Codzienność

Codzienność

sobota, 29 czerwca 2019

sobota

Lipiec zbliża się wielkimi krokami. U mnie będzie pracowity o ile pogoda pozwoli. Trzeba pokończyć to co bylo zaczęte w czerwcu. W pierwszych dniach muszę kupić facelię, a Krzysiek skopie pod nią, bo trzeba ja wysiać. W przyszlym roku chcę w tym miejscu posadzić bób i ziemniaki. Lepsza gleba sie przyda. Z przodu domu trzeba by zrobić trochę porzadku. Jest do wycięcia parę pędów winobluszczu i chmielu. Winobluszcz wyglada pieknie, ale zniszczyl mi tynk i pnie sie po rynnie. Moze ja uszkodzić, a na to pozwolić nie mogę. Są do wycięcia dzikie maliny i krzaki w ogrodzie. Cienkie moze Krzysiek wyciąć sekatorem. Chodzi mi po głowie, zeby ocieplić kawałek ściany od kuchni. Spytam chyba o koszt. Moze by to o parę stopni temperaturę w kuchni podniosło. Teraz bywa 8 stopni bez grzania w duze mrozy. Gdyby było choć troche ponad 10, tobym byla zadowolona.
Moze znajomy będzie miał czas, to mi potnie piece od centralnego. Mam dwa w piwnicy i trzeba by je sprzedać na złom. Piece są duze i ciężkie. Parę groszy by sie przydało.

Pracy Krzyśkowi na razie nie szukam. Jest sporo pracy koło domu, ktorą moze wykonać, a mnie pieniadze zostana w kieszeni. Gdyby pracowal toby tego nie zrobił. Ja bym musiała do tego kogoś nająć i mu zaplacić. Krzyśkowi ulżyło. Gdy mu to powiedziałam to wyraźnie się ucieszył. Chyba jednak woli popracować w domu godzinę niż w pracy siedem. Nie wiem czy to lenistwo czy brak siły. Raczej to pierwsze, bo jesteśmy razem juz prawie 15 lat i nigdy sie do pracy nie rwał.

Dziś były ostatnie zajęcia z malarstwa, ale ja nie byłam, bo bałam się imprezy z kawą i ciastkami. Nie lubię takich, a towarzystwa nie szukam. Zacznę chodzic dopiero od września, bo już prowadzącej powiedziałam. Oby nie zapomniala. Całe lato będę malować sama w domu. Poźniej najwyżej obrazy zawiązę do skończenia. Będę malować kwiaty i pejzaże na sztalugach. Moze też poczynie  portrety pastelami i kredkami. Kusi mnie węgiel. Moze kiedyś.

Obraz jeszcze przed skończeniem... Trzeba dodać barw liściom, środkom słonecznikow, moze nieco zmienić tlo by nie bylo w kolorze wazonu. Dziś skończę i zacznę kolejny obraz. Moze irysy...



czwartek, 27 czerwca 2019

czwartek

Sebastian dojechal szczęśliwie. My z Krzyśkiem nadal działamy. Teraz Krzysiek musi skończyć opróżnianie składziku. Jutro moze skończy. Gdy wszystko drewno przeniesie, pojdę do znajomego z prośbą by przyszedł zrobić dachy. Dach od drewutni jest w fatalnym stanie. Oby sie dalo go poprawić. Trochę drewna mam. Sypią się też ściany. Nie wiem co z drzwiami. Chyba sie opościły, bo nie daja się zamykać. Coś trzeba będzie z nimi zrobić, bo są w dobrym stanie. Czekam na pogodę. Trzeba jeszcze spryskać miejsce pod truskawki. Przypuszczam, że jeden oprysk nie wystarczy by chwasty zniszczyć. Perz jest uparty. Spryskałam też chaszcze.

Wczoraj zebrałam resztę truskawek i poziomek. Zebraliśmy tez wiśnie i szklanki. Będą jeszcze brzoskwinie i orzechy. Niestety laskowych w tym roku nie będzie, bo moi mężczyźni w zeszłym roku wycieli owocujacy egzemplarz. Wściekłam się i teraz pilnowalam Sebastiana na każdym kroku. Jesienią kupię dwie leszczyny i posadzę w sadzie, bo orzechy chcę mieć. Mam do przesadzenia pigwowiec i aronię, bo zadusila je forsycja.

