogi, bo ona je nasilała. Ten sam problem miał mój dziadek. Tez miał bóle i wieku 60 lat prawie już łóżka nie opuszczał choć do końca był samodzielny. Wcześniej był bardzo aktywnym człowiekiem. Trochę się boję, żeby i mnie to nie spotkało.:(

wtorek, 17 października 2017

Wtorek

Wczoraj dzień bardzo trudny, bo musiałam odwiedzić dwa miasta i wszystko było w biegu. Nie lubię tak... Po piętnastej pojechałam z Krzyśkiem do lekarza. Później musiałam zrobić zakupy- pościel dla kotów i doniczki na sukulenty. Później musiałam szybko taksówką jechać na zajęcia z ikony. Powrót do domu tez taksówką, bo inaczej się nie da koło 20:30. Byłam zmęczona, a wieczorem i w nocy pracowałam. Inaczej się nie da, ponieważ zakupy czekają, a znalazłam następne...



Muszę też kupić trochę perfum, bo mi się kończą. Nie nie kupie  już oryginalnych. Co prawda ostatnio miałam markowe Opium ale stwierdziłam, że to z rozlewanych pachnie tak samo i takie teraz chcę kupić. Może też kupię Jungle. I opium i Jungle są bardzo trwałe, a to dla mnie ważne. Uwielbiam perfumy z wanilią. Wczoraj znalazłam sklep z rozlewanymi perfumami, w którym podają dokładny skład. Jest co wybierać. Już chyba oryginalnych kupować nie będę. Po co przepłacać? 

Jutro będzie też stresujący dzień, bo trzeba odrobaczyć stado. Krew się pewnie poleje. Krzysiek był w piątek z Pikusiem u weterynarza i preparat kupił. Tym razem zostały tez obcięte pazury. Pikuś wył i chciał gryźć ale pani była uparta i mu nie ustąpiła. Obcięła na krótko u wszystkich łapek. Nie skaleczyła go ale biedak tak się zdenerwował, że później nie pozwolił się przez dwa dni w łapki dotykać.



.


sobota, 14 października 2017

sobota

Zauważyłam, że ostatnio strasznie lubię robić zakupy i to różne. Mogą być nawet spożywcze pod warunkiem, że zakupy robię w sklepach internetowych. Z tych stacjonarnych już prawie zrezygnowałam, bo nie cierpię łazić, szukać, schylać się i przepychać, a później jeszcze czekać w kolejce do kasy. W internecie to co innego- wygoda i szybko. Ja nie muszę dotknąć by kupić. Nawet kosmetyki kupuję i jestem zadowolona o ile są dobrze i po polsku opisane. Nie kupuję prawie nic np. w Rossmanie, bo dużo kosmetyków jest opisana po angielsku. Takie dezodoranty np. Więc skąd ja mam wiedzieć czym one pachną? Do Rossmana zaglądam tylko po kosmetyki Alterry, bo je lubię i coś opisane po polsku można znaleźć.
Jeśli chodzi o kosmetyki to przestałam się malować nawet gdy wyjeżdżam do miasta. Używam teraz tylko pudru i błyszczku lub naturalnej pomadki. Tak mi lepiej. Wszystkie tusze, kredki do oczu, lakiery do paznokci i szminki wylądowały w koszu. Kupuję za to sporo olejków, balsamów, soli i środków do kąpieli. Lubię też naturalne mydła i perfumy. 
Porządek zrobiłam również z biżuterią. Część mam zamiar wysłać na bazarki, a nowe kolczyki srebrne z naturalnymi kamieniami postaram się sprzedać. Chyba się starzeję, bo całkiem straciłam potrzebę podobania się. Wyglądam jak wyglądam. Ma być naturalnie. Ważna jest też wygoda. To, że się postarzam nie ma znaczenia. Pogodziłam się z tym, że młodość przeminęła i nie wróci. Dobrze mi z tym. Ba bardzo dobrze. To wielka ulga, że już nie odczuwam presji, że niedoskonałości w wyglądzie mnie nie dręczą.
Nadal buszuje po sklepach za zakupami. Na razie wybieram ale obdarzam zainteresowaniem przedmioty nie tylko do łazienki. Ostatnio zamarzyłam o półeczce na przyprawy i wkrótce będzie moja. Kusi mnie też odkurzacz automatyczny. Tańszy model ponoć tez jest niezły. Ciekawa jestem czy przy tylu zwierzętach by się sprawdził. Obawiam się, że w pokoju dziennym gdzie jest najwięcej sierści pewnie nie ale w innych pomieszczeniach już tak. Chyba go kupię, bo leniwa jestem i do odkurzania się nie rwę. Krzysiek też nie...



