Codzienność

Codzienność

sobota, 24 czerwca 2017

Sobota

Miałam nie narzekać na pogodę ale zamysł rozwiał się jak mgła, bo już tej suszy wytrzymać nie mogę. Nic poza chwastami rosnąć nie chce i trzeba długo warzywnik podlewać. U mnie wschody kiepskie i masa ślimaków mimo suszy. Młode drzewka mają po kilka owoców to znaczy wiśnie i czereśnie. Jabłonki jeszcze nie mają. Nie owocowały mi też agresty. Nie wiem co z nimi nie tak. Odmłodziłam je, zasiliłam i pociechy z nich nie ma. Rozważam kupno nowych krzaczków na jesień.

Wczoraj miałam być w mieście ale nie byłam, bo rozszalała się burza. Po południu przegrywałam na dysk nowego laptopa to co potrzebuję. Nie wszystko jeszcze przegrałam, bo to monotonne i nie mam do tej pracy cierpliwości. Działam więc po trochu, stopniowo i przerywam zanim się wścieknę. Najgorsze jeszcze przede mną czyli zakładki w przeglądarce, a w zasadzie w dwóch. Na razie zgrałam biblioteki, pulpit i pobrane. Wgrałam też programy. Dziś może wgram kolejne. Czeka Corel ale z tym sobie chyba nie poradzę.

Dziś mam zamiar popracować, bo już dość bezczynności. Chcę napisać opowiadanie i może jakiś artykuł. Mam też zamiar wróżyć. W międzyczasie może napiszę jakiś wiersz. Może poczytam i podziałam artystycznie. Pewnie też zrobię zakupy, bo wypatrzyłam fajne dziurkacze ozdobne. Planuję znowu kilka kupić. Brakuje mi zwłaszcza dziurkaczy - listków i te tym razem chcę nabyć. 


czwartek, 22 czerwca 2017

czwartek

Sezon na nalewki się zaczął. Jakiś czas temu zrobiłam kilka porcji z bzu czarnego, a w tym tygodniu zrobię z truskawek. Moich truskawek, bo zaczęły właśnie dojrzewać. Miały być wczesne ale co tam. Grunt, że są. Później jeszcze zrobię z czereśni, brzoskwiń, jabłek, gruszek i śliwek. Zimą je piję na rozgrzewkę to zapas musi być spory.
Będę też w tym roku robić przetwory. Pewnie fasolkę szparagową i sosy. Może też chutney ale niezbyt dużo, bo wszystko ze spiżarni jeszcze nie jest wyjedzone... Nie wiem czemu ale coś ostatnio mniej przetworów mi schodzi. Jem mniej zwłaszcza dżemów i sałatek. Nie robię też ostatnio kompotów i soków. Może dlatego, że nie mam prawie wcale własnych owoców. Moje drzewka jeszcze małe, a truskawek na tyle, żeby z nich przetwory robić nie ma.

Kilka dni byłam na diecie dr Dąbrowskiej. Dobrze znosiłam do wczoraj. Wczoraj miałam kryzys. Dopadł mnie ponury nastrój wręcz depresyjny i poczucie krzywdy, że nie mogę jeść tego co lubię. Marzyłam o mięsie czy choćby węglowodanach. Warzywa bez dodatków nie mają dla mnie smaku. Wieczorem zasłabłam. Nie mogłam się ruszyć i byłam bliska omdlenia. Nieźle się wystraszyłam. Mama zrobiła mi zabieg bioterapii i troszkę przeszło ale tylko troszkę. Zdecydowałam, że dietę przerwę. Szkoda. Teraz myślę o diecie Kwaśniewskiego.
A na koniec ostatnie kartki i zmykam do pracy... Muszę skończyć opowiadanie i dalej przenosić biblioteki na nowy laptop...







wtorek, 20 czerwca 2017

wtorek

Dzień trochę smutny, bo Sebastian pojechał już do domu. Przyjedzie może w sierpniu. Sporo mi pomógł w domu i w obejściu. Na sierpień też praca już zaplanowana. W domu pusto się zrobiło. Nie bardzo się z tym odnajduję. Trochę odetchnę gdy już dojedzie do domu, bo chociaż tym nie będę się martwić.

W najbliższych dniach może dziś zadzwonię do fachowca, który będzie mi zmieniał piecokuchnię. Czas się za to zabrać. Strasznie mi ten remont i późniejszy łazienki ciążą. Piecokuchnia wreszcie przyszła wczoraj. Waży aż 180 kg. Ledwie w trójkę wnieśli. Pomagał Darek.

Wczoraj byłam na warsztatach. Uczyłam się malować na tkaninie. Wybrałam znowu maki. Praca sprawiła mi przyjemność. Z tego kawałka tkaniny będzie poduszka. To nie ostatnie malowanie na tkaninie. Pastele wkrótce kupię.





