Dziś wstałam o 7:30. Wypiłam kawę i pojechałam do ośrodka kultury na kurs malarstwa sztalugowego. Tym razem sie udało, bo sie dostałam. Spotkania będą we wtorki i czwartki od 9 do około 12:30. Spotkań ma być jeszcze 8 i myślę, że sporo z nich wyniosę. Na razie już dziś jutro albo w weekend usiądę do sztalugi. Mają powstać polne kwiaty lub ptaki. Kursowi sprzyjają siły wyższe, bo to pokazały karty anielskie, a ja im wierzę.
Karty anielskie, które ostatnio kupiłam bardzo mi odpowiadają. Mam z nimi więź. Uruchamiają intuicję i są bardzo konkretne. Wychwytują wszystkie problemy i odpowiadaja na niezadane pytania. Te które krążą w głowie. Jeszcze nie doszłam czy to moje mysli czy to co się ma zdarzyć. Ważne, że wczoraj wyszła poprawa zdrowia. To może oznaczać, że Krzyśkowi nic nie grozi. Ostatnio tym problemem żyję. Niby jestem aktywna, niby nie myślę i działam ale odreaguje w nocy i śnią mi się koszmary. To mi się daje we znaki niepokój. Śni mi sie tez babcia, a ona przynosi poczucie bezpieczeństwa. Oby tak sie stało.
Upały wróciły, a ja już myśle o jesieni. Wręcz o niej marzę. Pierwsze oznaki już są typu całe wiadra grzybów w lasach. Kto lubi zbierać jest zadowolony. Ja może z Krzyśkiem pójdę w niedzielę jak mi sie będzie chciało. Dusza się rwie tylko nie wiem czy ciało da radę. Najwyżej przejdę kawałek i wrócę. Zdjęć troche zrobię. :) Za kilka dni bociany juz zaczna zbierać sie w sejmiki, a to zapowiada koniec lata. Wieniec z nawłoci juz na drzwiach wisi. U mnie kolejne, poważne prace dopiero sie zaczynają. W następnym tygodniu chyba będą robione dachy drewutni i przeglad centralnego ogrzewania. Później wezwę kominiarza i wyczyszczę komin od dołu. Po 15 VIII kupie meble do sypialni, bo pieniądze juz mam. Zaczne tez wtedy malowanie mebli, które mają zostać. Muszę to wszystko skończyć do 10 IX, bo wtedy przyjedzie gość i co innego będzie robione.
Wczoraj był młyn, bo była awaria wody. Rurka w piwnicy pękła. Dziś dopiero ma być zrobione. Marzę kąpieli, bo wczoraj i dziś myłam sie w misce.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą karty. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 sierpnia 2018
sobota, 21 lipca 2018
deszczowe lato, karty i wytworki czyli to co lubię...
Przyszły mi kolejne karty anielskie. Sa bardzo fajne i trafiają do mnie. Teraz studiuje książkę dołączona do nich i próbuję wróżyć. Idzie mi. Oprócz nich mam jeszcze 3 talie anielskie. Jedna jest łatwa i dwie trudniejsze. Nie wróżę z anielskich często. Są mistyczne i dużo mówią o sprawach duchowych, a osoby którym wróżę chcą raczej wiedzić o sprawach codziennych.
Ostatnio znowu wróciłam do kart Kippera. Codziennie wyciągam trzy na nastepny dzień i interpretuję. Karty sa przydatne do wróżb właśnie na temat codzienności. Oznaczenia znam ale czasem jeszcze zerkam do książki by interpretacje poszerzyć. Myślę, ze kiedyś i to raczej szybko, będę z nich wróżyć tak sprawnie jak z tarota i lenorek. Kuszą mnie tez karty cygańskie. Talię mam i książkę. Znalazłam też kurs. Myślę, ze je kiedyś opanuję, bo są intuicyjne. Nie wszystko na raz jednak. :)
Zakochałam sie w tym deszczowym lecie. Lubię takie. Kocham deszcz stukający w parapety i szum rozpryskiwanych przez samochody kałuż. Kocham rześkość i umiarkowane temperatury. Moje warzywa niestety deszczu nie lubią i marnieją. Na liściach pojawiły sie duże plamy i warzywa żółkną. Pomidory może dojdą i troche ogórków, ale papryki chyba nie wszystkie. Niektóre są jeszcze bardzo małe. Nadal nie mam też cukini i dyni. Kwitnie za to bakłażan. Zobaczymy co dalej. Zbiory kiepskie mimo podlewania gnojówką z pokrzyw i dobrej ziemi. Najładniejsze są papryki i pomidory. Ogórków było mało. Zbyt mało. W przyszłym roku posadzę juz tylko jedną cukinię i jedną dynię. Będzie za to więcej cebuli, może sałata. W tym roku posieje moze jeszcze szpinak na jesienne zbiory. Ponoć dobrze w donicach idzie. Nadal nie wiem co zrobić z ogrodem w gruncie. :( Kusi mnie bób i fasolka szparagowa, kalarepka i może buraki na botwinę.
Dziś po południu będę robić kapelusik z akrylu. W międzyczasie może zrobie kartkę. Kuszą mnie kartki typu stemple malowane. Stemple muszę kupić. Już sklep z kwiatami i liśćmi znalazłam. Teraz tylko 100-150 zł muszę zdobyć, bo chcę kupić hurtem. Przy okazji tez kupię napisy i może papiery na scrapki:)
Kupiłam bazę na album i papiery w fiolecie. Niedługo album zrobię. Teraz chodzi za mną przepiśnik, ale napisu odpowiedniego nie mam i może jakieś zdjecie by się przydało wydrukować. Następne może będą zaproszenia i większy album. Kupię też kolejne wykrojniki...
Wczoraj powstała kartka i akwarela, ale akwarela mi się nie podoba i jeszcze raz ja poczynię, a ta pójdzie do kosza...:)
Ostatnio znowu wróciłam do kart Kippera. Codziennie wyciągam trzy na nastepny dzień i interpretuję. Karty sa przydatne do wróżb właśnie na temat codzienności. Oznaczenia znam ale czasem jeszcze zerkam do książki by interpretacje poszerzyć. Myślę, ze kiedyś i to raczej szybko, będę z nich wróżyć tak sprawnie jak z tarota i lenorek. Kuszą mnie tez karty cygańskie. Talię mam i książkę. Znalazłam też kurs. Myślę, ze je kiedyś opanuję, bo są intuicyjne. Nie wszystko na raz jednak. :)
Zakochałam sie w tym deszczowym lecie. Lubię takie. Kocham deszcz stukający w parapety i szum rozpryskiwanych przez samochody kałuż. Kocham rześkość i umiarkowane temperatury. Moje warzywa niestety deszczu nie lubią i marnieją. Na liściach pojawiły sie duże plamy i warzywa żółkną. Pomidory może dojdą i troche ogórków, ale papryki chyba nie wszystkie. Niektóre są jeszcze bardzo małe. Nadal nie mam też cukini i dyni. Kwitnie za to bakłażan. Zobaczymy co dalej. Zbiory kiepskie mimo podlewania gnojówką z pokrzyw i dobrej ziemi. Najładniejsze są papryki i pomidory. Ogórków było mało. Zbyt mało. W przyszłym roku posadzę juz tylko jedną cukinię i jedną dynię. Będzie za to więcej cebuli, może sałata. W tym roku posieje moze jeszcze szpinak na jesienne zbiory. Ponoć dobrze w donicach idzie. Nadal nie wiem co zrobić z ogrodem w gruncie. :( Kusi mnie bób i fasolka szparagowa, kalarepka i może buraki na botwinę.
Dziś po południu będę robić kapelusik z akrylu. W międzyczasie może zrobie kartkę. Kuszą mnie kartki typu stemple malowane. Stemple muszę kupić. Już sklep z kwiatami i liśćmi znalazłam. Teraz tylko 100-150 zł muszę zdobyć, bo chcę kupić hurtem. Przy okazji tez kupię napisy i może papiery na scrapki:)
Kupiłam bazę na album i papiery w fiolecie. Niedługo album zrobię. Teraz chodzi za mną przepiśnik, ale napisu odpowiedniego nie mam i może jakieś zdjecie by się przydało wydrukować. Następne może będą zaproszenia i większy album. Kupię też kolejne wykrojniki...
Wczoraj powstała kartka i akwarela, ale akwarela mi się nie podoba i jeszcze raz ja poczynię, a ta pójdzie do kosza...:)
czwartek, 5 października 2017
czwartek
Remont ledwie znoszę. Najgorzej jest z kąpielą. Już zapomniałam jak wygląda wanna pełna pachnącej wody. Tylko się myję. Musze jakoś wytrwać. Ważne, że posuwa się do przodu. Na razie zamówiłam skrzynkę na kosmetyki. Ozdobie ją decoupage. Muszę tez wyrzucić półkę z nad wanny, bo choć jest bardzo praktyczna to niestety plastikowa:( Chyba też kupię ze dwie skrzynki na proszki. Tez je ozdobie decoupage. No chyba że kupię kuferki wiklinowe, bo też lubię...:) Czas się rozejrzeć za chodnikiem ludowym tkanym w pasy...
Ostatnio znowu zaszalałam i kupiłam karty. Najpierw trafiłam na cudne karty klasyczne z obrazami A Muchy. Były tanie więc kupiłam mimo, że teraz z kart klasycznych nie wróżę. Mam zamiar jednak je wykuć, bo nieraz klientki o wróżbę nimi proszą. Są dość popularne. Na pewno bardziej popularne od Kippera. Później karty przyszły i mnie zachwyciły do tego stopnia, że zapragnęłam też kupić z obrazami Muchy tarot i oczywiście kupiłam. Karty są przepiękne choć trudne. Nauczę się jednak... Co tam...:) Tym samym mebli do sypialni w październiku nie kupię, bo za co...:(
Ostatnio sporo się zajmuję poezją. Czytam wiersze i piszę. Wyciągnęłam wszystkie moje antologie i pilnie studiuję. Zauważyłam, że nie wszystkie wiersze do mnie trafiają. Nie lubię np. rymowanych i nie przepadam za sylabicznymi choć sama takie piszę. Lubię wiersze białe i częściej do mnie trafiają wiersze pisane przez kobiety zwłaszcza te lżejsze.
