Codzienność

Codzienność

sobota, 19 października 2019

sobota 19 X

Tydzień się kończy. Męczący nie był więc jakiegość specjalnego odpoczynku nie potrzebuję. Nawet co dziwne snu mi nie brakuje. Trzeba jednak przyznać, że Sebatian w dzień mi pozwolił pospać. Wstawałam więc o 11, a odsypiałam w dzień. Tym razem mnie nie zmęczył tak bardzo i awantur nie było. Mimo tego nad naszą relacja trzeba popracować. Znalazłam szkolenie i je wykupię. Przyda mi się, bo nie jest mi łatwo i z Krzyśkiem i z mamą. Taki mój los, że wokól mnie same trudne osoby.


Ostatnio sporo czytam. To pozycje z medycyny niekonwencjonalnej. Czytam teraz głównie o bioterapii. Ostatnio to był mesmeryzm. Ja mam te zdolności nawet aspekt mesmeryzmu w horoskopie. Kiedyś dawno gdy jeszcze nie byłam inicjowana w Reiki robiłam tego typu zabiegi. To bylo najczęściej wywoływanie okresu koleżankom. Szło mi dobrze. Doskonale też mi szło otwieranie zbiorów ropnych typu wrzodów i czyraków. Teraz chcę do tego wrócić. Nie wiem tylko na kim będę praktykować. Z ludźmi sie przecież nie stykam. Trochę wiedzy chwycę od mojej mamy. Ona jest bardzo dobrą bioterapeutką i wreszcie raczyła się zgodzić trochę tej wiedzy zdradzić. Sama zaczynała w latach 80 ubiegłego wieku. Pacjentów miała róznych w tym kobiety niemogące zajść w ciążę, ludzi z gronkowcem złocistym i dzieci z porażeniem mózgowym. Ma też udokumentowany jeden przypadek wyleczenia raka. 
Ja jestem po kursie reiki i po I stopniu uzdrawiania pranicznego. Reiki robię codziennie, a zabiegi uzdrawiania pranicznego tylko okazjonalnie. Ten ostatni kurs chciałabym kontynuować, ale instruktorka mieszka obecnie w Szkocji. Nie wiem czy jeszcze kurs blisko zorganizuje. Mam w zasadzie podręcznik i moze kiedyś się za nauke wezmę.

W najbliższym czasie trzeba będzie skończyć pracę nad antologią. Wiersze już napisałam, ale trzeba je dopracować. Ostatnio piszę tylko wiersze na warsztaty. Poniżej wyróznienie za akrostych, który tu zamieściłam jakiś czas temu oraz wiersz napisany około pół roku temu.




Dotyk miłości

Dotknęła nas miłość
otuliła ciepłem
szeptałeś uwielbiam
pieszczoty spadały na ciało
jak rozżarzone krople
drżałam
piersi
czekały na dotyk
namiętność rozchylała usta
barwiła policzki
mówiłeś że kochasz
i przestałeś


środa, 16 października 2019

środa

Majeczka po zabiegu czuje się dobrze. Jutro juz jej zdejmiemy kaftanik. Chyba podczas pobytu w przychodni przezyła szok i teraz sie boi, że ja znowu zostawimy. Tak to wygląda, bo caly czas trzyma się blisko nas. Wszystkie moje koty tak reagują. Rozi do tej pory mi nie pozwoli nigdzie wyjść. Wszędzie chodzi za mną. Gdy miałam szkolenie z dwupunktu, siedziala pod drzwiami od sypialni ponad 4 godziny i cały czas skakala po klamce i miauczala. Pikuś też podczas czyszczenia zębow przeżyl stres, bo teraz mnie wylewnie wita.

Sebastian chyba pojedzie jutro. Zrobił co miał zrobić i do tego jeszcze znalazł mi dwa wiadra opieniek. Część wysuszyłam i część zamroziłam. Z domu przywiózl mi dużo suszonych prawdziwków i duzo zamrozonych. Już dawno tyle grzybów nie mialam. Strasznie mu jestem wdzięczna, że tak o mnie dba. Przyjedzie chyba na święta i zostanie do Sylwestra. Dużo potraw teraz z grzybami robię. Jeszcze mi się nie przejadły. Dziś wypróbuję może kaszotto. To nowy przepis, ale bardzo interesujący.

Od kilku dni pracuję z systemem Kundalini Reiki. W system byłam inicjowana kilka lat temu, ale nie praktykowalam. Teraz chcę wrocić i zająć sie tym na poważnie. Zaczęłam od medytacji. Są jeszcze zabiegi. Później wezmę sie za drugi stopień uzdrawiania pranicznego. Jestem po kursie I stopnia. Chciałam zrobić II, ale porowadzaca wyjechała do Szkocji. Moze kiedyś ten kurs skończę. Ostatnio też mama coś wspomniała o tym, że mnie będzie uczyć bioterapii. 

nasze jesienie



odpływają lata

znikają za horyzontem

te miłością malowane
i te wypełnione zgryzotą po brzegi
pamiętasz tamtą jesień
gdy po raz pierwszy powiedziałeś że kochasz
i tamtą gdy słowa miłości  przeplatały się z łzami
wspominasz mgliste poranki pachnące świeżym pieczywem
i wieczory przy kominku gdy dłoń w dłoni dotykały duszy
ja pamiętam bukiet marcinków
ten pierwszy
i pierwszy siwy włos
myślałam że to babie lato znaczy ci skronie
kolejna jesień zapala liście
jaka będzie dla nas
szczęściem bramowana
czy smutkiem kąsającym serce

niedziela, 13 października 2019

niedziela

Wczoraj miałam szkolenie z dwupunktu. Mam dwie książki na ten temat, ale nie odpowiedziały mi na wszystkie pytania. Szkolenie trwało 5 godzin i jestem zadowolona. To cud, że je znalazłam. Szukałam ponad rok z przerwami. Teraz tylko praktyka została. Będzie intensywna do czasu aż poczuję sie z metoda pewnie. Mam tez sporo przekonań do przepracowania.

Kupiłam sobie trochę ciuchów w tym kilka uzywanych swetrów. Muszę byc uzywane, bo je strasznie plamie farbami. Na zajęcia z malarstwa też wkładam rzeczy uzywane. Te osoby, ktore chodzą ze mną w większości wkładaja fartuchy i dopiero malują. Ja nic takiego nie mam i maluję w czym przyjezdzam na zajęcia. Ostatnio poplamiłam nowa tunikę i getry. Kupilam też płaszczyk i beret. Berety nosiłam kiedyś, gdy bylam jeszcze młoda. Nawet je lubię. Zobaczymy jak mi sie będzie je teraz nosić.

