Codzienność

Codzienność

środa, 14 listopada 2012

Decoupage



 No i wreszcie nabrałam odwagi i zabrałam się za decoupage. Jak się okazało nie taki diabeł straszny i pudełko wyszło nieźle choć nie idealnie. Z czasem mam zamiar nabrać wprawy. W tej chwili najwięcej trudności sprawia mi malowanie bez smug. A pędzel który mam jest dość gruby i jeszcze na dodatek traci włosy, które się przyklejają do malowanej powierzchni. Muszę kupić więcej pędzli w różnych rozmiarach. No i nauczyć się używać serwetek bo na razie używam papieru ryżowego, który ponoć się łatwiej przykleja. Przydało by się też kupić więcej papierów. W tej chwili mam tylko dwa z aniołami i różami.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Piec, czapka i kluchy





Nareszcie mam nowy piec. Były jak przewidywałam problemy z kupnem. Szukałam po wszystkich okolicznych sklepach z pomocą uczynnego szwagra z samochodem. I wreszcie jest nie idealny ale najlepszy z możliwych. Grzeje wspaniale i jest bardzo oszczędny, szybciej też nagrzewa pokój i to do wyższej temperatury niż stary. Są też niestety  i wady - bardzo płytkie palenisko a co za tym idzie nie można nałożyć na raz dużo węgla i trudne czyszczenie. No ale i tak jestem zadowolona bo z tym starym były już problemy. Był dziurawy i pokryty w środku kamieniem. Ciekawe ile lat pociągnie bo ten stary wytrzymał tylko 5 lat. Coś te nowoczesne piece są mało wytrzymałe, te stare służyły znacznie dłużej. 





                         Po południu zrobiłam czapkę ze starego szarego swetra w który przestałam się niestety mieścić. Czapka jest ażurowa raczej na jesień i lekką zimę. Zostało jeszcze wełny na szalik. Pewnie go zrobię tylko nie wiem kiedy bo listonosz przyniósł mi dzisiaj zamówiony zestaw do decoupage i nie ukrywam, że to mnie teraz kusi bardziej. 




    Na obiad miałam dzisiaj kluski kładzione z warzywami i fasolą. To potrawa smaczna i bardzo sycąca w sam raz na chłodniejsze pory roku. Mięsożercy mogą potrawę wzbogacić boczkiem lub kiełbasą.

kluski
1,5 szklanki mąki
jajko
woda
sól
odrobina proszku do pieczenia

Wszystkie składniki wymieszać, zalać wodą i wyrabiać łyżką przez chwilę aż się połączy/ma być twarde/. Kłaść łyżką na wrzącą wodę.

Dodatek

25 dkg fasoli jaś
1 spora marchew
1/2 pietruszki
kawałek selera
cebula
sól
pieprz
tymianek
kolendra
olej


Fasolę zamoczyć na noc i ugotować w wodzie w której się moczyła.Warzywa zetrzeć na tarce o dużych otworach,dodać pokrojoną cebulę i przyprawy, udusić do miękkości. Połączyć z fasolą i ugotowanymi kluskami,wymieszać.























środa, 7 listopada 2012

Książka prosto z drukarni



              Dziś dla mnie dzień szczególny i wyjątkowy. Przyszła paczka z egzemplarzami autorskimi mojej pierwszej książki a właściwie  książki, której jestem współautorką .Może to patetycznie brzmi ale książki faktycznie jeszcze pachną farbą. Książka to antologia haiku znanych i uznanych polskich autorów. Nie potrafię nawet wyrazić jak się cieszę, że znalazłam się w ich gronie. Tym bardziej, że piszę od niedawna.
O pisaniu książek marzyłam od zawsze ale nawet nie wyobrażałam sobie jakie to uczucie trzymać w dłoniach własną książkę pięknie wydaną.









czwartek, 1 listopada 2012

Dzień zadumy i wiersze

             W tym szczególnym dniu pojechałam z mężem rano na cmentarz, ustroiłam groby w wiązanki -dzieło mojej mamy , pozapalałam znicze i niestety musiałam szybko wracać bo sąsiad, który nas zawiózł nie bardzo miał czas czekać na nas. Po powrocie do domu zapaliłam świece i pogrążyłam się w zadumie o wszystkich, którzy już odeszli a których tak bardzo mi brakuje. Jako dziecko wychowywałam się w domu pełnym ludzi. Dom jest duży i mieszkała ze mną nie tylko babcia z dziadkiem ale i jej dwie samotne siostry .Ciocia Ala była wdową po moim chrzestnym, który całe życie pracował jako sztygar na kopalni. Był ratownikiem górniczym i zmarł na pylicę płuc gdy byłam małym dzieckiem. Ciocia była bardzo utalentowana - robiła istne cuda na drutach i szydełkiem, pięknie też haftowała. Dzieci nie miała i kochała mnie po swojemu, choć była raczej surowa. Druga siostra mojej babci , ciocia Resia/Regina/ miała za to serce na dłoni i rozpieszczała mnie okropnie. Spędzała ze mną masę czasu, zabawiała mnie ,  grała ze mną w gry i czytała mi książki.To ona,  choć moi rodzice i babcia też dużo czytali, sprawiła, że bez książek żyć nie mogę. Ciocia czytała masę książek , pracowała też w bibliotece .Z kolei moja babcia w praktyce mnie wychowywała, gdy mama poszła do pracy. Zawsze miała dla mnie czas i pomagała mi o ile była w stanie we wszystkim. Okazywała mi serce i dbała o mnie przez cały czas dokąd żyła. Dziadek Edek, tata mojej mamy był bardzo pracowity i aktywny w młodszych latach swojego życia . Pamiętam go jak po przyjściu do domu z pracy/miał zakład fryzjerski/ jadł obiad i szybciutko wychodził na dwór do pszczół lub do sadu czy do ogrodu. Dbał o wszystko, wszędzie zajrzał, wszystko dojrzał. Ogród i podwórko za jego czasów wyglądały wspaniale, zadbane i wypielęgnowane. Drzewa rodziły dużo owoców a z ogrodu zbierało się tyle dobra, że wystarczało na całą zimę dla wszystkich. Z kolei tata, instruktor nauki zawodu, na wszystkim się znał. Potrafił naprawić wszystko i cieknącą rurę i gniazdko. Potrafił wymurować ścianę , zrobić boazerię i drewniany stołeczek a nawet żyrandol. Sam wyremontował nasz dom w górach. Zatrudnił tylko cieśli.Tyle osób mi już odeszło, za tyloma tęsknię. Napisałam dziś kilka wierszy, głównie tanek.

cmentarz
żółte chryzantemy
na grobie babci
słodki zapach sernika
wciąż gości w moim domu

grób cioci
pokryty kwiatami
kamienna ławka
szydełkowa serweta
nadal na mojej komodzie

grobowiec dziadka
wiązanka z chryzantemami
w blasku zniczy
rzewne tony skrzypiec
ciągle w mojej głowie

cmentarny mur
stary uschnięty modrzew
nad grobem cioci
jej ukochane książki
w mojej bibliotece

stary cmentarz
zmurszały brzozowy krzyż
na grobie ojca
wspomnienie jego twarzy
powraca jak sen

piątek, 26 października 2012

Zabieg świecowania uszu...haiku i nadziewane pieczarki


          Od kilku dni miałam kłopoty z lewym uchem. Nie słyszałam za dobrze i ciągle szumiało mi w uchu ,dość głośno i jednostajnie. To było bardzo denerwujące i męczące. Do lekarza oczywiście nie poszłam. Przeraziło mnie odsyłanie od jednego lekarza do drugiego może do specjalisty, kolejki, badania, prześwietlenia itp. itd. Zabrałam się za ucho domowymi sposobami. Płukałam kilka razy wodą utlenioną  nie pomogło. Podobnie jak czyszczenie. Musiałam więc cierpliwie poczekać na świece do świecowania uszu, których mi pechowo zabrakło. Świece przyszły dzisiaj i od razu zrobiłam zabieg. Co za ulga i to już po pierwszym świecowaniu. Wreszcie słyszę normalnie, wyraźnie i szum się zmniejszył. Jeszcze dwa zabiegi i wszystko przejdzie. Świecowanie to bardzo skuteczny zabieg. Pomaga na wiele problemów w obrębie głowy: bóle głowy, migreny, zatoki, szumy w uszach a także doskonale relaksuje, wycisza i odpręża.





