Codzienność

Codzienność

piątek, 28 sierpnia 2026

piątek

 Koniec tygodnia i jestem chyba trochę zmęczona fizycznie. Niby rwę się do pracy i działam, ale dziś mnie budzik z trudem obudził mimo, że spałam ponad 8 godzin. Wyskoczyłam z łożka jak z procy, bo koty drapały po drzwiach od sypialni. To było skuteczniejsze niż budzik. :) Później było kupowanie warzyw, bo dostawcy podjechali i napisanie kartki z zakupami dla Krzyśka, bo jechał do miasta. Po wypiciu z nim kawy ruszyłam na dwór do cięcia drewna. Było gorąco, bo pracowałam w słońcu, ale pociełam. Teraz się relaksuję przy wentylatorze dumna z siebie, że mnie goraco z dworu nie wygoniło.

Po południu planuję ciąć drugą porcję i chcę zapakować papę do worków, bo dach skończony i trzeba ją usunąć. Więcej Krzysiek robić nie będzie chciał. On teraz nie ma energii. Wczoraj porąbał 2 godziny gałęzie i przyszedł wykończony. Od razu poszedł leżeć. Jeszcze tego rąbania zostało, ale go nie poganiam. Niech robi w swoim tempie byle się codziennie coś ruszał.

Wieczorem moze mu zrobię koloroterapię wahadłem i na pewno Reiki z intencją uzdrowienia i dodania energii. Mam też zabieg dla klientki z nerwicą. Mam rozkład partnerski z kart Lenormand. To bardzo pozytywne karty i dobre do rozkładów codziennych, zyciowych. Kipper też są niezłe do tych spraw. Ja używam nie tylko tarota :)

Jutro powinnam przesadzić resztę truskawek, bo sierpień się kończy. Powinny być opróżnione donice i ułozone na zimę. Może potnę trochę drewna jak pogoda pozwoli. Na razie jest fajna. Trochę słońca, trochę deszczu...:) Późne lato już lubię. Jesień widać i czuć. Rano w ogrodzie snuje sie troszkę mgły, niektóre liście schną, a liscie sumaka czerwone. Koty, a nawet Mikuś chcą jeść więcej. Ptaki też wyjadają wszystko ziarno.




sobota, 22 sierpnia 2026

sobota

 Wstałam dziś bardzo wcześnie, bo Krzysiek mnie obudził, a ja się wybiłam ze snu. Krzysiek wstaje w nocy jeść, pić, do toalety i później się kładzie z powrotem. Ja nie szaleję z tego powodu, że obudziłam się wcześniej. Spałam 7 godzin, a to ponoć norma. Nastrój mam dobry i już planuję pracę i przyjemności na dzień. Chcę dziś przesadzić poziomki i chcę skończyć porządki u babci w jednym pokoju. Zostanie pokój dziadka. Trzeba podlać kwiatki i wsadzić dracenkę, bo Kajtuś ją wyrwał. To będzie tyle pracy na dziś. 

Za kilka dni moje urodziny. Kończę 62 lata. Krzysiek już planuje co zje i wypije. Ma przyjechać jego brat i chyba zrobimy pieczenie kiełbasek. Później od razu zacznę dietę. Chcę do końca października zrzucić około 5 kg. To już by była mocna nadwaga. Myślę o diecie typu carnivory, ale z mniejszą ilością tłuszczu. Chcę schudnąć dla zdrowia, bo jeśli chodzi o wygląd nic mi już nie pomoże. Postarzałam się i młodsza nie będę. Zdrowie u mnie teraz ok, ale chcę całkiem odrzucić tabletki na ciśnienie i stan przedcukrzycowy. Ciśnienie niby mam teraz w normie albo i niższe, ale może uda się odrzucić całkiem.

Pogoda teraz świetna dla mnie. Energię do pracy mam i działać będę codziennie zwłaszcza na dworze. Do pocięcia jest drewno, ale nie wiem czy się uda, bo nowa pilarka szwankuje. Spróbuję pokombinować coś. Jest reszta plewienia i jest rabatka przed oknem babci do zrobienia. Nie wiem czy się uda, bo pracy masa, a Krzysiek narzeka na energię. Moze całości nie zrobię, ale choć kawałek, bo chciałam posadzić rośliny cebulowe na wiosnę. 

Tu moje ostatnie zdjęcie. Nie jest udane. Krzysiek nie chce mi robić zdjęć, a ja się denerwuję. Jak schudnę moze zrobię sobie sesję u fotografa. To wyjdę lepiej...:) Zdjęcie w lesie jest sprzed kilku lat. Ważyłam na nim 103 kg. Teraz 80. Widać, że jestem szczuplejsza tylko skóra brzydka, ale pozostaje to zaakceptować, bo metryki nie zmienię :)



Na ten moment znikam, bo koty chcą jeść. Czarnusia właśnie usiadła obok mnie i mnie podgryza. :)

piątek, 14 sierpnia 2026

piątek

 Polowa sierpnia to już dla mnie późne lato i chlodniejsze noce. Spi sie dobrze. Dziś trzeba bylo wstać wcześniej, bo miałam wyjazd po laptop do serwisu. To oznacza, że warzyw nie kupiłam ani jajek od kurek ze wsi. No ale coś  za coś. Od rana świecilo slońce. Nie było pochmurnego nieba-typowa patelnia. Nie przepadam za taka pogodą. Trzeba było przetrwać. Nie potrafię czerpać przyjemności z takiej pogody. U mnie to przetrwanie. Kocham deszcze. Ponoć ma być w poniedziałek. Przyda się, bo susza okropna.

