Codzienność

Codzienność

czwartek, 28 listopada 2019

czwartek - duchowość i nie tylko, szpinak i Pikuś...

W ostatnim czasie intensywnie pracuję z moją duchowością. Rozwijam się i nie mam zamiaru przestać. Zmiany ida w dobrym kierunku, bo jestem wyciszona i często odczuwam wręcz błogość. Sny tez sa inne - lepsze. Czuję też, że moi przodkowie sa zadowoleni z moich poczynań. Czasem mi się śnią. Gdy zamknę oczy widzę ich. Mama twierdzi, że sie starzeję. Ja twierdzę, ze to wplyw neptuna. Teraz aspektuje ważne punkty w moim horoskopie. Aspekty są na razie pozytywne, ale będzie i negatywny za jakiś czas. Ktoś mnie moze oszukać, albo będę sie łudzić. Mam pewne podejrzenia, ale nich to sie toczy jak się toczy. Nic nie zmienię. Jeśli ktoś mnie oszuka to jego sumienie będzie obciążone.

Chcialabym, zeby mi Krzysiek kupił mrożony szpinak. Nigdy od czasów dzieciństwa go nie jadłam. Wtedy w przedszkolu to była katorga, bo mnie zmuszali, a ja warzyw jeść nie chciałam. Nie jadlam chyba do 15 roku życia. Wtedy zaczęłam jeść sos koperkowy i sałatkę jarzynową. Pokochałam kalafiory, papryki, buraki i warzywa korzeniowe. Jako dziecko jadłam tylko pomidory, ogórki, rzodkiewkę, kapustę, kalarepkę, cebulę, fasolkę szparagową i strączkowe i to wszystko. Kochałam za to owoce. Nadal nie przepadam za natką i liśćmi selera. Szpinak chcę wypróbować. Kusi mnie do omletów. Może do jajka, mufinek, zapiekanek. Nadal nie jadam czystych zup jarzynowych. Muszę mieć śmietanę, ale mąką juz nie zaprawiam i kostek bulionowych juz nie uzywam. Zaprawiam oliwą z oliwek.

Moj Pikuś od zabiegu na zęby czuje sie zdecydowanie lepiej. Wtedy tez go podeptałam i musiał brać tabletki, bo nie mogł wskoczyc na kanapę. To podeptanie wbraw pozorom bylo dla niego szczęśliwe. Juz wcześniej miewał czasem problemy z wskakiwaniem na kanapę i czasem się potykał, ale ja myślałam, że to wiek. Po podeptaniu byłam z nim u weterynarza i robiłam  mu Reiki. No i ozdrowiał calkiem. Teraz wręcz fruwa jak za młodych lat. To ruchliwy piesek. Aktywność przejawia gdy sie wita, a robi to nawet gdy kogoś 15 minut nie ma obok niego. Juz sie cieszy- skacze i szaleje. Jest też bardzo rozpieszczony i czuły, przymilny. Lubi lezeć na kolanach, przyulony albo z pyszczkiem na mojej lub Krzyśka nadze. Niedlugo skończy 12 lat. Szybko zleciało...









Sprzedałam kolejne logo... Trzeba je było trochę przerobić, bo nazwa nie ta...



poniedziałek, 25 listopada 2019

poniedziałek o naturze i zwyczajach i tai chi

Już po Marcinie. Późna jesień jakaś nietypowa w tym roku. Długo było ciepło i mało padało. Ten brak deszczu nie przysłuży sie przyrodzie. Tęsknię za szarugą. Lubię siedzieć po zmroku tylko przy świecach i sluchać deszczu i pieca. Brak mi tego w tym roku. Wygladam na pierwszy śnieg. Zawsze juz wieczorem poprzedniego dnia, czuję gdy ma spaść. Niby mało na dwór wychodzę, a nadal mam szczególna więź z naturą. Nie lubię jej jednak ujarzmiać. Wygładzona i porzadna wydaje mi sie sztuczna. Piękna jest dzika lub z minimalna ingerencja człowieka. Jeśli łany zbóż to z kąkolami, makami i chabrami. Podwórko porośnięte ziolami i dzikimi kwiatami. Bardziej mnie cieszą pokrzywy na podwórku niż przycięty trawnik. Sad nieprzycinany z kwietna łąką.

Im jestem starsza, tym bardziej zwracam uwagę na tradycję. Wracam w myślach do tego co było w moim domu. Przypominam sobie zwyczaje i to co było ważne dla moich bliskich. O tej porze w czasach mojego dzieciństwa i wczesnej młodości wszyscy myśleli o wędzeniu na święta i o robieniu kiełbas. Wędzarki były dwie. Potężną murowano-drewnianą zbudował mój dziadek, a mniejsza drewnianą tata. Wszystko na święta bylo domowe - szynki, schaby, boczki, kiełbasy. Ja też przed świętami wkładam do saletry schab. Tylko schab, bo szynki nie potrafie wiazać. Na robienie kiełbas nie mam odwagi. Moze kiedyś jednak spróbuję. Zacznę od szynki. Może w przyszłym roku.

Kocham kaszę. Każdą. Robię z niej krupniki, kotleciki. Podaje z sosami. U mnie w domu kiedyś jadało się tylko mannę, pęczak, kaszę gryczaną i krakowską. Lubiłam i lubię pęczak z kotletem mielonym i sosem grzybowym. Czasem podaję z sosem pomidorowym. Moje ostatnie odkrycie to kasza bulgar. Na stałe wejdzie do mojej kuchni. 

A tu przepis na potrawkę

- kasza bulgar
- groszek konserwowy
- cebula
- sporo marchwi
- olej
- pomidor
- oliwa
- czosnek
- sól
- pieprz
- zioła

Kaszę ugotować, dodać groszek, przyprawy i podduszona cebulę z pomidorami i startą na tarce o grubych otworach marchwią. Wymieszać.

Nadal ćwiczę 25 minut dziennie jogę i 20 - 30 minut tai chi. Do tego dochodzą dwa treningi tai chi 60-70 minutowe w tygodniu. Jeszcze mi stawy nie wysiadły. Jest moc i wydaje mi się, ze juz ożyłam. Wykupiłam treningi - pakiet 11 lekcji około godzinnych. W zestawie/każdej lekcji/ jest rozgrzewka i nauka ćwiczeń. Jestem tępa i nie mogę opanować ćwiczeń w lewą stronę i lewą ręką. Na razie nie mam ambicji by ćwiczenia zapamietać i ćwiczę z trenerem. Na razie to poziom 0. Jest jeszcze jeden pakiet na tym poziomie. Nie wiem ile czasu mi zajmie opanowanie całości. Mogę mieć problem z zapamiętaniem wszystkich ruchów i ćwiczeń. Mam tez problem z zachowaniem równowagi. Przy niektórych ćwiczeniach sie chwieję. Mam nadzieję, że z czasem to minie.


*** 

słońce zakwita szkarłatem

już chowa twarz

noc wpełza do pokoju zapalam świecę

jeszcze raz dotknij mojej skroni

pomaluj usta oddechem
nim odejdziesz z wiatrem
szeptem prowadzącym rozmowę z
mgłą na rozstajach dróg
czy słyszysz jak krzyczy
moja dusza
ujarzmiona i zniewolona
czujesz ból
widzisz samotność  chichoczącą w kącie


sobota, 23 listopada 2019

sobota - zmiany, plany i Morus

Odkąd zrezygnowałam z zajęć w ośrodku kultury czuje sie lepiej. Nie odczuwam presji, ze muszę wyjść z domu i dobrze mi z tym. Ugrzęzłam w domu i się tym rozkoszuję. Trochę sie boję, że zdziczeję. Moje zachowanie jest w zasadzie normalne. Niektórzy gdy im saturn schodzi pod ascendent uciekaja w Bieszczady o ile maja taką możliwość, a ja zaszyłam sie w domu. Oczywiście maluję. Na razie jeszcze pejzaże jesienne. Czekają kwiaty, a tu niedługo zima. Mam wydrukowanych kilka ładnych zimowych pejzaży i niedługo o nich pomyślę. 

Sebastian może w tym roku przyjedzie trochę wcześniej. Coś wspominał o tym. Zobaczymy. Pracy tym razem nie będzie miał dużo. Moze mi tylko coś z drzwiami od pracowni zrobi i moze powiesi mi połkę na ikony. O ile ja kupię. Trzeba tez przepalić piłę i kosę. Nie wiem po co i w to nie wchodzę. Twierdzi, że trzeba, to trzeba. Będzie do początku stycznia, bo chcę by był z nami w Sylwestra. Mam nadzieję, ze sie nie połócimy. Gdy Sebastian jest mniej pracuję

Morus nadal nie je. Odkąd do mnie przybył je bardzo mało i jest strasznie chudny. Drobny jak dyplomatycznie nazwał go weterynarz w mojej bylej przychodni, która juz nie istnieje. Już nie wiem co mam z nim zrobić. Skubnie troche chrupek urinary, bo miał problem z pęcherzem, troszkę mięsa i koniec. Ostatnio przeprowadziłam mu radykalne odrobaczanie, bo myślałam, ze to pomoże i nie pomogło. Kocina  skończy w tym roku 10 lat. Przywiozłam go z targu, gdzie sprzatał Krzysiek gdy miał jakies pól roku. To miły kot, proludzki, czuły. Lubi lezeć na kolanach, a właściwie z kolan nie schodzi. Gdy miejsca na kolanach brak, chodzi i miauczy.







Za to Rozi tyje coraz bardziej.  Jest już grubiutka. Brzuszek okrągły  i nawet pyszczek wygląda inaczej. Teraz czas na Majkę. Ostatnio tylko jedzenia szuka.                                                  

czwartek, 21 listopada 2019

czwartek i plany

Trzeba by upiec pierniczki. Nie będzie ich zbyt dużo i nie będę ich dekorować, ani wieszać na choince. Są do zjedzenia. Wcześniej wyladują w puszce. Pierniczki piekę ja, ale nie jest to tradycja rodzinna. Babcia piekła kruche ciastka z cukrem i to one zdobiły choinkę. Przepis niestety zaginął. Przed świetami jeszcze przygotuje pierogi, bo w Wigilie sie nie wyrobię. Będą tradycyjne, czyli z kapusta słodka i grzybami. Takie robiła juz moja prababcia i tradycja jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Na mnie się skończy, bo nie mam córki. Pozostałe potrawy wigilijne też były robione w moim domu od zawsze. Tylko kutię zaczęłam robic niedawno dla Krzyśka. Co roku po Wigilii sobie obiecuję, ze w następnym roku potraw będzie mniej, ale na obietnicach sie kończy. Musi być zupa grzybowa z łazankami, kapusta z grzybami na gęsto duszona i kapusta ze śmietana gotowana, grzyby w śmietanie, ryba, pierogi i kompot z suszonych śliwek. Do tego dokładam kutię, śledzie, sernik, makowiec, owoce. Potraw mięsnych u mnie na stole nie będzie. Kiedyś były Wigilie postne i takie u mnie w domu będę zawsze.

Kupiłam niedawno gofrownicę i jestem z zakupu zadowolona. Kupiłam też toster. Kiedys dawno temu miałam. Ostatnio grzanki robiłam w piekarniku, ale to trwało dość długo. Grzanki lubię. Dodaje do zupy i jem z dodatkami. Uwielbiam z jajecznicą i dzemem. W tym miesiącu to juz chyba ostatni zakup, bo wolne fundusze sie skończyły. Gdyby jakieś wpadły, to kupię wianek na drzwi.

Powinnam kupić nowy telefon. Tym razem z androidem. Jest fajny ale mnie w tym momencie nie stać. To oczywiście nokia.

Kotlety z ciecierzycy

- szklanka ciecierzycy
- spora cebula
- olej
- sól
- jajko
- bułka tarta
- pieprz
- ulubione zioła

Ciecierzycę zamoczyc na noc i ugotować. Cebulę rozdrobnić  i zeszklić. Wszystko zmielić. Ja rozdrabniam w urządzeniu do rozdrabniania warzyw. Wszystko wymieszać, razem  z jajkiem, bułką, przyprawami. Smażyć na rozgrzanym oleju. Czasem dodaje pieczarek lub grzybów suszonych oczywiście wstepnie przygotowanych. Podaję z majonezem, ketchupem lub sosem np. grzybowym. Czasem podaje z surowką z kiszonej kapusty i marchwi.

Zapropnowałam mojej mamie gotowanie objadow, ale sie nie zgodzila. Stwierdzila, ze by umarla przy nas z glodu. Ona kocha mięso, a my je jemy raz w tygoniu. Czasem robię coś z kiełbasą. Szczerze mowiąc ulżyło mi, bo jest kapryśna i wymagająca. Zaproponowałam kupno hurtem jedzenia w sloikach w internecie stwierdziła, że z internetu nie chce. Ponoć nie chce za dużo na raz wydać. Według mnie to kaprys. Babcia była aniołem przy niej. Taki mój los, ze z mamą nie mozemy sie zgodzić.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Wtorek

Koniec listopada coraz bliżej. Niby czekam na pierwszy śnieg, ale tym razem zimy sie boję. Mam uszkodzone drzwi do pracowni i strasznie wieje. Jeśli sie nie uda ich naprawić, trzeba będzie jakoś zabezpieczyć je na zimę. Drzwi sa stosunkowo nowe i drewniane. Wymieniać ich nie chcę. Sebastian twierdzi, że jest uszkodzona ościeżnica. Ponoć jest spaczona. Ja sie nie znam, ale gdy sie je domknie na siłe i przekręci klucz, blokują się i jest problem z otworzeniem. Zamykamy na łańcuch, ale szpara jest spora. Jest z nimi problem od włamania. Coś trzeba będzie z tym zrobić.

Jest problem z moja mamą. Mama jest sprawna fizycznie, lekow nie bierze,  jest energiczna, bucha adrenaliną i ma duzo siły, ale psychicznie nic robic nie chce. Niby jest samodzielna jeśli chodzi o prace w domu, ale ciągle narzeka. To nie depresja tylko jakiś bunt. My jej załatwiamy wszystkie sprawy poza domem, ale czuję, że oczekuje więcej. Ona nosiła swojej mamie węgiel, paliła w piecu, gotowała obiady. Babcia  w jej wieku praktycznie nic nie robiła. Mama chyba tez tak chce. Niestety ani ja ani Krzysiek nie podołamy. Ja mam chory kręgosłup i nie dam rady pracy fizycznej wykonywać, a Krzysiek z trudem nosi węgiel dla nas. Ma chore serce i rozszerzenie aorty. No i idzie do pracy. Opłacić nie ma kogo. Z resztą mama nie chce dać na to pieniędzy. Chciałam jej załatwić opiekunkę przez internet, ale sie nie zgadza, bo ludzi nie toleruje. Nie wiem co będzie dalej tym bardziej, że mama ma wymagania. Tego co my jemy nie zje. Chce jeśc obiad o 12, a my jemy wieczorem. Jeśli chodzi o węgiel to nie uznaje ładowania łopatą. Wszystko trzeba załadwać ręcznie po węgielku bo rzekomo piec miału nie pali.

Pracuję usilnie nad zatkanym uchem. Niby słyszę, ale coś mnie w uchu uwierało i ciągle jest w nim sporo woskowiny. Używam olejku, plukam wodą. Robię tez konchowanie. Podobno niektórzy uzywają wody utlenionej. Oby te zabiegi pomogły, bo laryngolog mi się nie uśmiecha. Musiałabym go odwiedzać często, bo często mi się uszy zatykają. Mam to po tacie. On też miał z tym problem. Na razie jest lepiej. Nic już nie boli i nie uwiera, a ostatnia koncha była prawie czysta... Jeszcze tylko w uchu szumi. Za kilka dni zamówię świece dla Krzyśka, bo też domaga sie zabiegu.

Jestem po pierwszym treningu tai chi. Uczę sie przez internet. Pierwsza lekcja jest bezpłatna, kolejne płatne, ale ceny niskie. Na razie ćwiczę 20 minut. To rozgrzewka. Trening jest poziomu 0, ale nie dla seniorów. Daję sobie radę i jestem ożywiona po ćwiczeniach i rozgrzana. Kolejna część trwa 15 minut. Moze juz pod koniec tygodnia ją dolożę. Ostatnia to 30 minut. Caly trwa troche ponad godzinę. Gdy już uda mi sie tyle przećwiczyć jednym ciągiem, będę ćwiczyć 3 razy w tygodniu lub 2 gdy sie juz rozruszam i czasu będzie mało. Na razie mam problem z zachowaniem równowagi. Z jogi nie rezygnuję. Chcę ćwiczyć codziennie po około 20 minut. Ociężałość mi musi przejść. Jeszcze za wcześnie na zniedołężnienie...

Potrawka z soczewicy i ryżu

60 gram soczewicy
woreczek ryżu
6 pieczarek
2 marchwie
cebula
olej
curry
pieprz
sol
koncentrat pomidorowy
pomidor
czosnek

Soczewicę zamoczyc i ugotować. Ugotować ryż. Marchew zetrzeć na tarce o dużych otworach, dodać rozdrobniną cebulę i pieczarki, podsmażyć. Wszystko wymieszać, dodać przyprawy i koncentrat. Dla mnie to byly dwie porcje.


Zanim powiedziałam tak



szukałam  schronienia

 nim powiedziałam tak

chciałam zbudować dom

na granitowej skale
miał tchnąć ciepłem i miłością
szukałam spokoju
chciałam pomilczeć z tobą
zaznać ukojenia i ugasić pożar wspomnień
pamiętam
noce krzyczące rozkoszą
czułość i tęsknotę gdy znikałeś choć na chwilę
i pewność jutra o poranku
wtedy powiedziałam tak

sobota, 16 listopada 2019

sobota

Od przyszłego miesiąca chyba zrezygnuję z zajęć w ośrodku kultury. Powód jest taki, że obecnie jest mi coraz trudniej wyjść z domu. Podróże do miasta i pobyt między ludźmi strasznie mnie męczą. Moze na zajęcia kiedyś wrocę gdy mi przejdzie ta ochota na odosobnienie. Teraz nie chcę się dręczyć... Z malowania oczywiście nie zrezygnuję i będę malować w domu. Potrafie sobie narzucić dyscyplinę. Tak sobie myślę o dwóch obrazach miesięcznie.

Inna nowość to serwis świąteczny po babci, a raczej moja decyzja by go wyjąć i używać. Do tej pory uzywałam go tylko w święta. Teraz powiedziałam dość. Serwis jest porcelanowy i stary. Troche go szkoda, ale nie mam komu go zostawić, a talerze codzienne się wytłukły. Ja oficjalnych gości nie przyjmuję i przyjmować nie będę. Serwis odświętny mi niepotrzebny.

Dostałam zaproszenie do kolejnej antologii z tym, że od nowego wydawcy. Problemem jest krótki termin na przysłanie wierszy i spotkanie autorskie w celu promocji. Ma się odbyc w Krakowie. Nie wyobrażam sobie, żebym miała w nim wziąć udział. Jestem zdziczałym odludkiem z prowincji i błyszczeć nie chcę.

Dziś mam drugie z trzech konchowań uszu. Moim problemem jest woskowina, a laryngologa staram sie uniknąć. Nie wiem czy tym razem trzy konchowania wystarczą. Czasem trzeba więcej.

kotlety z kaszy gryczanej

- cebula
- woreczek kaszy
- olej
- grzyby suszone lub pieczarki
- sól
- pieprz
- ulubione zioła
- jajko
- bułka tarta

Kaszę ugotować, grzby też. Jeśli to pieczarki to rozdrobnić je i poddusić na oleju z rozdrobnioną cebulą. Wszystko zmielić, dodać przyprawy, jajko i bułke tartą. Smażyć na rozgrzanym oleju.


Łzy



łza za łzą

przejrzyste jak kryształowe paciorki
spływają subtelnie żalem
pomiędzy jednym a drugim drgnieniem serca
biorąc je szturmem
czy otworzysz bramy
czy pozwolisz by smutek potargał duszę


czwartek, 14 listopada 2019

Czwartek

Od poniedziałku dołozyłam ćwiczeń. To joga kręgosłupa - ćwiczenia krokodyla. Są proste i niemęczace za nadto. Nie ma tu ryzyka kontuzji. Ponoć ich regularne wykonywanie pomaga walczyć z bólem kręgosłupa. Ból się zmniejsza juz po kilku miesiącach ćwiczeń. Ćwiczeń w zestawie tych najprostszych jest 12. Ćwiczy się w seriach. Ja wykonuję 3 powtórzenia. Moze dojdę do 6 i to maksymalna liczba. Poniżej kilka z nich.










Murzynek pies od sasiada, którego karmiła moja mama chyba odszedł. Dwa dni temu upadł na środku ulicy i nie mógł wstać. Sąsiad zabrał go taczką do domu. Do weterynarza pewnie nie poszedł, a psina wiekowa. Z łapkami pies miał problem od dawna. Ledwie chodził. Oby go zabrał do domu i pozwolił mu odejść w cieple i spokoju z pełnym brzuszkiem.

Czarny kot nadal jest. Trzyma sie mojego obejścia. Kiedyś widział go Krzysiek, widziała go mama. Ostatnio widziałam go ja. Byl metr ode mnie, bo czekał aż nasypię do miseczki jedzenia. Kusi mnie go złapać, ale nie wiem czy to sie uda i co z nim dalej zrobić. W domu moze byc nieszczęśliwy skoro wolności zaznał.

Kupiłam dwie książki. Moze nie są jakieś rewelacyjne, ale da się przeczytać. Chciałam coś lekkiego...






pamięć

to zapisane karty w pamiętniku
czasem czerpię z niej
 garściami
czasem zawodzi i ukrywa za woalem falującej mgły
to imię to zdarzenie
czasem wraca nagle jak błysk
w objęciach wspomnień


A na koniec prośba o pomoc z facebooka...

Strzelno pilne ..
Kogo koteczka młoda nie ma roku., bardzo oswojona chodzi za każdym ...A każdy jej zamyka drzwi przed noskiem...Błąka sie po osiedlu piastowskim..
Jest zimno a ona tak bardzo chce wejść do klatki...
Mój tel.693231087 litości..
PILNE...





wtorek, 12 listopada 2019

wtorek

Znowu mam problem z zakupem warzyw. Krzysiek jeździ raz w tygodniu do miasta, ale kupuje co innego, a warzywa zajmują miejsce i sa ciężkie. Chyba zbyt mało ich teraz jem. Jest mozliwość zakupu warzyw w internecie, ale sie troche boję, ze mi przyślą strasznie drobne np. cebule i cieniutkie marchewki. Boję sie niedoborów i nawet myślałam o kupnie witamin, ale nie mam zaufania do chemii. Trzeba będzie sprawę przemyśleć.

Mam za sobą 15 treningow jogi. Teraz ćwiczę codziennie po 15 minut. Postęp w wykonywaniu asan jest i to znaczny. Łuk już robie swobodnie, raz za razem. Kwiat lotosu też już wykonuję. Pysk krowy jest chyba najtrudniejszy dla mnie. Czasem mi sie uda chwycić z jednej strony palce, ale staw niesamowicie boli. Z drugiej strony jest ciężko. Nie chcę sobie zrobić krzywdy więc uważam. W zeszłym roku właśnie ze stawem ręki miałam problem i przerwałam ćwiczenia. Wogole odkąd zaczęłam ćwiczyć bóle stawów i kręgoslupa są gorsze. Boli tez w czasie ćwiczeń. Za to po ćwiczeniach czuję się lepiej. Jestem bardziej sprawna i mam więcej energii. Nie wiem czy ta sztywność ma mi jeszcze szansę minąć na stałe. Czarno to widzę.


Z jedzeniem uważam. Znalazłam w internecie Dziennik kalorii i teraz wpisuję do niego co zjadłam, a on wszystko liczy. Liczy też aktywność typu ćwiczeń. Mozna dodawać swoje przepisy, a w bazie jest wiele innych. Mnie to pasuje. Na razie nie tyję i nie mam prawa przytyć. W przyszłym roku chcę koniecznie schudnąć minimum 6-7 kg. Muszę pożegnać 80 kg, ale odetchnę dopiero gdy pozegnam  na stałe 70 kg.


