Codzienność

Codzienność

czwartek, 21 lutego 2013

Drugie a właściwie pierwsze wyróżnienie HURA !

                        Okazuje się, że otrzymałam wyróżnienie ale o tym nie wiedziałam.....
                        
                        http://ukrytewatki.blogspot.co.uk/




                         Tak się cieszę...i bardzo dziękuję....
                           
   Tym razem wyróżniam blogi o różnej tematyce i też kilka nie wszystkie, które lubię

                          http://klarkamrozek.blogspot.com/
                         http://klubkotajasna8.blogspot.com/ 
                         http://danusia-sciborowka.blogspot.com/
                         http://mojamalazagroda.blogspot.com/
                          http://byrossalia.blogspot.com/
                          http://brydzina.blogspot.com/
                          http://zwiatremipodwiatr-ana.blogspot.com/
                          http://bajamod.blogspot.com/
                          http://marszewskakolonia.blogspot.com/

                         A teraz o mnie


1.Uwielbiam się wylegiwać w wannie..
2.Nie przepadam za dziećmi tymi ruchliwymi i hałaśliwymi..mam ochotę wydusić o zgrozo        
3.Nie przepadam za nowoczesnością typu karta do bankomatu i samoobsługowa kasa
4.Kocham wieś ale taką zapadłą z dala od szlaków i turystów
5.Nie rozumiem mężczyzn/większości/i mam ochotę zamordować męża/czasem/
 6.Kocham drewniane domy i sosnową boazerię
 7.Bardzo lubię zapach wanilii i indyjskich kadzidełek



         

Wyróżnienie






                               Niespodziewanie otrzymałam wyróżnienie
                                          od Jasna 8
                               http://klubkotajasna8.blogspot.com/




                              Bardzo dziękuję i oczywiście bardzo, bardzo się cieszę

                               Ja nominuję tylko kilka blogów, choć chciałabym o wiele więcej....
                               
                                http://podlipami.blogspot.com/   
                                http://domna-koza.blogspot.com/
                                 http://kresowazagroda.blogspot.com/
                                http://naszepogorze.blogspot.com/
                                http://kreatywnaromantyczka.blogspot.com/ 
                                http://powr-t.blogspot.com/
                                http://rogataowca.blogspot.com/
                                
No i jeszcze pozostało 7 faktów o mnie

1.Ponad wszystko KOCHAM koty
2.Najbardziej lubię przebywać u siebie w domu na kanapie...
3.Kocham ciszę
4.Bardzo się cieszę, że jestem w średnim wieku
5.Unikam lekarzy i chyba bardziej ufam medycynie niekonwencjonalnej
6.Akceptuję swoje puszyste kształty
7.Nie farbuję włosów i nie depiluję nóg...


wtorek, 19 lutego 2013

powrót zimy, wiersz i Nelly kocia babulina z rakiem



Czekałam z postem na zdjęcia ze spaceru. Miałam zamiar sfotografować pięknie już nabrzmiałe pączki na gałązkach bzu a tu nic z tego. Zima wróciła z powrotem. Sypie od rana i już spora warstewka białego puchu przykryła ziemię i wszystko co się przykryć dało. Zrobiło się biało i ponownie głupieje i mój szalony pies i gołębie, które z trudem wydziobują ziarenka pszenicy z grubej warstwy śniegu wysoko przy tym unosząc zmarznięte nóżki. Mój pan wrócił zmarznięty z pracy bo nie zdążył na autobus a zapomniał rękawiczek. No i nie ma no się dziwić w końcu to jeszcze luty.



Ostatnio miałam trochę pracy bo musiałam przygotować partię wierszy na dwa portale do antologii, które będą niedługo wydane. Na jednym portalu był to konkurs z którego dziesięć opowiadań i 10 wierszy miało być opublikowanych w zbiorczym tomiku pokonkursowym. Mój wiersz znalazł się wśród tych zakwalifikowanych. Ogromnie  się cieszę i czekam na książkę. Na drugim portalu też przeszło kilka  moich wierszy do antologii o tematyce miłosnej, która ma się ukazać w maju.