Po południu mam ciąć drewno, bo juz zaczęłam. Stos w komórce oraz wyzszy. My teraz palimy w pokoju dziennym głownie drewnem i tylko w większe mrozy dodajemy węgiel. Opał na zime juz mam. W tym roku rozebrana została komórka oraz część dachu i jest masa drewna.

Dziś trzeba było przygotować bukiet na Matki Boskiej Zielnej. To tradycja u mnie w domu. Mama bardzo tego przestrzegała i ja tak robię. Poświęci mi sasiadka. W bukiecie tylko ziola lecznicze w tym oregano, nagietek, jeżowka, nawloć, dziurawiec. Bardzo mi sie podobaja takie bukiety, a przygotowywanie, zbieranie ziól to dla mnie przyjemność. W tym roku trochę ziół wysuszyłam. Teraz będzie chlodniej i mam zamiar jeszcze zbierać te co sie da. w szkole naturoterapii miałam ziololecznictwo, ale u mnie w rodzinie sa tradycje w tym temacie. Już prababcia była po kursie zielarza...

Dziś byłam u sąsiadki. Pani Basia ma cudny ogród. Jest bardzo bogaty w rośliny i zadbany. Przepiękne kępy dalii, pelargonie, petunie, aksamitki, cynie. Masę czasu w nim spedza. Praktycznie od rana do wieczora. Mój ogrod jest ładny wiosną. Wtedy dbam. Gdy nadchodzi lato, upały nie mam siły i tylko podlewam.

A tu Śnieżuś :) Myszka moje kochana. Czuje się dobrze i nawet się bawi czasem...

sobota, 8 sierpnia 2026

sobota

Obudziłam sie dziś późno, bo upał nie przeszkadzał. Gdy tylko wstałam natychmiast trzeba bylo karmić koty, ponieważ młodzież kręciła sie pod nogami. Rano dostaja suche. Kocięta jedzą i suche i mokre, a Snieżuś woli suche. Trzeba było nalać im świezej wody. Trzeba było dać Kajtusiowi saszetkę i wypuścić na dwór Mikusia. Krzysiek wstał zaraz po mnie i zrobił kawę oczywiście z cynamonem. W zasadzie weekendy miały byc bez pracy kolo domu, ale że zapowiadał sie chłodny dzień, zaplanowalam jednak robotę. W efekcie pocięłam troche drewna i wyniosłam stare okna koło bramy, bo maja byc w poniedziałek wywiezione gabaryty. Wcześniej Krzysiek usunąl szyby. Wyjedzie też stary gumolit z pracowni. Pod wieczór zostaly opróznione donice po sałacie i wczesnych pomidorach, bakłażanie, brokułach. Trzeba bylo je dać juz w miejsce zimowania.

W ciagu dnia przygotowywałam materiały do książki typu pamietnika i wspomnień o domu, rodzie, tradycjach, zwierzetach. Mam juz propozycję z wydawnictwa i chyba sie za to wezmę od września.

W przyszłym tygodniu jedziemy z Krzyśkiem kupić lodówkę. Ma byc tania bez bajerów.

Poza tym będzie troche pracy w ogrodzie. Krzysiek ma połupać ogrodzenie do worków. Ja mam plewienie. Trzeba podlewać. Planuję robotę przetworów. Ma być leczo, moze sos chiński. Trzeba by sprzatać u dziadka w pokoju. Mam być jeszcze polozona na kawałku dachu od komorki papa termozgrzewalna. Jeszcze sie nie leje, ale moze zacząć. 

Wieczorem ma być Ostatni Mohikanin i moja praktyka codzienna.

Planuję wycieczki na wrzesień, kilka. Pojedziemy blisko z Krzyśkiem sami a dalej moze z Darkiem, bratem Krzyśka samochodem.



poniedziałek, 3 sierpnia 2026

poniedziałek

 Nic prawie nie robie poza nauką i pracą zawodową. Nie mam energii i czekam na koniec upałów. Mam nowe plany na naukę. Chodzi mi o kursy psychologii pozytywnej, bioenergoterapii, coachingu, totalnej biologii i arteterapii. Wszystkie namierzone. Część z tej wiedzy mam, ale opanowane jako samouk. Sama będę sie uczyć uzdrawiania pranicznego. Pierwszy stopień mam ukończony kurs. Wszystko to mi sie przyda w pracy. Plany na studia się nieco zmieniły. Juz nie jestem pewna czy studia maja sens. Przekwalifikowanie w wieku 70 lat nie ma sensu. Chcę pomagać ludziom, pracować jeszcze ale nie muszę koniecznie kończyć studiów. Pomagam i teraz. Nie mam już tak duzo energii jak miałam jakiś czas temu i studia wymagały by poswięcenia się i rezygnacji z innych zajęć. Rezygnować nie chcę i nie bardzo mogę. Praca w domu i przy zwierzetach, zawodowa sama sie nie zrobi. Domy jeszcze nie skończone, obejście też nie. Coś zacznę robić od piatku, bo ma byc chłodno.

Majusia juz po badaniach. Przy badaniu krwi wpadła w histerię i mnie podrapała i pogryzła. Na szczęście lekko. Dostała zastrzyki na dziąsła. Wyniki jutro.


Przez upały i spocone dłonie musiałam przerwać haftowanie. Trochę malowania było, ale obraz nie skończony. Moze jutro.

Zbieram sporo ziól do suszenia. Dziś oregano, ale do celów leczniczych, a jutro moze liscie poziomek i morwy. Wszystko co ususzę, pakuje do słoików i wynoszę do szafki u babci. Będziemy od jesieni pić.

Przetworów malo w tym roku zrobione. Cukru używać nie chcę. Będzie leczo, ale we wrześniu.