Jutro ma przyjechać S. Wczoraj byłam w mieście wysłać mu pieniądze na łańcuch do piły. Musi kupić nowy, bo sporo cięcia się szykuje. Od razu jak przyjedzie skręci ławkę i założy moskitiery do okien. Innej pracy mu ustawiać nie będę, bo sie denerwuje. Muszę mu powiedzieć co ma do zrobienia, a kiedy to zrobi zadecyduje sam.
Moja nowa rabata jest juz gotowa. Teraz mam sporo miejsca na sadzenie roślin. Chodzi mi o byliny. Będę je kupować stopniowo, bo teraz pieniędzy nie mam. Za roślinami jednak juz się rozglądam. Myślę też o różach. Kilka lat temu kupiłam pnącą i dwie normalne. Dbałam o nie i pięknie zakwitly. Nie przetrzymały jednak zimy. Muszę znaleźć na roże lepsze miejsca. W tym momencie rośnie na podwórku tylko jedna. Posadziła ja moja mama i dba o nią. Co rok jednak drży, że zmarznie. Chciałabym kupić orliki, funkie, margarytki, dzwonki karpackie, floksy, moze szałwie i lawendę, moze coś na skalniaki.
A na koniec o truskawkach i moim rozczarowaniu. Wczoraj Krzysiek kupil koszyszek truskawek. To pierwszy w tym roku, bo nie ma gdzie kupić i trzeba wozić z miasta. Czekałam, czekałam i się niestety bardzo rozczarowałam. Truskawki są piękne, duże, czerwone, ale niesmaczne, bo kwaśne. Skubnęłam kilka i dałam sobie spokój. Resztę zjem z cukrem, bo jak jeść to ze smakiem. Moich truskawek w tym roku duzo nie będzie, bo perz zarósl prawie całą plantację. W tym roku chcę go zniszczyć i jeśli sie uda truskawki wróca na swoje miejsce.
Jutro ma być wstawiane okno do pracowni...
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
czwartek, 13 czerwca 2019
wtorek, 11 czerwca 2019
wtorek
Wymyśliłam sobie kolejna rabatkę na podworzu. Mam trochę miejsca pod sumakiem obok zielnika. Miejsce moze byc regularnie podlewane więc moge posadzic delikatniejsze rośliny. Myslę o kwiatach. Problem jest z tym, że Krzysiek musi zdjąć darń i skopać, a nie bardzo ma ochotę. Juz wyzywał na ta pracę. Mnie się tez chwyciło, że wymyślam i spokoju mu nie daję. Będę go jednak męczyć aż to zrobi.
Poza tym mam przygotować miejsce pod łubiny. Zapomnialam je wysiać wczesną wiosną i teraz żałuję. Rośliny bardzo lubię i chcę mieć ich trochę. Rabatkę przygotuje sama. Muszę też na sadzonki zarobić...
W zeszłym roku kupiłam rododendron. Posadziłam go w dobrym miejscu, ale niestety nie zakwitł w tym roku. Ładnie jednak rośnie. Nie wiem czego mu brakuje. Nie będą tez kwitły posadzone w tym roku hortensje pnące. Mam jedną o dwubarwnych liściach i jedna zwykłą. Za to hortensja, którą w zeszłym roku ukorzeniłam piękne pączki ma. Rośnie też hortensja niebieska, która kupilam w zeszłym roku.
Wyskoczyl mi następny remont. To rynna nad oknem mojego syna i nad oknami od mieszkania babci. Muszę albo zrobić wklejki albo wymienić. Nie wiem ile to będzie kosztować, bo problem jest na około 15 m. Mama oczywiście do niczego sie nie poczuwa i płacić nie zamierza. Ostatnio stwierdziła, ze część domu należąca do niej może sie nawet zawalić. Przepisać jej jednak na mnie nie chce. Ja czuję sie wykorzystywana, ale nic zrobić nie mogę. Ponoć przed urodzeniem sami wybieramy sobie rodziców i dzieje sie tak w naszym życiu jak ma sie dziać. To karma.
