Nadal oglądam dramy. Ostatnio dwie z Lee min Ho. Niezłe. Czeka jedna z Seungiem gi Lee. Nie wiem tylko czy uda mi się ją obejrzeć, bo tłumaczonych odcinków znalazłam 15 z 28. Reszta jest na Chomiku, ale nie wiem czy już ma wgrane tłumaczenie czy trzeba kombinować ze wstawianiem czego nie potrafię. Warto by się tego nauczyć. Wczoraj wpadł mi w oko następny przystojniak - Jung suk Lee. Ma 26 lat i jest z pod znaku panny czyli tak jak ja...Jeszcze filmu z nim nie widziałam, ale kilka nagród zdobył więc chyba jest niezły. Pewnie też jest nieźle zbudowany i ładnie się porusza, bo od 15 roku życia jest modelem. Krzysiek chyba jest zazdrosny, bo znienawidził Koreę i Koreańczyków na amen.
Poza tym to działam artystycznie i czytam antologię, bo mi przyszły egzemplarze autorskie. Znalazło się w niej 20 moich wierszy - miniaturek do 8 wersów. Do ogrodu mi się wychodzić nie chce, a robota goni. Najlepiej mi w domu na kanapie.
Od jutra muszę się bardziej energicznie zabrać za wytworki, bo od 14 maja szykuje się bazarek dla bezdomnych kotów. Mam zamiar wysłać paczkę. Może pójdą kartki, lampion, butelka, magnesy, szkatułka, kamienie, obrazki, książki i breloczki. Część rzeczy jest gotowych, ale trochę muszę dorobić. Koty są najważniejsze, a tych bezdomnych mi strasznie żal.
A poza tym? Jestem na dukanie, bo MUSZę schudnąć do 60 kg. Jak mi się to uda nie wiem. Chcę też jeszcze jak mi się uda schudnąć, trochę się odmłodzić i o siebie zadbać. Zawsze wyglądałam o 10 lat młodziej a teraz co? Zgroza. To moje zaniedbanie wynika chyba z tego, że mam starszego partnera a zawsze miałam młodszych. Krzysiek sam o siebie nie dba i przyjmuje mnie jaką jestem. Wyglądamy na rówieśników. Mój pierwszy mąż był ode mnie 5 lat młodszy, rekordzista w dodatku przystojniak był młodszy o 15 lat. Czas coś chyba podziałać w tym względzie, bo staruszką jeszcze nie jestem.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aforyzmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aforyzmy. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 kwietnia 2016
środa, 20 listopada 2013
Natłok spraw, rowerek treningowy, coś na ząb, aforyzmy i wytworki...
Jestem wykończona i psychicznie i fizycznie bo miałam bardzo ciężki początek tygodnia czyli dwa wyjazdy do,,miasta" dzień po dniu i to po kilka godzin. W poniedziałek byłam w centrum na zakupach między innymi w dwóch supermarketach a to jak dla mnie o dwa za dużo bo musiałam sobie kupić produkty potrzebne mi do diety czyli otręby owsiane, chudy ser, tuńczyka we własnym sosie, ryby do smażenia i makrelę. Przy okazji kupiłam też wreszcie nową patelnię teflonową. Wczoraj natomiast byłam w sąsiednim mieście na poczcie z wysyłką krzyżówek i w sklepie zielarskim po maść nagietkową i zioła na odchudzanie. Kupiłam też miód do kawy i na pierniki bo święta już powoli zaczynam czuć. Wróciłam taksówką kompletnie padnięta i spałam po południu ponad godzinę. Tak to już ze mną jest i to od zawsze bo już jako młoda dziewczyna gwaru i hałasu nie lubiłam, podobnie jak miasta. Pamiętam jaka przychodziłam zmęczona ze szkoły, pamiętam wyjazdy na kolonie i ciszę poobiednią, gdy waliłam się na łóżko jak kłoda i miny innych dzieci zdziwionych tym, że śpię w dzień. Dziś też mi nie dane było odespać z powodu kuriera, który przyjechał tuż po 8 z kocim jedzeniem no i Mruczka, który władował się wczoraj wieczorem na moją poduszkę i przespał na niej do rana, spychając mnie na skraj łóżka a z drugiej strony spał Józek. Wstałam połamana i zgięta w pół i po południu odsypiałam zamiast sprzątać w szafie jak sobie zaplanowałam.
Od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką rowerka stacjonarnego. Mam ale niestety nie mogę go używać bo rowerek przyjechał w małej paczce kompletnie rozłożony. Spodziewałam się wprawdzie, że będę musiała go złożyć ale myślałam, że to będzie kilkanaście śrubek do skręcenia a jest kilkaset chyba i masa części. Mój Krzysiek oczywiście już zapowiedział, że ani jednej śrubki nie dokręci a szczerze mówiąc i ja się trochę obawiam za to brać bo zbyt dużo tych elementów jest. No i czekam aż brat Krzyśka się zlituje i przyjedzie coś zaradzić może jeszcze w tym tygodniu.
