Krzyśka urlop się kończy. Mało wypoczął, bo ciągle było coś do roboty. Nadal co jakiś czas bolą go nogi i biodra. Z trudem wrzucił węgiel, ale szybko to nawet zrobił z bólem i przerwą na sen. Chyba następnym razem trzeba będzie opłacić wrzucenie. On jednak nie chce. Nie chce ćwiczyć, nie chce lekarza, nie chce rehabilitacji. Jest uparty. Reiki pomaga na chwilę, ale trwale kości nie wyleczy. Znieczula na chwilę.
Teraz robię porządki na podwórku, ale się nie wysilam. Powoli. Ostatnio byłam przeciążona i od razu gorzej spałam i śniły mi się koszmary. Teraz wypoczywam. Pracy umysłowej juz nie szukam. W moim wieku nie mam szansy na pracę. Ci co mi dają nie są pewni. Mam teraz dwie prace dodatkowe, ale zleceń nie ma. Ja mogę pracować tylko w domu. Kariery juz nie zrobię, pieniędzy się nie dorobię, bo nigdy nie miałam do nich szczęścia. Krzysiek idzie za kilka miesięcy na emeryturę i jestem zmuszona nauczyć się oszczędzać. Nic to przetrwamy. Satysfakcję mozna mieć z innych rzeczy nie tylko pieniędzy. Nasze renty, oszczędności, moje zarobki wystarczą. Wierzę, że ktoś z góry nade mną czuwa...:) Jestem dobrej myśli na ten moment...:)
A tu obraz. Dziś może uda mi się namalować rzodkiewkę na webinarze :) Nie jestem z niego za bardzo zadowolona, a zdjęcie jeszcze gorsze...:)
***
dni coraz dłuższe
słońce pieści pola łąki ogrody
pąki forsycji kapiąc złotem zwracają twarze ku światłu
wiatr chwyta w objęcia pierwsze źdźbła trawy
ptaki zaczynają szaleć
wiesz
jeszcze wczoraj drżałam z zimna
rankiem w ogrodzie
dziś cieplej
świat się budzi z głębokim westchnieniem
idzie wiosna

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam