Na dworze mrozy większe, a ja tego specjalnie nie odczuwam, bo węgiel mam lepszy. Gdy rano wstaję to w piecu tli się jeszcze żar. Mimo wszystko już czekam na wiosnę. Nie sprawiła mi zima w tym roku nic przyjemności. Nawet na spacerze nie byłam i już raczej nie pójdę, bo śnieg jakiś taki zszarzały się zrobił i brudny. Ja lubię taki świeży bielutki i puszysty. Kiedyś na pierwszy śnieg bardzo czekałam. Kochałam zimę taką lekką i śnieżną. Teraz nawet lekka mi potrafi dopiec do żywego. Delikatna się zrobiłam i wygodna...
Dni mi mijają pracowicie. Ostatnio dużo piszę w tym wiersze do antologii. W antologii mam szansę zamieścić 10 wierszy plus zdjęcie z biogramem. Mam nadzieję, że chętni poeci będą i pozycja ukaże się jak zostało ustalone w maju. Na razie uczestnictwo zgłosiło 8 osób. Ma być 10 więc szansa na wydanie jest spora. Wiersze mają być o tematyce miłosnej. Nawet lubię takie pisać. Tomik ma trafić do księgarń w całej Polsce i do bibliotek. Jest to więc okazja na niezłą promocję. Wiersze muszą być gotowe do 10 marca. Czas jeszcze jest. To nie pierwsza moja antologia ale i tak się cieszę.
Po tych ćwiczeniach mam lepszą kondycję i nabrałam werwy. Już mi praca w ogrodzie nie straszna. Warzywnik więc będzie. Może też coś wysieję już teraz. Trochę się boję, że mi koty wyjedzą i zdepczą sadzonki jak dwa lata temu ale może jednak zaryzykuję. Myślę o sałacie, później o ogórkach, dyniach i kabaczkach. Może o kalarepach i porze. Chciałabym wysiać floksy drummonda ale nie wiem czy nasiona dostanę. Powinnam zrobić próbę kiełkowania nasion, bo trochę ich mam sprzed 2 lat. Niby jeszcze powinny być dobre ale czy są?
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myśl. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 lutego 2017
niedziela, 5 lutego 2017
Codzienność i wyzwania...
Wstałam dziś tuż po 9. Wyspałam się ale nie za bardzo odpoczęłam. Tydzień był dość ciężki - sporo zajęć, ćwiczeń. Efekty mierne, bo mało schudłam i mało zarobiłam. Zupełnie wysiłek się nie opłacał. Zmęczenie czuję. Dzisiejszy dzień mam zamiar potraktować ulgowo, bo chcę wypocząć i zrelaksować się. Mam zamiar wrzucić na luz. Nie będzie to łatwe, bo podjęłam się sama przed sobą kilku zobowiązań i mam zamiar to co zaplanowałam wykonać. Muszę zrobić oczywiście zabieg Reiki, muszę medytować i powinnam ćwiczyć codziennie jogę. No, a teraz dodatkowo puki chcę się odchudzać powinnam codziennie jeździć na rowerze. Do tego dochodzi czytanie co najmniej jednej książki na tydzień oraz pisanie co najmniej jednego tekstu na tydzień czyli opowiadania, wiersza lub haiku i malowanie co najmniej jednego obrazka na tydzień. Problem w tym, że w upływającym tygodniu ani nie malowałam ani nie pisałam...Dziś więc ostatni dzień by z zadania się wywiązać... Czy się uda? Bardzo bym chciała, bo mam dość marnowania czasu na przesiadywanie w internecie...
W przyszłym tygodniu mają wrócić mrozy w nocy. Martwię się, bo przecież centralne u mnie wysiadło. Na razie jest szaro i ponuro. Śnieg topnieje, a na drodze jest masa kałuż. Ta zima dała mi popalić i pewnie jeszcze da. Cóż takie życie. Staram się wszystko na co nie mam wpływu znosić ale pokory we mnie nie ma i czasem się jednak wściekam. Nie podoba mi się moja złość, bo to nie jest rozwiązanie. Nerwy przecież niczemu nie służą. Powinnam nad moją złością popracować. Oj powinnam...
Na razie czekam na wiosnę, na wybuchającą zieleń, pierwsze kwiaty/u mnie przebiśniegi/, radość ptaków i na pierwszy wiosenny deszcz spływający kroplami po korze drzew i źdźbłach trawy...
A na koniec myśl, motywujące zdjęcie i zmykam...
Miłość ludzka to najbardziej uderzający z paradoksów - istota wybrana staje się nią dzięki wartości, którą posiada tylko dla kochającego. - Georges Bataill
W przyszłym tygodniu mają wrócić mrozy w nocy. Martwię się, bo przecież centralne u mnie wysiadło. Na razie jest szaro i ponuro. Śnieg topnieje, a na drodze jest masa kałuż. Ta zima dała mi popalić i pewnie jeszcze da. Cóż takie życie. Staram się wszystko na co nie mam wpływu znosić ale pokory we mnie nie ma i czasem się jednak wściekam. Nie podoba mi się moja złość, bo to nie jest rozwiązanie. Nerwy przecież niczemu nie służą. Powinnam nad moją złością popracować. Oj powinnam...
Na razie czekam na wiosnę, na wybuchającą zieleń, pierwsze kwiaty/u mnie przebiśniegi/, radość ptaków i na pierwszy wiosenny deszcz spływający kroplami po korze drzew i źdźbłach trawy...
A na koniec myśl, motywujące zdjęcie i zmykam...
Miłość ludzka to najbardziej uderzający z paradoksów - istota wybrana staje się nią dzięki wartości, którą posiada tylko dla kochającego. - Georges Bataill
niedziela, 29 stycznia 2017
Zakupy i zmiany...
Wstałam stosunkowo późno. Wyspałam się. W planach mam totalne lenistwo. Nic na siłę robić nie będę. Mam zamiar odpocząć po całym tygodniu i kilku wyjazdach.
Wczoraj zrobiłam zakupy w internecie. Kupiłam herbaty w tym moją ulubioną zimową spiżarnię. Czekam też na sporą pakę ze sklepu ze zdrową żywnością. Kupuję w internecie odkąd mój sklep został przeniesiony. Kupiłam ryże dziki i brązowy, kasze jaglaną, kuskus, gryczaną i pęczak, miód, soję, soczewicę i ciecierzycę oraz soję i ciecierzycę w puszkach, kotlety, kostkę i granulat sojowy. Kiedyś kupowałam też pasztety sojowe ale teraz piekę je w domu. Czekam również na przesyłkę z przyprawami ziołowymi. Zamówiłam ich sporo, bo dużo używam. W sklepach w pobliżu nie ma prawie nic poza kminkiem, papryką, liściami laurowymi i pieprzem. Czasem trafi się majeranek i sól czosnkowa. To dla mnie za mało. Teraz chyba popularne są mieszanki z solą, których nie kupuję. Wolę sama dobierać przyprawy takie jakie mi odpowiadają. Jeśli chodzi o przyprawy to u mnie można je dostać tylko na targu gdzie nie bywam często z powodu tłoku, którego nie lubię.
