Codzienność

Codzienność

poniedziałek, 30 listopada 2020

poniedziałek

Pracuję nad bliskością z Krzyśkiem. Na razie to bliskość fizyczna, bo wlażę w nocy pod jego kołdrę i przytulona zasypiam. On sie nie buntuje. Te działania sprawiają, ze robi mi się jeszcze blizszy psychicznie. Czuję go, dostrzegam jego starania, widzę jak miękko mowi do kotow, jak je pieści i jak pieści Pikusia. To dla mnie wazne. On niby na mnie burczy. Niby twierdzi, że nie jest wylewny, ale doceniam jego zaangazowanie, staranie, niezawodność. To ważniejsze niż słowa. Słowa leca z wiatrem. Czyny sie liczą i to co czuję. Jeśli nie czuję zaangażowania i nie czuję, że jestem kochana odchodzę.

Od dłuzszego czasu unikam świata zewnętrznego i zyję jak w aśramie. Dobrze mi z tym. Nie mam kontaktu ze zbędnymi ludźmi i mam czas dla siebie. Bardzo jestem wdzięczna Krzyśkowi, ze wszystkie sprawy poza domem załatwia. Mam szansę na kilka jeszcze takich lat, bo saturn jest nadal pod moim asedentem i pozostanie do 2030 roku. Wtedy raj moze sie skończyć i przyjdzie konieczność wychodzenia. Będę wtedy do tego psychicznie gotowa.

Ostatnie akwarele...:)




Z kursu parapsychologii jestem bardzo zadowolona. Praktykuję i uczę się. Przerabiam wszystkie ćwiczenia, ale do stalej praktyki włączam tylko niektóre. Tak ma być. Skończyam pierwsza lekcję i dziś zacznę drugą, ale niektore ćwiczenia z niej juz wykonuję na stałe. To np medytacja w stanie alfa teraz z minerałami coby:) wspomóc czakry, medytacja przyrody - uroczego zakątka i trening Szchultza. Teraz pracuję nad sobą minimum godzinę i 15 minut bez jogi. Oczywiście codziennie. To mi bardzo duzo daje. Jestem wyciszona i spokojna. Cale zycie szukaam tego stanu. Byo wtedy za dużo emocji, a ja się męczyłam. Lubię stan wyciszenia charakterystyczny dla ludzi wschodu. Ludzie zachodu sa dla mnie zbyt hałaśliwi, zbyt rozbuchani, za dużo mowią. Nie po drodze mi z takimi typami.
Wczoraj dostałam lekcję pokazową kursu psychologii. Jest bardzo ciekawa i kurs raczej skończę. Tylko nie wiem kiedy. Boję się, że go mogą wycofać z oferty. Miałam wykupić gdy skończę parapsychologię, ale chyba wykupię od razu gdy Krzysiek będzie miał pracę od stycznia.

Od kilku dni słucham bardzo duzo muzyki. Praktycznie cały czas oprócz czasu na rozwój i naukę. Jestem bliska uzależnienia. To muzyka do medytacji, Hildegardy z Bingen, celtycka, anielska, indiańska czasem, Enigma, klasyczna. Muzyka dobrze na mnie działa - wycisza mnie, relaksuje. Zaczynam wierzyć w moc muzykoterapii. 


Ostatni portret



sobota, 28 listopada 2020

Sobota

Zimno. Już śpię pod dwoma kocami i kołdrą, a w sypialni podgrzewam tylko na godzinę grzejnikiem olejowym. Jest 16 stopni. Nawet wytrzymuję bez problemu, a gdy mi chodno wchodzę pod kołdrę do Krzyśka, bo on grzeje jak kaloryfer. Piecokuchnię wypróbujemy jutro, ae pierwsze duższe palenie będzie w Wigilię chyba. Teraz nie ma kto węgla nosić. Mnie kręgosłup nie pozwaa, a Krzysiek się broni. Czekam na pierwszy śnieg. Tęsknię za szadzią i obsypanymi iglakami. Chcę zrobic trochę zdjęć, bo sa takie klimatyczne. :) Uwielbiam śnieg i lekki mróz... Wtedy czuję, ze jest zima...