czwartek, 12 października 2017

Czwartek

Wczoraj i przedwczoraj było sporo pracy, bo musiałam posprzątać w łazience. Zajęło to trochę czasu ale już porządek po remoncie jest. Nie jest jeszcze na błysk wypucowane. Ma być jeszcze trochę malowania. Nie wszystko wróciło na stare miejsce. Część rzeczy wyrzuciłam i teraz czekam na nowe. Nie wszystko jeszcze kupiłam ale już sporo. W przyszłym tygodniu jak dobrze pójdzie kupie resztę oprócz lustra, bo ono jest drogie. Ma być drewniane i rzeźbione. Oczywiście nie antyk, bo na antyki mnie nie stać. Niektóre przedmioty mnie kuszą ale się waham. Ot choćby to co poniżej. Strasznie mi się podoba, ale pojemnik jest ze szkła i obawiam się o niego przy tylu rozbrykanych zwierzętach. Z drugiej strony plastiku nie chcę...:(



Wybrałam jeszcze to i będę stopniowo kupować. Część już kupiłam. Przy okazji wpadło mi w oczy tez to i owo do przedpokoju. On będzie urządzany po łazience.
















Od wczoraj suszy się kolejna herbata. Tym razem będzie z gruszek, imbiru, skórek pomarańczowych, rodzynek, cynamonu i goździków. W piątek chcę kupić produkty na następną. Bardzo lubię herbaty owocowe zwłaszcza z tych zimowych z dodatkiem cynamonu. Dziś zrobię nalewkę z gruszek. W piątek mam zamiar kupić produkty na sos chiński. Może z 6 słoiczków zrobię. Zostały mi jeszcze do roboty sosy- chiński i meksykański, buraczki i kapusta z marchwią. Do listopada się wyrobię. Późno w tym roku.

poniedziałek, 9 października 2017

poniedziałek

Dziś Sebastian ojechał do domu, a mnie jest smutno. Znowu będę po całych dniach sama i nie będzie z kim pogadać. Krzysiek już teraz prawie z sypialni nie wychodzi. Zawsze był mrukiem ale teraz już jest mrukiem do potęgi. Bardzo lubię jak Sebastian jest. Lubię z nim gadać. Już nawet telewizję nauczyłam się tolerować. Z Krzyśkiem jest coraz gorzej. Ostatnio drży mu ręka i mówi do siebie jakieś bezsensowne słowa. Przestał też zupełnie myśleć. Boję się jakiegoś wypadku.

Poza tym znowu jestem na diecie, bo przytyłam koszmarnie dużo. Chce tym razem zrzucić 10 kg. Może w trzy miesiące. Oby się udało. Może się uda, bo kombinuje tym razem nie tylko z kaloriami i węglowodanami ale i białkiem. Jem go wyjątkowo dużo, bo 1 g na kg wagi. Węglowodanów jem mało, bo do 120 g. Nie wiem czy to nie jest za dużo czasem. Gdy odchudzałam się wiosną jadłam do 50 g. Wtedy dość łatwo schudłam ale wtedy był też ruch czyli 9-12 kilometrów na rowerze i joga. Teraz nie ćwiczę i ćwiczyć nie będę. Roweru nie znoszę, a od jogi się nie chudnie. W dodatku po jodze wysiadły mi stawy i bolały jak diabli.

Dziś byłam na zajęciach z ikony. Szkicowałyśmy Pantokratora. To doskonała nauka szkicu. Praca polegała na wykonaniu dwóch szkiców twarzy. Instruktorka uważa, że mi idzie coraz lepiej.