Poza tym wprowadziłam w życie trochę zmian. Po pierwsze dieta i po drugie ćwiczenia. Dieta mi idzie. Przez trzy tygodnie schudłam 7 kg co mnie cieszy. Jeśli chodzi o ćwiczenia to ćwiczę jak na mnie bardzo dużo. To dużo to 9-12 km na rowerku stacjonarnym dziennie i 30 minut jogi lub pilatesu też prawie codziennie. Kondycję mam już nieco lepszą i po ćwiczeniach czuję zadowolenie. Nadal jednak ćwiczeń nie lubię. Ćwiczę z konieczności, bo chcę być kiedyś sprawna i niezależna. Przeraża mnie perspektywa bycia niedołężną i stetryczałą. Oby nie. Imponuje mi sprawność 80 letnich i starszych joginek i też o takiej marzę. Na razie jestem okropnie zastana. Nie jestem w stanie zrobić kwiatu lotosu, a robiłam ani szpagatu, a też mi do niego kiedyś niewiele brakowało. Czy jeszcze kiedyś je wykonam. No cóż nie wiem tego ale ćwiczyć nie przestanę. Co gorsza w zeszłym roku robiłam kołyskę, a teraz nie daję rady. Zorientowałam się w ostatniej chwili, że moja sprawność fizyczna bardzo zmalała i teraz już nie popuszczę. Coś muszę z tym zrobić...
A na koniec myśl i znikam, bo kawy porannej jeszcze nie wypiłam..:)
Miłość jest ślepa; Właśnie dlatego ma tak wyczulony zmyśl dotyku. - Jayne Mansfield
Wczoraj zrobiłam zakupy w internecie. Kupiłam herbaty w tym moją ulubioną zimową spiżarnię. Czekam też na sporą pakę ze sklepu ze zdrową żywnością. Kupuję w internecie odkąd mój sklep został przeniesiony. Kupiłam ryże dziki i brązowy, kasze jaglaną, kuskus, gryczaną i pęczak, miód, soję, soczewicę i ciecierzycę oraz soję i ciecierzycę w puszkach, kotlety, kostkę i granulat sojowy. Kiedyś kupowałam też pasztety sojowe ale teraz piekę je w domu. Czekam również na przesyłkę z przyprawami ziołowymi. Zamówiłam ich sporo, bo dużo używam. W sklepach w pobliżu nie ma prawie nic poza kminkiem, papryką, liściami laurowymi i pieprzem. Czasem trafi się majeranek i sól czosnkowa. To dla mnie za mało. Teraz chyba popularne są mieszanki z solą, których nie kupuję. Wolę sama dobierać przyprawy takie jakie mi odpowiadają. Jeśli chodzi o przyprawy to u mnie można je dostać tylko na targu gdzie nie bywam często z powodu tłoku, którego nie lubię.
Poza tym wprowadziłam w życie trochę zmian. Po pierwsze dieta i po drugie ćwiczenia. Dieta mi idzie. Przez trzy tygodnie schudłam 7 kg co mnie cieszy. Jeśli chodzi o ćwiczenia to ćwiczę jak na mnie bardzo dużo. To dużo to 9-12 km na rowerku stacjonarnym dziennie i 30 minut jogi lub pilatesu też prawie codziennie. Kondycję mam już nieco lepszą i po ćwiczeniach czuję zadowolenie. Nadal jednak ćwiczeń nie lubię. Ćwiczę z konieczności, bo chcę być kiedyś sprawna i niezależna. Przeraża mnie perspektywa bycia niedołężną i stetryczałą. Oby nie. Imponuje mi sprawność 80 letnich i starszych joginek i też o takiej marzę. Na razie jestem okropnie zastana. Nie jestem w stanie zrobić kwiatu lotosu, a robiłam ani szpagatu, a też mi do niego kiedyś niewiele brakowało. Czy jeszcze kiedyś je wykonam. No cóż nie wiem tego ale ćwiczyć nie przestanę. Co gorsza w zeszłym roku robiłam kołyskę, a teraz nie daję rady. Zorientowałam się w ostatniej chwili, że moja sprawność fizyczna bardzo zmalała i teraz już nie popuszczę. Coś muszę z tym zrobić...
A na koniec myśl i znikam, bo kawy porannej jeszcze nie wypiłam..:)
Miłość jest ślepa; Właśnie dlatego ma tak wyczulony zmyśl dotyku. - Jayne Mansfield
środa, 25 stycznia 2017
Piec i stresy
Coraz bardziej dojrzewam do tego, żeby przy następnej zmianie pieca w pokoju dziennym wybudować piec kaflowy typu ścianówki. Grzałby pokój dzienny i dodatkowo trochę sypialnię. Zdun twierdzi, że bez remontu powinien wytrzymać 20 lat. Kosztowałby około 4000,00 zł więc nie tragedia, bo myślałam, że 6000,00. Ponoć taki piec gdy go się zakręci grzeje długo. Koleżanka ma i ma ciepło ale czasem pali dwa razy dziennie. Mimo wszystko jednak wolałaby centralne ogrzewanie. Drzwiczek szklanych niestety zamontować się nie da, bo nie można by wtedy palić węglem. Ja nie chcę palić tylko drewnem, bo nie mam go gdzie magazynować i boję się, że by za dużo go wyszło. Z tego też między innymi powodu nie zdecydowałam się na kominek z nadmuchem. Nie mam też zaufania do techniki zwłaszcza nowoczesnej. Sprzęty psują się zbyt szybko i trzeba je wymieniać, a to i koszty i utrapienie.
Wczoraj miałam dość stresujący dzień, dziś taki jest i jutro będzie. Wczoraj był stres, bo musiałam zrobić badania. Niby przebiegło wszystko dobrze ale jednak trochę mi się w głowie kręciło. Krew była pobrana z palca nawet na TSH. Wynik w piątek i oby było ok. Dziś stres, bo jestem umówiona do fryzjera. Muszę ufarbować włosy i trochę podciąć. Długo zejdzie, a ja z nudów chyba oszaleję. Jutro stres, bo mają mi przywieźć węgiel. Może być problem z wjazdem, ponieważ na podwórku śnieg leży. Po jutrzejszym dniu odetchnę.
W zeszłym tygodniu też lekko nie było, bo chodził ksiądz. Ja oczywiście udawałam, że mnie w domu nie ma. Nawet światła nie paliłam. Krzysiek był zgorszony. U mnie w domu była tradycja przyjmowania księdza, ale ja tego unikam. W boga wierzę i w drugi świat, ale katoliczką w zasadzie nie jestem. Do kościoła raczej nie chodzę i ślubu z Krzyśkiem kościelnego nie mam. Wolę więc uniknąć pytań.
Wczoraj miałam dość stresujący dzień, dziś taki jest i jutro będzie. Wczoraj był stres, bo musiałam zrobić badania. Niby przebiegło wszystko dobrze ale jednak trochę mi się w głowie kręciło. Krew była pobrana z palca nawet na TSH. Wynik w piątek i oby było ok. Dziś stres, bo jestem umówiona do fryzjera. Muszę ufarbować włosy i trochę podciąć. Długo zejdzie, a ja z nudów chyba oszaleję. Jutro stres, bo mają mi przywieźć węgiel. Może być problem z wjazdem, ponieważ na podwórku śnieg leży. Po jutrzejszym dniu odetchnę.
W zeszłym tygodniu też lekko nie było, bo chodził ksiądz. Ja oczywiście udawałam, że mnie w domu nie ma. Nawet światła nie paliłam. Krzysiek był zgorszony. U mnie w domu była tradycja przyjmowania księdza, ale ja tego unikam. W boga wierzę i w drugi świat, ale katoliczką w zasadzie nie jestem. Do kościoła raczej nie chodzę i ślubu z Krzyśkiem kościelnego nie mam. Wolę więc uniknąć pytań.
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Katar, straty i byle do wiosny...
Wczoraj padał śnieg. Dziś jest pochmurno i ponuro. Odwilży nie widać. Niektórzy mimo to prorokują wczesną wiosnę, bo ponoć dzikie gęsi migrują. Oby już ta wiosna nadeszła. Mam dość zimy w tym roku. Przytłoczyła mnie zamiast ucieszyć. Ciągle też jestem zmarznięta.
