Codzienność

Codzienność

poniedziałek, 2 marca 2015

Badania, malowanie i to i owo o śnie...


Marzec zaczął się u mnie od wyjazdu na badania krwi. Boję się tego okropnie i zazwyczaj nie pozwalam sobie pobrać krwi z żyły. Wolę pobieranie z palca zestawem dla dzieci. Gdy ma być pobieranie z żyły to jest straszny problem, bo u mnie żył nie ma i pobieranie jest bardzo trudne. Zdarza mi się zasłabnąć, a krew lecieć i tak nie chce. Pewnie ze strachu. Horror. Dziś niestety z badań nici, bo technika nie ma a pilęgniarki z palca nie pobierają. Muszę czekać do czwartku...
Po południu będę odreagowywać wyjazd. Z pewnością skończę czytać książkę z biblioteki i skończę malować obraz. Tym razem to akryle. Wczoraj się wreszcie odważyłam na malowanie w pracowni. Nawet nie zmarzłam tak bardzo. Obraz wyszedł jak wyszedł. W naturze kolory oczywiście lepsze. Ważne jest to, że nabrałam odwagi i namalowałam wreszcie wodę. Dziś ją dopracuję. Książka jest ciekawa i cieszę się, że udało mi się ją wypożyczyć, bo miałam zamiar ją kupić.




Ostatnio prawie codziennie śpię po południu. W nocy oczywiście też. Zaczęłam chodzić wcześniej spać  i przez 12 jestem już w łóżku. Wcześniej też wstaję. Czas się przygotować, bo wiosna idzie. Praca w ogrodzie się zacznie. Krzysiek jest zadowolony, bo on też jest śpiochem. Tak sobie myślę, że latem będę wstawać jeszcze wcześniej. Nie chcę ćwiczyć jogi w upalne popołudnia. Trzeba będzie ćwiczyć wcześnie rano zanim upał się zacznie.

piątek, 27 lutego 2015

Kłopoty, sędziwe nauczycielki jogi i akwarele...


Kilka dni temu miałam być w sądzie za świadka. Problem w tym, że nie dostałam wezwania. Ponoć było avizo. Tylko, że do mnie nie dotarło. Sąsiad wściekły, że nie byłam, a sąd mnie ukarał grzywną. No nie nie wiem co teraz, bo mam napisać odwołanie. Tylko czy wezmą pod uwagę, że aviza na oczy nie widziałam. Teraz tylko żałuję, że się na świadka iść zgodziłam. No i mam kłopot. Swoją drogą ciekawe ile jeszcze razy będę wzywana, bo z tego co sąsiad mówił wyrok szybko nie zapadnie.
Ćwiczę cały czas i ładnie chudnę. Ostatnio buszowałam po internecie i znalazła zdjęcia kobet grubo po 90 tce ćwiczących jogę. Dwie są nauczycielkami jogi. O matko jakie one są sprawne i gibkie. A ja co? Kości sztywne, zastane, łupie w nich i trzeszczy. Wstyd. Gdzie te czasy gdy robiłam szpagat i zakładałam nogę na szyję? Czy jeszcze wrócę do sprawności? Czy kości się poddadzą? Ćwiczę jogę 5 razy w tygodniu co najmniej przez 40 minu. Czy to wystarczy? Chcę być jeszcze sprawna i stosunkowo gibka. Czy uda mi sie to osiągnąć? Idzie mi coraz lepiej, ale czy nie za późno sie za to wzięłam...




Od kilku dni znowu maluję codziennie akwarelki. Powstało kilka. Nie ze wszystkich jestem zadowolona. Niektórych pokazać się nie da, bo zdjęcia są kiepskie. Podobno robię postępy. Jeszcze troche i zacznę znowu malować akrylami, a może też farbami olejnymi. Będzie to możliwe, bo robi się coraz cieplej i w pracowni wytrzymam. Kurs rysunkowo malarski jest na półmetku. Dostałam ostatni zeszyt z rysunkiem, a od następnego będę się już uczyć malarstwa. Ciekawa jestem lekcji.
Antologia haiku już jest w druku. Zamieszczono w niej 12 moich utworów. Strasznie lubię otwierać paczkę z drukarni z moimi tomikami. Lubię zapach i widok książek...


środa, 25 lutego 2015

Książki, kręgosłup, Rozi i wiosna...