Pieniędzy ostatnio nie mam za dużo, ale jakoś wydalam. Teraz zbieram na byliny, nasiona, kratę do pracowni i okno na strychu. Muszę też kupić deski na kurnik. We wrześniu chciałabym pomalować sypialnię. Powinnam wymienić okienka do piwnic, ale to moze w przyszlym roku. Staram się tak, remontuję dom, a on i tak juz jest skazany. Jestem ostatnim pokoleniem naszej rodziny, które w nim mieszka. Mój syn to szóste pokolenie, ale mieszkać w nim nie chce. Przypuszczam, ze gdy odejdę, dom sprzeda. Nowy właściciel go zburzy i postawi współczesnego potworka. Trudno mi się z tym pogodzić, ale ocalic go chyba nie zdolam, a tak go kocham.

Tym razem zamieszczam zdjęcia ogrodu mojej koleżanki. Jest urokliwy...







wtorek, 25 czerwca 2019

wtorek i wciąż praca

Od wczoraj robimy z Krzyśkiem opryski. Wychodzimy wieczorem, żeby nie szkodzić pszczołom. Sad opryskany. Został ogród, a konkretnie miejsce pod truskawki. Jest też wycinanie. Chyba wszystkiego się nie uda. Sebastian twierdzi, że dokładnie wytnie wszystko poźną jesienią gdy liści nie będzie. Wtedy się wycina łatwiej. Teraz Krzysiek będzie wycinał sekatorem to co cienkie. Jeśli perz zginie, trzeba będzie przekopać miejsce w sadzie pod porzeczki czerwone, ktore ukorzeniłam. Chcę też jesienią kupić kilka malin, z 2 leszczyny i może porzeczkę białą i czerwony agrest oraz jeżynę bezkolcową. Miejsce na nie jest. W ogrodzie Krzysiek skopie i przygotuje miejsce pod truskawki i poziomki. 
Na razie Krzysiek przenosi po trochu drewno z drewutni. Musi być pusta jeśli ma byc remontowana dla kur. Jest do przekopania miejsce pod warzywnik. Chcę zasiać niedługo nawoz zielony, moze facelię. Trzeba ziemię ulepszyć. 

Moje warzywa ładnie rosną. Pomidory maja owoce i sporo kwiatów. Dynia i cukinia kwitną, ale zawiązkow brak. Jest za to troche ogorków na jednym krzaczku. Ziemia, ktorą w tym roku kupilam jest bardzo dobra. Mogę podlewać co dwa dni, bo jest wilgotna. Ziemi jeszcze troche mam. Wykorzystam ją do skrzyń. Skrzynie kupię wkrotce, bo pieniadze już na nie mam. Sebastian je skręci w sierpniu. Czekam na pieniądze, bo chcę kupić trochę bylin na nową grządkę.

Wczoraj skończyłam kolejny obraz. Mam jeszcze podobrazia i chyba dziś zacznę coś malować. Wzoru jeszcze nie wybrałam. Będą kwiaty albo pejzaż. Ostatnio chętnie maluję kwiaty. Moje ulubione to maki, irysy, malwy, sloneczniki, rudbekie, rumianki. Powinnam sie zabrać za portrety...Ech...

Jutro Sebastian jedzie. Ja jadę z nim do miasta, bo mam odebrać dowod osobisty. Moze kupię jakieś kwiaty i nasiona.

Taką rybę zamordował Sebastian. Biedna ryba. Nie popieram tego, ze wędkuje, ale on to bardzo lubi. 





niedziela, 23 czerwca 2019

niedziela

Dzień umyka za dniem i S niedlugo pojedzie do siebie. Pojedzie chyba w czwartek. Miał jechać w srodę, ale środę może przyjedzie mój syn i chcę by sie zobaczyli. Do tej pory sie nie widzieli. Rozmawiali tylko przez telefon. Teraz by była okazja. Do tego czasu moze wytnie wszystko co zbędne z ogrodu. Przez deszcze nie udalo sie zrobic opryskow. Moze dziś. Nie wiem też co ze składzikiem. Jeszcze stoi, ale na dachu wsparły sie dwa suche drzewa. Sebastian uwaza, ze gdy je zdejmie, składzik runie. Krzysiek jest innego zdania. Zobaczymy jak będzie. Przekonam się pewnie jutro. Jeśli się go uratować nie da, trzeba będzie przemyśleć sprawę kurnika.




