Codzienność

Codzienność

wtorek, 23 maja 2017

wtorek

Dziś znowu wstałam wcześnie, bo czekam na przesyłkę. W tym tygodniu ma mi przyjść szafka na buty, książka i moskitiera. Jutro jadę do miasta załatwiać dowód osobisty. Wściekam się już dziś, bo latania będzie sporo. Chcę zrobić zdjęcia i od razu złożyć dokumenty. Nie wiem czy mi się to uda w jeden dzień załatwić. Oby. Przy okazji kupię może pelargonie i werbeny przed dom. Już dawno powinnam to zrobić ale czasu nie miałam. Fryzjera oczywiście nie załatwiłam i zdjęcie będzie z zaniedbanymi włosami. Teraz włosy chcę ściąć na krótko i pal licho jak będę wyglądać. Ma być fryzura wygodna i praktyczna. Na urodzie mi nie zależy. Może coś takiego?



Na warsztatach wczoraj oczywiście byłam. Wróciłam zadowolona. W przyszłym tygodniu będą ostatnie z pasteli suchych. Później w czerwcu będą pastele olejne. Ikona ma być we wrześniu. Też się wybieram. Kusi mnie jeszcze akwarela. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że trzeba by podjąć decyzję czego się chcę dalej uczyć. Zawsze chciałam malować kwiaty, pejzaże, koty, ptaki i może inne zwierzęta. Kusi mnie martwa natura. Nie ciągnie mnie do portretów i architektury chociaż te tematy mi wczoraj nawet wyszły...




Moja mama narzeka coraz bardziej. Już nie ma siły nic robić. Tak twierdzi. Mnie się wydaje, że to sprawa psychiki. Czymś się podłamała. Strasznie mi jej żal ale nie potrafię jej pomóc. Nawet obiadu jej się nie chce gotować, a tego co ja gotuje nie zje. No i ona je o 12, a my raczej koło szesnastej. Węgla też jej nie dam rady nosić, bo mam chory kręgosłup i siły nie mam. Krzysiek się przed robotą broni, bo wraca z pracy zmęczony. Pracuje fizycznie, a w tym roku kończy 56 lat. Co dalej będzie nie wiem...

Dziś mam być z Czarnusią u weterynarza. Ząbki  mają być usunięte. Martwię się...

niedziela, 21 maja 2017

Niedziela i po trochu do przodu...

Dziś odpoczywam. Wstałam wcześnie i nic nie zamierzam robić. To jednak pewne nie jest, bo może mnie natchnienie złapać i mogę coś napisać. Muszę się czymś zająć, bo mam ciężkie dni. Nie chcę myśleć. Pewnie będę działać pastelami albo akwarelami. Przy tym odpoczywam psychicznie. Kuszą mnie akryle. Może tulipany np...

Jutro jadę na warsztaty. Już nie mogę się doczekać. Ostatnio maluję codziennie. Nie bardzo jestem zadowolona. Portrety nadal mi nie wychodzą. Instruktorka mi powiedziała, że muszę ćwiczyć. Muszę być wytrwała. W czerwcu zamierzam iść na warsztaty pasteli olejnych. Kiedyś przecież się nauczę albo i nie.

W ogródku nic robić nie będę ale ma zamiar robić Krzysiek. Powinien w przyszłym tygodniu posiać fasolę i może buraki, bo to już kupiłam. Nic więcej kupować nie zamierzam. Mają przyjść deszcze to wszystko będzie rosło. Ostatnio wysadziłam sałatę do doniczki  i coś mi wyżarło. To mnie podłamało.




Dwa dni temu przeżyłam chwilę, a w zasadzie godzinę grozy koty dostały się do ganku i dręczyły osę. Znalazłam ją zmaltretowaną na podłodze. Pewnie któreś zostały pożądlone. Obawiałam się alergii i spuchniętych pyszczków. Mogły się przecież podusić. Winowajców było pięć ale wszystkie żyją. Od razu kupiłam moskitierę do okien. Muszę jeszcze zabezpieczyć Pikusia i kupić obrożę przeciw kleszczom, bo sporo ich jest w tym roku. Podałam mu preparat na skórę ale nie zadziałał i trzy kleszcze złapał gdy leżał w trawie...

We wtorek muszę jechać z Czarnusią na zabieg usuwania ząbków. Koteczka mało je i się ślini. Musi cierpieć. Jak długo nie wiem, bo jest półdzika i do mnie się nie zbliża... Strasznie się  o nią martwię...

piątek, 19 maja 2017

Zakupy, trochę o ogrodzie



Wczoraj kupiłam efemerydy i szczotkę cytrynu. Kamień jest dobry na depresję, obniżony nastrój. Pomaga też zdobyć pieniądze. Już planuję  następne zakupy będzie to tarot anielski i karty archaniołów. Kuszą mnie też karty archaniołów z książką. Może sobie to sprawię, ale jeszcze nie wiem kiedy. Najpierw szafa i może ławka.
Ogród warzywny mam w tym roku ostatni raz. Nie bawi mnie to zupełnie. Ogród to pasja mojej mamy, a ja owszem lubię go podziwiać ale u kogoś. Zachwycają mnie piękne kwiaty, krzewy, dorodne warzywa ale praca przy tym mi strasznie ciąży. Kocham naturę i roślinność ale chcę ją podziwiać z leżaka. W przyszłym roku będą przed domem tylko kwiaty. Ogród będzie też tylko przed domem i to niewielki, bo większość ogródka płytami betonowymi wyłożę, żeby było porządnie i bez roboty.