atrament



kropla za kroplą znaczy papier
litery układają się miękko
to co skreślę jest trwałe
trwalsze jak dotyk minionego dnia
jak chwila

sobota, 9 listopada 2019

sobota

Ostatnio się zorientowałam, ze nabijam sporo kalorii przez picie inki z mlekiem. Wcale ich nie liczyłam, a wyszło około 200, bo pijałam 6-8 dziennie. Teraz przerzucilam się częściowo na herbaty. Kupiłam kilka sypanych i czekam na nie. Lubię czarne z dodatkami i owocowe. Najlepiej bardzo aromatyczne z cynamonem, wanilią, goździkami. Nie przepadam za herbatą zieloną. Kupuję raczej tańsze. Ostatnio widziałam herbatę za prawie 100 zł. Nawet składu nie sprawdziłam. Nie czuję się z tym źle, bo jest duzy wybor herbat tańszych. Luksusy mnie nie kuszą.

Kilka dni temu przygotowałam wstępny jadłospis na święta. Będzie bardzo skromnie, bo nie mam prawa przytyć. Planuję schab pieczony, szynkę, bigos, ale chudy, śledzie i kupne ciasto. Zrobię też sernik na zimno z serków homogenizowanych, bez cukru i ciasta na spodzie. Wszystkiego będzie mało. Wręcz na styk. Policzyłam sobie po 1300 kalorii dziennie i tak ma być. Trochę mi żal wędzonego w domu schabu i sałatki jarzynowej. Schabu bym musiała zrobić dużo i pewnie bym podjadała. Salatkę i to pyszna robi Sebastian, ale to zbyt duża pokusa i zbyt duzo majonezu. Jeśli oni będą chcieć to niech sobie zrobią sałatkę z kurczakiem. Wtedy nie tknę. Pewnie tez dla nich kupię jakieś wędliny drobiowe. Moze pasztet.

Czarnych kotow na podworku od kilku dni nie widać, ale jedzenie znika. Noce juz chłodne. Martwię się. Pomóc im się nie dało, bo uciekały. Niby mam klatkę łapkę, ale straciłam do niej zaufanie odkąd w niej ze strachu odszedł Śnieżuś. Ptaki strasznie dużo jedzą. Pszenicy ubywa w mig. Sporo tez jedza moje domowe futra. Znowu się boję mroźnej zimy. Od kilku dni śpię juz w podkoszulce, bo bylo mi zimno w ramiona. Krzysiek złapał pierwsze przeziębienie, a konkretnie infekcję gardła. Wyleczyl polopiryną, sokiem z malin i bioterapią, ale kłopot był.


Dziś Krzysiek pójdzie po raz pierwszy do pracy.


***

nie potrafię nazwać
tego co między mną a tobą
tego  co nie kala ust a  nabrzmiewa ciszą
pachnie tajemnicą i wiecznością
co nie stawia granic ani nie trwoży
nie potrafię dotknąć
tej delikatności w przestrzeni serca
co łaknie więcej i więcej
do zatracenia

wtorek, 5 listopada 2019

wtorek

Ostatnio moje domowe, swojskie jedzenie zostało nazwane bieda jedzeniem. Wyglada na to, że frytek, kopytek, naleśników, pierogow itp nie powinnam jeść, bo to oznacza, że na jedzenie skąpię. Takie zdanie mają niektóre panie na Vitalii. Widocznie teraz trzeba jeść tylko łososia, owoce morza i tonę mięsa. Ja jem co lubię i nie mam zamiaru przestać. Nie wstydzę sie tego co jem i nie zacznę sie wstydzić. To tyle na ten temat...

W poniedziałek zaczęłam pracować na kursem psychologicznym, a konkretnie nad relacją z Krzyśkiem. To 15 dni - etapow, ale praca nad zwiazkiem trwa cały czas. Nie idzie za łatwo, bo oboje jesteśmy zamknięci i nie lubimy o uczuciach mówić. Niestety trzeba, by była bliskość w związku. Krzysiek nie ujawnia emocji, a ja ujawniam chętniej przy zwierzętach niż przy ludziach. Przy ludziach jestem raczej twarda. Pancerz mi jednak zaczął ciążyć. Później będzie czas na pracę nad relacja z mamą i Sebastianem. Kolejny kurs psychologiczny to będzie chyba coś zwiazanego z emocjami. Moimi emocjami. Nigdy np. nie pokazuję słabości... Skrywam wzruszenie. Wyglada to tak jakbym uważała, ze moi bliscy mi zagrażają, a tak przecież nie jest.