Ostatnio znowu kupiłam kilka książek. Pierwsza to Joga kręgosłupa. Książkę mam z bioblioteki i uważam, że jest wartościowa. Z kręgosłupem mam problem od 10 lat chyba. Jeszcze wtedy byłam szczupła i ważyłam około 64 kg. Problemy zaczęły sie nagle. Któregoś dnia po prostu wstałam rano z łóżka i nie mogłam się wyprostować. Tabletki przeciwbólowe nie pomogły. Poszłam do neurologa, zrobiłam tomografię i wyszły zmiany. Lekarz przepisał tabletki i kazał brać. Jak je biorę to ból jest tylko trochę mniejszy, ale nie biorę, bo nie chcę się truć. I tak to trwa. Reiki, a zwłaszcza uzdrawianie praniczne ból znieczulają trochę, ale na chwilę. Zioła też pomagają trochę. Masaż na gorącym łóżku też na stałe nie pomaga. Dobrze by było gdybym schudła. Nie wiem co jeszcze mogłaby zrobić. Może kręgarz, ale nie mam jak dojechać. Może ćwiczenia pomogą...



Kupiłam też dwie książki z Tai chi. Jedna juz mam w domu. Na drugą czekam. Jeszcze się za te ćwiczenia na poważnie nie wzięłam. Będę je ćwiczyc rano na przemian z ćwiczeniami cesarzy chińskich, które bardzo dobrze na mnie wpływają. Trochę się martwię czy mi się uda opanować sekwencje kroków w Tai chi, bo z pamięcią u mnie raczej kiepsko jest. Mam tendencję do szybkiej nauki i szybkiego zapominania...




Rozi jest nadal bojowa, ale coś ostatnio niektóre kocurki toleruje. Lubi zwłaszcza Śnieżusia choć czasem też go gryzie. Przestała się za to stawiać na Józka. Nie znosi kotek. Zwłaszcza Czarnusi. Goni ją i straszy. Próbowała też zdominować Filusia co mnie martwiło, bo biedak przecież zębów nie ma. Jednak Filuś raz się na nią postawił i teraz go omija z daleka. Boi się też Mruczka. To jest taka troche dziwna koteczka. Nie je np. mięsa z puszek tylko kiełbasę psią i najlepiej by ta była w dużym kawałku. Łapie ją w zęby i najpierw nosi przez chwilę po mieszkaniu, warczy na nią i dopiero później zjada. Na mnie też czasem warczy, a Krzyśka gryzie. Lubi spać u mnie na kolanach i nadal otwiera wszystkie drzwi z klamek. Musiałam pozakładac zasuwki, albo zamki z kluczami. Jest bardzo o mnie zazdrosna. Jeżeli moje kolana są zajęte potrafi ze złości biegać jak szalona i wspinać się po firankach. 





Ostatnio śledzę oznaki wiosny. U mnie przebiśniegi już są spore i jeszcze trochę i zakwitną...Bazi jeszcze nie widać, a forsycja w wazonie jakoś nie chce się rozwinąć. Jeszcze miesiąc i wiosna wybuchnie całym swoim pięknem... Ptaki już to czują i szaleją zwłaszcza w słoneczne dni. Koty romansują jak szalone, a ja liczę dni do wyjścia do ogródka...

poniedziałek, 23 lutego 2015

Bociany, sprawność, kursy i dieta...


Ciepło i w prognozach mrozu nie widać. Podobno wróciły już bociany. Zapowiada to wczesną wiosnę. Fajnie, bo mam już ochotę posiedzieć na dworze z kawą, podziałać w ogródku. Chcę wystawić twarz do słońca, przytulić się do brzozy, poczuć zapach ziół i polnych kwiatów. Coś ostatnio mnie to przedwiośnie wepchnęło w jakiś taki dziwny stan. Niby mam dużo siły, niby humor mam dobry, ale coś mało działam. Mało piszę i maluję. Mało efektywna jestem i po całych dniach albo czytam albo siedzę w internecie na forach. Nie podoba mi się to, bo wydaje mi się jakbym czas trwoniła. 
Kurs pisarski mi się kończy, a malarski jest na półmetku. Jestem zadowolona, bo sporo błędów udało mi się wyeliminować. Kusi mnie kurs webwritingu w kwietniu, ale jeszcze nie wiem. Chodzi też za mną kurs anielski...Od dawna wprawdzie z aniołami pracuję, ale może czegoś nowego się nauczę...
Ćwiczenia mi idą coraz lepiej. Ćwiczę rano ćwiczenia cesarzy chińskich przez 20 minut i po południu jogę albo pilates około 40 minut, ale mam czasem ochotę ćwiczyć dłużej. Będę też rano ćwiczyć taichi. Tai chi to bardzo zdrowe ćwiczenia i podobno proste. Na razie jeszcze nie ćwiczyłam dużo. Książkę z ćwiczeniami już zamówiłam. Myślę, że znalazłam aktywność dla siebie i przy tych ćwiczeniach pozostanę. Jestem coraz bardziej sprawna i ruchliwa. Jeszcze niedawno miałam problem ze schylaniem sie i wstawaniem z podłogi. Nie mogłam tez kucać. Teraz robię to bez problemu, a ćwiczę dopiero dwa tygodnie. Czemu nie wpadłam na to wcześniej i męczyłam sie przez tyle lat? Czemu wmawiałam sobie starość zamiast wziąć się za siebie? Pojęcia nie mam...