Dziś chce iść do znajomego w sprawie roboty przy dachach. Do pracy przyjdzie moze od razu po wyjeździe Sebastiana. Nawet nie wiem ile to będzie kosztowało.

Po ostatnich deszczach uswiadomiłam sobie, że z rynien się leje także po drugiej stronie domu. Remont więc będzie poważniejszy niż myślałam. S uważa, że puścily uszczelki. Chce spojenia zabezpieczyć silikonem. Oby to pomogło. Rynny mają około 15 lat, a blachy, na których rynny leżą jeszcze więcej. Na generalny remont rynien i blach nie mam pieniedzy. Teoretycznie polowa domu jest mamy, ale mama na remont pieniędzy nie da. Strasznie mi ta wspołwłasność ciąży. Marzę o małym własnym domu. Wtedy by był zadbany. Teraz płacę za wszystko, choć nie wszystko jest moje. Niby druga polowa domu ma być moja kiedyś, ale czy na pewno. Z mamą wciąż sie kłócimy. Teraz myśli o tym, żeby sie wyprowadzić na wieś. Do jakich szaleństw jest jeszcze zdolna nie wiem... Skończyła 78 lat...

A na koniec wczorajszy rysunek. Dziś moze akryle...




piątek, 21 czerwca 2019

Piątek

Ostatnio wieczorami czytam albo ogladam filmy. Wykupiłam konto na Zalukaj. Na pierwszy ogień poszła Wojna i pokój. Miniserial juz kiedyś ogladałam, ale z przyjemnością powróciłam. Co dziwne jeszcze książki nie czytałam, ale chyba to zrobię wreszcie. Książkę ma w bibliotece moja mama i jakby co to mi pożyczy. Mam też zgrany ebook, ale jeszcze tej formy czytania nie polubiłam. Wybieram jednak coraz częściej, bo szkoda mi drzew. Mam nawet czytnik ebookow, ale mnie nie zachwyca, bo czasem sie blokuje i strony ani drgną. Częściej czytam na laptopie. Mam program calibre z którego jestem zadowolona.

Dziś i jutro S będzie wycinał drzewa i chaszcze. Pomyślalam sobie, ze skoro jest nowy łancuch to trzeba go wykorzystać. Chcę by wyciął to co zbędne na podwórku po kurach i w ogrodzie. To spora przestrzeń. Gdyby się udało toby to juz było wszystko do wycięcia. Na nowy tydzień by zostało tylko pryskanie sadu. Chcę też spryskać ogród, bo zależy mi aby zniszczyć perz na dawnej plantacji truskawek. Myślę o tym by juz teraz przygotować miejsce na truskawki i poziomki. To zrobi Krzysiek, a ja będę pomagać.

Wczoraj byliśmy trochę na dworze. Pobyt na dworze sprawia mi przyjemność. Lubię patrzeć na rośliny. Cieszy mnie kazdy kwiatek, warzywa. Siedzieliśmy na podwórku. Suszę widać, bo trawa żółknie. Podziwiałam ptaki. W stołowce byly cukrowki i sójka. Niestety ptaki chyba wydziubują nasiona trawy. Przy okazji piekliśmy kiełbaski nad ogniskiem. Z ławki jestem zadowolona.





środa, 19 czerwca 2019

środa i dalsze prace

Wczoraj S przejrzał rynny z których kapie. Nie wchodzil na dach, ale z tego co widział chyba puściły uszczelki i trzeba to poprawić. Chce kupić silikon i uszczelnić. Pewny będzie gdy zobaczy jak sie leje. Do tego potrzebny jest deszcz. Poprawi wszystko w sierpniu. Wtedy wejdzie na dach i zrobi co trzeba.
Przejrzał też drzewa do wycięcia. Jest tego sporo w tym kilka suchych grubszych drzew. Gdy je potnie, opał będzie chyba na co najmniej miesiąc. W tym roku będę miała czym palić. Jest i drewno i węgiel.
Wczoraj S posiał trawę. Trzeba było uzupelnić ja na miejscu na którym pracowała koparka podczas kładzenia wodociągu. Teraz trzeba ja podlewać i czekać na efekty. Posiane bylo gęsto i oby ptaki nasion nie wybraly. To mieszanka trawy z niska koniczyną. Ponoć fajna na wiejskie trawniki.

