Wczoraj byłam na zajęciach w ośrodku kultury. Udało mi się prawie skończyć obraz. Będą jeszcze małe poprawki, ale to juz w domu. Nie mam planów na nastepny. Powinny to byc góry, morze albo wiejska chata. Kuszą mnie słoneczniki. Na zajęcia będę chodzić do końca czerwca i powinnam ten czas dobrze wykorzystać. W lecie jeszcze nie wiem czy będę chodzić. Nie wiem tez czy zajęcia będą od września. Jeśli tak to oczywiście wezmę w nich udział.
Po deszczu na razie nie ma śladu. Myślę o spacerze do lasu albo nad rzekę. Potrzebuję nasycić sie bujną zielenią. Chcę przytulić się do drzewa, posłuchać ptaków. Zazdroszczę mamie, że mieszka od strony podwórza i ptaki słyszy cały czas. Na podwórku trawa po pas i od jutra zabieram sie za plewienie. To jest to czego najbardziej nie lubię.
Znowu oglądam domy, a w zasadzie chaty na wsi. Ech. Gdybym miała 10 lat mniej...
Znowu tęsknię za tradycyjnym piecem kaflowym. Chciałabym dwa - kuchnię z piecem chlebowym i piec w pokoju z szybą i ścianówką. Teoretycznie piec w pokoju dało by sie zrobić i nawet o fundusze sie nie martwię. Problemem jest ustawa antysmogowa, ale podobno są elektrofiltry. Trochę sie tez obawiam czy piec na drewno mi wnętrze ogrzeje. Jeśli chodzi o kuchnię węglową to to realne nie jest. Mam centalne i piecokuchnię. Krzysiek się nie zgodzi centralnego skasować, bo koszty założenia były spore. Minusem piecokuchni jest to, że jest wstrętna, ciepła nie daje i nic sie na niej ugotować nie da.
Czarny bez zaczyna kwitnąć. W tym roku zrobię może soki i na pewno nalewkę. Pączki sosny słabo puszczają sok. Chyba będzie trzecia nalewka zamiast syropu. Jest sporo pokrzywy i przytulii. Inne zioła sa w ilościach śladowych. Przypuszczam, że zostały zniszczone przez zbyt częste koszenie. Myślę o tym by kupić mieszankę na łaki i dosiać. S chce kupić trawę i chyba będzie konflikt, bo ja nie znoszę nisko strzyżonych eleganckich trawników. U mnie ma być wieś na podwórku i to taka sprzed lat. Gdyby się udało zniszczyć perz w sadzie tobym kupiła właśnie mieszankę na łąki. Znowu by były polne kwiaty w wazonie. Tęsknię za tym. Zaczęłam suszyć przytulię.
Herbatka z przytulii
2 łyżeczki suszonych ziół zalać szklanką wrzątku. Zaparzać pod przykryciem 10 min. W razie potrzeby dosłodzić miodem. Oczyszcza drogi oddechowe, usuwa nadmiar śluzu, oczyszcza krew i limfę. W przypadku zaburzeń układu chłonnego należy pić codziennie przez dłuższy czas, aż do ustąpienia objawów.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy na zioła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przepisy na zioła. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 26 maja 2019
wtorek, 19 maja 2015
To i owo o ziołach, olejek św. Hildegardy, coś do zjedzenia, wyprawa na targ i to co kwitnie...
Nadal dużo pracuję w ogrodzie i zbieram zioła. Ostatnio zabrałam się za kwiaty lilaka i pokrzywę. Lilak, olbrzymi krzak, znalazłam na łące i nazbierałam kwiatów na susz. Przydadzą mi się na nadciśnienie i w razie kaszlu do którego ostatnio mam skłonność. Pewnie przez dietę. Ostatnio zrobiłam też z nim omlet.
2 jajka
łyżka startej marchwi
płaska łyżka kwiatów bzu
łyżka mąki
olej
sól
łyżka mleka
pieprz
bazylia
Mąkę rozrobić z mlekiem, dodać pozostałe składniki i smażyć na ostrym ogniu najlepiej na patelni teflonowej. Odwrócić.
Jeżeli chodzi o pokrzywę to można ją wykorzystac jako susz na napary. Można też przygotować z nią ocet. Można zrobić sok, nalewkę i miodek. Ja w tym roku jem ją na bieżąco. Dodaję do zapiekanek, tart, zup. Sporo ususzyłam. Ważne są dla mnie jej właściwości moczopędne. Oprócz tego jest też dobra między innymi na reumatyzm i anemię. Z pokrzywą trzeba uważać jeśli się ma skłonność do zbyt gęstej krwi. Przygotowałam również olejek według receptury św. Hildegardy z Bingen. Olejek bywa pomocny przy braku koncentracji i zapominaniu. Przyda mi się, bo ostatnio jestem coś rozkojarzona...
30 gram młodych liści trzeba utłuc w moździerzu. Dodać 2 łyżki oliwy i wymieszać. Smarować skronie i klatkę piersiową codziennie przed snem.
Jutro jadę na targ głównie po sadzonki. Muszę kupić pomidory, paprykę, sałatę, poziomki, kabaczki bo coś wyżarło, ogórki, bo wzeszły mi tylko 4 z dwóch opakowań i po dynie jak będzie. Może też kupię troche kwiatów. I tak chcę kupić goździki kamienne i białe pelargonie. Może też koleusa. Mam też zamiar kupić sobie trochę przypraw ziołowych i getry, ponieważ chodzę w nich po domu. Ciekawe jak mi się zakupy udadzą. Różnie może być, bo ma ponoć padać deszcz. No i dobrze. Niech wszystko rośnie...
2 jajka
łyżka startej marchwi
płaska łyżka kwiatów bzu
łyżka mąki
olej
sól
łyżka mleka
pieprz
bazylia
Mąkę rozrobić z mlekiem, dodać pozostałe składniki i smażyć na ostrym ogniu najlepiej na patelni teflonowej. Odwrócić.
Jeżeli chodzi o pokrzywę to można ją wykorzystac jako susz na napary. Można też przygotować z nią ocet. Można zrobić sok, nalewkę i miodek. Ja w tym roku jem ją na bieżąco. Dodaję do zapiekanek, tart, zup. Sporo ususzyłam. Ważne są dla mnie jej właściwości moczopędne. Oprócz tego jest też dobra między innymi na reumatyzm i anemię. Z pokrzywą trzeba uważać jeśli się ma skłonność do zbyt gęstej krwi. Przygotowałam również olejek według receptury św. Hildegardy z Bingen. Olejek bywa pomocny przy braku koncentracji i zapominaniu. Przyda mi się, bo ostatnio jestem coś rozkojarzona...
30 gram młodych liści trzeba utłuc w moździerzu. Dodać 2 łyżki oliwy i wymieszać. Smarować skronie i klatkę piersiową codziennie przed snem.
Jutro jadę na targ głównie po sadzonki. Muszę kupić pomidory, paprykę, sałatę, poziomki, kabaczki bo coś wyżarło, ogórki, bo wzeszły mi tylko 4 z dwóch opakowań i po dynie jak będzie. Może też kupię troche kwiatów. I tak chcę kupić goździki kamienne i białe pelargonie. Może też koleusa. Mam też zamiar kupić sobie trochę przypraw ziołowych i getry, ponieważ chodzę w nich po domu. Ciekawe jak mi się zakupy udadzą. Różnie może być, bo ma ponoć padać deszcz. No i dobrze. Niech wszystko rośnie...
czwartek, 30 kwietnia 2015
Sok i nalewka z kwiatów forsycji, wspomnienia i dzicy lokatorzy oraz goście...
Pracujemy pilnie. Krzysiek był w domu więc go wykorzystałam do zerwania kwiatów forsycji, bo najwyższy czas na to by je przerobić. Kwiaty mają wiele zastosowań medycznych. I tak między innymi obniżają poziom glukozy we krwi, działaja uspokajajaco, rozkurczająco, przeciwzapalnie i przeciwalergicznie. Mają też zastosowanie w kosmetyce, bo opóźniają procesy starzenia. U mnie w tym roku kilka razy była robiona herbatka. Dodawałam też kwiatów do omletów i zapiekanek. Trzeba z tym uważać, bo kwiaty są gorzkawe. Dziś będzie zrobiona nalewka i sok, który mimo jego nierewelacyjnego zapachu używam do kawy. Trochę kwiatów też wysuszyłam. Schną bardzo szybko i zachowują kolor. Kwiaty forsycji należy suszyć w ciemności. Ja wykorzystuję w tym celu maszynkę do suszenia grzybów. Później zsypuję je do kopert i trzymam w pokoju nad piecem obok woreczka z suszonymi grzybami. Może to nie wygląda elegancko, ale jest za to klimatycznie i praktyczne, a to dla mnie najważniejsze...