Od kilku dni Krzysiek jest chory- kicha, kaszle, oczy mu łzawią. Śpi dla pewności osobno, żeby mnie nie zarazić. Nie potrzebne mi przeziębienie tym bardziej, że strasznie źle je ostatnio przechodzę. Trwa u mnie całe wieki. Mnie jednak zaczęło też brać. Już w piątek drapało mnie w gardle i rano trochę pokasływałam. Wzięłam leki czyli polopirynę, cerutin, miód i syrop z cebuli. Wypłukałam też gardło szałwią i solą. Zrobiłam inhalacje. Przeszło na chwilę. Niestety wróciło. Na szczęście tylko katar. Zawsze przy okazji przeziębienia przypominam sobie o tym, że trzeba by kupić dobre bańki bezogniowe. Mógłby mi je Krzysiek stawiać. Może bym szybciej dochodziła do siebie. Ja potrafię stawiać tradycyjne. Nauczyła mnie ciocia. Gdy byłam mała i chorowałam stawiali mi je. Szybko po nich choroba przechodziła. Też teraz tak chcę ale pewna nie jestem czy te bezogniowe są równie skuteczne.
Wczoraj zrobiłam trochę porządku w domu. Wyrzuciłam między innymi kilka roślin, które zmarzły. Zniszczyła mi się prawie cała monstera o biało-zielonych liściach. Co dziwne ta o liściach zielonych ma się zupełnie dobrze. Widocznie ta druga jest delikatniejsza. Tak sobie myślę, że już kwiatów dużo nie kupię. Co najwyżej kaktusy i sukulenty. Cierpią u mnie, a mnie jest ich po prostu szkoda. Może tylko pomyślę jeszcze o cytrusach. One lubią chłodne klimaty. Moje draceny i fikusy też dobrze się czują. Może coś dokupię. Kupię też więcej grudników i kaktusów wielkanocnych. Dobrze im u mnie.
Mam zamówienie na horoskop i tarota na pół roku dla dwóch osób. Zejdzie mi z trzy dni, bo trochę tego jest. Będę musiała przysiąść... Sporo osób teraz wróży. To normalne na początku roku...Ludzie chcą zerknąć za zasłonę czasu, bo chcą wiedzieć co dla nich los przygotował.
sobota, 14 stycznia 2017
Trochę tego i owego czyli plany i problemy...
Nowy Rok minął już jakiś czas temu, a ja teraz dopiero kończę spisywać plany. Trochę ich mam. Czy się uda je zrealizować czas pokaże. Po pierwsze planuję trochę remontów - malowanie siatki od frontu, malowanie wnętrz i remont łazienki. Poza tym chcę ściąć drzewo i posadzić nowe. Myślę o gruszy, bo moje obie stare już nie owocują. Mają być wycięte chaszcze i zrobiony porządek na podwórku i w ogrodzie. Piła przyjedzie w lutym. Trzeba by też może kupić kosę spalinową, bo jak dobrze pójdzie będzie miał kto kosić. No chyba, że będzie kosić zwykłą. Muszę też zrobić wreszcie płytę na grobie taty. Powinnam wydać jeden lub dwa tomiki. Z zakupów chcę kupić laptop oraz może szafę i frytkownicę do smażenia na łyżce oleju. Na ten ostatni zakup Krzysiek się nie zgadza. Frytkownica tania nie jest, ale ja kocham frytki nie tylko z ziemniaków. Mam też zamiar przez cały rok być na diecie. Sporo tego. Rok powinien być owocny.
Teraz znowu muszę ponarzekać trochę. Już mi to wchodzi w nawyk. W kuchni u mnie dopust boży. Nie dość, że wilgoć mimo zrobionej wentylacji to jeszcze ostatnio zepsuła się kuchenka. Działa tylko jedna płytka. Dobrze, że ta duża. Druga nie grzeje wcale. Ponoć przepalił się jakiś drucik. Ja się na tym nie znam. Do tego jeszcze odpływ, który nawalił przed świętami nadal sprawny nie jest. Można używać tylko prawej komory, bo gdy użyję lewej cieknie. Krzysiek nie bierze się do naprawy i czeka nie wiadomo na co. Poza tym mój antyczny, piękny stół został uszkodzony przez korniki. Jest praktycznie do wyrzucenia, bo jedna noga została na dole zjedzona i stabilny już nie jest. Zniszczyło się też kilka kwiatków.
A na koniec przepis i myśli...
Kotlety z sera żółtego
kawałek sera żółtego o grubości około 1 cm
bułka tarta
mąka
jajko
olej
Ser panierować najpierw w bułce, a później w mące. Smażyć na rumiano z obu stron. Powinien być miękki ale ser nie może się rozlać.
Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. - Paulo Coelho
Teraz znowu muszę ponarzekać trochę. Już mi to wchodzi w nawyk. W kuchni u mnie dopust boży. Nie dość, że wilgoć mimo zrobionej wentylacji to jeszcze ostatnio zepsuła się kuchenka. Działa tylko jedna płytka. Dobrze, że ta duża. Druga nie grzeje wcale. Ponoć przepalił się jakiś drucik. Ja się na tym nie znam. Do tego jeszcze odpływ, który nawalił przed świętami nadal sprawny nie jest. Można używać tylko prawej komory, bo gdy użyję lewej cieknie. Krzysiek nie bierze się do naprawy i czeka nie wiadomo na co. Poza tym mój antyczny, piękny stół został uszkodzony przez korniki. Jest praktycznie do wyrzucenia, bo jedna noga została na dole zjedzona i stabilny już nie jest. Zniszczyło się też kilka kwiatków.
A na koniec przepis i myśli...
Kotlety z sera żółtego
kawałek sera żółtego o grubości około 1 cm
bułka tarta
mąka
jajko
olej
Ser panierować najpierw w bułce, a później w mące. Smażyć na rumiano z obu stron. Powinien być miękki ale ser nie może się rozlać.
Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. - Paulo Coelho
wtorek, 4 października 2016
Środa
Mam problem z uszami, bo oba mam uszkodzone. Przerwane w miejscu dziurek od kolczyków. Kolczyków nie da się założyć i śmiesznie to wygląda. Co ciekawe nie wiem co mi się przytrafiło. Wieczorem kładłam się spać z kolczykami, a rano znalazłam je w pościeli, a uszy były przerwane. Nie wygląda na to by miały się same zrosnąć. Trzeba by chyba zgłosić się do chirurga plastycznego co mi się wcale nie uśmiecha, bo i koszty i daleko. Chyba zostawię to tak jak jest i zamiast kolczyków zacznę nosić klipsy. Już kupiłam w internecie cztery zaciski to przerobię kolczyki, które mam. Tak na próbę. Problem może być z tymi nowymi srebrnymi, bo są ciężkie i z naturalnymi kamieniami. Boje się, że mi zginą. Szkoda by było.
Krzysiek ma telefon komórkowy już ponad dwa tygodnie i nadal nie potrafi się nim obsługiwać. Wcale się do tego nie rwie. Do tej pory nauczył się tylko odbierać. Zaczynam wątpić w jego inteligencję. Ostatnio jak był w pracy coś z nim zrobił i nie mogłam się do niego dodzwonić, bo zgłaszała mi się poczta głosowa. Okropnie się zdenerwowałam. Okazało się, że telefon się rozładował. Próbowałam naładować, ale niestety nie dało się. Zepsuł się. Miał ledwie miesiąc. Gwarancją się gdzieś zapodziała. Muszę jeszcze sprawdzić, bo może to tylko ładowarka. Jeśli nie trzeba będzie wyrzucić i kupić nowy. Krzysiek nie chce i się wścieka.
Wścieka się też okropnie, bo Sebastian chodzi na kurs prawa jazdy. Kiedyś Krzysiek dwa razy egzamin oblał i zrezygnował. Teraz pewnie mu zazdrości. Sebastianowi idzie nieźle. Po mieście śmiga, ale na placu gorzej, bo przy cofaniu do tyłu po łuku wjechał w słupek. Klął jak szewc. Później dwa razy już pojechał dobrze. Teraz musi się skupić na placu.
Wczoraj wreszcie skończyłam sprzątać w szafie. Sporo rzeczy poszło do wyrzucenia. Zrobiło się luźniej. Dziś może posprzątam w toaletce. Trzeba by też zrobić porządek w kuchni i w pracowni. Tylko kiedy?
Dziś czekam na kuriera, bo przygotowałam paczkę do sklepiku Fundacji Jadwigi Adamowicz. Fundacja zajmuje się zwierzętami bezdomnymi i krzywdzonymi, a ich los nie jest mi obojętny. Tym razem wyślę książki, ubrania i rękodzieło - decu, czapki szydełkowe i kartki. Przymierzam się do robienia bombek i kartek świątecznych. Jak zrobię to też do sklepiku prześlę.
Wczesnojesienne nastroje
upalne noce
odfrunęły za tęczowy most
późne lato
przesyła pocałunki
poranki mgliste i ciche
żegnają wrzesień
Krzysiek ma telefon komórkowy już ponad dwa tygodnie i nadal nie potrafi się nim obsługiwać. Wcale się do tego nie rwie. Do tej pory nauczył się tylko odbierać. Zaczynam wątpić w jego inteligencję. Ostatnio jak był w pracy coś z nim zrobił i nie mogłam się do niego dodzwonić, bo zgłaszała mi się poczta głosowa. Okropnie się zdenerwowałam. Okazało się, że telefon się rozładował. Próbowałam naładować, ale niestety nie dało się. Zepsuł się. Miał ledwie miesiąc. Gwarancją się gdzieś zapodziała. Muszę jeszcze sprawdzić, bo może to tylko ładowarka. Jeśli nie trzeba będzie wyrzucić i kupić nowy. Krzysiek nie chce i się wścieka.
Wścieka się też okropnie, bo Sebastian chodzi na kurs prawa jazdy. Kiedyś Krzysiek dwa razy egzamin oblał i zrezygnował. Teraz pewnie mu zazdrości. Sebastianowi idzie nieźle. Po mieście śmiga, ale na placu gorzej, bo przy cofaniu do tyłu po łuku wjechał w słupek. Klął jak szewc. Później dwa razy już pojechał dobrze. Teraz musi się skupić na placu.
Wczoraj wreszcie skończyłam sprzątać w szafie. Sporo rzeczy poszło do wyrzucenia. Zrobiło się luźniej. Dziś może posprzątam w toaletce. Trzeba by też zrobić porządek w kuchni i w pracowni. Tylko kiedy?
Dziś czekam na kuriera, bo przygotowałam paczkę do sklepiku Fundacji Jadwigi Adamowicz. Fundacja zajmuje się zwierzętami bezdomnymi i krzywdzonymi, a ich los nie jest mi obojętny. Tym razem wyślę książki, ubrania i rękodzieło - decu, czapki szydełkowe i kartki. Przymierzam się do robienia bombek i kartek świątecznych. Jak zrobię to też do sklepiku prześlę.
Wczesnojesienne nastroje
upalne noce
odfrunęły za tęczowy most
późne lato
przesyła pocałunki
poranki mgliste i ciche
żegnają wrzesień
środa, 28 września 2016
Wyjazd, zakupy, problemy i depresja chyba...
Dziś wstałam wcześnie, bo jadę do miasta. Mam masę spraw do załatwienia. Po pierwsze fryzjer. Na szczęście wizyta jest umówiona. Mam zamiar ściąć włosy i wycieniować. Sebastian się wczoraj zdenerwował, bo woli dłuższe włosy. Ja jednak zdania nie zmienię. Będzie musiał się przyzwyczaić. Krótkie włosy pokochałam. Są wygodne, nie trzeba ich modelować, szybko schną. To ostatnie jest dla mnie ważne zwłaszcza zimą, bo nie używam suszarki, a śpię w prawie nieogrzewanej sypialni. Nie uśmiecha mi się przeziębienie głowy. Mam też do zrobienia zakupy i to pokaźne - dynię, pieczarki do suszenia, botki, kosmetyki na dzień chłopaka dla moich panów i przyprawy. Przypraw używam sporo. Dynię chcę na zupę i sos. Botki muszę kupić ze skóry ekologicznej z tym, że droższe. Tanich nie chcę, bo są na kilka razy. Skóry naturalnej, podobnie jak, futer nie noszę, bo żal mi zwierząt.
Po południu będę pracować, a wieczorem może się pouczę trochę. Nie wiem czy mi się będzie chciało, bo pewnie po tylu godzinach pobytu w mieście wrócę zmęczona psychicznie. Ostatnio coś delikatna się zrobiłam. Ciągle jestem smutna i chce mi się płakać. Nie wiem czemu. Czy winna jest dieta i dręczenie się z jej powodu czy wyrzuty sumienia z powodu posiadania dwóch mężczyzn na raz. Strasznie mnie to dręczy. Szkoda mi ich obu i każdemu z nich chciałabym nieba przychylić. Bardziej żal mi chyba Sebastiana, bo strasznie tęskni i nie ma mnie na co dzień. Nie zasługuje na takie życie jakie wiedzie. Jest pracowity, wrażliwy. W domu ma ciężko, stałej pracy nie ma, bo wykształcenie ma jakie ma i o pracę trudno. Musi mieszkać na stałe z rodzicami. Do tego ojciec alkoholik i awanturnik. Ech... Krzysiek znowu jest czasem bezradny jak dziecko z powodu choroby. No i mam serce rozdarte. Kochają mnie chyba obaj, a ja ich....
Krzysiek już dziś idzie do pracy. Żal mi go, bo pracowity nie jest. Teraz przez ten miesiąc wolnego jeszcze się rozleniwił. Ciekawe jak się z powrotem w pracy odnajdzie. Ciężko mu będzie. Ostatnio sporo mi w domu pomaga, ale się buntuje. Prac typowo męskich typu koszenie ogrodu czy wycinanie chaszczy, czy malowanie albo nie potrafi wykonywać albo nie chce. Do tego by się przydał Sebastian, ale go przecież nie zaproszę. Z dwoma mężczyznami przecież na raz nie zamieszkam. Krzysiek jest zawzięty i płacić za nic nie chce. Mieszkamy jak w melinie. Krzysiek się nie przejmuje. Mnie to ssie, bo kiedyś mój dom był bardzo zadbany i zasobny. Moi przodkowie się w grobach przewracają jak nic.
Po południu będę pracować, a wieczorem może się pouczę trochę. Nie wiem czy mi się będzie chciało, bo pewnie po tylu godzinach pobytu w mieście wrócę zmęczona psychicznie. Ostatnio coś delikatna się zrobiłam. Ciągle jestem smutna i chce mi się płakać. Nie wiem czemu. Czy winna jest dieta i dręczenie się z jej powodu czy wyrzuty sumienia z powodu posiadania dwóch mężczyzn na raz. Strasznie mnie to dręczy. Szkoda mi ich obu i każdemu z nich chciałabym nieba przychylić. Bardziej żal mi chyba Sebastiana, bo strasznie tęskni i nie ma mnie na co dzień. Nie zasługuje na takie życie jakie wiedzie. Jest pracowity, wrażliwy. W domu ma ciężko, stałej pracy nie ma, bo wykształcenie ma jakie ma i o pracę trudno. Musi mieszkać na stałe z rodzicami. Do tego ojciec alkoholik i awanturnik. Ech... Krzysiek znowu jest czasem bezradny jak dziecko z powodu choroby. No i mam serce rozdarte. Kochają mnie chyba obaj, a ja ich....
