Codzienność

Codzienność

piątek, 30 lipca 2021

piątek....

Mam keyboard. Strasznie się cieszę. Nie kupiłam, ale dostalam od brata Krzyśka. Instrument to staruszek około 20 letni ale nie uzywany. No prawie. Stan jest idealny. Darek kupił dla swoich dzieci, ale nie były zainteresowane i keyboard leżakował w piwnicy. Gra się bardzo łatwo. Nawet łatwiej niz myszką. Gram już 4 palcami prawej ręki, a od wczoraj uczę się grać lewą ręką dodatkowo. Mam kilka utworów na dwie ręce. Idzie mi. Będę ćwiczyć, zeby grać szybciej. Mam drugą stronkę z nutami literowymi, ale już myślę o nauce nut. Niby nie planuję nikogo olśnić, ale naklejki z nutami literowymi na klawiszach mnie trochę drażnią. Czasem gdy gram Krzysiek śpiewa. Ma dobry głos i nauczycielka go namawiała na szkołę muzyczną.

Lato mnie już zmęczyło. Czekam na jesień. Na razie działam koło domu, ale wieczorami. Ostatnio udało mi się popryskać perz w ogrodzie, bo Sebastian naprawil spryskiwacz. Czasem jest bardzo pomocny. Preparat jeszcze mam i coś pewnie spryskam w tym roku. Trzeba tylko czekać na odpowiednią aurę. Nie może być opadow. Zawsze pryskam wieczorem, żeby już owady nie latały. Jutro mam resztę koszenia, a od poniedziałku zaczynam ciąć drewno. To już resztka, ale łatwo nie pójdzie. To gałęzie wymieszane z trawą. Trzeba szarpać, żeby coś wyciągnąć, a ja siłaczką nie jestem.

Mam problemy z remontami w tym roku. Wszystko się odwleka. Znajomy ma przyjść dopiero w sierpniu i oby przyszedł. Trzeba zrobić podmurowki i koło grobów. Ja w sieni chcę zrobić pod koniec sierpnia o ile upału nie będzie. Zostały drzwi, podłoga i witraże. No i szafeczka. Sebastian chyba przyjedzie we wrześniu to pomaluje ganek i pokój dzienny. To by było koniec na ten rok. Jesienią czeka mnie wymiana pieca w pokju dziennym. W przyszłym roku wymiana piecokuchni, smarowanie dachów i może wymiana drzwi od ganku i okienek od piwnic.

Meble kuchenne są nowe i juz się sypią. W kuchni jest wilgoć i może dlatego odpadła część dolnych drzwiczek. Przyjedzie Sebastian to je przykręci albo zbije, bo kuchnia drewniana.

wtorek, 27 lipca 2021

Wtorek

Lato w pelni choć upał odpuścił. Mam trochę pracy z cięciem gałęzi sekatorem i pilarką. Muszę wykorzystać porę gdy jest nieco chłodniej zwłaszcza wieczorami. Jestem w trakcie robienia przetworow. Mam do zrobienia okolo 15 słoikow ogorkow w occie, bo kiszonych nie robię od jakiegoś czasu. Niestety kiszone wychodziły z dziurami albo sie rozpadały. To pewnie nawozy. Mam do zrobienia dżemy z brzoskwiń i nalewkę, a także nalewkę z malin. Czekam na jabłka, gruszki i śliwki. Dziś chcę zrobić dżem z borowki amerykańskiej. Mam do suszenia zioła. Mam plewienie i pryskanie perzu. Czas ucieka w dzikim pędzie.

Mam dwie nowe pasje, którym się oddaje z przyjemnością. Po pierwsze audioboki. Teraz slucham Zbrodni i kary. W planach jest Lalka. Krzysiek też słucha. 

Druga pasja to keyboard. Wpadłam totalnie i gram conajmniej godzinę dziennie. Na razie to kawiatura w komputerze ale instrument juz prawie mam, bo pieniadze kończę zbierać. Na keyboard starczy. Kiedyś moze pianino cyfrowe. Na razie uczę się tylko nut literowych i grania głownie jedna ręką. Gram kilka dni i gdy sie pomylę rozpoznaję po dźwięku błąd bez problemu. Wirtuozem nie będę ale mam frajdę, bo melodie można rozpoznać. Idzie mi. Krzysiek juz zasugerował, zebym w Wigilię zagrała kilka kolęd. Kupilam zestaw ponad 200 melodii i teraz po kolei ćwiczę. Są kolędy, pieśni religijne, patriotyczne, dla dzieci i jest muzyka kasyczna - Bach, Chopin, Mozart. To co znam idzie mi łatwo... Teraz ćwiczę Dzisiaj w Betlejem, Cichą noc w 2 wersjach, Wlazł kotek na płotek, Hymn, Barkę, Chwalcie łąki umajone, Hej sokoły, Panie Janie, My pierwsza brygada. Czasem Krzysiek nuci, bo większość piosenke zna.

To czego się uczylam uczę się nadal. Chodzi o angielski, rosyjski i matematykę. Teraz dodatkowo oglądam prawie codziennie film rosyjski w oryginale. Chodzi o język, żeby sie osłuchać.

A na koniec Mruczuś drań. Ostatnio mnie ugryzł, bo go chciałam przesunąć gdy spał. Zęby ma mimo 15 lat i poczułam je....



piątek, 16 lipca 2021

piątek

Filuś wybrał leki do końca i wszelkie objawy choroby ustąpiły. Juz nie ma kataru i je za dwóch. Do weterynarza nie pojechałam, bo go nie chciałam stresować. Na razie będę obserwować. Na pewno już nie chudnie, ale powinien przytyć choć 70 dkg. Kiedyś ważył 4,5 kg, a teraz ledwie 3,3. Jest energiczny i po nim niedyspozycji nie widać, ale kości sterczą, bo to spory kocurek.



Jestem w trakcie kuracji na świeżbowca usznego. Tym razem choruje znowu Maja, Rozi, Józek, Kajtek i Filuś. Rozi i Majka maja malutko, prawie wcale. Filuś i Kajtek maja mało. Dużo ma Jozek. Tym razem jedno ucho ma zaatakowane też Pikuś. On nie znosi gdy mu uszy dotykam warczy i chce gryźć. Trzeba uzywać kagańca co go dodatkowo stresuje. Gdy juz ma uszy wyczyszczone zieje ze złości. Maś mam najlepszą to wyleczę, ale może znowu za kilka miesięcy wrócić i oby w mniejszym natężeniu jak teraz.

Doczekałam się swoich warzyw i owoców, ale nie mam wszystkiego. Ostatnio jednak pojawił się obwoźny dostawca warzyw. Mają wszystko świeze i tanie. Wychodziła moja mama, a dziś wyszłam i ja. Kupiłam całą siatę i wreszcie się najem, bo Krzyek żyje mięsem , a o mnie nie myśli. Ja jem mięso i wędliny około 3 razy w tygodniu. To przeważnie kotlet mielony albo schabowy i np. parówki berlinki czy jakaś wędlina. Teraz gdy mam warzywa wędlin juz chyba nie będzie, bo będę jeść sałatki i pieczywo z ogórkiem czy pmidorem. To moje ulubione letnie menu.

Uczę się jezyków i matematyki. Z angielskim mam problem chyba największy. To dla mnie nowość i im dalej tym mi sie bardziej mylą słowa. Ponoć znam ich już około 200. Mam problem zwłaszcza z wszelkimi hi, her, you, we. Ostatnio załozyłam sobie zeszyt i to co zapominam spisuję, zeby opanować lepiej. Moze to coś da. Ja jestem wzrokowcem i gdy uczę się z aplikacją jestem w stanie wykonać ćwiczenia i przejść dalej. Problem mam z powtarzaniem z głowy. Znalazłam sobie szkołę z lektorem. To też zajęcia dla seniorów. Oczywiście online. Cena to okolo 250 zl za miesiąć. Myślę o kursie 4 miesięcznym wiosną. Zobaczę...

niedziela, 11 lipca 2021

niedziela

Mam problem z Filusiem, bo schudl z 4,5 kg do 3,3 kg. Mial katar ale teraz juz ok po mocniejszym antybiotyku. Je i choroby po nim nie widać. W czwartek jedziemy na badania. Trzeba sprawdzić jak nerki, tarczyca, trzustka. Jeśli będzie ok dalej szukać nie będę i poczekam może trochę przytyje. Kot jest cudowny i chcę by jeszcze dlugo był ze mną. Ma 12 lat i może jeszcze pożyć. Karmiony był smoczkiem. Jest przymilny, mrucząy. Oby było ok... Reszta kotow zdrowa i tak ma być.

Tydzień mnie trochę zmęczyl. Nadchodzący niby spokojniejszy, ale upalny. Niby pracy takiej bardzo pilnej nie mam, ale coś jednak do pracy na dworze jest. Jest pryskanie perzu w sadzie, cięcie drewna i trochę plewienia. Czasem mam wszystkiego dość, bo wszystko jest na mojej głowie. Krzyśkowi i mamie nie zależy. Dom jest zaniedbany i wygląda jak patologiczny. Mnie to przeszkadza. Robić nie chcą, a praca sama sie nie zrobi. Co gorsza łożyć też nie chcą, a ja sama nie mam takich dochodow żeby dom utrzymać. Ostatnio musiałam opłacić ubezpieczenie. Teraz niedługo mają być robione podmurowki przy ogrodzeniu.