Prace w domu i koło domu posuwaja się do przodu. Krzysiek opróżnił donice, a Sebastian zamknął okienka. Schowali wąż i tym samym wszystko co trzeba było koło domu prawie skończone. Trzeba jeszcze tylko sprzątnąć doniczki po kwiatkach i to już wszystko. Sebastian pociął mi juz podkłady pod malowanie na szkle. Muszę jeszcze poszukać wzorów i wydrukować. W domu jeszcze jest montowanie alarmów i naprawa zamka. Pojedzie w czwartek.

Jutro powinnam jechać na zajęcia z malarstwa. Maluję pejzaż jesienny. Jeszcze dwa wyjazdy i chyba skończę. Powinnam usiąść nad szkicami, ale to dopiero po wyjeździe Sebastiana.


łza

zalśniła diamentem

spłynęła jak wartki potok

potrzeba było tylko chwili
by dotknęła duszy
tamy runęły
i już nic nie jest jak dawniej


czwartek, 10 października 2019

czwartek


Na dworze zrobiło się chłodno. W nocy szczególnie. Jesień  już na całego. Zastanawiam sie czy są jeszcze grzyby. Drzewa zabarwiają się na cieple kolory. Moj winobluszcz również i sumak też. Nie wiem czy uda sie jeszcze zrobić grilla. Dziś moze posadzę marcinki, które kupiłam. Z wrzosów w tym roku rezygnuję, bo już się nie zdążą  się ukorzenić. Kupię jednak moze bukszpan. Jest tyle roślin, ktore bym chciała mieć, ale niestety mój ogródek nie jest z gumy. Coś trzeba wybrać. Wybieram to co jest łatwiejsze w uprawie. Koniecznie bym chciala jeszcze berberys i moze wiciokrzew. Muszę też kupić jeszcze raz hortensje o dwukolorowych liściach, bo moją słońce zniszczyło.

Przyniosłam już rośliny doniczkowe z dworu. Co ciekawe przynisłam też bluszcz, ktory rośnie na dworze i ten doskonale mi sie zaadaptował w warunkach domowych. Rośnie nadal, a bluszcze domowe mi się niszczą. Przeniosłam też papirusa i agawę. Na papirusa polują z upodobaniem koty. Muszę teraz bardzo pilnować, zeby w kuchni nie zostały, bo go skubią.

Wykopałam już dalie, bo pędy zwarzył nocny przymrozek.

Ja teraz odpoczywam psychicznie. Jest cicho w domu, bo okna zamkniete i dzieci z powodu zimna siedzą w domach. Zrobiło się spokojniej. To lubię. 
Cały czas piszę wiersze do antologii. Wiersze do antologii o tematyce jesieni juz wyslałam. Teraz piszę do antologii Spieszmy się kochać bliskich.  Pisanie sprawia mi dużą przyjemność. Wydaje mi się jakby moi przodkowie zagladali mi przez ramię. Przypominam sobie chwile, gdy byli blisko mnie. Wspominam ich i już czuję cieplo koło serca. Moi bliscy nie byli idealni, ale ja juz teraz pamietam tylko dobro. Dla mnie przodkowie sa bardzo ważni.

Jesienie

nadeszła jesień
drzewa rozkwitłe złotem i oranżem
snują opowieści
wiatr ciska mi w twarz to co było
chwile nabrzmiałe radością i te smutne
wspomnienia wirują wokół
jak liście swawolące z wiatrem
to kąsają goryczą to pieszczą
tyle ich już było
odchodzę powoli
kraina bez powrotu wabi światłem
gdzie kolejna jesień mnie zastanie
tu czy tam


poniedziałek, 7 października 2019

poniedziałek

W weekend odpoczęłam chociaż były wróżby. Dziś jadę na zajęcia. Jedzie ze mną Krzysiek, bo będzie kolejne podejście do łapania kota. Weźmiemy tez troche karmy dla tego drugiego o ile będzie. Nie wiem jaki jest ten drugi kot. Jeśli tez przyjacielski to i jego spróbuję złapać. Nie wiem tylko jak koty, które zaznały wolności czułyby się w zamknięciu. To moze być problem. Rozkoszy nie zaznały na dworze, bo ta koteczka, z którą miałam kontakt jest strasznie zabiedzona - drobna i brudna. Nie wiem też co z jej uszkiem. Albo to znak, że jest wysterylizowana, albo ma po prostu uszkodzone uszko. No zobaczymy. Do zimy jeszcze troche czasu zostało. Robi sie już coraz bardziej zimno... Chciałabym by przed zimą znalazły dom. Oba jeśli sie uda, a ile takich kotow jest bezdomnych. Ile zimy nie przetrwa? Serce mnie boli i tak przykro. To takie cudowne zwierzęta.

W tym tygodniu, który sie zaczyna koniecznie muszę zrobić porzadek na dworze. Trzeba posprzątać donice. Zostały by do wykopania tylko karpy dalii. Kupilam marcinki i czekam na nie. Mam białe, a kupiłam niebieskie i fioletowo-różowe. Ładne. U mnie te kwiatki bardzo dobrze rosną. Lubię je, bo przywołuja wspomnienia dzieciństwa. Wtedy rosły kępy niebieskich.

Dziś dolozylam kolejne kalorie. Robię już kluski. W sobotę były kładzione. W tym tygodniu planuję pierogi. Raz w tygodniu będę robić, choć dietetyczne nie są. Robię z 10 dkg mąki. To sporo kalorii, ale klusek mało. Kiedyś jadłam caly talerz, a teraz kilkanaście klusek. Myślę sobie, że moze od przyszłego tygodnia dwa razy w tygodniu będę kluski robić. Jeść już będę 1300 kalorii. Obym tylko tyć nie zaczęła. Boję się weglowodanów.

sos do klusek

garska grzybów suszonych
pół tartej marchwi
śmietana
oliwa
sól
pieprz
ulubione zioła
mąka na zaprawkę

Grzyby i marchew ugotować do miękkości, dodać przyprawy. Zaprawić mąką, zagotować i dodać śmietanę. Można dodać łyżkę kukurydzy z puszki.


październik

kroczy z bukietem liści
i podgrzybkami
słońce natchnione oranżem
ścieli się u stóp
las wzdycha w ciszy
przytulając  do serca strzępki mgły
jeszcze wczoraj wróble szalały
dziś napełniają brzuszki
i z trwogą oczekują chłodu
stęsknione za latem ogrody
zasypiają spokojnie
i natura powoli zasypia
wsłuchana w kroki odległej zimy


czwartek, 3 października 2019

piątek

Tydzień się kończy i dobrze, bo był dość trudny. Teraz jeszcze tylko założenie folii antywłamaniowej i koniec. Odpocznę jutro i w niedzielę. Swoją drogą kończą sie już trudne, zaplanowane zajęcia na ten rok. Teraz będą wakacje, czyli tylko bieżące sprawy. Mam nadzieję, ze nic niespodziewanego nie wyskoczy.