Ostatnio znowu zaszalałam i kupiłam karty. Najpierw trafiłam na cudne karty klasyczne z obrazami A Muchy. Były tanie więc kupiłam mimo, że teraz z kart klasycznych nie wróżę. Mam zamiar jednak je wykuć, bo nieraz klientki o wróżbę nimi proszą. Są dość popularne. Na pewno bardziej popularne od Kippera. Później karty przyszły i mnie zachwyciły do tego stopnia, że zapragnęłam też kupić z obrazami Muchy tarot i oczywiście kupiłam. Karty są przepiękne choć trudne. Nauczę się jednak... Co tam...:) Tym samym mebli do sypialni w październiku nie kupię, bo za co...:(
wtorek, 19 września 2017
wtorek
Wczoraj Krzysiek był w mieście i kupił grzyby do suszenia. To drugi kilogram. Poza tym gość, który ma do mnie przyjechać pod koniec miesiąca grzyby mi przywiezie, bo u niego można je kosić. Był kiedyś i przyniósł 4 10 litrowe wiadra w jeden dzień. Część wysuszył, część zamroził, a część włożył do octu. Te zamrożone mi też przywiezie, a ja je przesmażę i do słoików włożę. Ponoć trzeba trzy razy pasteryzować ale da się przetrzymać. Spróbuję. W niedzielę zrobiłam też jeszcze kompot z jabłek do słoików. Zostały mi do zrobienia kolejne kompoty, sosy chiński i meksykański, dżem ze śliwek, buraczki i sałatka z kapusty i marchwi. Jeszcze z miesiąc będę przetwory robić. Teraz kupuję tylko na jedną partię, bo warzywa mi się momentalnie psują. Kiedyś pomidory nie wytrzymały nawet dwóch dni :(
Od pewnego czasu uczę się trochę wróżyć z kart kipera. Karty są bardzo popularne w Anglii i w Niemczech. U nas mniej. W sprzedaży jest tylko jedna talia, którą można kupić razem z książką. Ten zestaw mam i z niego korzystam. Karty są dość intuicyjne i doskonale odpowiadają na to co się zdarzy jutro- karta dnia. Jeśli chodzi o pytania precyzyjne typu czy dostane tą pracę nie bardzo chcą ze mną współpracować albo po prostu interpretacja w książce jest zbyt skromna. Ostatnio wróżyłam według książki. Wybrałam rozkład tak zwaną wielką kartę i kart odpowiedziały bardzo precyzyjnie. Zaczęły mnie kusić. Z nauką mam problem, bo książka, którą mam jest bardzo cienka i mała. Kursów w Polsce nikt nie prowadzi, a jedyne materiały które mogę kupić w języku polskim są raczej drogie. No i mam problem...
A na koniec ostatnia kartki i chleb. Pyszny był pszenno- żytnio razowy...
W nurcie rzeki
Zaglądam w toń
jak w kryształowa kulę wiedźmy
dotykam światła
migotliwych cieni i duszy
wspomnienia garną się tłoczą
napływają falami
łapię je to tu to tam przytulam
otulają mnie częstują chętnie
wrażeniami uczuciami ciepłem
pamiętam ten dzień tato
gdy zostawiłeś swój ślad
w tej rzece
kamień jeszcze pulsuje tobą
słyszę głos nie z tego świata czuje zapach
jak to jest
odszedłeś tak dawno
a ja wciąż śledzę
twój cień
Od pewnego czasu uczę się trochę wróżyć z kart kipera. Karty są bardzo popularne w Anglii i w Niemczech. U nas mniej. W sprzedaży jest tylko jedna talia, którą można kupić razem z książką. Ten zestaw mam i z niego korzystam. Karty są dość intuicyjne i doskonale odpowiadają na to co się zdarzy jutro- karta dnia. Jeśli chodzi o pytania precyzyjne typu czy dostane tą pracę nie bardzo chcą ze mną współpracować albo po prostu interpretacja w książce jest zbyt skromna. Ostatnio wróżyłam według książki. Wybrałam rozkład tak zwaną wielką kartę i kart odpowiedziały bardzo precyzyjnie. Zaczęły mnie kusić. Z nauką mam problem, bo książka, którą mam jest bardzo cienka i mała. Kursów w Polsce nikt nie prowadzi, a jedyne materiały które mogę kupić w języku polskim są raczej drogie. No i mam problem...
A na koniec ostatnia kartki i chleb. Pyszny był pszenno- żytnio razowy...

W nurcie rzeki
Zaglądam w toń
jak w kryształowa kulę wiedźmy
dotykam światła
migotliwych cieni i duszy
wspomnienia garną się tłoczą
napływają falami
łapię je to tu to tam przytulam
otulają mnie częstują chętnie
wrażeniami uczuciami ciepłem
pamiętam ten dzień tato
gdy zostawiłeś swój ślad
w tej rzece
kamień jeszcze pulsuje tobą
słyszę głos nie z tego świata czuje zapach
jak to jest
odszedłeś tak dawno
a ja wciąż śledzę
twój cień
środa, 13 września 2017
Sroda
U mnie nadal praca wre. Robię przetwory i sprzątam. Cały tydzień jest też aktywny jeśli chodzi o pracę. Piszę dużo opowiadań i wierszy. Zaczęłam pisać nowy tomik pod roboczym tytułem Moja miłość ma zielone oczy. Będą to opowiadania o kotach dla kociarzy. Wprawę mam, bo sporo opowiadań do Kocich spraw już napisałam. Poza tym mam w tym tygodniu rytuał na finanse dla kobiety z portalu. Mam tez zabieg oczyszczania czakr i koloroterapii wahadłem, a w piątek mam inicjować znajomą z Facebooka w system Engel Ki. System ułatwia kontakty z aniołami. Prawdopodobnie będę też miała dwa horoskopy.
Trochę pieniędzy zarobię więc bez wyrzutów sumienia kupie sobie kolejną talię tarota. To Mistical Tarot Cats. Talia nie była dostępna w Polsce ale jest na bazarku ezoterycznym. Jest trudna ale nad nią popracuję, bo uwielbiam kocie talie. Mam tylko nadzieję, że pieniądze mi spłyną zanim ktoś ja kupi. Chcę tez kupić nową talię kart Lenormand albo i dwie. Moja talia jest już cała zatłuszczona i źle się nią pracuje.
W tym miesiącu mam strasznie dużo wydatków. Wszystko jest pilne i na wszystko muszę sama zarobić, bo Krzysiek mi nie da. Najdroższa będzie szafa.
Dziś mam warsztaty ikony. Zaraz jadę... Bardzo się cieszę, bo długo na nie czekałam...:)
Trochę pieniędzy zarobię więc bez wyrzutów sumienia kupie sobie kolejną talię tarota. To Mistical Tarot Cats. Talia nie była dostępna w Polsce ale jest na bazarku ezoterycznym. Jest trudna ale nad nią popracuję, bo uwielbiam kocie talie. Mam tylko nadzieję, że pieniądze mi spłyną zanim ktoś ja kupi. Chcę tez kupić nową talię kart Lenormand albo i dwie. Moja talia jest już cała zatłuszczona i źle się nią pracuje.
W tym miesiącu mam strasznie dużo wydatków. Wszystko jest pilne i na wszystko muszę sama zarobić, bo Krzysiek mi nie da. Najdroższa będzie szafa.
Dziś mam warsztaty ikony. Zaraz jadę... Bardzo się cieszę, bo długo na nie czekałam...:)
środa, 26 lipca 2017
środa
Miałam dziś jechać do weterynarza z Rozunią ale nic z tego, bo się wcześniej nie umówiłam i lekarze będą zajęci. Pojadę w czwartek. Już się zapisałam. Ostatnio nawet je i to sporo z tym, że tylko suchy pokarm weterynaryjny. Zabieg będzie raczej na pewno. Obejrzałam jej dziś ząbki i przy jednym ma czerwone dziąsło. Musi ją bardzo boleć biedulę. Nie mogę znieść cierpienia zwierząt. Płakać mi się chce.
Poza tym pracuję dziś więcej z kartami Kippera. Karty mam już jakiś czas, poznałam je i trochę z nimi działałam. Szczerze mówiąc nie przemawiają do mnie precyzyjnie tak jak tarot czy Lenormand. Są świetne jeśli się pyta o sprawy ogólne typu jaki będzie jutrzejszy dzień lub co mnie w najbliższym czasie spotka. Jeśli chodzi o pytania konkretne typu czy pan K mnie kocha lubią płatać figle, bo wskazują np. podróż albo sąd. Nie bardzo potrafię to na razie powiązać. No cóż wszystko przede mną jak sądzę...:)
W przyszłym tygodniu jak dobrze pójdzie przyjeżdża do mnie gość. Zostanie kilkanaście dni. Strasznie się cieszę. Krzysiek też już nic nie mówi, bo gość pomaga nam w pracy, a głównie wyręcza Krzyśka. On może nic nie robić po przyjściu z pracy. Może spać, czytać i rozwiązywać krzyżówki. Pasuje mu to. Tym razem gość obiecał skosić, pomalować siatkę od strony ulicy, wrzucić węgiel, pomóc sprzątać w sieni. Myślałam też o czyszczeniu kominów ale to może zrobi gdy przyjedzie pod koniec września. Wtedy też ma wyciąć drzewa i chaszcze piłą spalinową. Może też potnie trochę drzewa i pomaluje krzesła z kuchni. Krzesła są w kolorze sosny ale już nieco podrapane. Trzeba je więc odnowić. Chcę by były białe. Jak to dobrze faceta w domu mieć:)
Poza tym pracuję dziś więcej z kartami Kippera. Karty mam już jakiś czas, poznałam je i trochę z nimi działałam. Szczerze mówiąc nie przemawiają do mnie precyzyjnie tak jak tarot czy Lenormand. Są świetne jeśli się pyta o sprawy ogólne typu jaki będzie jutrzejszy dzień lub co mnie w najbliższym czasie spotka. Jeśli chodzi o pytania konkretne typu czy pan K mnie kocha lubią płatać figle, bo wskazują np. podróż albo sąd. Nie bardzo potrafię to na razie powiązać. No cóż wszystko przede mną jak sądzę...:)
W przyszłym tygodniu jak dobrze pójdzie przyjeżdża do mnie gość. Zostanie kilkanaście dni. Strasznie się cieszę. Krzysiek też już nic nie mówi, bo gość pomaga nam w pracy, a głównie wyręcza Krzyśka. On może nic nie robić po przyjściu z pracy. Może spać, czytać i rozwiązywać krzyżówki. Pasuje mu to. Tym razem gość obiecał skosić, pomalować siatkę od strony ulicy, wrzucić węgiel, pomóc sprzątać w sieni. Myślałam też o czyszczeniu kominów ale to może zrobi gdy przyjedzie pod koniec września. Wtedy też ma wyciąć drzewa i chaszcze piłą spalinową. Może też potnie trochę drzewa i pomaluje krzesła z kuchni. Krzesła są w kolorze sosny ale już nieco podrapane. Trzeba je więc odnowić. Chcę by były białe. Jak to dobrze faceta w domu mieć:)
poniedziałek, 29 maja 2017
Poniedziałek...
Ostatnio znowu zaszalałam i kupiłam trochę pachnących zakupów i kolejną talię tarota. Te pachnące zakupy to mydełka naturalne. Jedno jest w kostce - kamasutra i drugie w paście miodowe z serii kosmetyków rosyjskich. Mydełka z tego sklepu już miałam i mnie cieszyły. Ostatnio miałam waniliowe w kostce oraz jabłko z cynamonem też w kostce. Jeszcze mam miodowe w płynie. Poza tym kupiłam sporo świec pachnących małych typu podgrzewacz. Świece z tego sklepu też są sprawdzone i zwykle ładnie się palą przez 4 godziny. Kupiłam też karty tarota mianowicie tarot nimf. Karty są cudowne i delikatne, kobiece. Wpadły mi w oko już jakiś czas temu niestety kompletnie do mnie nie mówią. Uznałam więc, że z nich zrezygnuję i kupię anielskie, bo te do mnie przemówiły. Anielskich niestety brakło i kupiłam jednak nimf. Zobaczymy. Jak nie uda mi się z nimi pracować to trudno. Będą do medytacji. Na tarota anielskiego poczekam. Może jeszcze będzie kiedyś.
Dziś mam ostatnie warsztaty z pasteli suchych. Będziemy malować pejzaż. Później będziemy działać sangwiną. To też fajna technika. Podobna nieco do pasteli. Fajnie wyglądają rysunki wykonane sangwiną i białą kredką. W czerwcu już będę chodzić na warsztaty z pasteli olejnych. Myślę, że też będzie warto. Obrazki pastelami suchymi mam zamiar nadal malować. Kupiłam nawet kolorowe papiery. Kupiłam również książkę o malowaniu portretów. To już kolejna, bo ta co mam na nic mi się nie przydała. Nie trafiła po prostu do mnie.
Po maleńku planuję co będę robić. I tak zawodowo będę wróżyć i robić horoskopy. Jeśli chodzi o wróżby to skupię się na tarocie i lenorkach. Na razie o innych kartach nie będę myśleć. Będę też pisać oczywiście opowiadania. Co rok chcę też pisać jedną, dwie książki może. Jedną z poezji i jedną z prozy. Poezja to wiersze, haiku i wiersze dla dzieci. Proza to na razie opowiadania i może coś z ezoteryki. Zobaczymy jak będzie z wydawcami. Może te plany zmienię. Dokształcać się będę z malarstwa i to intensywnie. Jeśli chodzi o rękodzieło to będę robiła trochę rzeczy na bazarki dla zwierząt. Myślę tu o decu, kartkach, wirażach, może czapkach i poduszkach szydełkowych. O sprzedaży rękodzieła raczej nie myślę w tej chwili. Jeśli chodzi o Reiki i bioterapię to raczej zachowam je dla siebie i moich bliskich. Sporo zdrowia trzeba mieć by być uzdrowicielem. Ja jestem mało odporna i bardzo się przejmuję chorobami innych. Moja mama jest bardziej odporna i dlatego jest taka dobra. Jest w stanie spokojnie podejść do śmierci pacjenta. Ja bym to bardzo przeżyła, a chorzy np. na raka też szukają pomocy u uzdrowicieli. To dla mnie zbyt trudne... Nie bardzo nadaję się do tego choć kursy skończyłam i zdolności mam...
A na koniec ostatni obrazek i zdjęcia z mojego ogrodu z chwastami w tle :) Plewić nie ma kto i trudno...:)
Dziś mam ostatnie warsztaty z pasteli suchych. Będziemy malować pejzaż. Później będziemy działać sangwiną. To też fajna technika. Podobna nieco do pasteli. Fajnie wyglądają rysunki wykonane sangwiną i białą kredką. W czerwcu już będę chodzić na warsztaty z pasteli olejnych. Myślę, że też będzie warto. Obrazki pastelami suchymi mam zamiar nadal malować. Kupiłam nawet kolorowe papiery. Kupiłam również książkę o malowaniu portretów. To już kolejna, bo ta co mam na nic mi się nie przydała. Nie trafiła po prostu do mnie.
Po maleńku planuję co będę robić. I tak zawodowo będę wróżyć i robić horoskopy. Jeśli chodzi o wróżby to skupię się na tarocie i lenorkach. Na razie o innych kartach nie będę myśleć. Będę też pisać oczywiście opowiadania. Co rok chcę też pisać jedną, dwie książki może. Jedną z poezji i jedną z prozy. Poezja to wiersze, haiku i wiersze dla dzieci. Proza to na razie opowiadania i może coś z ezoteryki. Zobaczymy jak będzie z wydawcami. Może te plany zmienię. Dokształcać się będę z malarstwa i to intensywnie. Jeśli chodzi o rękodzieło to będę robiła trochę rzeczy na bazarki dla zwierząt. Myślę tu o decu, kartkach, wirażach, może czapkach i poduszkach szydełkowych. O sprzedaży rękodzieła raczej nie myślę w tej chwili. Jeśli chodzi o Reiki i bioterapię to raczej zachowam je dla siebie i moich bliskich. Sporo zdrowia trzeba mieć by być uzdrowicielem. Ja jestem mało odporna i bardzo się przejmuję chorobami innych. Moja mama jest bardziej odporna i dlatego jest taka dobra. Jest w stanie spokojnie podejść do śmierci pacjenta. Ja bym to bardzo przeżyła, a chorzy np. na raka też szukają pomocy u uzdrowicieli. To dla mnie zbyt trudne... Nie bardzo nadaję się do tego choć kursy skończyłam i zdolności mam...
A na koniec ostatni obrazek i zdjęcia z mojego ogrodu z chwastami w tle :) Plewić nie ma kto i trudno...:)
poniedziałek, 15 maja 2017
Kurs, karty i trochę złości...
Dziś wstałam wcześnie, bo czekałam na przesyłkę. Nie doczekałam się ale za to napisałam opowiadanie. Na warsztatach oczywiście byłam. wróciłam zadowolona. Powstały z pomocą instruktorki dwa obrazy. Portret co prawda nie wyszedł podobny ale wyszła kobieta. Instruktorka powiedziała mi, żebym się nie przejmowała, bo żeby malować podobnie trzeba się bardzo dużo uczyć. Ja zbyt się do tego nie przykładam.
Ja się ostatnio trochę wściekłam, bo się zepsuł pilot do telewizora i nie da się podgłośnić, a ja nic nie słyszę. Pilot uniwersalny trzeba kupić i prosić brata Krzyśka, żeby zestroił, bo ja się na tym nie znam wcale. Krzysiek oczywiście też nie. Ja nie słyszę, ponieważ znowu mi uszy przytkało. Chyba będę jednak musiała iść na czyszczenie, a raczej płukanie w końcu. Nie uśmiecha mi się to i czasu nie mam po lekarzach biegać i w kolejkach wysiadywać. Wcześniej pewnie świece kupię i świecowanie zrobię. Może mi się odetkają. Ostatnim razem to mi pomogło. Mogę też spróbować kupić strzykawkę i sama spróbować przepłukać. Lekarz to ostateczność...
Jutro mam zamiar iść po kwiatki. Na sąsiedniej ulicy mieszka babeczka, które je sprzedaje. Pewnie też kupię trochę warzyw. Może pomidory, sałatę, paprykę i kalarepę. Trzeba będzie od razu posadzić. Tym samym sezon się zacznie na całego.
Jedne z kart, które ostatnio kupiłam od jakiegoś czasu mam już w użyciu. To talia pogańskich kotów. Karty są cudowne i zupełnie straciłam dla nich głowę. Moje stare R Waita poszły już w odstawkę. Nie spaliłam ich jeszcze ale głęboko schowałam. Teraz wróżę tylko z kocich. To jednak chyba jeszcze nie koniec zakupów, bo inne talie mnie kuszą np. anielskie, celtyckie, nimf. Coś pewnie jeszcze kupię. Do tej pory kart prawie nie kupowałam. Miałam 5 talii wszystkiego oprócz Marsylskiego w tym cztery talie w dużym rozmiarze. Problem z tym, że mam małe dłonie i ciężko mi przychodzi posługiwać się dużymi kartami. Nawet z tasowaniem mam problem...
Inne karty, które mnie zachwyciły i które już mam to tarot Iluminatii... Też będzie ulubiony, bo przemówił do mnie...
wtorek, 25 kwietnia 2017
Opóźnienia i przeszkody....
Ostatnio siedzę w domu i marznę. Martwię się, bo w ogródku nie zrobione i węgiel się kończy. Zostały mi z cztery wiaderka tylko. Kupić nie zamierzałam teraz. Dziś jest trochę cieplej. Może wyjdę do pracy w ogrodzie. Powinnam posadzić sałatę i kalarepy, które wczoraj kupiłam i niezapominajki. Chyba zbyt mało jednak i jeszcze dokupię. Te co wysiałam i pracowicie przepikowałam chyba zmarnieją. Jutro ma z powrotem się ochłodzić. Zapowiadają też deszcz. Nie udała się wiosna tego roku. Nawet ja narzekam.
Kilka dni temu zaprojektowałam kilka okładek do antologii. Spóźniłam się jednak, bo okładka została już zrobiona. Teraz zostaną dla mnie do moich książek może. Po przeróbkach oczywiście. Szczególnie ta ostatnia mi się podoba.
A na koniec o kartach i odchudzaniu. Jeśli chodzi o karty to karty Lenormand coraz bardziej mi pasują. Sporo czasu im ostatnio poświęcam i cieszy mnie to. Dają dobre odpowiedzi konkretne i rzadko się mylą. Zostanę przy nich chyba na dłużej, bo są intuicyjne. Ostatnio siedzę również więcej nad tarotem. Kombinuję z nowymi układami. Też mnie to cieszy.
Odchudzanie natomiast to problem. Przytyłam przez święta i teraz z trudem to zrzucam. Myślę o diecie dukana, Kwaśniewskiego albo dr Dąbrowskiej. Coś muszę zrobić by z 10 kg jeszcze w tym roku zrzucić. Według kart Lenormand mam na to szansę. Wczoraj kupiłam Libramed. Te tabletki pomagają ponoć schudnąć. Tanie nie są. To co zauważyłam to mnie pomagają w opanowaniu ataków głodu. Nie chce mi się jeść. Obym schudła. Jeśli nie to może załatwię sobie Xenical.
Kilka dni temu zaprojektowałam kilka okładek do antologii. Spóźniłam się jednak, bo okładka została już zrobiona. Teraz zostaną dla mnie do moich książek może. Po przeróbkach oczywiście. Szczególnie ta ostatnia mi się podoba.
A na koniec o kartach i odchudzaniu. Jeśli chodzi o karty to karty Lenormand coraz bardziej mi pasują. Sporo czasu im ostatnio poświęcam i cieszy mnie to. Dają dobre odpowiedzi konkretne i rzadko się mylą. Zostanę przy nich chyba na dłużej, bo są intuicyjne. Ostatnio siedzę również więcej nad tarotem. Kombinuję z nowymi układami. Też mnie to cieszy.
Odchudzanie natomiast to problem. Przytyłam przez święta i teraz z trudem to zrzucam. Myślę o diecie dukana, Kwaśniewskiego albo dr Dąbrowskiej. Coś muszę zrobić by z 10 kg jeszcze w tym roku zrzucić. Według kart Lenormand mam na to szansę. Wczoraj kupiłam Libramed. Te tabletki pomagają ponoć schudnąć. Tanie nie są. To co zauważyłam to mnie pomagają w opanowaniu ataków głodu. Nie chce mi się jeść. Obym schudła. Jeśli nie to może załatwię sobie Xenical.
piątek, 21 kwietnia 2017
Obowiązki, nauka itp...
Codzienne malowanie weszło mi w nawyk. Teraz dołożyłam też naukę. Postanowiłam nauczyć się lepiej, bo znam nieźle, kart Lenormand. Karty są bardzo fajne i wróżę nimi od dawna ale zaczęłam z nimi pracę, bo chcę mówić więcej o każdej karcie. Po prostu chyba warto poszerzyć nieco interpretację. Teraz mówię dwa zdania. Chcę mówić nieco więcej. Zaczęłam z kartami medytować i uczyć się oznaczeń z książki, którą mam. To potężne tomiszcze ale wszystkiego wykuć nie zamierzam, bo bardzie ufam skojarzeniom niż kuciu. To się przydało gdy się uczyłam tarota to i teraz się przyda. Później w kolejce czekają karty cygańskie. Tak sobie myślę, żeby może kiedyś zacząć w domu wróżyć. Powinnam tylko ogarnąć mieszkanie. To i owo zmienić np. wybudować toaletę dla kotów, żeby nie było ryzyka, że przy gościach zapach się pojawi😈. Poza tym mam opory, bo do tej pory nie wróżyłam nieznajomym twarzą w twarz. Nie lubię nawet przez telefon, bo czasem się stresuję i mam pustkę w głowie i karty przestają mówić. Powodem jest chyba to, że jestem konkretna i nie bardzo umiem lać wodę. Mówię krótko i treściwie, a to chyba za mało. Wróżki robią seanse godzinne. Mnie by wystarczyło z 20 minut no powiedzmy pół godziny by wszystko powiedzieć i jak tu dalej czas wypełnić? O czym mówić? Chyba pójdę kiedyś do dobrej wróżki i zobaczę jak to ona robi na żywo. A może nie każda wróżka gada przez godzinę? Ponoć nie i to zależy od układu jaki się wybierze. U żadnej nigdy nie byłam, bo zawsze wróżyłam sobie sama i to się sprawdzało.
Ostatnio robię też sobie eliksiry z ametystu i kwarcu różowego. To mnie otworzy na miłość i duchowość bardziej. Zwłaszcza miłość jest ważna...Robiłam sobie analizę czakr wahadłem i wyszły mi jakieś blokady na czakrze korzenia jak zwykle i czakrze serca. To ostatnie bardzo mi się nie podoba. No ale ja miałam i mam nieco zahamowań przed ludźmi. Nie jestem aż tak otwarta jak powinnam być. Cóż introwertyzm się kłania. Czakrę korzenia też by wypadało wzmocnić, bo może kręgosłup by tak nie bolał...Ech...
Martwi mnie ogród. Nic nie kiełkuje prawie, bo za zimno. Krzysiek nie ma kiedy skopać drugiej części warzywnika. Ja powinnam wreszcie użyć środka chwastobójczego i też nie mam jak, bo potrzeba kilku dni ze słońcem. Oj czarno to widzę w tym roku.
Ostatnio robię też sobie eliksiry z ametystu i kwarcu różowego. To mnie otworzy na miłość i duchowość bardziej. Zwłaszcza miłość jest ważna...Robiłam sobie analizę czakr wahadłem i wyszły mi jakieś blokady na czakrze korzenia jak zwykle i czakrze serca. To ostatnie bardzo mi się nie podoba. No ale ja miałam i mam nieco zahamowań przed ludźmi. Nie jestem aż tak otwarta jak powinnam być. Cóż introwertyzm się kłania. Czakrę korzenia też by wypadało wzmocnić, bo może kręgosłup by tak nie bolał...Ech...
Martwi mnie ogród. Nic nie kiełkuje prawie, bo za zimno. Krzysiek nie ma kiedy skopać drugiej części warzywnika. Ja powinnam wreszcie użyć środka chwastobójczego i też nie mam jak, bo potrzeba kilku dni ze słońcem. Oj czarno to widzę w tym roku.
czwartek, 13 października 2016
Po warsztatach i codzienność...
No i jestem po warsztatach. Wróciłam kilka godzin temu padnięta, ale bardzo zadowolona. W przyszłym miesiącu też pojadę. Coś sobie znajdę. Kusi mnie jakiś warsztat typu spotkania kobiet. Może coś np. z energią seksualną albo z kobiecą mocą lub boginiami. Oby coś w pobliżu było organizowane. Po powrocie od razu rozpaliłam w piecu, dałam kotom jeść i poszłam spać. Wstałam przed chwilą.
Dziś już chyba nic konkretnego robić nie będę. Na portale z wróżeniem nawet się nie loguję. Pisać tekstów też nie mam zamiaru, ale może bombkę lub zawieszkę zacznę robić. No i trzeba by jeszcze późny obiad przygotować. Może kotlety sojowe albo pęczak z sosem chińskim ze słoika, albo fasolkę szparagową z jajkiem sadzonym i ziemniakami z ziołami? Nie bardzo mi się chce gotować, ale głodna jestem, bo nic cały dzień nie jadłam. Wczoraj zjadłam tylko kotleta mielonego i paczkę chipsów.
Kupiłam nowe karty. Tym razem wróżąc będę miała kontakt z energią kobiecą. Zetknęłam się już z nimi na kursie vedic art kilka lat temu. Są fajne i dają konkretne i trafne przekazy. Służą zwłaszcza kobietom. Już od dawna je chciałam kupić ale jakoś tak mi schodziło. Lubię książki tej autorki. Mam też karty anielskie z których jestem zadowolona.
Jutro czeka mnie już normalny dzień. Będzie pracowity. Oprócz pracy zarobkowej mam też zamiar coś posprzątać. Może jakąś półkę w kuchni albo toaletkę. Wypadało by wreszcie ściąć i wysuszyć rozmaryn. Może to zrobię choć pogoda raczej temu nie sprzyja. To ostatni moment, bo w nocy ma być tylko 1 stopień ciepła. Zioła mogą zmarnieć. Szkoda by było. Bardzo okazałe wyrosły w tym roku. Na razie wysuszyłam oregano, dziurawiec i czarny bez na herbatkę, trochę bazylii, mięty i tymianek. Kiedy zerwę jałowiec? Może w sobotę.
Trzeba by zrobić zakupy w internetowym sklepie ze zdrową żywnością. Kupię granulat sojowy, kostkę sojową, pęczak, kuskus, brązowy ryż, czarną kaszę, dziki ryż, soję, soczewicę, ciecierzycę i przyprawy ziołowe. Mama też pewnie coś będzie chciała.
A na koniec zdjęcia Majeczki i ostatnia zawieszka...
Dziś już chyba nic konkretnego robić nie będę. Na portale z wróżeniem nawet się nie loguję. Pisać tekstów też nie mam zamiaru, ale może bombkę lub zawieszkę zacznę robić. No i trzeba by jeszcze późny obiad przygotować. Może kotlety sojowe albo pęczak z sosem chińskim ze słoika, albo fasolkę szparagową z jajkiem sadzonym i ziemniakami z ziołami? Nie bardzo mi się chce gotować, ale głodna jestem, bo nic cały dzień nie jadłam. Wczoraj zjadłam tylko kotleta mielonego i paczkę chipsów.
Kupiłam nowe karty. Tym razem wróżąc będę miała kontakt z energią kobiecą. Zetknęłam się już z nimi na kursie vedic art kilka lat temu. Są fajne i dają konkretne i trafne przekazy. Służą zwłaszcza kobietom. Już od dawna je chciałam kupić ale jakoś tak mi schodziło. Lubię książki tej autorki. Mam też karty anielskie z których jestem zadowolona.
Jutro czeka mnie już normalny dzień. Będzie pracowity. Oprócz pracy zarobkowej mam też zamiar coś posprzątać. Może jakąś półkę w kuchni albo toaletkę. Wypadało by wreszcie ściąć i wysuszyć rozmaryn. Może to zrobię choć pogoda raczej temu nie sprzyja. To ostatni moment, bo w nocy ma być tylko 1 stopień ciepła. Zioła mogą zmarnieć. Szkoda by było. Bardzo okazałe wyrosły w tym roku. Na razie wysuszyłam oregano, dziurawiec i czarny bez na herbatkę, trochę bazylii, mięty i tymianek. Kiedy zerwę jałowiec? Może w sobotę.
Trzeba by zrobić zakupy w internetowym sklepie ze zdrową żywnością. Kupię granulat sojowy, kostkę sojową, pęczak, kuskus, brązowy ryż, czarną kaszę, dziki ryż, soję, soczewicę, ciecierzycę i przyprawy ziołowe. Mama też pewnie coś będzie chciała.
A na koniec zdjęcia Majeczki i ostatnia zawieszka...