Poza tym już chyba żniwa, bo pszenica u mnie dojrzała. Co rok trochę sieję by wiedzieć kiedy nadchodzą. Wychowaam się niedaleko mockarni i pamiętam ruch w lecie. Pamiętam wozy konne wyladowane zbożem i gorączkową pracę. Pamiętam łany zboż chabry, kąkole, glos skowronka. Pamiętam żniwa w Kamesznicy. Brak mi wsi. Teraz czasem tęsknię do tamtych czasów. Pamiętam czasy gdy sąsiedzi mieli kury, krowy. Pamiętam krowy idące na pastwisko i dzwoneczki. Wtedy byl większy kontakt z naturą. 

Wczoraj mialam szkolenie. To by dialog motywujący w pracy  z osobami uzależnionymi. Szkolenie było bardzo interesujące. To zupelnie inne spojrzenie na terapię. Tu terapeta nie zachwuje się jak autorytet, a bardziej jak partner. Motywacja ma wyjść od klienta i to on decyduje co chce osiągnąć, kiedy i jak. Terapeuta go wspiera. Służą temu otwarte pytania, otwartość i empatia. Nie jest to latwa metoda, ale warto ją opanować, bo działa szczegónie na osoby oporne. Kupilam kolejną książkę z tego tematu, bo chcę ćwiczyć. Metoda mi przypasowała i daję sobie z nia doskonale radę na ćwiczeniach. Może kupię jeszcze tą...


Nadal uczę się rosyjskiego. Oglądam nawet filmy w oryginale. Uczę się też angielskiego i niby mi idzie ae ja zaufania do swojej wiedzy nie mam. Z matematyki szlifuję logarytmy...



niedziela, 4 lipca 2021

niedziela

Ostatnie dni były nieco chłodniejsze. To mnie cieszy. Trochę czasu spędzilam na dworze. Było plewienie i koszenie. Nie lubię tego robić, ale ktoś musi. Ogrod mnie cieszy choć nie wszystko się udało. Jestem zadowolona ze skrzyń, bo wszystko ładnie rośnie. Ot choćby kapusty. W skrzyni mam czerwone i pięknie idą. Na grządce kapusty mi podjadly ślimaki i to mimo trucizny. Było mało rzodkiewki i był kiepski koper. Są piękne kalarepy i seler na natkę. Są ładne buraki na botwinkę i szczypior z cebuli. Były ładne sałaty i roszponka. Jest sporo papryki. Pomidory za to kiepskie, bo po kilka pomidorkow na krzaku mimo nawozu i dobrego podlewania. Ładnie rosna ogorki, patisony, dynie i kabaczek, ale nie wiem co będzie dalej. Ladnie idzie fasola szparagowa.

Natomiast z drzewek kolumnowych i krzewow owocowych w donicach nie jestem zadowolona. Większość pojdzie jesienią do gruntu. Wiśnia niby owocowała, ale część owoców wyschła, a reszta była mała i niesmaczna. Borowki amerykańskie podeschły i zrzucily owoce. To samo maliny. Agresty szczepione na pniu owocują niezawodnie, ale to mniej owoców niż na agreście normalnym w gruncie. To są rośliny na balkony. U mnie jednak bardziej sprawdzą się te w gruncie. 

Kontakt z przyrodą daje mi dużo przyjemności. Kocham wieś. Teraz marzę o łące kwietnej w sadzie, ale najpierw trzeba zniszczyć perz, a to opornie idzie. Wychowałam sie w domu graniczącym z łąką za którą był las. Na podworko zagladały sarny, bażanty i lisy. Kilka lat temu sprzedalyśmy z mamą kawałek działki i teraz od łąk oddziela mnie działka sasiada. Już sarny nie podchodza pod dom. Brakuje mi tego.

Dziś moze wyjdziemy trochę na dwor, bo trzeba by posiedzieć z Pikusiem. Jego bardzo dwór cieszy. Chciałam iść na spacer, ale Krzysiek jest trochę zmęczony po całym tygodniu pracy.

Z Sebastianem znajomość zakończona. Nie mamy kontaktu od miesiąca. Tak jest lepiej, bo nie pasowaliśmy do siebie.






niedziela, 27 czerwca 2021

niedziela

 Cały czas uczę się języków. Z rosyjskim mam problem jeśli chodzi o pisanie. Zapomniałam liter pisanych. Niby czytam drukowane ale to mnie nie satysfakcjonuje. Muszę też pisać. Kupilam sobie dwie książki typu repetytorium do matury. Jedna z gramatyką i druga typu leksykonu. Chciałabym je przez rok przerobić. Jeśli sie uda to to będzie poziom gdzieś około A2. Tyle mi wystarczy. Angielskiego uczę z się Duolingo. Korzystam z wersji darmowej, bo nie bardzo jestem przekonana do tego języka. Mam problem z wymową i zdaniami złozonymi. Zaliczam poziomy, ale powoli. Nie wiem co dalej. Powalczę jeszcze do końca wakacji gora. Jeśli postępow nie będzie od lutego pomyślę o niemieckim.

Od kilku dni siedzę też nad matematyką, bo jestem wtornym analfabetą, co mnie drażni. Godzinę robiłam proste zadanie z zakresu klasy 6 szkoły podstawowej i wynik był ciągle nie taki jak trzeba. Ułamki już przerobiłam choć sie jeszcze mylę. Dziś siedzę nad potęgami. Później pojdę dalej. Spasuję dopiero wtedy gdy przypomnę sobie wszystko z zakresu szkoly średniej. W końcu jestem po technikum.

Upalow już mam dość, a lato dopiero się zaczęło. Nie chce mi sie nic robić ani na dworze ani w domu. Przeoczyłam ogławianie bobu i jest po kilka strąków na roślinie. Do tego inwazja mszyc. Trzeba by zasilić warzywa i ogłowić pomidory. 

Wczoraj znajomy pomalował mi w sieni. Jutro czeka sprzatanie. Trzeba by malować drzwi i toaletkę, bo farbę juz mam. Trzeba by zerwać gumolit i zabrać się za podłogę. Nie wiem co tam jest pod spodem. Nie wiem czy zostanie czy kupię gumolit. Wolałabym pomalować. Muszę kupić dwa chodniki i stary wieszak. Chce też latarenkę. Kiedy kupię nie wiem, bo teraz pieniadze mam na co  innego.

Filuś znowu ma katar i kicha kilka razy dziennie. Je ale nie tyje. Trzeba będzie jechać do weterynarza po kolejną dawkę leków.

A na koniec moj bukiet ze spaceru. Kocham polne kwiaty i chcę mieć kiedyś łąkę kwietną w sadzie... :)



wtorek, 22 czerwca 2021

wtorek

 Koniec roku szkolnego i juz mam wakacje, ale nie do końca o czym za chwilię. Egzaminy w szkole przebiegły spokojnie. Nie było dużo nauki łącznie i wszystko zdane na bardzo dobry. Psychologia była pisemnie(praca), a psychopatologia i patologie społeczne ustnie. Pytania nie były trudne. To było o alzhaimerze, o przyczynach chorób psychicznych, piramida rozwojowa Maslowa i jakie czynniki utrudniaja wychowanie dziecka w rodzinie. Tematy tak mnie wciągnęły, że myślę o studiach, a konkretnie licencjacie z psychologii, a konkretnie specjalności Psychologia zdrowia i jakości życia. Studia sa w Łodzi, ale zajęcia online i tylko egzaminy na miejscu. Maksymanie 3 zjazdy na semestr. Problemem jest język, bo przyjmą mnie z rosyjskim, ale lektoraty tylko angielski i niemiecki. Niemieckiego uczyłam się dwa lata i orlem nie byłam, ale były wagary. Angielskiego uczyłam się sama i mi szło pisanie. Z mową było ciężko. Muszę się przez rok podszkolić do minimum A2. Będzie ciężko i nie wiem czy rok starczy. Na razie przypominam sobie na kursie rosyjski. Dobrze mi idzie. Angielskiego uczę się z aplikacją. To początki, a poźniej kurs z lektorem. Może w matura po latach. W lipcu mam kurs Dialog motywujący w aspekcie uzależnień. Do końca czerwca chcę zrobić kurs asertywności. Jest sporo książek do przeczytania. Będzie co robić w wakacje. 

Poza tym trwaja upaly co mnie męczy i moje zwierzęta też. Najbardziej męczy sie Pikuś, bo wyleguje na podłodze. W ogrodzie schnie i trzeba podlewać. Czekam na deszcze. Wszystko ładnie rośnie. Zjedliśmy juz prawie sałaty, rzodkiewkę, piorka cebuli i roszponkę. Dochodzą buraki na botwinkę. Mam koper i poziomki. Za to rozczarowały mnie truskawki na agrowłokninie, bo krzaczki marne. Ani jednego owocu w tym roku nie było. Będzie chyba za to winogron na nowej roślince. Jest mała, ale kistki sa dwie.

W przyszłym roku czeka mnie generalny remont w pracowni. Teraz jest nie do użytku, bo straszna wilgoć. Na razie osuszamy co sie udaje. Będzie malowanie i wylewka, bo podłoga spróchniala.

Przy okazji ostatniego spaceru zrobiłam wreszcie zdjęcia kaczkom. Pięknie pozowały ...:)









wtorek, 15 czerwca 2021

wtorek

Prace kolo domu trwają. Codziennie coś robię. Często robi też Krzysiek i nawet się nie buntuje. Wczoraj było koszenie i sadzenie fasoli. Wcześniej trzeba było zaryć po raz kolejny, a ja musiałam trochę trawy wyrwać. Poźniej wsadziłam ogórki i przesadziłam dynie. Było też trochę plewienia i było posypanie trucizną na ślimaki. Nie mam nad nimi litości i nie będę mieć. Winniczki są piękne, ale jest ich u mnie za dużo i szkody robią. Wszystko pięknie rośnie. Kalarepki zaczynają formować zgrubienia. Rzodkiewka też już zdatna do jedzenia. Kończymy jeść sałaty. W ogrodzie Krzysiek nie wykopał w zeszłym roku ziemniaków i teraz kilka krzaków rośnie. Nie wyrwałam ich, ale raczej nic pożytku z nich nie będzie.

Dziś będzie koszenie następnego kawałka na powórku i może cięcie reszty drewna do palenia. W drewutni tuż przy wejściu jest drewna po dach. Opału, drewna wystarczy na jesień i nic nie zamierzam kupować w lecie. Nie wiem czy w tym roku nie będzie częściej palone w piecokuchni. Szukam na zimę jakiegoś fizycznego zajęcia, bo teraz pracuję codziennie i dobrze mi z tym. Mam energię i satysfakcję. Mogłabym węgiel nosić i drewno przygotowywać. Nie chcę zgnuśnieć przez zimę. Nie wiem tylko czy od 2022 r wolno mi palić w piecokuchni. Piece maja być zgodne z ekoprojektem, a ona nie jest zgodna. Niby ma dopiero trzy lata i piece od centralnego montowane w tym roku mają jeszcze trochę czasu na wymianę, ale nie wiem czy piecokuchnie traktowane są jak piece od centralnego.

Wczoraj zrobiłam pierwsze dżemy z truskawek. Było też ciasto. Oczywiście proste, oszczędne typu babki z topionymi owocami. Luksusowych ciast nie robię, bo nie potrafię i nie chcę się uczyć. To tuczące, a ani ja ani Krzysiek szczupli nie jesteśmy. Pokusy nam niepotrzebne. U mnie w domu zawsze robiło sie proste ciasta i ja przywykłam. Jutro może kolejne dżemy o ile mi Krzysiek kupi czereśnie. :)

W niedziele byliśmy na spacerze. Spacer był szybki, bo nie lubię chodzić, ale lubię przyrodę i lubię robić zdjęcia. Tym razem wybraliśmy się nad rzekę, bo chciałam zobaczyć i sfotografować kaczki. Udało się. Zdjęcia mam. Rzeka mnie zachwyciła. Jest cudowna i wygląda jakby była dzika. Zawsze zazdrościam ludziom, którzy mieszkają prze rzece, lesie,  łąkach. Ja muszę kawałek dojść, bo mieszkam w skupisku domów. Do lasu mam z 300 metrow, a do rzeki w tym miejscu niecały kilometr... Okolice ponoć piękne. Powstało wiele nowych domów i działki są drogie.











sobota, 12 czerwca 2021

Sobota...

Zaczynam robić przetrwory. Denka już mam i zaczynam od dzemu z truskawek. Chcę mieć w tym roku 8. Będzie jeszcze z jabłek, gruszek i brzoskwiń. Myślę o czereśniach, agreście i wiśniach. Moze malinach. Będzie jeszcze fasolka i może sok z malin i jagód. Dżemu muszę mieć dużo, bo jem gdy nie jestem na diecie. Kupionych dżemow nie lubię. Myślę o dżemie pomarańczowym. Będą jeszcze nalewki. Za to nie planuję w tym roku bigosu z kabaczka i sosu chińskiego, bo mam jeszcze w spiżarni.

Wczoraj zrobiłam sobie bezpłatna stronę z wróżbami i terapią. Wykupiłam premium na miesiąc. Zobaczymy jaki będzie ruch i jeśli ok to wykupię premium na rok. https://hmqbcd.webwave.dev/

Od jutra zaczynam intensywną naukę, bo w przyszły weekend mam dwa egzaminy w szkole. Materiały przygotowałam na poziomie zaledwie bardzo przeciętnym. Mam plus za obecność i bardzo dobre za prace, które pisałam i za aktywność. Zdam, ale bez rewelacji. Obawiam się, że będą upały, a muszę jechać do szkoly. Pojadę przez dwa dni w obie strony taksówkami. Oby Krzysiek sie nie dowiedział ile zapłacę.

Szkoła nadal mnie pociąga. Wiedza mi sie tez przyda w życiu. Teraz wiem, że typowy alkoholik, ktoremu z trudem przychodzi zerwać z nałogiem, bo nie widzi potrzeby ma wszystkie cechy, których unikam u mężczyzn. Bywa najczęściej ekstrawertykiem, dominującym, impulsywnym, a często i agresywnym. Już nigdy więcej bliskich kontaktow z nikim takim. Mam Krzyśka, ale gdyby go nie było wolałabym być sama niz związać sie z kimś pokroju mojego byłego męża czy Sebastiana. Tego typu mężczyźni, ich postępowanie, poglądy, podejście do życia wywołują u mnie agresję z czasem i wpędzają mnie w stresy. Nigdy też nie dopuszę do zażylości z kimś kto nie ma średniego wyksztacenia. Zwłaszcza z nikim młodym, bo są problemy ze wzajemnym zrozumieniem. 

Sebastian pojechał po kolejnej awanturze. Straciłam zudzenia, ze sie kiedykolwiek dogadamy. On nie jest nastawiony na wspólpracę z innymi, a zwłaszcza z kobietami, bo nimi gardzi. U mnie w domu chciał rzadzić i mną i moja mamą. My pracowników szanujemy, ale nie pozwolimy na to by nami kierowali. Czas pracy wybieramy same i oczekujemy dostosowania się. Jeśli ktoś nie chce się dostosować i narzuca swoje zdanie to mu dziękujemy. Od przyjaciela oczekuję trochę wsparcia, zrozumienia, życzliwości i empatii. Od Sebastiana tego nie miałam. Miaam za to pogardę, krytykę, a na koniec wyzwiska i celowe niszczenie narzędzi. Od kilku dni kontaktów nie mamy i jestem spokojniejsza. Odsypiam i stres odpuścil. Chciałam się w stosunku do niego kierować sercem, współczułam, byłam wyrozumiała, a on coraz bardziej mi włazil na głowę. Poza tym usiłował tresować i stresować moje zwierzęta. Na to nigdy sie nie zgodzę i tyle w temacie...

A na koniec to co teraz u mnie kwitnie. Część tego...:)








poniedziałek, 7 czerwca 2021

Poniedziałek...

Część prac już zrobiona. Nie wszystko się udało. Nie dało rady wykuć otworu wentylacyjnego, bo moja wiertarka za slaba. Sebastian chce pożyczyć mocniejszą z udarem od sąsiada. Moze wtedy. Jeśli nie to może wykuje brat Krzyśka. On ma mocną wiertarkę. Ja się uczyłam pracować wiertarką i jest ok, ale wiertla sama nie założę, bo trzeba mieć siłę, żeby dokręcić. Sebastian się z tym siluje. Trochę prac doszło. Trzeba było przeczyścić dyszę od opryskiwacza, powiesić firanki u mamy i koraliki na drzwi. Dziś Sebastian jedzie do obi po zamek i pędzel do malowania. Po południu może zrobi z zamkiem. Ja mam do południa ciąć drewno. Pojdzie juz trudniej, bo czas zabrać się za meble. Po poludniu Sebastian wytnie suche śliwy. Ciąć będę ja. Moze jutro. Dziś po poludniu będzie dalsze koszenie podwórka moją kosą.

Skończyłam jedną książkę o alkoholiźmie. Czytam kolejną.  Tym razem o terapii. To nie takie proste zadanie. Często z alkoholizmem występuje lęk lub depresja. Depresja jest niebezpieczna, bo to czasem ryzyko samobojstwa. Tymi problemami powinien zająć się psychiatra, bo zwykle sa konieczne leki. Tak bywa też w przypadku stresu pourazowego. Bywa tez kłopot z terapią osób z nieprawidłową osobowoscią. Często to osobowość dyssocjalna lub z pogranicza. Osoby tego typu mają problem z agresja i kontaktami społecznymi. To wyzwanie dla terapeutow. Nie wszyscy się tego podejmują.

Ostatnio ćwiczę czasem jogę na dworze. Trochę się przejmuję sąsiadami, ale to przyjemne.





