Pracowity miałam dziś dzień, pełen ruchu i wysiłku fizycznego za czym nie przepadam. Zwłaszcza ranek i przedpołudnie wymagały ode mnie sporo mobilizacji, samozaparcia i wręcz walki i z sobą i z upartym winobluszczem, który wprawdzie się przepięknie rozrósł i uroczo ozdobił mi ściany domu ale i przy okazji uszkodził rynnę co spowodowało istne potoki wody i w efekcie odpadnięcie dużej połaci tynku z frontowej ściany. No i klops. Panowie znający się na rzeczy, czyli na remontach dachów, polecili mi winobluszcz niezwłocznie wyciąć albo czymś żrącym podlać by go całkowicie zniszczyć i dopiero wtedy naprawić uszkodzenia. A ja mam mieszane uczucia bo mi rośliny szkoda, bo piękna, bo wdzięcznie zagląda mi do okien, bo mi nieco wnętrze wycisza i postanowiłam tylko pnącze przyciąć. Jak postanowiłam tak zrobiłam czyli przycięłam na dole a na górze przytnie Krzysiek jak jutro wróci z pracy. I oby to pomogło...A później remont i rynny i ściany. Tak sobie myślę, że przy okazji tynkowania poproszę o ocieplenie ściany bo to podobno nie tylko wprowadza komfort cieplny do wnętrz ale i przy okazji troszeczkę wycisza... Zobaczymy...

Zerwałam dzisiaj na podwórku trochę ziela a przy okazji po raz pierwszy dostąpiłam zaszczytu spotkania oko w oko ze żmiją, strażniczką domu mojej mamy. Miałam okazję dokładnie ją sobie obejrzeć bo wygrzewała się spokojnie, jak ponoć często ostatnio, na schodach i doszłam do wniosku, że jest piękna. Bardzo piękna, lśniąca i długa bo mierzy prawie metr. No i mam teraz dylemat bo obecność żmii w pobliżu domu stwarza poważne zagrożenie i dla nas i dla zwierząt czyli np. mojego Pikusia, który lubił w trawie pobuszować ale z drugiej strony żmija też ma prawo do życia i nasze podwórko to jej dom, którego nie chciałabym jej pozbawiać. Nie wiem jeszcze co zrobię czy pozwolę jej zostać i nastawię się na ostrożne korzystanie z podwórka czy zgłoszę ,,problem" do straży miejskiej i poproszę o złapanie jej i przetransportowanie do ZOO co będzie oznaczać pozbawienie jej wolności...Szkoda jej ale szkoda też Pikusia, który teraz po podwórku biegać już nie może...No i kto mi zagwarantuje, że więcej żmij w wysokiej trawie nie ma?
Na obiad miałam dzisiaj kotlet z warzywnymi dodatkami a na kolację będą bułki z pikantnym nadzieniem, które upiekłam jeszcze przed obiadem...
Kotlet
20dkg mięsa mielonego
kawałek cukini
cebula
łyżeczka musztardy
jajko
bułka tarta
czosnek
kawałek korzenia pietruszki
sól
zioła
łyżka sera żółtego/niekoniecznie/
Cukinię, pietruszkę i cebulę pokroić, udusić i wystudzić. Mięso doprawić, dodać jajko, pokrojony czosnek, bułkę i warzywa. Na koniec formować kotlety i umieścić w środku pokrojony ser. Smażyć na rumiano z obu stron.
Bułki
375 g mąki w tym 45g razowej lub gryczanej/niekoniecznie/
3/4 szklanki letniej wody
1/4 szklanki letniego mleka
łyżeczka soli
łyżeczka miodu lub cukru
paczka drożdży suchych lub 20g świeżych
cebula
czosnek
boczek
papryka
zioła/kminek, cząber/
Boczek, paprykę i cebulę poddusić i wystudzić.
Drożdże rozpuścić w mleku wymieszanym z miodem i wodą.Wlać do miski z mąką z solą i przyprawami, rozmieszać i zostawić do wyrośnięcia na godzinę/pod przykryciem/. Ciasto wyłożyć na stolnicę posypaną mąką i formować bułki wkładając do środka nadzienie, pomoczyć wodą i posypać ziołami. Wyłożyć na blachę podsypaną mąką i piec 20 minut/do zrumienienia/ w 200 stopniach. Z podanej proporcji wychodzi 6 sporych bułek.

A po południu czytałam Zeszyt literacki, który dziś przyszedł z wydawnictwa bo był w nim zamieszczony mój wiersz i robiłam poduszkę do pracowni wściekając się trochę na hałas z powodu remontu u sąsiadów. Remont trwa i trwa z przerwami od maja o ile nie od kwietnia a dziś były wymieniane okna kolejny raz te same na przestrzeni 2 lat z tym, że poprzednio były wstawiane brązowe a teraz wstawiają identyczne tylko białe. I po co? Czemu? A przy okazji dziś wymienili jeszcze kuchnię i to zupełnie praktycznie nową bo 2 letnią. NIE ROZUMIEM ale ja po prostu jestem niedzisiejsza i taka sobie już pozostanę...I remonty będę przeprowadzać gdy mnie konieczność zmusi i meble będę wymieniać dopiero wtedy gdy stare się zniszczą...
A na koniec trochę roślin...Biedne takie i zaniedbane ale są i oko cieszą...
Pomidory mają być żółte i bardzo jestem ciekawa ich smaku...