Zaczęłam trochę zakupów do łazienki robić. Kupiłam matę z bambusa i cudny stołek. Wybrałam kolejne rzeczy i mam zamiar je stopniowo kupować.



sobota, 7 października 2017

sobota

Remont trwa. Idzie szybko, bo dziś robi też brat Krzyśka, który się jednak odezwał. Dziś ma być zamontowana toaleta i wanna. Może zdążą też pomalować w części z wanną. Jutro by Sebastian skończył część z toaletą. Pozostanie trochę tynku, wbicie kołków na obrazy i wykończenie przy boazerii. Co z umywalką jeszcze nie wiem.
Jak już ten remont się skończy to trzeba będzie wszystko sprzątnąć i będę mogła odpocząć, bo szczerze mówiąc trochę zmęczona jestem tym ruchem. Kiedy mycie okien? Licho wie, bo pogoda ostatnio nie sprzyja. Później już tylko drobne prace w ogrodzie typu zasilania drzew i krzewów i prawie spokój do wiosny...Uf...
Teraz planuję co jeszcze w tym roku mam kupić. Powinnam kupić chodnik do łazienki. Ma być ręcznie tkany w pasy. Poza tym chcę jeszcze lustro kupić i może kuferek z wikliny na proszki i płyny. Do tego będzie skrzynka zdobiona decoupage na kosmetyki.

Do wiosny powinnam też wreszcie urządzić na tip top przedpokój. Trzeba kupić szafę, chodnik, może lustro i krzesło. Myślałam o żaluzjach ale chyba zrezygnuję, bo okno jest od strony północnej, a rosną na nim kaktusy. Miałyby zbyt ciemno z żaluzjami.

Jeśli chodzi o pracę to teraz wróżę i piszę mniej, bo jest Sebastian. Jedzie w poniedziałek to pracy będzie więcej. Powinnam też zacząć pisać wiersze jeśli chce znaleźć się antologii, a weny nie ma. :( Nie wiem czy nie będę musiała zrezygnować...

A na koniec haiku...

sen nie nadchodzi
klangor dzikich gęsi
trwa i trwa

zagajnik w słońcu
między liściem a liściem
brąz podgrzybka

biel marcinków
miedzy kępami w cieniu
pyszczek jeża



czwartek, 5 października 2017

czwartek

Remont ledwie znoszę. Najgorzej jest z kąpielą. Już zapomniałam jak wygląda wanna pełna pachnącej wody. Tylko się myję. Musze jakoś wytrwać. Ważne, że posuwa się do przodu. Na razie zamówiłam skrzynkę na kosmetyki. Ozdobie ją decoupage. Muszę tez wyrzucić półkę z nad wanny, bo choć jest bardzo praktyczna to niestety plastikowa:( Chyba też kupię ze dwie skrzynki na proszki. Tez je ozdobie decoupage. No chyba że kupię kuferki wiklinowe, bo też lubię...:) Czas się rozejrzeć za chodnikiem ludowym tkanym w pasy...
Ostatnio znowu zaszalałam i kupiłam karty. Najpierw trafiłam na cudne karty klasyczne z obrazami A Muchy. Były tanie więc kupiłam mimo, że teraz z kart klasycznych nie wróżę. Mam zamiar jednak je wykuć, bo nieraz klientki o wróżbę nimi proszą. Są dość popularne. Na pewno bardziej popularne od Kippera. Później karty przyszły i mnie zachwyciły do tego stopnia, że zapragnęłam też kupić z obrazami Muchy tarot i oczywiście kupiłam. Karty są przepiękne choć trudne. Nauczę się jednak... Co tam...:) Tym samym mebli do sypialni w październiku nie kupię, bo za co...:(


Ostatnio sporo się zajmuję poezją. Czytam wiersze i piszę. Wyciągnęłam wszystkie moje antologie i pilnie studiuję. Zauważyłam, że nie wszystkie wiersze do mnie trafiają. Nie lubię np. rymowanych i nie przepadam za sylabicznymi choć sama takie piszę. Lubię wiersze białe i częściej do mnie trafiają wiersze pisane przez kobiety zwłaszcza te lżejsze.