Nalewka
10 dkg świeżych kwiatów forsycji
0,5 litra wódki
Zalać kwiaty i macerować przez 14 dni. Wstrząsać co 3 dni. Odcedzić. Zażywać 2 razy dziennie po 10 ml.
Sok
10 dkg kwiatów odłożyć na gazętę na 2 godziny, bo mieszkańcy zdążyli się ewakuować, zalać 1 literem wody, zagotować i odstawić na 12 godzin. Po czym odcedzić, dosypać kilogram cukru i gotowac 40 minut. Zlać do słoików, zamknąć. Nie pasteryzować. Można używać do słodzenia napoi zamiast cukru.
Wczoraj był brat Krzyśka. Wreszcie się zlitował i naprawił nam bojler. Byłam bez bojlera 6 dni. Myłam się w misce, chlapiąc przy tym niemiłosiernie i marzyłam o kąpieli. Wodę do mycia i mycia garów grzałam na kuchence w wielkim garze. Chciałam prymitywnych warunków pachnących zapadłą wsią z lat 80 ubiegłego wieku to je miałam. Los bywa czasem przewrotny.
Swoją drogą pamiętam czasy, gdy rodzice kupili dom w Kamesznicy. To były właśnie lata 80. Dom składał się z jednej dużej izby, małego pomieszczenia i dużej sieni. Oczywiście łazienki nie było. Nie było nawet wody. Nosiło się ją ze studni u sąsiadów i była na wagę złota. Do mycia służyła miska, a do kąpieli wanienka. Kąpać można się było też w potoku, który przez działkę płynął. Ubikacja była na dworze. Na początku ciężko mi było przyzwyczaić się do takich warunków. Zwłaszcza ciężko było wychodzić zimą i wieczorem do ubikacji. Nie było też codziennej kąpieli. Często wspominam deszcz stukający o powałę wygódki, zapach róży posadzonej obok i gniazdo os nad drzwiami. Osy bytowały przez kilka lat nie niepokojone, nie czyniąc nikomu krzywdy. Rodzice dopiero po dwóch latach rozbudowali dom. Dobudowali 3 pokoje i zrobili łazienkę. Wyszła piękna, niezwykle klimatyczna - z oknem, koronkową firanką, masą naturalnego kamienia, drewna i białymi ścianami. Dobrze sobie czasem tamte dni przypomnieć...Im jestem starsza tym częściej wracam do tamtych czasów smakując każdą chwilę.
A na koniec o dzikich lokatorach i gościach mojego ogrodu i podwórka. Przede wszystkim jest dużo żab i winniczków, czasem mignie jaszczurka. Są wilkie świerszcze i pasikoniki. Zdarzają się ważki i piękne motyle. Bywają chyba jeże, bo kora pod krzewami jest regularnie rozgrzebywana. Żmiji w tym roku jeszcze mama nie widziała, ale bytowała przez kilka lat pod schodami. Jest pewnie sporo myszy. Są i krety co widać po licznych kopcach. Gniazdują wróble i sikorki. Przylatują bażanty, cukrówki, sójki, kosy i czasem dzięcioły. Niekiedy nad domem krąży jastrząb. Czasem słychać sowę i mignie nietoperz. Przychodziły i sarny. Widziałam też lisa. Kiedyś przybiegała wiewiórka. Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w takim miejscu gdzie w pobliżu domu kręcą się wilki. Fascynują mnie te zwierzęta...Chciałabym usłyszeć ich wycie. Cóż pewnie nie w tym życiu...Na razie cieszę się z tego co jest dla mnie dostępne...
Nalewka
10 dkg świeżych kwiatów forsycji
0,5 litra wódki
Zalać kwiaty i macerować przez 14 dni. Wstrząsać co 3 dni. Odcedzić. Zażywać 2 razy dziennie po 10 ml.
Sok
10 dkg kwiatów odłożyć na gazętę na 2 godziny, bo mieszkańcy zdążyli się ewakuować, zalać 1 literem wody, zagotować i odstawić na 12 godzin. Po czym odcedzić, dosypać kilogram cukru i gotowac 40 minut. Zlać do słoików, zamknąć. Nie pasteryzować. Można używać do słodzenia napoi zamiast cukru.