 Nie wytrzymałam i pierwszą lekcję akwareli przerobiłam w piątek. Jestem z lekcji zadowolona, bo sporo sie dowiedziałam o malowaniu pejzaży. Po raz pierwszy malowaam góry i choinki. Babeczka, która prowadzi maluje cudnie i jest specjalistka od drzew. To mi sie przyda, bo ja do tej pory malowałam glownie kwiaty i zwierzęta. Z drzewami miałam problem. Pierwsza lekcja to ćwiczenie perspektywy powietrznej. Teraz maluję na formatach A4 i myślę, ze to format akceptowalny. Lubię też mniejsze. O większych nie myślę.


Szykuję się do zakupów, bo potrzebuję nieco rzeczy do akwareli. Muszę mieć większe pędzle i pędzel do malowania cienkich lini. Muszę mieć płyn maskujący. Wybrałam w płynie i w pisaku. Chcę kupić kilka akwareli w kostkach. Pieniądze juz prawie mam, bo stała klientka zamówiła pięć zabiegów Reiki. W tym wypadku chodzi o doadowanie energii.

Kupilam trochę rzeczy do fotografii kulinarnej - talerze, szklanki, serwetki. Chcę jeszcze kupić trochę naczyń z Bolesławca, ale to juz trochę kosztuje. Kupilam płotki wiklinowe do ogródka przed domem. To juz ostatnie. Tu ostatnie zdjęcie...:) Nie czekałam na Krzyśka coby:) trzymał dyfuzor, tylko użyłam lampy błyskowej z dyfuzorem. Teraz wszystkie zdjęcia robię wieczorem.



czwartek, 26 listopada 2020

Czwartek

Znowu zmieniłam sposob odżywiania. Jem mniej węglowodanów. Staram sie nie przekraczać 100g. Chcę trochę schudnąć do świąt. W przyszłym roku chcę zrzucić około 10 kg. Na razie pracuję nad podświadomością, bo ona uważa, ze odchudzanie jest trudne. Jest też przekonana, że chudnę z trudem. Trzeba to zmienić i nauczyć ją, ze chudnę szybko i łatwo. Robię tez afirmacje w stanie alfa i koduję, że ważę 58 kg. To by było chyba idealnie. Szczupło ale kobieco. Mam taką książkę, ale coś nie bardzo mi odpowiada. Nie zależy mi na sile fizycznej i nie chcę ćwiczyć siłowo. Coś jednak z niej wyciagnę.


Nadal robię sporo zdjęć, ale mam problem z aparatem. Nie wiem czy to chłód, ale nie zawsze się chce włączyć. Trzeba wyjąć baterie i je ogrzać. Wtedy zaskakuje, ale zrobi jedno zdjęcie i koniec. Znowu szaleje. Trzeba go dać do naprawy. Oby tylko nie uznali, że wszystko ok. Tu zdjęcie kulinarne oraz zdjęcia roślin robione telefonem...







Kolejną książkę o fotografii kulinarnej skończyłam. Błędy robię nadal, ale je wyłapuję i myślę, że z czasem to wyeliminuję. Ze stylizacji jestem zadowolona i stylu nie zmienię. Nadal będzie rustykalnie, albo retro. Nie muszę się dostosować do nikogo, bo zdjęcia robię dla siebie. W grudniu moze wezmę sie za kurs fotografowania przyrody. 

Myślę by teraz zacząć przerabiać kolejne lekcje rysunku u Krissa Wieliczko. Na razie chcę skończyć rysunek portretów ołowkiem. Tu 15 portret wykonany w tej technice przeze mnie. Odetchnę gdy zrobię 100...:) W sobotę moze pierwsza lekcja akwareli. 


Cały czas działam z kursem parapsychologii. Kończę pierwsza lekcję, ale zrobiłam tez juz kilka ćwiczeń z drugiej. Nauka przynosi efekty. Dziś mi sie śniło, ze malowałam obraz na papierze z odzysku. Nie był czysto biały, a była z niego zmyta farba. To mogą byc stare, zbędne kody...

poniedziałek, 23 listopada 2020

poniedziałek

 Nowy tydzień zaczął się wyjazdem. Musiałam być z Krzyśkiem u lekarza. Nie lubię wyjeżdżać, ale tym razem uniknąć się tego nie dało. Inne plany na dzisiaj to sprzątanie w sieni i praca zawodowa. Mam do zrobienia wróżbę rozbudowaną-rozklad na problem. Pewnie będzie też coś innego na portalu. W  jednej sieni chcę posprzątać już do końca. W lecie chcę pomalować.

Będzie nauka i czytanie. Kończę książkę o fotografii kulinarnej i o rodzinie w średniowieczu. Czytam 4 lekcję kursu parapsychologicznego. Przerabiam nadal 1, ale dokłada co proste z lekcji późniejszych. Myślam, że wystarczy opanować jedna lekcję w tydzień, ale niestety to sie nie uda, bo ćwiczeń jest sporo i wszystkie chcę przerobić. Niektore ćwiczenia już wykonuję codziennie jako normalną praktykę. Tak jest z treningiem Shultza i dźwiękami wprowadzającymi w stan alfa przed afirmacjami. Tak jest z wizualizacją, że jestem szczupla.

Będzie obraz albo portret. Tu ostatni... Jestem zadowolona. Podobieństwo jest duże i zaczynam uważać, ze kiedyś będę w tym niezła..:) Już jest dobrze, bo niektorym portret bardzo sie podoba...:) Do końca roku chcę zrobić 1/4 tego co planuję narysować do końca, czyli do momentu, gdy uznam, że intensywna nauka zakończona.


Mam też dużą przyjemność przy robieniu zdjęć kulinarnych. Uważam, że jest postęp i będzie dalszy. Tu niestety nie będzie postępu według profesjonalistow i innych dążących do perfekcji. Nie mam zamiaru kupić lustrzanki i zejść z trybu automatycznego/no prawie/. Nie będzie wykwintnych dań ani drogich przedmiotów uzytych do stylizacji. Jadam proste, tanie potrawy i takie widnieją na moich zdjęciach. Nie kupuję luksusowej zastawy  i nie kupię. Mam trochę rzeczy starych i jeśli kupię to tanie, rustykane. Taki jest mój styl. Popracować muszę nad światłem i tym, by prezentowane dania wyglądały apetycznie. Nie będą one apetyczne dla tych, ktorzy mają wyrafinowany gust i tak jadaja na codzień. U mnie to ma być duża porcja, sytego jedzenia. Da innych ma być ociupina, bardziej do patrzenia niż jedzenia.

piątek, 20 listopada 2020

piątek

Oczywiście nie wytrzymałam i zabrałam sie od razu za kurs parapsychologiczny. Jest świetny jak na razie. Sporo wiedzy i to nowej dla mnie. Sama esencja. Przewiduję naukę/ćwiczenia/ codziennie po 15 minut minimum. Ćwiczeń jest dużo i niektore warto opanować i wciągnąć do praktyki na stałe. Nigdy np. nie robiłam w celu zabezpieczenia kokonu. Ja robiłam skrzynię z luster. Myślę, że okolo tygodnia mi z jedną lekcją zejdzie albo i dłużej. Nie da rady więc w styczniu kursu psychologicznego w ESKK wykupić. Muszę skończyć parapsychologię.

Wczoraj zarobiłam trochę i od razu kupiam książkę i bluzkę. Ostatnio nie lubię oszczędzać i odnoszę wrazenie, że za bardzo lubię zakupy. Za to mniej siedzę w internecie,  bo duzo czytam. Teraz to książki historyczne, ale nie powieści, a dokumenty.



Znowu przestałam chodzić do mamy. Załatwiam jej co trzeba i wszystko zostawiam w sieni, albo zanosi Krzysiek. Nie mam do niej cierpiwości. Ona chce by na okrągło rozmawiać o jej problemach i tylko je dostrzega. Nie widzi plusow w swoim życiu. Z wszystkimi chce się kłócić, każdego pouczać i od wszystkich rząda przysług. Gdy ktoś jej pomaga to jeszcze wiesza na nim psy. Pozrywała kontakty z wszystkimi, bo musiała się z nimi liczyć. Ze mną uważa, że nie musi, bo jestem jej dzieckiem. Ja nie uznaję takiego podejścia do życia i nie będę negatywów wysuchiwać. Od tego jest psycholog. Nie będę płacić za psychologa, a ona wciąż mnie będzie gnębić i ciągle od nowa w problemy wpychać. Terapia coś ma dać.

A tu ostatnie zdjęcie:)



środa, 18 listopada 2020

środa

U mnie trochę zmian. Po pierwsze urop od prac w domu sie skończył i znowu działam. Codziennie coś okolo 20 minut robię. Poza tym co na bieżąco oczywiście. Wczoraj to było mycie odówki na zewnątrz i sprzątanie materialów plastycznych rozsianych po całym domu. Dziś to ogarnięcie kwiatów w ganku. Trzeba było przyciąć begonie i szczawiki i zabezpieczyć je na zimę. Do tego było solidne sprzątnięcie wszystkich blatów w kuchni. Jutro chcę ogarnąć lazienkę.

Znalazłam pana do pomocy w domu. Mam dla niego troche pracy. Teraz to powieszenie karnisza, bo Sebastian powiesi całkiem krzywo. Trzeba przewiesić polkę i wkręcić kilka kolków pod obrazy. Do tego będzie naprawa syfonu. Zastanawiam sie nad kończeniem skręcania skrzyń na warzywa, bo Adrian nie ma czym, ani nie ma czasu... Może też pomaluje. Teraz czekam na przyjście syfonu i poproszę, żeby przyjechał. Nie jest drogi. Wyjdzie to taniej niż Sebastian i nie będzie probemow i łaski. Krzysiek się jednak za kiesień juz trzyma i narzeka. Robić nie chce i płacić też nie.

Zastanawiam nad związkiem i doszłam do wniosku, że nie jest mi potrzebny mężczyzna romantyczny. Potrzebuję za to praktycznego. Nie oczekuję patrzenia w oczy, obrzucania prezentami, gadania, super seksu czy weekendowych wypadów. Potrzebuję solidnego faceta i oczekuję od niego pomocy w domu i koło domu. Oczekuję, że przyniesie drewna, napali w piecu, że załatwi zakupy, wrzuci węgiel, skopie ogrodek i przyniesie trochę pieniędzy do domu. Musi być domatorem, nie łajdusem. Musi mieć dobre serce, lubić zwierzęta, a glownie koty. Musi preferować ciszę i dobrze by lubił książki. Krzysiek dobrze tu pasuje. Nie bardzo tylko chce inne prace kolo domu robić, a to by był plus.

Przyszedł mi kurs parapsychologii i kilka książek. Mam co robić. Kupiam kolejne...






 Listopad ekfraza do obrazu Włodzimierza Draczyńskiego



ścieżka w nieznane

i samotny wędrowiec

tylko drzewa mu się kłaniają

i wyciągają nagie ramiona

w podzięce za towarzystwo

jak ponuro

mglisty dzień straszy melancholią

i smutkiem

cisza przegrywa

z szeptem ostatnich liści

i chlupotem kałuż

świat malowany szarością

grzęźnie w błocie

i odlicza chwile

do dnia gdy natura zaśnie

pod kołderką z szadzi



poniedziałek, 16 listopada 2020

poniedziałek

 Od kilku dni nic w domu nie robię. Mam krótki urlop, ktory mnie bardzo cieszy, ale już sie kończy. Czeka mycie lodówki, bo łapki kocie odbite. Czeka sprzątanie materiałów plastycznych z kuchni i pokoju dziennego. Farby, tła, pędzle leżą wszędzie. Nawet nie ma gdzie chleba ukroić.