Wczoraj usiłowałam kupić laptop w sklepie stacjonarnym. Były same chińskie. Zrezygnowałam. Dziś kupiłam na Allegro laptop dell. Oby był dobry.

niedziela, 18 czerwca 2017

niedziela

Dziś wstałam późno. Spokojnie zaczęłam dzień od kawy. Pogoda fajna- ciepło ale nie upalnie. Sebastian był w sklepie. Kupił lody. Obiadu nie będę miała, bo moi mężczyźni będą jedli udka kurczaka, a ja tego nie jadam. Od jutra zaczynam dietę dr Dąbrowskiej. Warzywa już kupione. Ile wytrwam nie wiem. Chciałabym wytrwać sześć tygodni. Ciekawe ile w tym czasie zrzucę. Ludzie chudną i po 10 kg. Mnie się pewnie tyle nie uda. szkoda.
Wczoraj skończyłam zdobić skrzynkę na mąkę. Po skończeniu diety już nie wrócę do jedzenia chleba ze sklepu. Krzysiek niech je co chce. Jego wybór. Mnie pieczywo z mojego sklepu nie smakuje zupełne. Kupię mąkę i  będę piec. Może też kupię mąkę razową. Jeszcze nic z tego typu mąki nie piekłam. Czas spróbować.
Ostatnio kupiłam nowy odcień farby - biel antyczną. Farba jest z firmy Talens. Jestem z niej bardzo zadowoloną, bo i odcień fajny i dobrze kryje. Dziś znowu nią będę działać, bo mam zamiar zdobić chustecznik dla lekarki Krzyśka. Obiecałam już dawno, że zrobię i tak mi schodzi. 


Jutro mam trochę nerwowy dzień. Będę na warsztatach. Czekam na piecokuchnię, która coś długo idzie. Powinnam też kupić nowy laptop.

piątek, 16 czerwca 2017

piątek

Wstałam stosunkowo wcześnie, bo rano był kurier. Przyszedł preparat na pchły. Muszę wypryskać zwierzęta. Skąd mają pchły nie mam pojęcia. Pikuś ma obrożę, a koty na dwór nie wychodzą. Czekam jeszcze na piecokuchnię i farby. Ciekawe czy dziś wszystko przyjdzie. Gdyby przyszła wcześnie kuchnia to może jeszcze bym dzisiaj pojechała po laptop. Wątpię jednak. Dziś mamy trochę roboty. Sebastian ma pomalować drzwi i wyciąć dzikie śliwki w sadzie. Może też pomaluje drzwi w łazience. Krzysiek pojechał po zakupy. Ma też kupić podłączenie do zlewu. Po południu może podłączą. Krzysiek naprawiał od stycznia.

Co będę robić dzisiaj jeszcze nie wiem. Czekam na farby no i nowy laptop. Trochę zblokowana jestem.




 

środa, 14 czerwca 2017

środa

Zepsuł mi się do końca laptop. Klapkę trzeba podpierać albo trzymać drugą ręką, żeby działała. Sebastian wysyłał mnie dziś po nowy ale ja się bronię pojadę dopiero w poniedziałek może. Czy od razu kupię nie wiem, bo budżet mam ograniczony. Już teraz się martwię kto mi programy ze starego te z płatnych przegra. Potrzebuję astrologiczne, Corel, Office i jeszcze kilka innych. Resztę przeniosę sobie sama ale trochę pracy z tym będzie. Muszę też zanieść go do punktu, bo trzeba serowniki do tabletu graficznego wgrać.
Wczoraj działałam robókowo. Wzięło mnie na maki. Było malowanie i decu. Dziś i jutro też będzie deku. W kolejnych dniach może wezmę się za kartki, bo już mi się zapas kończy.
W poniedziałek byłam na warsztatach. Powstały dwa obrazki w tym jeden na podobraziu płóciennym. Nie wiedziałam, że pastelami olejnym można na tym podobraziu działać.

Dziś Sebastian był w ogrodzie i wyplewił w nim. Posiał też to i owo. Ogród mnie nie cieszy. Bób niby rośnie ale część zniszczyły ślimaki, a na reszcie pełno mszyc. Nie chcę chemii w ogródku i stąd problemy. W przyszłym roku już warzywnika nie będzie, bo psu na budę się to zdaje. Chętnych do roboty nie ma, a samo rosnąć nie chce. Będą tylko kwiaty, drzewa i może krzewy owocowe i ozdobne. Czas się przestawić na miejski styl skoro w mieście mieszkam.





 

niedziela, 11 czerwca 2017

Niedziela

Dzisiaj wstałam późno, bo koło 11:00. Dzień minął mi na leniuchowaniu. Cały dzień leżałam i trochę spałam. Obiad zrobił Krzysiek. Był tylko kalafior. Po południu był grill. Udał się. Najadłam się kiełbasy za wszystkie czasy. Przed wieczorem Sebastian poszedł do sklepu, a ja wzięłam się za malowanie. Powstał obrazek malowany pastelami olejnymi i akwarela. Później skończyłam robić piórnik na bazarek. Paczka już przygotowana. jutro Krzysiek wyśle. Oprócz obrazków z kotami i piórnika zapakowałam świecznik w ptaki, kamienie zdobione decu, świeczkę w maki, termometr, magnesy i kartki. Dołożyłam też dwie antologie. Od przyszłego tygodnia zaczynam robić następne kartki i może świeczniki.



