Codzienność

Codzienność
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dieta. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 września 2019

niedziela

Jutro muszę zadzwonić do osrodka kultury, bo chcę sie oficjalnie zapisać na zajęcia z malarstwa sztalugowego. Niby prowadząca wiedziała, ze będę chodzić, ale mogła zapomnieć. Ponoć trzeba się zapisywać osobiście. Zobaczymy.
Zastanawiam się nad nad namalowaniem Jezusa i Matki Boskiej. Chodzi mi o akryle. To by mogło byc wyzwanie. Waham sie, bo portretow akrylami nie mam w dorobku. No ale mam przecież ikony, pastele, kredki. 

Jutro dość trudny dzień dla mnie, bo muszę jechać do miasta. Będę u fryzjera oraz w ośrodku kultury, a jest gorąco. Jeśli chodzi o włosy to tym razem będzie tylko obcięcie bez farbowania. Moje wlosy muszą odpocząć, bo sa trochę przesuszone. Nie chcę z tym nic robić i liczę, ze same dojdą do siebie. Ufarbuję może dopiero wiosną.

Zaczyna się kolejny miesiąc diety. W pierwszym schudlam 4 kg. To  trochę mało jak na dietę zupową, ale dobre i to. Na diecie planuję byc jeszcze przez wrzesień i chce zrzucić choć 2 kg. Od października pewnie będę bardziej glodna. Przypuszczam też, ze waga przestanie spadać. Jeśli tak będzie to przejdę na 3 etap na kilka miesięcy. Oby tylko jojo nie było. Od stycznia kolejna faza ataku. W przyszłym roku planuję zrzucić do 69 kg. To juz by była waga do przyjęcia. Tylko czy się uda? To ponad 10 kg. Moze byc ciężko. Prędzej zrzucę do jakiś 72 kg.

Od jutra ponoć ma być chłodniej...Uf...Nareszcie. Ma przyjść znajomy do remontu. Juz zrobił pomiary...




Miłość



jest miłość szczęśliwa
wyśniona pełna ciepła
 i jest trudna
gdy ból kąsa serce
a ciche dni następują po burzach
jest miłość w samotności
gdy duszom nie po drodze z sobą
albo gdy jedna od drugiej stroni
i jest miłość surowa trzeźwa
nie karmi czułością osądza karci
jak rodzic niesforne dziecko
jest też toksyczna
ta przynosi więcej rozpaczy niż rozkoszy
i jest jak opoka trwała
i nietrwała bo odchodzi ledwie po preludium

czwartek, 15 sierpnia 2019

15 sierpnia

15 sierpnia Matki Boskiej Zielnej. Dla mnie ważny dzień. Kiedyś w ten dzień zbierałam zioły i kwiaty. Robilam wiązankę i dawalam ja do poświęcenia w kościele. Teraz brak mi tego zwyczaju, bo mi nie ma kto poświecić. Nikt z moich bliskich znajomych do kościoła nie chodzi. Ja do kościoła nie chodzilam nigdy, ale jestem wierzaca. Co do moich ezoterycznych pasji, to kiedyś księża ich tak nie zwalczali. Bioterapeuci przyjmowali w kościołach, a jedna linie Reiki do Polski sprowadziła zakonnica. Święta Hildegarda z Bingen stosowała litoterapię i astrologię. No, ale księża to inna sprawa.
Swoja droga miałam ostatnio sen, ze znalazlam na śmietniku biblię. Nie jestem znawczynia snów, ale wydaje mi się, że mogę nieco do kościoła wrócić. Do kościoła chodzić nie będę, ale mszę można słuchać i w internecie.

Nadal jestem na diecie zupowej. Schudlam w dwa tygodnie około 2 kg. Trochę mało. Za kilka dni pełnia to waga moze zacząć spadac szybciej. Wczoraj wymyśliłam kolejną zupę. To kartoflanka ze schabem i bobem.

kartoflanka

2 ziemniaki
10 dkg schabu
marchew
czosnek
cebula
listek laurowy
pól szklanki bobu konserwowanego
majeranek
sól
pieprz
śmietana

Warzywa i  ziemniaki rozdrobnić, dodać przyprawy, wodę i schab pokrojony w kostkę. Ugotować do miękkości. Gdy gotowe dodać śmietanę i bób.

Ostatnio zaczęłam ogladać w internecie zdjęcia z rysunkami architektury. Bardzo mi sie podobają rysunki ołowkiem lub węglem. Może o tym pomyślę kiedyś. Niedlugo raczej. Nadal szkicuję. Kusi mnie obraz wykonany akrylami. Myślę o różach, ale zabieram sie do tego jak pies do kija.



czwartek, 1 sierpnia 2019

czwartek

Dziś pierwszy dzień sierpnia. Polowa lata za nami. Cieszę się i oby druga połowa była równie udana, czyli chłodna. Jeszcze trochę i bociany będą zbierać się do lotu, a to juz poźne lato. Późne lato juz lubię. Czekam oczywiście na jesień. W tym roku liczę na to, że Sebastian nazbiera mi grzybów. Potrzebuję sporo, bo znowu przeszlam na dietę zupową, a zupę grzybową bardzo lubię. Nie wiem jak długo na diecie będę. To będzie zależalo od tego jakie będą spadki wagi. Dietę zupową lubię, bo jem do syta i nie ograniczam węglowodanów, ktore mi smakują. Wytrwać moge dlugo i wytrwam o ile spadki będą. W zeszłym roku w pięć miesiecy zrzuciłam 16 lub 18 kg. Nie pamietam juz teraz. W tym roku na poczatku tez kilka zrzucilam, ale pojawił sie przestój, ktorego nie przetrwałam. Diete przerwałam i wszystko co zrzuciłam w tym roku wrociło. Poźniej byla dieta WO. Spadło tylko 6 kg. Z tego 4 juz wróciło. Koszmar jakiś w tym roku. Tyję na normalnym jedzeniu, bez objadania. To wina metabolizmu. Chyba muszę jeść bardzo mało by wagę utrzymać.

Wczoraj Krzysiek był na targu, bo nadal robie przetwory. Kupił jeszcze 2 kg ogórków, brzoskwinie i jabłka. Z jabłek dziś zrobię dżem, a jutro dżem z brzoskwiń. W przyszlym tygodniu juz biore się za sosy. Pierwszy będzie chiński. Na razie czekam na zakrętki. Gruszek od koleżanki niestety nie dostanę, bo przez suszę wszystkie spadły. Wiszą 2, a bylo dużo. To samo u mnie ze śliwkami. Na drzewie zostaly tylko brzoskwinie i to nie wszystkie.