Angielskiego przestałam się uczyć. To bez sensu. Wszystko zapominałam, z gramatyką miałam problem i kiepsko rozumiałam to co było mówione. Nie miałam też czasu na naukę. Mam inne bardziej przydatne pasje. Angielski nie był mi do niczego potrzebny tak na prawdę. Będę korzystać z tłumacza google tak jak dotychczas.


poniedziałek, 15 maja 2017

Kurs, karty i trochę złości...


Dziś wstałam wcześnie, bo czekałam na przesyłkę. Nie doczekałam się ale za to napisałam opowiadanie. Na warsztatach oczywiście byłam. wróciłam zadowolona. Powstały z pomocą instruktorki dwa obrazy. Portret co prawda nie wyszedł podobny ale wyszła kobieta. Instruktorka powiedziała mi, żebym się  nie przejmowała, bo żeby malować podobnie trzeba się bardzo dużo uczyć. Ja zbyt się do tego nie przykładam. 


 
Ja się ostatnio trochę wściekłam, bo się zepsuł pilot do telewizora i nie da się podgłośnić, a ja nic nie słyszę. Pilot uniwersalny trzeba kupić i prosić brata Krzyśka, żeby zestroił, bo ja się na tym nie znam wcale. Krzysiek oczywiście też nie. Ja nie słyszę, ponieważ znowu mi uszy przytkało. Chyba będę jednak musiała iść na czyszczenie, a raczej płukanie w końcu. Nie uśmiecha mi się to i czasu nie mam po lekarzach biegać i w kolejkach wysiadywać. Wcześniej pewnie świece kupię i świecowanie zrobię. Może mi się odetkają. Ostatnim razem to mi pomogło. Mogę też spróbować kupić strzykawkę i sama spróbować przepłukać. Lekarz to ostateczność...

Jutro mam zamiar iść po kwiatki. Na sąsiedniej ulicy mieszka babeczka, które je sprzedaje. Pewnie też kupię trochę warzyw. Może pomidory, sałatę, paprykę i kalarepę. Trzeba będzie od razu posadzić. Tym samym sezon się zacznie na całego. 

Jedne z kart, które ostatnio kupiłam od jakiegoś czasu mam już w użyciu. To talia pogańskich kotów. Karty są cudowne i zupełnie straciłam dla nich głowę. Moje stare R Waita poszły już w odstawkę. Nie spaliłam ich jeszcze ale głęboko schowałam. Teraz wróżę tylko z kocich. To jednak chyba jeszcze nie koniec zakupów, bo inne talie mnie kuszą np. anielskie, celtyckie, nimf. Coś pewnie jeszcze kupię. Do tej pory kart prawie nie kupowałam. Miałam 5 talii wszystkiego oprócz Marsylskiego w tym cztery talie w dużym rozmiarze. Problem z tym, że mam małe dłonie i ciężko mi przychodzi posługiwać się dużymi kartami. Nawet z tasowaniem mam problem...


Inne karty, które mnie zachwyciły i które już mam to tarot Iluminatii... Też będzie ulubiony, bo przemówił do mnie...



sobota, 13 maja 2017

Sobota i...

W najbliższych dniach trzeba by iść kupić sadzonki warzyw i kwiaty do doniczek przed dom. Po sadzonki też pewnie będę musiała pojechać na targ. Będzie mi do tego potrzebny mężczyzna, bo ktoś przecież musi nieść. Mam zamiar kupić pomidory, ogórki, paprykę, dynię i kabaczki. Z kwiatów pelargonie i werbenki. Może też begonie. Chciałabym pelargonie różnokolorowe w tym białe ale z białymi zawsze jest problem. Nie wiem więc czy mi się uda takie kupić. W tym roku przed domem będą pelargonie, werbeny, może begonie i szczawik. Teraz mam fioletowy, który na razie jeszcze nie kiełkuje. Chcę też kupić zielony z fioletowym brzeżkiem. Kocham też dalie i petunie, ale petunie mi mdleją i zbyt często je trzeba podlewać. Z daliami jest problem, bo trzeba by donicę na nie kupić.

Nadal maluję pastelami.



Miałam kupić kanapę bujaną na dwór, ale się rozmyśliłam i kupię ławkę. Muszę coś mieć wygodnego, żebym mogła na dworze posiedzieć, a w zasadzie poleżeć, bo mam zamiar z poduszkami wychodzić. Myślę o tym, by pracować na dworze jak się da. Nie wiem tylko czy da się na komputerze. Czy będzie coś widać. Nigdy do tej pory z laptopem na dwór nie wychodziłam. W tym roku mnie to kusi. Pracy będę miała sporo, bo i ta zarobkowa i dwie książki rozpoczęte oprócz tomików z poezją. Można by je w lecie na dworze podgonić.