Majeczka czuje sie dobrze. Czarnej kotki na ulicy Krzysiek nie zastał. Pytał w okolicy i podobno bywaja w tym miejscu dwa koty. Bytują od jakiegoś czasu. Teraz nie wiem czy one sa czyjeś i tylko przychodzą w to miejsce, czy są bezdomne. Pojedziemy w poniedziałek z transporterkiem i karmą. Moze je zastaniemy. Chciałabym tą koteczkę złapać, a co z drugim kotem? Nie widziałam go i nie wiem czy tez jest miły i oswojony.

Od połowy września dodaję pokarmy stałe do diety. Przytyłam kilogram i więcej nie mam prawa. Teraz stopniowo podnoszę ilość kalorii. Sprobuję dojść do około 1400. To dla mnie sporo. Teraz jem okolo 1100 i głodna nie jestem. Jestem tylko łakoma i dlatego jedzenie typu pokusy kupujemy w ograniczonej ilości.

Kupiłam spory krzaczek morwy białej. Liczymy z mamą na jej właściwości lecznicze. Dobra jest dla diabetykow.  Chcę jeszcze kupić bukszpan o złotych liściach i marcinki w kolorze niebieskim i bordowym.

A na koniec wiersz za ktory zdobyłam nagrodę w konkursie... To była wariacja do wiersza Jana Twardowskiego. Strasznie się cieszę...




jak nazwać to co było

pomiędzy wczoraj a dzisiaj
te słowa niewypowiedziane
co nie dźwięczą a doświadczają ciszą
to co zakrada się do serca
co burzy mury wzniesione przez obojętność
ale czego nie widać
czego pochwycić nie sposób
to że wciąż tkwisz przy mnie a od dawna cię nie ma
i że gubię się w tajemnicach choć rozumiem wszystko

środa, 2 października 2019

środa

Niektore sprawy zaczynają kuleć. Nie założona jest jeszcze folia do okna. Fachowiec był, pomierzył i ma zadzwonić sie umówić. Nie wpływa jedna wypłata i nie pokończone prace w domu i koło domu. Jutro nic nie podgonię, bo jest sterylizacja Majusi. Dziś będzie intensywna praca. Muszę przygotować partię krzyżowek do gazety i skończyć pracę nad jedną antologią, a pracę nad drugą kontynuować. 

Dziś Krzysiek jedzie do miasta i sprobuje złapać kota. Ostatnio gdy byłam na zajęciach spotkałam na ulicy dorosłą kotkę bezdomną. Jest prawdopodobnie po sterylizacji, bo uszko miała nacięte. Nie była bardzo głodna. Kotczka błaka się raczej dość dlugo, bo ma zaniedbaną sierść. Jest ufna, przemiła i proludzka - łasi się, ociera, barankuje, całuje. Próbowałam ja zlapać, ale boi sie gdy ja brałam na rece. Nie drapie, ale sie wyrywa. Bardzo mi jej szkoda, bo nie wiadomo czy zimę przetrwa. Jestem sklonna ja przygarnąć, ale musi ja przywieźć Krzysiek, bo ja nie dam rady. Oby tylko w tym miejscu jeszcze była. Na razie mam straszne wyrzuty sumienia, ze jej nie pomogłam.

Jest masa grzybow. Ponoć są wszędzie. Na razie kupiłam i wysuszyłam 2 kg podgrzybków. Kupię jeszcze conajmniej 1 kg. Sebastian wysuszył mi na razie jedną maszynkę i trochę zamroził. Gdy przyjedzie jeśli sie uda, przywiezie mi wiadro świezych. Ja grzybów potrzebuję bardzo duzo. Używam ich sporo, bo uwielbiam. Raz w tygodniu gotuję zupę grzybową i dodaje grzyby do innych zup. Niedługo gdy kaloryke podniosę, zaczne tez przygotowywać sosy, omlety, tarty, quiche. Niby mogę używać pieczarek, ale grzyby leśne też mi bardzo smakują, a skoro w tym roku są, to trzeba to wykorzystać. Gdy Sebastian będzie moze pójdzie do mojego lasu. Zna go już i nie zabłądzi. Moze znajdzie choć opieńki. Też je mrożę i suszę.

A na koniec ostatni obraz i kolejny wiersz. Nadal piszę...




Zapachy jesieni

rozkwitła jesień oranżem i złotem
rozsiewa zapach żywicznych lasów liści i grzybów
przycupniętych w mchu
nęci wonią wrzosowisk wilgotnych łąk i ugorów
gdzie czaruje nawłoć a trawy kłaniają się blademu słońcu
zaprasza do sadu
kuszącym aromatem jabłek
i ostatnich śliwek lśniących po deszczu
czasem wiatr przynosi zapach pól
i ciężkiej gleby tęskniącej za latem i urodzajem

poniedziałek, 30 września 2019

poniedzialek

W sobotę padał u mnie deszcz. W ostatniej chwili posadziliśmy leszczyny i bez. Dziś moze kupię jeszcze bukszpan o zlotych liściach i morwę. W przyszłym roku warzywnika nie będzie. Skupię się na krzewach.
Wczoraj znalazłam w ogrodzie uroczą roślinę. To drzewko i nie wiem co to jest. Ciekawa jestem czy ma jakieś wlaściwości lecznicze.





W sobotę zaspałam na zajęcia z malarstwa. Pojadę dzisiaj. W ogóle sie zastanawiam, czy nie przenieść sie na poniedziałek. To by mi nawet pasowalo, bo zajęcia są po 15 i weekendy bym miala wolne. Moglabym spać do oporu, a to dla mnie ważne.