Dzisiejszy dzień jest pracowity. Dobrze chociaż, ze najpilniejsze prace koło domu skończyliśmy. Teraz mi tylko praca zawodowa została. Dziś trzeba opracować graficznie krzyżówkę panoramiczną. Krzyżówka jest duża, to troche czasu zejdzie. Jutro zrobię krzyżowki tradycyjne i może logogryf. Materiały autorskie mam już oczywiście gotowe. Lubię układać krzyżowki i nawet nie wzdrygam sie przed opracowaniem graficznym. Robię to w Corelu. Wolę tak niż na papierze.

Kilka dni temu wyslałam paczke z kartkami na bazarek dla kotów. Trzeba by się za kartki wziąć, ale nie bardzo mam czas. Szkicuję nadal, ale kurs jeszcze potrwa dlugo. Chyba niedlugo dostanę kompleksów :( Szczególnie szkło mnie frustruje - symetria i linie proste jak w tym oknie ponizej.







piątek, 19 lipca 2019

piątek

Ostatnio wykupiłam sobie lekcje z Krissem Wieliczko, bo chcę podszkolić portrety. Pierwsze lekcje to nauka szkicowania od podstaw. Ja szkicuję mało. Za mało. Szkicuję raz, a poźniej od razu maluję. Nie szkicuję dla wprawy. To błąd, bo trzeba szkolić rękę, oko, mózg. Na początku warto szkicować przedmioty użytkowe - kubki, butelki, maskotki, buty itp. nie wolno sie zrazać tym, że są pospolite. To dobre ćwiczenia. Ja się skupię na szkicowanie ze zdjęć. Z natury raczej nie będę mieć okazji niczego malować, bo na plenery sie nie wybieram. Kiedyś szkicowałam z ręki czyli na oko. Teraz staram się szkicować z liniami pomocniczymi. To faktycznie ułatwia sprawę. Linie są ważne, bo przedmioty mają być identyczne. Kolejne lekcje to architektura. Też nie mam w tym wprawy.
Poniżej to co zdziałałam i stary szkic-lilie





W zasadzie na tablet graficzny z wyświetlaczem juz zarobiłam i mogłabym kupić. Tak o tym marzyłam, a teraz gdy już mogę kupić zaczęłam się wahać. To spory koszt. Waham się, bo nawet lubię pracować myszą i idzie mi nie tak źle. Moze kupię we wrześniu.



Z diety nic nie wyszło. Organizm się zbuntował i waga nie spada. Sprobuję jeszcze we wrześniu, ale chyba postu Hildegardy z Bingen. Na razie mam dość. Nie ma sensu się starać skoro efektów brak. Strasznie ciężko w tym roku idzie. Jestem rozczarowana.

poniedziałek, 15 lipca 2019

poniedziałek

Dziś pierwszy dzień postu dr Dąbrowskiej. Mam zamiar pociągnąć do końca miesiąca, czyli do nowiu. Oby tylko waga spadała. Ile, to czas pokaze. Oby choć 4 kg było mniej. Ciężko w tym roku idzie. Chyba nawet 10 kg na stale nie zrzucę, bo co zrzucę to nabieram z powrotem. Strasznie mnie to denerwuję. Czekam na siodemkę z przodu i doczekać sie nie mogę.

Dziś czeka mnie trochę zajęć typu przyjemnych, ale niestety będą też te mniej przyjemne. Ostatnio nie mam ochoty na pracę koło domu, a czeka plewienie. Mam też wyjazd do miasta i to pilny. Powinnam kupić trochę roślin przy okazji, ale nie wiem czy mi się to uda. Pogoda na razie jest dobra na sadzenie, bo nie ma upału. Za tydzień już może z tym być gorzej. Ma wrócić wyższa temperatura i słońce. Nie podoba mi sie to, ale cóż? Lato jeszcze trwa i muszę wytrzymać... Do Anki coraz blizej, a po będzie szansa na chłodne noce. Mnie najbardziej męczą upały właśnie w nocy. Nie znoszę klejenia się do pościeli.

Wieczorem mam pierwsze spotkanie na skype z nowa korepetytorką. Tym razem chcę przesłać prace z grafiki. Chodzi mi o prace typu prostych ilustracji.W przyszłym tygodniu jak sie uda wyślę obrazy w tym moze kilka portretów, bo kobieta zajmuje się też malarstwem. Korepetytorka uczy też projektowania i typografii. To mi się moze przydać do logo, ulotek, banerow. Lubię to robić i w zasadzie juz robię, ale nie zarabiam dużo, bo nie znam trendow.

W wolnych chwilach robię grafiki i maluję. Powinnam wrocić do akwareli, ale mi z tym nie po drodze ostatnio... Ostatnio zgrałam sobie kilka pejzaży z morzem. Chyba do tego dojrzewam. Nie jest to jednak typowa marynistyka, bo do statków i łódek mnie nie ciagnie. Poniżej grafiki i pastele suche...





czwartek, 11 lipca 2019

czwartek

Wczoraj Krzysiek był w Rykach w celu sprzedaży działki rolnej. Wyjechali rano i wrócili wieczorem. Brat Krzyśka prowadził w obie strony, a byl po nocnej dniowce. Strasznie sie balam, zeby nie zasnął za kierownicą. Wrócili jednak szczęśliwie. Działka prawie sprzedana i choć dużo za nią nie będzie, to pieniadze sie przedadzą. Z Krzyśka spadku zostalo jeszcze tylko mieszkanie w Warszawie po ciotce. To kawalerka i pieniądze z niej będą chyba w przyszłym roku. Mąż mi sie trafił leniwy, ale za to z posagiem. :) W pracy sie nie wysilał, a ostatnio nie pracuje wcale, ale pieniadze po rodzinie przed glodem i chłodem chronią, choć oszczędzać trzeba. Taki widać mój los w tym życiu. Całe zycie oszczędności.

Za kilka dni zaczynam kolejna fazę diety. To będzie w zasadzie post dr Dąbrowskiej. Chcę pociągnąć do nowiu i obym 4 kg zrzuciła. Motywacje mam wysoką i juz bym chciała dietę zacząć. Ten rok jest gorszy jeśli chodzi o odchudzanie, bo waga niby spada ale szybko pojawiaja sie przestoje, a później jojo. Tego nie znoszę i diete przerywam. Jak na razie na stałe w tym roku schudłam tylko 6 kg. W zeszłym aż 18. Rok sie jednak jeszcze nie skończył i moze kilka kilo zrzucę. Oby choć 4 jeszcze na stale spadlo to będę zadowolona. Jest szansa, ale nie pewność. Wszystko zależy od pogody. Jeśli będą upały, nie schudnę.