A na koniec zdjęcia ze spaceru... Tym razem spacer mnie zmęczył. Nie wiem z jakiego powodu. Moze to ten upał na mnie źle wpływa...
Poza tym mam przygotować miejsce pod łubiny. Zapomnialam je wysiać wczesną wiosną i teraz żałuję. Rośliny bardzo lubię i chcę mieć ich trochę. Rabatkę przygotuje sama. Muszę też na sadzonki zarobić...
W zeszłym roku kupiłam rododendron. Posadziłam go w dobrym miejscu, ale niestety nie zakwitł w tym roku. Ładnie jednak rośnie. Nie wiem czego mu brakuje. Nie będą tez kwitły posadzone w tym roku hortensje pnące. Mam jedną o dwubarwnych liściach i jedna zwykłą. Za to hortensja, którą w zeszłym roku ukorzeniłam piękne pączki ma. Rośnie też hortensja niebieska, która kupilam w zeszłym roku.
Wyskoczyl mi następny remont. To rynna nad oknem mojego syna i nad oknami od mieszkania babci. Muszę albo zrobić wklejki albo wymienić. Nie wiem ile to będzie kosztować, bo problem jest na około 15 m. Mama oczywiście do niczego sie nie poczuwa i płacić nie zamierza. Ostatnio stwierdziła, ze część domu należąca do niej może sie nawet zawalić. Przepisać jej jednak na mnie nie chce. Ja czuję sie wykorzystywana, ale nic zrobić nie mogę. Ponoć przed urodzeniem sami wybieramy sobie rodziców i dzieje sie tak w naszym życiu jak ma sie dziać. To karma.
A na koniec zdjęcia ze spaceru... Tym razem spacer mnie zmęczył. Nie wiem z jakiego powodu. Moze to ten upał na mnie źle wpływa...
niedziela, 9 czerwca 2019
niedziela
Kupiłam trochę roślin do ogrodu. Wybrałam floksy, goździki z tych na skalniaki i żurawkę. Tej ostatniej jeszcze nie miałam i kupiłam na próbę, bo nie wiem czy nie zmarznie. Jeśli przetrwa, kupię w przyszłym roku następne, bo roślinki bardzo mi się podobają. Warzywa przyszły i już sa w ziemi. Wczoraj nastawiłam gnojówkę z pokrzyw. To bardzo dobry nawóz. Mam też suchy nawóz bydlecy. Nadal działam na dworze. Praca posuwa się do przodu. Muszę się spieszyć, bo Krzysiek chyba pójdzie do pracy.
W najbliższym czasie jest do zrobienia porządek w ogródku przed domem. Na razie wyplewiłam jedna rabatkę. Trzeba usunąć chmiel i poobcinać pędy winobluszczu, bo zaduszaja różę. Róża jest młoda ale kwitnie. Trzeba by ja podpiąć. Jest też do wyrwania troche trawy. W przyszłym roku może w miejscu trawnika wyłożę płytkami betonowymi, bo nie ma kto kosić. To nie bardzo pasuje do wiejskiego ogrodu, ale mój będzie w stylu mieszanym. Na razie boję się o dalie. Posadziłam dwie i teraz drżę, żeby się ślimaki za nie nie wzięły. Mamie dalie zniszczyły. Druga strona ogródka tez jest do ogarnięcia. Trzeba przyciąć płaziniec i skosić.
Za kilka dni ma przyjechać S. Roboty na niego czeka cała masa. Wszystkiego nie zdąży zrobić. Myślę, że będzie u mnie 10 dni. Następna wizyta chyba w sierpniu.
W gałęziach winorośli wróbelki uwiły gniazdko. Jest stosunkowo nisko i ledwo wisi. Trwa wysiadywanie, ale młodych jeszcze chyba nie ma, bo słychać tylko jeden głosik. Boimy się do winorosli zblizyć, by ptaszków nie wystraszyć. Mama cały czas ptaki karmi pszenicą. Sa okrąglutke jak kuleczki i takie maja pozostać...:) Oprócz wróbelków przychodza do stołówki cukrówki, gołebie i inne, ale nazw nie znam.
W najbliższym czasie jest do zrobienia porządek w ogródku przed domem. Na razie wyplewiłam jedna rabatkę. Trzeba usunąć chmiel i poobcinać pędy winobluszczu, bo zaduszaja różę. Róża jest młoda ale kwitnie. Trzeba by ja podpiąć. Jest też do wyrwania troche trawy. W przyszłym roku może w miejscu trawnika wyłożę płytkami betonowymi, bo nie ma kto kosić. To nie bardzo pasuje do wiejskiego ogrodu, ale mój będzie w stylu mieszanym. Na razie boję się o dalie. Posadziłam dwie i teraz drżę, żeby się ślimaki za nie nie wzięły. Mamie dalie zniszczyły. Druga strona ogródka tez jest do ogarnięcia. Trzeba przyciąć płaziniec i skosić.
Za kilka dni ma przyjechać S. Roboty na niego czeka cała masa. Wszystkiego nie zdąży zrobić. Myślę, że będzie u mnie 10 dni. Następna wizyta chyba w sierpniu.
W gałęziach winorośli wróbelki uwiły gniazdko. Jest stosunkowo nisko i ledwo wisi. Trwa wysiadywanie, ale młodych jeszcze chyba nie ma, bo słychać tylko jeden głosik. Boimy się do winorosli zblizyć, by ptaszków nie wystraszyć. Mama cały czas ptaki karmi pszenicą. Sa okrąglutke jak kuleczki i takie maja pozostać...:) Oprócz wróbelków przychodza do stołówki cukrówki, gołebie i inne, ale nazw nie znam.
piątek, 7 czerwca 2019
piątek wieści z sadu i ogrodu
U mnie w sadzie pojawił się problem, bo coś sie dzieje z drzewkami. Zwłaszcza brzoskwina ucierpiała i czerwona porzeczka rosnąca w poblizu. To chyba kędzierzawość liści. W internecie pisze, że potrzebna jest chemia, ale ja chemii nie chcę. Będę śledzić to dalej. Może owocom to nie zaszkodzi.
Ukorzenione przeze mnie porzeczki ładnie rosną. Na razie w ziemi są czarne. Czerwone chcę posadzić jesienią. Jeden krzaczek jest już duży. Reszte ukorzeniam, ale 3 mają listki. Wszystko to stare odmiany. Teraz poszukuję starej odmiany porzeczek białych. Chciałabym sadzonki do ukorzenienia. Chciałabym też stary czerwony agrest. Myślę o winorośli. Śliwa jest obsypana owocami. Będą śliwki robaczywe, ale popracuję, odkroję co zbędne i dzemy zrobię. Sporo pracy mnie czeka latem.
Krzysiek skończył oczyszczanie sadu i powinien wziąć się za podwórko po kurach, ale ja go spowalniam, bo nie zerwałam liści malin. Muszę troche zebrać w tym roku. Chcę wysuszyć i pić. To cenny surowiec. Na razie zabrał się więc za ogród. Klnie, bo cały zarośnięty pokrzywami i nawłocią. Trawa po pas i nie da się przejść. W najbliższym czasie weźmiemy się za niszczenie perzu. To też cenne zioło, ale nie mam siły się z korzeniami szarpać, a to one mają właściwości lecznicze. Teraz jestem na etapie suszenia pokrzywy i przytulii. Są do wysuszenia zioła przyprawowe - tymianek, oregano, hyzop. Ładna jest melisa. Chcę nazbierać liści brzozy.
Na podwórku mam sporo perzu. Co gorsze w miejscu gdzie było kopane pod wodociąg kiełkuje go bardzo duzo. Miałam wysiać trawę, ale chyba wczesniej muszę go zniszczyć, bo ja zadusi. Draństwo jest też w ogródku. Całkiem zadusiło mi truskawki i poziomki. Rozprzestrzenia się bardzo szybko. Chyba w jednym sezonie sobie z nim nie poradzę.
Mój jaśmin jest w tym roku obwalony pąkami. Mały krzaczek przyjechał kilka lat temu z Oszczywilka - wsi z domem rodzinnym Krzyska. Domku już nie mamy. Żal mi teraz, że nie spłaciliśmy brata Krzyśka. Domek był w niezbyt atrakcyjnym miejscu, ale to była wieś. Prawdziwa wieś, gdzie ludzie jeszcze w polu pracowali i hodowali zwierzeta. Sasiad miał krowy, kury, świnie. Obok było wyniosłe drzewo z bocianim gniazdem.
Ukorzenione przeze mnie porzeczki ładnie rosną. Na razie w ziemi są czarne. Czerwone chcę posadzić jesienią. Jeden krzaczek jest już duży. Reszte ukorzeniam, ale 3 mają listki. Wszystko to stare odmiany. Teraz poszukuję starej odmiany porzeczek białych. Chciałabym sadzonki do ukorzenienia. Chciałabym też stary czerwony agrest. Myślę o winorośli. Śliwa jest obsypana owocami. Będą śliwki robaczywe, ale popracuję, odkroję co zbędne i dzemy zrobię. Sporo pracy mnie czeka latem.
Krzysiek skończył oczyszczanie sadu i powinien wziąć się za podwórko po kurach, ale ja go spowalniam, bo nie zerwałam liści malin. Muszę troche zebrać w tym roku. Chcę wysuszyć i pić. To cenny surowiec. Na razie zabrał się więc za ogród. Klnie, bo cały zarośnięty pokrzywami i nawłocią. Trawa po pas i nie da się przejść. W najbliższym czasie weźmiemy się za niszczenie perzu. To też cenne zioło, ale nie mam siły się z korzeniami szarpać, a to one mają właściwości lecznicze. Teraz jestem na etapie suszenia pokrzywy i przytulii. Są do wysuszenia zioła przyprawowe - tymianek, oregano, hyzop. Ładna jest melisa. Chcę nazbierać liści brzozy.
Na podwórku mam sporo perzu. Co gorsze w miejscu gdzie było kopane pod wodociąg kiełkuje go bardzo duzo. Miałam wysiać trawę, ale chyba wczesniej muszę go zniszczyć, bo ja zadusi. Draństwo jest też w ogródku. Całkiem zadusiło mi truskawki i poziomki. Rozprzestrzenia się bardzo szybko. Chyba w jednym sezonie sobie z nim nie poradzę.
Mój jaśmin jest w tym roku obwalony pąkami. Mały krzaczek przyjechał kilka lat temu z Oszczywilka - wsi z domem rodzinnym Krzyska. Domku już nie mamy. Żal mi teraz, że nie spłaciliśmy brata Krzyśka. Domek był w niezbyt atrakcyjnym miejscu, ale to była wieś. Prawdziwa wieś, gdzie ludzie jeszcze w polu pracowali i hodowali zwierzeta. Sasiad miał krowy, kury, świnie. Obok było wyniosłe drzewo z bocianim gniazdem.
środa, 5 czerwca 2019
środa
Znalazłam piece kuchenne o sprawności ponad 80 %. Reklamują je jako zgodne z ekoprojektem. Pochodza z Serbii i sa tanie. Jest szansa, że za dwa lata będę piec w kuchni miała. Niestety chyba będzie trzeba skasować piecokuchnę i przez to centralne. Są też fajne piecyki żeliwne retro. Nawet nie takie drogie. Trzeba będzie o takim pomyśleć. Z kominka z rozprowadzeniem na sypialnię zrezygnuję, bo to kosztowna sprawa i mechanizmy, które mnie przerażają. Lubię proste rzeczy, bo nie ma co się zepsuć. Piec ze ścianówką z atestem/nie wiem czy pod ekoprojekt/około 40000 zł...:( Teoretycznie za dwa lata pewnie będzie większy wybór odpowiednich pieców.