środa, 21 września 2016
środa
Niedawno czyściłam kominy na dole. Z tego od centralnego Krzysiek wyniósł 3 wiadra pyłów i osadów. Jak się miało palić i nie kopcić. Straszny musi być teraz opał skoro tyle dziadostwa w kominach zostaje. Chętnie bym paliła drewnem, ale skąd go brać taniej? No i takiego ciepła by mi chyba nie dało. Choć kto wie? Oba moje piece są przystosowane do palenia w nich i węglem i drewnem.
Dziś wstałam wcześniej, żeby z pisaniem na portalu wyrobić się przed południem. Po południu może pomyślę o jakimś opowiadaniu. Trzeba by zacząć ćwiczyć pisanie skoro chciałabym kiedyś pisać do miesięczników kobiecych. Łatwo mi to nie przyjdzie, bo tematyka dla mnie trudna. Wolę pisać kryminały. Chociaż takie o miłości mogłabym chyba pisać. Te z życia to trudniejszy orzech do zgryzienia. No i mnie się lepiej pisze w trzeciej osobie, a w tym wypadku muszą być pisane w formie wspomnień.
Od kilku dni zapomniałam o nauce, a kurs tarota jeszcze nie przerobiony. Powinnam dziś zabrać się za kolejny zeszyt. Powinnam też ćwiczyć skojarzenia. One są niesłychanie ważne jeśli chodzi o naukę wróżenia. Skojarzenia to praca prawej półkuli mózgu. Powinny napływać lawinowo. Mnie to ostatnio szło coraz lepiej. Cieszy mnie ten postęp.
A na koniec tekst o fundacji, która warto wesprzeć....
Główną misją naszej Fundacji jest wspieranie bezdomnych zwierząt, które zostały źle potraktowane w wyniku zdarzeń losowych lub celowej działalności człowieka. Dążymy do edukacji jak największej liczby osób, bo wierzymy w to, że oprócz doraźnej pomocy czworonogom naszą powinnością jest także zwracanie uwagi na ich problemy i wskazywanie rozwiązań.
Cele, które przed sobą postawiliśmy, to m.in. propagowanie humanitarnego traktowania zwierząt domowych i wolno żyjących, przeciwdziałanie stosowaniu wobec nich przemocy, niesienie pomocy, wspieranie i systematyczna współpraca ze schroniskami i organizacjami, działanie na rzecz regulacji populacji czworonogów i zwalczania ich bezdomności, a także edukacja propagująca kształtowanie właściwych relacji pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.
Swoją misję realizujemy m.in. poprzez tworzenie kampanii i projektów wspierających czworonogi z całej Polski, interweniowanie w przypadkach znęcania się nad nimi, leczenie ich i pomoc w poszukiwaniu dla nich nowych opiekunów.
Co robimy?
dlaSchroniska.pl to projekt, który przez cały rok wspiera prawie 60 schronisk dla bezdomnych zwierząt i organizacji z całej Polski. Pod opieką mamy ponad 2600 potrzebujących psów, kotów, jeży, świnek morskich i królików. Dzięki platformie www.dlaSchroniska.pl internauci do końca 2015 r. ufundowali im dary już o łącznej wartości ponad miliona złotych! Kwota ta cały czas rośnie, a swoją cegiełkę może dołożyć każdy.
Jak to działa?
Wchodząc na stronę www.dlaSchroniska.pl wybierasz schronisko lub fundację, a następnie decydujesz, który zwierzak otrzyma Twoje wsparcie. Wskazujesz produkty, które chcesz kupić i płacisz przelewem internetowym lub tradycyjnym. Nie płacisz za wysyłkę, bo to my zapewniamy dostawę zakupionych produktów do wybranej przez Ciebie placówki.
Dziś wstałam wcześniej, żeby z pisaniem na portalu wyrobić się przed południem. Po południu może pomyślę o jakimś opowiadaniu. Trzeba by zacząć ćwiczyć pisanie skoro chciałabym kiedyś pisać do miesięczników kobiecych. Łatwo mi to nie przyjdzie, bo tematyka dla mnie trudna. Wolę pisać kryminały. Chociaż takie o miłości mogłabym chyba pisać. Te z życia to trudniejszy orzech do zgryzienia. No i mnie się lepiej pisze w trzeciej osobie, a w tym wypadku muszą być pisane w formie wspomnień.
Od kilku dni zapomniałam o nauce, a kurs tarota jeszcze nie przerobiony. Powinnam dziś zabrać się za kolejny zeszyt. Powinnam też ćwiczyć skojarzenia. One są niesłychanie ważne jeśli chodzi o naukę wróżenia. Skojarzenia to praca prawej półkuli mózgu. Powinny napływać lawinowo. Mnie to ostatnio szło coraz lepiej. Cieszy mnie ten postęp.
A na koniec tekst o fundacji, która warto wesprzeć....
Główną misją naszej Fundacji jest wspieranie bezdomnych zwierząt, które zostały źle potraktowane w wyniku zdarzeń losowych lub celowej działalności człowieka. Dążymy do edukacji jak największej liczby osób, bo wierzymy w to, że oprócz doraźnej pomocy czworonogom naszą powinnością jest także zwracanie uwagi na ich problemy i wskazywanie rozwiązań.
Cele, które przed sobą postawiliśmy, to m.in. propagowanie humanitarnego traktowania zwierząt domowych i wolno żyjących, przeciwdziałanie stosowaniu wobec nich przemocy, niesienie pomocy, wspieranie i systematyczna współpraca ze schroniskami i organizacjami, działanie na rzecz regulacji populacji czworonogów i zwalczania ich bezdomności, a także edukacja propagująca kształtowanie właściwych relacji pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem.
Swoją misję realizujemy m.in. poprzez tworzenie kampanii i projektów wspierających czworonogi z całej Polski, interweniowanie w przypadkach znęcania się nad nimi, leczenie ich i pomoc w poszukiwaniu dla nich nowych opiekunów.
Co robimy?
dlaSchroniska.pl to projekt, który przez cały rok wspiera prawie 60 schronisk dla bezdomnych zwierząt i organizacji z całej Polski. Pod opieką mamy ponad 2600 potrzebujących psów, kotów, jeży, świnek morskich i królików. Dzięki platformie www.dlaSchroniska.pl internauci do końca 2015 r. ufundowali im dary już o łącznej wartości ponad miliona złotych! Kwota ta cały czas rośnie, a swoją cegiełkę może dołożyć każdy.
Jak to działa?
Wchodząc na stronę www.dlaSchroniska.pl wybierasz schronisko lub fundację, a następnie decydujesz, który zwierzak otrzyma Twoje wsparcie. Wskazujesz produkty, które chcesz kupić i płacisz przelewem internetowym lub tradycyjnym. Nie płacisz za wysyłkę, bo to my zapewniamy dostawę zakupionych produktów do wybranej przez Ciebie placówki.
poniedziałek, 5 września 2016
Pracowicie, trochę o uczuciach i haiku
Ostatnio jestem gnuśna i muszę się mobilizować do pracy, bo nic mi się nie chce robić. Z drugiej strony się nie dziwię, bo pracuję jako redaktorka na portalu z pożyczkami za marne grosze. Ani temat ciekawy ani pieniądze dobre. Coś jednak muszę robić. Szukam lepiej płatnej pracy ale na razie bezskutecznie. Nic na stałe poza redakcją portalu o drzewach nie mam. Tam płacą bardzo dobrze, ale są limity i nie mogę wstawić tekstów ponad nie. Nie zarabiam więc za dużo. Sporo za to wróżę. Dobre i to.
Popołudniami sporo się uczę. Ostatnio kart klasycznych, pełnej talii. Chcę wiedzę opanować przez wrzesień. Idzie mi prawdę mówiąc średnio. Co prawda uczę się bardzo szybko, ale pamięć mam raczej kiepską i szybko zapominam. Powtarzam więc bez końca co zabiera mi czas i trochę mnie złości. Najważniejsze, że kontakt z kartami złapałam i zaczęły mówić prawdę. Książka, którą kupiłam nie jest zbyt dobra niestety. Oznaczenia kart są różne od tych które pamiętam i które znalazłam w internecie. Wczoraj więc przysiadłam fałdów i napisałam swoje. Zobaczymy co dalej...
Poza tym zabieram się z powrotem za odchudzanie. Tym razem kupiłam moroznik kaukaski. Tak wiem co o nim piszą. Wiem też, że moje trzy znajome go stosowały i schudły, a są nadal zdrowe. Zobaczymy jak zadziała na mnie. Ponoć hamuje apetyt i wzmaga przemianę materii. Mam zamiar stosować mniejsze dawki niż dozwolone maksymalne.
Ostatnio kusi mnie by zabrać się za malowanie mandal z tym, że akwarelami. Dziś chciałabym namalować taką działającą na miłość. Może mi moje życie uczuciowe trochę uporządkuje, bo się miotam i nie potrafię podjąć decyzji. Chcę i Krzyśka i Sebastiana. Z Krzyśkiem dobrze mi się żyje na co dzień. Mogę na niego liczyć ale jest oschły, zimny i mnie nie szanuje. Sebastian traktuje mnie dobrze, jest uczuciowy, wrażliwy, ale nie wiem czy solidny i odpowiedzialny. No i problem.
A na koniec haiku
deszcz od rana
pędy nawłoci przy drzwiach
leżą w kałuży
wieczór w deszczu
nawłoć koło bramy
ciąży ku ziemi
nawłoć przy płocie
w pajęczynie na pędach
biel motyla
Popołudniami sporo się uczę. Ostatnio kart klasycznych, pełnej talii. Chcę wiedzę opanować przez wrzesień. Idzie mi prawdę mówiąc średnio. Co prawda uczę się bardzo szybko, ale pamięć mam raczej kiepską i szybko zapominam. Powtarzam więc bez końca co zabiera mi czas i trochę mnie złości. Najważniejsze, że kontakt z kartami złapałam i zaczęły mówić prawdę. Książka, którą kupiłam nie jest zbyt dobra niestety. Oznaczenia kart są różne od tych które pamiętam i które znalazłam w internecie. Wczoraj więc przysiadłam fałdów i napisałam swoje. Zobaczymy co dalej...
Poza tym zabieram się z powrotem za odchudzanie. Tym razem kupiłam moroznik kaukaski. Tak wiem co o nim piszą. Wiem też, że moje trzy znajome go stosowały i schudły, a są nadal zdrowe. Zobaczymy jak zadziała na mnie. Ponoć hamuje apetyt i wzmaga przemianę materii. Mam zamiar stosować mniejsze dawki niż dozwolone maksymalne.