Dziś chcę wyjść do pracy do ogrodu. Czeka ogrodek przed domem. Kiedyś chciałam grządki wyłozyć folią, ale wtedy bym musiała zrezygnować z kwiatów, a tego nie chcę. Niech sobie będzie po wiejsku, ale nie tak do końca. Kwiaty będą, ale troche betonu tez będzie. Ogródek jest na podwyższeniu, to będzie wygladal troche jak taras. Nie lubie betonu, ale z trawnika muszę zrezygnować, bo nie ma kto kosić. Krzyśka nawet szantażem do tego trudno zmusić, a Sebastian przyjeżdża rzadko i trawa bardzo rośnie.

Mam nową pracę. Przygotowuję dla dwoch gazet strony z rozrywką. Robię krzyżówki w tym przygotowanie graficzne, piszę qwizy, dowcipy i ciekawostki. Gazety to tygodniki i trochę mam szansę zarobić mimo, ze stawki nienajwyższe. Ciekawe jak długo potrwa współpraca. Na razie problemy finansowe zażegnane.

A na koniec pastele suche... Ostatni obrazek nieudany. Miała być lawenda, ale bez ukłonu w stronę realizmu. Wyszło nie wiadomo co i pojdzie do pieca. Jednak wolę realizm...








środa, 5 czerwca 2019

środa

Znalazłam piece kuchenne o sprawności ponad 80 %. Reklamują je jako zgodne z ekoprojektem. Pochodza z Serbii i sa tanie. Jest szansa, że za dwa lata będę piec w kuchni miała. Niestety chyba będzie trzeba skasować piecokuchnę i przez to centralne. Są też fajne piecyki żeliwne retro. Nawet nie takie drogie. Trzeba będzie o takim pomyśleć. Z kominka z rozprowadzeniem na sypialnię zrezygnuję, bo to kosztowna sprawa i mechanizmy, które mnie przerażają. Lubię proste rzeczy, bo nie ma co się zepsuć. Piec ze ścianówką z atestem/nie wiem czy pod ekoprojekt/około 40000 zł...:( Teoretycznie za dwa lata pewnie będzie większy wybór odpowiednich pieców.

Dziś mija 4 tygodnie diety dr Dąbrowskiej. Schudłam stosunkowo mało i nie wiem czy już diety nie przerwać. Zaczynają mnie kusic jajka, ryby, majonez do sałatek i warzywa strączkowe. Mięsa na razie i tak bym nie jadła. Nie jadłabym też jeszcze miesiąc ziemniaków i innych tego typu węglowodanów czy serów. Nie chcę przytyć. Pod koniec lata powrót do diety na dwa tygodnie albo post orkiszowy Hildegardy z Bingen. Liczę na 3-4 kg mniej. Na razie schudłam łacznie 20 kg. 

Znalazłam do kupna biegusy indyjskie i zakochałam się. Są cudne w naturalnych barwach i tanie. Chciałabym je kupić, ale mama sie nie zgadza, żeby po podwórku biegały, a terenu wydzielonego jeszcze nie mam.


Kupiłam trochę nasion ziół i roślin ozdobnych. Ponoć te wysiewane rosna w domu lepiej...:)

A na koniec zdjęcia z niedzielnego spaceru. Wybrałam się w miejsce zaciszne i klimatyczne. Jako dziecko tam się bawiłam. Jako nastolatka paliłam tam ze znajomymi ogniska. Piekliśmy kiłbaski na patykach i ziemniaki w garnku albo w popiele. Mój dziadek pasł tam owce. Były tam w okolicy pola, rosły grzyby. Wiosną kwitnie tam podbiał. Jest żółto, a raczej było. Moja ukochana ciocia zrywała go do wazoników. Wycieczka w przeszłość się udała. Nie byłam tam około 30 lat. Miejsca nie poznałam. Górki zrobiły się jakieś takie małe, a drzewa wyniosłe. Kiedyś to był step, a teraz jest las. Nie udało mi się znaleźć źródełka, które tam biło, a może tam podciekała tylko woda z pobliskiej kopalni? Znalazłam za to skupisko trzciny. Może więc coś okresowo tam jest? 
Nie podobają mi się zdjęcia z komórki. Są za wąskie, a na aparat mnie nie stać:(










środa, 22 maja 2019

środa

Dziś mija dwa tygodnie diety dr Dąbrowskiej. Schudłam 4,3 kg. Trochę mało, ale dobre i to. Liczę jeszcze na 4 kg, bo chcę wytrwać do 42 dni. Teraz może juz spadać wolniej. Dieta nie jest dla mnie trudna. Ciężkie były 3 pierwsze dni. Czułam sie skrzywdzona i łapała mnie jakaś panika. Jeśli mi się uda to kolejny post we wrześniu. Krótki, bo tylko 2 tygodnie. Chciałabym jednak te 76 kg w tym roku zobaczyć. To by była nadwaga. Mam dość otyłości i wcale przez te kilka lat się do niej nie przyzwyczaiłam. Zawsze miałam wagę w granicach normy i chcę by tak było z powrotem. Ostatnio sporo czasu spędzam w kuchni i nawet mi to nie przeszkadza. Jeszcze nie myślę o końcu diety i pociągu do zakazanych pokarmów nie mam.

Ostatnio intensywnie pracuję nad sobą, a wczoraj zapisałam się na kurs anielski. Trwa trzy miesiące. To 15 lekcji plus kontakt przez email. Jeśli chodzi o anioły, to jestem po dostrojeniu w engel ki. Niby kontakt mam, ale jakoś tak intensywnie z aniołami nie pracowałam, a bardzo chcę. Mam trochę książek, ale co kurs to kurs. O tym kursie myślałam juz od kilku lat. Zdecydowałam się teraz. Niby wcześniej miał być kurs terapeuty kryzysowego, ale jest sporo droższy i mnie teraz na niego nie stać. Kurs prowadzi uczeń D Virtue oraz D Cooper i nie ukrywam, że to mnie zachęciło.

Rozunia prawie doszła do siebie. Czuje się dobrze - je, myje się, mruczy i z kolan mi nie schodzi. Okazała sie bardzo grzeczna i delikatna. Nie było ataków szału ani gryzienie podczas podawania tabletek. Teraz juz powinno być tylko lepiej i oby było.

warzywa po grecku

- marchew
-seler
- korzeń pietruszki
- cebula
- czosnek
- sól
- pieprz
- koncentrat pomidorowy
- zioła

Cebulę pokroić i podsmażyć na suchej patelni, dodać czosnek i starte warzywa. Podlać woda i dusić. Na koniec dodać przyprawy i koncentrat.

sobota, 18 maja 2019

sobota

Rozi przezyła wczorajszy dzień i teraz będzie juz tylko lepej, ale czy napewno? Podczas sterylizacji została znaleziona zmiana na jajniku. Oby to nie był następny problem. Martwię się. Cierpi teraz malutka, bo rana jest duża. Na razie jest spokojna, ale charakterna jak zawsze, bo juz wczoraj Mruczka potraktowała pazurami. Na razie je, chodzi i podkłada główkę do głaskania. Od wczoraj siedzi cały czas koło mnie albo na kolanach. Nie ma ataków złości i ładnie połknęła tabletki.

Wiosna w pełni  to widać. Cieszy mnie zieleń i rośliny. Cieszą mnie ptaki i ich jasne głosy. U mnie jest sporo gniazd i trochę ptaków sie uwija po podwórku. Trochę kwiatów u mnie kwitnie. Czekam na rózanecznik. Ma zakwitnąć po raz pierwszy. Niestety robota przy wodociągu nie przysłuzyła się roślinom. Część zostala zasypana i mimo, że później S wygrabił piasek, liście nie przetrwały. Odbiją chyba w przyszłym roku. Cieszą mnie tez rośliny w domu... Niby kocham jesień i lubię zimę, ale bogactwo życia wiosna mnie zachwyca. Wiosna jest piękna i tylko to mi spędza sen z powiek, że niedługo lato. Lata nie lubię, bo upały dają mi w kość.











Dieta trwa. Sporo jej zawdzięczam. Nauczyłam się przygotowywać nowe potrawy. Poznałam nowe sposoby w tym podpiekanie cebuli na suchej patelni i duszenie warzyw na wodzie. Na raze schudłam prawie 4 kg. Liczę jeszcze na 4-5 kg, bo teraz juz waga moze spadać wolniej. Im dłużej jestem na diecie WO tym mi się wydaje łatwiejsza. Niepotrzebne tyle z nią zwlekałam i tak się jej bałam. Fajne jest to, że nie czuję głodu, a gdy mam chęć na podjadanie wiem, że nie przytyję. Jem bardzo mało kalorii, bo około 300. Ciężkie będzie wychodzenie z diety. Będę musiała bardzo uważać, żeby z powrotem nie przytyć. Myślę by od razu dodać 200 kalorii, a po tygodniu jeszcze 100. Później chcę dodawać po 100 kalorii co dwa tygodnie. Na pierwszy ogień pójdą jajka, ryby i białko roślinne ze strączków. Później tłuszcz. Do mięsa wrócę chyba dopiero w sierpniu. We wrześniu może kolejny krótki post. Taki z dwa tygodnie. Jeśli wszystko wyjdzie jak myślę, to do granicy nadwagi zejdę już w tym roku.

czwartek, 16 maja 2019

czwartek

Mam araukarię. Jest cudna. Jeszcze jej nie miałam i ciekawa jestem czy uda m się ją utrzymać. Na razie stoi w pokoju dziennym, ale wyniosę ja chyba do ganku, bo tam jej będzie lepiej. Niby koty nie skubią, ale przechodza obok i trącają. Może tego nie lubić. Kwitnie mi też amarylis, a drugi zaczyna puszczać. Teraz czekam na pieniądze, żeby kupić następne kwiaty do domu. Lubię mieć dużo roślin w domu. Cieszą mnie.

Nadal jestem na diecie. Schudłam 3 kg w tydzień. Poznaję nowe smaki. Niektóre potrawy będę jadać i później. Ot chociażby sałatki niekoniecznie z majonezem i warzywa duszone bez tłuszczu, czy cebulę przypiekaną na suchej patelni. Powoli myślę co będzie po diece. Nie chcę dużego jojo i chyba muszę pomyśleć o jedzeniu zdrowszych rzeczy. Nie uśmiecha mi sie pieczywo z gipsem i słodycze z chemikaliami, kupne chipsy. Jadam dużo konserw z ziarnami. To największe grzeszki. Teoretycznie mogę strączkowe gotować. Mogę tez piec pieczywo. Tylko czy czasu wystarczy? Nie chcę pół dnia w kuchni siedzieć. Chyba zacznę robić domowe słodycze. Nie jem dużo, ale uważam, że na niedziele cos słodkiego powinno być. To może być ciasto, ciastka albo np. ptasie mleczko czy deser. Chyba kupię te książki albo najperw poszukam cos w internecie. Nie chcę przepisów zbyt skomplikowanych i ze zbyt wielu składników.





U mnie nadal pada, a przyszły werbeny  trzeba je posadzić. W tymroku wybrałam niebieske. Do tego będą kolorowe pelargonie, szczawik i lilie miniaturowe. 

Jutro Rozunia ma operację, a ja się martwię. Niby guzek malutki ale może być problem z podawaniem tabletek. Może tez sie wsciekać na koty i zdejmować kaftanik. No i bólu będzie sporo...:(

Tą książkę kupiłam...



czwartek, 25 kwietnia 2019

czwartek

Pogoda ładna to trochę byłam na dworze i obejrzałam rośliny. Moja kalina ma paczki. To niespodzianka, bo myślałam, że zmarniała. Będzie kwitła na różowo. Będzie kwitł bez o żółtych kwiatach. Jeszcze kwitnie forsycja. Nie wiem co z bzem o biało-zielonych liściach. Przetrwał, ale czy zakwitnie? Nie przetrwały funkie. Były dwie, ale chyba je ślimaki załatwiły. Kocham funkie, a to miejsce było na nie wymarzone. Chciałam kupić jeszcze kilka. Chcę też zdobyć lilak bordowy o pachnących, pełnych kwiatach.

W poniedziałek ma być u mnie robiony wodociąg. Boję się tej roboty. S czeka do końca prac, bo Krzysiek by sobie z tym nie poradził. Na razie pomalowane sa okna i wycięta też została gałąź z orzecha. S ją pociął, a Krzysiek zniósł. Będzie do palenia. Ja cały czas pracuję czyli wróżę. Mam też troche tekstów. Piszę przepisy. Krzysiek jeszcze pracy nie ma. Czekamy na dwie prace. Jedna to sprzatanie i druga to praca przy zieleni - sezonowa. Oby w której się zaczepił, bo trzeba pilnie kupić wersalkę do pokoju dziennego i szafę.