środa, 10 maja 2017

Nauka i plany...

Tydzień upływa mi bardzo pracowicie. Staram się, bo chciałabym jeszcze w tym miesiącu szafę do przedpokoju kupić. W przyszłym kupiłabym jeszcze chodnik ludowy tkany w pasy i żaluzje. No i uszyłabym lambrekin. Tym samym przedpokój bym urządziła na tip top czyli do końca. Trzeba jeszcze będzie pomalować sufit. Kusi mnie jeszcze wymiana żyrandola. Jest ładny ale plastikowy, a ja bym chciała drewniany albo ze słomki albo witrażowy tylko nie wiem czy mi się taki uda kupić. Przedpokój będzie w stylu sprzęganym z przewagą rustykalnego. Jak skończę przedpokój to pomyślę jeszcze o łazience i żaluzjach do wszystkich okien i rowerze dla Krzyśka. Rower ma być tani oczywiście. Później chyba kuchnia. Zajmie mi to trochę czasu, bo na pieniądzach nie leżę przecież. Co mi się uda w kuchni zrobić jeszcze nie wiem. Na pewno muszę nowy piec do centralnego kupić. Oczywiście piecokuchnię. Poza tym planuję wymienić meble, chodnik i żyrandol. Mają też być żaluzje, bo sąsiedzi mają kino jak nago wieczorem po kuchni chodzę. Musi też być kuchnia pomalowana. Wcześniej muszę jakiś skok na bank zrobić:) ale co tam...
W najbliższym czasie muszę też zrobić zdjęcia i iść złożyć wniosek na nowy DO. Stary się kończy w czerwcu i będzie kłopot. Już teraz mam nerwy, bo będzie masa latania z tym. Przy okazji kupię sobie jakieś ciuchy do chodzenia po domu, ponieważ te co mam w tej chwili  są w tragicznym stanie. Cudów oczywiście nie kupię. Wszystko po paru dniach i tak farbami poplamię. Zauważyłam, że ostatnio nie zależy mi na tym by być atrakcyjna. Wyglądam jak wyglądam i akceptuję się. Nie wiem czy to dobrze czy źle. Podejrzewam, że gdybym się postarała to bym wyglądała lepiej. Nie bardzo jednak mi się chce. No i nie mam na to czasu. Tyle jest innych ciekawszych zajęć niż piłowanie paznokci czy robienie maseczki...
Od kilku dni działam pastelami. Mam na następne warsztaty zabrać trzy obrazy- kwiaty, pejzaż lub architekturę i portret. Wczoraj namalowałam kwiaty... Dziś zadania dalszy ciąg - portret...Miał to być Krzysiek, a wyszedł facet. Jest jednak postęp.



poniedziałek, 8 maja 2017

Nowości i działanie...

Na warsztatach oczywiście byłam. Były ciekawe i jestem bardzo zadowolona. Czas zleciał błyskawicznie. Czekam na następne. Powstały dwa obrazki w tym moja pierwsza martwa natura. Gdy zobaczyłam co będziemy malować zdrętwiałam. Później jakoś poszło. Martwa wyszła dobrze. Chyba już nie będę miała przed nią uprzedzeń. Do domu mam zadane trzy obrazy- portret, kwiaty i pejzaż lub architekturę. Na warsztaty z pasteli olejnych już się zapisałam. W wakacje może będzie warsztat z ikony.



Uczę się też nadal angielskiego. Niedługo będzie dwa tygodnie. Coraz więcej zapamiętuję. Miałam się uczyć 10 minut dziennie, a jest zazwyczaj dłużej. Znalazłam taka aplikacje na smartfonie do wkuwania słówek. Trzeba wpisać słówka i później wyskakują. Jeśli się pamięta to się klika i już więcej słówko nie wyskakuje. Ostatnio mi wyszło, że jestem przeciętna. Cieszy mnie to, bo myślałam, że będzie gorzej.
Wczoraj kupiłam sobie kilka przedmiotów ze szkła do zdobienia farbkami. Bardzo mnie to ostatnio cieszy. Kusi mnie zrobienie witrażu ale nadal szklarza w okolicy nie namierzyłam. Muszę też sobie kupić więcej kolorów farbek, bo mam tylko pięć. To mało. Są komplety i po 12. Taki by mi bardziej pasował i z pewnością taki kupię. Muszę też kupić podobrazia, bo mi wyszły, a powinnam malować.
W niedzielę wieczorem zaczęłam pisać nową książkę. Tym razem o zdrowiu. Połączenie wiedzy z medycyny niekonwencjonalnej i konwencjonalnej. Temat za mną chodził od dawna. Nie pójdzie mi łatwo już to widzę ale chcę to zrobić. Czy wydawcę znajdę jeszcze nie wiem. Mam zamiar ją skończyć w przyszłym roku, bo w tym piszę jeszcze tą z wierszykami dla dzieci. Lubię pisać ale książki to w tej chwili nie jest złoty interes. Za wiele się na nich nie zarabia o ile w ogóle. To raczej innego typu satysfakcja jest.

niedziela, 7 maja 2017

Cuda i coś nowego...

Wczoraj o dziwo zaczęłam rozumieć niektóre słowa mówione po angielsku. Z odrobieniem zadań nie miałam nawet problemu. Cud jakiś. Oby nie chwilowy. Wczoraj wkuwałam też przedrostki typu ty, wy, go. Dziś chcę się zabrać za zaimki dzierżawcze. Pójdzie trudno. Już to wiem jak wszystkie zadania tego typu. Wkuwam, myli mi się wszystko i łatwo zapominam. To nie to co słowa normalne typu rzeczowników czy czasowników. Te idą mi łatwo. Następne do opanowania będą nazwy odzieży. Z tym nie powinno być większego problemu. Na razie po chwilowym załamaniu postanowiłam jednak uczyć się dalej. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jakoś znajdę tę chwilę czasu dziennie. Chciałabym poznać jedynie podstawy. To przecież nie jest nie wiadomo co. Dziś po wykonaniu zadań aplikacja pokazała mi, że mam 9% umiejętności. Według mnie to sporo. Na pewno aż tyle nie umiem jednak... No ale napis poniżej rozumiem :)...


Dziś poza chwilą nauki będzie też może pisanie opowiadań. Pomysły mam. Piszę sporo, bo marzę by w tym miesiącu szafę do przedpokoju wreszcie kupić. Może się uda. Krzysiek nic nie dołoży, bo uważa ją za zbędny wydatek. Niech nie dokłada. Wieczorem posiedzę na Facebooku na grupach z wróżeniem. Jutro czeka mnie dzień pełen wrażeń, bo po południu jadę na pierwsze z czterech spotkanie w pałacu kultury - warsztaty z pasteli suchych. Ciekawe czego się nauczę. Ostatnio podjęłam też decyzję, że na warsztaty z pasteli olejnych w czerwcu jednak pójdę. Do tej pory się wahałam. Nie przepadam aż tak za tą techniką i obrazy mnie specjalnie nie zachwycały do tej pory. Kilka dni temu jednak trafiłam na cudne obrazy wykonane właśnie pastelami olejnymi. Będę się więc uczyć i z czasem lepsze pastele kupię to może i mnie coś ładnego wyjdzie.
Wczoraj wieczorem ozdobiłam lampion farbkami do szkła. Farby czekały od kursu malarstwa kiedy to miałam zrobić witraż. Wtedy nie wyszło, bo szklarza nie znalazłam. Teraz technika mi się bardzo spodobała. Mam zamiar zrobić sobie trzy witraże dla siebie, a potem może będę robić witrażyki na bazarki kocie. Dziś pomaluję świece i może butelkę...

 

piątek, 5 maja 2017

Ogrodowo, zakupy i problemy...

Krzysiek jednak ogródek skopał. Teraz tylko wyjść i sadzić. Kiedy to zrobię nie wiem jeszcze, bo nie bardzo mam ochotę. Niby jest ciepło ale strasznie mokro. W taką pogodę to tylko w domu siedzieć, a nie po dworze się szwendać. Nie bardzo też mam na to czas, bo sporo ostatnio pracuję. Oj chyba ogród w tym roku jednak był błędem. Serca do tego zupełnie nie mam, a sezon dopiero się zaczyna. Podejrzewam, że wszystko będzie mi zrastać, bo nie będę miała kiedy plewić. Po całych dniach teraz piszę opowiadania i siedzę na portalu z wróżbami. Powinnam też pisać już wiersze o przyrodzie do antologii. Zaniedbałam też ostatnio wiersze dla dzieci i malowanie ilustracji do książeczki. Samo się to przecież nie zrobi...
Wczoraj zaszalałam i kupiłam sobie 4 talie kart oraz szczotki minerałów- ametystu i kwarcu różowego. Trzy talie to angielskie talie kocie. Tarot oczywiście. Od dawna o nich marzyłam ale bałam się angielskich napisów. Teraz angielski mnie już nie przeraża, bo wiem, że słowo pisane opanować mogę. Na coś więc się ta nauka zdała. Czwarta talia to karty do wróżenia z książką - Keppler. To mało popularne karty typu cygańskich.  Jeśli chodzi o ametyst to szczotkę od dawna planowałam kupić. Przyda mi się do medytacji, relaksu, nauki i rozwoju duchowości. Kwarc różowy otwiera serce i wspomaga czakrę serca. 
Z dalszej intensywnej nauki angielskiego na Duolingo chyba zrezygnuję, bo postępu w pisaniu ze słuchu po angielsku nie robię i tylko się denerwuję, a muszę to zaliczyć by przejść dalej. Lekcje są tak skonstruowane, że trzeba  3 zdania po angielsku wpisać, a ja wcale nie rozumiem i z kaczki robię psa np. Czas się chyba poddać. Trudno słuchowcem nie jestem i ten zmysł mi szwankuje do tego stopnia, że nawet głosów znajomych nie rozpoznaję. No przynajmniej nie zawsze... Ja jestem wzrokowcem i będę na tym zmyśle polegać np. malując...:)



A na koniec mądre zdanie i zmykam na medytację z aniołami...
 

 

środa, 3 maja 2017

Trochę o roślinach, pogodzie i planach...

