Codzienność

Codzienność

środa, 13 grudnia 2017

środa

Od przedwczoraj niedosypiam i tak będzie chyba do końca tygodnia. Zrobiłam masę zakupów i trzeba czekać na kurierów. Muszę wstawać  8:00, a pracuje przecież do drugiej, trzeciej w nocy. Dosypiam normalnie w dzień w takiej sytuacji ale teraz święta i trzeba sprzątać:( Coś za coś. Chyba jednak tygodnia w takich warunkach nie wytrzymam i będę się musiała z tym pogodzić, ze w grudniu zarobię mniej. :)


Powinnam pójść do fryzjera. Trzeba by coś zrobić z włosami, bo jest źle. Przed świętami jednak nie zdążę i pójdę chyba dopiero wiosną. Całą zimę i tak nie planuje nosa z domu wystawiać. No i sama się akceptuję, próżna nie jestem. Wyglądam jak wyglądam. Znalazłam fajną fryzurkę ale nie wiem czy jest dla mnie odpowiednia, bo ja potrzebuje takiej, której nie trzeba modelować. Mam włosy umyć i mają wyschnąć bez mojego udziału. Wałków i lokówki nawet w domu nie mam i czuje do nich swoisty wstret. Włosy mam zdrowe i same się układają. Nic z nimi nigdy nie robiłam. Teraz tylko baleyage mi fryzjerka robi dwa razy w roku.


Co do telewizora to już jest. Starego typu 14 cali ale gra. To, że mały to bez znaczenia. Stary miał 20 cali i było dość. Większy mi na regał nie wejdzie, bo trzeba by półkę zdemontować. Stoją na niej książki, a ja nie mam ich gdzie przenieść na razie...

niedziela, 10 grudnia 2017

niedziela

Przygotowania do świąt u mnie w toku. W piątek posprzątałam w sypialni. Wczoraj w pokoju dziennym. Trochę czasu mi to zajęło, bo była masa książek koło kanapy na ławie i obok. Były tez do przejrzenia czasopisma stos na 40 cm. Dziś jak dobrze pójdzie posprzątam z pomocą Krzyśka w kuchni, a Krzysiek odkurzy pajęczyny w całym mieszkaniu. Zostało jeszcze pranie zasłon i firan z kilku pomieszczeń i mycie 2 okien. Sprzątanie w pracowni też. Później już tylko będzie mycie w łazience, zmiana pościeli i podłogi. Pastować ich nie będę, a przydałoby się... Dziś może też napalimy w piecokuchni. Jest nowa i trzeba ją wypróbować zanim Wigilia przyjdzie, bo mam zamiar na niej gotować wieczerzę.

U mnie Wigilia w tym roku w trójkę. Będzie Sebastian ale nie będzie mojej mamy, bo przyjść nie chce. Dziwie się jej, bo Sebastiana lubi. Ja jestem tradycjonalistką i Krzysiek tez. Święta musza być udane. Musi być sporo jedzenia. Musi być posprzątane lepiej niż na co dzień, muszą być prezenty, choinka, stroiki, szopka. Mimo tego, że takie święta akceptuję zawsze po wieczerzy jestem padnięta i cieszę się, ze już po wszystkim i jakoś przeżyłam... Tak było zawsze i nie wiek jest przyczyną. Po prostu nie lubię wysiłku i mobilizacji, bo to stres... Nie zmienię jednak zwyczajów, bo kobiety z mojego rodu by się w grobach poprzewracały. Robię tak jak robiła moja babcia i jej siostry i moja prababcia.

Na koniec o problemach. Po pierwsze Krzysiek pracuje tylko do końca grudnia. Zakład nie wygrał przetargu. Później niby ma praca być na innych obiektach ale nie wiadomo czy Krzysiek sobie poradzi i czy dojedzie bez samochodu. Jest zatrudniony w zakładzie pracy chronionej. Aż nie chce myśleć co będzie gdyby nie pracował. Nędza u mnie, a meble trzeba wymienić i jeszcze telewizor się zepsuł. :(

czwartek, 7 grudnia 2017

Piątek

Długo się śniegiem nie nacieszyłam. Nawet po nim śladu już nie ma. Ciekawe czy spadnie na święta. Marzą mi się takie z lekkim mrozem i śniegiem- bajkowe, jak z pocztówki. Na razie zabrałam się za porządki. Idzie mi powoli ale idzie. Dziś pranie zasłon i firan. Mam też ogarnąć pracownię, bo już w niej nie ma gdzie stanąć. Prezenty już kupione dla wszystkich. Wszyscy dostaną kosmetyki. Sobie też kupiłam, a jakże. Skromnie, bo tylko dezodoranty. Figurki do szopki kupiłam i kalendarz księżycowy dla mnie i dla mamy ze zdjęciami zwierząt. Mam tez jeszcze kupić kuferek do łazienki i dwie mydelniczki. Jedną wybrałam z drewna, a drugą z kamienia. Muszą być u mnie odporne, bo koty wszędzie wlezą i buszują. Podobała mi się bardzo mydelniczka ceramiczna w kształcie muszli ale raz, że droga i dwa, że delikatna. Zrezygnowałam. Wolę te pieniądze wpłacić na potrzebujące zwierzęta.:)

Dwa dni temu miałam mały pożar w domu. Spalił mi się ręcznik i dwa worki grzybów suszonych. Dobrze, że miałam refleks i zalałam wodą, bo obok było kocie spanko i koszyk. W dodatku podłoga jest drewniana. Krzysiek się sparzył w rękę. To jego wina, bo powiesił ręcznik do wyschnięcia na kominie i nie zauważył, że dotyka rury od pieca. To już drugi pożar przez niego. Ostatni gasił Sebastian. Zaczęłam się bać, bo coraz mniej myśli...

Dietę. Schudłam prawie 5 kg. To połowa tego co chcę w pierwszym etapie. Diety nie zmieniłam i mięsa nie jem. Tak jest dobrze, żebym tylko chudła. Mogą być z tym problemy, bo jem zbyt mało białka, a za dużo węglowodanów.


środa, 6 grudnia 2017

środa

Powoli planuję święta. Mam jeszcze ostatnie porządki- okna i firany. Planuje też jadłospis. Będzie trochę problemów, bo musze przygotować jedzenie i wegetariańskie i normalne, bo moi faceci jedzą mięso. Chcę zrobić dużo śledzi i ryb. Będzie sałatka i wędliny także domowe. Sebastian ma przywieźć wiejskie wędzonki. Ciasta kupię. Sebastian zostanie do Nowego Roku. Przed Sylwestrem o ile pogoda pozwoli chcę wędzić schab i dla mnie ser. Może też coś upiekę. Kuszą mnie paszteciki.

W najbliższym czasie mam zamiar kupić figurki do szopki, którą mam po dziadku. Dziadek zrobił ją w czasie wojny dla mojej mamy. To stajenka z brzozowych gałązek z dachem ze słomy. Nadal jest w dość dobrym stanie. 

Jeśli chodzi  prezenty to kupię w tym roku tradycyjnie kosmetyki. Oczywiście w internecie. Z pieniędzmi co prawda u mnie krucho ale prezenty muszą być.