Diety przestrzegam. Dziś mam na obiad pasztet mięsny z pieczarkami i marchwią. W zasadzie od dawna go robię, ale teraz na diecie Dukana musiałam bułkę tartą zastąpić otrębami...Wyszedł bardzo smaczny i chyba już przy tej wersji pozostanę. Przestałam też używać panierki i gdzie się da zastępuję ją otrębami. Tak jest bardziej zdrowo, bo panierka z bułki tłuszcz chłonie jak gąbka...Niby używam tylko oleju, ale jednak...

sobota, 21 lutego 2015

Joga hormonalna, dieta, pasztet z otrębami i odpoczynek...


Od kilku dni ćwiczę oprócz jogi odchudzającej jogę hormonalną. Niektóre ćwiczenia są łatwe, choć mięśnie czuję. Te ćwiczenia są przeznaczone głównie dla kobiet. Regularne ich wykonywanie pobudza tarczycę, nadnercza, przysadkę i jajniki. Wzrasta po nich poziom estrogenów nawet u kobiet po menopauzie i zanika większość problemów z menopauzą związanych w tym uderzenia gorąca, depresja, brak ochoty na sex czy suchość pochwy. Co prawda mnie się nic złego nie dzieje, ale tarczycę chętnie pobudzę. Wyniki są po ćwiczeniach codziennych przez 30 minut już po kilku miesiącach. Ja ćwiczę 20 minut i nie codziennie, ale też powinno coś dobrego zacząć się dziać. W zasadzie przed rozpoczęciem ćwiczeń powino się odwiedzić ginekologa i zrobić badania typu USG piersi i narządów rodnych. Ja idę się zbadać się w przyszłym tygodniu.

Ostatnio kusi mne wyjście z domu, żeby poćwiczyć w grupie. Są zajęcia jogi i pilates w ośrodku kultury. Nie wiem tylko czy dam radę kondycyjnie, bo ćwiczenia trwają długo jak na mnie - joga 1,5 godziny, a pilates 60 minut. Ja ćwiczę po 40 minut. Nie chcę też zjawić sie na ćwiczenia i ćwiczyć z samymi młodymi dziewczynami, bo wydolność nie ta i sprawność. Pewnie połowy ćwiczeń bym nie wykonała....
Od kilku dni jestem z powrotem na diecie Dukana. Schudłam mało co mnie martwi. Teraz jestem na fazie 2 na której je się warzywa. Dziś zrobię pasztet z warzywami i pieczarkami i faworki dukana. Do pasztetu zamiast bułki i panierki dodam otrąb owsianych, a faworki będą zrobione z otrąb i maizeny. Piecze się je w piekarniku, nie w oleju. Nie powinnam przytyć. Jeszcze jutro warzywa, a od poniedziałku już faza protal.
Dziś po południu będę odpoczywać. Zrobię sobie medytację odchudzającą i może troche pośpię. Może też poczytam, bo wczoraj przyniosłam sobie z biblioteki powieść o Katarzynie Wielkiej. Jutro też będzie spokojny dzień...

czwartek, 19 lutego 2015

Huichungong, kolczyki, nadziewana papryka i haiku...


Od kilku dni ćwiczę też codziennie rano po 10 - 15 minut, żeby się rozruszać. Dobrze, że na to wpadła, bo to przynosi dużo korzyści. Ćwiczę tai chi/ rozgrzewka/ i ćwiczenia chińskich cesarzy czyli huichungong. Te ostatnie ćwiczenia sprawiają mi trochę problemów, bo w niektórych trzeba stać na palcach, a ja nie potrafię wystać nieruchomo i się chwieję. Wstyd, żeby się do takiego stanu w tym wieku doprowadzić. Będę ćwiczyć dalej i zobaczę jaki będzie efekt. Ćwiczenia mają być bardzo zdrowe i wręcz odmładzające. Zobaczymy... Jak na razie po ćwiczeniach trochę mi waga wzrosła, ale wymiary się zmniejszyły.