Z odchudzaniem na razie trochę przystopowałam to znaczy przerwałam fazę I diety dukana i przeszłam jednak na II czyli dołożyłam sobie od dziś trochę warzyw do jadłospisu a od soboty wracam na fazę I ponownie na kilka dni. Dziś zjem trochę brukselki gotowanej i smażone pieczarki. Jutro kalafiora z wody i marchewkę a w piątek surówkę z kapusty i marchwi i jajecznicę z pieczarkami. I zobaczymy czy uda mi się coś jeszcze zrzucić do końca listopada bo od grudnia już zdecydowanie muszę wskoczyć na fazę stabilizacji, żeby wagę utrwalić przed świętami w które mam zamiar trochę pogrzeszyć bo i ciasta będą i trochę masła do wieczerzy i śmietany i mięsa...
Ostatnio jem codziennie placuszki z otrąb i bardzo mi smakują i dobrze sycą a przy okazji doskonale czyszczą jelita.
jajko
1/4 kostki chudego białego sera
3 łyżki otrąb owsianych
zioła lub w wersji na słodko można dodać cynamonu, olejków i słodzika
Wszystko dokładnie wymieszać i smażyć na patelni teflonowej i obu stron.
Takie placuszki to baza bo myślę sobie, że na stałe wejdą do mojego jadłospisu i będę je jadać z dodatkami np. marchewka czy przysmażone pieczarki np. Można je będzie też czymś smarować np. chutney czy tuńczykiem...
Kilka dni temu skończyłam na tip top książkę z aforyzmami i zaczęłam się powolutku rozglądać za wydawcą bo chciałabym jeszcze przed świętami książkę wysłać ale czy zdążę???
Nie każde puste serce do miłości się sposobi
Piękna kobieta rzadko z pustym sercem chodzi
Komu łatwo miłostki przychodzą temu się o miłość walczyć nie chce
Nie każda stara panna z sercem w grubej zbroi chodzi
A na koniec zdjęcia bransoletek, które zrobiłam już jakiś czas temu jedna z granatami a druga z ametystami
Przyjemnego popołudnia a ja znikam bo mam zamiar coś jeszcze dziś podziałać...
niedziela, 28 lipca 2013
Wspomnienia o dziadku Edku, angelit, aforyzmy i coś na ząb...
Wczorajszy dzień był dla mnie szczególny bo wczoraj minęło 17 lat od dnia pożegnania na zawsze dziadka Edka/Edwarda/ czyli taty mojej mamy. Dziadek odszedł w wieku 81 lat na zapalenie płuc co było dla niego wybawieniem bo pozwoliło mu uniknąć bólu i cierpienia czekającego go z powodu raka na którego zapadł jakiś czas wcześniej. Dziadek sporo w życiu przeszedł. Pracował intensywnie i był inwalidą wojennym odznaczonym kilkakrotnie za odwagę i dzielność w czasie obrony Warszawy. Był patriotą, odznaczenia nosił z dumą i często o wojnie opowiadał a także o pobycie w wojsku czyli czasach gdy pełnił warty pod Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Na rentę przeszedł wcześnie ale pracował za to w domu i obejściu, remontował, ulepszał, rozbudowywał po wiele godzin dziennie. Pielęgnował ogród i sad, który sam założył. Kochał sport/grał w piłkę nożną/motocykle, psy, pszczoły i gołębie a także owce, które przez kilka lat hodował w celu pozyskania mleka i wełny. Pamiętam z jakim trudem co roku szukał nowych domów dla podchowanych jagniąt i to domów zdecydowanych na pozostawienie ich przy życiu. Na sprzedaż w celu uboju się nie zgadzał nawet wtedy gdy potencjalny kupiec kusił dużym zyskiem. Mnie kochał i rozpieszczał po swojemu czyli wsuwał mi ukradkiem, żeby babcia nie widziała do ręki pieniądze np. na wymarzoną bluzkę czy książkę i to nawet wtedy gdy byłam już dorosła i miałam własne dochody. Kochał też swój samochód i choć rzadko nim wyjeżdżał poza podwórko często wyprowadzał go przed garaż i polerował i czyścił i pucował a my z babcią i mamą podśmiewałyśmy się z niego a on się tym nie przejmował i pieścił ,,swoje autko"dalej...Tyle lat już dziadka nie ma fizycznie obok mnie a ja wciąż wspominam i wspominam i nasłuchuję jego kroków w sieni...I tak już pozostanie bo jestem sentymentalna i wcale się tego nie wstydzę...
Wczoraj oprócz wspomnień i palenia świec, prawie przez cały dzień, w intencji dziadka pracowałam też intensywnie nad książką z aforyzmami i napisałam prawie połowę czyli zatrzymałam się na 100 aforyzmach a mam napisać 200 tak, żeby powstała książeczka około 70-80 stron. W takim tempie jakie sobie wczoraj narzuciłam skończę szybko. Gorzej będzie z wydaniem bo wydawcy jeszcze nie znalazłam i nawet nie zaczęłam jeszcze szukać i specjalnie mi się z tym nie śpieszy...