Pogoda jest cudna- śnieg spadł i leży. W domu cieplutko ale po południu. Rano jest 16 stopni. To znaczy w pokoju dziennym, bo w piecokuchni na razie nie palę. Bałam się zimna w związku z dietą ale jest ok. Rano co prawda chodzę w swetrze i poncho ale po południu już w podkoszulce. Śpię jeszcze nago. To zimno rano mnie na razie nie przeraża. Uważam, że to dobre hartowanie i z powrotem zaczęłam chodzić po śniegu boso. Może w ten sposób mnie infekcje ominą. Oby...:) Uwielbiam taką lekką zimę. Tylko zwierząt bezdomnych mi żal... Mroźnej się boję...




A na koniec myśl i już znikam...:)



niedziela, 3 grudnia 2017

Poniedziałek

Ostatnio udało mi się zarobić na stół do kuchni.  Kupiłam go już, bo przesyłka trwa do 21 dni, a na święta chcę go mieć. Stół jest drewniany. Zdecydowałam, że meble do kuchni będą w kolorze olchy. Do tego trochę mebli białych i niebieskich. Do końca roku chce też jeszcze kupić resztę drobiazgów do łazienki. Powinno się udać. W przyszłym roku planuje remont kuchni i wymianę mebli w kuchni i sypialni. Malowanie w sypialni dopiero chyba w kolejnym roku, bo remont w kuchni mnie zmęczy i w sypialni już raczej nie zniosę.

Kurs ezoteryczny mi się kończy, ale nauka nie. Ostatnio ćwiczę pilnie dwupunkt. Efekty są. Cuda są możliwe ale tylko wtedy gdy się w nie wierzy. Muszę nad sobą popracować. Na razie pracuje nad pozytywnym myśleniem. To mi nawet idzie nieźle ale jeszcze nie we wszystkich sprawach. Chcę problemy odhaczać po kolei. Tylko jak uwierzyć, że mogę schudnąć do 65 kg np. To trudne na razie ale powinno mi się udać.

Chudnę wreszcie. Mam nadzieję, że trwale...Wczoraj miałam quiche z brukselką, kotlety z opieniek i soczewicy i sałatkę. Dziś mam sos serowy z makaronem i rybę w warzywach. Moje gotowanie mi bardzo odpowiada. Jutro fasolkę w sosie pomidorowym z warzywami i mufiny z jajek.





czwartek, 30 listopada 2017

Piątek

Szukam pracy dodatkowej. Chcę pisać teksty albo opowiadania. Przydałoby się choć 400 zł miesięcznie więcej zarobić. Meble do domu kupiłabym szybciej. Rzecz w tym, że ja już tekstów na tematy, które mi nie leżą nie piszę. Nie pisze też bardzo tanich. Chcę zarobić ale nie za wszelką cenę. Praca mi musi sprawić przyjemność albo chociaż nie dokuczyć. W najbliższym czasie aura planet mi będzie sprzyjać. Dobrze ustawiony jest jowisz, a pod koniec grudnia będzie saturn. To powinno pomóc i może coś znajdę. Powinnam być dobrej myśli i chyba jestem. Wysyłam propozycje i uczę się cierpliwie czekać. Na wszystko przyjdzie czas...:) Ważne, że wierzę w siebie i swoje szczęście...

Dieta wegetariańska mi służy. Psychicznie lepiej się czuję i fizycznie też. Skończyły się zaparcia, nabieranie wody. Chyba schudłam kilogram. Oby tak dalej. Jem bardzo smaczne potrawy i mięsa mi wcale nie żal. Czasem mi tylko zimo. Ubieram się więc w swetry, poncha. Ostatnio kupiłam termofor. Jestem dobrej myśli. Ciekawe jak to z zimnem będzie dziś. Mam jechać na pocztę i pojadę w kurtce jesiennej, a śnieg leży i lekki mrozik trzyma.

Ostatnio sporo czytam i uczę się. To nauka ezoteryki- dwupunktu i hoopnopono. Pomaga mi to... Myślę bardziej pozytywnie i kręgosłup mnie mniej boli...



niedziela, 26 listopada 2017

Niedziela

Weekend zaczął się, a ja pracuję. W tym tygodniu mam też jeszcze kurs. Będą też ćwiczenia, bo dwa dni w tygodniu nie ćwiczyłam. Nie chciało mi się. Leń nie pozwolił. Chwycił mnie i trzymał zawzięcie, a ja biedna nie mogłam się wyzwolić:(. Muszę więc to nadrobić. Odpocznę może w przyszłym tygodniu dopiero o ile cały tydzień będę się sprężać i nie zawale na żadnym froncie. Dłuższy urlop przewiduję dopiero od 22 grudnia, bo ma przyjechać do mnie gość. Zostanie do 2 stycznia. Oczywiście bardzo się cieszę.

Na dzisiejszy dzień planów mam sporo. Po kursie chcę popracować, poczytać, pomedytować. W nocy mam zamiar zrobić sobie tradycyjną kąpiel w soli. Kiedyś robiłam oczyszczanie energetyczne tego typu tylko raz w miesiącu na nów. Odkąd pracuję na portalach z kartami oczyszczam się co tydzień solą, a raz w miesiącu wahadłem. To zazwyczaj wystarcza. Chyba, że trafi się jakaś trudna, negatywna klientka. Wtedy się oczyszczam częściej. Praca z tarotem nie jest łatwa. Przychodzą ludzie z trudnymi problemami, oczekują rady ale nie zawsze. Nieraz chcą by ich poprzeć. Nieraz to poparcie było by błędem. Wyjaśnienie sytuacji nie zawsze wystarcza. Czasem osoby upierają się przy swoim i denerwują się, a te emocje czasem się przyklejają. Trzeba się więc oczyszczać. :)

Dieta ichtiowegetariańska mi przypasowała. Co prawda nie chudnę ale jestem za to w zgodzie z sobą. Jem bardzo smaczne potrawy. Staram się więcej czasu spędzać w kuchni. Kombinuję i gotuje z przepisów. Wczoraj miałam np. rybę w warzywach, kotleciki z opieniek i ciastka z płatków owsianych i bananów. Dziś będzie sałatka i pierogi z paprykarzem. Jeszcze takich nie robiłam. Ostatnio znalazłam przepis na bigos wegetariański i fasolkę po bretońsku tez bez mięsa. W przyszłym tygodniu może wypróbuję. :)


piątek, 24 listopada 2017

piątek

Zima coraz bliżej. Czuję to całą sobą. U mnie w poniedziałek po południu sypał  gęsty, puszysty śnieg. Jeszcze wszystko topnieje ale chłód już czuć. Lubię tą porę roku- szare niebo, wcześnie zapadający zmrok i ciepło, światło od pieca. Siedzę sobie w domu w towarzystwie głównie kotów. Wcześnie jak tylko zaczyna szarzeć, zasuwam zasłony i czuję się jak w przytulnej pieczarze. Jest teoria, że część ludzi w poprzednim życiu żyła w jaskini, a część na drzewie. Teraz za tym tęsknią. Ja żyłam na pewno w jaskini. Kocham nieduże, mroczne i przytulne wnętrza. W przyszłym roku może założę sobie żaluzje to półmrok będę miała cały czas. 
Wczoraj na portalach podokładałam usług. To rozbudowane rozkłady typu partnerskiego, czakralnego, na zdrowie, na dziedziny życia czyli 12 domów z kart tarota lub jeśli ktoś chce z kart Lenormand. Rozkłady tego typu kładę tylko jako usługa na email. Rozkłada się je długo i ktoś mógłby się denerwować, że za długo i czas ucieka. Normalnie wróżę z trzech lub pięciu kart na pytania. To wygodniejsze i szybsze.