Jutro przyjedża fachowiec do okna. Ma zalozyć folię antywłamaniową. Tą grubszą. Alarm zewnętrzny juz kupilam i przyszedł. Załozy go Sebastian. Ma przyjechać za okolo 2 tygodnie. Pracy tym razem nie będzie miał dużo. Zabezpieczy okienka od piwnicy i strychu na zimę, potnie mi szklo na witraże i założy alarmy.

Nadal piszę sporo wierszy. Przygotowuję się do dwóch antologii. Jedna jest juz w druku.


deszcz jesienny/strofa saficka/

wychodzę na dwór by jesień przywitać
powietrze chłodne studzi mi ramiona
deszcz stuka w szyby woda szumi w rynnach
magiczna chwila

ruda wiewiórka lśniący kasztan toczy
mokre nawłocie ciążą ku kałuży
jeszcze słońce blade zza chmur wyjrzy czasem
mgła już odpływa

do domu wracam ciepły koc mnie wzywa
wilgotne włosy suszę przy kominku
nostalgia w duszy smutek trapi serce
deszcz ciągle pada



piątek, 27 września 2019

piątek

Koniec tygodnia u mnie jest dość spokojny. Wszystkie przesyłki, które miały przyjść juz przyszły i dziś wcześnie mogę zamknąć furtkę. Gdy to zrobię odpocznę psychicznie. Pracy dodatkowej też nie mam. Jutro jadę na zajęcia. W zeszłym tygodniu prawie skończylam obraz i jutro trzeba wziąć podobrazie na następny. Chyba zacznę pejzaż jesienny. Przygotowałam sobie kilka wzorów i teraz tylko obrazy namalować.

Nadal piszę wiersze. Zapisałam się na kolejne dwie antologie. Jedna to projekt komercyjny o tytule Spieszmy sie kochać bliskich. Będzie do kupienia w Empikach i księgarniach stacjonarnych. Chcę napisać wiersze głownie o moich przodkach. To taki hołd dla nich. Wierszy ma być 10 stron plus biogram i zdjęcie. Druga to antologia z serii cztery pory roku. Tym razem pozycja o jesieni. Do niej wiersze juz mam gotowe. 


obojętność

nie ma już we mnie uczuć
jest tylko obojętność
ona nie obiecuje rozkoszy i uniesienia
ani nie karci
wykułam z niej oręż
dotykam winnych i niewinnych
czy chcesz cierpieć
wybierz sam



Przyszły mi zakupione leszczyny i lilak. Dziś chcę je posadzić. Teraz myślę też o kupnie morwy. Mam na nia miejsce, bo mama pozwolila ja posadzić u siebie pod oknem od kuchni. Liczymy na jej właśniwości lecznicze. Chyba kupię jeszcze w tym roku. Łatwiej mi sie przyjmie jesienią i nie będę musiała tak często podlewać. Moze też jeszcze kupię bukszpan o złotych liściach. Mialam ładny krzaczek, ale podlewał go Pikuś i zniszczył. Teraz mam juz plotek... Jego estetyka jest dyskusyjna, bo to plastik, ale za to jest skuteczny.

W przyszłym tygodniu juz będę miała zalożoną folię antywłamaniową do okna. Kupiłam też alarm zewnętrzny, ktory zamontuje Sebastian. Gdy to zrobimy, Krzysiek wróci do sypialni. Na razie śpi w pokoju dziennym.

Na czawartek jestem umowiona na zabieg z Majką. Majka całkiem dziczeje. Ostatnio warczy gdy sie ja bierze na ręce i wcale do mnie nie przychodzi. Moze po zabiegu złagodnieje. To był kochana, przymilna koteczka. Z kolan mi nie schodziła. Diabeł w nią wstąpil po pierwszej rui.






środa, 25 września 2019

środa

Już kalendarzowa jesień, ale liście jeszcze zielone. Czekam aż zacznie je jesień malować i wyjdę w plener z aparatem by ta magie uchwycić. W okolicy rosna dęby, brzozy. Brakuje niestety klonów i bukow, a one sa szczególnie piękne jesienią. Co roku robię zdjęcia. U mnie na podwórku ślicznie przebarwia się sumak i winobluszcz. Chciałabym zerwać gałęzie świerku z szyszkami, ale nie wiem czy znajdę. Lubie mieć je powieszone na ścianie. Moze w tym roku kupię wianki na drzwi. Kusi mnie jeden z szyszek i jeden z kwiatów.

Dziś może zadzwonię do przychodni, żeby się umówić z Majusią na sterylizację. Jest drobniutka, ale narkoza będzie wziewna. W przyszłym roku o ile sie uda może jeszcze wysterylizuję Czarnusię. Jej by tez trzeba było zrobić porządek z ząbkami. Nie wiem czy się uda, bo jest prawie dzika. Zostala by jeszcze Megusia i Suzi. Megusia jest juz w bardzo zaawansowanym wieku i to by moglo byc zbyt duże ryzyko, a Suzi jest zbyt dzika, żeby ja złapać. Kocurki sa wykastrowane wszystkie.

Już wszystkie remonty na ten rok skończone. Teraz zostały tylko kominy u mamy, ale to jej działka i ja w to nie wchodzę. W najbliższych dniach skończymy porządki w domu i wyjdziemy z robotą na dwór. Zejdzie kilka dni, bo robię po pół godziny dziennie. Dobrze, że pogoda sprzyja. Wygladam końca.






A na koniec przepis i wiersz za który zdobyłam II miejsce. 
Gotuję ta potrawę od jakiegoś czasu. Pierwszy raz nie korzystałam z przepisu gotowego i wrzuciłam do garnka co miałam. Wyszło smaczne. Teraz wracam...

Fasola mung z grzybami

fasola mung
pieczarki
tarta marchew
cebula
oliwa z oliwek
śmietana
tymianek
sol
pieprz

Fasolę, marchew, rozdrobnione pieczarki i cebulę zalac wodą i gotować do miekkości fasoli. Dodać przyprawy, oliwę i na koniec śmietanę. Gdyby wyszlo za rzadkie mozna zagęścić makaronem.