wtorek, 3 października 2017

wtorek

Pogoda u mnie jesienna i nic dziwnego przecież. Nie jest jednak jeszcze tak zimno i nie co dzień w piecu palę. Chłodne są tylko noce. Już okno zamknęłam na noc. Dziś trochę mi było chłodno w nocy. Czas już chyba pożegnać kocyk i przeprosić się z kołdrą. Miałam w tym roku kupić dwie kołdry z wełny owczej ale ponoć po kilku miesiącach robią się z nich szmaty. Nie mam zamiaru ciągle zmieniać i chyba będę nadal spać pod tymi starymi. Stare są brzydkie i dość ciężkie ale dobrze grzeją.

Remont trwa. Wszystko idzie sprawnie. Łazienka w części z toaletą już jest prawie wykończona. Oczywiście bez malowania. Nie wiem czy w ogóle da się to teraz pomalować. Teraz jeszcze część z wanną została. Tam będzie pracy więcej, bo tynk ma być na wszystkich ścianach. Sebastian chyba tym razem nie zdąży ale jak na razie tynk wychodzi piękny- nierówny i niedbały tak jak chciałam. To prawdziwy tynk rustykalny nie ten sztuczny akrylowy, który można kupić w marketach za grube pieniądze... Później tylko poproszę znajomego o zamontowanie umywalki i zmianę muszli. Do tego trzeba narzędzi, a Sebastian ich nie ma. Do tego wysiadła wiertarka i kołków zamontować nie można :( Ma jeszcze cztery dni na pracę, bo w piątek jedziemy na cmentarz. Trzeba zrobić porządek koło grobów.

Drzewa które miały być ścięte już są pocięte i złożone do drewutni. To śliwka, gruszka i dwie gałęzie papierówki. Będzie na wędzenie. Sebastian pociął też kilka palet, które miałam i stare drzwi. Palimy tym teraz w piecu. Powinny być jeszcze ścięte dwie uschnięte gałęzie ale są wysoko i kilka dziczków śliwek. To będzie ścięte wiosną. Piła się przydała i cieszę się, że ją kupiłam. Niestety nie wszystko się udało, bo przy okazji ścinania śliwki złamała mi się młodziutka jabłonka. Szkoda. Może jeszcze w tym roku kupię. Powinnam też kupić gruszkę.

niedziela, 1 października 2017

niedziela

Dzień luźny, bo nic do pracy nie mam poza zrobieniem kilku słoików gruszek w syropie. Dużo czasu mi to nie zajmie. Może też napiszę jakieś opowiadanie i pójdę zobaczyć czy można zerwać dziką różę. Potrzebuję ją na nalewkę i do herbaty Później wolne i zajmę się tym co mi sprawia dużą frajdę. Może coś namaluję, a może napiszę wiersz. Jutro już ruch, bo zaczyna się remont łazienki. Myślę by najpierw zrobić część z toaletą, a dopiero później brać się za tą z wanną. Gdzie się będę kąpać w czasie remontu? Nie wiem ale wytrwać jakoś muszę.

Od jutra mi się też zaczynają zajęcia całoroczne z ikony. Strasznie jestem ich ciekawa. Mamy się między innymi uczyć rysunku w stylu ikony- postaci, draperii. Ciekawe czy po tym roku będę w stanie sama ikonę stworzyć od podstaw. No nie wiem nie wiem. Łatwe to chyba nie jest. Żeby sobie jeszcze pomoc planuję kupić książkę. Książka jest droga ale ponoć wartościowa. Ma ją też moja instruktorka więc najpierw może przejrzę. Ona jeśli chodzi o ikony uczyła się w Supraślu. Tradycyjną wiedzę ma więc z pierwszej ręki. 