Dietę trzymam ale nie chudnę. Trudno. Poczekam... Dziś na obiad będę miała kotlety z ryby. Może też zjem kiełbaski sojowe, które mi Krzysiek kupił i ciecierzycę z puszki...  Dobrze, że mi kupił mintaja. Będzie ryba po grecku i ryba z pomidorem i fasolką szparagową. Oczywiście nie wszystko na raz...:)


poniedziałek, 20 listopada 2017

poniedziałek

Kolejny dzień diety ichtiowegetariańskiej. Mięsa mi nie brakuje i za nim nie tęsknię. Plus na razie jest taki, że przeszły mi zaparcia i mam czyste sumienie. Wczoraj miałam quiche z kurek na małej tortownicy. Porcja była wystarczająca. Najadłam się po pachy. W przyszłym tygodniu chcę zrobić z papryki. Dziś zrobię kotlety z ciecierzycy i ziemniaków. Do tego będzie sos pomidorowo- paprykowy ze świeżymi ziołami. Na razie uczę się komponować jadłospisy tak by było jak najwięcej białka i jak najmniej węglowodanów. Z tradycyjne kuchni jednak nie zrezygnowałam. Jutro np. będą kluski śląskie z sosem pieczarkowym. Krzysiek też zje. To mnie cieszy, bo sporym problemem jest dla mnie gotowanie dwóch obiadów. On je mięso i domaga się schabowego i mielonych. Na stanie po kilka godzin przy kuchni nie mam czasu. Poza tym ma tylko kuchenkę 2 płytkową do gotowania i 4 płytkowej nie planuję kupować. Całe życie taką miałam. Niby mnie kusi 4 płytkowa ale obawiam się, że moja instalacja elektryczna by tego nie wytrzymała. Mam strasznie słabą i często mi korki wybija. Krzysiek chce założyć gaz ale ja się nie zgadzam, bo się gazu boję choć go miałam od dziecka.

Poza tym działam - piszę, wróżę i uczę się. Dziś ostatni dzień kursu przed przerwą. Przerwy będzie trzy dni, a później jeszcze 6 dni kursu. Musimy się spieszyć, bo moja instruktorka jedzie w grudniu odwiedzić córkę i z kursu nici. Wraca dopiero po 15 stycznia, a wtedy to ja już chcę być na kursie anielskim. Co prawda ja z aniołami mam kontakt, bo byłam inicjowana w Engel ki i sama mogę w ten system inicjować ale prowadzący to uczeń Doreen Virtue i szkoły Diany Cooper. Pewnie coś się jeszcze od niego ciekawego dowiem.


sobota, 18 listopada 2017

sobota

Od dłuższego czasu myślałam o tym, bo powrócić do diety wegetariańskiej, a ściślej ichtiowegetariańskiej na której byłam kilka lat temu. Niestety zrezygnowałam, bo okropnie zimą marzłam i przytyłam 10 kg. Wtedy byłam ze względów zdrowotnych. Dziś chodzi o ideologię, bo męczy mnie świadomość, że zwierzęta przeze mnie cierpią. Nie chcę by cierpiały, nie chcę by umierały. Jedyny problem to nie wiem czy na takiej diecie schudnę, a schudnąć muszę przecież. Biłam się z myślami i biłam. Dziś powiedziałam dość i mięsa już nie tknę. Zobaczymy co dalej będzie. Jeśli nie będę chudła albo co gorsza zacznę tyć niestety do mięsa będę musiała wrócić ale będę jeść tylko do czasu aż schudnę. Mam jednak nadzieję, że mój organizm sobie poradzi bez mięsa, a może i anioły pomogą?...
Wczoraj oczywiście od razu zrobiłam zakupy w sklepach ze zdrową żywnością. Kupiłam tylko to co tańsze, bo trwonić pieniędzy nie lubię...
Wczoraj też przygotowałam jadłospis na kilka dni. Przeraża mnie trochę ilość węglowodanów. Jest ich czasem koło 100 g, a to dużo, bo od nich najłatwiej tyję...

Dziś zjem kotlet z sera, tuńczyk z jajkami i piure z batatów i marchwi. Do tego pewnie będzie jabłko albo gruszka albo pomarańcza i pewnie ogórek kiszony. Całkiem fajne menu. Ja nie muszę mięsa jeść by być szczęśliwą. Szczęście mi dają węglowodany niestety:(

Wczoraj buszowałam po internecie w poszukiwaniu kursów i książek. Książek mam do kupna 8, a kursy kuszą mnie trzy. Na ile się zdecyduję nie wiem. To znaczy jeśli o kursy chodzi to nie wiem, bo książki wszystkie kupię co wybrałam kupię.

A na koniec mudra na uspokojenie. Pomaga...



czwartek, 16 listopada 2017

czwartek

Musiałam wstać wcześniej z powodu kuriera. Spodziewam się w tym tygodniu jeszcze jednej przesyłki. Jak przyjdzie to może w niedzielę zrobię quiche. Będę mogła, bo kupiłam mniejszą tortownicę. Myślę, żeby zrobić z kurkami i marchwią. Wieki już quiche ani tarty nie jadłam. Dziś będzie papryka nadziewana, a jutro pierogi z mięsem. Od jakiegoś czasu znowu robię bardziej urozmaicone obiady i dobrze mi z tym. Problem mam z gołąbkami i krokietami, bo naleśniki mi nie zawsze wychodzą. Inna sprawa, że patelni dobrej nie mam.