Jutro czeka mnie interesujący dzień, bo jadę na kolejne warsztaty. Gość jedzie ze mną i pójdzie na zakupy i pozwiedzać miasto. Musi kupić farby, pędzle, lakierobejcę, moskitierę i może żyłkę do kosy. Później pójdzie na piwo i będzie na mnie spokojnie czekać. Ja jestem strasznie ciekawa warsztatów. Ostatnio powstały na nich dwa obrazy w tym portret. Ciekawe co będzie teraz. Te warsztaty to ma być też technika mieszana.
W tym tygodniu Sebastian planuje przygotować ogrodzenie do malowania. Będzie usuwanie roślin, które przerastają przez siatkę. Trzeba również  zeskrobać to co odpryskuje. Ma też wymalować drzwi zewnętrzne i sufit w ganku. Skosi też sad i wyplewi ogródek. Czekamy na piecokuchnię, bo ma pomóc ją wnieść.
Kolejny raz przyjedzie może na początku sierpnia. Też wtedy skosi i może pomaluje ogrodzenie. Ma też zamiar wyłożyć mi włókniną rabaty i wysypać korą. Liczę na to, że chwasty nie będą rosnąć.

piątek, 9 czerwca 2017

Piątek

Dziś byłam umówiona z kamieniarzem. Podjechał na cmentarz by zmierzyć grób mojego taty. Chcę go przykryć płytą i mam nadzieję, że tata mnie zrozumie. Zawsze chciał mieć skromny grób bez betonu i z drewnianym krzyżem. No ale to w tych czasach nierealne. Ma grób ziemny obudowany betonem. Problem z tym, że na grobie ciągle rośnie masa chwastów i nie ma kto tego plewić. Chcę wszystko przykryć płytą, bo łatwiej wtedy o grób dbać. Szkoda, że nie kupiłam zniczy, bo bym zapaliła na grobach. Może  kupię następnym razem. Wszyscy moi bliscy, którzy już odeszli są strasznie ważni dla mnie ale rzadko ich odwiedzam. Do cmentarza ciężko się dostać ale oni o tym wiedzą. Znają sytuację przecież...

Ostatnio po raz kolejny, setny pewnie, dotarło do mnie, że ciągle gdzieś gnam i się spieszę. Rzecz w tym, że jakoś oszałamiająco produktywna nie jestem. Tracę sporo czasu. Co więc zajmuje mi tyle czasu. Ano internet - blogi, Vitalia, Facebook itp. Potrafię kilkanaście razy albo i więcej sprawdzać pocztę i śledzić np. lajki znajomych. Po co to robię? Ano nie wiem. Tak jakoś mimowolnie, instynktownie. Chyba by warto było tą moją działalność nieco ukrócić. Tylko jak...
Gość przyjechał i jest. Sporo mi już pomógł. Założył moskitiery do okien, skosił część podwórka, a dziś robi porządek na grobach. Po południu pewnie będzie dalej kosił.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Wtorek

Dziś wstałam rano i to wcześnie. O 10:04 mam jechać do miasta odebrać gościa z przystanku. Wrócimy taksówką. Po południu pewnie gość z Krzyśkiem będą się raczyć piwem. Piwo lubią obaj. Ja kiedyś też lubiłam piwo z tym, że z sokiem. Ostatnio jednak coś mi nie podchodzi. Piję za to piwa smakowe. W ogóle coś ostatnio nosem na alkohol kręcę. W zimie pijam swojskie nalewki i rum na rozgrzanie, a teraz nic. Nawet wina nie chcę i ajerkoniaku też nie. Jutro może coś i ja wypiję, bo może grill będzie o ile gość węgiel drzewny w sklepie kupi. My z Krzyśkiem grilla nie robimy. Krzysiek nie potrafi rozpalić, a raczej wytworzyć ognia. Pali się zazwyczaj jeden węgielek i nic się nie piecze tak jak trzeba. My robimy tylko ogniska. Tu Krzysiek sobie radzi dobrze. Widać, że ma zmysł do tego.
Jutro będzie dzień luźniejszy, bo gość chce odpocząć trochę, a od czwartku zaczyna się praca w domu i koło domu. Gość miał przyjechać z piłą i wyciąć stare drzewa owocowe. Nie tym razem jednak, bo na drzewach ptaki pozakładały gniazda. Nie wolno ich więc ruszyć. Tak sobie myślę, że jedno drzewo zostanie na stałe już mimo, że nie owocuje. To potężna grusza na podwórzu. Co roku na niej jest kilka gniazd i nie chcę tego zmieniać. Wdzięczna jestem mamie, że mi na to zwróciła uwagę. Ona ma niezwykłą więź z naturą. Jesienią wytnę kilka dzikich śliwek i jedno drzewo może, ale małe i suche. W to miejsce chcę posadzić gruszę.
Wczoraj zrobiłam pierwszą partię soku z kwiatów bzu czarnego oraz pierwszą nalewkę też z bzu. Jutro zrobię następną partię. Sezon na przetwory się zaczął...
Wczoraj byłam też na warsztatach z pasteli olejnych. To całkiem fajna technika. Okazało się, że malowałam do tej pory nie tak jak trzeba. Nie wiedziałam, że można kolor na kolorze i że można rozcierać. Zadowolona jestem, bo wczoraj nawet portret wyszedł podobny...