Wrociłam do jogi. Teraz ćwiczę juz codziennie po 15 minut. Efekty juz są. Po pierwsze robię łuk, a po drugie udalo mi sie zrobic kwiat lotosu. Na moment tylko, bo noga uciekła, ale jednak. Ciało jest więc nie tak bardzo zastane jak myślałam. Czekam na dalsze postępy. Ot choćmy taki pysk krowy. Trzeba złapać dłonie za plecami. Mam z tym problemy, bo z jednej strony dotykam palców, a z drugiej trochę mi brakuje. Ręce bolą jak diabli w stawie. W ogole odkąd ćwiczę stawy zaczęły sie odzywać i kręgosłup bardziej boli. Nie mam jednak zamiaru zrezygnować. Chcę kupić zioła Sroki na stawy i zwyrodnienie kręgosłupa. Kiedyś juz je brałam i było trochę lepiej.


Zaduszki



cmentarz trwa w ciszy

snuje się dym wśród chryzantem

wspomnienia o tych co byli

atakują myśli                     

tak kruche jest życie
żal zwilża oczy
żałoba kładzie się ciężarem
chwila zadumy smutku
i już samotność
ciemną smugą wypełza z kąta
czy długo jeszcze będę tak tęsknić

niedziela, 3 listopada 2019

niedziela


Krzysiek ma pracę. Kiedyś spotkał go przypadkiem były kierownik i zaproponował mu zatrudnienie. On teraz ma firmę, ktora zajmuje sie sprzataniem na targu. Jutro Krzysiek jedzie na badania. Strasznie sie cieszę. Niestety jedna pracę chyba straciłam ja. Sama zrezygnuję, bo miałam dostać wynagrodzenie 15 X, a nadal nie mam. Odnoszę wrażenie, że redaktor naczelny coś kręci. Wciąż mnie zwodzi, ale kontakt z nim jest bardzo utrudniony. Odpisał dopiero po moim sms z wiadomością, ze gdzieś brak wypłaty zgłoszę.

Mam już kurs chirurgii fantomowej, ale na razie go tylko przejrzałam. Chyba sobie z nim poradzę. Na razie ćwiczę bioterapię i efekty mam. Codziennie poza tym robię sobie dwupunkt i efekty tez są, bo moje przekonania się zmieniają. Na razie nie wszystkie. To bardzo cenne, bo jakie myśli takie zycie. Ostatnio pracuje tez z podręcznikiem odczytywania i uzdrawiania aury. Książka jest bardzo interesująca i niektóre ćwiczenia wprowadzę na stałe do mojego życia. Ot chociażby taką medytację z tęczą i zanurzaniem sie w poszczególnych kolorach. :)  Chciałabym sie nauczyć widzenia aury. Kiedyś ćwiczyłam i czasem widziałam. Chcę teraz nauczyć sie widzieć zawsze. To bardzo cenna umiejętność.

Jeśli chodzi o dietę, to teraz jem około 1300-1400 kalorii. Wagę trzymam. Więcej kalorii nie dołożę, bo się boję jojo. Następny etap diety będzie od stycznia. Znowu na miesiąc przejdę na zupy. To będzie około 800 kalorii. Moze sie uda 4 kg zrzucić. W przyszłym roku może zrzucę 6-7 kg, a moze się uda więcej. Tak bym chciała juz do granicy nadwagi zejść. Ten rok był raczej kiepski, bo na stałe schudłam tylko 6 kg. Nadal jem ze stresu... Kilka dni temu, gdy mi się wydawało, ze Onka uciekła na dwór, zjadłam 4 berlinki i brałam sie jeszcze za paprykarz, ale sie opamietałam... Dranica schowała sie w sypialni.

***
rozjarzyła się jesień
gorącymi barwami
rozpyliła zapachy grzybów i jabłek
zewsząd wypełza wilgoć
chłód naznacza dłonie
dusza w objęciach nostalgii         
emanuje smutkiem
natura zasypia