Z drewutnią w której ma być kurnik jest problem. Szopa jest do powaznego remontu, albo do rozbiórki. Chyba kupię domek narzędziowy, S go ociepli i będzie kurnik. Jutro S obejrzy go dokladnie i zadecyduje co dalej. Sypie się też siatka pomiędzy podwórkiem, a ogrodem. Trzeba będzie chyba kupić i zamontować nową.


A na koniec trochę wiejskich zdjęć z mojego podworka. Siano już prawie wysuszone. Następne koszenie będzie chyba pod koniec sierpnia. Dwa koszenia w sezonie to dość.






poniedziałek, 17 czerwca 2019

poniedziałek

Wczorajszy dzień był ulgowy. Praca byla tylko na portalach z wrózbami. Nawet podlewania nie było, bo deszcz padał. S musiał za to naprawić mamie zamek, bo drzwi sie opuściły. Niestety to tylko na krótko, bo trzeba  go wymienić. Jest też do naprawy zamek od drzwi do mieszkania mojego syna. Ten  z kolei zardzewiał. S ma tyle pracy, a coś ciagle nowego wyskakuje. Dziś moze uda się pokosić do końca. Moze też S rozkręci zamek do Adriana. Oby nie trzeba było go wymieniać. Jutro moze powycina chaszcze i dwa uschnięte drzewa. Trzeba będzie je też pociąć. Będą do palenia.

Za kilka dni planuję zacząć następna fazę odchudzania. Myślę o dwóch tygodniach z dietą Dabrowskiej. Niestety przytyłam ponad 2 kg i bardzo mnie to denerwuje. Część z tego może samo spaść gdy księżyc ruszy w kierunku nowiu. Na razie jest pełnia, a to szczupłości nie sprzyja. Moglam przytyć, bo przez dwa tygodnie piłam napoje gazowane i zbyt szybko dodałam kalorie. Jem już okolo 800, a powinnam jeść z 500. Do tego doszly kalorie z napoi, bo do coli 0 dostępu nie miałam i piłam te z cukrem:( Ciężko jest utrzymać wagę po zakończeniu WO. Większość osob chudnie na chwilę. Na szczęście ja zorientowalam się w porę. Ciekawe czy uda się 4 kg zrzucić. Wczoraj był grill, a konkretnie kiełbasa. Dziś będzie pizza.

Upał trochę odpuścił. Jest 26 stopni. Takie lato to ja lubię. Mam cichą nadzieję, ze najgorsze upały juz za nami. Ponoć właśnie czerwiec miał być najbardziej upalny. Teraz pogoda by sie przydała, bo podworko wykoszone i chcę, zeby siano schło. Siano chcę przeznaczyć dla kur. Pod wieczor moze pójdzimy z Krzyśkiem do plewienia. Trzeba by wyrwać pokrzywy i wysypać korą. Jeszcze troche kory mam...

sobota, 15 czerwca 2019

sobota

S przyjechał i jest. Wczoraj usilowal mi skręcić ławkę i niestety sztuka sie nie udała. Niby sa części ponumerowane, ale nic do niczego nie pasuje. Wymieniana byla jedna noga i moze dlatego. Skręcone jest siedzisko, a oparcie sie nie da. Brakuje okolo 5 cm. Dziś kolejne podejście. Ma zamiar zmienić połozenie desek. Nie wiem co dalej i szczerze mowiąc czarno to widzę.
Wczoraj bylo wstawione okno w pracowni. Poszło sprawnie. Dziś moze Krzysiek posprzata bałagan w pracowni i pownosi rzeczy. Teraz została jeszcze do wstawienia krata, ale pieniędzy na nią nie mam. Pilniejsze sa dachy. Na to chyba pieniadze mam. Chcę też S kupić zestaw wędkarski, bo on wędkuje. To takie gumki udajace rybki. Ponoć dzięki nim mozna złapać ryby drapiezne. S przywiozlmi tym razem cudna drewniana czaplę. Czapelka jest wysoka na około metr. Dostałam też dużą latarenką. O latarence marzyłam od dawna i chciałam kupić, ale funduszy wciąż brakowalo. Teraz już mam.:)




Dziś na warsztatach nie byłam. Pojadę dopiero za dwa tygodnie. To będą ostatnie zajęcia przed wakacjami. Muszę przypomnieć, ze od wrzesnia będę chodzić. Teraz w wakacje będę malować w domu. To będą chyba tylko akryle, bo z powodu upału i potu na papierze mazać nie zamierzam. Dziś lub jutro o ile w pracowni sprzatne może zacznę malować słoneczniki. Skończę na zajęciach. Jeśli chodzi o malowanie to narazie mam kilka podobrazi do wykorzystania, ale mogłabym kupić trochę farb. Tylko mogłabym, bo bezwzglednie konieczne to nie jest.