 
 

niedziela, 4 czerwca 2017

Niedziela

Niedziela miała być spokojna i leniwa. Była spokojna ale leniuchować nie zamierzałam. Ostatnio bezczynność bardziej mnie męczy niż działanie. Co robić będę jeszcze nie jestem pewna niczego poza malowaniem i wróżeniem. Kusi mnie pisanie ale Krzysiek jest w domu i pewnie będzie chciał gadać i oglądać telewizję, a ja się jednak wolę na robocie trochę skupić. Z atrakcji miało być ognisko i pieczenie kiełbasek. Niestety był deszcz. Czy będzie obiad  nie wiedziałam, bo kusiło mnie zamówienie kebaba z surówką i frytkami. Był hamburger. Ostatnio odkryłam pizzerię. Dowóz kosztuje tylko sześć zł. Zamówiłam na pierwszy ogień pizzę wegetariańską. Przyjechała po godzinie jeszcze ciepła. Była smaczna, a ja nie musiałam o obiedzie myśleć. Doceniam wygodę. Szkoda, że w pobliżu pierogarni nie ma. Też bym korzystała. Strasznie się leniwa zrobiłam jeśli chodzi o prace domowe. Nie chce mi się gotować ani sprzątać. Tylko o zwierzęta dbam i o kwiatki w domu... Za gotowanie natomiast wziął się trochę Krzysiek. Są dni gdy cały obiad przygotuje. Co prawda ziół poza pieprzem nie używa ale doceniam gdy obiad zrobi, bo ja nie muszę.
Wczorajszy dzień był aktywny. Pracy sporo wykonałam. Jutrzejszy będzie za to pełen wrażeń, bo zaczynają mi się warsztaty z pasteli olejnych. Do tej pory prawie tą techniką nie działałam. Zobaczymy więc jak mi pójdzie. Już się nie mogę doczekać. 
We wtorek przyjeżdża gość i zostanie prawdopodobnie około dziesięciu dni. Mam zamiar te dni spędzić przyjemnie. On ze swojej strony obiecał, że trochę koło domu pomoże. Planuje odchwaścić dwie rabaty i wysypać je korą. Może pomaluje sufit w ganku lakierobejcą, drzwi no i siatkę. Chcę też by mi założył moskitiery do okien. Obrotny jest to sobie poradzi, bo Krzysiek nawet nie próbował się za to wziąć.

A na koniec parę zdjęć i zmykam do malowania... Zastanawiam mnie tylko czemu portrety kotów mi wychodzą, a ludzi i psów nie... Chodzi mi o podobieństwo... Czyżby koty było najłatwiej namalować?





piątek, 2 czerwca 2017

Piątek

Dziś wstałam rano ale po przeniesieniu się z łóżka w sypialni na kanapę w pokoju dziennym uznałam, że nie pora wstawać. Zwinęłam się więc w kłębek i spałam dalej. Później pracowałam pilnie. Napisałam artykuł i wróżyłam. Czy będę pisać opowiadanie jeszcze nie wiem.To by było nawet rozsądne, bo w przyszłym tygodniu jak gość przyjedzie może mi się nie chcieć pracować. Pieniędzy trochę potrzebuję. To i pracować muszę. W przyszłym miesiącu albo już w tym jak pieniądze pożyczę, planuję kupić ławkę na podwórko. Później może też węgiel i coś do domu typu chodniki, żaluzje i półkę do ganku. Będą na niej stać ozdobne butelki. Muszą być w ganku, bo tam będą bezpieczne przed kotami. Żaluzji montować w pokoju dziennym nie będę, bo koty lubią na oknie leżeć i słońca im zastawiać nie zamierzam. Koty są przecież ważniejsze niż wystrój wnętrz. Miałam kupić Krzyśkowi rower ale raczej nic z tego. On chce rower z tych droższych, a mnie na to szkoda pieniędzy. Mogę mu kupić taki za 600 zł. On takiego nie chce. To nie będzie miał wcale...

Wczoraj przyszła wreszcie szafka na buty, którą jakiś czas temu kupiłam. Jest piękna według mnie. Była niedroga, a wygląda bardzo solidnie. Od razu się w niej zakochałam choć do tej pory nie uznawałam podróbek i kochałam tylko stare meble, bo miały duszę. Ta jest ręcznie rzeźbiona więc też duszę ma. Od razu kupiłam następny mebelek u tego wytwórcy. Tym razem to kufer do łazienki. Krzysiek się oczywiście wścieka ale co tam... Przejdzie mu..