Wczoraj był brat Krzyśka. Wreszcie się zlitował i naprawił nam bojler. Byłam bez bojlera 6 dni. Myłam się w misce, chlapiąc przy tym niemiłosiernie i marzyłam o kąpieli. Wodę do mycia i mycia garów grzałam na kuchence w wielkim garze. Chciałam prymitywnych warunków pachnących zapadłą wsią z lat 80 ubiegłego wieku to je miałam. Los bywa czasem przewrotny.
Swoją drogą pamiętam czasy, gdy rodzice kupili dom w Kamesznicy. To były właśnie lata 80. Dom składał się z jednej dużej izby, małego pomieszczenia i dużej sieni. Oczywiście łazienki nie było. Nie było nawet wody. Nosiło się ją ze studni u sąsiadów i była na wagę złota. Do mycia służyła miska, a do kąpieli wanienka. Kąpać można się było też w potoku, który przez działkę płynął. Ubikacja była na dworze. Na początku ciężko mi było przyzwyczaić się do takich warunków. Zwłaszcza ciężko było wychodzić zimą i wieczorem do ubikacji. Nie było też codziennej kąpieli. Często wspominam deszcz stukający o powałę wygódki, zapach róży posadzonej obok i gniazdo os nad drzwiami. Osy bytowały przez kilka lat nie niepokojone, nie czyniąc nikomu krzywdy. Rodzice dopiero po dwóch latach rozbudowali dom. Dobudowali 3 pokoje i zrobili łazienkę. Wyszła piękna, niezwykle klimatyczna - z oknem, koronkową firanką, masą naturalnego kamienia, drewna i białymi ścianami. Dobrze sobie czasem tamte dni przypomnieć...Im jestem starsza tym częściej wracam do tamtych czasów smakując każdą chwilę.
A na koniec o dzikich lokatorach i gościach mojego ogrodu i podwórka. Przede wszystkim jest dużo żab i winniczków, czasem mignie jaszczurka. Są wilkie świerszcze i pasikoniki. Zdarzają się ważki i piękne motyle. Bywają chyba jeże, bo kora pod krzewami jest regularnie rozgrzebywana. Żmiji w tym roku jeszcze mama nie widziała, ale bytowała przez kilka lat pod schodami. Jest pewnie sporo myszy. Są i krety co widać po licznych kopcach. Gniazdują wróble i sikorki. Przylatują bażanty, cukrówki, sójki, kosy i czasem dzięcioły. Niekiedy nad domem krąży jastrząb. Czasem słychać sowę i mignie nietoperz. Przychodziły i sarny. Widziałam też lisa. Kiedyś przybiegała wiewiórka. Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w takim miejscu gdzie w pobliżu domu kręcą się wilki. Fascynują mnie te zwierzęta...Chciałabym usłyszeć ich wycie. Cóż pewnie nie w tym życiu...Na razie cieszę się z tego co jest dla mnie dostępne...
wtorek, 13 stycznia 2015
To i owo o pogodzie, przewidywanie pogody, dieta z torebek, pasztet, kurs i akwarela...
Prawie połowa stycznia, a zimy nie widać. Pogoda jest jaka jest i na inną nie ma co liczyć w najbliższym czasie. U mnie jest ciepło na tyle, że w piecokuchni nie potrzebuję palić. Sypialnię podgrzewam konwektorem i jest dobrze. Ciekawe jaki będzie luty. Według przysłów taki styczeń jest bardzo niekorzystny. I tak
- Styczeń najmroźniejszy roczek najpłodniejszy
- Gdy w styczniu deszcz leje złe robi nadzieje
- Jak styczeń zachlapany to lipiec zapłakany
- Kiedy w styczniu woda huczy to na wiosnę mróz dokuczy
- Kiedy syczeń mokry trzyma zwykle długa bywa zima
- Kiedy w styczniu lato w lecie zima za to
Zobaczymy. Na razie dobrze to nie wygląda.
Ostatnio wzięłam się za siebie i zaczęłam ponownie się odchudzać. To co nabrałam przez zimowe szaleństwo typu święta i Sylwester już prawie zrzuciłam. Teraz walczę dalej, żeby te 10 kg, które chcę w tym roku zrzucić, spadło. Na początek kupiłam sobie na tydzień dietę Allveo. Jest to dieta podobna do Cambridge, na której trochę schudłam. Polega ona na jedzeniu tylko gotowych posiłków. Ja kupiłam zupy brokułowe z ziołami, ziemniaczano-porowe i grzybowe. Są jeszcze dostępne owsianki i koktaile. Zobaczymy ile schudnę i jaki te zupy mają smak. Cambridge są ohydne, ale sycące i jeść się po nich nie chce. Waga spada tydzień po tygodniu. Wiem, że to chemia, ale schudnąć muszę, a rozsądne diety na mnie nie działają. Czasem na nich wręcz tyję. Na razie póki zupy nie przyjdą jestem na diecie owsiankowej. Na mnie działa. Z dukanem się wstrzymam, a warzywne diety zostawię sobie na wiosnę gdy już będę miała gdzie kupić warzywa.