Znowu zaczęłam robić logo. Cieszy mnie to. Powstało kilka wstępnych projektów jeszcze do dopracowania. Problem mam z tym, że program corel, który kupiłam jeszcze nie jest wgrany i nie wiem czy uda się na moim komputerze uruchomić, bo mam Windows 10 a on na nim nie działa jak trzeba. Gdyby się nie udało to albo logo będę robić na starym komputerze albo na nowy trzeba będzie wgrać Windows 7 np i tak kłopot i tak. Tylko problem z tą 10. Teraz robię na innym programie ale gdybym chciała na tym zarabiać niezbędny jest corel.













wtorek, 14 listopada 2017

Wtorek

Ostatnio życie, a raczej aktywność trochę mnie zmęczyła. Wciąż działałam, pisałam i dyżurowałam w pracy po całych dniach i w nocy. Praktycznie zawsze byłam gotowa do pracy gdy nie spałam. Niby mogłam wtedy czymś się zająć ale ta gotowość, ta ciągła czujność sprawiały, że nie mogłam się wyciszyć i nie odpoczywałam w efekcie. Mój czas dla siebie, moje życie wewnętrzne praktycznie przestały istnieć. To są dla mnie szalenie ważne sprawy, bo jestem z natury introwertyczką i potrzebuje sporo czasu na rozmyślania i na bycie tylko z sobą. Przestałam marzyć i skupiać się na sobie. Utknęłam w życiu zewnętrznym i to się zemściło, bo marze teraz o tym by się schować w mysią dziurę, by nikt ode mnie nic nie chciał i żebym ja nic nie musiała. Czas odpocząć i odreagować wielomiesięczne wysiłki. Od jakiegoś czasu w weekendy nie pracuje wcale, dużo śpię i leżę nic nie robiąc poza myśleniem- marzę, planuję. Tak będzie jeszcze przez jakiś czas. Poza tym krócej jestem dostępna na portalach z wróżbami. Zamykam wtedy laptop i mnie dla nikogo nie ma. Muszę sobie niektóre sprawy z powrotem poukładać. Chcę kupić tą książkę.

Wreszcie zrobiłam zakupy do kuchni i nie tylko. Kupiłam dzbanek babciny emaliowany niebieski w grochy, foremki na mufiny, małą tortownicę, małą keksówkę i kokilkę do zapiekanek. Moja kuchnia będzie bardziej urozmaicona co mnie cieszy. W tym miesiąc chcę jeszcze tylko herbaty smakowe kupić...
Dietę trzymam i poza jednym wyskokiem kiedy to pochłonęłam 8 ptasich mleczek innych odstępstw nie było. Chudnę ale tak wolno:(
Gdybym chciała cały nadbagaż zrzucić to bym musiała dietę kilka lat trzymać i licho wie czy to pomoże:( Wątpię bym wytrwała, bo ja krótkodystansowiec jestem.

A na koniec przepis na bardzo smaczne i proste w przygotowani dietetyczne, bo bez cukru ciastka.

szklanka płatków owsianych
łyżka masła
2 spore miękkie banany

Banany rozgnieść, wszystko wymieszać i formować kulki wielkości orzechów. Następnie rozgnieść je tak by powstały ciastka. Piec około 25 minut w 220 stopniach...

sobota, 11 listopada 2017

Sobota

Ostatnie dni umykają mi szybko. Wstaję koło południa i ani się obejrzę, a już jest prawie ranek i trzeba iść spać. Nadal pracuję głównie w nocy. To mi odpowiada. Lubię mrok, lubię ciszę, lubię spokój. Mam sporo zajęć. Jeśli chodzi  pisanie to jeszcze by mi się jakiś portal przydał, bo wolne moce przerobowe mam. Wczoraj zapisałam się na dwa zlecenia ale na razie odzewu nie ma. Poczekamy, zobaczymy. Ceny wystawiłam niskie to może chwyci. Zarobić by wypadało, bo moje potrzeby są spore. Nawet nie licząc mebli do wszystkich pomieszczeń w tym do pokoju dziennego. Segment, który mam w tej chwili ma 5 lat i już się sypie. Odłazi okleina, wygięła się półka i rozwala bieliźniarka. Co z tego, że był fajny skoro nic nie jest warty. Teraz chce kupić meble drewniane. Powinny dłużej postać. 

Kurs ezoteryczny mi idzie. Na razie przerobione jest kilka lekcji. Wczoraj lekcji nie miałam, bo Facebook mi nie działał i nie dało się rozmawiać. Mam mieć za to kolejne lekcje dziś i jutro. Kurs mi się przyda i cieszę się, że go znalazłam.
Już myślę o następnych w przyszłym roku. Kusi mnie anielski i dwupunkt. Tego drugiego się trochę obawiam, bo nie wiem czy z metodą sobie poradzę. Ponoć metoda jest łatwa. Mnie jednak trudna się wydaje ale podobno technika jest rewelacyjna. 
Książkę na ten temat mam. Dziś poczytam. 
A na koniec mudra spokoju...




środa, 8 listopada 2017

środa

Od jakiegoś czasu znowu czytam i to dużo. Nie tylko poradniki ale i powieści. Zainteresowała mnie książka Północna droga Cherezińskiej. To 4 tomy. Powieść jest o wikingach. Dwa tomy mam z Chomika, a dwa kupię. Tą książkę poniżej już przeczytałam.


Teraz jest odpowiedni moment na zakup kalendarza. Ma być książkowy. Kusi mnie czaromarownik albo kalendarz katolicki, bo są w nim przepisy. W zeszłym roku wyszedł też kalendarz pani domu. W tym roku nie natknęłam się na taki, a chętnie bym kupiła. Kupiłam wczoraj taboret do łazienki na toczonych nogach. Jestem w trakcie kupowania miednicy emaliowanej malowanej w kwiaty. Jest z lat 70 ale nieużywana. W tym miesiącu chce jeszcze kupić dwie małe tortownice, kokilkę i formę na mufiny. Chce też kupić dzbanek do łazienki. Muszę kupić herbaty smakowe.




Remont w łazience dziś będzie skończony. Brat Krzyśka chce jeszcze raz pomalować. Ma też powiesić lustro. Remont w kuchni będzie dopiero wiosną, bo dość mam ruchu na ten rok...

poniedziałek, 6 listopada 2017

poniedziałek

Dzień zaczął się dość wcześnie, bo miał przyjechać brat Krzyśka kończyć łazienkę. Zostało trochę tynkowania i malowanie części z toaletą. Przyjechał, obejrzał i umówił się na jutro. Gdy pojechał położyłam się spać na godzinę, a spałam trzy. Później był bieg, bo za chwilę miał się zacząć kurs. Po kursie było gotowanie obiadu, nauka kart Kippera, a w zasadzie poszerzanie wiadomości i porcja ćwiczeń na rowerze. Wieczorem będzie joga, Reiki i praca. Będzie wróżenie, pisanie ale i czytanie. Dzień zejdzie. Skończy się koło 3-4 w nocy.
Tak w ogóle to w listopadzie szaleństw i ruchu nie przewiduję. Mam kurs ale przez internet. Warsztatów artystycznych wyjazdowych nie mam. Będę siedzieć w domu i cieszę się z tego. Nie będzie też większych zakupów, bo większość pieniędzy pochłonie zapłata za kurs. Chcę pokończyć wszystkie prace koło domu i w domu tak, żebym mogła spokojnie czekać na zimę. W ogrodzie mam tylko zasilanie drzew. Pod warzywnik przygotowań nie będzie, bo w poprzednim roku ślimaki mi wszystko zjadły. W następnym warzywa będą w pojemnikach. Myślę o pomidorach, papryce, ogórkach i kalarepie. Chciałabym jeszcze sałatę ale w tym roku miałam w pojemnikach i też ją coś zjadło.