Krzysiek już dziś idzie do pracy. Żal mi go, bo pracowity nie jest. Teraz przez ten miesiąc wolnego jeszcze się rozleniwił. Ciekawe jak się z powrotem w pracy odnajdzie. Ciężko mu będzie. Ostatnio sporo mi w domu pomaga, ale się buntuje. Prac typowo męskich typu koszenie ogrodu czy wycinanie chaszczy, czy malowanie albo nie potrafi wykonywać albo nie chce. Do tego by się przydał Sebastian, ale go przecież nie zaproszę. Z dwoma mężczyznami przecież na raz nie zamieszkam. Krzysiek jest zawzięty i płacić za nic nie chce. Mieszkamy jak w melinie. Krzysiek się nie przejmuje. Mnie to ssie, bo kiedyś mój dom był bardzo zadbany i zasobny. Moi przodkowie się w grobach przewracają jak nic.
piątek, 23 września 2016
Sobota
Wstałam wcześnie zmarznięta na kość. Spałam nago pod kocem przy otwartych oknach. Chyba nie pora już na to, bo noce chłodne w końcu już jesień. Koty już nie zrzucają sierści i mają większy apetyt. Pikuś też wszystko zjada. Idzie zima...
Dziś w planach mam wypoczynek. Taki totalny. Zero pracy, zero nauki. Chcę odreagować, doznać innych niż zwykle wrażeń. Może pomedytować dłużej z aniołami albo spotkać się z moimi bliskimi zmarłymi. A może po prostu pooglądać telewizję np. coś o zwierzętach na Wild lub poleniuchować. Z leniuchowaniem może być problem, bo bezczynności nie lubię i mnie ona psychicznie generalnie męczy. Coś wymyślę. Może po prostu pół dnia prześpię.
Z Sebastianem nie rozmawiałam przez tydzień. Próbowałam zerwać, ale nie dałam rady. Zadzwonił i rozmawiam z powrotem. Krzysiek wie o zdradzie i mi wybaczył. Traktuje mnie ostatnio lepiej. Przestał mnie wyzywać i kłócić się ze mną. Chyba boi się, że mnie straci. Jestem rozdarta. Z Krzyśka nie zrezygnuję, ale i Sebastiana nie zostawię. Poczekam co przyniesie los. Moralnie z dwoma facetami źle się czuję i diabeł mnie chyba podkusił, żeby się na Badoo zapisać, ale stało się jak się stało. Teraz już za późno. Stało się i już. To nauczka dla mnie. Zawsze takie kobiety, które zdradzały uważał za nic nie warte. Teraz wiem, że zdrada to nie tylko wina osoby która zdradza. Jeśli w związku jest wszystko w porządku to nikt o zdradzie nie myśli. Ja zdradziłam bo czułam się nie kochana, zaniedbywana. Krzysiek mnie nie szanował i lekceważył. Nie miał dla mnie czasu. Był oschły i zimny.
Mam myszy. Całe stada. Koty łapią jak szalone. Ostatnio Józek złapał trzy. Z jednej strony to dobrze, że złapał, ale ja tych myszy żałuję. Dwa dni temu złapał i znęcał się. Biedaczka piszczała, a mnie serce pękało. Aż się popłakałam. Dobił ją Pikuś. Jeszcze nie widziałam psa, który by łapał myszy. Świat się kończy...
sobota, 27 sierpnia 2016
Ezoterycznie, nauka, zapasy i bieda...
Nadal działam intensywnie na polu ezoteryki- wróżę, uczę się( Kurs tarota i karty klasyczne), czytam. Przyszło mi kilka książek. Ostatnio pracuję z dwiema- 365 rozkładów tarota oraz Podręcznik kart Lenormand. Ta pierwsza to niezwykle interesujące rozkłady na każdy dzień. Codziennie robię sobie kilka. Niektóre są bardzo poruszające. Ta druga też jest świetna. Temat ujęty szczegółowo w interesujący sposób. Karty Lenormand dopiero poznaję. Zachwyciły mnie. Dają bardzo konkretne odpowiedzi. Chyba dojdę z nimi do porozumienia dość szybko, bo są intuicyjne. Za karty cygańskie się jeszcze prawie nie wzięłam. Ledwie zerknęłam. Też są intuicyjne, ale podręcznik do nich jakoś do mnie nie trafia. Nic na siłę. Kiedyś trafi.
Co do kursów to nadal mnie kuszą. Z ostatniego warsztatu jestem bardzo zadowolona. Sporo się nauczyłam. Teraz czekam na następny. Może wybiorę chromoterapię. Nęci mnie też kurs rozwijania intuicji. Jest blisko, ale trwa długo i nie wiem czy kondycyjnie dam radę. Czy kręgosłup tyle wytrzyma bez przerwy na relaks. Zaczęło mnie też bardzo nęcić studium psychotroniki. Trwa 2,5 roku i zajęcia odbywają się co drugi weekend w Katowicach. Problem tylko, że nie w centrum i trwają do 19. Boję się Katowic wieczorem zwłaszcza zimą. Byłby więc problem z dojazdem, bo na taksówki z Katowic mnie po prostu nie stać. Krzysiek o studium nawet słyszeć nie chce- koszty, dojazdy no i wytyka mi wiek i to, że do pracy poza domem się nie wybieram to i nowy zawód mi niepotrzebny. Jest też kurs psychotronika w eskk z egzaminem. Sporo kosztuje, ale to trzy kursy w jednym- psychologia, parapsychologia i do wyboru tarot albo astrologia. Pomyślę może o tym by robić go etapami tzn. najpierw parapsychologię, a później psychologię. Tarot już prawie skończyłam, a na astrologię się nie piszę, bo horoskopy robię od 30 lat. Zawodu nie zdobędę ale wiedzę owszem. Do pracy w domu powinno wystarczyć...
Przetwory robię nadal. Dziś i jutro dżemy, a w poniedziałek ostatnia partia fasolki. Dżemów będzie sporo, bo dostałam od koleżanki po reklamówce gruszek i jabłek. Zawsze z dżemami mam dylemat czy robić z dżemixem czy bez. Niby dżemix to chemia, ale za to cukru mniej i to sporo, bo ja kupuję te 3:1. W przyszły weekend zaczynam robić sosy. Najpierw chiński, a później meksykański. Później już we wrześniu kupię jeszcze grzyby. Część wysuszę, a część zamrożę. To będzie koniec zapasów o ile nie będzie wysypu opieniek w tym roku. Lubię mieć sporo przetworów i innych zapasów. Gdzieś mam takie przeświadczenie, że z nimi bieda mi nie straszna. Czemu się tak biedy boję nie wiem, bo nigdy jej nie zaznałam. Całe życie żyję raczej skromnie, ale nie biednie. Chyba muszę ten problem przepracować...
Co do kursów to nadal mnie kuszą. Z ostatniego warsztatu jestem bardzo zadowolona. Sporo się nauczyłam. Teraz czekam na następny. Może wybiorę chromoterapię. Nęci mnie też kurs rozwijania intuicji. Jest blisko, ale trwa długo i nie wiem czy kondycyjnie dam radę. Czy kręgosłup tyle wytrzyma bez przerwy na relaks. Zaczęło mnie też bardzo nęcić studium psychotroniki. Trwa 2,5 roku i zajęcia odbywają się co drugi weekend w Katowicach. Problem tylko, że nie w centrum i trwają do 19. Boję się Katowic wieczorem zwłaszcza zimą. Byłby więc problem z dojazdem, bo na taksówki z Katowic mnie po prostu nie stać. Krzysiek o studium nawet słyszeć nie chce- koszty, dojazdy no i wytyka mi wiek i to, że do pracy poza domem się nie wybieram to i nowy zawód mi niepotrzebny. Jest też kurs psychotronika w eskk z egzaminem. Sporo kosztuje, ale to trzy kursy w jednym- psychologia, parapsychologia i do wyboru tarot albo astrologia. Pomyślę może o tym by robić go etapami tzn. najpierw parapsychologię, a później psychologię. Tarot już prawie skończyłam, a na astrologię się nie piszę, bo horoskopy robię od 30 lat. Zawodu nie zdobędę ale wiedzę owszem. Do pracy w domu powinno wystarczyć...
Przetwory robię nadal. Dziś i jutro dżemy, a w poniedziałek ostatnia partia fasolki. Dżemów będzie sporo, bo dostałam od koleżanki po reklamówce gruszek i jabłek. Zawsze z dżemami mam dylemat czy robić z dżemixem czy bez. Niby dżemix to chemia, ale za to cukru mniej i to sporo, bo ja kupuję te 3:1. W przyszły weekend zaczynam robić sosy. Najpierw chiński, a później meksykański. Później już we wrześniu kupię jeszcze grzyby. Część wysuszę, a część zamrożę. To będzie koniec zapasów o ile nie będzie wysypu opieniek w tym roku. Lubię mieć sporo przetworów i innych zapasów. Gdzieś mam takie przeświadczenie, że z nimi bieda mi nie straszna. Czemu się tak biedy boję nie wiem, bo nigdy jej nie zaznałam. Całe życie żyję raczej skromnie, ale nie biednie. Chyba muszę ten problem przepracować...
czwartek, 18 sierpnia 2016
Sfera komfortu, książki i jesień...
Lato się powoli kończy, a ja zdałam sobie sprawę, że w tym roku nie zrobiliśmy grilla. Nie było też ogniska z pieczeniem ziemniaków w popiele i kiełbasek na patykach. Jakoś tak zeszło. W ogóle bardzo mało w tym roku przebywałam na dworze. Moją sferą komfortu jest ostatnio dom, a ściślej mówiąc kanapa. Na dworze jestem tyle co te krótkie momenty wyjazdu do miasta. Wiem, że to źle odcinać się od przyrody, bo ona tyle ma do zaoferowania. U mnie np. na podwórku rośnie masa ziół i polnych kwiatów. W ogrodzie bytują ptaki, żaby, pokaźnych rozmiarów winniczki Jest masa owadów w tym olbrzymie świerszcze. Ogród i sad to prawie dzikie środowisko, bo kosimy bardzo rzadko. Przyroda odwdzięcza się całą masą barw, zapachów, dźwięków. A ja co? Wcale tego nie doceniam. Ba nie widzę i nie czuję. Lekceważę i żyję sobie gdzieś obok. Zamknięta w czterech ścianach. Tak nie powinno być. Ludzie w mieście marzą o bliższym kontakcie z naturą, a ja to mam na wyciągnięcie ręki i nie korzystam. Sama nie wiem czemu. Nie bardzo wiem też jak to zmienić. Całe dnie siedzę teraz na czatach na portalach wróżbiarskich. Na dworze przecież wróżyć nie będę...Niby mogłabym wyjść na chwilę, ale jakoś tak mi schodzi...Ech...
Dziś wstałam wcześnie, bo czekam na przesyłki. Mają przyjść książki i karma dla kotów. Ostatnio moje futra zaczęły jeść więcej, cisną się pod koc i na kolana, okupują modem i dekoder z powodu ciepła. Czyżby faktycznie jesień zbliżała się wielkimi krokami? Mnie to w zasadzie nie martwi, bo kocham tą porę roku, ale Krzysiek już się wzdryga na szarugi i palenie w piecach. Czas pomyśleć chyba o czyszczeniu kominów.
Ostatnio zamówiłam kilka książek. Dwie z technik wróżenia mają przyjść dziś. Dwie z numerologi zostały wysłane wczoraj. Ponoć są niezłe. Zamówiłam, bo doszłam do wniosku, że numerologia jest tak samo ważna jak astrologia i powinnam ją polubić. Chcę by stała mi się bliższa. Niby portrety robię i znam numerologię, ale zawsze wolałam astrologię. Zamówiłam też książkę-podręcznik do nauki widzenia aury. Ja co prawda czasem widzę, ale zbyt rzadko. Najwyższy czas to zmienić. O ile się uda.
Dziś wstałam wcześnie, bo czekam na przesyłki. Mają przyjść książki i karma dla kotów. Ostatnio moje futra zaczęły jeść więcej, cisną się pod koc i na kolana, okupują modem i dekoder z powodu ciepła. Czyżby faktycznie jesień zbliżała się wielkimi krokami? Mnie to w zasadzie nie martwi, bo kocham tą porę roku, ale Krzysiek już się wzdryga na szarugi i palenie w piecach. Czas pomyśleć chyba o czyszczeniu kominów.
Ostatnio zamówiłam kilka książek. Dwie z technik wróżenia mają przyjść dziś. Dwie z numerologi zostały wysłane wczoraj. Ponoć są niezłe. Zamówiłam, bo doszłam do wniosku, że numerologia jest tak samo ważna jak astrologia i powinnam ją polubić. Chcę by stała mi się bliższa. Niby portrety robię i znam numerologię, ale zawsze wolałam astrologię. Zamówiłam też książkę-podręcznik do nauki widzenia aury. Ja co prawda czasem widzę, ale zbyt rzadko. Najwyższy czas to zmienić. O ile się uda.
piątek, 12 sierpnia 2016
Nadal pracowicie...i jesiennie.
Ostatnie dni mnie rozpieszczają jeśli chodzi o pogodę. Zrobiło się chłodno, jesiennie. Lubię takie temperatury choć już dziś w nocy trochę zmarzłam. W dzień też mi chłodno i chodzę w poncho. Moja mama od dwóch dni podpala w piecu wieczorem. No, ale ona lubi gdy w domu jest bardzo ciepło. Jest człowiekiem wsi. Często pali w piecu nawet latem. Gotuje tez na piecu. Ja nie bardzo potrafię. wolę maszynkę elektryczną, bo jest stała temperatura i gotuje się szybciej. Tylko Wigilię przygotowuję na piecu kuchennym.
U mnie zaczął się sezon na przetwory. Robię do słoików bigos z kabaczka, dżemy z jabłek i fasolkę szparagową. Jeszcze sporo pracy przede mną. We wrześniu będę wekować sos chiński i meksykański.
Jednocześnie działam w pracy - piszę i wróżę. Nawet sporo już od początku miesiąca zarobiłam. Wróżę teraz na dwóch portalach. Z dwoma niby współpracuję, ale ta współpraca coś kuleje. Nie wiem więc co będzie dalej. Wysłałam jeszcze ofertę na jeden portal. Odpowiedzi na razie nie mam. Ostatnio pisałam też opowiadania. Cały czas mi chodzi po głowie pisanie opowiadań do czasopism kobiecych. Muszę się w końcu kiedyś za to zabrać. Nawet podobno nieźle płacą.
A na koniec parę myśli...
U mnie zaczął się sezon na przetwory. Robię do słoików bigos z kabaczka, dżemy z jabłek i fasolkę szparagową. Jeszcze sporo pracy przede mną. We wrześniu będę wekować sos chiński i meksykański.
Jednocześnie działam w pracy - piszę i wróżę. Nawet sporo już od początku miesiąca zarobiłam. Wróżę teraz na dwóch portalach. Z dwoma niby współpracuję, ale ta współpraca coś kuleje. Nie wiem więc co będzie dalej. Wysłałam jeszcze ofertę na jeden portal. Odpowiedzi na razie nie mam. Ostatnio pisałam też opowiadania. Cały czas mi chodzi po głowie pisanie opowiadań do czasopism kobiecych. Muszę się w końcu kiedyś za to zabrać. Nawet podobno nieźle płacą.