Ostatnio kusi mnie by zabrać się za malowanie mandal z tym, że akwarelami. Dziś chciałabym namalować taką działającą na miłość. Może mi moje życie uczuciowe trochę uporządkuje, bo się miotam i nie potrafię podjąć decyzji. Chcę i Krzyśka i Sebastiana. Z Krzyśkiem dobrze mi się żyje na co dzień. Mogę na niego liczyć ale jest oschły, zimny i mnie nie szanuje. Sebastian traktuje mnie dobrze, jest uczuciowy, wrażliwy, ale nie wiem czy solidny i odpowiedzialny. No i problem.
A na koniec haiku
deszcz od rana
pędy nawłoci przy drzwiach
leżą w kałuży
wieczór w deszczu
nawłoć koło bramy
ciąży ku ziemi
nawłoć przy płocie
w pajęczynie na pędach
biel motyla
sobota, 27 sierpnia 2016
Ezoterycznie, nauka, zapasy i bieda...
Nadal działam intensywnie na polu ezoteryki- wróżę, uczę się( Kurs tarota i karty klasyczne), czytam. Przyszło mi kilka książek. Ostatnio pracuję z dwiema- 365 rozkładów tarota oraz Podręcznik kart Lenormand. Ta pierwsza to niezwykle interesujące rozkłady na każdy dzień. Codziennie robię sobie kilka. Niektóre są bardzo poruszające. Ta druga też jest świetna. Temat ujęty szczegółowo w interesujący sposób. Karty Lenormand dopiero poznaję. Zachwyciły mnie. Dają bardzo konkretne odpowiedzi. Chyba dojdę z nimi do porozumienia dość szybko, bo są intuicyjne. Za karty cygańskie się jeszcze prawie nie wzięłam. Ledwie zerknęłam. Też są intuicyjne, ale podręcznik do nich jakoś do mnie nie trafia. Nic na siłę. Kiedyś trafi.
Co do kursów to nadal mnie kuszą. Z ostatniego warsztatu jestem bardzo zadowolona. Sporo się nauczyłam. Teraz czekam na następny. Może wybiorę chromoterapię. Nęci mnie też kurs rozwijania intuicji. Jest blisko, ale trwa długo i nie wiem czy kondycyjnie dam radę. Czy kręgosłup tyle wytrzyma bez przerwy na relaks. Zaczęło mnie też bardzo nęcić studium psychotroniki. Trwa 2,5 roku i zajęcia odbywają się co drugi weekend w Katowicach. Problem tylko, że nie w centrum i trwają do 19. Boję się Katowic wieczorem zwłaszcza zimą. Byłby więc problem z dojazdem, bo na taksówki z Katowic mnie po prostu nie stać. Krzysiek o studium nawet słyszeć nie chce- koszty, dojazdy no i wytyka mi wiek i to, że do pracy poza domem się nie wybieram to i nowy zawód mi niepotrzebny. Jest też kurs psychotronika w eskk z egzaminem. Sporo kosztuje, ale to trzy kursy w jednym- psychologia, parapsychologia i do wyboru tarot albo astrologia. Pomyślę może o tym by robić go etapami tzn. najpierw parapsychologię, a później psychologię. Tarot już prawie skończyłam, a na astrologię się nie piszę, bo horoskopy robię od 30 lat. Zawodu nie zdobędę ale wiedzę owszem. Do pracy w domu powinno wystarczyć...
Przetwory robię nadal. Dziś i jutro dżemy, a w poniedziałek ostatnia partia fasolki. Dżemów będzie sporo, bo dostałam od koleżanki po reklamówce gruszek i jabłek. Zawsze z dżemami mam dylemat czy robić z dżemixem czy bez. Niby dżemix to chemia, ale za to cukru mniej i to sporo, bo ja kupuję te 3:1. W przyszły weekend zaczynam robić sosy. Najpierw chiński, a później meksykański. Później już we wrześniu kupię jeszcze grzyby. Część wysuszę, a część zamrożę. To będzie koniec zapasów o ile nie będzie wysypu opieniek w tym roku. Lubię mieć sporo przetworów i innych zapasów. Gdzieś mam takie przeświadczenie, że z nimi bieda mi nie straszna. Czemu się tak biedy boję nie wiem, bo nigdy jej nie zaznałam. Całe życie żyję raczej skromnie, ale nie biednie. Chyba muszę ten problem przepracować...
Co do kursów to nadal mnie kuszą. Z ostatniego warsztatu jestem bardzo zadowolona. Sporo się nauczyłam. Teraz czekam na następny. Może wybiorę chromoterapię. Nęci mnie też kurs rozwijania intuicji. Jest blisko, ale trwa długo i nie wiem czy kondycyjnie dam radę. Czy kręgosłup tyle wytrzyma bez przerwy na relaks. Zaczęło mnie też bardzo nęcić studium psychotroniki. Trwa 2,5 roku i zajęcia odbywają się co drugi weekend w Katowicach. Problem tylko, że nie w centrum i trwają do 19. Boję się Katowic wieczorem zwłaszcza zimą. Byłby więc problem z dojazdem, bo na taksówki z Katowic mnie po prostu nie stać. Krzysiek o studium nawet słyszeć nie chce- koszty, dojazdy no i wytyka mi wiek i to, że do pracy poza domem się nie wybieram to i nowy zawód mi niepotrzebny. Jest też kurs psychotronika w eskk z egzaminem. Sporo kosztuje, ale to trzy kursy w jednym- psychologia, parapsychologia i do wyboru tarot albo astrologia. Pomyślę może o tym by robić go etapami tzn. najpierw parapsychologię, a później psychologię. Tarot już prawie skończyłam, a na astrologię się nie piszę, bo horoskopy robię od 30 lat. Zawodu nie zdobędę ale wiedzę owszem. Do pracy w domu powinno wystarczyć...
Przetwory robię nadal. Dziś i jutro dżemy, a w poniedziałek ostatnia partia fasolki. Dżemów będzie sporo, bo dostałam od koleżanki po reklamówce gruszek i jabłek. Zawsze z dżemami mam dylemat czy robić z dżemixem czy bez. Niby dżemix to chemia, ale za to cukru mniej i to sporo, bo ja kupuję te 3:1. W przyszły weekend zaczynam robić sosy. Najpierw chiński, a później meksykański. Później już we wrześniu kupię jeszcze grzyby. Część wysuszę, a część zamrożę. To będzie koniec zapasów o ile nie będzie wysypu opieniek w tym roku. Lubię mieć sporo przetworów i innych zapasów. Gdzieś mam takie przeświadczenie, że z nimi bieda mi nie straszna. Czemu się tak biedy boję nie wiem, bo nigdy jej nie zaznałam. Całe życie żyję raczej skromnie, ale nie biednie. Chyba muszę ten problem przepracować...
sobota, 20 sierpnia 2016
Ezoterycznie i związki...
Ostatnio pracuje trochę z kartami klasycznymi, ale mam z nimi mały kłopot. Niby mówią, ale nie zawsze. Teraźniejszość wychodzi prawda zazwyczaj, ale tylko zazwyczaj. Kłopot mam taki, że mam trochę mętlik w głowie, bo oznaczenia kart, które stosowałam do tej pory nie zgadzają się z tymi z książki. Chyba będę musiała usiąść nad nimi i napisać własne oznaczenia na podstawie tego co mi podpowiada podświadomość. Oznaczenia w książce to nieraz kompletny chaos. Nic do siebie nie pasuje. Nie zgadzają się ani z numerologią, ani z żywiołami ani z dziedzinami za jakie karty odpowiadają. Trzeba by je chyba wykuć na pamięć, ale to nie jest metoda przecież.
Kupiłam też karty cygańskie i karty Lenormand. Te ostatnie to dla mnie całkowita zagadka. Nic o nich nie wiem, a ich zakup nie był planowany. To był impuls, bo kupowałam karty cygańskie i ukazała mi się ich reklama. Może to znak?
Od kilku dni pracuję też nad skojarzeniami. Sprawa z nimi ma się tak, że widząc np. drzewo powinny napływać lawinowo. U mnie jest jakaś blokada. Może to moja natura introwertyka daje o sobie znać, ale wróżąc skojarzeń mam stosunkowo mało. Dlatego nie wróżę przez telefon. Moje wróżby więc są konkretne, ale interpretacja raczej dość skąpa. Nie wszyscy to lubią. Niektórzy lubią lanie wody i powinnam się chyba tego nauczyć, by rozwijać się we wróżbiarstwie. Skojarzenia przydatne są oczywiście w tarocie, w kartach cygańskich i lenormand.
Wczoraj minęło mi trzy miesiące znajomości z Sebastianem. Przez ten czas stał mi się bardzo bliski. Rozmawiamy z sobą po kilka razy dziennie przez telefon i piszemy smsy. Nadal chce być ze mną w poważnym związku. Chyba go krzywdzę skazując go na rolę kochanka. Krzysiek oczywiście jest wściekły i daje temu wyraz. Zaczął też o mnie zabiegać. Nie chce rozwodu choć powiedział, że mi go da jak go spłacę. Nie bardzo więc w jego uczucia wierzę. To raczej wygoda i przyzwyczajenie. Co do Sebastiana to dał mi termin na zastanowienie się i wybór do końca lutego. Jeśli nie zdecyduje się z nim być to odejdzie sam. No i co ja mam zrobić? Chcę ich obu, bo się doskonale uzupełniają. Gdyby można było mieć dwóch mężów to właśnie ich bym wybrała....
Dziś po południu mam zamiar zrobić portret numerologiczny Sebastianowi. Zobaczymy co wyjdzie. Oczywiście horoskop osobisty i partnerski już zrobiłam to wiem już o nim to i owo.
Kupiłam też karty cygańskie i karty Lenormand. Te ostatnie to dla mnie całkowita zagadka. Nic o nich nie wiem, a ich zakup nie był planowany. To był impuls, bo kupowałam karty cygańskie i ukazała mi się ich reklama. Może to znak?
Od kilku dni pracuję też nad skojarzeniami. Sprawa z nimi ma się tak, że widząc np. drzewo powinny napływać lawinowo. U mnie jest jakaś blokada. Może to moja natura introwertyka daje o sobie znać, ale wróżąc skojarzeń mam stosunkowo mało. Dlatego nie wróżę przez telefon. Moje wróżby więc są konkretne, ale interpretacja raczej dość skąpa. Nie wszyscy to lubią. Niektórzy lubią lanie wody i powinnam się chyba tego nauczyć, by rozwijać się we wróżbiarstwie. Skojarzenia przydatne są oczywiście w tarocie, w kartach cygańskich i lenormand.
Wczoraj minęło mi trzy miesiące znajomości z Sebastianem. Przez ten czas stał mi się bardzo bliski. Rozmawiamy z sobą po kilka razy dziennie przez telefon i piszemy smsy. Nadal chce być ze mną w poważnym związku. Chyba go krzywdzę skazując go na rolę kochanka. Krzysiek oczywiście jest wściekły i daje temu wyraz. Zaczął też o mnie zabiegać. Nie chce rozwodu choć powiedział, że mi go da jak go spłacę. Nie bardzo więc w jego uczucia wierzę. To raczej wygoda i przyzwyczajenie. Co do Sebastiana to dał mi termin na zastanowienie się i wybór do końca lutego. Jeśli nie zdecyduje się z nim być to odejdzie sam. No i co ja mam zrobić? Chcę ich obu, bo się doskonale uzupełniają. Gdyby można było mieć dwóch mężów to właśnie ich bym wybrała....
Dziś po południu mam zamiar zrobić portret numerologiczny Sebastianowi. Zobaczymy co wyjdzie. Oczywiście horoskop osobisty i partnerski już zrobiłam to wiem już o nim to i owo.
wtorek, 16 sierpnia 2016
Koniec lata, kursy i haiku...
No i lato kończy się. Zawsze po 15 sierpnia wyglądam już jesieni. Niby jeszcze miesiąc lata, ale upałów już nie powinno być co mnie cieszy. No przynajmniej noce powinny być chłodne. U mnie pogoda ostatnio jest całkiem przyjemna. Niby słońce, ale już mocno nie przygrzewa. Zaczęłam chodzić w poncho, bo mi chłodno. Krzysiek rano wychodząc do pracy wkłada kurtkę. Pokazały się grzyby i bociany szykują się powoli do lotu. Ponoć już zbierają się w stada. Jerzyki już chyba odleciały.
Wczoraj przy święcie u mnie wrzała praca. Wróżyłam, uczyłam się, a wieczorem zrobiłam fasolkę do słoików. Kurs tarota intuicyjnego podgoniłam to znaczy prace domowe. Zostało mi do odrobienia pięć ostatnich. Zrobię dzisiaj. Kurs jest ciekawy i jeszcze nad nim posiedzę choć kilka dni. Ciekawe są medytacje i ćwiczenia. Choć muszę przyznać, że nie wszystko do mnie trafia. Ja wróżę z kartami tylko w jednej pozycji, a kurs jest skonstruowany tak, że karty mogą mieć pozycje odwrotne i wtedy znaczą coś innego. Każda karta ma więc blaski i cienie. Jakoś mi to nie pasuje jak na razie.
Kuszą mnie następne kursy- psychotronika, numerologi i anielski. Może od przyszłego roku jak Krzysiek będzie miał pracę na jakiś się zdecyduję. Niby ta wiedza jest mi znana, bo i portrety numerologiczne robię i z aniołami się kontaktuję, ale co kurs to kurs. Myślę też o kursie dziennikarskim i webwritingu oczywiście. No ale nie wszystko na raz.
Ostatnio też coraz bardziej mnie kusi by zacząć pisać opowiadania do czasopism dla pań. Ponoć nieźle płacą. Tylko czy się dostanę. Karty radzą mi odczekać, wziąć urlop od pisania zarobkowego, odpocząć. Potem ma wszystko ruszyć z kopyta. No zobaczymy.
Dziś według kart anielskich mam popracować z czakrą serca. Faktycznie chyba jest mi to niezbędne, bo o miłości mniej jakby ostatnio myślę. Nie wiem czy powodem nie jest zdenerwowanie i stres spowodowany tym, ze Krzysiek przez kilka godzin dziennie ogląda sport w telewizji. Ja takiej atmosfery nie znoszę- pobudza mnie i denerwuje. Zwłaszcza kibice.
Wiersze piszę nadal...Dziś haiku.
północ tuż tuż
topi się w jeziorze
gwiazda za gwiazdą
tuż po północy
kolejna gwiazda zgasła
w twoich oczach
księżyc nad łąką
między brzozą a brzozą
gasnąca gwiazda
Wczoraj przy święcie u mnie wrzała praca. Wróżyłam, uczyłam się, a wieczorem zrobiłam fasolkę do słoików. Kurs tarota intuicyjnego podgoniłam to znaczy prace domowe. Zostało mi do odrobienia pięć ostatnich. Zrobię dzisiaj. Kurs jest ciekawy i jeszcze nad nim posiedzę choć kilka dni. Ciekawe są medytacje i ćwiczenia. Choć muszę przyznać, że nie wszystko do mnie trafia. Ja wróżę z kartami tylko w jednej pozycji, a kurs jest skonstruowany tak, że karty mogą mieć pozycje odwrotne i wtedy znaczą coś innego. Każda karta ma więc blaski i cienie. Jakoś mi to nie pasuje jak na razie.
Kuszą mnie następne kursy- psychotronika, numerologi i anielski. Może od przyszłego roku jak Krzysiek będzie miał pracę na jakiś się zdecyduję. Niby ta wiedza jest mi znana, bo i portrety numerologiczne robię i z aniołami się kontaktuję, ale co kurs to kurs. Myślę też o kursie dziennikarskim i webwritingu oczywiście. No ale nie wszystko na raz.
Ostatnio też coraz bardziej mnie kusi by zacząć pisać opowiadania do czasopism dla pań. Ponoć nieźle płacą. Tylko czy się dostanę. Karty radzą mi odczekać, wziąć urlop od pisania zarobkowego, odpocząć. Potem ma wszystko ruszyć z kopyta. No zobaczymy.
Dziś według kart anielskich mam popracować z czakrą serca. Faktycznie chyba jest mi to niezbędne, bo o miłości mniej jakby ostatnio myślę. Nie wiem czy powodem nie jest zdenerwowanie i stres spowodowany tym, ze Krzysiek przez kilka godzin dziennie ogląda sport w telewizji. Ja takiej atmosfery nie znoszę- pobudza mnie i denerwuje. Zwłaszcza kibice.
Wiersze piszę nadal...Dziś haiku.
północ tuż tuż
topi się w jeziorze
gwiazda za gwiazdą
tuż po północy
kolejna gwiazda zgasła
w twoich oczach
księżyc nad łąką
między brzozą a brzozą
gasnąca gwiazda
czwartek, 22 października 2015
Przygotowania do zimy, generator bodźców podprogowych i kontakt z duszami przodków.
Jutro Krzysiek idzie już do pracy. Prace mające na celu przygotowanie dom i obejście do zimy są prawie ukończone. Warzywnik jest skopany i zasilony nawozem bydlęcym. Przetwory są zrobione z wyjątkiem kapusty. Tu się waham. Co prawda u mnie w domu zawsze kapusta była kiszona. Gdy byłam dzieckiem babcia i ciocie kisiły całą beczkę. Wychodziła różowa, bo dodawały buraków. Później tata kisił w garnkach kamiennych. Ja też kiszę, ale nie co roku. W tym roku nie wiem co zrobić, bo w zeszłym roku trochę kapusty mi spleśniało. Nie wiem czemu. Chyba moja spiżarnia zbyt ciepła jest. Poza tym zrobione jest już pranie wszystkich kap i prawie wszystkich koców. Umyte są okna. Drewno kupione i złożone w komórce, lektura kupiona czeka na półce. Trzeba by jeszcze tylko kupić trochę kartofli, jabłek i warzyw, ale warzywa to już w listopadzie tak pod koniec. Powinnam również kupić tonę węgla. Pieniądze są tylko przywieźć.
Kilka dni temu znalazłam na Chomiku generator bodźców podprogowych. Oczywiście zgrałam i teraz zaszczepiam sobie sugestie między innymi na temat odżywiania i odchudzania. Trzeba działać przez kilka godzin dziennie przez miesiąc. Zobaczymy co to da. Jednocześnie robię sobie zabiegi Reiki. Jak na razie po wilczym głodzie ani śladu. Oby na stałe. Karty anielskie radzą mi się poddać i przestać walczyć. Anioły mają podziałać w moim imieniu. Fakt jest faktem, że każda walka to dla mnie stres, a ze stresu to ja tyję nie chudnę.
Kontakt z duszami przodków idzie mi coraz lepiej. Czuję ich obecność, czuje ciepło w czakrze serca, wzruszenie i spokój. Wspomnienia napływają falami. Nie potrafię jeszcze z nimi rozmawiać, ale myślę, że to przyjdzie z czasem. Ćwiczę codziennie i już nie czuję się tak samotna. Czuję, że są obok i otaczają mnie miłością. Przestałam tęsknić. Jednak nie planuję nawiązywania kontaktów z duszami spoza rodziny. Nie wszyscy byli mili za życia i nie chcę się narazić na nieprzyjemności. Są co prawda sposoby ochrony, ale po co kusić los. Może dopiero z czasem nabiorę odwagi, wprawy i będę robić odczyty dla innych. Kto wie...
A na koniec jeszcze jedna książka na ten temat. Jeszcze nie dotarła do mnie, ale ponoć jest niezła...
Kilka dni temu znalazłam na Chomiku generator bodźców podprogowych. Oczywiście zgrałam i teraz zaszczepiam sobie sugestie między innymi na temat odżywiania i odchudzania. Trzeba działać przez kilka godzin dziennie przez miesiąc. Zobaczymy co to da. Jednocześnie robię sobie zabiegi Reiki. Jak na razie po wilczym głodzie ani śladu. Oby na stałe. Karty anielskie radzą mi się poddać i przestać walczyć. Anioły mają podziałać w moim imieniu. Fakt jest faktem, że każda walka to dla mnie stres, a ze stresu to ja tyję nie chudnę.
Kontakt z duszami przodków idzie mi coraz lepiej. Czuję ich obecność, czuje ciepło w czakrze serca, wzruszenie i spokój. Wspomnienia napływają falami. Nie potrafię jeszcze z nimi rozmawiać, ale myślę, że to przyjdzie z czasem. Ćwiczę codziennie i już nie czuję się tak samotna. Czuję, że są obok i otaczają mnie miłością. Przestałam tęsknić. Jednak nie planuję nawiązywania kontaktów z duszami spoza rodziny. Nie wszyscy byli mili za życia i nie chcę się narazić na nieprzyjemności. Są co prawda sposoby ochrony, ale po co kusić los. Może dopiero z czasem nabiorę odwagi, wprawy i będę robić odczyty dla innych. Kto wie...