Ależ jest zimno w tym roku. Już mam tego serdecznie dość. Wczoraj byłam trochę na dworze i okropnie zmarzłam mimo słońca. To pewnie przez dietę, bo tarczycę mam w porządku. Nadal palimy po południu w piecu. Węgiel się skończył wczoraj i chyba trzeba będzie zamówić drewno. Krzysiek klnie i palić nie chce ale ja w zimnym domu siedzieć nie zamierzam. Będą awantury i będzie palone.
W ogrodzie zaległości. Nie wszystko wysiane i wysadzone. Nie skopana druga część warzywnika. Może dziś Krzysiek skopie o ile deszcz go nie zastanie. Jeśli nie to ja rezygnuje z tego, bo cały tydzień mają być deszcze. Wszystko idzie w tym roku jak po grudzie. Dość mam. Do tego wszystkie sałaty i kalarepy, które pracowicie wysiałam i przepikowałam zmarnowały się. Nic już siać w domu nie będę, bo mam nauczkę. Ogród strasznie zaniedbany. Chwast na chwaście i chwastem pogania. Nie mam siły już z nimi walczyć, a trucizny nie mam kiedy użyć ze względu na deszcze.




Wczoraj znowu się skusiłam i kupiłam kilka kwiatów do domu. To już raczej ostatnie, bo zrobił się tłok na parapetach. Teraz mam tylko do ogrodu coś jeszcze kupić gdy rabatki przygotuję i dość będzie. No może jeszcze tylko pelargonie i werbenki do doniczek przed dom.

 Ostatnio nie robię wcale kartek. Chyba jednak wkrótce zacznę. Mam zamiar trochę pokombinować z gilotyną do papieru, której nadal obsługiwać nie potrafię. Coraz bardziej mnie kusi kupić maszynkę do scrapków. Mam trochę dziurkaczy ale nie wszystko z dziurkaczy można zrobić. Nie ma np. gałązek i liści, a tego mi bardzo brakuje. Może jak następny próg w odchudzaniu osiągnę to sobie ją kupię. Coś muszę w nagrodę wymyślić, a nie bardzo mam co. Ciuchy mnie nie interesują raczej, kosmetyki kupuję na bieżąco, książek nieprzeczytanych mam cały stos, a na ratlerka miniaturę nie zgadza się Krzysiek.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Walpurgia i inne sprawy...

Dziś Walpurgia - sabat. Ja nie mam zamiaru jakoś specjalnie świętować. Ogniska nie będzie. Będę tylko palić świece. Pewnie też zafunduję sobie dłuższą medytację i zjednoczenie duchowe z osobami, które będą świętować jak trzeba. Zawsze chciałam wziąć udział w prawdziwym sabacie ale mobilna nie jestem i nie wyszło. Dziś poza tym muszę mimo niedzieli wyjść popracować w ogrodzie. Wsadzimy pewnie sałatę do donicy i kalarepę na grządkę, a także dymkę. Jutro pewnie Krzysiek skopie dalszą część warzywnika.

Angielskiego się nadal uczę. Powinnam raczej słuchowo ale to mi nie idzie, bo ja mam pamięć wzrokową. Nie potrafię ze słuchu. Mój zmysł dominujący to zdecydowanie wzrok. Jak mi dalej pójdzie zobaczymy. Na razie ładnie mi idzie rozumienie tego co czytam. Z pisaniem już gorzej, a z pisaniem po angielsku ze słuchu tragedia. W ogóle słów nie rozpoznaję prawie. Zwłaszcza zdań. Z odmianami typu on, ona, wy, oni doszłam wreszcie i zaczynam pojmować. Dziś nie mam zamiaru uczyć się nic nowego. Będę wałkować to co już umiem, a raczej powinnam umieć. Ciągle zapominam słówka. Muszę je wkuwać do momentu aż przestanę się mylić. Oby mnie to nie zniechęciło. Nie mam już jednak nawet nadziei, że będę kiedyś mogła rozmawiać. To się nie uda. Tylko czytać będę...

Wczoraj kupiłam sobie kilka kwiatków i cudną szafkę na buty. Zachwyciła mnie gdy tylko ją zobaczyłam. To jest wyrób współczesny. Kokosów nie kosztowała. Jeszcze chcę kufer do łazienki tego typu kupić. Krzyśkowi się się nie podoba i by nie kupił. Za to on chce rower. Coś taniego trzeba będzie chyba kupić. Tylko po co mu skoro nie jeździ i nie zamierza. Na te wyjazdy do sklepu raz na miesiąc i stary może być przecież. Na stary narzeka, że źle się go pompuje i że powietrze szybko ucieka.



piątek, 28 kwietnia 2017

Nauka i nowe kosmetyki

Pogoda nadal tragiczna. Nie mam odwagi wyjść na dwór, a trzeba sadzić na gwałt sałaty i kalarepy, które kupiłam. Może dziś w końcu wyjdę. Kiedy Krzysiek skopie pozostałą część warzywnika? Licho wie. Wczoraj kupiłam kilka worków drewna, bo węgiel prawe mi się skończył. 

Dieta mi idzie. Chudnę ale się męczę, bo jestem głodna. Pewnie z powodu zimna. Miałam od poniedziałku przejść na jakiś czas na dietę warzywną, ale nie bardzo mam odwagę. Kiedyś schudłam na niej 7 kg w dwa tygodnie. Myślę też o kapuścianej jakieś 2 kg mniej w tydzień. Chodzi za mną post dr Dąbrowskiej ale raczej później. Może w czerwcu dopiero gdy warzywa będą tańsze i na dworze będzie ciepło. Przy tej diecie wszyscy marzną. No i oby do przodu. Ważne, że motywacja wróciła. Czy uda mi się jeszcze 10 kg w tym roku zrzucić? Raczej wątpię ale może chociaż z sześć się uda.

Od dwóch dni usiłuję uczyć się angielskiego. To zupełna nowość dla mnie, bo uczyłam się rosyjskiego i niemieckiego. Oczywiście już nic nie pamiętam. Jeśli chodzi o angielski to bym chciała tylko rozumieć co jest napisane. Pisanie to już szczyt moich ambicji. O rozumieniu i mówieniu nie myślę, bo słuchu nie mam i za granicę się nie wybieram, bo mnie to nie nęci. Uważam, że fajnie by było czytać książki po angielsku. Są fajne pozycje dostępne. Jak na razie czarno to jednak widzę. Zawsze do języków byłam raczej tępa, a słówka szybko zapamiętywałam i szybko zapominałam. Tak jest i tym razem. Gramatyka natomiast to tragedia. Nawet nie wiem o co w niej chodzi jeszcze i nie wiem gdzie tej wiedzy szukać. Jak na razie korzystam tylko z aplikacji na smartfonie. Zobaczymy co dalej.
Kilka dni temu zrobiłam porządek w kosmetykach. To i owo wyrzuciłam. To i owo kupiłam. Na razie przyszedł mi krem sandałowy z Orientany. Jest naturalny, cudnie pachnie i świetnie się wchłania. Czekam na mleczko w woskiem pszczelim, krem do rąk na bazie miodu i krem do stóp z propolisem. Te ostatnie kosmetyki są z Korany. Przyjdą pewnie po świętach. Ostatnio używam jedynie kosmetyków naturalnych. Staram się unikać tych testowanych na zwierzętach, bo to dla mnie zwyrodnienie. Nie wszystkie jednak firmy o tym piszą.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Opóźnienia i przeszkody....

Ostatnio siedzę w domu i marznę. Martwię się, bo w ogródku nie zrobione i węgiel się kończy. Zostały mi  z cztery wiaderka tylko. Kupić nie zamierzałam teraz. Dziś jest trochę cieplej. Może wyjdę do pracy w ogrodzie. Powinnam posadzić sałatę i kalarepy, które wczoraj kupiłam i niezapominajki. Chyba zbyt mało jednak i jeszcze dokupię. Te co wysiałam i pracowicie przepikowałam chyba zmarnieją. Jutro ma z powrotem się ochłodzić. Zapowiadają też deszcz. Nie udała się wiosna tego roku. Nawet ja narzekam.

Kilka dni temu zaprojektowałam kilka okładek do antologii. Spóźniłam się jednak, bo okładka została już zrobiona. Teraz zostaną dla mnie do moich książek może. Po przeróbkach oczywiście. Szczególnie ta ostatnia mi się podoba.










A na koniec o kartach i odchudzaniu. Jeśli chodzi o karty to karty Lenormand coraz bardziej mi pasują. Sporo czasu im ostatnio poświęcam i cieszy mnie to. Dają dobre odpowiedzi konkretne i rzadko się mylą. Zostanę przy nich chyba na dłużej, bo są intuicyjne. Ostatnio siedzę również więcej nad tarotem. Kombinuję z nowymi układami. Też mnie to cieszy.

Odchudzanie natomiast to problem. Przytyłam przez święta i teraz z trudem to zrzucam. Myślę o diecie dukana, Kwaśniewskiego albo dr Dąbrowskiej. Coś muszę zrobić by z 10 kg jeszcze w tym roku zrzucić. Według kart Lenormand mam na to szansę. Wczoraj kupiłam Libramed. Te tabletki pomagają ponoć schudnąć. Tanie nie są. To co zauważyłam to mnie pomagają w opanowaniu ataków głodu. Nie chce mi się jeść. Obym schudła. Jeśli nie to może załatwię sobie Xenical.

piątek, 21 kwietnia 2017

Obowiązki, nauka itp...