A na koniec trochę o kotach. Po pierwsze Maja- moja najmłodsza koteczka. Kicia jest dziwna odkąd dorosła. Niby ludzi się nie boi ale i ich nie potrzebuje zupełnie. Do nas dochodzi tylko wtedy gdy coś jemy. Wzięta na ręce miauczy. Kotów też nie lubi i nie widziałam by się do któregoś przytulała. Ot taka samotniczka. Najczęściej leży w kąciku na kanapie i śpi. Trochę szkoda, że tak się zmieniła. Gdy była mała z kolan nam nie schodziła.



Za to Punia, która była praktycznie odkąd dorosła samotniczką, bo do ludzi prawie nie przychodziła, a kotów w większości nie toleruje
nagle stała się towarzyska. Przejawia się to tym, że albo leży u Krzyska alb przytulona do mnie. W tym roku skończyła 8 lat więc to jeszcze nie starość ale co jej się stało nie wiem...



No i na koniec Józek. Ten z kolei odkąd śpię z powrotem pod kołdrą wrócił na moją stronę łóżka, porzucając tym samym Krzyśka. To już kolejny rok jego kaprysów- w lecie śpi z Krzyśkiem w pozostałe pory roku ze mną. Czemu nie wiem...Jego powrót mnie jednak cieszy, bo lubię gdy się we mnie wtula...



piątek, 3 listopada 2017

Piątek

Jutro zaczyna mi się kolejny kurs ezoteryczny. Będzie trwał ponad dwa tygodnie. To nie będzie zupełna nowość dla mnie. Chcę wiedzę poszerzyć.
W ogóle to próbuję w moje życie wprowadzić trochę systematyczności. Chciałabym regularnie czytać jedną książkę tygodniowo, pisać wiersz lub kilka haiku też raz w tygodniu i malować raz w tygodniu jeden obraz. Czy mi to wyjdzie nie wiem. Już kiedyś miałam taki zamiar ale po jakimś czasie spasowałam, bo mam nawyk działania zrywami. Może teraz się uda.

Ostatnio wprowadziłam trochę zmian do kuchni. Staram się gotować bardziej urozmaicone potrawy. Chcę zrezygnować z częstego jedzenia gulaszów angielskich, fasoli czerwonej i tuńczyków. Przez jakiś czas jadłam to prawie codziennie, bo mi się nie chciało nic przygotowywać. Teraz ma się to zmienić. Znowu zaczęłam czytać przepisy i wymyślać. Na pierwszy ogień poszły pierogi z różnymi nadzieniami. Wczoraj były z serem, cynamonem, rodzynkami na słodko. Kiedyś z kaszą gryczaną i grzybami i z kaszą i serem. W przyszłym tygodniu może zrobię ruskie, a w kolejnych mięsne i z kapusta i mięsem. W tym roku pierogi na Wigilię tez sama zrobię. Poza tym uczę się piec ciastka. Mam zamiar zacząć częściej robić quiche i tarty, sałatki, omlety, placuszki różnego typu i kotleciki. Jeden posiłek węglowodanowy dziennie mi nie zaszkodzi. 

Wczoraj poczyniłam akwarelkę. Dawno nie malowałam... Dziś może też coś powstanie...





środa, 1 listopada 2017

środa

Samhain minął. Ciemna pora roku się zaczęła. Zimy tylko patrzeć.
W poniedziałek po południu przez chwilę padał śnieg. Jest już zimno. Zwłaszcza nocami. Moje zwierzęta doceniają ciepło jakie daje rozgrzany piec. Wylegują przy nim prawie cały czas. Ostatnio nawet Pikuś ładuje się na kocie spanka pod piecem. Jest już starszy i sporo ciepła potrzebuje. Moje zwierzęta mnie rozczulają. Bardzo je kocham. W taką pogodę te bezpańskie dotkliwie cierpią. W takie noce porzucone małe kotki nie mają szans. Odchodzą z zimna. Strasznie mi ich żal. Przecież one też czują, cierpią. Zastanawiam się po co ludzie zwierzęta rozmnażają, a później wyrzucają. To powinno być odgórnie zabronione.

Dieta trwa. Chudnę. Zaczęłam też ćwiczyć. Na razie jeżdżę na rowerze stacjonarnym i ćwiczę jogę. Myślę jeszcze o dołożeniu 10 -15 minut ćwiczeń kilka razy w tygodniu. Myślałam o tai chi ale wydały mi się skomplikowane i chyba zrezygnuję z nich. Teraz myślę o ćwiczeniach metodą essentrics. Niektóre wydają się proste. Dziś je wypróbuję. Jeśli mi nie przypasują pomyślę o jodze w pozycji stojącej albo o ćwiczeniach cesarzy chińskich. Wybiorę te mniej skomplikowane. Zauważyłam, że nie trawię ćwiczeń składających się z kilku ruchów. Nie lubię się uczyć tego i dlatego  lubię jogę. W niej przyjmuje się po prostu pozycję i problemu nie ma. Lubię też pilates. 

Kupiłam sobie ostatnio wahadełko z serii biały Ozyrys. Ono jest bardzo wygodne w stosowaniu, bo nie trzeba trzymać go w ręku by działało. Można je płożyć i czubkiem skierować w stronę osoby chorej lub jej zdjęcia i energia poleci. Można używać kilku na raz w formie baterii. Wkrótce kupię następne i wypróbuję. Chcę zacząć od odchudzania. Jak ta metoda zadziała pomyślę o kościach.

Takie kufle ostatni kupiłam.


poniedziałek, 30 października 2017

Poniedziałek

Od ubiegłego tygodnia zajęłam się zdrowiem. Oczyszczam wątrobę syrimarolem. Biorę go trzy razy dziennie i będę brać co najmniej pół roku. Od środy biorę też dwa razy dziennie suszony imbir. Ten ma mi pomóc na stawy, na krążenie i może troszkę na trawienie. Chcę go brać cały czas ale najmniej dwa lata. Tyle podobno trzeba by stawy zregenerować. Poza tym zaczęłam nosić ponownie różowy kwarc. Tym razem na pewno go nie zgubię, bo noszę go w węzełku. Wisiorka, który kupiłam nosić nie mogę, bo kamień opleciony jest metalem na który chyba mam uczulenie. Kamień ten wspiera serce, otwiera czakrę serca, dodaje uczyć, ciepła, wrażliwości i chroni.
W najbliższym czasie chce tez kupić krople Sroki na oczyszczenie organizmu. Ponoć są bardzo dobre.

Kilka dni temu byłam w bibliotece po książki dla mnie i dla mamy. To był bardzo szybki spacer około 10 minut plus schody. Wróciłam padnięta i serce mi chciało wyskoczyć. Po chwili jednak doszłam do siebie co oznacza, że jestem zdrowa i tylko kondycji mi brak. Przeraziłam się i od razu Krzysiek mi przyniósł z powrotem rower. Nienawidzę jeździć ale spacery gorsze. Chyba go jednak nie sprzedam na razie z tym, że będę pedałować nie dla odchudzania a dla kondycji...Od dziś będzie też 15 minut jogi. Mam nadzieję, że mój stawy nie ucierpią.