Od przedwczoraj jestem na diecie zupowej.Waga opanowana. Teraz myślę by przejść na kilka dni na post kaszowy. Chcę szybko kilka kilo zrzucić. Zapisałam się na wyzwanie na Vitalii. Teoretycznie chcę przez miesiąc zrzucić 4 kg. To by było 82 kg. Już nie taka tragedia, choć jeszcze otyłość. Planuję być na diecie do końca maja. Później będę stopniowo dodawać kalorii do jakiegoś końca sierpnia. We wrześniu jeszcze jedno podejście do diety. Moze się uda kolejne 4 kg zrzucić. Miało być 76 kg w tym roku, czyli juz nadawga, ale chyba się nie uda. Jesienią będzie przerwa z dietą. Będę jeść wszystko i pierogi i frytki i majonez i budyń tylko mało. W przyszłym roku dieta od nowa. Wtedy może będzie już jakaś satysfakcja, bo  zaczne byc podobna do ludzi.

wtorek, 23 kwietnia 2019

wtorek

Znowu ostatnio trochę przytyłam, bo spodnie jakby zrobiły się za obcisłe. Nie ważę się, żeby sie nie zdenerwować. Szybko chcę teraz z 3 kg zrzucić. To, że przytyłam to moja wina. Zamiast po poście dodawać stopniowo kalorie, rzuciłam sie na jedzenie. Pokusa była, bo święta. Teraz juz po i pokus nie będzie. Motywacja wysoka. Od dziś znowu post kaszowy, a później dieta zupowa. Wyglądam na siódemkę z przodu jak na zbawienie, ale jeszcze nie teraz chyba. Może w lecie.

W święta odpoczęłam. Spałam po 11 godzin na dobę. Wstawałam bez budzika, gdy już miałam dość spania. Tego mi było trzeba. Dziś juz trzeba będzie coś w domu i koło domu zrobić. Chcę posprzątać stertę prania z fotela, zasilić krzewy. Moi mężczyźni pewnie pomalują okna. Jutro może wsadzę troche roślin. 

W święta czytałam książkę Jak być leniwym. Pozycja jest interesująca dla mnie i otworzyła mi oczy na wiele spraw. Uczy między innymi jak cieszyć się życiem, jak spędzać czas. Jest w niej niechęć do konsumpcjonizmu. Jest przyjemność z długiego spania, krótkiej pracy. Od dawna byłam wrogiem wyścigu szczurów. Jest też druga pozycja tego autora Jak być wolnym. Tez przeczytam. Ostatnio nie wszystkie książki do mnie trafiają. Młodsi autorzy pisza o sprawach dla mnie obcych. Powieści tez czytam raczej starsze i historyczne. Nie interesuja mnie szybkie samochody, samoloty, biznes, luksus. Dawne czasy były spokojniejsze i tego klimatu szukam w książkach.

piątek, 12 kwietnia 2019

piątek

Pogoda ostatnio mi nie odpowiada. Jest za zimno i to mi przeszkadza realizować plany. W sadzie jeszcze nie wycięte krzaki. Nie wszystko też zasilone. Mam trochę sadzenia.
Inna robota to sprzatanie w pracowni. Ktoś sie kilka dni temu włamał i zdemolował to i owo. Wszedł przez okno, a że drzwi nie były zamknięte trafił do pokoju dziennego. Straciłam kiepski telefon, modem od telewizji, której nie uzywałam, stary aparat fotograficzny i mała kwotę pieniędzy. Nie wziął laptopa, piły i kosy. Z drugiej strony to nie był amator, bo wziął tylko to na co znalazł papiery. Po co wchodził nie rozumiem. Za bogatych nie uchodzimy i dom zaniedbany. Mimo to się boję, bo mogło dojść do nieszczęscia. Spaliśmy zamknięci obok w sypialni. Teraz dom zabezpieczę. Kupię kłódke na bramę, może nowe okno i roletę. Na pewno założę alarm. Teraz boje się spać. Siedzę w nocy i śpię w dzień. Niedługo przyjedzie S i poziom mojego poczucia bezpieczeństwa wzrośnie. Wyśpię się...

Teraz mam problem z ubezpieczycielem. Mam wykupioną usługę wstawiania szyb do 400 zł i od kilku dni nikt się nie pojawił. Chyba będę musiała wstawić we własnym zakresie, a z ubezpieczyciela zrezygnuje skoro niesolidny.

Przez ten stres musiałam przerwać detoks jaglany, bo ciągle byłam głodna. Poczekam aż mi stres minie i zacznę od nowa. Może już od poniedziałku. Chciałabym 84 kg jeszcze przed świętami zobaczyć. Po świętach spróbuję jeszcze, bo do 83 kg mi pilno. To będzie zrzucone 20 kg. Wtedy zrobię przerwę na kilka miesiecy z dietą i może od połowy sierpnia kolejna faza ataku. Chcę zejść do 79 kg. Miało być 76 kg, ale chyba się nie uda. W sierpniu albo znowu orkisz, ale tym razem dłuzej albo post dr Dąbrowskiej. W przyszłym roku dalsze boje i tak do skutku... Chcę ważyć w normie. Jakieś 58-63 kg będzie chyba dobrze.



sobota, 6 kwietnia 2019

sobota

Udało się załapać do wydawnictwa z krzyżówkami. Będę układała różne zadania. Na razie przyjeli mi kilka i dali wskazówki. Podpisałam umowę i rachunek i teraz czekam na finalizację. Układam kolejną partię i przepisuję krzyżówki do innego wydawnictwa. Zobaczymy jak będzie z tym drugim. 
Ostatnio przez to, że Krzysiek nie ma pracy troche panikowałam jeśli chodzi o finanse. Szukałam intensywnie pracy, a tu wszędzie prawie mur. Gdybym złapała jeszcze jedno wydawnictwo tobym się uspokoiła. W zasadzie juz sie trochę uspokoiłam. Tylko czy na długo? Prace, które mam to nie są zajęcia na stałe raczej. Mam wrażenie czasem, że siedzę na beczce prochu. Krzysiek pracy nie ma, ale juz mówi, że chce do pracy iść. To postęp. Coś moze będzie. Okaże się w poniedziałek.