Dobro i zło



nie zawsze krzyczą
po przeciwnej stronie
czasem dobro bramowane złem
głaszcze to serce któremu sprzyja
krzywdząc inne jakby przy okazji
czasem  zło kąpie się w słońcu
a mordercy się uśmiechają
dobro i zło
 kroczą w jednym szeregu
to brodzą w świetle to w mroku
a anioły i złoczyńcy
podają sobie dłonie

poniedziałek, 23 września 2019

poniedziałek

Kolejny tydzień prac w domu i koło domu. W domu nadal jesienne porządki. W tym tygodniu je chyba skończymy. Chyba, bo nie wiem czy da radę posprzątać sienie od podwórza. U mnie sienie to składzik rzeczy przydatnych w gospodarstwie. Tam stoi kosa i pilarka. Tam sa narzędzia, nawozy itp. Z tej sieni korzystaja tylko domownicy. Koło domu prace sie dopiero zaczynają. Jest plewienie i będzie oprożnianie donic. W przyszlym roku warzywnika nie planuję. Skupię sie na sadzie i roślinach ozdobnych.
Muszę już zaplanować prace na przyszły rok. Trzeba porozmawiać ze znajomym, który będzie remonty robił. Troche tego będzie, a on musi być przygotowany by czas znalazł.

Z prac artystycznych dziś będzie szkicowanie i coś jeszcze. Nie wiem co, bo jeśli przyjda materiały na ikony, będzie ikona. Jeśli nie przyjdą, może będzie obrazek pastelami. Tym razem chcę poczynić pejzaż. Chodzi mi o uchwycenie perspektywy powietrznej. Jutro juz chyba ikona. No i z pewnością szkic. Mam jeszcze kilka baz do kartek. Chyba jeszcze świąteczne zrobię. Tylko kiedy?




Wczoraj mi się śniła piękna jesień. Chodziłam po lesie, a pod stopami szeleściły złote liście. Bylam zdziwiona, że juz spadły. Słońce przez gałęzie igrało z nimi. Później doszłam do polany, a tam kwitły floksy. Już troszkę zaczynały się obsypywać pod dotknięciem, ale wyglądały pięknie. Sen byl bardzo przyjemny i dobrze mnie nastroił na caly dzień. Nie wiem co mial znaczyć, bo nie bardzo na snach się znam. Oby to była prognoza moich nadchodzacych lat...:)

Chyba wpadłam w rytm i wreszcie moje zycie jest takie jak być powinno. Mam czas na rozwój, na duchowość, na działania artystyczne, na pracę, na pracę w domu. Oby tak dalej. Osiągnęłam upragnioną równowagę i niech trwa... :)


Poezja

pisząc odkładam na bok
niepotrzebne frazy
te które gniotą kaleczą rytm
przytulam za to niespokojne myśli
one się tłoczą a czasem wirują
jak roje motyli
 są sednem
dotykam słów uczuć
to nie szkodzi że czasem bolą
potrafię je oswoić narzucić im jarzmo
jeszcze jedna metafora i kolejna
a wiersz wynurza się z kipieli niebytu
i lśni delikatnym blaskiem




sobota, 21 września 2019

sobota

Dzień zaczął się wcześnie, bo o 9:10. Musiałam wstać, ponieważ jadę zaraz na zajecia z malarstwa. Dziś moze mi się uda skończyć obraz. Pewna jednak nie jestem. Nie wiem co będzie następne. Kuszą mnie astry albo marcinki. Kusi mnie pejzaz jesienny. Moze podziałam po kolei. W domu na razie akrylami nie maluję, bo nie bardzo mam czasu i miejsce na ścianach sie powoli kończy. Wisi obraz koło obrazu. Nie mam czasu na ikony. W zasadzie potrzebuje jeszcze kilku ikon nad drzwi w sypialni. W pokoju dziennym będą ikony wykonane w technice decoupage. Muszę jeszcze znaleźć miejsce na decoupage z aniołami. 

Myślałam, że z malowania na szkle muszę zrezygnować, a tu niekoniecznie. Szklo juz mam ze starego okna. Sebastian mi potnie. Potrzebuję trzy niby witraże do okien. Zobaczymy jak mi pojdzie. 

Od kilku dni robię ikony decoupage. Mam z tego spora frajdę. Wytworki mi sie podobają. Robię je dla siebie. Chyba jeszcze pomyślę o kilku ikonach w mniejszym rozmiarze. Chętnie je powieszę nad drzwiami na ścianie. Może też zrobię kilka obrazków z aniołami. Na razie kupiłam jeden papier i dwie deski. Są dostępne kolejne i moze o nich za jakiś czas pomyślę.
W tym roku chyba zawieszek - bombek nie będę robić. Mam dużo bombek i zawieszek i nowych nie potrzebuję, a o sprzedaży nie myślę.

Dziś u mnie remont. Znajomy robi ocieplenie ściany od kuchni. Liczę, ze mi to temperaturę w pomieszczeniu troche podniesie. Nie wiem kiedy skończy. Zostaną jeszcze rynny, zostanie piankowanie i tynkowanie i koniec na ten rok.

Kupiłam 2 leszczyny pospolite i bordowy bez pachnący. Kupiłam też materialy na kolejne ikony decoupage. Tym razem będą wykańczane srebrem. :)







czwartek, 19 września 2019

czwartek

Jesień coraz bliżej. Rośliny zaczynaja sie niszczyć. Ot chociażby moje pelargonie. Zawsze gdy umierają to dla mnie ciężki moment, bo mi ich żal. Kiedyś przetrzymywalam z roku na rok, ale teraz nie mam gdzie, bo albo marzna albo bujają. W najblizszym czasie trzeba powysypywać z donic ziemię i to już będzie koniec naszych prac ogrodowych w tym roku. Miało byc jeszcze koszenie, ale mama się uparła i nie pozwala, bo hałas jej przeszkadza. Przez nią dom wyglada jak jakaś melina. Wytłumaczyć nic jej nie można, a konfliktów nie chcę. No i połowa domu jest jej i w tym wypadku ja decydować nie mogę. 

Niedługo według niektorych numerologow zacznie sie kolejny rok numerologiczny. U mnie to rok 9. To rok pożegnań i zmian. Zmiany juz widzę, bo zrezygnowałam z niektórych pasji. Odpuscilam ogród warzywny, kury i trochę rękodziela. Przejrzałam troche rzeczy i to i owo chce sprzedać. Ot chociazby kilka gier planszowych. Nie mam czasu grać i gry sa prawie nieuzywane. Chcę tez sprzedać tablet graficzny, bo nie po drodze mi z nim. Wolę rysować myszą i jeśli zdecyduję sie na tablet to kupię z wyswitlaczem. Chyba spróbuje sprzedzać czytnik ebookow, bo czytam tylko na laptopie. Będę nadal pisać haiku i wiersze z tym , że wiersze tylko białe. Będę nadal brać udzial w antologiach. Będę czasem pisać opowiadania, ale o powieści juz nie myślę. Za dużo nad nią pracy i zysk niepewny. Rok 9 to pożegnania, a za rok moze cos nowego sie pojawić. Rok 9 to też duchowość. Zrobię kilka kursów...