               Po zabiegu poczułam się wspaniale, tak lekko, błogo, cudownie odprężona i haiku , zainspirowane dzisiejszym wyjściem po zakupy, prawie samo się napisało.

ścieżka przez las
pod drzewem na zakręcie
wystraszony kot


las o poranku
na ścieżce pod brzozą
bawiące się psy

więcej haiku i haiga na moim drugim blogu

               Na obiad miałam dzisiaj pieczarki nadziewane jajkiem. Kiedyś gdy jeszcze byłam mięsożercą potrawę tą przygotowywałam z mielonym mięsem. Tak też można jeśli ktoś lubi. To doskonała potrawa ,zwłaszcza dla osób ,,pracowitych inaczej", do których chyba się zaliczam bo uwielbiam gotować ale tylko potrawy mało pracochłonne i raczej szybkie w przygotowaniu.

na 2 osoby

4 duże pieczarki
3 jajka
bułka tarta
koperek
sól
pieprz
olej do smażenia

   2 jajka ugotować na twardo, pokroić, dodać przyprawy, bułkę tartą jajko surowe i pokrojony drobno koperek. Farszem nadziewać kapelusze. Układać w naczyniu żaroodpornym i piec w piekarniku około 40 minut. Można wcześniej posypać startym żółtym serem. Podawać z ryżem na sypko lub ziemniakami.





niedziela, 21 października 2012

Wyprawa na opieńki raz jeszcze

                 Pogoda nadal piękna ciepło i słonecznie , że aż żal siedzieć w domu. Wyszliśmy więc z moim panem na spacer do lasu z zamiarem zrobienia kilku zdjęć i może znalezienia opieniek na kolację. Opieńki były choć już tylko duże i przerośnięte. Nazbieraliśmy prawie całą reklamówkę. Część przeznaczyłam do suszenia, część pokroiłam i zamroziłam a część, te największe, postanowiłam usmażyć, po uprzednim obgotowaniu i obtoczeniu w bułce i jajku, tak jak kanie. Wyszły bardzo dobre , było ich sporo tak, że wreszcie pierwszy raz najadłam się w tym roku grzybów do syta. Jutro na obiad będzie jeszcze sos z opieniek i pieczarek. Taki gęsty jak potrawka, bez cebuli w śmietanie. Pycha.













czwartek, 18 października 2012

Las,grzyby i tortilla

                Pogoda przepiękna , słońce, ciepło , brak wiatru i  ciepłe noce. Jesień nas rozpieszcza. A ja dziś skorzystałam z okazji i wybrałam się w towarzystwie mamy na opieńki, które wreszcie pojawiły się w okolicznym lesie. Nie nazbierałam dużo ale dość by nie żałować wyjścia. W końcu w lesie byłyśmy tylko około 40 minut. Opieniek jest sporo ale jeszcze więcej ludzi, którzy je zbierają, wciąż słychać nawoływania ,krzyki i śmiechy. Mam zamiar wybrać się jeszcze może w niedzielę z mężem i mam zamiar  coś uzbierać. Przydało by się bo zimą będą jak znalazł a innych grzybów w tym roku nie mam. Uzbierane grzyby przeznaczyłam w części na suszenie a w części na kolację . Zrobiłam tortillę. Oprócz grzybów przyniosłam też trochę kasztanów i gałązki dębu, które od razu wstawiłam do wazonu stojącego na stole w kuchni. Te barwne gałązki nieustannie mnie zachwycają i co roku je zbieram i ozdabiam nimi dom.








                        Tortilla

na 1 placek

około 15 małych opieniek
2 ziemniaki
olej
2 jajka
sól
pieprz
tymianek

Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki i usmażyć w głębokim oleju jak frytki. Opieńki udusić na oleju z przyprawami. Ziemniaki i grzyby ostudzić, wymieszać i połączyć z jajkami. Wylać na mocno rozgrzany olej na patelnię. Smażyć pod przykryciem z obu stron. Obrócić na pokrywce. Podawać z majonezem.