Już kika dni po rząd bardzo dużo czytam. Skończyłam powieść historyczną, a teraz kończę Życie średniowiecznej kobiety. Książka jest ciekawa. Otworzyła mi oczy na wiele spraw. Czeka książka o średniowiecznej rodzinie i o średniowiecznej wsi. Przeczytalam o średniowiecznym mieście i o zamku. Caą serię mam w domu i zatrzymam. Kolejne będą pozycje o kobiecie w XIX wieku. Już kupiam i oby Krzysiek się nie zorientował, bo mnie z domu wyrzuci. Za dużo książek kupiłam jego zdaniem ostatnio więc się złości. Mało czytam ostanio książek psychologicznych, ale to kwestia czasu. Muszę to i owo przyswoić.




Ostatnio pomyśalam sobie, że dobrze  by bylo gdybym wykonywała jeden portret w ołówku tygodniowo. W zeszłym tygodniu się udało. Miał być też obraz i w poprzednim tygodniu był drugi portret. Tym razem pastelami suchymi. Nawet jestem z niego zadowolona. W tym tygodniu chciałabym zrobić portret akwarelami. Kurs u Krissa Wieliczko wykupiam. Pierwsza lekcja to akwarele. Akwarele znam i trochę nawet obrazów sprzedałam, ale genialna nie jestem i chcę swój poziom podnieść.


Nadal siedzę nad fotografią kulinarną. Pracuję z drugą książką. To będzie koniec. Zależy mi szczególnie na stylizacji i świetle. Stylizacja mi juz w zasadzie pasuje. Nad światem pracuję.


Nie idzie za to dobrze jeśli chodzi o prace męskie. Ogrodek nie cały skopany, skrzynie na warzywa nie skęcone do końca i nie pomalowane, zlew się leje...:( Adrian pracuje bardzo ciężko i wraca późno. Krzysiek jak zwyke się leni, albo to wiek i zmęczenie. Sama już nie wiem... Zapłacić nie ma komu...:( Stanęłam pod murem...

piątek, 13 listopada 2020

piątek

Kajtek łapie myszy. Dziś jedna zamordował zanim Krzysiek mu zdążył zabrać. Teraz czatuje pod kuchnią i miauczy. Kilka dni temu uciekł Krzyśkowi pod nogami i wyleciał na dwór. Było ciemno i umknął w mrok. Nie było go kilka godzin. Już myślałam, ze po nim. Wychodziliśmy wołać i nic. Po jakimś czasie mama zadzwoniła, ze jakieś koty biją sie na dworze i jeden strasznie krzyczy. Wybiegliśmy i okazało się, ze Kajtuś przerażony siedzi na drzewie. Zaczęłam wołać i zszedł. Nic go to nie nauczyło, bo czuwa nadal pod drzwiami. Krzyśka nauczyło, żeby drzwi zamykać nawet wtedy gdy wychodzi na moment.

Kurs parapsychologiczny kupiam i czekam na niego. Miałam zmienić zawód z chemika na psychotronika, ale nic z tego, bo kursu zawodowego w ofercie juz nie ma. Składał sie z trzech-parapsychoogicznego, psychologicznego i tarota lub astrologii. Astroogiem jestem od dawna, kursy tarota mam dwa. Został jeszcze kurs psychologiczny. Może go zrobię w przyszłym roku o ile Krzysiek będzie miał pracę. Myślę o kiku kursach psychologii. Interesuje mnie terapia uzależnień, kurs o psychoogii osób starszych i terapia uzależnień. Moze z czasem coś o związkach...

Kupiłam kilka książek, a w zasadzie to ebooki...:)




Jeśli chodzi o fotografię kulinarną, to skończyłam kurs stylizacji i przerobiam książkę o podstawach. Teraz kupiłam drugą. To już będzie koniec z tej tematyki. Nie mam zamiaru dążyć w tej dziedzinie do genialności, bo zawodowo zdjęć robić nie zamierzam. Teraz dochodzę do poziomu zadawalającego według mnie jeśli chodzi o stylizację. Gust jest względny.