A na koniec parę myśli...
niedziela, 7 sierpnia 2016
Pracowicie...
Dziś wstałam po ósmej. Obudził mnie Sebastian, bo pojechał z kolegą do Ogrodzieńca. Kolega handluje starociami. Ostatnio wstaję koło ósmej. Upały w nocy się skończyły to i ja lepiej śpię. Gdzie te czasy gdy wstawałam o 12 w południe? Oby nigdy nie wróciły.
Dzisiaj mimo niedzieli chcę trochę popracować. Planuję napisać opowiadanie do kociego miesięcznika. Ostatnio napisałam dwa o kotach, które już odeszły za tęczowy most. Tego typu historie mają szansę ukazać się w październikowym numerze pisma. Ja mam o kim pisać. Tyle kotów mi już odeszło. Wszystkie pamiętam i za wszystkimi tęsknię. Ufam, że jeszcze się z nimi spotkam, że czekają, wypatrują. Każdy z nich odchodząc zabrał mi przecież cząstkę serca.
Oprócz tego chcę dziś zrobić nalewkę z brzoskwiń. Robię też pranie, bo pralka wreszcie przyjechała po wielu perturbacjach. Może coś naszkicuję. W nocy mi się śniło, ze szkicuję to trzeba by to wykorzystać. Obiad mam dzisiaj dość pracochłonny. Ma być quiche paprykowe. Uwielbiam je. Poza tym czekam na przydział tekstów do pisania. Zapisałam się na teksty o Roztoczu. Chcę pisać na ten temat, bo kraina wydaje mi się urokliwa. Co prawda nigdy tam nie byłam ale zdjęcia wyglądają zachęcająco. Ostatnio sporo tekstów piszę. Pisałam o Częstochowie, Kaszubach, Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
No i ostatnia nowina to to, że Krzysiek wybiera się na urlop z bratem i jego panią do Włoch nad Adriatyk. Oczywiście ja nie jadę, bo mnie zagranica nie ciągnie i morze też nie. Co ja bym tam robiła? Opalała się? Przecież nienawidzę słońca. Pojedzie jak dostanie urlop. Ja zostanę w domu ze zwierzętami, a jak wróci może pojadę na kilka dni w Beskidy albo w Bieszczady. Kuszą mnie Bieszczady, ale to daleko i dojazd męczący. Chyba tym razem wybiorę Beskidy. Wieki już w górach nie byłam, a kocham je.
A na koniec parę myśli i zmykam...
Dzisiaj mimo niedzieli chcę trochę popracować. Planuję napisać opowiadanie do kociego miesięcznika. Ostatnio napisałam dwa o kotach, które już odeszły za tęczowy most. Tego typu historie mają szansę ukazać się w październikowym numerze pisma. Ja mam o kim pisać. Tyle kotów mi już odeszło. Wszystkie pamiętam i za wszystkimi tęsknię. Ufam, że jeszcze się z nimi spotkam, że czekają, wypatrują. Każdy z nich odchodząc zabrał mi przecież cząstkę serca.
Oprócz tego chcę dziś zrobić nalewkę z brzoskwiń. Robię też pranie, bo pralka wreszcie przyjechała po wielu perturbacjach. Może coś naszkicuję. W nocy mi się śniło, ze szkicuję to trzeba by to wykorzystać. Obiad mam dzisiaj dość pracochłonny. Ma być quiche paprykowe. Uwielbiam je. Poza tym czekam na przydział tekstów do pisania. Zapisałam się na teksty o Roztoczu. Chcę pisać na ten temat, bo kraina wydaje mi się urokliwa. Co prawda nigdy tam nie byłam ale zdjęcia wyglądają zachęcająco. Ostatnio sporo tekstów piszę. Pisałam o Częstochowie, Kaszubach, Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
No i ostatnia nowina to to, że Krzysiek wybiera się na urlop z bratem i jego panią do Włoch nad Adriatyk. Oczywiście ja nie jadę, bo mnie zagranica nie ciągnie i morze też nie. Co ja bym tam robiła? Opalała się? Przecież nienawidzę słońca. Pojedzie jak dostanie urlop. Ja zostanę w domu ze zwierzętami, a jak wróci może pojadę na kilka dni w Beskidy albo w Bieszczady. Kuszą mnie Bieszczady, ale to daleko i dojazd męczący. Chyba tym razem wybiorę Beskidy. Wieki już w górach nie byłam, a kocham je.
A na koniec parę myśli i zmykam...
sobota, 30 lipca 2016
Powitanie świtu, plany warsztatowe i zakupowe, wiersze, myśli i kartki...
Wstałam dziś o 4:30. Wszystko z powodu gorąca. Niech to lato minie jak najszybciej, bo już mam dość. O tak wczesnej porze jest jeszcze ciemno. Niebo zaczyna dopiero szarzeć. Koty śpią. Jest cicho i spokojnie. Tak jak lubię. Krzysiek wstanie pewnie koło 10. Nie może pojąć jak można dobrowolnie tak wcześnie wstawać, a mnie to nawet cieszy. Zmieniłam się z sowy w skowronka zupełnie bez trudu. Tak samo z siebie przyszło. Ciekawe jak to będzie jesienią. Czy też będę wstawać czy po prostu odwrócę się na drugi bok i zasnę z powrotem. W zasadzie to mam świadomość, że sen nocny powinien trwać 8 godzin. Ja śpię około 5, a reszta w dzień. Nie wiem czy to zdrowo. Pewnie nie...
Dziś powitałam świt. Niebo zrobiło się różowe na moich oczach. Niezapomniany widok.
Ostatni tydzień wynudziłam się jak mops, bo nie pracowałam z obawy przekroczenia limitu zarobków. Jestem przecież rencistką. Od jutra znowu mogę zacząć pracę co mnie cieszy. Dziś zajrzę na portale ze zleceniami tymi lepiej płatnymi. Pieniędzy trochę potrzebuję, bo i tomik chcę wydać i kolczyki i kurtkę jeansową chcę kupić. Wczoraj kupiłam torbę podróżną. Nawet niedroga była, a fajna jest. Będę miała na wyjazdy na warsztaty.
Warsztatów i kursów jest sporo interesujących. Ostatnio znalazłam warsztat litoterapii, decoupage - złocenia, spotkanie kobiet typu kręgu i spotkanie z jogą. Te ostatnie bardzo mnie kusi, ale trwa aż 6 dni. Na tyle nie mogę wyjechać. Pewnie pojadę na litoterapię. Zajęcia trwają tylko kilka godzin i są blisko. Z dojazdem nie będzie problemu. Zawsze marzyłam o zajęciach z serowarstwa, ale najbliższe znalazłam na Podlasiu. To za daleko. Niestety. Szkoda.
Wiersze piszę nadal. Najłatwiej mi się teraz pisze o miłości. To pewnie wpływ Sebastiana.
Dziś powitałam świt. Niebo zrobiło się różowe na moich oczach. Niezapomniany widok.
Ostatni tydzień wynudziłam się jak mops, bo nie pracowałam z obawy przekroczenia limitu zarobków. Jestem przecież rencistką. Od jutra znowu mogę zacząć pracę co mnie cieszy. Dziś zajrzę na portale ze zleceniami tymi lepiej płatnymi. Pieniędzy trochę potrzebuję, bo i tomik chcę wydać i kolczyki i kurtkę jeansową chcę kupić. Wczoraj kupiłam torbę podróżną. Nawet niedroga była, a fajna jest. Będę miała na wyjazdy na warsztaty.