Suszenie zioł na napary powoli sie kończy. Mam do zebrania jeszcze liście malin i moze liście brzozy. Później zerwę nawłoć i może szyszki chmielu. Teraz suszę po kolei zioła przyprawowe. Trzeba zerwać jeszcze tymianek i hyzop.

czwartek, 13 czerwca 2019

czwartek

Jutro ma przyjechać S. Wczoraj byłam w mieście wysłać mu pieniądze na łańcuch do piły. Musi kupić nowy, bo sporo cięcia się szykuje. Od razu jak przyjedzie skręci ławkę i założy moskitiery do okien. Innej pracy mu ustawiać nie będę, bo sie denerwuje. Muszę mu powiedzieć co ma do zrobienia, a kiedy to zrobi zadecyduje sam.

Moja nowa rabata jest juz gotowa. Teraz mam sporo miejsca na sadzenie roślin. Chodzi mi o byliny. Będę je kupować stopniowo, bo teraz pieniędzy nie mam. Za roślinami jednak juz się rozglądam. Myślę też o różach. Kilka lat temu kupiłam pnącą i dwie normalne. Dbałam o nie i pięknie zakwitly. Nie przetrzymały jednak zimy. Muszę znaleźć na roże lepsze miejsca. W tym momencie rośnie na podwórku tylko jedna. Posadziła ja moja mama i dba o nią. Co rok jednak drży, że zmarznie. Chciałabym kupić orliki, funkie, margarytki, dzwonki karpackie, floksy, moze szałwie i lawendę, moze coś na skalniaki.

A na koniec o truskawkach i moim rozczarowaniu. Wczoraj Krzysiek kupil koszyszek truskawek. To pierwszy w tym roku, bo nie ma gdzie kupić i trzeba wozić z miasta. Czekałam, czekałam i się niestety bardzo rozczarowałam. Truskawki są piękne, duże, czerwone, ale niesmaczne, bo kwaśne. Skubnęłam kilka i dałam sobie spokój. Resztę zjem z cukrem, bo jak jeść to ze smakiem. Moich truskawek w tym roku duzo nie będzie, bo perz zarósl prawie całą plantację. W tym roku chcę go zniszczyć i jeśli sie uda truskawki wróca na swoje miejsce.

Jutro ma być wstawiane okno do pracowni...

wtorek, 11 czerwca 2019

wtorek

Wymyśliłam sobie kolejna rabatkę na podworzu. Mam trochę miejsca pod sumakiem obok zielnika. Miejsce moze byc regularnie podlewane więc moge posadzic delikatniejsze rośliny. Myslę o kwiatach. Problem jest z tym, że Krzysiek musi zdjąć darń i skopać, a nie bardzo ma ochotę. Juz wyzywał na ta pracę. Mnie się tez chwyciło, że wymyślam i spokoju mu nie daję. Będę go jednak męczyć aż to zrobi. 
Poza tym mam przygotować miejsce pod łubiny. Zapomnialam je wysiać wczesną wiosną i teraz żałuję. Rośliny bardzo lubię i chcę mieć ich trochę. Rabatkę przygotuje sama. Muszę też na sadzonki zarobić...

W zeszłym roku kupiłam rododendron. Posadziłam go w dobrym miejscu, ale niestety nie zakwitł w tym roku. Ładnie jednak rośnie. Nie wiem czego mu brakuje. Nie będą tez kwitły posadzone w tym roku hortensje pnące. Mam jedną o dwubarwnych liściach i jedna zwykłą. Za to hortensja, którą w zeszłym roku ukorzeniłam piękne pączki ma. Rośnie też hortensja niebieska, która kupilam w zeszłym roku.

Wyskoczyl mi następny remont. To rynna nad oknem mojego syna i nad oknami od mieszkania babci. Muszę albo zrobić wklejki albo wymienić. Nie wiem ile to będzie kosztować, bo problem jest na około 15 m. Mama oczywiście do niczego sie nie poczuwa i płacić nie zamierza. Ostatnio stwierdziła, ze część domu należąca do niej może sie nawet zawalić. Przepisać jej jednak na mnie nie chce. Ja czuję sie wykorzystywana, ale nic zrobić nie mogę. Ponoć przed urodzeniem sami wybieramy sobie rodziców i dzieje sie tak w naszym życiu jak ma sie dziać. To karma.