Codzienne malowanie weszło mi w nawyk. Teraz dołożyłam też naukę. Postanowiłam nauczyć się lepiej, bo znam nieźle, kart Lenormand. Karty są bardzo fajne i wróżę nimi od dawna ale zaczęłam z nimi pracę, bo chcę mówić więcej o każdej karcie. Po prostu chyba warto poszerzyć nieco interpretację. Teraz mówię dwa zdania. Chcę mówić nieco więcej. Zaczęłam z kartami medytować i uczyć się oznaczeń z książki, którą mam. To potężne tomiszcze ale wszystkiego wykuć nie zamierzam, bo bardzie ufam skojarzeniom niż kuciu. To się przydało gdy się uczyłam tarota to i teraz się przyda. Później w kolejce czekają karty cygańskie. Tak sobie myślę, żeby może kiedyś zacząć w domu wróżyć. Powinnam tylko ogarnąć mieszkanie. To i owo zmienić np. wybudować toaletę dla kotów, żeby nie było ryzyka, że przy gościach zapach się pojawi😈. Poza tym mam opory, bo do tej pory nie wróżyłam nieznajomym twarzą w twarz. Nie lubię nawet przez telefon, bo czasem się stresuję i mam pustkę w głowie i karty przestają mówić. Powodem jest chyba to, że jestem konkretna i  nie bardzo umiem lać wodę. Mówię krótko i treściwie, a to chyba za mało. Wróżki robią seanse godzinne. Mnie by wystarczyło z 20 minut no powiedzmy pół godziny by wszystko powiedzieć i jak tu dalej czas wypełnić? O czym mówić? Chyba pójdę kiedyś do dobrej wróżki i zobaczę jak to ona robi na żywo. A może nie każda wróżka gada przez godzinę? Ponoć nie i to zależy od układu jaki się wybierze. U żadnej nigdy nie byłam, bo zawsze wróżyłam sobie sama i to się sprawdzało. 
Ostatnio robię też sobie eliksiry z ametystu i kwarcu różowego. To mnie otworzy na miłość i duchowość bardziej. Zwłaszcza miłość jest ważna...Robiłam sobie analizę czakr wahadłem i wyszły mi jakieś blokady na czakrze korzenia jak zwykle i czakrze serca. To ostatnie bardzo mi się nie podoba. No ale ja miałam i mam nieco zahamowań przed ludźmi. Nie jestem aż tak otwarta jak powinnam być. Cóż introwertyzm się kłania. Czakrę korzenia też by wypadało wzmocnić, bo może kręgosłup by tak nie bolał...Ech...

Martwi mnie ogród. Nic nie kiełkuje prawie, bo za zimno. Krzysiek nie ma kiedy skopać drugiej części warzywnika. Ja powinnam wreszcie użyć środka chwastobójczego i też nie mam jak, bo potrzeba kilku dni ze słońcem. Oj czarno to widzę w tym roku. 

środa, 19 kwietnia 2017

Marzenia o zmianach w domu

Ostatnio rozglądałam się za meblami, bo co prawda pieniędzy za bardzo nie mam ale pomarzyć można przecież. Tym razem skupiłam się na meblach do kuchni. Moje już dogorywają. Mają 14 lat i czas na nie. Teraz chcę drewniane to może wytrzymają dłużej. Znalazłam fajne ale funduszy brak i pewnie długo nie będzie. Tak to jest gdy się stałej pracy poza domem nie ma i pracuje się tylko 4 godziny dziennie, bo dłużej lenistwo albo pasje nie dadzą. Do tego facetów z grubym portfelem sobie nie dobieram, bo co innego jest dla mnie ważne. Meble chcę w kolorze buczyny lub czereśni oraz białe. Oprócz szafek chcę też kupić półeczki w tym nad drzwi na ikony oraz stół i krzesła z rustykalnych. Innego typu mebli nie lubię, a tych nowoczesnych z dużą ilością metalu i szkła wręcz nie znoszę.



W tym roku mam zamiar pomyśleć o przedpokoju i może o łazience. W przedpokoju ma być szafa zamiast wieszaka, nowe lustro może rzeźbione i nowa szafka na buty. Trzeba będzie pomalować sufit, kupić roletę bambusową i chodnik tkany w pasy. Do tego uszyję lambrekin. Oby się plany powiodły. Będę zbierać na to stopniowo. Do tego może też w łazience porządek zrobię o ile brat Krzyśka się zgodzi pomóc. Krzysiek już się złości. Remont w łazience nie będzie drogi, bo kafelków nie przewiduję, a umywalkę i podłączenia już mam. Trzeba tylko trochę nowego tynku położyć, zamontować listwy na suficie z boazerii, pomalować na biało, gumolit rozłożyć i wannę zmienić i to już wszystko. No i jeszcze karnisz nad drzwi, bo tkanina ma być. Tylko zasłonę uszyć, bo już ją mam... Ma być tanio i praktycznie...Moje wnętrza mają być dla mnie, a nie dla gości. Mają być przytulne i swojskie, a nie do podziwiania.


A na koniec moja wędlinka z szynkowaru i znikam do nauki... 

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Świątecznie- nieświątecznie...

Święta mijają u mnie dość leniwie. Odpoczywam po sobocie kiedy to niespodziewanie zmobilizowałam się i posprzątałam w kuchni i w sypialni. W niedzielę napisałam opowiadanie. Sporo też maluję ale to nic dziwnego ostatnio. Dziś robić nic w zasadzie nie będę. Chyba tylko zerknę w horoskop i sprawdzę wahadełkiem czy ktoś rzucił urok. Napisała do mnie dziewczyna z problemami i trzeba pomóc. Jeśli coś będzie nie tak podziałam dopiero jutro. Pewnie za to sporo dziś w dzień pośpię. Nie lubię próżnować ale czasem warto spędzać czas inaczej niż zwykle.
Mam problem z Facebookiem. Nie wyświetla mi się nic poza pustą stroną. Próbowałam z innych przeglądarek i z innego laptopa i z telefonu i mam to samo. Czyściłam komputer z wirusów i nie pomogło. Dla mnie to problem, bo właśnie na Facebooku starałam się pomagać kotom. Nie wiem co dalej będzie. Może to chwilowe. Oby.