Co do książek to mam dylemat. Chodzi o powieści. W mojej bibliotece niewiele jest, a w tych innych są interesujące pozycje ale trzeba się na nie czaić albo zapisywać. To nie dla mnie. Próbowałam kupować w internecie ale kilka razy się nacięłam i kupiłam pozycje kiepskie. Opinie były ok ale pewnie pisali je copywriterzy. Teraz kupiłam po przeczytaniu opinii na blogu literackim. Może będzie miarodajna. 
Ostatnio chętnie kupuje ebooki. Nie trzeba na nie czekać, tańsze są, ekologiczne i miejsce nie potrzebne. Chyba się przerzucę na powieści w tej formie.



piątek, 27 października 2017

sobota

Zimno. Brr. Od kilku dni marzłam w dzień i w nocy. Zaczęłam chodzić w swetrze i w poncho. Koce schowałam więc głęboko do szafy i oblekłam kołdry- jedną do sypialni i drugą do pokoju dziennego. Na razie pale tylko w pokoju dziennym. Rozpalamy koło 15:30. Palimy drewnem. Węgiel czeka na mrozy. To nie oszczędność to późne rozpalanie. Tak palimy, bo nie ma kto opału nosić. Krzysiek się broni i ja też leniwa jestem. Wolę więc pod kołdrą leżeć.:) Jednak lenistwo ruchowe strasznie życie utrudnia.

Mnie to lenistwo i domatorstwo utrudnia również rozwój. Ot choćby taka sytuacja. Miałam być we wtorek na spotkaniu z krytykiem literackim. To by mi mogło pomóc w pisaniu wierszy i opowiadań. Może też mogłabym liczyć na promocję, bo krytyk pracuje w radiu i czyta tam poezję. Nie poszłam, bo czuję, że to by było wbrew mnie. Nie jestem gotowa by czytać swoje utwory na forum. Nie jestem gotowa bywać i szukać popularności. Z tego powodu też zrezygnowałam z brania udziału w konkursach. Sama myśl, ze mogłabym zająć jakieś miejsce i być zmuszona do osobistego odebrania nagrody była koszmarem. Kocham pisać w zaciszu domowym ale to wszystko. Lubię gdy mój utwory są czytanie, strasznie się cieszę gdy się podobają ale nienawidzę z domu wychodzić i nie polubię:( Tym bardziej teraz gdy mnie kości bolą:( Z czytelnikami chętnie bym porozmawiała ale przez internet...
Ostatnio miałam również propozycje wzięcia udziału w wystawie obrazów. Nie miałam jednak jak obrazów dowieźć i zrezygnowałam. Gdybym była bardziej uparta...Nie byłam niestety, bo zwyciężyło lenistwo...

Od paru dni znowu namiętnie oglądam filmy. Na pierwszy ogień poszedł Dom dusz. Później obejrzałam Sagę rodu Azeraków i Szósty zmysł. Filmy mi się podobały. Zastanawiam się czy nie zakupić premium Cda ale ponoć nie warto. Jeśli chodzi o Dom dusz to zgrałam sobie też książkę z Chomika. Pewnie przeczytam. Lubię książki, których akcja nie toczy się w czasach współczesnych. Lubię też takie filmy. Czasy współczesne nie bardzo mi leżą. Za duże tempo życia, a ja tego nie znoszę. Jeśli chodzi o książki i filmy to zupełnie mi się zmienił gust. Kiedyś lubiłam horrory, filmy akcji i fantastykę. Teraz wybieram obyczajowe i thrillery. Komedii i melodramatów nie lubiłam raczej nigdy. No może poza dramami.

Dziś i jutro będę odpoczywać. Niewiele zrobię...



czwartek, 26 października 2017

Czwartek

Pogoda u mnie już późnojesienna - szaro i ponuro. W domu mam ciepło tylko w pokoju dziennym, bo w pozostałych pomieszczeniach jeszcze nie grzeję. Na razie śpię jeszcze pod kocem i nie marznę ale moja mama już w nocy narzeka na zimno. Oby zima w tym roku lekka była. Martwi mnie też śnieg, bo jeśli będą duże zaspy nie będzie jak węgla przywieźć. Mama wozi po trochu, bo po pół tony. Sama nie wiem czemu tak. Ze śniegiem jest tez problem, bo trzeba odśnieżać przed domem na ulicy i na podwórku dla gołębi i innych ptaków, a nie ma kto tego robić.

Od kilku dni buszuję trochę po sklepach i szukam fajnych rzeczy do kuchni. Kubki już wybrałam. Nie będzie jednak o kubkach. Nie tym razem. Tym razem będzie o moim guście trochę. Konkretnie o drobiazgach w kuchni i stylu vintage, który preferuję. Otóż  zastawa, którą używam na co dzień w części pamięta jeszcze lata 80. Są to pojedyncze talerze po mojej babci, ciociach, teściowej i moje nieco późniejsze. Nie używam kompletów. Komplet mam jeden po prababci - cenny, porcelanowy ze złotym brzegiem. Używam go tylko na święta. Teraz chcę talerzy trochę dokupić w tym samym stylu co używam na co dzień ale o tym sza...

Chcę też dokupić parę garnków i tu się waham, bo podobają mi się garnki w starym stylu typu emaliowanych w kwiatki, a łatwiej się myje srebrne. Teraz używam w zasadzie trzy w tym jeden wołający o pomstę do nieba. Używam też dwa rondelki z których jeden jest w tragicznym stanie. Potrzeba mi też kupić kilka pokrywek ale chcę starego typu emaliowane. Krzysiek ataku serca albo wściekłości dostanie jak go przed faktem dokonanym postawie i garnki zmienię. Obawiam się, że jest zdolny te stare z odpryskami z kosza na śmieci wyciągnąć...:(

 Zmykam teraz, bo mam się zaraz brać za lepienie pierogów. Dziś mają być z kaszą gryczaną i grzybami suszonymi. W najbliższym czasie kupię jeszcze tortownicę o średnicy 16 cm. Będę piekła ciasta z połowy porcji. Teraz nie piekę, bo nie ma takich dużych kto jeść. Kiedyś gdy tak ni tyłam cist musiało być obowiązkowo na niedzielę i chcę do tego zwyczaju wrócić.:)




wtorek, 24 października 2017

wtorek

Musiałam pilnie kupić kilka poszewek na poduszki. Potrzebuję sporo, bo u mnie jedna zmiana to 8 poduszek. Tak dużo, ponieważ u mnie wersalka w pokoju dziennym jest na co dzień rozłożona i leżą na niej 4 poduszki. Musimy mieć z Krzyśkiem wygodę i oboje więcej leżymy niż siedzimy. Potrzebuje też poduszek dla kotów. Jeśli chodzi o pościel  to nie kupuję dużo. Na raz mam około 6 kompletów w tym jeden flanelowy dla mnie. Pościel kupuję bawełnianą lub z bawełnianej kory. Satyny nie lubię i poliestru też nie. W zeszłym roku kupiłam pościel przez internet i okazała się bublem. Nie dość, że przysłali w innym kolorze niż zamówiłam to jeszcze okazała się być z poliestru. Trwałość jej była zerowa, bo po dwóch praniach zaczęła się targać. Konkretnie poduszki. Musiałam więc kupić nowe. Kołdry niech jeszcze zostaną skoro dobre. Ja nie muszę mieć na łóżku kompletów. Pościel ma być czysta i pachnąca, a że nie komplety to już szczegół. Teraz szukałam czegoś fajnego. Lubię pościel w tradycyjne kwiaty. Ciężko o taką teraz, a te geometryczne, agresywne wzory mnie wręcz odstraszają...