Mam też zamiar w najbliższym czasie kupić sobie zioła Klimuszki czyli:
korzeń mniszka
kora kruszyny
skrzyp
krwawnik
pięciornik
szałwia
morszczyn
znamię kukurydzy
korzeń wilżyny
owocnia fasoli
korzeń lubczyka
Dziś dietkuję, a mam zrobić pasztet z ryby i pewnie trochę zjem, bo go bardzo lubię.
50 dkg ryby
2 jajka
cebula
sól
pieprz
bułka tarta
olej
przyprawa do ryby
Cebulę rozdrobnić i poddusić na oleju. Rybę zmielić. Wymieszać z bułką, cebulą, przyprawami i jajkami. Włożyć do keksówki i piec 30 minut w 180 stopniach. Można dodać rodzynek i chrzanu.
Od jutra zaczyna mi się następny stopień kursu pisarskiego. Zapowiada się ciekawie, a u mnie weny ani widu, ani słychu. Ciekawe jak będę pisać ćwiczenia i teksty do krytyki. Całkiem się skompromituję. Pokombinować nie mogę, bo nauczyciel jest ten sam i kursanci niektórzy też. Wstyd będzie...
Ostanio sporo maluję tzn co najmniej jeden obrazek dziennie. Tu weny nie brak. Akryle na razie odstawiłam z powodu zimna w pracowni. Wrócę do nich wiosną. Od wczoraj maluję akwarele. Było by nienajgorzej gdyby nie trawa, którą muszę poćwiczyć, żeby cieniutkie kreski wychodziły...Powinnam też popracować nad brzozami, bo są zbyt płaskie...Uczę się jednak i te moje malunki stają sie coraz lepsze. Podobno jest postęp...
To jeszcze pastele olejne. Powinnam popracować nad drugim planem.
I pastele suche. Tu ponoć jest dobrze...
Dziś też będę malować i może poczytam trochę.
- Styczeń najmroźniejszy roczek najpłodniejszy
- Gdy w styczniu deszcz leje złe robi nadzieje
- Jak styczeń zachlapany to lipiec zapłakany
- Kiedy w styczniu woda huczy to na wiosnę mróz dokuczy
- Kiedy syczeń mokry trzyma zwykle długa bywa zima
- Kiedy w styczniu lato w lecie zima za to
Zobaczymy. Na razie dobrze to nie wygląda.
Ostatnio wzięłam się za siebie i zaczęłam ponownie się odchudzać. To co nabrałam przez zimowe szaleństwo typu święta i Sylwester już prawie zrzuciłam. Teraz walczę dalej, żeby te 10 kg, które chcę w tym roku zrzucić, spadło. Na początek kupiłam sobie na tydzień dietę Allveo. Jest to dieta podobna do Cambridge, na której trochę schudłam. Polega ona na jedzeniu tylko gotowych posiłków. Ja kupiłam zupy brokułowe z ziołami, ziemniaczano-porowe i grzybowe. Są jeszcze dostępne owsianki i koktaile. Zobaczymy ile schudnę i jaki te zupy mają smak. Cambridge są ohydne, ale sycące i jeść się po nich nie chce. Waga spada tydzień po tygodniu. Wiem, że to chemia, ale schudnąć muszę, a rozsądne diety na mnie nie działają. Czasem na nich wręcz tyję. Na razie póki zupy nie przyjdą jestem na diecie owsiankowej. Na mnie działa. Z dukanem się wstrzymam, a warzywne diety zostawię sobie na wiosnę gdy już będę miała gdzie kupić warzywa.
Mam też zamiar w najbliższym czasie kupić sobie zioła Klimuszki czyli:
korzeń mniszka
kora kruszyny
skrzyp
krwawnik
pięciornik
szałwia
morszczyn
znamię kukurydzy
korzeń wilżyny
owocnia fasoli
korzeń lubczyka
Dziś dietkuję, a mam zrobić pasztet z ryby i pewnie trochę zjem, bo go bardzo lubię.