Kończy się wrzesień i kończy sie dieta. Powody sa dwa. Po pierwsze jestem wściekle głodna i już mi same płynne potrawy nie wystarczają. Po drugie nie chudnę już. Niby chcę poczekać jeszcze parę dni do nowiu, ale nie wiem czy wytrwam. Schudłam w tym roku tylko 7 kg. Strasznie mało. Teraz obawiam się jo-jo. Będę bardzo uważać to może wagę utrzymam, a od stycznia znowu dieta. W przyszłym roku jak dobrze pójdzie mam szanse zejść z otylości. To będzie święto...:)

Jeszcze robię kartki świateczne, ale powoli mi sie bazy kończą. Gdy już nie będę miała zacznę dzialać pastelami suchymi. Pomyślę o pejzażach w tej technice. Muszę się w tym temacie podszkolić. Caly czas pracuje z ołowkiem. Ostatnio wysłalam troche prac do oceny. Jest nieźle, ale nie całkiem dobrze. W tym roku chcę dobić do 100 szkiców martwej natury. Myślę tez o architekturze, ale przede wszystkim chcę opanowac portrety. Niedługo ruszę z dalszymi lekcjami kursu. Czas na nosy i usta. Zrobiłam pierwszą ikonę decoupage...






Moja jesień



kocham jesień

jest mi siostrą

nawet gdy niebo straszy deszczem

zaglądam w jej złote oczy

a ona uśmiecha się do mnie

i przeprasza za wilgoć we włosach i chłodne dłonie

kocham jesień i życie

stąpające krok za krokiem

aż po kres
nabrzmiały ciszą

wtorek, 17 września 2019

wtorek


Jedną z książek o kobiecości, które mnie zainteresowały juz mam, bo dostępny był ebook. Zaczęlam czytać i już mi otworzyła oczy dlaczego źle się czuję w swojej skórze i dlaczego źle się dzieje w moim małzeństwie. To faktycznie brak akceptacji roli męskiej. W ta rolę wepchnął mnie Krzysiek, ale było w tym sporo mojej winy. Chcę byc kobietą i żyć jak kobieta, a zmuszona jestem nosić spodnie. Trzeba troche spraw przemyśleć i nad związkiem popracować. Nie wiem tylko czy bierność Krzyśka nie ma zbyt glebokiego podłoża. Moze tez wynikać z choroby, a wtedy nic nie zdziałam. 

Wczoraj zrobiłam przymiarkę do robienia albumów. No i niestety to mnie nie zachwycilo. Zrezygnowałam więc i zostanę sobie przy kartkach. Tylko przy kartkach, bo to mnie cieszy.






Porządki w domu się powoli kończą. Zostanie w zasadzie tylko pracownia o ile dzis zrobimy pokój dzienny. No i sypialnia, ale ta po malowaniu. W pracowni będę robić sama. Mam trochę rzeczy z rękodzieła, które juz mi się nie przydadzą. Chętnie je komuś podaruję. Nie będę malować na tkaninach. Nie będę malować na szkle. Tego mi bardzo szkoda, ale nie mam nigdzie szklarza w pobliżu, zeby mi podkłady wycinał. Nie będę juz robić bombek decoupage. Nie będę już robić kolczyków drewnianych i z metalu. Przyszedł moment by cos wybrać. Zostane przy malowaniu róznymi technikami, przy rysunkach i przy kartkach. Nie rezygnuję tak do końca z decoupage, ale rozwijać sie w tym kierunku nie będę. Zostaje szydełko, ale będę robić tylko poduszki dla siebie.

mgła

natchniona jesień
przybywa z rześkimi porankami
przesyconymi  wilgocią i nostalgią
rozkłada biały welon
na  moczarach i nad wrzosowiskiem
mgła lekka jak puch
to  rwie się i zwisa z krzewów,  snuje się swawoli z wiatrem
to otula to skrywa świątka przy drodze
po chwili opływa  lekko
po pierwszych pocałunkach słońca
rozczarowana ciepłem i jasnością

a na koniec wiersz pisany do obrazu...


Jesienie

nadeszła jesień
drzewa rozkwitłe złotem i oranżem
snują opowieści
wiatr ciska mi w twarz to co było
chwile nabrzmiałe radością i te smutne
wspomnienia wirują wokół
jak liście swawolące z wiatrem
to kąsają goryczą to pieszczą
tyle ich już było
odchodzę powoli
kraina bez powrotu wabi światłem
gdzie kolejna jesień mnie zastanie
tu czy tam



niedziela, 15 września 2019

niedziela

Wczoraj bylam na zajęciach, a po powrocie zwinęłam sie w kłębek i spałam dwie godziny. Znowu dłuzej sypiam. Dobijam juz do 9 godzin. Zimą będę spać jeszcze dłużej i tak do wiosny.:)

Dziś oprócz spania będzie czytanie. Moze tez kupię kolejne książki tym razem o kobiecości. Ostatnio coś mi moja kobiecość umknęła. Więcej działam niż biorę, myślę niż czuję. Problem wypływa stąd, że Krzysiek calkiem wycofał się z aktywności i ja musiałam przejąć rolę aktywną bardziej męską w domu. Nie podoba mi się to i źle się z tym czuję. Może te książki mi coś pomogą. Pierwsza jest o partnerstwie. Moze mi otworzy oczy na niektóre sprawy. Oby...




Znowu robie kartki. Tym razem świateczne. To pierwsze w nowym stylu i nawet mi się podobają. Mam jeszcze kilka baz i jeszcze kilka zrobię.





Od jutra zabieramy sie za dalsze sprzatanie. Ja mam zamiar pomyć meble w kuchni. Krzysiek wyczyścił już zlew. Okno juz umyte. Firanka i zazdrostka wyprane. Jutro jedzie na zakupy, ale może go jeszcze skłonię, żeby pomył to i owo w łazience. Strasznie klnie, ale robi. We wtorek czas na pokój dzienny. 

wrzesień

nadchodzi  jesień  z  bukietem chryzantem
i szelestem suchych traw
jeszcze trochę i brzoza zapłacze liśćmi
wspominam dziadka
i jego opowieści
o tamtym wrześniu
gdy krew mieszała się z łzami
a pola bitew przysłaniała mgła
gęsta jak mleko
pamiętam smutek i trwogę
i słowa życie jest cudem a polegli się nie skarżą ale ty pamiętaj
pamiętam i nie zapomnę

wrzesień

jeszcze lato a już jesień maluje liście
wiatr czesze suche trawy
 i zrudziałe nawłocie
poranki zaskakują rześkością
jeszcze lato a już mgły
snują się pod lasem
i grzyby wskakują do koszyka
wczoraj zerwałam gałązki jarzębiny
dziś marcinki się do mnie śmieją
jutro pójdę na wrzosowisko
i podam dłonie jesieni
Agata Rak



piątek, 13 września 2019

piątek


Prace, które zaplanowałam na ten tydzień prawie wykonane. Dzis Krzysiek umyje ostatnie okno. Zostanie tylko to z sypialni, ale ono dopiero po malowaniu. Z praniem tez koniec. Dziś zrobię ostatnie dżemy. No i prawie fajrant. Prawie, bo jeszcze w przyszłym tygodniu chcę to i owo dopucować. U mnie bałaganu nigdy nie ma, ale mieszkanie jest zaniedbane, bo właśnie z utrzymaniem czystości jest problem. Tu sierść, tam odbite łapki czy palce. Tam niedomyty zlew czy kurz. Drażni mnie to, ale staram sie tym nie przejmować, bo nie moge sobie brać całego świata na glowę. Krzysiek powinien sprzatać, bo nie pracuje. Niestety mu to nie w głowie. Ostatnio domył to i owo w łazience Sebastian. Od tego czasu nikt nawet palcem nie ruszył.

Jesień coraz blizej. To juz wyraźnie widać i w ogrodzie i w zachowaniu zwierząt. Moje koty jedza więcej i Pikuś też. Więcej jedza ptaki. Jeszcze niedawno karmiłam je raz dziennie, a teraz czasem trzeba dosypać ziarna i po południu. Nie moga byc przeciez głodne. Oprócz wróbelków bytujących na naszej posesji, przylatują też inne. Bywaja gołebie i cukrówki.
W ogrodzie przekwitaja floksy. Kwitnie po raz kolejny róża. Kwitna nagietki i marcinki. Zniszczyły mi sie niebieskie i fioletowe i muszę wiosna kupić. Kwitna tez dalie. Obecnie mamy tylko czerwone. Mama lubi czerwień i dlatego tylko dalie w tym kolorze dostała od sasiadki. Ja lubie kolorowe. W tym roku kupiłam dwie, ale kłącza były liche i nie zakwitły. Oby przez zimę przetrwały. Obawiam się jednak, że bulwy moga wyschnąć.
Za kilka dni muszę kupić leszczyny i moze bordowy bez.










XXX
chodź
usiądziemy przy kominku
on nie lęka się nocy ani chłodu
otuli nas ciepłem
a serca zabiją z błogością i rozkoszą
jak kiedyś
płomienie się splatają tańczą figlują
liżą z wdziękiem polana
iskry strzelają to tu to tam
niczym fajerwerki
biorę je w dłonie i splatam z magią chwili
pogrążona w ciszy i we wspomnieniach

Jesienne haiku


poryw  wiatru
ścieżką w parku sunie
szkarłatny liść

klucz żurawi
pierwsze wrzosy przy schodach
już fioletowe

chłód wiatru
nitki babiego lata
w mamy włosach


środa, 11 września 2019

środa


Dziś wstałam wcześnie i do tego zmarznieta. Od razu zamknęłam jedno okno w sypialni. Kocham jesień, ale te pierwsze chłodniejsze dni mnie zaskakują. W dzień też mi chłodno. Wskoczyłam w spodnie i już nie rozstaję sie z poncho. Mama wieczorami podpala w piecu.
Kończę robić przetwory. Dzis Krzysiek jedzie po owoce na dżemy. Kupi jabłka i gruszki. Lubię dżemy domowe i troche ich przez zimę zjem. Krzysiek tez je.
Poza tym będzie troche pracy w domu. Niby będzie dzialał Krzysiek, ale i tak stresu nie uniknę. Nie lubię ruchu tego typu. Jutro dalsze prania i sprzatania i tak do końca tygodnia.

Wczoraj pisałam wiersze i dziś będę pisać. Co roku wena przybywa wraz z końcem lata. Sporo wierszy o jesieni mam w dorobku.
tryptyk

ranek
las omotany mgłą
wyjawia swoje tajemnice
krzyk sójki
wabi na uśpioną polanę
gdzie koźlarze
przycupnięte w mchach
witają dzień

środek dnia

blade słońce
rozpala oranżem liście
wiatr igra z kasztanami
a zrudziałe nawłocie
otulone nitkami pajęczyny
drzemią w ciszy
wspominając  lato
pachnące maciejką

zmierzch

maluje szarością
 senne wrzosowisko
ostatnie szkarłatne promienie
liżą widnokrąg
wiatr to przycicha to się wzmaga
tarmosi suche trawy
to tańczy z liśćmi

Na diecie nadal jestem, ale chyba przetój, bo waga nie spada. Poczekam do 17, bo wtedy księżyc ruszy na nów. Moze i waga ruszy. Jeśli chodzi o wagę to i tak sukces, bo ważę juz mniej niż Krzysiek. Już nie moze mi dokuczać. Strasznie sie cieszę z tego powodu. Jeśli to przestój to niedługo, bo już 1 października z diety wyjdę. W zasadzie to przejdę na 3 etap. Polega to na tym, że będę stopniowo dodawać potrawy o konsytencji stałej.

A na koniec wczorajsza zupa. Zupełnie inny smak... Tylko skladniki, bo zakladam, ze każdy gotować potrafi...:)

- groch łuskany
- pól cebuli
- machew tarta
- ziemniaki
- makaron
- pieczarki
- śmietana
- sól
- pieprz
- majeranek





poniedziałek, 9 września 2019

poniedzialek

Lato skończyło sie dla mnie. Już mi chłodno zwłaszcza wieczorami. Leżę pod kocem, ubrana w poncho i nawet okno zamknęłam w pokoju dziennym. W nocy śpię pod kołdrą. Kocham jesień. Kocham umiarkowane temperatury. Czekam na kolorowe liście i dojrzałe orzechy. Na razie cieszą mnie dalie w wazonie i nawłocie.