Kupiłam lekcję o malowaniu akwarelą u Krissa Wieliczko. Niby maluję od dawna. Niby sprzedaję obrazy i akwarelki się podobają, ale chcę się jeszcze dokształcić. Chcę poznać tajniki. Moze będę malować lepiej i sprzedawać więcej.

Laptop naprawiłam sama. Było przy tym trochę nerwów i stresu, ale sie udało. Parę groszy zostało w kieszeni. :)

spotkania

moje spotkania z weną

nie gardzą wygodną kanapą

układają się miękko

między koniuszkami kocich uszu

a rozciągniętym poplamionym farbami dresem

umysł sięga dalekich galaktyk

to spada do otchłani

to z westchnieniem dotyka

magicznej ciszy wspomnień

biorę je w dłonie niech trwają

środa, 11 listopada 2020

środa

 Dziś był dzień zmienny. Wstałam o 15:09, a że było już prawie ciemno od razu poleciałam pędem na dwór działać z nawozem. Trzeba było wysypać krowiniec w granulkach na skopany kawałek pod bób. Miałam też trochę rozrobionego nawozu pomocnego przy ukorzenianiu. Wylałam go do roślin w pojemnikach. Rozrobiłam jeszcze trochę i podleję rośliny w gruncie.

Później było powolne picie kawy. Oczywiśce inki i wygrzewanie sie przy piecu. Po ugotowaniu zupy cebulowej zrobiłam kolejne zdjęcie. 

Było też wróżenie - rozkład partnerski. Będzie nauka fotografii kulinarnej, czytanie i coś artystycznego. Będzie Reiki, medytacja, joga. Będą afirmacje i ćwiczenia oddechów. Był wiersz...

różany ogród


jeszcze wczoraj

w różanym ogrodzie

wiatr tańczył z nagimi pędami

dziś pączki wybuchają różem i szkarłatem

spragniona piękna

tulę w dłoniach subtelną woń płatków

podziwiam miękkość lini delikatność

filigrany cieni

i maluję obraz w duszy

pełen niuansów i barw

jutro przysiądę na ławce

w cieniu krzewów

i napiszę wiersz

pełen ulotnych marzeń i uczuć

niech czar trwa




Późnym wieczorem będzie praca nad książką o DDD i dzień zejdzie.

Jutro Krzysiek po pracy ma jechać do miasta z moim nowszym laptopem, bo się nie łączy z internetem. Pracuję na starym, a ten jest powolny i mnie przez to denerwuję...


poniedziałek, 9 listopada 2020

poniedziałek

 Prace koło domu zdecydowanie sie kończą. Jutro wysypiemy i wylejemy nawóz. Ten wylewany dostałam od producenta drzewek. Ponoć ułatwia ukorzenianie. Jutro wytniemy trochę gałęzi forsycji. Zostanie jeszcze skopanie kawałka pod bób. To zrobi Krzysiek, ale sie broni.

Nadal pracuję nad książką z fotografii kulinarnej. Jedną juz kończę. Mam jeszcze drugą. To będzie koniec. Dalej tylko nauka na błędach. Jeśli chodzi o stylizację zdjęcia w większości mi sie podobają. Teraz kombinuję ze światłem. Zaczynam zmieniać balans bieli i kombinuję z dyfuzorami. Te zdjęcia poniżej podobają mi się. To się bardzo sprawdziło. Nie wiem co z resztą. Chyba kolory zbyt jaskrawe.:( Muszę kupić jeszcze sporo rzeczy do stylizacji. 






Powoli kończę kolejną książkę o emocjach. Tym razem to tez problem DDD. Mam sporo do przepracowania. Chociażby poczucie bezpieczeństwa i kobiecość. Mam jeszcze jedną pozycję z tematem emocji. Później będzie temat złości. Mam trzy pozycje w tym porozumiewanie bez przemocy. W temacie zości wybrałam tez kurs. Moze pod koniec listopada mi sie uda go skończyć.
Czytanie książek w tym roku idzie mi kiepsko. Przeczytałam dopiero 16. Zapisałam się na dwa wyzwania w tym roku. Jedno to 26 książek i to dam radę zrealizować. Drugie to 52 książki i mi się raczej nie uda. Musiałabym zacząć czytać powieści, bo z nimi idzie szybko.