W najbliższym czasie chcę też kupić kotom zabawki. Interesuje mnie szeleszczący tunel albo coś takiego... 
Nie wiem czy będą się tym bawić, bo piłeczkę dzwoniącą mają i myszki szyte ale mają to szczerze mówiąc w nosie. Majka za to wyciąga papiery z kosza i tym się bawi albo kawałkami węgla. Mam tez zamiar kupić drapak z budka i zabawką.

A na koniec kubeczki które kupie wkrótce... Mam nadzieję, że wszystkie jeszcze będą dostępne.









A na koniec wiersz


Czekam

Nie dzwonisz kolejny dzień
czekam
jesienne słońce...
nie ogrzeje serca
nie doda barw chwilom
parkowy klon pachnie deszczem
cisza zdradą



czemu nie odeszłam wczoraj
czemu pozwoliłam się przykuć
spętać zniewolić
dlaczego słowa miłości
zawiązały mi oczy
jutro też jest dzień

niedziela, 22 października 2017

niedziela

Dziś wstałam strasznie późno. Nie napisze o której, bo wstyd. Za to się wyspałam za wszystkie czasy. Dziś odpoczywam ale i wróżę. Później zrobię rogaliki krucho - drożdżowe. Są pyszne i szybko się je robi. Zjem kilka, a że nie schudnę to trudno. Co do diety to wprowadziłam pewne zmiany, bo nie chudłam. Teraz na co dzień jem do 50g węglowodanów dziennie. Raz, góra dwa razy w tygodniu jem do 120g. W tym tygodniu to były pierogi i będą rogaliki. W przyszłym może chleb domowy i np. kopytka. Pieczywa kupnego nie jem wcale. Kilka kilo już schudłam ale nadal waga budzi moje przerażenie nieomal. Jest wysoka ale do górnego pułapu tym razem nie dobiłam. Opamiętałam się wcześniej. Marze o tym by jeszcze choć z 10 kg zrzucić. Czy się uda czas pokaże. Fakt jest faktem, że na normalnej diecie(około 1600-1800 kalorii) tyje bardzo szybko. Nie wolno mi już też chyba jeść węglowodanów. Teraz przytyłam prawie 10 kg od nich właśnie, a głownie od chleba.

Jutro mam zajęcia z rysunku ikonowego. Chyba przedostatnie, bo jest zbyt mało chętnych i zamiast nich ma być kaligrafia. Szkoda. Na razie strasznie z materiałem lecimy, bo babeczka chcę byśmy miały pojęcie jak ikony powstają. W tym tygodniu miałyśmy zadane do domu trzy rysunki Maryi. Co do ikony to będę sobie musiała radzić sama. Na razie kupiłam pigmenty naturalne. Mam jeszcze to i owo kupić w ciągu paru dni. Między innymi podręcznik. Na razie mam stworzyć trzy ikony do mojej kuchni. Później zobaczę. Pewnie będą następne. Mieszkanie duże i jest gdzie je umieszczać.


Kupiłam też półkę  na talerze do kuchni... Jest używana ale stan idealny... W planach mam zakup nowych kubeczków. Z kubeczkami jest tak, że kocham takie na stary styl. Najlepiej by były w kwiatki. Jest ich trochę w internecie ale ceny spore, bo i po 40 zł plus przesyłka. Tak drogich nie kupię. Ostatnio wyczaiłam jednak jeden sklep gdzie całkiem ładne kubeczki są po niecałe 10 zł. Kupię wiec.



piątek, 20 października 2017

piątek

Dziś ostatni dzień w tym tygodniu z aktywnością fizyczną. Coś trzeba będzie koło domu i w domu zrobić w tym pierogi z kaszą czarną i serem. Nie lubię ostatnio lepić pierogów oj nie lubię ale będę to robić częściej, bo pierogi lubię jeść, a pierogarnia daleko. Od jutra już z kanapy będę mało schodzić. Początkowo miałam zamiar nawet wróżby w weekend odpuścić, żeby odpocząć ale zmieniłam zdanie. Pracować będę, bo pieniądze się same nie zarobią, a potrzebuję ich sporo.

Ostatnio kupiłam w końcu lustro do łazienki. Czekam na nie. Jest w moim stylu choć to nie antyk. Na antyki mnie nie stać. W zasadzie to nawet nie żałuję. To lustro stylizowane. Jest drewniane i ma to coś co mnie przyciągnęło...


Kupiłam tez ostatnio figurkę ptaka, a dokładnie czapli, świecznik i półeczkę na przyprawy. Kupiłam też doniczki, bo mi się po sklepach stacjonarnych biegać nie chce. Doniczki są plastikowe, ponieważ takie muszą być przy tylu kotach. Niestety co rusz lądują na podłodze. Jak przyjdą to jeszcze w tym roku sukulenty przesadzę. Wiele ich nie pozostało, bo kilka zniszczył Józek. Będę musiała znowu wiosną kolekcje uzupełnić.

Teraz wpadły mi w oko kosmetyki. Odkryłam cudnie pachnące wanilią, cynamonem, migdałami. To balsamy i peelingi. W zasadzie to ja ostatnio kosmetyki kupuje nosem. Odkąd przestałam się swoja uroda przejmować to przestałam tez zwracać uwagę na właściwości kosmetyków. Przecież zmarszczki mi już całkiem nie znikną i cellulit też nie. Teraz kosmetyki maja tylko pachnieć tak, żeby używanie ich sprawiało mi przyjemność.

środa, 18 października 2017

środa

Dzień upływa za dniem i do zimy coraz bliżej. W zasadzie ja już jestem prawie do zimy przygotowana. Zostały jeszcze drobne prace typu zasilania drzew i sprzątania doniczek sprzed domu. Pogoda ostatnio jest niezła to można to i owo na dworze zrobić. W domu od wczoraj nie palę w piecu w ciągu dnia. Rozpalam wieczorem, bo ciepło. 
Dziś nie mam zaplanowanych pilnych zajęć w domu i koło domu. Będę pracować, bo zakupy kuszą. Jeśli chodzi o mnie to ja kupuje hurtem albo wcale. Musze na kupowanie rzeczy do domu mieć nastrój. Bywa tak, że przez pół roku nic nie kupuję. Te drobiazgi co kupię teraz będą na dłuższy czas, bo zmian nie lubię. Przyzwyczajam się do wystroju wnętrz i do różnych drobiazgów. Ciężko mi się później z tym rozstać. Meble i ozdoby służą mi lata całe, aż się zniszczą. Nie interesuje mnie moda więc wszystko jest ponadczasowe.