Dom mojej babci


pamiętam

wiekową rozłożystą jabłoń ...chyba papierówkę
rzucającą cień na ganek

i słodki zapach szarlotki z cynamonem
zapraszający do wejścia

i starą kanapę z dzierganą kapą
ciągle ustrojoną w kłaczki sierści burego kota

i zdjęcie dziadka w mundurze kawalerzysty
nad kominkiem w saloniku

i delikatne jak koronka listki geranium
na oknie w kuchni

i... ciepły uśmiech babci
witającej mnie w drzwiach

pamiętam i ..nie zapomnę


Ostatnio zaangażowałam się w pomoc dla kotów. Szukam im domów przez internet. Robię wydarzenia na facebooku, wątki na MIAU i ogłoszenia. Parę mruczków znalazło już opiekunów i grzeją się teraz na kanapach. Działam w sytuacjach awaryjnych np. wtedy gdy domowy kot znajduje się na ulicy i nie radzi sobie. Dziś sprawa ma się inaczej bo kotka jest wprawdzie bezpieczna w schronisku ale ...no właśnie...załączam tekst z wydarzenia...i zdjęcia



Wspaniała kicia babulinka, pieszczotka kochająca ludzi i kolana, bardzo spragniona ciepła domu prosi o przytulny kącik i serce na ostatnie dni. Odwdzięczy się miłością.Koteczka wymaga troski. Jest schorowana/ rak płuc z przerzutami na listwę mleczną/,brak większości ząbków. Kicia jest pod opieką weterynarza. Bierze leki i czuje się znacząco lepiej. Je sama z apetytem prawie wszystko :drobne suche weterynaryjne dla alergików i mokre. W domu potrafi się zachować, trafia do kuwetki i toleruje inne koty. Testy ujemne. Proszę o uwolnienie całych pokładów miłości i znalezienie jej domu. Nie ma dużo czasu!!!

kontakt: Ola  790 228 396
schronisko Kalisz biuro: 666 547 543 lub Agata Rak








niedziela, 10 lutego 2013

Sunia, telefon i haiku

Dostałam dziś zupełnie niespodziewanie wiadomość o Suni i jej aktualne zdjęcie. Panienka teraz nazywa się Borówka. Koteczka jest kochana, słodka i taka piękna, że aż mi żal, że ją wydałam. Pocieszające jest to, że doskonale trafiła , jest szczęśliwa i rozpieszczana. Mimo to nie zapomniałam o niej i wciąż się o nią martwię. Nie mogę też zapomnieć jej rozpaczy i przerażenia gdy wkładałam ją do transporterka. Opierała się z całej siły,wyciągała łapeczki przez otwory a mnie serce pękało. Z takim wyrzutem na mnie patrzyła, że do dziś śni mi się to po nocach. Nigdy więcej nie chciałabym tego przeżywać. Nie nadaję się na dom tymczasowy. Za bardzo przyzwyczajam się do wszystkich bied, które do mnie trafiają i potem z oddaniem jest problem. Teraz mi zostały 3 maluchy a kiedyś wzięłam parkę, która też została na stałe a wzięłam tylko na chwilę bo fundacja szukała im domu. Tak to już jest ze mną pokocham i zostawiam innej opcji nie ma.


