Nalewka
10 dkg świeżych kwiatów forsycji
0,5 litra wódki
Zalać kwiaty i macerować przez 14 dni. Wstrząsać co 3 dni. Odcedzić. Zażywać 2 razy dziennie po 10 ml.
Sok
10 dkg kwiatów odłożyć na gazętę na 2 godziny, bo mieszkańcy zdążyli się ewakuować, zalać 1 literem wody, zagotować i odstawić na 12 godzin. Po czym odcedzić, dosypać kilogram cukru i gotowac 40 minut. Zlać do słoików, zamknąć. Nie pasteryzować. Można używać do słodzenia napoi zamiast cukru.
Wczoraj był brat Krzyśka. Wreszcie się zlitował i naprawił nam bojler. Byłam bez bojlera 6 dni. Myłam się w misce, chlapiąc przy tym niemiłosiernie i marzyłam o kąpieli. Wodę do mycia i mycia garów grzałam na kuchence w wielkim garze. Chciałam prymitywnych warunków pachnących zapadłą wsią z lat 80 ubiegłego wieku to je miałam. Los bywa czasem przewrotny.
Swoją drogą pamiętam czasy, gdy rodzice kupili dom w Kamesznicy. To były właśnie lata 80. Dom składał się z jednej dużej izby, małego pomieszczenia i dużej sieni. Oczywiście łazienki nie było. Nie było nawet wody. Nosiło się ją ze studni u sąsiadów i była na wagę złota. Do mycia służyła miska, a do kąpieli wanienka. Kąpać można się było też w potoku, który przez działkę płynął. Ubikacja była na dworze. Na początku ciężko mi było przyzwyczaić się do takich warunków. Zwłaszcza ciężko było wychodzić zimą i wieczorem do ubikacji. Nie było też codziennej kąpieli. Często wspominam deszcz stukający o powałę wygódki, zapach róży posadzonej obok i gniazdo os nad drzwiami. Osy bytowały przez kilka lat nie niepokojone, nie czyniąc nikomu krzywdy. Rodzice dopiero po dwóch latach rozbudowali dom. Dobudowali 3 pokoje i zrobili łazienkę. Wyszła piękna, niezwykle klimatyczna - z oknem, koronkową firanką, masą naturalnego kamienia, drewna i białymi ścianami. Dobrze sobie czasem tamte dni przypomnieć...Im jestem starsza tym częściej wracam do tamtych czasów smakując każdą chwilę.
A na koniec o dzikich lokatorach i gościach mojego ogrodu i podwórka. Przede wszystkim jest dużo żab i winniczków, czasem mignie jaszczurka. Są wilkie świerszcze i pasikoniki. Zdarzają się ważki i piękne motyle. Bywają chyba jeże, bo kora pod krzewami jest regularnie rozgrzebywana. Żmiji w tym roku jeszcze mama nie widziała, ale bytowała przez kilka lat pod schodami. Jest pewnie sporo myszy. Są i krety co widać po licznych kopcach. Gniazdują wróble i sikorki. Przylatują bażanty, cukrówki, sójki, kosy i czasem dzięcioły. Niekiedy nad domem krąży jastrząb. Czasem słychać sowę i mignie nietoperz. Przychodziły i sarny. Widziałam też lisa. Kiedyś przybiegała wiewiórka. Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w takim miejscu gdzie w pobliżu domu kręcą się wilki. Fascynują mnie te zwierzęta...Chciałabym usłyszeć ich wycie. Cóż pewnie nie w tym życiu...Na razie cieszę się z tego co jest dla mnie dostępne...