Dziś wstałam wcześnie, bo po 8. Pogoda ładna i coś się da na dworze zrobić. Krzysiek może skończy malować bramę. Jest plewienie pod nową rabatkę i jest cięcie drewna. Chcę przesadzić płaziniec. Mam jeszcze do przesadzenia jarzębinę, ale nie dziś. Kupiłam głog, bo chcę suszyć i pić zimą. Mam jeszcze do przesadzenia maliny i chcę kupić świerk srebrny i jodłę. Kupiłam 3 róże. Krzysiek może porąbie gałęzie. Trzeba sprzątać na podwórku. Jutro jedziemy na cmentarz, bo trzeba posprzatać i pomalować, odnowić litery.
W minionym tygodniu spryskałam to i owo randapem i posadziłam przed domem na nowej rabatce rośliny cebulowe kwitnące wiosną.
Idą deszcze. To nie tragedia, bo i w domu jest co robić. Mam do sprzatnięcia stary warsztat w duzym domu. Trzeba to zrobić w miarę szybko. Zostanie jeszcze moje mieszkanie- pólki wszędzie i ciuchy. Schudłam i trochę jest do usunięcia. Teraz wysyłam paczki dla kotów na bazarki. Mam sporo porzanych prawie nowych lub nowych ubrań. Szkoda wyrzucić a koty skorzystają.:)
Jest do umycia ostatnie okno i jest do prania zasłona z sypialni. Olbrzymia i bardzo trudno ją powiesić.
Kupiłam książkę Córki Wawelu, bo interesuje mnie historia i życie kobiet w dawnych wiekach.
W sobotę Mikuś miał lekki atak padaczki. Przeraził mnie, ale przypomniałam sobie, że padaczkę miał kot mojej mamy i mój tata. To nie tragedia. Miał pobraną krew, bierze witaminę b i olej z łososia, bo dobrze działają na mózg. Czuje się teraz bardzo dobrze. Jestem dobrej myśli.
W niedzielę byliśmy na spacerze w lesie. Jesieni trzeba szukać, ale już jest:) Uwielbiam tą porę roku i koniec lata, wiosnę. Toleruję zimę i nienawidzę upalnego lata:)
Schudłam od początku września prawie 6 kg:) Dieta do końca października.