Józek już jest prawie zdrowy. W moczu ma jeszcze tylko trochę leukocytów a po białku i krwi ani śladu . Na szczęście i mam nadzieję, że tak będzie bo karmę urinal wcina aż miło. Tylko czatuje pod drzwiami od spiżarki i czeka kiedy mu napełnię miseczkę. Dużo też pije a to sprawia, że  dużo siusia i oczyszcza mu się dzięki temu pęcherz z resztek piasku. Podczas choroby Józka, gdy musiałam z nim przejść przez pół miasta do postoju taksówek bo był mróz a najbliższy autobus odchodził dopiero za 40 minut, podjęłam decyzję o zakupie telefonu komórkowego, pierwszego w życiu. Do tej pory nie kupowałam bo nie znosiłam komórek. To ciągłe dzwonienie w autobusach, sklepach i na przystankach. Ta muzyczka i pikanie to tu to tam dla istoty takiej jak ja, rozmiłowanej w ciszy to istna zgroza. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Kupiłam telefon i od kilku dni się nim bawię. Aparat jest fajny i ma sporo funkcji.  Całkiem nieźle sobie z nim radzę, intuicyjnie na wyczucie bo był bez instrukcji. No i muszę przyznać, że zabawka jest ekstra. Prawie się zakochałam i już teraz planuję zakup nowego aparatu/mój jest używany/.Może nawet smartfona kto wie czas pokaże. Na razie cieszę się z tego co mam i przeglądam oferty  sklepów internetowych. No i nabieram odwagi bo wczoraj dobrałam się do aparatu mojej mamy i bez problemu doszłam jak się nim posługiwać. Zrobiłam jej klika zdjęć i wyczyściłam skrzynkę z esemesów czego sama zrobić nie potrafiła choć ten aparat ma już z pół roku.
No i na koniec moje haiku z konkursu zimowego. Zajęłam 4 miejsce i wygrałam książkę z czego się bardzo cieszę bo to pierwszy konkurs w jakim brałam udział.

ogród w śnieżycy
gałęzie jałowca
ciążą ku ziemi

piątek, 18 stycznia 2013

Choroba Józka





Józek  jest chory i to poważnie. Od 2 tygodni jeżdżę z nim do weterynarza na zastrzyki. Wybrał już z 40 i oby na tym się skończyło. Bierze też antybiotyki w tabletkach i witaminy osłonowe oraz tabletki ziołowe na choroby dróg moczowych u kotów z żurawiną i glukozaminą. Jest też, i już chyba zawsze będzie, na ścisłej diecie weterynaryjnej podobno bardzo skutecznej ale i bardzo drogiej. Był cewnikowany i miał płukany pęcherz bo nie mógł się wysiusiać. Tego typu problemy u kotów to poważna sprawa. Nie leczone kończą się śmiercią. Biedak się nacierpiał i teraz ucieka jak tylko widzi transporter. Choroba przechodzi bo wyniki moczu coraz lepsze ale trochę to jeszcze potrwa. We wtorek, o ile nic nie wyskoczy mam jechać na kontrolę i zobaczymy co dalej. Mam cichą nadzieję, że będzie lepiej. Nie mam już siły na te wyjazdy i pieniądze też mi się powoli kończą. Wydałam już prawie tysiąc złotych z zapasem karmy na 3 miesiące. Najbardziej boję się operacji wyszycia bo to zabieg skomplikowany i często są powikłania. Czasem po nim kot musi chodzić w pampersach bo popuszcza. A wszystkie te kłopoty z powodu złej karmy. Józek jako kot po kastracji i do tego mało ruchliwy nie powinien jeść zwykłej karmy tylko specjalną karmę  dla kastratów. A on nie dość, że jadł prawie tylko suchą karmę bo mokrej nie lubi to jeszcze bardzo mało pił i po całych dniach leżał. Wszystko to spowodowało kamicę i problemy z oddawaniem moczu. Inne moje koty dostają suchą karmę tylko jako dodatek na jeden posiłek i pewnie dlatego są zdrowe. A teraz mam zamiar i dla nich kupić karmę dla kastratów z małą zawartością magnezu, fosforu i wapnia tak profilaktycznie bo wolę dmuchać na zimne.