Dziś mija 4 tygodnie diety dr Dąbrowskiej. Schudłam stosunkowo mało i nie wiem czy już diety nie przerwać. Zaczynają mnie kusic jajka, ryby, majonez do sałatek i warzywa strączkowe. Mięsa na razie i tak bym nie jadła. Nie jadłabym też jeszcze miesiąc ziemniaków i innych tego typu węglowodanów czy serów. Nie chcę przytyć. Pod koniec lata powrót do diety na dwa tygodnie albo post orkiszowy Hildegardy z Bingen. Liczę na 3-4 kg mniej. Na razie schudłam łacznie 20 kg.
Znalazłam do kupna biegusy indyjskie i zakochałam się. Są cudne w naturalnych barwach i tanie. Chciałabym je kupić, ale mama sie nie zgadza, żeby po podwórku biegały, a terenu wydzielonego jeszcze nie mam.
Kupiłam trochę nasion ziół i roślin ozdobnych. Ponoć te wysiewane rosna w domu lepiej...:)
A na koniec zdjęcia z niedzielnego spaceru. Wybrałam się w miejsce zaciszne i klimatyczne. Jako dziecko tam się bawiłam. Jako nastolatka paliłam tam ze znajomymi ogniska. Piekliśmy kiłbaski na patykach i ziemniaki w garnku albo w popiele. Mój dziadek pasł tam owce. Były tam w okolicy pola, rosły grzyby. Wiosną kwitnie tam podbiał. Jest żółto, a raczej było. Moja ukochana ciocia zrywała go do wazoników. Wycieczka w przeszłość się udała. Nie byłam tam około 30 lat. Miejsca nie poznałam. Górki zrobiły się jakieś takie małe, a drzewa wyniosłe. Kiedyś to był step, a teraz jest las. Nie udało mi się znaleźć źródełka, które tam biło, a może tam podciekała tylko woda z pobliskiej kopalni? Znalazłam za to skupisko trzciny. Może więc coś okresowo tam jest?
Nie podobają mi się zdjęcia z komórki. Są za wąskie, a na aparat mnie nie stać:(
Dziś mija 4 tygodnie diety dr Dąbrowskiej. Schudłam stosunkowo mało i nie wiem czy już diety nie przerwać. Zaczynają mnie kusic jajka, ryby, majonez do sałatek i warzywa strączkowe. Mięsa na razie i tak bym nie jadła. Nie jadłabym też jeszcze miesiąc ziemniaków i innych tego typu węglowodanów czy serów. Nie chcę przytyć. Pod koniec lata powrót do diety na dwa tygodnie albo post orkiszowy Hildegardy z Bingen. Liczę na 3-4 kg mniej. Na razie schudłam łacznie 20 kg.
Znalazłam do kupna biegusy indyjskie i zakochałam się. Są cudne w naturalnych barwach i tanie. Chciałabym je kupić, ale mama sie nie zgadza, żeby po podwórku biegały, a terenu wydzielonego jeszcze nie mam.
Kupiłam trochę nasion ziół i roślin ozdobnych. Ponoć te wysiewane rosna w domu lepiej...:)
A na koniec zdjęcia z niedzielnego spaceru. Wybrałam się w miejsce zaciszne i klimatyczne. Jako dziecko tam się bawiłam. Jako nastolatka paliłam tam ze znajomymi ogniska. Piekliśmy kiłbaski na patykach i ziemniaki w garnku albo w popiele. Mój dziadek pasł tam owce. Były tam w okolicy pola, rosły grzyby. Wiosną kwitnie tam podbiał. Jest żółto, a raczej było. Moja ukochana ciocia zrywała go do wazoników. Wycieczka w przeszłość się udała. Nie byłam tam około 30 lat. Miejsca nie poznałam. Górki zrobiły się jakieś takie małe, a drzewa wyniosłe. Kiedyś to był step, a teraz jest las. Nie udało mi się znaleźć źródełka, które tam biło, a może tam podciekała tylko woda z pobliskiej kopalni? Znalazłam za to skupisko trzciny. Może więc coś okresowo tam jest?
Nie podobają mi się zdjęcia z komórki. Są za wąskie, a na aparat mnie nie stać:(
poniedziałek, 3 czerwca 2019
lis w kurniku czyli poniedziałek
Ostatnio u sąsiadki, która ma kury był z wizyta lis. Wszedł w dzień do kurnika i narobił szkód. Kilka kur poranił i kilka zamordował. Teraz kury sa przerazone i fruwaja po ścianach, gdy tylko sasiadka do kurnika wejdzie. Druga sąsiadka ma problem z sarnami i dzikami. Sarny dostaja sie do ogródka i podgryzają warzywa. Dzik był na polu w zeszłym roku i zrył ziemniaki. W tym roku posadzała je w ogrodzonym miejscu. Do mnie lis nie wejdzie, bo sąsiad odgrodził mnie od łąk wysokim murowanym płotem. Sarny kiedyś przychodziły paść się na podwórku. Mama widywała wcześnie rano łanię z młodymi. Odkąd płot jest juz nie przychodzą. Szkoda.
Dostałam odpowiedź od leśniczego i drewno chyba z lasu kupię, bo jest znacznie tańsze niż z tartaku. Chyba kupię 3 m3. Mozna kupić też gałęzie na rozpałkę. Chyba też kupię. Jedyny problem to taki, że trzeba podjechać do leśniczego, a to dość daleko. Pociąć by musiał S. Jeśli sie to uda, to opał by był na przyszłą zimę zapewniony, jeśli by zima była lekka. Na tą co przyjdzie drewno mam i mam też w garażu prawie tonę węgla.
Na podwórku w miejscu gdzie był kładziony wodociąg nie ma trawy. Trzeba coś kupić. Wymyśliłam sobie trawę łakową albo trawnik kwiatowy albo trawę z mikrokoniczyną. Normalny trawnik jest dla mnie zbyt miejski, elegancki. Nie chcę takiego u siebie. Muszę sie z zakupem spieszyć, bo S przyjedzie za dwa tygodnie. On chyba będzie siał, bo Krzysiek chyba nie potrafi albo nie chce. Muszę jednak przyznać, że ostatnio trochę koło domu zrobił. Nawet sam sobie pracę znalazł. W szoku byłam...:)
Dostałam odpowiedź od leśniczego i drewno chyba z lasu kupię, bo jest znacznie tańsze niż z tartaku. Chyba kupię 3 m3. Mozna kupić też gałęzie na rozpałkę. Chyba też kupię. Jedyny problem to taki, że trzeba podjechać do leśniczego, a to dość daleko. Pociąć by musiał S. Jeśli sie to uda, to opał by był na przyszłą zimę zapewniony, jeśli by zima była lekka. Na tą co przyjdzie drewno mam i mam też w garażu prawie tonę węgla.
Na podwórku w miejscu gdzie był kładziony wodociąg nie ma trawy. Trzeba coś kupić. Wymyśliłam sobie trawę łakową albo trawnik kwiatowy albo trawę z mikrokoniczyną. Normalny trawnik jest dla mnie zbyt miejski, elegancki. Nie chcę takiego u siebie. Muszę sie z zakupem spieszyć, bo S przyjedzie za dwa tygodnie. On chyba będzie siał, bo Krzysiek chyba nie potrafi albo nie chce. Muszę jednak przyznać, że ostatnio trochę koło domu zrobił. Nawet sam sobie pracę znalazł. W szoku byłam...:)
sobota, 1 czerwca 2019
sobota - rozważania o kurach
No i przeczytałam, ze kury normalnie niosa jajka jeśli nie ma koguta. To, że musi być to przesąd. Ja bym nie chciała raczej kurcząt. To i kogut zbędny. Jeśli go nie będzie to kury mogę mieć, bo nie będą przeszkadzać sąsiadom. S obiecał zagrodę zrobić. Dojrzewam do tego. Myślę o karmazynach. Podobają mi się te czarno-białe chyba sussex. Przeciwny jest Krzysiek i mama, ale Krzysiek już się do myśli przyzwyczaja. Jeśli jednak decyzję podejmę to kury będą i kaczki też. Kaczki może nawet dwa rodzaje - biegusy i staropolskie. W przyszłym roku by powstała zagroda i może już we wrześnu coś by było. Największy problem mam z ubojem. Obawiam się, ze sie do ptaków przyzwyczaję i ubić nie pozwolę.
Te mogłby być moje...Ech...
Zaczynam się rozglądać za drewnem na zimę. W tym roku trzeba kupić i do rozpałki i do palenia. Do rozpałki juz namierzyłam w tartaku. Jest do cięcia. Trzeba by kupić nowy łańcuch do piły i S potnie. S namierzył też obalone drzewa w lesie. Jest ich kilka, ale nie wiem ile takie drewno kosztuje. Wysłałam email do leśniczego. Czekam. Jeśli się uda to to z tartaku kupię już w czerwcu. To drugie później, bo funduszy na raz tyle nie mam. Będzie wysychać do przyszłego roku.
Miało nie być warzywnika w tym roku. Miało, ale weszłam kiedyś na Allegro i wyświtliły mi sie na pokuse sadzonki. No i się nie oparłam. Kupiłam pomidory, dynię, paprykę, ogórki, sałatę, pora i cukinię. Będą sobie rosły w doniczkach. Dobra ziemie mam. Podlewać będę pokrzywami. Zobaczymy. Do tego kupiłam kocimiętkę i miniaturowe irysy. Mam jeszcze zamiar coś kupić. Czekam na pieniądze i kupię dwie skrzynie do uprawy warzyw. S nie musiałby robić, a cena umiarkowana. Tylko by skręcił.
Nadal suszę pokrzywę i przytulię.
Te mogłby być moje...Ech...
Zaczynam się rozglądać za drewnem na zimę. W tym roku trzeba kupić i do rozpałki i do palenia. Do rozpałki juz namierzyłam w tartaku. Jest do cięcia. Trzeba by kupić nowy łańcuch do piły i S potnie. S namierzył też obalone drzewa w lesie. Jest ich kilka, ale nie wiem ile takie drewno kosztuje. Wysłałam email do leśniczego. Czekam. Jeśli się uda to to z tartaku kupię już w czerwcu. To drugie później, bo funduszy na raz tyle nie mam. Będzie wysychać do przyszłego roku.
Miało nie być warzywnika w tym roku. Miało, ale weszłam kiedyś na Allegro i wyświtliły mi sie na pokuse sadzonki. No i się nie oparłam. Kupiłam pomidory, dynię, paprykę, ogórki, sałatę, pora i cukinię. Będą sobie rosły w doniczkach. Dobra ziemie mam. Podlewać będę pokrzywami. Zobaczymy. Do tego kupiłam kocimiętkę i miniaturowe irysy. Mam jeszcze zamiar coś kupić. Czekam na pieniądze i kupię dwie skrzynie do uprawy warzyw. S nie musiałby robić, a cena umiarkowana. Tylko by skręcił.
Nadal suszę pokrzywę i przytulię.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






