Dziś po południu przyjechać ma pan do koszenia. Dorabia sobie prywatnie i nie prowadzi działalności. Liczy sobie 0,30 zł za metr. Nawet mama uznała, że może tyle zapłacić. Mam nadzieję na porządek na podwórku i w ogródkach. Kto to wszystko zgrabi nie wiem. Mnie się nie uśmiecha tego typu praca, a Krzysiek pewnie stwierdzi, że czasu nie ma. Będzie leżeć i gnić jak znam życie...:( 

Z portretami działam nadal. Ponoć jest postęp...


środa, 31 maja 2017

Środa...

Wstałam przed ósmą i zabrałam się za pracę. Muszę się sprężać jeśli wszystko chcę przesłać dziś do wydawnictwa, bo po trzynastej mam zamiar jechać do miasta. Chcę ale nie wiem czy pojadę. Powinnam kupić jeszcze trochę kwiatków przed dom. Może dalię jednoroczną i może śmierdziuszki. Powinnam również kupić jakieś szklane przedmioty do zdobienia. Muszę się zmobilizować i zabrać się za rękodzieło na bazarki zwierzęce na Facebooku...

W ogrodzie niedawno byłam. To i owo rośnie. Ładny jest bób, cebula i zioła. Nieźle idzie kalarepa. Fasola jeszcze nie kiełkuje nawet, sałatę coś zjadło, a koper nie wzeszedł. Już z koprem dam sobie spokój. Nie chce rosnąć niech nie rośnie. Próbowałam i na grządce i w donicy. Tak to jest gdy ktoś do pracy serca nie ma... Więcej go nie wysieję...
Na podwórku trawa po uda. Pięknie rośnie podagrycznik, pokrzywa i glistnik. Trzeba by to wszystko wykosić, bo ziół w tym roku zbierać nie zamierzam. Kosić nie ma czym i nie ma kto. O kosiarce nie myślę, bo Krzysiek kosić nie będzie i ja też nie. Zapłacić nie ma komu, a firmy są drogie i mama na firmę się nie zgadza. No i pat... Jutro może Krzysiek spróbuje kosą tradycyjną skosić. Ciekawe co z tego będzie... O koszeniu w sadzie i w ogrodzie nie myślę, a trzeba by było, bo perz wszystko zadusi...

W najbliższym czasie mam zamiar wreszcie zrobić tacie płytę na cmentarzu. Jakie koszty jeszcze nie wiem. Ma być z lastryka. Dwa lata temu miała kosztować około 800 zł. Tablicę już mam i nie zamierzam zmieniać. Później pomyślę o wybetonowaniu wokół wszystkich grobów. Mam 3 podwójne  3 pojedyncze. Wybetonowane być musi, bo nie ma kto trawy usuwać a ta rośnie jak szalona.

W poniedziałek oczywiście na warsztatach byłam i przywiozłam obrazy. Teraz chcę kilka dać do oprawy, żeby się nie zniszczyły. Podobają mi się. Problem w tym, że to będą spore koszty, bo obrazy duże i  muszę na to zebrać. Muszę do punktu gdzie oprawiają dojechać taksówką. Nie bardzo mam gdzie te obrazy powiesić. Miejsca brak, a moja nauka dopiero się tak naprawdę zaczęła...



poniedziałek, 29 maja 2017

Poniedziałek...

Ostatnio znowu zaszalałam i kupiłam trochę pachnących zakupów i kolejną talię tarota. Te pachnące zakupy to mydełka naturalne. Jedno jest w kostce - kamasutra i drugie w paście miodowe z serii kosmetyków rosyjskich. Mydełka z tego sklepu już miałam i mnie cieszyły. Ostatnio miałam waniliowe w kostce oraz jabłko z cynamonem też w kostce. Jeszcze mam miodowe w płynie. Poza tym kupiłam sporo świec pachnących małych typu podgrzewacz. Świece z tego sklepu też są sprawdzone i zwykle ładnie się palą przez 4 godziny. Kupiłam też karty tarota mianowicie tarot nimf. Karty są cudowne i delikatne, kobiece. Wpadły mi w oko już jakiś czas temu niestety kompletnie do mnie nie mówią. Uznałam więc, że z nich zrezygnuję i kupię anielskie, bo te do mnie przemówiły. Anielskich niestety brakło i kupiłam jednak nimf. Zobaczymy. Jak nie uda mi się z nimi pracować to trudno. Będą do medytacji. Na tarota anielskiego poczekam. Może jeszcze będzie kiedyś.