W niedzielę miałam jednak pracę, bo zgłosiłam się o napisania horoskopu numerologicznego na portal. To był tekst płatny. Dziś mam do napisania rownież horoskop z tym, że niepłatny. Warto go napisać, bo dzięki niemu będę mieć wyższa pozycje na portalu. Dziś mam też wyjazd do miasta. Jest pilny i nie moge go przełożyć. Jutro będę układac krzyżowki. Tym samym tydzień zacznie sie pracowicie. Nie narzekam na pracę zawodową, ale juz przed sprzataniem się wzdrygam. Od jutra czas je zacząć. Na pierwszy ogień pojdą okna, ale myć będzie Krzysiek. Teraz on jest gosposią. W końcu nie pracuje. Dziś zaczynam też prać koce i kapy.

Remont dachu się zaczął. Pod koniec tygodnia znajomy go skończy. Już byłby koniec, ale brakło papy, a cały tydzień znajomy pracuje. Do zrobienia jeszcze zostaną rynny i ocieplenie ściany. Teraz się modlę o pogodę, bo deszcz by to wszystko przesunąl w czasie. Mama troche pieniędzy jednak dała. Cieszy mnie to, bo bez problemu za kilka dni kupię kurs chirurgii fantomowej. Po 20 chcę jeszcze zalożyć folię antywłamaniową, a wcześniej może będzie sterylizacja Majeczki. Interesuje mnie też kurs dwupunktu. Na razie kupiłm książkę.

Z ostatnich kartek jestem zadowolona. Podobaja mi sie w takim stylu i zawsze takie chciałam robić. Teraz czekam na materiały na kartki świateczne. Liczę na to, że tez będzie progres. Na razie o innego typu kartkach nie myślę.





sobota, 7 września 2019

sobota

Dziś jadę na zajęcia z malarstwa. Jeśli uda mi się zapisać od razu zostanę na zajęcia. Sam wyjazd mnie troche drażni, ale oczywiście malować lubię.
Po powrocie będzie relaks i zajęcia z gatunku przyjemnych. Myślę o kartkach i szkicach. Moze będę czytać. Może napiszę wiersz albo opowiadanie. Ostatnio mniej czasu spędzam w Internecie na bezmyślnym przeskakiwaniu ze strony na stronę. Cieszy mnie to. Powinnam kupić klej do kartek i moze perełki. No i coś do kartek świątecznych. Na pewno napisy.

Jutrzejszy dzień chcę potraktować ulgowo, ale nie do końca, bo mam skończyć horoskop partnerski. Pewnie będę spać do południa albo i dłużej, a później zajmę się tym co lubię. Powinnam popracować, ale się waham. Ostanio w niedzielę niebyt chętnie pracuję. W końcu to dzień święty.

Przyszły tydzień będzie dość trudny da mnie, bo zaczynam porzadki jesienne, a ja tego nie lubię. Będzie mycie okien, generalne sprzatanie i pranie wszystkiego. Na razie mam zrobić wszystko z wyjątkiem sypialni. W tym roku jednak zdecydowalam się na malowanie. Wszystko jednak zalezy od brata Krzyśka. Nie wiem czy będzie miał czas i ochotę. W przyszlym tygodniu tez koniecznie muszę zrobić ostatnie dżemy. Trzeba by sprzątnąć donice po warzywniku z podworka. Czy z wszystkim się wyrobię nie wiem.


wrzesień


wita babim latem
a chłodne poranki osnute mgłą i pajęczyną
budzą nostalgię
lekkie jak puch obłoki
to straszą deszczem
to biorą w objęcia bladolice słońcu
ogród szykuje się do snu
ale wabi jeszcze astrami i pysznymi daliami
wczoraj splotłam z nich wieniec
dodałam gałązki jarzębiny wrzos i krągłe połyskliwe  kasztany
jutro powieszę go nad drzwiami
i powitam jesień




czwartek, 5 września 2019

czwartek

Krzysiek dziś pojechał do Ryk w sprawie działki. Wroci wieczorem. Ja będę miała trochę spokoju. Popracuje i pouczę się trochę. Moze zrobie kurs o nosach i ustach. Czas zrobić krok do przodu. Teraz szkicuję oczy. 
  


Zrobiło sie chłodniej, ręce mi się nie pocą więc wrociłam do robienia kartek. Bardzo to lubię, ale pozbylam sie ambicji. Nie będę robić kartek dla mężczyzn i dla dzieci. Lubię kartki kobiece, bogato zdobione - kwiaty, motyle. Nie lubie minimalistycznych. Nie będę się na razie w tej dziedzinie rozwijać zanadto. Rezygnuje z embossingu. Nie wiem co z kartkami świątecznymi. Przestalam myśleć o zaproszeniach i sprzedaży. Ze scrapbookingu interesują mnie tylko kartki, a zarobek na jednej po odliczeniu kosztow bez wyjazdu na pocztę nie przekracza 14-15 zl. Bilety to dalsze 6 zł:( Nie opłaca sie więc...

Mam w planach zrobic sos chiński do słoikow. Robie wersje uproszczoną, a poźniej jeszcze inne sładniki dodaję. Moze to być koncentrat pomidorowy, pędy bambusa, kiełbasa, boczek.

sos chiński

6 sporych pomidorow bez skorki
3 papryki
3 cebule
ziola
sól
pieprz
olej

Wszystko rozdrobnić i dusić pod przykryciem. Gdy gotowe wkladać w sloiki. Pasteryzować 15 minut.

Sos meksykański robię w zasadzie tak samo, ale dodaje kukurydzy.

Przygotowuję się do kursu bioterapii oraz kursu chirurgii fantomowej. To skuteczne metody. Za granicą terapeuci medycyny niekonwencjonalnej wspólpracują z lekarzami. Moja mama też absolutnie nie odradzala medycyny konwencjonalnej. Ja jako terapeuta Reiki też tego nie robię. To nieetyczne i robi więcej szkody niż pożytku. Fakt jest jednak faktem, że u mnie w domu z medycyny konwencjonalnej korzysta sie rzadko. Mama ma prawie 80 lat i nie leczy się na nic. Czuje sie jak narazie dobrze. Ja też jestem zdania, że bieganie do lekarza z kazdym przeziębieniem jest niepotrzebne. Nic dziwnego, że lekarze są przemęczeni i że tłok w przychodniach. Ja pamiętam jeszcze czasy gdy do specjalisty czy na badania skierowanie dostawalo sie wyjątkowo.