A na koniec zdjęcia ze spaceru... Tym razem spacer mnie zmęczył. Nie wiem z jakiego powodu. Moze to ten upał na mnie źle wpływa...








niedziela, 9 czerwca 2019

niedziela

Kupiłam trochę roślin do ogrodu. Wybrałam floksy, goździki z tych na skalniaki i żurawkę. Tej ostatniej jeszcze nie miałam i kupiłam na próbę, bo nie wiem czy nie zmarznie. Jeśli przetrwa, kupię w przyszłym roku następne, bo roślinki bardzo mi się podobają. Warzywa przyszły i już sa w ziemi. Wczoraj nastawiłam gnojówkę z pokrzyw. To bardzo dobry nawóz. Mam też suchy nawóz bydlecy. Nadal działam na dworze. Praca posuwa się do przodu. Muszę się spieszyć, bo Krzysiek chyba pójdzie do pracy.

W najbliższym czasie jest do zrobienia porządek w ogródku przed domem. Na razie wyplewiłam jedna rabatkę. Trzeba usunąć chmiel i poobcinać pędy winobluszczu, bo zaduszaja różę. Róża jest młoda ale kwitnie. Trzeba by ja podpiąć. Jest też do wyrwania troche trawy. W przyszłym roku może w miejscu trawnika wyłożę płytkami betonowymi, bo nie ma kto kosić. To nie bardzo pasuje do wiejskiego ogrodu, ale mój będzie w stylu mieszanym. Na razie boję się o dalie. Posadziłam dwie i teraz drżę, żeby się ślimaki za nie nie wzięły. Mamie dalie zniszczyły. Druga strona ogródka tez jest do ogarnięcia. Trzeba przyciąć płaziniec i skosić.

Za kilka dni ma przyjechać S. Roboty na niego czeka cała masa. Wszystkiego nie zdąży zrobić. Myślę, że będzie u mnie 10 dni. Następna wizyta chyba w sierpniu. 

W gałęziach winorośli wróbelki uwiły gniazdko. Jest stosunkowo nisko i ledwo wisi. Trwa wysiadywanie, ale młodych jeszcze chyba nie ma, bo słychać tylko jeden głosik. Boimy się do winorosli zblizyć, by ptaszków nie wystraszyć. Mama cały czas ptaki karmi pszenicą. Sa okrąglutke jak kuleczki i takie maja pozostać...:) Oprócz wróbelków przychodza do stołówki cukrówki, gołebie i inne, ale nazw nie znam.

piątek, 7 czerwca 2019

piątek wieści z sadu i ogrodu

U mnie w sadzie pojawił się problem, bo coś sie dzieje z drzewkami. Zwłaszcza brzoskwina ucierpiała i czerwona porzeczka rosnąca w poblizu. To chyba kędzierzawość liści. W internecie pisze, że potrzebna jest chemia, ale ja chemii nie chcę. Będę śledzić to dalej. Może owocom to nie zaszkodzi.
Ukorzenione przeze mnie porzeczki ładnie rosną. Na razie w ziemi są czarne. Czerwone chcę posadzić jesienią. Jeden krzaczek jest już duży. Reszte ukorzeniam, ale 3 mają listki. Wszystko to stare odmiany. Teraz poszukuję starej odmiany porzeczek białych. Chciałabym sadzonki do ukorzenienia. Chciałabym też stary czerwony agrest. Myślę o winorośli. Śliwa jest obsypana owocami. Będą śliwki robaczywe, ale popracuję, odkroję co zbędne i dzemy zrobię. Sporo pracy mnie czeka latem.

Krzysiek skończył oczyszczanie sadu i powinien wziąć się za podwórko po kurach, ale ja go spowalniam, bo nie zerwałam liści malin. Muszę troche zebrać w tym roku. Chcę wysuszyć i pić. To cenny surowiec. Na razie zabrał się więc za ogród. Klnie, bo cały zarośnięty pokrzywami i nawłocią. Trawa po pas i nie da się przejść. W najbliższym czasie weźmiemy się za niszczenie perzu. To też cenne zioło, ale nie mam siły się z korzeniami szarpać, a to one mają właściwości lecznicze. Teraz jestem na etapie suszenia pokrzywy  i przytulii. Są do wysuszenia zioła przyprawowe - tymianek, oregano, hyzop. Ładna jest melisa. Chcę nazbierać liści brzozy.