Dziś szósty dzień postu orkiszowego Hildegardy z Bingen. Kasza orkiszowa mi sie kończy. Od jutra już będzie kasza jaglana. Moze kilka dni. Post zniosłam bardzo dobrze i z pewnościa będę go powtarzać co jakiś czas. Schudłam ponad 3 kg. Następnym razem kupię więcej kaszy i post pociagnę 10 dni. Kupię też kawę orkiszową. Coraz bardziej mnie kusi post dr Dąbrowskiej. Wytrzymałam ten to wytrzymam i warzywa. Problem jest z warzywami, bo moi dostawcy przestali jeździć i nie mam gdzie warzyw kupować. Krzysiek może nie chcieć siatek z targu wozić, a ja nie dam rady. Nie wiem co zrobic z kawę. Brakuje mi ceremoniału picia kawy, a nie samej kawy. Nie chcę wzrostu ciśnienia i podniecenia psychicznego. Chyba spróbuje kawy orkiszowej. Ceremoniał będzie bez dodatkowych efektów.

Dziś warsztaty i moze obraz skończę. Kolejny to będą chyba magnolie. Chciałabym je mieć na ścianie. Niby namalowałam pastele, ale one wymagaja ramy i szkła. Nie mam mozliwości ich oprawić niestety. 


A na koniec abstrakcyjny kot



wtorek, 2 kwietnia 2019

wtorek

Od wczoraj jestem na poście orkiszowym Hildegardy z Bingen. Potrwa aż mi sie woreczek kaszy orkiszowej skończy. Jem tylko zupę na orkiszu właśnie i na warzywach. To cztery porcje dziennie. Do tego pomarańcza. Gdy orkisz sie skończy moze jeszcze kilka dni będę na zupie z kaszy jaglanej albo kaszy bulgar. Tu nie chodzi o odchudzanie, a o detoks. Chciałabym kupić colon pack, ale mnie w tym momencie nie stać. Moze kupię dopiero w maju. Waga trochę spadła i dobrze, ale nastrój mam kiepski. Zupa nie jest za bardzo smaczna,bo nie wolno uzywać śmietany i oliwy. Nie wolno tez pić kawy, a ja pijałam 4 słabe. To by cały ceremoniał - parzenie, zapach, delektowanie się. Teraz mi tego brak i na dodatek jestem słaba i senna.

Codziennie teraz wychodzę na dwór. Słucham śpiewu ptaków, krzyków bażantów, obserwuję budzace sie rośliny. Wczoraj podcięliśmy porzeczki. Ukorzeniłam kilka sadzonek porzeczki czerwonej. Nie wiem co z tymi czarnymi, które ukorzeniłam i wsadziłam. Jeszcze liści nie ma, ale będę śledzić. Wczoraj też zrobiłam porządek na grządce z ziołami. Wszystko juz kiełkuje. Ładny jest szczypiorek i czosnek niedźwiedzi. Sporo mam oregano, tymianku. Jest juz siedmiolatka. Chciałabym sie poprzytulać do drzew i poprosićje o energię, ale u mnie na podwórku niewiele jest takich, które sie nadają. Drzewo musi być zdrowe i duże. U mnie tylko chyba jabłonka, świerk, sosna, śliwa i orzech włoski, a o spacerach nie myślę...:)
Dziś Krzysiek sprzatnie ubikację Pikusia, a ja uporządkuję po zimie rabatkę przy drodze. Jutro chcę zrobic kolejną, a Krzysiek moze sprzatnie gałęzie z sadu. Część nadaje sie do cięcia i na opał. Cieńsze będę chyba na rozpałkę.
Martwi mnie trochę, bo nie wychodzą z ziemi moje funkie. W zeszłym roku opanowały je ślimaki. Oby ich tylko nie zniszczyły. Pięknie kwitnie forsycja. Kusi mnie ją namalować. Mama znalazła na podwórku aronię. Ponoć sa trzy krzaki. Młode chce przesadzić. Nie jestem pewna jednak czy to na pewno aronia.

Pisanie dziennika wdzięczności przynosi efekty. To i owo sobie w głowie układam. Do dziennika dołozyłam rubrykę z emocjami. Zadanie polega na tym bym sobie zaczęła je uswiadamiać. To dość trudne dla mnie, bo ja raczej z tych myślących jestem. Czuję jednak, ze zaznajomienie sie z emocjami ubarwi moje zycie. Mam też rubrykę z tym co robię dla innych. Też mam problem to sobie uświadomić, a to bardzo ważne przecież.


wtorek, 19 marca 2019

wtorek

W niedzielę była na tyle ładna pogoda, ze wyszłam na dwór obejrzeć rośliny. Bzy przetrwały i to wszystkie. Podobnie bukszpany i różanecznik. Nie wiem co z kaliną, bo listki sa, ale nie wiem czy nie zmarzniete. Posadziłam ja dopiero w zeszłym roku i nie znam jej jeszcze. Nie wiem co hortensjami. Z ziemi stercza suche patyki, ale chyba powinny odbic od ziemi. Wsadziłam niebieska i białą. Miały być odporne na mrozy.  Planuję zakupy krzewów. Znalazłam złoty bukszpan i hortensje pnącą o dwubarwnych liściach. Nie wiem tylko czy będzie jej dobrze w miejscu nieosłoniętym, bo przy płocie. Chciałabym tez jeszcze ostrokrzew o dwubarwnych liściach albo złotych. Kocham trzmieliny. To by było tyle na teraz. Jeśli uda się zniszczyć perz w sadzie, kolejne zakupy jesienią. Moze berberys. Moze pigwowiec. Myślę o tym by kupić magnolię, ale to chyba dopiero wtedy gdy już w ogródkach przed domem, będzie porzadek zrobiony. Miejsce mam, a raczej będę mieć gdy jeden iglak wytnę. Muszę to zrobić, bo już sie za bardzo rozrósł i miejsca nie ma, a moze go tylko przytnę. Zaczęłam zarabiać na irysy i liliowce.

Znalazłam na podwórku kępkę krokusów. To stara odmiana po mojej cioci. Wyrosły w miejscu jej ogródka, a ja ich tam nie sadziłam. Ciocia odeszła ponad 30 lat temu, a mnie sie wydaje, że wczoraj. Była mi bardzo bliska i praktycznie u niej się wychowałam. Była cudownym ciepłym człowiekiem. Kochała kwiaty i pielęgnowała je z sercem i zaangażowaniem. Bardzo mi jej brak.