piątek, 29 września 2017

piątek

No i Sebastian mi ma zamiar zrobić remont w łazience zamiast brata Krzyśka. Tak wyszło, bo brat Krzyśka się obraził, gdyż chcę w łazience nierówne ściany, drewno na jednej ścianie w toalecie i nie zgodziłam się na akrylową wannę, którą mi chciał założyć. Nie mogłam ustąpić, ponieważ kocham wnętrza na stary styl, rustykalne z duszą, a nie cierpię nowoczesnych, bezosobowych pudełek, które się jemu podobają. On chciał zrobić po swojemu albo wcale i żadne argumenty do niego nie trafiały, a ja się chce czuć dobrze w swojej łazience. To chyba normalne. Sebastian zrobi mi tak jak ja chcę i to mi się podoba. Ciekawe kto mi teraz meble skręci? Pewnie też Sebastian, bo bratu Krzyśka już się nie podobało, że chcemy kupić drewniane meble. Według niego to wymysł, bo z płyty tańsze. Ja z płyty nie chcę, bo u mnie wnętrza trudne i płyta się szybko rozpada, a ja nie mam zamiaru za pięć lat nowych mebli kupować. Moda mnie nie interesuje i meble mają być trwalsze. Drewniana szafa stała u mnie trzydzieści lat, a wcześniej czterdzieści u mojej cioci. Takie meble lubię. Meble mają być solidne i ponadczasowe...

Ostatnio pracy w domu mam mniej. Posprzątane już wszystko i poprane. Teraz zostały tylko okna do mycia, zabezpieczenie okienek od piwnicy i usunięcie trawy z okolicy grobów. W moim kalendarzu lista prac do wykonania teraz krótsza. Odetchnęłam, bo mam czas na to co lubię robić np. na pisanie wierszy i malowanie...

Deszcz jesienny

deszcz kaleczy niebo
srebrzystą strugą
łza za łzą...
spływają niespiesznie
zimne i tajemnicze
krople pachną jesienią
i tęsknotą
dostrzegam w nich radosne jarzębiny
i odbicie twoich oczu



czy widzisz
w kałuży pod różą
wirują ostatnie płatki
zapach z nich uleciał
wczoraj
gdy rozpieszczało je słońce
czy nasza miłość też przeminie
wraz porą upałów
czy przetrwa
aż deszcz poda dłonie
płatkom śniegu

A na koniec obrazy - pastele suche i pierwsza ikona. Już prawie skończona... Jestem z siebie zadowolona...




środa, 27 września 2017

Środa

Sebastian jest i czas spędzam bardzo przyjemnie. Przywiózł mi 6 słoiczków marynowanych grzybów, cały spory woreczek suszonych prawdziwków i sporo grzybów mrożonych. Część tych mrożonych zjadłam duszone. Zrobiłam też z nich quiche i pierogi. Część przesmażyłam i włożyłam w słoiki. Trzeba je trzy razy pasteryzować ale ponoć da się przetrzymać. Zobaczymy. Kiedyś tak robiłam dawno temu z tym, że trzeba je było trzymać w lodówce. Nie pamiętam jak je robiłam. Wiem tylko, ze mogły stać chyba dwa miesiące tylko. Dobre i to. Przywykłam do jedzenia tego co natura sezonowo daje. Mogę gdy jest pora na to jeść warzywa typu dyni czy kabaczków choćby co drugi dzień. Mogę się najeść, bo w zimie tego nie mam. Tak też może być z grzybami. Kiedyś wszyscy ludzie tak jedli i dobrze było.

Dziś pracy trochę jest mimo warsztatów. Teraz wstaje wcześniej odkąd Sebastian jest i mam zamiar dziś sprzątnąć w piwnicy. W piątek chcę kupić ziemniaki na zimę i trzeba miejsce już przygotować. Zimniaków ma być osiem worków po 15 kg. Powinno wystarczyć. Do tego kupię cebulę, buraki, marchew, selery i może kilka kapust. Warzywa jednak kupię później. Może w listopadzie dopiero. Kartofle trzeba kupować szybko, bo będą drożeć z powodu deszczu.
Jutro może pójdziemy  z Sebastianem sprzątnąć na cmentarzu, a w piątek może mi powiesi obrazy i zabezpieczy okienka do piwnic. Trzeba je już zamknąć na zimę i utkać, żeby ciepło było. Niby czas jeszcze na to ale on to lepiej może od Krzyśka zrobi. Oczywiście drzwi do jednej komórki i okienko do komórki po kurach trzymam otwarte całą zimę na wypadek gdyby jakiś bezpański kot szukał schronienia. Cały czas wystawiam też jedzenie na schody, które codziennie znika. Ostatnio widziałam jakąś kotkę szylkretkę na podwórku. Nie wiem czyja ona jest. Widuje też psa od sąsiada. Sąsiad jest trunkowy i nie wiadomo czy psa karmi jak trzeba. Pies jest stary i bardzo mi go szkoda... Ostatnio podszedł do mnie i tak lekko ogonkiem machał i smutno mi patrzył w oczy. Taki był zrezygnowany i zmęczony. Mnie się płakać chciało, bo pomóc mu nie dam rady...



