U mnie jak zwykle dużo się dzieje. Jutro ma przyjechać ziemia do kwiatów i warzyw oraz palety do cięcia. Trochę na ten sezon i reszta juz na przyszłą zimę. Muszę ciąć gdy chłodno. W lecie nie dam rady. Niedługo zamówimy węgiel, bo też się juz kończy. Jutro chcę przyciąć róże, bo już ruszyły. Trzeba przenieść gałęzie świerka, bo już częściowo wycięty. Teraz leżą na zielniku. Zielnik jest do uprzątnięcia. Troche suchych badyli. Trzeba przesadzić prymule i pelargonie, bo rosną. Trzeba kupić nawóz, bo warto by zasilić krzewy- hortensje, różanecznik, clematisy, róże. To wszystko na ten tydzień. Do tego dochodzi ogarnięcie mieszkania, bo zaniedbane. Nie skończone porządki u mamy i u babci. Swięta niedługo. Trzeba myć okna, prać firany.
Powinnam dłużej pracować zawodowo, bo trzeba pilnie zmienić ogrodzenie na podwórku. Dziki zniszczyły i wchodzą. Demolują podwórko - ryją, wywracają kosz, zniszczyły kilka donic z kwiatami cebulowymi.
Ostatnio wykupiłam sobie plener i warsztat z malarstwa, ale chyba przystopuję z tym teraz, bo się nie wyrabiam. Maluję jednak trochę codziennie. Teraz kończę obraz i mam jeszcze jeden.
Snieżuś niedomaga, ale chyba mu przechodzi. Robię Reiki kilka razy dziennie i umiejętnie karmię delikatną karmą gastro. Obserwuję. Apetyt ma coraz lepszy. Zobaczę do jutra. Jeśli jeszcze będzie problem z wymiotami raz dziennie- weterynarz.
Majusia nauczyła się spać w węglarce i włazi później na poduszki. Wszystko brudzi.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam