Dziś jakiś taki ponury dzień. Słońca trochę i chmur trochę. W pracy zawodowej dzień owocny, bo rano zarobiłam trochę. Niestety trzeba było jechać do miasta w sprawie reklamacji pilarki. Oby uznali. Czas czekania na decyzję do 14 dni. Zaraz idę ciąć drewno starą pilarką. Mam trzy łańcuchy to jest czym ciąć. Ponad połowa komórki opału juz jest, ale na całą zimę nie starczy. My palimy teraz drewnem i minimalną ilością węgla. Mamy też grzejniki elektryczne. Są nierentowne i chcę zamontować klimatyzator z opcja grzania na wiosnę. Może to się sprawdzi. Nie wiem czy piec mi przez zimę wytrzyma. Ja mam piec pokojowy z płytą do gotowania i szybą. Taki sam jakby trzeba kupię. Uwielbiam patrzeć na palący sie ogień i uwielbiam gotować choćby tylko wodę na herbatę na piecu. To daje stary, domowy klimat. Cóż nowoczesna nie jestem...:)
Krzysiek od dwóch miesięcy jest na emeryturze. Pieniędzy na razie nie brakuje, ale mnie trochę męczy, bo cały dzień jest w domu. Jest aktywny coś tam robi koło domu, ale najczęściej siedzi i ogląda telewizję. Są spięcia, bo ja lubię ciszę. Gdy włączę sobie moją muzykę albo jakiś film z Netflixa wścieka się i obraża. Taki już jest... Moją pracę zawodowa krytykuje. On nie znosi starszych ludzi, którzy pracują. Aktorzy czy sportowcy pracujący dłuzej to powód do agresji.
W tym roku z przetworami się wstrzymam. Jeszcze trochę starych mam, a z nowymi sie waham, bo Krzysiek mam stan przedcukrzycowy i nie chcę go futrować cukrem. Ziemniaki na zimę kupię w przyszłym tygodniu w piątek. Czekam na grzyby. Trzeba wysuszyć z 3 kg i kilo zamrozić. U mnie w domu zawsze były robione zapasy. Mama miała takie powiedzenie- Spyta się zima coś robił latem. Ja się z tym zgadzam.
Dziś mam jeszcze zabieg Reiki dla klientki i rozkład partnerski z kart Lenormand...
Ostatnie floksy :)