A na koniec jeszcze jedna książka na ten temat. Jeszcze nie dotarła do mnie, ale ponoć jest niezła...
niedziela, 18 października 2015
Karty anielskie, szczur, przerwany urlop i nowe książki....
Nowe karty anielskie są bardzo fajne. Dobrze mi się z nimi współpracuje. Kiedyś miałam za zadanie popracować nad czakrą serca. Przesłałam więc miłość od Boga do czakry, a później do wszystkich moich bliskich w tym zwierząt. Następnego dnia przesłałam miłość do wszystkich czakr i do mojego biednego kręgosłupa. Od razu lepiej się poczułam. Czakra lepiej pracuję, bo gdy się na niej skupię czuję ciepło. Inne zadanie polegało na zajęciu się czymś artystycznym. Pomalowałam więc mandalę i popracowałam nad skrzynką. Najtrudniej poszło mi z zabawą. Wyszło na to, że jej potrzebuję. A co jest zabawą? Czy to co się robi w wolnej chwili z przyjemnością? Takich przyjemności mam sporo, ale jeśli to jakieś imprezy, szaleństwa czy oglądanie komedii lub słuchanie dowcipów to tego w moim życiu nie ma, bo nie lubię. Za poważna po prostu jestem.
Mam znowu problem ze szczurem, bo wrócił na zimę do domu. Wiem, że jest, ponieważ coś rozrzuca puszki po kocim jedzeniu, które trzymam w worku w sieni. Myszy by nie dały rady. Nie wiem nawet czy jeszcze są, bo koty sporo wyłapały. Szczur niby mi nie przeszkadza. Nic nie niszczy i do domu nie próbuje wchodzić. Tylko te puszki Krzysiek wciąż musi zbierać i się złości. Chciał kupić łapkę ale się nie zgodziłam. Szkoda mi tego szczura. Tyle lat już u nas jest. Po co go zabijać.
Ostatnio narobiłam Krzyśkowi kłopotu. Przeze mnie został ściągnięty z urlopu i musiał iść w sobotę na cztery godziny do pracy. Wrócił zmęczony i zły. To moja wina, bo po odebraniu telefonu nie spytałam kto tylko od razu powiedziałam, że Krzysiek jest i oddałam mu słuchawkę, a miałam powiedzieć, że wyjechał. Tak ustaliliśmy, bo w zeszłym roku Krzyśka też z urlopu ściągali, a on chciał maksymalnie odpocząć.
Ostatnio zarobiłam trochę pieniędzy i od razu kupiłam książki. Teraz na nie czekam...
Mam znowu problem ze szczurem, bo wrócił na zimę do domu. Wiem, że jest, ponieważ coś rozrzuca puszki po kocim jedzeniu, które trzymam w worku w sieni. Myszy by nie dały rady. Nie wiem nawet czy jeszcze są, bo koty sporo wyłapały. Szczur niby mi nie przeszkadza. Nic nie niszczy i do domu nie próbuje wchodzić. Tylko te puszki Krzysiek wciąż musi zbierać i się złości. Chciał kupić łapkę ale się nie zgodziłam. Szkoda mi tego szczura. Tyle lat już u nas jest. Po co go zabijać.
Ostatnio narobiłam Krzyśkowi kłopotu. Przeze mnie został ściągnięty z urlopu i musiał iść w sobotę na cztery godziny do pracy. Wrócił zmęczony i zły. To moja wina, bo po odebraniu telefonu nie spytałam kto tylko od razu powiedziałam, że Krzysiek jest i oddałam mu słuchawkę, a miałam powiedzieć, że wyjechał. Tak ustaliliśmy, bo w zeszłym roku Krzyśka też z urlopu ściągali, a on chciał maksymalnie odpocząć.
Ostatnio zarobiłam trochę pieniędzy i od razu kupiłam książki. Teraz na nie czekam...
niedziela, 27 września 2015
Sporo pracy, inicjacja, harmnizacja półkul i bazarek dla kotów
W ostatnie dni sporo się u mnie działo. Miałam trochę pracy. Po pierwsze pisanie na forum i wróżenie. Całkiem sprawnie mi to idzie. Poza tym miałam do zrobienia tarot kompleksowo czyli świadomość, uczucia, praca i zdrowie oraz horoskop prognostyczny na rok. Wysłałam najpierw tarot i dziewczyna się wystraszyła wylewu albo zatoru, bo wszystko inne się zgadzało. Poradziłam jej, żeby się wyciszyła, żeby zwolniła, unikała stresów i zaczęła medytować, a los oszuka. Jak tu jednak zwolnić gdy ma się słońce w baranie, a księżyc w lwie. To ogniste znaki i trudno będzie zwolnić. Dwa dni temu ponadto zgłosiła się do mnie kobieta z prośbą o inicjację w system Engel Ki. System jest bardzo fajny, bo ułatwia kontakt z aniołami. Ja sama byłam w niego inicjowana kilka lat temu i od tego czasu kontakt z aniołami mam lepszy. Pomagają mi, a odpowiedzi na trudne pytania same pojawiają się w mojej głowie. Teraz inicjuję innych. Poza tym miałam do przygotowania paczkę na bazarek dla bezdomnych kotów. Tego stada mi akurat bardzo szkoda, bo koty są prawie oswojone. Może miały kiedyś domy i teraz cierpią podwójnie. To tragedia dla nich trafić z kanapy na ulicę. Paczka pójdzie jutro z rękodziełem i książkami. Wysłałam bombki, magnesy, broszki, kolczyki, breloczki, czapkę, lampion, kamienie, koraliki i kartki.
Przedwczoraj miałam trochę oddechu, bo poddałam się harmonizacji półkul mózgowych wahadłem u Leszka Żądły. Zabieg mnie niesamowicie wyciszył i od razu mi się lepiej myślało. Za miesiąc chcę się poddać następnemu, a później jeszcze jednemu. Myślę też o zabiegu usuwania krzyży karmicznych. Może się poddam. Nie bardzo mi się uśmiecha oddawać, cierpieć i pokutować za to co zrobiłam w poprzednich życiach. Po tym zabiegu tego typu przejścia są rzadkością. No przynajmniej ja na to liczę.
Dziś odpoczywam. Nie robię nic kompletnie. Zrobiłam tylko obiad - kapustę z pieczarkami i ziemniaki. Może jednak wieczorem zabiorę się za ozdabianie butelki. Na razie serwetki jeszcze nawet nie wybrałam, tyle, że Krzysiek butelkę umył i odkleił z niej nalepki. W domu jest ciepło i przyjemnie, bo od dwóch dni palimy w piecu. Koty się porozciągały na całą długość i się wygrzewają. Uwielbiam na nie patrzeć wtedy...
poniedziałek, 14 września 2015
Koniec kursu malarskiego i błędy, praca z tarotem, malowanie, dieta i kartofle...
Na kursie malarskim została mi tylko jedna lekcja. To nie znaczy, że wszystko umiem. Przede mną jeszcze masa ćwiczeń i korygowanie błędów między innymi podobieństwo w portrecie, za słaby światłocień, tendencja do robienia obrysów w szkicach, zbyt mocne linie szkicu, które przebijają przez farbę, brak umiejętności pracy cienkim pędzelkiem czyli zbyt grube linie i tendencja do upraszczania. To to co już wiem dzięki nauczycielowi z kursu. Jest też brak cierpliwości co oznacza, ze wybieram proste obrazy z małą ilością elementów, bo efekt ma być widoczny od razu i malować mam szybko. Obraz powstaje w godzinę albo i krócej. Tym samym oleje to chyba nie dla mnie technika, bo tu maluje się dłużej. Znacznie dłużej. No chyba, że farby będę mieszać z terpentyną i małą ilością oleju. Wtedy będą schły szybciej. Muszę w końcu spróbować...Może zacznę od prostego pejzażu.
Od kilku dni siedzę nad tarotem. Ostatnio analizowałam kolory kart oraz zależność kart małych arkan od numerologii. Ta zależność występuję z tym, ze nie w każdym przypadku. Jest kilka kart, które się wyłamują ze schematu np. trójka mieczy. W numerologi to liczba bardzo pozytywna, karta niestety nie. Podobnie jest w przypadku 4 buław. W tym przypadku kara jest bardziej pozytywna od numerologicznego znaczenia 4.
Dieta mi idzie. Waga pomału spada. Zostały jeszcze 3 kg. Program, który kupiłam dobrze się sprawdza. Posiłki komponuję niestety z trudem, bo mam tendencję do wybierania dań z większa ilością węglowodanów. Ostatnio jem sporo ziemniaków, bo trochę moich wykopała mi mama. Urosły dorodne, choć pod krzakami ich dużo nie było.
Dziś jadę do miasta i pewnie wrócę zmęczona. Krzysiek się zmęczy juro, bo idzie sprzątać groby. Jest ich 6 w tym dwa podwójne. Resztę kartofli wykopiemy może w czwartek.
Wczoraj zrobiłam zakupy w sklepie dla plastyków. Kupiłam zestaw pasteli tym razem portretowy, tusz i cienki pędzelek do kaligrafii. Może w końcu i mnie cienkie linie zaczną wychodzić...
Od kilku dni siedzę nad tarotem. Ostatnio analizowałam kolory kart oraz zależność kart małych arkan od numerologii. Ta zależność występuję z tym, ze nie w każdym przypadku. Jest kilka kart, które się wyłamują ze schematu np. trójka mieczy. W numerologi to liczba bardzo pozytywna, karta niestety nie. Podobnie jest w przypadku 4 buław. W tym przypadku kara jest bardziej pozytywna od numerologicznego znaczenia 4.
Dieta mi idzie. Waga pomału spada. Zostały jeszcze 3 kg. Program, który kupiłam dobrze się sprawdza. Posiłki komponuję niestety z trudem, bo mam tendencję do wybierania dań z większa ilością węglowodanów. Ostatnio jem sporo ziemniaków, bo trochę moich wykopała mi mama. Urosły dorodne, choć pod krzakami ich dużo nie było.
Dziś jadę do miasta i pewnie wrócę zmęczona. Krzysiek się zmęczy juro, bo idzie sprzątać groby. Jest ich 6 w tym dwa podwójne. Resztę kartofli wykopiemy może w czwartek.
Wczoraj zrobiłam zakupy w sklepie dla plastyków. Kupiłam zestaw pasteli tym razem portretowy, tusz i cienki pędzelek do kaligrafii. Może w końcu i mnie cienkie linie zaczną wychodzić...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


