Wesele coraz bliżej. Ciuchy już wszystkie kupione, fryzjer zaliczony. Młodzi byli ostatnio z zaproszeniami, a kilka dni temu wreszcie zrobiłam kolczyki. Wyszły nawet fajne. Szczególnie mi przypasowały te pierwsze i w nich chyba pójdę. Będą dobrze pasowały do moim korali. Pozostały do kupienia kosmetyki do malowania i sztuczne paznokcie o ile takie troche krótsze gdzieś dostanę. Sweter też już do mnie idzie tylko, że beżowy...





Cały czas jestem na diecie Dukana. Obecnie mierzę się z druga fazą, co spowodowało wzrost wagi. Niestety po warzywach tyję, bo są w nich węglowodany. Dziś będę miała na obiad papryki nadziewane mięsem i pieczarkami. Przepis jest stary, bo od dawna je już robię, z tym że dodaje trochę ryżu. W diecie Dukana ryż jest zabroniony na tej fazie.

Papryka nadziewana

2 papryki
trochę mięsa
kilka pieczarek
cebula
sól
ząbek czosnku
łyżka koncentratu
oregano
pieprz
tymianek

Pieczarki i cebulę rozdrobnić i podsmażyć na suchej patelni. Dodać przyprawy i wymieszać. Papryki przeciąć na pół z ogonkiem. Nadziewać farszem. Piec w 180 stopniach około 45 minut.

Przedwiośnie wprawiło mnie w dobry nastrój, bo już bliżej niż dalej...

A na koniec haiku

śniegu coraz mniej
przebiśniegi w słońcu
prawie rozkwitły

poranek w słońcu
kropla za kroplą z dachu
bębni o parapet

wtorek, 17 lutego 2015

Ostatki, sezon ogrodowy, książki, koty psotniki i sos do ryby


Dziś ostatki. Od jutra już post. Dzisiaj będę piec faworki dukanowe z otrąb i jogurtu. Jutro zrobię śledzie. Dla Krzyśka w oleju i dla mnie w majonezie detetycznym z ogórkiem kiszonym i cebulą. Przedwiośnie już się rozpoczęło - śniegu prawie nie ma, słońce świeci, ptaki radośnie śpiewają. Tylko patrzeć jak przylecą kosy. Tym razem pożegnam zimę bez żalu, bo za wiosną już bardzo tęsknię. Sezon ogrodowy uważam za otwarty. Nasiona kupiłam i za kilka dni będę siać. Mam seler, por i szczypiorek. Czas pomyśleć o pomidorach. W tym roku wszystkie posadzę w donicach. Muszę mieć i zwykłe i koktailowe.

Wczoraj byłam w księgarni i dobrze, bo przejrzałam przy okazji dwie książki o jodze, które chciałam z czasem kupić. Okazało się, że te pozycje absolutnie nie są dla mnie odpowiednie - trudne ćwiczenia typu stania na głowie i kiepskie opracowanie. Dobrze, że nie kupiłam w ciemno. Tym samym kolejny raz się przekonałam, że kupowanie książek w internecie jest dość ryzykowne. Wczoraj kupiłam sobie za to dwie książki w tym jedną taką samą jaką mi zniszczyły koty i drugą w cenie promocyjnej. Już do mnie idą. Tym razem jedna pozycja jest ogólna, a druga między innymi o zdrowiu.





Kuszą mnie jeszcze dwie. Może jutro jak będę w księgarni to je zastanę i może kupię jeśli do mnie trafią. Szczególnie ta pierwsza pozycja mnie kusi, ale tania nie jest...




Ostatnio sporo ćwiczę głównie jogę i pilates. Szczególnie często ćwiczę na podłodze na macie. Nawet mi te ćwiczenia idą. Z matą jest problem, bo budzi straszne zainteresowanie u kotów. Po prostu się na nią uwzięły. Z upodobaniem ją drapią, wchodzą pod spód, a nawet próbują gryźć. Muszę ją chować przed nimi, bo jest poważnie zagrożona. Nie wiem czemu tak się na nią uwzięły. Jeszcze żaden przedmiot takiego zainteresowania ich nie wzbudził... Boję się, żeby nie pogryzły i nie połknęły, bo byłby problem...

A na koniec przepis na doskonały sos musztardowo - jogurtowy do ryby. Miałam go dziś na obiad z rybą pieczona w folii.

3 łyżki musztardy
50 g jogurtu naturalnego
szczypta pieprzu
cząber
słodzik w proszku lub stewia

Wszystkie składniki połączyć. Osoby nie będące na Dukanie mogą dodać łyżeczkę oliwy lub oleju...