50 dkg ryby
2 jajka
cebula
sól
pieprz
bułka tarta
olej
przyprawa do ryby
Cebulę rozdrobnić i poddusić na oleju. Rybę zmielić. Wymieszać z bułką, cebulą, przyprawami i jajkami. Włożyć do keksówki i piec 30 minut w 180 stopniach. Można dodać rodzynek i chrzanu.
Od jutra zaczyna mi się następny stopień kursu pisarskiego. Zapowiada się ciekawie, a u mnie weny ani widu, ani słychu. Ciekawe jak będę pisać ćwiczenia i teksty do krytyki. Całkiem się skompromituję. Pokombinować nie mogę, bo nauczyciel jest ten sam i kursanci niektórzy też. Wstyd będzie...
Ostanio sporo maluję tzn co najmniej jeden obrazek dziennie. Tu weny nie brak. Akryle na razie odstawiłam z powodu zimna w pracowni. Wrócę do nich wiosną. Od wczoraj maluję akwarele. Było by nienajgorzej gdyby nie trawa, którą muszę poćwiczyć, żeby cieniutkie kreski wychodziły...Powinnam też popracować nad brzozami, bo są zbyt płaskie...Uczę się jednak i te moje malunki stają sie coraz lepsze. Podobno jest postęp...
To jeszcze pastele olejne. Powinnam popracować nad drugim planem.
I pastele suche. Tu ponoć jest dobrze...
Dziś też będę malować i może poczytam trochę.
sobota, 9 sierpnia 2014
Żywność domowa i kupna, pracowita sobota, chutney i uczep amerykański...
Ostatnio zaczęłam baczniej śledzić to co jem i wnioski są nie za dobre jeśli nie ponure. I tak. Plaster sera żółtego po jednym dniu poza lodówką przypomina kawałek oślizgłego z tłuszczu kartonu, marchewka, pietruszka i seler psują się po tygodniu leżenia w spiżarni, a kalafior czernieje już po 3 dniach. Baton z indyka, który niedawno kupiłam w supermarkecie miał w składzie 14 % mięsa, a śledzie z Frosty to w zasadzie cebula, bo były tylko 3 małe płaty na całe opakowanie 250 g. Nie chcę już wiedzieć co jest w mielonkach i kiełbasach. Od dawna planuję uruchomić domowa wędzarnię, ale tak mi schodzi. Trzeba będzie jednak się z tym pospieszyć. Na razie staram się bazować na wędlinach typu pieczonego schabu, boczku czy karczku, domowych pasztetach i mielonkach. Myślę o wędzonym boczku, schabie, kurczaku dla Krzyśka. Kuszą mnie sery typu oscypek, wędzone ryby no i kiełbasy. Nie wiem czy uda mi się te wszystkie plany w tym roku zrealizować, pewnie nie, ale dobrze by było. Myślę też o tym, by częściej niż raz w tygodniu jeść chleb domowy, bo ten kupny cuchnie kwasem i szybko pleśnieje. Jest to jednak trudne, bo nie mam pieca chlebowego i piekę w normalnym w dodatku małym piekarniku. Nie sposób jeść wszystkiego wyprodukowanego w domu w dzisiejszych czasach...Szkoda, bo to by było zdrowsze i smaczniejsze...
Dzisiejsza sobota będzie pracowita, bo mam zrobić chutney ze śliwek, które mama dostała za zabiegi bioterapii. Powinnam też przesadzić na stałe miejsce sałaty i kalarepy. Czeka mnie również podlewanie ogrodu, ponieważ deszczu ani widu ani słychu. Warto by też wyplewić w fasoli, bo trawa po kolana. Muszę też napisać trochę tekstów. Trochę tego jest...Czy zdążę? Wątpię. Odpocznę jutro, albo i nie, bo gruszki czekają na przerobienie...
Chutney ze śliwek
1 kg wydrylowanych śliwek
2 spore cebule
1/2 szklanki octu
1 łyżka soli
pieprz
2 łyżki oleju
30 dkg cukru
3 ząbki czosnku
łyżeczka cynamonu
łyżeczka gorczycy
kilka goździków
Cebulę pokroić, dodać śliwki i pozostałe składniki. Gotować na małym ogniu do rozgotowania. Gorącym napełniać słoiki i odwracać je do góry dnem.