Znalazłam tez przyczynę, ze nie mam zbiorów z moich warzywników. Oba mieszcza sie pod orzechami. To źle. Zastanawiałam sie tez czemu w jednym miejscu truskawki owocują, a w drugim nie. Ta sama przyczyna - orzech. Nie wiem teraz co zrobić. Przenieść ich nie mogę, ale mogę troche przesunąć. Niestety stracę trochę miejsca i warzywniki będą mniejsze. Orzechów nie wytnę.

Mam nową pracę, ale nie wiem na jak długo. Tematyka jest moja ulubiona, bo madycyna naturalna. Wczoraj napisałam dwa artykuły o Hildegardzie z Bingen. Fascynuje mnie ona. Kocham jej muzykę. Teraz myślę o poście orkiszowym, bo sobie o nim przypomniałam. Jest korzystny - oczyszcza i odchudza. W tym momencie jestem zdecydowana by go przeprowadzić od kwietnia. Kaszę orkiszową mam, ale musiałabym jeszcze kupić.

czwartek, 7 marca 2019

czwartek

Nadal mam bardzo duzo pracy co mnie cieszy, bo zarabiam. Od wczoraj przepisuje tez krzyżówki. Nie lubię tego robić, ale przeciez trzeba. W tym tygodniu może jedna przesyłka pójdzie. Chcę układać i wysyłać regularnie, bo pieniądze sa mi bardzo potrzebne. Układać bardzo lubię i to dla mnie relaks.
Krzysiek jeszcze pracy nie ma. Wysłałam w jego imieniu kilka ofert, ale nic jeszcze nie znalazł konkretnego. Czeka na pracę (sprzatanie) na halach, ale pewna tej oferty nie jestem, bo trzeba obsługiwać maszyne sprzatajacą, a Krzysiek nie ma o tym pojęcia. Druga oferta to umowa zlecenie przy pielegnacji zieleni. Moze nie dać rady kondycyjnie. Na razie ma troche pracy koło domu. Musi wyciąć troche malin, bo S nie zdążył. Musi skopać jedno miejce i przenieść troche gałęzi z podwórka i z sadu. Trzeba miejsca uporządkować, a gałęzie można spalić w piecu jak podeschną. Trochę pracy juz wykonał, bo pogoda była ładna, ale klął przy tym i wyzywał na mnie. Mama słyszała i nowi sąsiedzi pewnie też. Jeszcze trochę i pomyślą, że za płotem mieszka jakaś patologia, czyli my. O ile juz tak nie myślą, bo posesja raczej zaniedbana, a mieszkańcy kulturą nie grzeszą.

Dietę w zasadzie przerwałam, bo odkąd opracowuje przepisy podjadam pokarmy stałe. Jestem łakoma i nie potrafię przyrządzić tego co lubie i nie zjeść. Nie tyję, ale i nie chudnę. Moze to i dobrze, że przerwa w diecie, bo waga i tak ostatnio spadała kiepsko. Teraz będę dodawać po trochu kalorii i znowu stopniowo do 1300 dojdę. Do diety wrócę około połowy lipca. Może wtedy waga ruszy w dół szybciej. Trzeba by jeszcze parę kilo w tym roku zrzucić. Myślę nadal o siódemce z przodu.
Na razie ostatnie grzeszki to fasolka po bretońsku, krokiety z pieczarkami, paszteciki z mięsem, bigos i sałatka jarzynowa z majonezem. Myślę o cyklu pierogów, czyli z mięsem, z kapustą i grzybami i z serem. Na razie przepisy maja byc tradycyjne. Gotuję teraz według przepisów i wszystko jest dopracowane jak juz dawno nie było. Jest tez wszystko bardzo smaczne niestety:(

S ostatnio widział w lesie powalone drzewa. Podobno mozna je tanio kupić. Byłby opał, bo można pociąć. Na razie trzeba się skontaktować z leśniczym, bo musi obejrzeć i wycenić. Ja juz drewna wcale prawie nie mam. Zostały tylko klocki do wędzarki i grube gałęzie. Wyszło tez to, które Krzysiek rąbał na rozpałkę. Coś trzeba będzie na zimę zorganizować. Krzysiek o tym oczywiscie nie myśli.

A na koniec nowy chlebak i pierwszy portret po długiej przerwie.




czwartek, 28 lutego 2019

Czwartek

Od kilku dni zowu myślę o rytuale oczyszczającym typu egzorcyzmu. Czas jest odpowiedni, bo księżyc idzie na nów. Najbardziej lubie rytuały z użyciem roślin. Nie trzeba nic do nich kupować, ani nie trzeba sie przy nich wysilać. Rośliny sa dla mnie łatwo dostepne. Kiedyś najczęściej roślinami okadzałam, teraz po prostu przygotowuję sakiewki. Okadzanie jest coś ostatnio dla mnie kłopotliwe. Nie wiem czemu, bo w rzeczywistości przecież nie jest. Tym razem wybrałam brzoskwinię, brzozę, bez, bez czarny, dracenę, jałowiec, sosnę.
Trzeba znowu więcej rytuałow robić, bo są skuteczne. Mój syn co prawda próbuje mnie od tego odwieść, bo jako zielonoświatkowiec magii nie uznaje, ale ja jestem wiedźmą i wiedźmą pozostanę. Nikomu tym krzywdy nie robię. Nie wykonuję rytuałów, które innym szkodzą. Nawet miłosnych typu rzucenia uroku na kogoś, bo to manipulacja i jak wierzę to sie siłom wyzszym nie podoba.

Po 7 III zacznę chyba myśleć o rytuale na powodzenie finansowe. Ostatnio, gdy go wykonałam zarobiłam sporo pieniedzy. Rytuały trzeba jednak co jakis czas powtarzać. Energia ciągle przeciez krąży. Stykam sie z róznym wpływem i to co było oczyszczone z czasem już jest zanieczyszczone z powrotem. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy kontakty z ludźmi toksycznymi nie zostana zerwane z różnych wzgledów. Wybrałam już rośliny- barwinek, dąb, jaśmin, jeżyna, klon, sosna, winorośl.

Mam nową książkę. To pierwsza z cyklu. Zobaczę czy mi sie spodoba... Cykl to 8 części.