Dziś mam ostatnie warsztaty z pasteli suchych. Będziemy malować pejzaż. Później będziemy działać sangwiną. To też fajna technika. Podobna nieco do pasteli. Fajnie wyglądają rysunki wykonane sangwiną i białą kredką. W czerwcu już będę chodzić na warsztaty z pasteli olejnych. Myślę, że też będzie warto. Obrazki pastelami suchymi mam zamiar nadal malować. Kupiłam nawet kolorowe papiery. Kupiłam również książkę o malowaniu portretów. To już kolejna, bo ta co mam na nic mi się nie przydała. Nie trafiła po prostu do mnie.
Po maleńku  planuję co będę robić. I tak zawodowo będę wróżyć i robić horoskopy. Jeśli chodzi o wróżby to skupię się na tarocie i lenorkach. Na razie o innych kartach nie będę myśleć. Będę też pisać oczywiście opowiadania. Co rok chcę też pisać jedną, dwie książki może. Jedną z poezji i jedną z prozy. Poezja to wiersze, haiku i wiersze dla dzieci. Proza to na razie opowiadania i może coś z ezoteryki. Zobaczymy jak będzie z wydawcami. Może te plany zmienię. Dokształcać się będę z malarstwa i to intensywnie. Jeśli chodzi o rękodzieło to będę robiła trochę rzeczy na bazarki dla zwierząt. Myślę tu o decu, kartkach, wirażach, może czapkach i poduszkach szydełkowych. O sprzedaży rękodzieła raczej nie myślę w tej chwili. Jeśli chodzi o Reiki i bioterapię to raczej zachowam je dla siebie i moich bliskich. Sporo zdrowia trzeba mieć by być uzdrowicielem. Ja jestem mało odporna i bardzo się przejmuję chorobami innych. Moja mama jest bardziej odporna i dlatego jest taka dobra. Jest w stanie spokojnie podejść do śmierci pacjenta. Ja bym to bardzo przeżyła, a chorzy np. na raka też szukają pomocy u uzdrowicieli. To dla mnie zbyt trudne... Nie bardzo nadaję się do tego choć kursy skończyłam i zdolności mam...

A na koniec ostatni obrazek i zdjęcia z mojego ogrodu z chwastami w tle :) Plewić nie ma kto i trudno...:) 













sobota, 27 maja 2017

Sobota

Kupiłam piecokuchnię. Przyjdzie za około dwa tygodnie. Stara piecokuchnia służyła siedem lat. Nie bardzo się sprawdziła, bo strasznie żarła węgiel, ale inne opcji ogrzewania u mnie nie ma. Kto ją wniesie jak ją już kupię nie mam pojęcia. Okropnie ciężka jest, a ostatnią kurier wyładował na chodnik koło domu i pojechał. Teraz też tak będzie, bo nie ma możliwości wykupienia opcji z wniesieniem. Próbowałam załatwić firmę ale właściciel żądał 700,00 zł za pół godziny pracy dwóch ludzi. Przesada chyba. Sąsiad chętny do prac tego typu jest tylko jeden z tym, że on jest trunkowy. Nie wiadomo więc czy akurat tego dnia gdy kuchnia przyjdzie będzie w stanie coś zdziałać.

Prace w domu i koło domu trochę ruszyły. Ostatnio Krzysiek zrobił wreszcie ze zlewem. Teraz już nie leje się na podłogę. Byliśmy też w ogrodzie. Posadziłam fasolę szparagową niską i tyczną oraz wysiałam buraki na botwinkę. W najbliższym czasie gdy będzie ładna pogoda trzeba będzie wyjść ze środkiem chwastobójczym. Co zrobię z perzem w truskawkach jeszcze nie wiem. Truskawek powinno być sporo w tym roku, bo jest masa kwiatów. Pięknie kwitną też poziomki. Ładnie rosną zioła. Prawie wszystkie okna pomyte. Została pracownia. Tak teraz wygląda parapet w kuchni.



Jak widać kwiatki mają się dobrze. Te co kupiłam pięknie rosną. Strasznie mnie cieszą. Lubię z nimi rozmawiać i ich dotykać. Lubię na nie patrzeć. U mnie kwiatki muszą być odporne, raczej nietrujące i niesmaczne dla kotów. Nie powinny wymagać częstego zraszania i podlewania. No i muszą znosić zimno w zimie. Kiedyś gdy było centralne w piwnicy było cieplej i nawet delikatne kwiatki u mnie miały się dobrze. Miałam fikusy, monsterę, kawę, skrętnika, krotony. Teraz się u mnie niszczą.

Cały czas działam artystycznie. W czwartek zrobiłam na dzień matki kartki. Zdjęcia wybrała mama. Miały być w żywych kolorach, bo takie mama lubi. Namalowałam też pastelami portret. Malowanie portretów zaczyna mnie trochę cieszyć. Może coś z tego kiedyś będzie o ile podobieństwo zacznie wychodzić... A na koniec architektura, która od razu poszła do pieca. Ćwiczyć trzeba ale wolę owalne linie od prostych i za architekturą nie przepadam...




czwartek, 25 maja 2017

Czwartek

U mnie jest chłodniej. Od razu lepiej się czuję. Nie jestem taka pobudzona psychicznie. Jestem wyciszona. Szkoda, że deszczu większego nie ma. Dziś wstałam rano i zabrałam się za pracę. Opowiadanie już napisane, a wiersze dla dzieci się piszą. Będę też chyba malować.
Robota w domu i koło domu się opóźnia. Krzysiek od stycznia nie naprawił zlewu. Niby mogłabym mu zrobić awanturę ale mi go szkoda, bo przychodzi z pracy zmęczony. Moje plany odnośnie zrobienia porządku w sadzie, ogródkach i na podwórku nie wzięły w łeb, ale się opóźnią. Mama zabroniła mi wycinać drzewa. Twierdzi, że ptaki mają na nich gniazda. Pewnie to racja. Może wytniemy jesienią albo i nie, bo obecność ptaków w ogrodzie jest dla mamy bardzo ważna.
Wczoraj byłam w mieście i wszystko załatwiłam. Kupiłam też kilka pelargonii  i werbenki przed dom. Od razu je posadziłam. Schody są udekorowane, a obok w ogródku trwa jest po kolana. Moje plany zrobienia w nim porządku w tej chwili wzięły raczej w łeb. Trudno. W przyszłym tygodniu poproszę chyba tylko sąsiada, żeby mi gruz wywiózł. Inna robota może pod koniec lata. Może pomyślę o firmie o ile mnie będzie stać...
Wczoraj byłam u fryzjera. Ścięłam włosy na dość krótko. Jeszcze takich krótkich nie miałam ale mi pasują. Wygodne są...


Wczoraj gdy byłam w mieście chciałam wejść do księgarni ale niestety ją skasowali. Koniec świata. Teraz książki trzeba będzie kupować w internecie. Nie za bardzo to lubię, bo wolę przed zakupem przejrzeć. Kilka razy się nacięłam. Chciałam kupić coś z rysunku albo malarstwa. Kupiłam więc w internecie. Czekam i biję się z myślami czy książki będą wartościowe dla mnie czy przeciwnie. Kupiłam również kolorowe papiery do pasteli suchych.

wtorek, 23 maja 2017

wtorek

Dziś znowu wstałam wcześnie, bo czekam na przesyłkę. W tym tygodniu ma mi przyjść szafka na buty, książka i moskitiera. Jutro jadę do miasta załatwiać dowód osobisty. Wściekam się już dziś, bo latania będzie sporo. Chcę zrobić zdjęcia i od razu złożyć dokumenty. Nie wiem czy mi się to uda w jeden dzień załatwić. Oby. Przy okazji kupię może pelargonie i werbeny przed dom. Już dawno powinnam to zrobić ale czasu nie miałam. Fryzjera oczywiście nie załatwiłam i zdjęcie będzie z zaniedbanymi włosami. Teraz włosy chcę ściąć na krótko i pal licho jak będę wyglądać. Ma być fryzura wygodna i praktyczna. Na urodzie mi nie zależy. Może coś takiego?



Na warsztatach wczoraj oczywiście byłam. Wróciłam zadowolona. W przyszłym tygodniu będą ostatnie z pasteli suchych. Później w czerwcu będą pastele olejne. Ikona ma być we wrześniu. Też się wybieram. Kusi mnie jeszcze akwarela. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że trzeba by podjąć decyzję czego się chcę dalej uczyć. Zawsze chciałam malować kwiaty, pejzaże, koty, ptaki i może inne zwierzęta. Kusi mnie martwa natura. Nie ciągnie mnie do portretów i architektury chociaż te tematy mi wczoraj nawet wyszły...




Moja mama narzeka coraz bardziej. Już nie ma siły nic robić. Tak twierdzi. Mnie się wydaje, że to sprawa psychiki. Czymś się podłamała. Strasznie mi jej żal ale nie potrafię jej pomóc. Nawet obiadu jej się nie chce gotować, a tego co ja gotuje nie zje. No i ona je o 12, a my raczej koło szesnastej. Węgla też jej nie dam rady nosić, bo mam chory kręgosłup i siły nie mam. Krzysiek się przed robotą broni, bo wraca z pracy zmęczony. Pracuje fizycznie, a w tym roku kończy 56 lat. Co dalej będzie nie wiem...

Dziś mam być z Czarnusią u weterynarza. Ząbki  mają być usunięte. Martwię się...

niedziela, 21 maja 2017

Niedziela i po trochu do przodu...

Dziś odpoczywam. Wstałam wcześnie i nic nie zamierzam robić. To jednak pewne nie jest, bo może mnie natchnienie złapać i mogę coś napisać. Muszę się czymś zająć, bo mam ciężkie dni. Nie chcę myśleć. Pewnie będę działać pastelami albo akwarelami. Przy tym odpoczywam psychicznie. Kuszą mnie akryle. Może tulipany np...

Jutro jadę na warsztaty. Już nie mogę się doczekać. Ostatnio maluję codziennie. Nie bardzo jestem zadowolona. Portrety nadal mi nie wychodzą. Instruktorka mi powiedziała, że muszę ćwiczyć. Muszę być wytrwała. W czerwcu zamierzam iść na warsztaty pasteli olejnych. Kiedyś przecież się nauczę albo i nie.

W ogródku nic robić nie będę ale ma zamiar robić Krzysiek. Powinien w przyszłym tygodniu posiać fasolę i może buraki, bo to już kupiłam. Nic więcej kupować nie zamierzam. Mają przyjść deszcze to wszystko będzie rosło. Ostatnio wysadziłam sałatę do doniczki  i coś mi wyżarło. To mnie podłamało.




Dwa dni temu przeżyłam chwilę, a w zasadzie godzinę grozy koty dostały się do ganku i dręczyły osę. Znalazłam ją zmaltretowaną na podłodze. Pewnie któreś zostały pożądlone. Obawiałam się alergii i spuchniętych pyszczków. Mogły się przecież podusić. Winowajców było pięć ale wszystkie żyją. Od razu kupiłam moskitierę do okien. Muszę jeszcze zabezpieczyć Pikusia i kupić obrożę przeciw kleszczom, bo sporo ich jest w tym roku. Podałam mu preparat na skórę ale nie zadziałał i trzy kleszcze złapał gdy leżał w trawie...

We wtorek muszę jechać z Czarnusią na zabieg usuwania ząbków. Koteczka mało je i się ślini. Musi cierpieć. Jak długo nie wiem, bo jest półdzika i do mnie się nie zbliża... Strasznie się  o nią martwię...

piątek, 19 maja 2017

Zakupy, trochę o ogrodzie



Wczoraj kupiłam efemerydy i szczotkę cytrynu. Kamień jest dobry na depresję, obniżony nastrój. Pomaga też zdobyć pieniądze. Już planuję  następne zakupy będzie to tarot anielski i karty archaniołów. Kuszą mnie też karty archaniołów z książką. Może sobie to sprawię, ale jeszcze nie wiem kiedy. Najpierw szafa i może ławka.
Ogród warzywny mam w tym roku ostatni raz. Nie bawi mnie to zupełnie. Ogród to pasja mojej mamy, a ja owszem lubię go podziwiać ale u kogoś. Zachwycają mnie piękne kwiaty, krzewy, dorodne warzywa ale praca przy tym mi strasznie ciąży. Kocham naturę i roślinność ale chcę ją podziwiać z leżaka. W przyszłym roku będą przed domem tylko kwiaty. Ogród będzie też tylko przed domem i to niewielki, bo większość ogródka płytami betonowymi wyłożę, żeby było porządnie i bez roboty.

Angielskiego przestałam się uczyć. To bez sensu. Wszystko zapominałam, z gramatyką miałam problem i kiepsko rozumiałam to co było mówione. Nie miałam też czasu na naukę. Mam inne bardziej przydatne pasje. Angielski nie był mi do niczego potrzebny tak na prawdę. Będę korzystać z tłumacza google tak jak dotychczas.


poniedziałek, 15 maja 2017

Kurs, karty i trochę złości...


Dziś wstałam wcześnie, bo czekałam na przesyłkę. Nie doczekałam się ale za to napisałam opowiadanie. Na warsztatach oczywiście byłam. wróciłam zadowolona. Powstały z pomocą instruktorki dwa obrazy. Portret co prawda nie wyszedł podobny ale wyszła kobieta. Instruktorka powiedziała mi, żebym się  nie przejmowała, bo żeby malować podobnie trzeba się bardzo dużo uczyć. Ja zbyt się do tego nie przykładam. 


 
Ja się ostatnio trochę wściekłam, bo się zepsuł pilot do telewizora i nie da się podgłośnić, a ja nic nie słyszę. Pilot uniwersalny trzeba kupić i prosić brata Krzyśka, żeby zestroił, bo ja się na tym nie znam wcale. Krzysiek oczywiście też nie. Ja nie słyszę, ponieważ znowu mi uszy przytkało. Chyba będę jednak musiała iść na czyszczenie, a raczej płukanie w końcu. Nie uśmiecha mi się to i czasu nie mam po lekarzach biegać i w kolejkach wysiadywać. Wcześniej pewnie świece kupię i świecowanie zrobię. Może mi się odetkają. Ostatnim razem to mi pomogło. Mogę też spróbować kupić strzykawkę i sama spróbować przepłukać. Lekarz to ostateczność...

Jutro mam zamiar iść po kwiatki. Na sąsiedniej ulicy mieszka babeczka, które je sprzedaje. Pewnie też kupię trochę warzyw. Może pomidory, sałatę, paprykę i kalarepę. Trzeba będzie od razu posadzić. Tym samym sezon się zacznie na całego. 

Jedne z kart, które ostatnio kupiłam od jakiegoś czasu mam już w użyciu. To talia pogańskich kotów. Karty są cudowne i zupełnie straciłam dla nich głowę. Moje stare R Waita poszły już w odstawkę. Nie spaliłam ich jeszcze ale głęboko schowałam. Teraz wróżę tylko z kocich. To jednak chyba jeszcze nie koniec zakupów, bo inne talie mnie kuszą np. anielskie, celtyckie, nimf. Coś pewnie jeszcze kupię. Do tej pory kart prawie nie kupowałam. Miałam 5 talii wszystkiego oprócz Marsylskiego w tym cztery talie w dużym rozmiarze. Problem z tym, że mam małe dłonie i ciężko mi przychodzi posługiwać się dużymi kartami. Nawet z tasowaniem mam problem...


Inne karty, które mnie zachwyciły i które już mam to tarot Iluminatii... Też będzie ulubiony, bo przemówił do mnie...