poniedziałek, 25 września 2017

poniedziałek

Wstałam wcześnie, bo czekam na Sebastiana. Jedzie od 6:30. Do mnie dotrze około 11:30 chyba. Tym razem po niego nie wyjadę na dworzec, a wyślę taksówkę. Będzie u mnie do około 14 dni. Co mu się uda zrobić nie wiem ale plany są dość duże. Ma wyciąć drzewa i pociąć trochę drewna. Prawdopodobnie pójdzie posprzątać na cmentarz. Jeśli się da to zrobi mi boazerię w łazience i wywierci dziury na kołki. Chcę na nich powiesić obrazy w ganku. Może też pomaluje ganek o ile mama się nie rozmyśli. Ma tez trochę odpocząć, pospać i odreagować.:) 
Ja przy okazji też odpocznę, bo będę wróżyć tylko na pół gwizdka. Nie będę rozmawiać tylko pisać. Zarobię przez to mniej niestety ale dobre i to. Co do pisania to chyba będę pisać normalnie.

Dziś nie planuję nic robić, bo musimy się nagadać za wszystkie czasy. Jutro już coś podziałam. Może umyję okno np. Chcę między innymi przygotować herbatę owocową. Myślę o suszonych jabłkach, śliwkach z dodatkiem cynamonu goździków, skórki cytrynowej i rodzynek. Może dodam liści poziomek i malin. Kolejna będzie chyba z dodatkiem imbiru, mięty, skórek pomarańczy i dzikiej róży. Może tez od razu zerwiemy owoce róży na nalewkę? Jeszcze nalewki z róży nie robiłam, a jest bardzo zdrowa.

A na koniec obrazy. Tym razem pastele suche...





sobota, 23 września 2017

sobota

Dziś mam mniej pracy. W domu powinnam tylko kwiatki podlać. Mam też do zrobienie przetwory, a konkretnie dżem ze śliwek. Jutro zrobię kompoty z jabłek i koniec przetworów na ten tydzień. Co poza tym będę robić jeszcze nie wiem. Na pewno wróżyć o ile chętni będą. Może też napisze jakiś wiersz, bo ostatnio do tego wróciłam i piszę bardzo chętnie. Może, a raczej na pewno podziałam coś artystycznie. Od dawna chodzą za mną akwarele, a konkretnie kot i koń. Chodzi również kolejny portret pastelami suchymi. Jeśli chodzi o portrety to w tej dziedzinie sukcesów nie przewiduję. Lubię jednak portrety malować i raczej nie przestane tego robić. Nie muszę być genialna i malować na zamówienie przecież. Przyjemność tez jest ważna. Jeśli chodzi natomiast o słoneczniki to z obrazku jestem nawet zadowolona...





Poza tym chyba będę czytać, bo zgrałam sobie z Chomika dwie pozycje które mnie pewnie zainteresują choć to czytadła. To kolejne części powieści, która kiedyś zaczęłam czytać. No ale i czytadła są dla ludzi przecież.




Jutrzejszy dzień będzie podobny do dzisiejszego. Tez będę siedzieć sama i działać. Krzysiek wprawdzie będzie w domu ale ostatnio już prawie na stałe przeniósł się do sypialni i tam w dzień i wieczorem siedzi. Tak szczerze to ja go sama o to poprosiłam, bo gdy wróżę gada, a to nie wygląda dobrze. Kiedyś rozmawiałam z klientem, a on zaczął głośno kląć. Klient się dość szybko rozłączył. Myślałam, że więcej nie zadzwoni ale zadzwonił jednak po kilku dniach.

W poniedziałek przyjeżdża już do mnie Sebastian. Ja się bardzo cieszę i po cichu sobie planuję, że kolejny raz przyjedzie na święta. To jeszcze do dogadania ale bardzo bym chciała.



W nurcie rzeki





Zaglądam w toń


jak w kryształowa kulę wiedźmy


dotykam światła


migotliwych cieni i duszy

wspomnienia garną  się tłoczą

napływają falami

łapię je to tu to tam przytulam

otulają mnie częstują chętnie

wrażeniami uczuciami ciepłem



pamiętam ten dzień tato

gdy zostawiłeś swój ślad

w tej rzece

kamień jeszcze pulsuje tobą

słyszę głos nie z tego świata  czuje zapach

jak to jest

odszedłeś tak dawno

a ja wciąż gonię

twój cień




czwartek, 21 września 2017

czwartek

Pogoda już typowo jesienna z tym, że bardziej chyba listopadowa. Gdzie się podziała złota polska jesień. Do złotej jeszcze trochę wprawdzie brakuje, bo u mnie liście nadal zielone ale słońce mogłoby czasem zza chmur wyjrzeć. W domu palę w piecu od ponad tygodnia. Był z tym problem, bo Krzysiek nie chciał drzewa na rozpałkę rąbać. Twierdził, że jest ciepło i że we wrześniu nie ma jeszcze sezonu grzewczego. Była oczywiście awantura i patyki porąbał. Rozpalam ja o ile mi pozwoli. Zwykle nie, ponieważ uważa że za dużo gazet i patyków zużywam. Jak ja mam dość tej jego oszczędności. Powiedziałabym skąpstwa nawet...W życiu wcześniej takiego człowieka nie spotkałam...:(

Wczoraj byłam oczywiście na warsztatach pisania ikon. Prace nad moja ikoną posuwają się do przodu. Mnie się to coraz bardziej podoba. Wczoraj było malowanie szat itd. Było tez trochę teorii i oby do przodu. W przyszłym tygodniu jeszcze jedno spotkanie i trzeba będzie ikonę skończyć. Później od października regularne spotkania co tydzień. Tak sobie myślę, że ta nauka rysunku charakterystycznego dla ikon pomoże mi też i ułatwi malowanie aniołów. Ciągle o tym myślę, bo to temat dla mnie bardzo wdzięczny. A może powinnam się specjalizować w ikonach z aniołami?

A na koniec kolejny wiersz i zdjęcie ikony jeszcze nie skończonej...

Wrześniowo

Idzie wrzesień łąką lasem
grzybów  pełne kosze niesie
rydze zbieram tuż za sadem
niech się wproszą na śniadanie
 
przy tarasie kasztan broi
już owoce rzuca lśniące
jarzębina się rumieni
nawłoć tańczy w pełnej krasie
 
brzoza liśćmi złoci miedze
mgły poranne pieszczą twarze
 astry wrzosy śliwki piękne
babie lato daje w darze
 
wnet październik już nastanie
i jesieni poda dłonie
natura już oczy zamknie
zima senną ją zastanie



wtorek, 19 września 2017

wtorek

Wczoraj Krzysiek był w mieście i kupił grzyby do suszenia. To drugi kilogram. Poza tym gość, który ma do mnie przyjechać pod koniec miesiąca grzyby mi przywiezie, bo u niego można je kosić. Był kiedyś i przyniósł 4 10 litrowe wiadra w jeden dzień. Część wysuszył, część zamroził, a część włożył do octu. Te zamrożone mi też przywiezie, a ja je przesmażę i do słoików włożę. Ponoć trzeba trzy razy pasteryzować ale da się przetrzymać. Spróbuję. W niedzielę zrobiłam też jeszcze kompot z jabłek do słoików. Zostały mi do zrobienia kolejne kompoty, sosy chiński i meksykański, dżem ze śliwek, buraczki i sałatka z kapusty i marchwi. Jeszcze z miesiąc będę przetwory robić. Teraz kupuję tylko na jedną partię, bo warzywa mi się momentalnie psują. Kiedyś pomidory nie wytrzymały nawet dwóch dni :(