A na koniec uczep amerykański, który wyrósł w moim ogrodzie . Ziele to działa bardzo dobrze na nerki, pęcherz, wątrobę i woreczek żółciowy. Wlewki z mocnego wywaru do odbytu są pomocne na świąd i hemoroidy. Uczep z tej rośliny nie będzie użyty, bo zbyt blisko ulicy wyrósł...
sobota, 15 czerwca 2013
Pracowita sobota
Wstałam dziś stosunkowo wcześnie jak na sobotę bo o 9. Nie mogłam pospać dłużej z powodu natłoku spraw do załatwienia, które odkladałam i odkładałam w nieskończoność aż w końcu powiedziałam dość.
Na pierwszy ogień poszły jaśki, które kupiła mi koleżanka w sklepie za 2,50 już jakiś czas temu, a które okazały się twarde jak kamienie. W domu w którym poduszki się podziwia a nie używa mogły by od biedy zdać egzamin ale mój dom do takich nie należy. U mnie jasiek musi być mięciutki i przyjemny w dotyku bo ciągle jest w użyciu tak przeze mnie jak i przez zwierzęta a na twardym po prostu wylegiwać się nie da. A w dodatku pod wpływem nacisku twardy i ubity lubi się odkształcać. Postanowiłam więc z jaśkami zrobić porządek i część wymieniłam na jaśki tradycyjne z pierzem tz. kupiłam wsypy i wypełniłam pierzem z pierzyny po babci a części dałam jeszcze szansę i tylko ubrałam z nich część wypełnienia co sprawiło, że stały się bardziej miękkie. No i zobaczymy...Jeśli się sprawdzą to dobrze a jak nie to zastąpie je tradycyjnymi poduszkami wypełnionymi pierzem bo pierzyn u mnie w domu nie brakuje. Wisi ich na strychu z 6 bo przed laty każdy z moich bliskich miał swoją pierzynę, którą służyła mu w zimie. My z Krzyśkiem na zimę też pierzynę w nogi łóżka szykujemy...Sprawdza się doskonale dodając przytulności i ciepła. Na szczęście alergikami nie jesteśmy...
Na obiad miałam dziś mięso z kluskami kładzionymi.
2 kotlety schabowe
cebula
3/4 jabłka
olej
majeranek
sól
pieprz
maka
listek laurowy
Kotlety rozbić, pokroić i podsmażyć na oleju, dodać przyprawy, pokrojoną cebulę i rozdrobnione jabłko. Zalać wodą i dusić pod przykryciem.Na koniec zaprawić wodą z mąką. Można dodać odrobinę śmietany.
Po poobiedniej drzemce zabrałam się za przetwory czyli przelewanie do słoików wczoraj przygotowanego syropu z czerwonej koniczyny i za nalewkę z glistnika.
Syrop z koniczyny
250 kwiatów
1 kg cukru
1 litr wody
cytryna
Wodę z cukrem i pokrojoną cytryną zagotować i zalać nią kwiaty koniczyny oczyszczone z żyjątek. Zamieszać i zostawić pod przykryciem na 24 godziny. Po tym czasie przelać do słoików. Słoiki odwrócić do góry dnem w celu zamknięcia. Nie pasteryzować. Przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu.
Syrop jest bardzo smacznym zamiennikiem cukru. Pomaga łagodzić męczący kaszel i objawy menopauzy.
Nalewka z glistnika na kurzajki i brodawki
Około 10 g świeżego glistnika zalać szklanką octu winnego i odstawić na miesiąc. Mieszać co 2 dni. Powstały płyn odcedzić i smarować brodawkę 2,3 razy dziennie.
A jutro będę przelewać do słoików syrop z czarnego bzu...Wyszedł pyszny...
Po wieczornym karmieniu futer zszyłam wreszcie skończoną kilka dni temu moją piękną poszewkę z kwadratów. Wylądowała na wersalce w pokoju dziennym i natychmiast została wypróbowana przez Pikusia...Położył sobie na niej główkę i spał słodko ponad godzinę aż sapał...
Aparat w telefonie niestety zmienia kolory...W oryginale to brąz, beż, fiolet, khaki i ciemna zieleń...
Kwadrat na szydełku
1 rządek - łąńcuszek z 4 oczek zamknąć w kółko
2 rządek - w każde oczko wykonać po 3 słupki/12 słupków/
3 rządek - w każdy słupek 2 słupki/24 słupki/
4 rządek - 3 oczka łańcuszka plus słupek w 1 słupek, oczko i dwa słupki w ten sam słupek następnie opuścić 1 słupek i w następny 2 słupki, następny słupek opuścić i ponownie 2 słupki w słupek plus oczko łańcuszka plus dwa słupki. Powtarzać/mają wyjść 4 boki kwadratu/
5 rządek - 3 oczka łańcuszka plus 2 słupki plus oczko plus 3 słupki w róg kwadratu poprzedniegon rzędu następnie słupek w słupek aż do rogu i powtarzać...