Co do diety to faza ataku się powoli kończy chyba. Spadki już mniejsze, a i jedzenie o konsystencji stałej zaczyna mnie kusić. Już mi domowe pieczywo i frytki zaczynają śnić sie po nocach. Chyba to już długo nie potrwa tym razem. Jestem jednak rozczarowana, bo jeszcze 20 kg nie zrzuciłam. Poczekam jeszcze trochę, czyli do około 10 marca. Jeśli waga nie będzie spadać to dietę przerwę. Wrócę chyba w lipcu. Wtedy może waga będzie spadać szybciej. Oby 79 kg było pod koniec lata...Moze:)

Dziś trzeba zjeść pączka, bo tradycja. Pamiętam tłuste czwartki u mnie w domu. Od rana trwała gorączka. Babcia i ciocie przepasane ręcznikami jak fartuchami uwijały się  przy pączkach i faworkach. Mama piekła róze. Do pączkow był domowy dżem, a pączków było bardzo duzo, bo w domu było siedem osób. Pamiętam zapach tłuszczu i sterty wypieków. Szkoda mi tej tradycji i wrócę do niej, gdy schudnę, ale pieczenia będzie mniej...

piątek, 15 lutego 2019

piątek

Dziś Krzysiek jedzie do miasta. Ma mi wysłać partię 20 krzyżówek, które ostatnio ułożyłam. Nie wiem ile przejdzie i jakie chcą. Wysłałam o różnym stopniu trudności. Po pierwszej przesyłce się zorientuję. Teraz układam następna partię. Kolejne będą dla dzieci chyba. Nie wiem, ile mogą wydrukować na miesiąc i ile za zadanie płacą. Wszystko wyjdzie z czasem... Kokosy to z pewnościa nie będą, bo część wynagrodzenia pochłonie grafik. Krzyżówki trzeba przesyłać na papierze i stąd te koszty.
Kolejne wydawnictwa czekają. Mam jeszcze dwa. 

Tydzień był dość kiepski jeśli chodzi o zarobki. Miałam problem z pisaniem, bo zrobił mi się zastrzał akurat na tym palcu, którym piszę. Pisałam innymi, ale niestety wolniej. Kombinowałam z maścią ichtiolową, rywanolem, fioletem. Moczyłam też palec we wrzątku. W końcu pomogło nie powiem co, bo to sposób rodem z średniowiecza. Pewnie niektórzy wiedza o co chodzi...:) Gdy ropa się trochę zebrała, przekułam i jest ok.
Poza tym dwa dni nie miałam komputera, bo był w naprawie. Zepsułam gniazdo od zasilania i przy okazji obudowę. Działałam na starym, ale to nie to. 

W środę zaczęłam malować abstrakcję. Coś powstało, ale frajdę z malowana mam mniejszą. Serce oddałam obrazom realistycznym. Namaluję kilka abstrakcji i raczej do realizmu wrócę. Chcę jeszcze teraz namalować trzy obrazy z zimą, a później wezmę sie za wiosnę. Znalazłam cudne obrazy-inspiracje. Już zgrałam kilka.

Nadal trzymam dietę i waga znowu spada. Musiałam jednak odjąć jedną porcję zupy. Teraz jem 2-3 i czekam na efekty. Wcześnie zmniejszyłam kaloryczność w tym roku i oby przestoju szybko nie było. Jeśli będzie, to niestety zajdzie konieczność wyjścia z diety. Dodam przez kilka miesięcy kalorii i posmakuję zwykłego jedzenia, a potem wrócę. Jeszcze chyba w tym roku zdążę. Nie zrezygnowałam z siódemki z przodu, co to to nie...:)

sobota, 9 lutego 2019

Sobota

Tydzień był bardzo pracowity i teraz odpoczywam. Założyłam dwie strony na Facebooku-copywriter i scrapbooking. Myślę o tym by je czasem reklamować. Moze coś z interesami ruszy. Załatwilam ogłoszenie w Szamanie, bo chcę zacząć wróżyćw domu. Myślałam o ulotkach. To nie jest taki duży koszt. Chyba coś zrobie w tym kierunku, ale dopiero po świetach. Zastanawiam się teraz gdzie znależć ta osobę, która je rozda.

Krzysiek nadal pracy nie ma i jest z tego powodu szczęśliwy. Prawie po całych dniach leży, czyta, przysypia z okularami na nosie i rozwiązuje krzyżówki. Żyje sobie jak emeryt-staruszek. Mnie to nawet pasuje i z pewnością gdyby tylko 500,00 zł było dochodu wiecej tobym mu dała spokój z pracą. Niechyby siedział w domu skoro chce. No niestety na razie pracować musi. Są remonty, które muszą byc zrobione i nie ma zmiłuj się. 
Ostatnią wypłatę dostał trochę większą niż sie spodziewał i myślę sobie, ze gdyby mi wpadło z 200,00 zł tobym jednak sie zapisała już teraz na ten kurs pisarski, który ma sie zacząć wkrótce. W programie sa miedzy innymi teksty o erotyce w ujęciu literackim i teksty humorystyczne, a także dialogi. To ważne. 
Już myślałam, że pracę znalazłam na Oferii. Było zlecenie pracy na czacie erotycznym. Mam praktykę w tej pracy, a ostatnio pisałam teksty dla sexshopu. Niestety facet chciał by z nim pisac prywatnie. Zrezygnowałam, bo jestem copywriterem, a nie panienką do wynajęcia. Płacił nawet nieźle.

W poniedziałek mija mi miesiąc diety. Schudłam około 4 kg, raczej mniej. Wygrałam dzięki temu rywalizacje na Vitalii. Bardzo mnie to cieszy tym bardziej, że jest tam sporo niezyczliwych mi osób. Odchudzam się na dietach niskokalorycznych i nie ćwiczę, a to niepopularne. Swego czasu był hejt i sporo przykrości tam miałam. Teraz jest juz spokój i te osoby mnie ignorują, a ja sobie chudnę po swojemu. Tak mam zamiar chudnąć dalej. Teraz czekam na 85kg. To będzie 18 kg zrzucone. Obym ten wynik osiągnęła pod koniec lutego. Później dalsze boje choć w zasadzie tak trudno nie jest. Głodna nie jestem i pokus raczej nie miewam, bo Krzysiek nie kupuje tego co lubię. Święto będzie gdy osiągnę 83 kg. To będzie połowa dopiero, ale ta gorsza, bo później będzie coraz lżej. Chciałabym pozegnać otyłość w tym roku. Nie wiem czy mi sie to uda. Nie zaakceptowałam jej i nadal pamietam jak ważyłam w normie. Prawie całe życie sie trzymałam i teraz chcę do tego wrócić.


Ostatni obraz. Już maluję kolejny. Moze dziś lub jutro skończę.