Łatwiej drzwi do serca
otworzyć czułym gestem
niż wyważyć taranem
Trudna rozmowa z głuchym
i kochanie z orężem w dłoni
Im cięższy oręż zdobywcy
tym twierdza serca
grubsze mury stawia
Ogień w sercu
łatwiej zgasić złym słowem
niż wiadrem wody
A dziś prawie cały dzień leniuchuję, trochę czytam, trochę dziergam, trochę śpię, trochę medytuję tym razem z angelitem...
Angelit to bardzo szczególny kamień i od dawna planowałam go nabyć ale tak jakoś mi schodziło. Kusił mnie zwłaszcza z tego powodu, że reklamowany był jako ten, który pomaga nawiązać kontakt z aniołami. No cóż co prawda kontakt z aniołami nawiązać można i bez niego ale, właśnie ta jego właściwość w moim przypadku sprawiła, że kamień kupiłam. I się z tego cieszę bo kamień ma bardzo przyjemne wibracje i rewelacyjnie mi się z nim pracuje. I faktycznie częściej anioły widzę gdy z nim medytuję...Kamień przydaje się osobom pragnącym rozwijać się duchowo a także astrologom, uzdrowicielom i wszystkim tym, którzy są nastawieni na kontakty z ,,drugą stroną".
Obiad był dziś prosty jak zawsze no może prawie zawsze, smaczny i bezmięsny...
sos warzywny
kawałek papryki
spora cebula
2 pieczarki
starta marchew
koncentrat pomidorowy
ząbek czosnku
mąka
listek laurowy
sól
pieprz
olej
przyprawy ziołowe/chili, papryka słodka i ostra np./
Warzywa i pieczarki pokroić a co się da zetrzeć na tarce i dusić na oleju z przyprawami. Po chwili zalać wodą i ugotować. Zaprawić koncentratem i mąką. Podawać do klusek np.kładzionych albo z ziemniakami czy też z makaronem. Z ryżem nie próbowałam jeszcze ale może...
A na kolację będą bułki z pikantnym nadzieniem z warzyw i pieczarek, rumiane i posypane ziołami...
Miłej niedzieli...
Wczoraj oprócz wspomnień i palenia świec, prawie przez cały dzień, w intencji dziadka pracowałam też intensywnie nad książką z aforyzmami i napisałam prawie połowę czyli zatrzymałam się na 100 aforyzmach a mam napisać 200 tak, żeby powstała książeczka około 70-80 stron. W takim tempie jakie sobie wczoraj narzuciłam skończę szybko. Gorzej będzie z wydaniem bo wydawcy jeszcze nie znalazłam i nawet nie zaczęłam jeszcze szukać i specjalnie mi się z tym nie śpieszy...
Łatwiej drzwi do serca
otworzyć czułym gestem
niż wyważyć taranem
Trudna rozmowa z głuchym
i kochanie z orężem w dłoni
Im cięższy oręż zdobywcy
tym twierdza serca
grubsze mury stawia
Ogień w sercu
łatwiej zgasić złym słowem
niż wiadrem wody
A dziś prawie cały dzień leniuchuję, trochę czytam, trochę dziergam, trochę śpię, trochę medytuję tym razem z angelitem...
Angelit to bardzo szczególny kamień i od dawna planowałam go nabyć ale tak jakoś mi schodziło. Kusił mnie zwłaszcza z tego powodu, że reklamowany był jako ten, który pomaga nawiązać kontakt z aniołami. No cóż co prawda kontakt z aniołami nawiązać można i bez niego ale, właśnie ta jego właściwość w moim przypadku sprawiła, że kamień kupiłam. I się z tego cieszę bo kamień ma bardzo przyjemne wibracje i rewelacyjnie mi się z nim pracuje. I faktycznie częściej anioły widzę gdy z nim medytuję...Kamień przydaje się osobom pragnącym rozwijać się duchowo a także astrologom, uzdrowicielom i wszystkim tym, którzy są nastawieni na kontakty z ,,drugą stroną".
Obiad był dziś prosty jak zawsze no może prawie zawsze, smaczny i bezmięsny...
sos warzywny
kawałek papryki
spora cebula
2 pieczarki
starta marchew
koncentrat pomidorowy
ząbek czosnku
mąka
listek laurowy
sól
pieprz
olej
przyprawy ziołowe/chili, papryka słodka i ostra np./
Warzywa i pieczarki pokroić a co się da zetrzeć na tarce i dusić na oleju z przyprawami. Po chwili zalać wodą i ugotować. Zaprawić koncentratem i mąką. Podawać do klusek np.kładzionych albo z ziemniakami czy też z makaronem. Z ryżem nie próbowałam jeszcze ale może...
A na kolację będą bułki z pikantnym nadzieniem z warzyw i pieczarek, rumiane i posypane ziołami...
Miłej niedzieli...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