Zaraz zabieram się woreczek z resztek włóczki w którym będę przechowywała telefon...
Dzień się jeszcze nie skończył...
środa, 12 czerwca 2013
Codzienne to i owo, zioła i poduszki...
Pogoda dzisiaj od rana jest całkiem fajna czyli słońce, sucho i nie za gorąco mogłam więc zerwać kwiaty koniczyny na kolejną porcję nalewki. Koniczyny jest bardzo dużo i nawet nie widać, że coś było zerwane. Tak sobie myślę, że zrobię jeszcze po parę słoiczków syropu i miodu bo szkoda tyle dobra zmarnować ale muszę się spieszyć bo trawa na podwórku wyrosła już prawie na metr i mama się bardzo denerwuje. Pewnie za kilka dni już nie wytrzyma i zamówi sąsiada z kosą do zrobienia z nią porządku. Sami nie kosimy bo nie bardzo ma kto a poza tym nie mamy w tej chwili kosiarki i chyba już nie kupimy gdyż zwykła się na wysokiej trawie po prostu nie sprawdza a u nas się kosi rzadko tz.3 razy w sezonie. Częściej kosić nie będziemy bo ani ja ani mama niziutko koszonych angielskich trawników nie znosimy. Obie lubimy trawę wyższą z kwiatami polnymi i ziołami, pachnącą, typu łąki i raczej przyzwyczajeń nie zmienimy. Zresztą to by nie miało sensu by u siebie trawę ścinać a za ziołami wędrować daleko od domu...
A jutro mam zamiar zrobić syrop z kwiatów bzu czarnego bo już w pełni rozkwitł i jeszcze parę dni a zacznie się sypać. Bez też w tym roku pięknie obrodził z tym, że ja go sporo potrzebuję bo robię nalewki, syropy i dodaję go do dżemów. Całe szczęście, że u koleżanki w ogrodzie też czarny bez rośnie bo by mi zabrakło a tak to mi kwiatów odstąpi...Jutro idę zebrać i może przy okazji usłyszę trochę ploteczek...Przydało by się trochę pobyć z ludźmi, tak na luzie dla przyjemności, bo ostatnio prawie z domu nie wychodzę i nikogo nie goszczę u siebie. Odludek się ze mnie zrobił.
50 baldachów kwiatów
1 kg cukru
1 litr wody
2 cytryny
Baldachy rozłożyć na gazecie na dwie godziny, żeby się pozbyć mieszkańców. Wodę z cukrem zagotować, dodać plasterki cytryny. Kwiaty odciąć od gałązek bo zielone części nadają goryczy, zalać syropem i odstawić na 3 dni. Codziennie mieszać. Po tym czasie przecedzić i zlać do słoików. Przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu.
Ostatnio na zabiegi Reiki mam tyle chętnych, że pojawił się problem z czasem a raczej jego brakiem bo mam zasadę, że w jednym dniu nie robię więcej zabiegów niż dla 2 osób. No chyba, że jest sytuacja awaryjna. Obecnie od kilku dni wysyłam energię dla chłopczyka z nawracającymi przeziębieniami z Krakowa i dla mamy na stłuczenie nogi a dziś zgłosiła się kobieta z wieloletnią nerwicą. Poprosiłam by zadzwoniła w niedzielę ale czy zadzwoni? Dobrze by było bo reiki bardzo dobrze działa na nerwicę ale czy będzie miała cierpliwość poczekać? Jeśli nie to chyba zacznę robić zabiegi Krzyśkowi bo ostatnio coś jest bardzo nerwowy, drażliwy i agresywny. Chyba ma nawrót choroby...Chad to chad...
Od tygodnia dużo czasu spędzam z szydełkiem. Zrobiłam do tej pory dwie poduszki z tym, że jedna jeszcze czeka na zszycie...Może jeszcze w najbliższym czasie zrobię pokrowiec na komórkę. Kusi mnie ciepłe jesienne poncho, torba i oczywiście kapa z kwadratów to wszystko w barwach ziemi a poza tym może coś z kwadratów w odcieniach niebieskiego, fioletu i różu do pracowni...Może z czasem...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)