Przyszło ciepło i niektóre rośliny sadownicze w doniczkach sie męczą. Ciężko jest borowkom amerykańskim i malinom. Borowki omdlewają, a malina żólknie. Chyba dam je jesienią do gruntu. Fioletowa winorośl nie wypuściła liści. Chyba sie zniszczy. Nie wzeszły też ostróżki. Część dalii zjadły ślimaki. Ogórki na dworze wzeszły tylko dwa. Wysiałam jeszcze w domu.

piątek, 4 czerwca 2021

piątek

 Sebastian przyjechał w środę i jest. Od razu przetkał mi umywalkę, bo Krzysiek się przy niej goli i zatyka. Tym razem ma pomalować druga sień o ile mama się nie rozmyśli, bo już tak było. Zabroniła działać. Ma też wykosić w sadzie i ogrodzie spalinówką, bo moja kosa nie zbierze. Jest tez do wybicia otwor wentylacyjny z pracowni, bo jest w niej straszna wilgoć. Trzeba rozszczelnić okna. Ma naprawić zamek do pracowni. Będzie około 10 dni. Chcę, żebyśmy też pojechali do zamku.

Dziś mam ciąć pilarką łańcuchową, bo już ja złożył i mnie nauczył. To kapitalne urządzenie. Tnie się bardzo łatwo. Mam też kosić. On moze wytnie trawę w sadzie. Chcę tez by zrobił zabezpieczenie puszki z pradem, bo Aron się nia interesuje.


Dieta się kończy i niestety nie udało mi się zejść do nadwagi. Podejrzewam, że tyle ile chciałam nie osiągnę. Trudno. Jest problem, bo organizm sie buntuje i gdy zjem pieczywo waga skacze o kilo, dwa. Teraz wyglądam tak. To około 81 kg. Do nadwagi brakuje 1,3 kg.






Ostatnie zajęcia w szkole dotyczyly bulimii i anoreksji. W ujęciu uzależnień jest ważna szczególnie bulimia, bo objawy ma podobne do uzależnienia od jedzenia. Jest jednak groźniejsza, bo osoby przejadajace sie nie rekompensuja sobie tego, a cierpiący na bulimię tak. Niektorzy zwracają, inni stosuja środki przeczyszczające, a inni bardzo duzo ćwiczą. To moze być groźne. Czasem bulimię trzeba leczyć i to niejednokrotnie u psychiatry czy w szpitalu. Czasem  anoreksja zmienia sie w bulinię. Ja po szkole mogę pomagać w uzależnieniu od jedzenia. W przypaku bulimi wskazany jest kontakt z lekarzem.

wtorek, 1 czerwca 2021

wtorek

Od czasu drugiej oparacji guza listwy mecznej Megusia nie korzysta praktycznie z kuwety. Zostawia mi mokre niespodzianki na dywanie w pokoju dziennym, a ostatnio zdarzaja sie i inne. Koteczka kończy 14 lat i nic juz z tym prawdpodobnie nie zrobię. Gdy ja pogonię umyka do kuwety, ale sama inicjatywy nie wykazuje. Ja stresować jej nie chcę i wolę prać i pryskać płynem o intensywnym zapachu co jej specjalnie nie odstrasza. Niestety jest też problem z zapachem w mieszkaniu. Koteczka jest sprawna i zdrowa. Ma apetyt, ae zrobila się dość humorzasta. Akceptuje tylko Krzyśka. Do mnie nie przychodzi ale z nim sie pieści. Gdy inny kot u niego na kolanach siedzi, siada na oknie i rozdzierająco miauczy.




Ja w zasadzie jestem niepijąca. Lubię tylko ajerkoniak, niektóre wina typu zbojnicki grzaniec i nalewki. Czasem piję odrobinę piwa i rum do herbaty. Piję mało. Ostatnio jednak wypiłam o zgrozo 3 kieliszki nalewki z bananow. Robię ją ale do tej pory nie piłam, bo za bardzo było czuć alkohol. U mnie alkohol musi być jak sok. Zawsze nalewka stala miesiąc. Tym razem trzy, bo Krzysiek ja schował przed Sebastianem i zapomniał. Wyszła przepyszna. Teraz robi sie nalewka z pędow sosny. Czekam na polskie, slodkie truskawki  i czereśnie. U mnie będą wiśnie i moze śliwki. Czekam na czarny bez...