Znalazłam kurs parapsychologii. To outlet przeceniony z 1700 na 300zł. Strasznie sie napaliłam, ale nie wiem czy mi nie braknie. Niby tematyka jest mi znana, ale zaświadczenie mi sie w pracy przyda. W przyszłym miesiącu chyba wykupię kurs typu opieki nad osobami starszymi/psychologiczny/. Mam trzy książki o relacjach z mamą. U mnie były i są bardzo trudne, ale kontaktu nie chcę zrywać. Ona nie ma nikogo i sama sobie nie da rady. Muszę znaleźć klucz jak z nią postępować, żeby sobie nie psuć nerwow i jej nie ranić. Niestety mama ma juz chywa probemy psychiczne związane z wiekiem. Kiedyś tez miała, ale teraz jest jeszcze gorsza  i jeszcze trudniej z nia wytrzymać, a leczyć sie nie chce. Blokowanie telefonu i wychodzenie gdy zaczyna mnie dręczyć to za mało...

wiatr jesienny/tryptyk/
w promieniach bladego słońca
wiatr figlarz obejmuje ramionami
w zmysłowym tańcu
pierwsze nitki babiego lata
jeszcze jeden dotyk muśnięcie
i srebrzysta delikatność
faluje subtelnie sunąc ku światłu
----
w ciszy poranka
wiatr symfonią nawiedza klony
te w zapamiętaniu
spienioną rdzawą falą zrzucają sukienki
chwaląc nagość
układającą się filigranowym cieniem
na ścieżce
-----
zrudziałe nawłocie
czesane przez wiatr
to cichym szelestem
to kaskadą dźwięków
żegnają dzień
ten odchodzi pośpiesznie zostawiając
mgliste cienie wypełzające cichaczem
spośród drzew



sobota, 7 listopada 2020

sobota

 Prace w domu i koło domu idą średnio. Trochę pogoda i szybko zapadający zmrok, mieszaja szyki. Wczoraj udało mi się pomalować drzwi, ale Krzysiek nie zrobił wszystkiego co było zaplanowane. Czasu brakło. Nie mogliśmy pracować razem, bo ktoś musiał być w domu z powodu przesyłek. Czekaliśmy, a jedzenie dla kotów i tak nie doszlo. Będzie w poniedziałek. Przyszła mi za to książka o emocjach. Już ja czytam. Nie wiem czy dziś coś na dworze zrobię. Niewiele pracy zostało da mnie. Z pilnych jest jeszcze skopanie ogrodu pod bób, ale nikt sie nie kwapi, bo strasznie zarosło. Trzeba by jeszcze pokryć impregnatem dwie skrzynie. Niby chcę je przetrzymać przez zimę w składziku, ale  chcę to już zrobić, żeby wiosną nie bylo za dużo pracy na raz. Moze być z tym problem, bo Adrian poszedł do pracy.

Jeśli chodzi o naukę, to przerabiam teraz książkę o fotografii kulinarnej. Autorka namawia do rezygnacji z trybu automatycznego, ale ja tego nie zrobię. Nie mam zamiaru zajmować się fotografia zawodowo, to tryb automatyczny mi wystraczy. Popracuję jednak nad światłem. Będę używać prześciaradła:) coby światło rozproszyć. Kupię też blendę srebrną. Dla mnie najważniejsza jest stylizacja. Jeszcze ten temat przede mną. Jestem jednak po kursie podstaw stylizacji, to coś juz na ten temat wiem. Mam jeszcze drugą książkę z tej tematyki i też ją przeanalizuję. 

Te dwa zdjęcia takie sobie. Niezbyt dobrze dobrane tło, bo zbyt podobne w kolorze do kotletów. Dobrze, że już błędy widzę...:)

Ostatnie zdjęcie, to pierwsze przy sztucznym świetle. Muszę kupić blendę,bo cienie zbyt ostre... Chyba zmniejszę kadry...:)









Bezdomny kot


park we mgle pachnie deszczem
ławka pod klonem drzemie w ciszy
malowanych liści
na niej przycupnięty bezdomny kot
śledzi mnie wzrokiem czeka na mój ruch
na głos na zainteresowanie gest
jeszcze wczoraj pysznił się domem
miał puszysty kocyk miseczkę
może kogoś kochał może mościł się na kolanach
nadal patrzy a ja tonę w nefrytowych oczach
siadam obok na ławce
i biorę w objęcia mruczący skarb i jutrzejsze dni
pełne ciepła i miłości
ile takich ławek jeszcze spotkam
ile inni miną obojętnie


Mgła


wyczesałam mleczny puch

o poranku

rozpłynął się smugą zafalował

w bezmiarze ciszy

myśli snują się nostalgią

utkane tęsknotą





czwartek, 5 listopada 2020

czwartek

Nadal sporo czytam. Kupiłam kolejne książki. To chyba ostatnie na ten miesiąc. No chyba, ze będę mieć zamówienie na krzyżówki. Wybranych mam jeszcze około 25 poradników psychologicznych. Część pewnie kupię. Zawsze jesienią wracam do książek. W lecie nie bardzo mam czas na czytanie i nie bardzo ochotę. Teraz herbata, kocyk, rozgrzany piec i książki wlaśnie. Jedną książkę o emocjach skończyłam. Dziś może zacznę kolejną. Emocje to trudny dla mnie temat. Ja częściej czuję te negatywne i niestety próbowaam sie przed tym blokować, a to zła droga. U mnie w domu nikt się emocjami nie przejmował. Nie mówiło sie o nich i nikt specjanie się nie przejmowal tym jak ja sie czułam. Teraz probuję to przepracować, żeby dojść z sobą do ładu i częściej czuć to co dobre. Do tego potrzebna jest uważność...






Robię kolejne tła fotograficzne. Mam jeszcze kilka podobrazi, ale nie uda mi sie przygotować wszystkich, które mnie kuszą. Jeśli chodzi o naczynia do fotografii, to chcę kupić tylko coś z Bolesławca z serii niebieskiej i moze coś z giełdy staroci. Nastawiam sie tylko na naczynia białe, niebieskie i brązowe, ale rozważam ciemnozielone kamionki.




Mam już plany na listopad. Trochę ich jest, ale pewnie nie wszystko zrealizuję. Chcę przerobić książkę o fotografii kulinarnej. Chcę przerobić jeszcze 3 poradniki psychologiczne. O emocjach i moze o złości 2 pozycje. Chciałabym jeszcze poradnik o porozumiewaniu bez przemocy, ale nie wiem czy sie uda, bo chcę jeszcze poczytać powieści. Chcę zrobić kurs o złości. Chcę kupić 4 poradniki, płotek, opaskę sportową, spódnicę i leginsy. Chcę iść do fryzjera. Do tego dojdą prace w domu i koło domu. Chcę namalować 3 obrazy i narysować 3 portrety. Chcę skończyć malowanie teł fotograficznych z tych materiałów, które mam. Będą też wiersze i fotografia...

Widmo kwarantanny mnie przeraziło i dziś idziemy uzupełnić zapasy. Musi być jedzenia na 3-4 tygodnie. Kupię mąkę, strączkowe, kaszę, ryż, makaron, olej. Warzywa mam w słoikach i dżemy też. Jedzenie dla zwierząt już kupiam wczoraj i oby dotarło bez przeszkód.

Sprzedałam obraz i jutro Krzysiek jedzie wyslać...

Mgła

 

wyczesałam mleczny puch

o poranku

rozpłynął się smugą zafalował

w bezmiarze ciszy

myśli snują się nostalgią

utkane tęsknotą