Na podwórku mam sporo perzu. Co gorsze w miejscu gdzie było kopane pod wodociąg kiełkuje go bardzo duzo. Miałam wysiać trawę, ale chyba wczesniej muszę go zniszczyć, bo ja zadusi. Draństwo jest też w ogródku. Całkiem zadusiło mi truskawki i poziomki. Rozprzestrzenia się bardzo szybko. Chyba w jednym sezonie sobie z nim nie poradzę.

Mój jaśmin jest w tym roku obwalony pąkami. Mały krzaczek przyjechał kilka lat temu z Oszczywilka - wsi z domem rodzinnym Krzyska. Domku już nie mamy. Żal mi teraz, że nie spłaciliśmy brata Krzyśka. Domek był w niezbyt atrakcyjnym miejscu, ale to była wieś. Prawdziwa wieś, gdzie ludzie jeszcze w polu pracowali i hodowali zwierzeta. Sasiad miał krowy, kury, świnie. Obok było wyniosłe drzewo z bocianim gniazdem.



środa, 5 czerwca 2019

środa

Znalazłam piece kuchenne o sprawności ponad 80 %. Reklamują je jako zgodne z ekoprojektem. Pochodza z Serbii i sa tanie. Jest szansa, że za dwa lata będę piec w kuchni miała. Niestety chyba będzie trzeba skasować piecokuchnę i przez to centralne. Są też fajne piecyki żeliwne retro. Nawet nie takie drogie. Trzeba będzie o takim pomyśleć. Z kominka z rozprowadzeniem na sypialnię zrezygnuję, bo to kosztowna sprawa i mechanizmy, które mnie przerażają. Lubię proste rzeczy, bo nie ma co się zepsuć. Piec ze ścianówką z atestem/nie wiem czy pod ekoprojekt/około 40000 zł...:( Teoretycznie za dwa lata pewnie będzie większy wybór odpowiednich pieców.

Dziś mija 4 tygodnie diety dr Dąbrowskiej. Schudłam stosunkowo mało i nie wiem czy już diety nie przerwać. Zaczynają mnie kusic jajka, ryby, majonez do sałatek i warzywa strączkowe. Mięsa na razie i tak bym nie jadła. Nie jadłabym też jeszcze miesiąc ziemniaków i innych tego typu węglowodanów czy serów. Nie chcę przytyć. Pod koniec lata powrót do diety na dwa tygodnie albo post orkiszowy Hildegardy z Bingen. Liczę na 3-4 kg mniej. Na razie schudłam łacznie 20 kg. 

Znalazłam do kupna biegusy indyjskie i zakochałam się. Są cudne w naturalnych barwach i tanie. Chciałabym je kupić, ale mama sie nie zgadza, żeby po podwórku biegały, a terenu wydzielonego jeszcze nie mam.


Kupiłam trochę nasion ziół i roślin ozdobnych. Ponoć te wysiewane rosna w domu lepiej...:)

A na koniec zdjęcia z niedzielnego spaceru. Wybrałam się w miejsce zaciszne i klimatyczne. Jako dziecko tam się bawiłam. Jako nastolatka paliłam tam ze znajomymi ogniska. Piekliśmy kiłbaski na patykach i ziemniaki w garnku albo w popiele. Mój dziadek pasł tam owce. Były tam w okolicy pola, rosły grzyby. Wiosną kwitnie tam podbiał. Jest żółto, a raczej było. Moja ukochana ciocia zrywała go do wazoników. Wycieczka w przeszłość się udała. Nie byłam tam około 30 lat. Miejsca nie poznałam. Górki zrobiły się jakieś takie małe, a drzewa wyniosłe. Kiedyś to był step, a teraz jest las. Nie udało mi się znaleźć źródełka, które tam biło, a może tam podciekała tylko woda z pobliskiej kopalni? Znalazłam za to skupisko trzciny. Może więc coś okresowo tam jest? 
Nie podobają mi się zdjęcia z komórki. Są za wąskie, a na aparat mnie nie stać:(










poniedziałek, 3 czerwca 2019

lis w kurniku czyli poniedziałek

Ostatnio u sąsiadki, która ma kury był z wizyta lis. Wszedł w dzień do kurnika i narobił szkód. Kilka kur poranił i kilka zamordował. Teraz kury sa przerazone i fruwaja po ścianach, gdy tylko sasiadka do kurnika wejdzie. Druga sąsiadka ma problem z sarnami i dzikami. Sarny dostaja sie do ogródka i podgryzają warzywa. Dzik był na polu w zeszłym roku i zrył ziemniaki. W tym roku posadzała je w ogrodzonym miejscu. Do mnie lis nie wejdzie, bo sąsiad odgrodził mnie od łąk wysokim murowanym płotem. Sarny kiedyś przychodziły paść się na podwórku. Mama widywała wcześnie rano łanię z młodymi. Odkąd płot jest juz nie przychodzą. Szkoda.

Dostałam odpowiedź od leśniczego i drewno chyba z lasu kupię, bo jest znacznie tańsze niż z tartaku. Chyba kupię 3 m3. Mozna kupić też gałęzie na rozpałkę. Chyba też kupię. Jedyny problem to taki, że trzeba podjechać do leśniczego, a to dość daleko. Pociąć by musiał S. Jeśli sie to uda, to opał by był na przyszłą zimę zapewniony, jeśli by zima była lekka. Na tą co przyjdzie drewno mam i mam też w garażu prawie tonę węgla.

Na podwórku w miejscu gdzie był kładziony wodociąg nie ma trawy. Trzeba coś kupić. Wymyśliłam sobie trawę łakową albo trawnik kwiatowy albo trawę z mikrokoniczyną. Normalny trawnik jest dla mnie zbyt miejski, elegancki. Nie chcę takiego u siebie. Muszę sie z zakupem spieszyć, bo S przyjedzie za dwa tygodnie. On chyba będzie siał, bo Krzysiek chyba nie potrafi albo nie chce. Muszę jednak przyznać, że ostatnio trochę koło domu zrobił. Nawet sam sobie pracę znalazł. W szoku byłam...:)





sobota, 1 czerwca 2019

sobota - rozważania o kurach

No i przeczytałam, ze kury normalnie niosa jajka jeśli nie ma koguta. To, że musi być to przesąd. Ja bym nie chciała raczej kurcząt. To i kogut zbędny. Jeśli go nie będzie to kury mogę mieć, bo nie będą przeszkadzać sąsiadom. S obiecał zagrodę zrobić. Dojrzewam do tego. Myślę o karmazynach. Podobają mi się te czarno-białe chyba sussex. Przeciwny jest Krzysiek i mama, ale Krzysiek już się do myśli przyzwyczaja. Jeśli jednak  decyzję podejmę to kury będą i kaczki też. Kaczki może nawet dwa rodzaje - biegusy i staropolskie. W przyszłym roku by powstała zagroda i może już we wrześnu coś by było. Największy problem mam z ubojem. Obawiam się, ze sie do ptaków przyzwyczaję i ubić nie pozwolę.

Te mogłby być moje...Ech...




Zaczynam się rozglądać za drewnem na zimę. W tym roku trzeba kupić i do rozpałki i do palenia. Do rozpałki juz namierzyłam w tartaku. Jest do cięcia. Trzeba by kupić nowy łańcuch do piły i S potnie. S namierzył też obalone drzewa w lesie. Jest ich kilka, ale nie wiem ile takie drewno kosztuje. Wysłałam email do leśniczego. Czekam. Jeśli się uda to to z tartaku kupię już w czerwcu. To drugie później, bo funduszy na raz tyle nie mam. Będzie wysychać do przyszłego roku. 

Miało nie być warzywnika w tym roku. Miało, ale weszłam kiedyś na Allegro i wyświtliły mi sie na pokuse sadzonki. No i  się nie oparłam. Kupiłam pomidory, dynię, paprykę, ogórki, sałatę, pora i cukinię. Będą sobie rosły w doniczkach. Dobra ziemie mam. Podlewać będę pokrzywami. Zobaczymy. Do tego kupiłam kocimiętkę i miniaturowe irysy. Mam jeszcze zamiar coś kupić.  Czekam na pieniądze i kupię dwie skrzynie do uprawy warzyw. S nie musiałby robić, a cena umiarkowana. Tylko by skręcił.

Nadal suszę pokrzywę i przytulię.