Nadal poluję na ptaki. Trochę zdjęć juz mam. Kiedy pojdę do lasu i nad rzekę nie wiem. Czaję się na sroki, sojki. Chcę sfotografować kaczki. :)







Skończyłam jedna książkę o alkoholiźmie. To pozycja dla terapeutow. Bardzo cenna dla mnie. Mam jeszcze o piciu pod kontrolą i pozycje dla terapeutów  o terapii poznawczej. Chcę kupić o terapii poznawczo - behawioralnej i TSR. Chcę skończyć kilka kursow przydatnych do terapii uzależnień, ale  w wakacje. Gdy skończę szkolę myślę o pomocy innym, ale tylko przez telefon i internet. Chodzi mi o terapię niekonwencjonalną opartą na szkole, własnym doświadczeniu i terapiach niekonwencjonanych - Reiki, bioterapii, czakroterapii. W tym ostatnim mam juz kwaifikacje i praktykuję od lat. Można by klientom zaproponować też medytacje, afirmacje, jogę. Byłby horoskop w celu odnalezienia celu życia, który pomaga w terapii glownie osobom uzależnionym od alkohou i narkotykow. Myślę o pomocy w zakresie alkoholizmu, narkotykow, jedzenia i papierosów. To nie jest łatwe zadanie, ale i praca w charakterze doradcy ezoterycznego też nie jest latwa. Na razie sporo nauki jeszcze przede mną. Myślę o kursie psychodietetyka, terapii poznawczo-behawioranej, trenera osobistego z elementami  interwencji kryzysowej, dialogu motywacyjnego i Tsr. 

piątek, 28 maja 2021

piątek

 Kilka moich kotów dostaje lek typu probiotyk na trawienie, a Józek saszetki weterynaryjne gastro, bo ma słaby żoładek i czasem zwraca... Jeszcze muszę kupić dla Fillusia  vetfood Immunactiv Balance, bo nadal czasem kicha. Po lekach od weterynarza trochę mniej ale jednak. Kilka moich zwierząt ma znowu świerzbowca usznego w tym Pikuś. Drapie się tylko Kajtuś i to niezbyt często. Lek mam i niedługo będą uszy smarowane. Lek jest skuteczny, bo pomaga, ale po jakimś czasie draństwo wraca.

Pikuś to juz starszy pan. Skończył 13 lat. Jest jeszcze sprawny i żwawy, ale juz ma humory i czasem warczy na koty gdy mu się naprzykrzają i szczeka gdy sa zdenerwowane i warczą na siebie albo się gonią. Niedawno ugryzł Krzyśka, bo go chciał zgonić z fotela i krzyczał na niego. Poza tym to świetny pies- czuły, proludzki, bardzo mądry i sympatyczny....

 




Dieta trwa i prawie koniec. Zostało do zrzucenia w tym etapie jeszcze tylko 50 dkg. Grzeszki były ale wliczane zwykle w bilans. To były lody i raz 4 kromki chleba z dżemem bananowym na raz. Unikałam węglowodanów i tradycyjne sajgonki zrobilam po raz pierwszy bez dodatku ryżu i kaszy manny. Wyszły fajne.

Sajgonki bez ryżu

- mieso mielone

- kapusta

- jajko

- sól

- pieprz

- koncentrat pomidorowy

- mąka

- olej

- kminek

Kapustę bardzo drobniutko pokroić, dodać do mięsa mielonego wraz z przyprawami i jajkiem. Formować kotlety i smażyć na oleju. Gdy rumiane dodać nieco wody i koncentrat i dusić do miękkości kapusty. 

Jakiś czas temu przerobiłam ostatnia lekcję kursu fotografowania przyrody. Byla o dzikich zwierzętach i ptakach. Kusi mnie oczywiście fotografowanie saren i dzików, ale na razie poluję na ptaki na podwórku. Bywają gołębie, wrobelki, cukrówki, sroki i kiedyś była cudna sojka. Mam zamiar iść do lasu i nad rzekę, ale na razie czasu brak. Nad rzeką sa kaczki. Dziś cukrówki. Ptaki bytują u nas na podworku i sa karmione. Nie wiem gdzie maja gniazdo, ale często je slychać...













Ostatnio mnie koleżanka usiłowała wystraszyć czyścowymi mękami za ezoterykę. Nie bardzo jej to wyszło, bo ja wierzę w karmę i dla mnie czyściec to ziemia. Wierzę w Boga, ale uważam, że jest miłością. Jednak moi bliscy zmarli byli katolikami i według książki, która czytam czekaja na modlitwę. Odmawiam za nich codziennie rożaniec/10/. Wierzę w jego moc, bo w trakcie modlitwy mozg jest w falach alfa. Odmawiam tez różaniec za bliskich żywych, stosuję post z intencja w piątek i palę świece. Byłam nawet z Krzyśkem w kościele... Nie jestem wrogiem kościoła choć moja wiara jest specyficzna. Taki różaniec kupiłam. Zachwycił mnie i noszę go jako bransoletkę. Jest z medalikiem św. Benedykta.

Na koniec myśl i znikam, bo trzeba przyciąć stary winogron choć nie pora na to.