Wędlina z szynkowaru, którą zrobiłam wyszła bardzo dobra. Fajnie się ją kroi i jest zwarta. To był eksperyment, bo robiłam bez przepisu. Tym razem użyłam mięsa mielonego, papryki czerwonej i ziół. Mam pomysły by dodawać kawałki mięsa, boczku, wątroby, pieczarki, grzyby suszone, marchewkę. Oczywiście nie wszystko na raz. Przypuszczam, że już nie będę jadła wędlin ze sklepu poza parówkami berlinkami i kabanosami. Krzysiek chyba będzie jednak mielonki i salcesony ze sklepu jadł. Jego wybór.



sobota, 15 kwietnia 2017

święta, praca i...

Już prawie święta. U mnie bardzo skromne w tym roku, bo nie chcę przytyć i znowu gotowanie jest moim wrogiem. Całe życie tak mam albo uwielbiam gotowanie albo go nienawidzę. Jest albo czarne albo białe. Nie ma nic po środku. Piec ciast nie znoszę nigdy. Może dlatego, że za słodyczami nie przepadam i dużo ich nie mogę zjeść. Dziś dzień zaczął się u mnie awanturą, bo nie chciałam iść święcić jajek. Ja w zasadzie do kościoła nie chodzę, bo nie jestem religijna choć w siły wyższe wierzę. Święcić pójdzie Krzysiek i spóźni się pewnie do pracy z tym, że ma urlop i nie musi koniecznie chodzić.
W tym roku w ogóle świąt u mnie  nie będzie. Owieska nie posiałam, jajek nie będę barwić, kartek nie zrobiłam i nie wysłałam. Kupiłam tylko palmę, zerwałam bazie i bukszpan, trochę ale bez wielkiego zacięcia ogarnęłam mieszkanie. Co innego mam teraz w głowie. Chociażby pracę czy książkę z wierszykami dla dzieci. Ostatnio mi doszła jeszcze antologia z wierszami o przyrodzie. Zostałam zaproszona do udziału w niej i oczywiście się zgodziłam, bo tego typu wiersze bardzo lubię pisać.
Oprócz tego sporo maluję. Mam zamiar malować około godziny dziennie przez jakiś czas. Trochę zaniedbałam ostatnio szkicowanie. To źle, bo to też jest ważne. Może w przyszłym roku będę chodzić do ośrodka kultury na zajęcia z rysunku sztalugowego. Zajęcia były w tym roku ale nie wiedziałam o tym czego żałuję. Liczę na to, że może w przyszłym roku też będą.



czwartek, 13 kwietnia 2017

Działanie...

Praca na dworze posunęła się do przodu. Jedna rabata na nowe kwiaty już przygotowana. Wyplewiłam na niej i ziemię wzruszyłam. To i owo mi kwitnie. Cieszy mnie to. Cudów jakiś u mnie nie ma i raczej nie będzie, bo delikatne roślinki by po prostu nie przetrwały. Dobrze jest jak jest. Jutro jadę do miasta i kupię środek chwastobójczy. Teraz czekam na słońce kilka dni z rzędu i specyfikiem wszystko spryskam. Wiem, że tego typu środki to zło ale albo ja albo chwasty wieloletnie typu perz czy podagrycznik. Tego ostatniego też nie daję rady zwalczyć i zagłusza mi kwiaty. Dwie rabaty mi zarósł i jest go coraz więcej. Robię z niego zapiekanki wprawdzie ale mam go dość na podwórku. Tam zwalczać nie będę.

Praca w domu typu przygotowanie świąt też przebiega dość sprawnie. Wprawdzie porządków generalnych u mnie nie było i nie będzie ale poprane jest i okna umyte. Kiedy porządki nie wiem. Może dopiero przy okazji malowania albo wymiany mebli. Obrosłam w rzeczy i nie mam zamiaru ich ruszać. Na święta nic prawie z jedzenia nie będzie domowego. Może tylko wędlina z szynkowaru jakaś. Miałam piec pieczeń rzymską ale nie udało mi się kupić małej foremki do pieczenia. Mam dużą ale kto to zje? Gości mieć nie będę i sama też raczej chyba nigdzie nie pójdę. Miał być Sebastian u mnie. Niestety nie wyszło... Może przyjedzie w maju...

Dziś wysłałam partię kolczyków decoupage i malowanych oraz dwie akwarelki, które udało mi się ostatnio sprzedać. Za te pieniądze znowu chyba kwiatki kupię tym razem na dwór.

A na koniec dwa obrazy. Ten pierwszy, malowany akrylami jeszcze do dopracowania. Jestem z niego nawet zadowolona. Namalowany jest nie na typowym podobraziu, a na dykcie. Mam jeszcze trzy takie same dykty to w najbliższym czasie coś jeszcze podziałam.