Od pewnego czasu uczę się trochę wróżyć z kart kipera. Karty są bardzo popularne w Anglii i w Niemczech. U nas mniej. W sprzedaży jest tylko jedna talia, którą można kupić razem z książką. Ten zestaw mam i z niego korzystam. Karty są dość intuicyjne i doskonale odpowiadają na to co się zdarzy jutro- karta dnia. Jeśli chodzi o pytania precyzyjne typu czy dostane tą pracę nie bardzo chcą ze mną współpracować albo po prostu interpretacja w książce jest zbyt skromna. Ostatnio wróżyłam według książki. Wybrałam rozkład tak zwaną wielką kartę i kart odpowiedziały bardzo precyzyjnie. Zaczęły mnie kusić. Z nauką mam problem, bo książka, którą mam jest bardzo cienka i mała. Kursów w Polsce nikt nie prowadzi, a jedyne materiały które mogę kupić w języku polskim są raczej drogie. No i mam problem...

A na koniec ostatnia kartki i chleb. Pyszny był pszenno- żytnio razowy...


W nurcie rzeki

Zaglądam w toń
jak w kryształowa kulę wiedźmy
dotykam światła
migotliwych cieni i duszy
wspomnienia garną się tłoczą
napływają falami
łapię je to tu to tam przytulam
otulają mnie częstują chętnie
wrażeniami uczuciami ciepłem

pamiętam ten dzień tato
gdy zostawiłeś swój ślad
w tej rzece
kamień jeszcze pulsuje tobą
słyszę głos nie z tego świata czuje zapach
jak to jest
odszedłeś tak dawno
a ja wciąż śledzę
twój cień

niedziela, 17 września 2017

Niedziela

Mimo weekendu działam, a mianowicie robię pranie. Krzysiek był zgorszony, a ja po prostu chcę jak najwięcej pracy wykonać do 25 września. Spieszę się, bo tego dnia przyjeżdża do mnie gość. Ma zostać około 12-14 dni to wtedy niewiele zrobię. Coś może za to on zrobi. To coś to powieszenie obrazów w przedpokoju. Muszą być kołki, bo mam cegły. Poza tym pewnie sporo drzew zetnie, może zrobi mi boazerię w łazience, może pomaluje ganek. Do czasu jego przyjazdu chcę skończyć sprzątać w sieniach i chcę skończyć pranie koców i kap. Może też kilka okien się umyje. Co do przetworów to jeszcze chyba nie skończę, bo jeszcze trochę słoików pustych jest...:) a regał skręcony i miejsca dość...:)





W przyszłym tygodniu też sporo pracy mnie czeka - żmudnej i niewdzięcznej. Poza tym muszę pisać kolejne opowiadania, teksty na portal w tym horoskop. Mam też oczywiście wróżyć i będę miała do zrobienia dwa horoskopy urodzeniowe. No i będę miała zajęcia z ikony.
Po głębszym zastanowieniu zrezygnowałam z zajęć z rysunku sztalugowego i zapisałam się jednak na ikonę. Będę chodzić cały rok. Nauczę się rysunku draperii, dłoni i postaci typowych dla ikon. Poznam dogłębnie złocenia i inne kruczki. Mam oczywiście świadomość, że nauka ikony taka z prawdziwego zdarzenia trwa dłużej ale i ta mnie cieszy. Rysunku sztalugowego mi szkoda, bo miałam nadzieję na rysunek węglem i pastele. Cóż nie można mieć wszystkiego na raz. Przynajmniej ja nie mogę, bo mieszkam dość daleko od ośrodka kultury i nie stać mnie po prostu na taksówki, którymi na miejsce dojeżdżam, a autobusy przestały jeździć, bo remont drogi. Może w przyszłym roku się uda na te zajęcia dostać o ile będą.

A na koniec moje słoneczka. Moje śpiące królewny- Majusia, Megusia, Rozunia i Lwiczka. :)