U mnie zima piękna. Sporo śniegu i mróz. Zawsze mnie to cieszy ale nie tym razem. Mam za kilka dni kupić węgiel a podwórko całe zasypane i żaden samochód nie wjedzie bo jak nic się zakopie. Trzeba by odśnieżyć a Krzysiek nie ma kiedy bo codziennie po przyjściu z pracy jeździ ze mną do weterynarza i wracamy już po zmroku. Musi jeździć nie ma rady. Józek to potężny kot i ja sama do zastrzyku bym go nie utrzymała. A on nie dość, że się wyrywa to jeszcze, odkąd poczuł się lepiej, wystawia zęby na weterynarza. Tak, że odśnieżanie czeka a węgiel pomału się kończy. Ja odśnieżyć nie dam rady i chyba będę musiała za tą usługę komuś zapłacić.
Sarna nadal przychodzi ale już tylko dorosła. Młode przepadły. Jedną/ chyba moją/ zagryzły ostatnio psy u koleżanki w ogrodzie a drugiej też nie widać. Oby przeżyła. Strasznie mam nerwy na bezmyślnych ludzi nie pilnujących swoich psów. Psy to nie koty i przez płot przeważnie nie uciekają. Powinny być kontrolowane a nie puszczane wolno na ulicę. Mój pies jest pilnowany, dziury w płocie są naprawione i uciec na ulicę raczej nie ma szans. Jest bezpieczny i nie stanowi zagrożenia dla innych  tak dla ludzi jak i dla zwierząt.

środa, 2 stycznia 2013

I po świętach


No i styczeń. Wreszcie koniec tych szaleństw. Co rok  pod koniec grudnia obiecuję sobie, że w tym roku święta i Nowy Rok przeżyje spokojnie i w zasadzie ostatnimi czasy to mi się udaje. Siedzę w domu na kanapie, leniuchuję i niańczę koty. I tak ma być. Zero gości, wizyt i rewizyt, zero strojenia się w wizytowe ciuchy, zero kręcenia loczków itp. itd. Tak jak lubię. I wszystko było by w porządku gdyby nie okres przedświąteczny. Tu ulegam ogólnym trendom i szaleje nadal tracąc energię na  porządki, zakupy i pitraszenie. W przyszłym roku i to ograniczę mam nadzieję. Mój biedny kręgosłup będzie wdzięczny...

Dzisiejszy dzień zaczął się bardzo wcześnie bo pobudką o 5,30.Musiałam wstać tak wcześnie, żeby zdążyć z Krzyśkiem na komisję lekarską do ZUSu na 8,10. Od kilku dni żyliśmy tylko tym. Rentę teraz dostać jest dość trudno. Wprawdzie Krzysiek jest na rencie od kilku lat ale to zawsze niewiadoma. Tym razem się udało za pierwszym podejściem. Całe szczęście bo gdyby grupy mu nie przyznali to i pracę by stracił. W zakładzie pracy chronionej pracują przecież tylko renciści.
Po powrocie z miasta i wypiciu kawy zwaliłam się na kanapę jak kłoda i spałam 2 godziny. Krzysiek napalił w piecu i nakarmił zwierzęta. Tak więc po raz kolejny stwierdziłam, że mężczyzna w domu się przydaje.a jakże.
Po południu sesję zdjęciową miał Śnieżuś. Jest najbardziej oswojony z trójki maluchów. Przychodzi, łasi się, pięknie mruczy, prosi łapką o kanapkę a ostatnio nawet wyleguje się obok mnie na kanapie. Rośnie coraz większy i z kociaczka zamienia się w poważnego kawalera. Ma już około 6 miesięcy i coraz szybciej zbliża się termin jego zabiegu. W tym miesiącu już mu się nie upiecze bo się boję kłopotów. W styczniu kotki mogą mieć ruję i co wtedy. Tabletki oczywiście im podam, ruję przerwę ale ryzyko zawsze istnieje.








Coś mi się dzieje z blogiem nie mogę odpowiadać na komentarze.Coś się blokuje...

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Nowy Rok

Szczęśliwego Nowego roku 2013!

tylko petardami za bardzo nie strzelajcie bo zwierzęta się boją...