A na koniec trochę o problemach, a konkretnie o bólu przy poruszaniu się. Od dawna bolą mnie mięśnie i kości gdy stoję i chodzę. Nic z tym nie robię to znaczy leków nie biorę, bo boję się o wątrobę. Po prostu unikam ruchu i okresowo gdy bóle się nasilają piję zioła i robię Reiki. To trochę pomaga ale nie do końca. W zasadzie już się z tym bólem pogodziłam, bo nigdy całkowitej ulgi nie ma i tak chyba od ponad dziesięciu lat. Bóle pojawiły się gdy jeszcze byłam szczupła i trwają z różnym nasileniem cały czas. Dlatego nie ćwiczę już jogi, bo ona je nasilała. Ten sam problem miał mój dziadek. Tez miał bóle i wieku 60 lat prawie już łóżka nie opuszczał choć do końca był samodzielny. Wcześniej był bardzo aktywnym człowiekiem. Trochę się boję, żeby i mnie to nie spotkało.:(

wtorek, 17 października 2017

Wtorek

Wczoraj dzień bardzo trudny, bo musiałam odwiedzić dwa miasta i wszystko było w biegu. Nie lubię tak... Po piętnastej pojechałam z Krzyśkiem do lekarza. Później musiałam zrobić zakupy- pościel dla kotów i doniczki na sukulenty. Później musiałam szybko taksówką jechać na zajęcia z ikony. Powrót do domu tez taksówką, bo inaczej się nie da koło 20:30. Byłam zmęczona, a wieczorem i w nocy pracowałam. Inaczej się nie da, ponieważ zakupy czekają, a znalazłam następne...



Muszę też kupić trochę perfum, bo mi się kończą. Nie nie kupie  już oryginalnych. Co prawda ostatnio miałam markowe Opium ale stwierdziłam, że to z rozlewanych pachnie tak samo i takie teraz chcę kupić. Może też kupię Jungle. I opium i Jungle są bardzo trwałe, a to dla mnie ważne. Uwielbiam perfumy z wanilią. Wczoraj znalazłam sklep z rozlewanymi perfumami, w którym podają dokładny skład. Jest co wybierać. Już chyba oryginalnych kupować nie będę. Po co przepłacać? 

Jutro będzie też stresujący dzień, bo trzeba odrobaczyć stado. Krew się pewnie poleje. Krzysiek był w piątek z Pikusiem u weterynarza i preparat kupił. Tym razem zostały tez obcięte pazury. Pikuś wył i chciał gryźć ale pani była uparta i mu nie ustąpiła. Obcięła na krótko u wszystkich łapek. Nie skaleczyła go ale biedak tak się zdenerwował, że później nie pozwolił się przez dwa dni w łapki dotykać.



.


sobota, 14 października 2017

sobota

Zauważyłam, że ostatnio strasznie lubię robić zakupy i to różne. Mogą być nawet spożywcze pod warunkiem, że zakupy robię w sklepach internetowych. Z tych stacjonarnych już prawie zrezygnowałam, bo nie cierpię łazić, szukać, schylać się i przepychać, a później jeszcze czekać w kolejce do kasy. W internecie to co innego- wygoda i szybko. Ja nie muszę dotknąć by kupić. Nawet kosmetyki kupuję i jestem zadowolona o ile są dobrze i po polsku opisane. Nie kupuję prawie nic np. w Rossmanie, bo dużo kosmetyków jest opisana po angielsku. Takie dezodoranty np. Więc skąd ja mam wiedzieć czym one pachną? Do Rossmana zaglądam tylko po kosmetyki Alterry, bo je lubię i coś opisane po polsku można znaleźć.
Jeśli chodzi o kosmetyki to przestałam się malować nawet gdy wyjeżdżam do miasta. Używam teraz tylko pudru i błyszczku lub naturalnej pomadki. Tak mi lepiej. Wszystkie tusze, kredki do oczu, lakiery do paznokci i szminki wylądowały w koszu. Kupuję za to sporo olejków, balsamów, soli i środków do kąpieli. Lubię też naturalne mydła i perfumy. 
Porządek zrobiłam również z biżuterią. Część mam zamiar wysłać na bazarki, a nowe kolczyki srebrne z naturalnymi kamieniami postaram się sprzedać. Chyba się starzeję, bo całkiem straciłam potrzebę podobania się. Wyglądam jak wyglądam. Ma być naturalnie. Ważna jest też wygoda. To, że się postarzam nie ma znaczenia. Pogodziłam się z tym, że młodość przeminęła i nie wróci. Dobrze mi z tym. Ba bardzo dobrze. To wielka ulga, że już nie odczuwam presji, że niedoskonałości w wyglądzie mnie nie dręczą.
Nadal buszuje po sklepach za zakupami. Na razie wybieram ale obdarzam zainteresowaniem przedmioty nie tylko do łazienki. Ostatnio zamarzyłam o półeczce na przyprawy i wkrótce będzie moja. Kusi mnie też odkurzacz automatyczny. Tańszy model ponoć tez jest niezły. Ciekawa jestem czy przy tylu zwierzętach by się sprawdził. Obawiam się, że w pokoju dziennym gdzie jest najwięcej sierści pewnie nie ale w innych pomieszczeniach już tak. Chyba go kupię, bo leniwa jestem i do odkurzania się nie rwę. Krzysiek też nie...



czwartek, 12 października 2017

Czwartek

Wczoraj i przedwczoraj było sporo pracy, bo musiałam posprzątać w łazience. Zajęło to trochę czasu ale już porządek po remoncie jest. Nie jest jeszcze na błysk wypucowane. Ma być jeszcze trochę malowania. Nie wszystko wróciło na stare miejsce. Część rzeczy wyrzuciłam i teraz czekam na nowe. Nie wszystko jeszcze kupiłam ale już sporo. W przyszłym tygodniu jak dobrze pójdzie kupie resztę oprócz lustra, bo ono jest drogie. Ma być drewniane i rzeźbione. Oczywiście nie antyk, bo na antyki mnie nie stać. Niektóre przedmioty mnie kuszą ale się waham. Ot choćby to co poniżej. Strasznie mi się podoba, ale pojemnik jest ze szkła i obawiam się o niego przy tylu rozbrykanych zwierzętach. Z drugiej strony plastiku nie chcę...:(



Wybrałam jeszcze to i będę stopniowo kupować. Część już kupiłam. Przy okazji wpadło mi w oczy tez to i owo do przedpokoju. On będzie urządzany po łazience.
















Od wczoraj suszy się kolejna herbata. Tym razem będzie z gruszek, imbiru, skórek pomarańczowych, rodzynek, cynamonu i goździków. W piątek chcę kupić produkty na następną. Bardzo lubię herbaty owocowe zwłaszcza z tych zimowych z dodatkiem cynamonu. Dziś zrobię nalewkę z gruszek. W piątek mam zamiar kupić produkty na sos chiński. Może z 6 słoiczków zrobię. Zostały mi jeszcze do roboty sosy- chiński i meksykański, buraczki i kapusta z marchwią. Do listopada się wyrobię. Późno w tym roku.