Warsztatów i kursów jest sporo interesujących. Ostatnio znalazłam warsztat litoterapii, decoupage - złocenia, spotkanie kobiet typu kręgu i spotkanie z jogą. Te ostatnie bardzo mnie kusi, ale trwa aż 6 dni. Na tyle nie mogę wyjechać. Pewnie pojadę na litoterapię. Zajęcia trwają tylko kilka godzin i są blisko. Z dojazdem nie będzie problemu. Zawsze marzyłam o zajęciach z serowarstwa, ale najbliższe znalazłam na Podlasiu. To za daleko. Niestety. Szkoda.
Wiersze piszę nadal. Najłatwiej mi się teraz pisze o miłości. To pewnie wpływ Sebastiana.
Raj
pokaż mi raj
raz jeszcze
pomaluj usta
apetytem na więcej
niech moje drżące ciało
jęczy z rozkoszy
a zmysły oszaleją
tęsknię
splatam w jedność
nadzieję i szczęście
doprawiam
morzem miłości
żyję od rozmowy do rozmowy
od spotkania do spotkania
co przyniesie jutro
czy kolejny spazm
w twoich ramionach
czy rozstanie
Jutro jadę do miasta z Krzyśkiem. Musimy wreszcie kupić tą pralkę. Muszę też wysłać dokumenty do nowej pracy. Powinnam to i owo do kartek wydrukować.
A na koniec parę myśli i już znikam...
piątek, 29 lipca 2016
Nowiny...
Dziś rano się rozmarzyłam, bo jak Krzysiek wychodził do pracy cała ulica była zasnuta gęstą mgłą. Nawet domu sąsiadów po przeciwnej stronie ulicy nie było za dobrze widać. Klimat zupełnie jak jesienny. Uwielbiam taki. Mgłę kocham od zawsze, choć mnie nieco niepokoi. Nie wiadomo co z niej wychynie - coś dobrego i przyjaznego czy wrogo nastawiony np. pies. Pogoda dziś będzie raczej fajna. Niby słońce, ale upały miały minąć. Sebastian mi mówił, że u niego w okolicznych lasach jest pełno grzybów. Wybrałabym się chętnie, ale do takiego lasu gdzie grzyby się zbiera, a nie szuka...
Wczoraj koło południa wróciłam z warsztatu anielskiego. Jestem bardzo zadowolona, że pojechałam. Atmosfera była bardzo fajna i zajęcia też. Była medytacja z aniołem stróżem i naprawdę poczułam jak mnie dotknął w ramię. To było bardzo rzeczywiste doznanie. Później było nawiązywanie kontaktu na różne sposoby. Ludzie nawiązują różnie kontakt. Jedni anioły widzą, inni słyszą, jeszcze inni doznają przekazów bezpośrednio do myśli. Ja np. widzę je w medytacjach i doznaję przekazów do myśli. Po zajęciach pojechałam na kwaterę, pogadałam z Sebastianem i okazało się, że bateria w smartfonie jest prawie wyczerpana. ładowarki nie wzięłam, budzika też nie. Całą noc czuwałam, żeby nie zaspać na poranny autobus. Wróciłam padnięta i prawie cały dzień wczoraj spałam. Wieczorem zrobiłam kartki i napisałam wiersz...
Co dziś będę robić jeszcze nie wiem. Może kartki i pewnie napiszę ofertę na nowy portal z wróżbami na którym zostałam zatrudniona ostatnio.
A na koniec parę myśli...
Wczoraj koło południa wróciłam z warsztatu anielskiego. Jestem bardzo zadowolona, że pojechałam. Atmosfera była bardzo fajna i zajęcia też. Była medytacja z aniołem stróżem i naprawdę poczułam jak mnie dotknął w ramię. To było bardzo rzeczywiste doznanie. Później było nawiązywanie kontaktu na różne sposoby. Ludzie nawiązują różnie kontakt. Jedni anioły widzą, inni słyszą, jeszcze inni doznają przekazów bezpośrednio do myśli. Ja np. widzę je w medytacjach i doznaję przekazów do myśli. Po zajęciach pojechałam na kwaterę, pogadałam z Sebastianem i okazało się, że bateria w smartfonie jest prawie wyczerpana. ładowarki nie wzięłam, budzika też nie. Całą noc czuwałam, żeby nie zaspać na poranny autobus. Wróciłam padnięta i prawie cały dzień wczoraj spałam. Wieczorem zrobiłam kartki i napisałam wiersz...
Teraz ty
teraz wiem poczułam
jak biję twoje serce
usta nabrzmiałe
od pocałunków
wyszeptały twoje imię
wciąż pachnę tobą
przemierzam w myślach
wspólne chwile
słucham oddechu
sen nie nadchodzi
pomóż mi schwytać szczęście
zatrzymać na dłużej
niech tęsknota nie wypali
ran w duszy
nie pozwól mi zapomnieć
Co dziś będę robić jeszcze nie wiem. Może kartki i pewnie napiszę ofertę na nowy portal z wróżbami na którym zostałam zatrudniona ostatnio.
A na koniec parę myśli...
niedziela, 24 lipca 2016
Trochę tego i owego...
Ostatnio sporo pracuję. Wczoraj pisałam teksty na portal o drzewach i felietony na portale z wróżbami. Dziś mam do napisania jeszcze jeden. Poza tym będę odpoczywać. Może zdziałam coś artystycznego. Wczoraj zrobiłam kartki. Dziś też mnie kuszą. Mogę zrobić dwie ostatnie, bo mi się bazy kończą. Muszę znowu zrobić zakupy w sklepie internetowym, ale to w przyszłym tygodniu dopiero.
Wczoraj mój syn wyjechał na spotkania młodzieży. Nie wiem co go napadło, bo religijny nie jest. Dopiero co wrócił z Woodstocku. Jeździ co rok i jest zachwycony tą imprezą. Nie wiem czemu. Wrócił brudny, głodny i zaniedbany. Odsypiał dwa dni. Adrian z Krzyśkiem się nienawidzą i schodzą sobie z drogi. Dobrze, że syn mieszka osobno. Teraz namawia mnie, żebym związała się z Sebastianem. Mnie na Sebastianie zależy. Nawet bardzo, ale związać się z nim? A co z Krzyśkiem?
Parę dni temu koleżanka przysłała mi zdjęcia cudnych, klimatycznych półeczek. Są produkowane w jej firmie. Będą jeszcze inne. Ja mam zamiar sobie kupić do kuchni. Gdyby ktoś chciał do podam kontakt...
A na koniec wiersz, mądra myśl i zmykam...
Wczoraj mój syn wyjechał na spotkania młodzieży. Nie wiem co go napadło, bo religijny nie jest. Dopiero co wrócił z Woodstocku. Jeździ co rok i jest zachwycony tą imprezą. Nie wiem czemu. Wrócił brudny, głodny i zaniedbany. Odsypiał dwa dni. Adrian z Krzyśkiem się nienawidzą i schodzą sobie z drogi. Dobrze, że syn mieszka osobno. Teraz namawia mnie, żebym związała się z Sebastianem. Mnie na Sebastianie zależy. Nawet bardzo, ale związać się z nim? A co z Krzyśkiem?
Parę dni temu koleżanka przysłała mi zdjęcia cudnych, klimatycznych półeczek. Są produkowane w jej firmie. Będą jeszcze inne. Ja mam zamiar sobie kupić do kuchni. Gdyby ktoś chciał do podam kontakt...
A na koniec wiersz, mądra myśl i zmykam...
Długa noc
dokładam emocje
wpisuję w duszę
jedna po drugiej
otulona miłością
jak ciepłym miękkim pledem
trwam ukołysana
oczekując świtu
to już kolejna noc
wypełniona po brzegi szczęściem
w przestrzeni
między słodyczą a rozkoszą
nie czuję się senna
spójrz
już niebo robi się różowe
chcę zagłębić się
w błogości jeszcze raz
czy ostatni
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



























