Zimno jest albo ja to tak odczuwam. Cały czas wieje mroźny wiatr. W kominie tylko huczy. Dziś w nocy okropnie zmarzłam. Nawet stopy miałam skostniałe z zimna. Miałam też dreszcze. Coś ostatnio nie jestem odporna na zimno. Myślę nawet o zapaleniu w piecokuchni, żeby wieczorem w sypialni było choć o kilka stopni więcej. Cały problem w tym, że piecokuchnia strasznie węgiel połyka i nie ma go kto nosić. Krzysiek się broni, a ja z chorym kręgosłupem nie bardzo sobię z tym radzę. Dziś była o to oczywiście awantura. Wściekłam się i wyzwałam Krzyśka od egoisty, bo jemu jest ciepło. Wcale się tym nie przejął i węgla nie przyniósł. Czasem mam ochotę wziąć rozwód tylko, że po rozwodzie i tak sam węgiel do pieca nie wskoczy.
W domu już jest ciepło, a ja i tak teraz siedzę przy piecu i grzeję się. Nawet rozgrzaną cegłę mam w nogach i przykryłam się kołdrą. Może to ciągłe uczucie zimna jest spowodowane odchudzaniem? Pewnie tak jest. Nigdy się w zimie nie odchudzałam to doświadczenia nie mam pod tym względem.
Zimno mi jest, a i tak tęsknię za śniegiem. Kocham patrzeć na drzewa pod pierzynką i na ośnieżoną drogę. Lubię, gdy śnieg pada i z chęcią wychodzę wtedy na dwór. Ostatnio zaczęłam myśleć o tym, żeby sobie łyżwy figurówki kupić. Jeździłabym przed domem po zamarzniętej jezdni. Tylko wieczorem, bo wtedy ruch jest mniejszy. Nie wiem czy to ma sens, bo za dobrze nie jeździłam nigdy, a teraz w dodatku jestem starsza i mniej sprawna. Boję sie, że jak upadnę mogę się uszkodzić. Krzysiek oczywiście jest przeciwny. Uważa, że w moim wieku jeździć nie wypada. Muszę to przemyśleć, ale trochę ruchu by mi się przydało....
Dziś mam luz i nic nie robię cały dzień. Nawet obiad dla Krzyśka mam od wczoraj. Zje kotlety mielone z ziemniakami i mizerię. Ja dziś jeszcze jestem ostatni dzień na diecie kapuścianej. Zrzuciłam 1 kg. Dobre i to.
Jak nic nie robię to oczywiście czytam, bo malować nie mogę z powodu zimna. Jutro będę rysować widok z okna. I tu mam problem, bo u mnie za oknem jest ulica i domy sąsiadów czyli nic ciekawego. Pamiętam Kamesznicę i cudne widoki z okien - góry, drzewa i zieleń. Tak mi tego brak. Może to narysuję, albo coś z wyobraźni. Ewentualnie może być widok z okna z kuchni mojej mamy. Pod jej oknem rośnie piękna stara jabłonka. Ma gruby chropowaty pień i rozłożyste konary. To już coś.
A na koniec Mruczek, a raczej jego humory. Coś ostanio robi się okropnie niedotykalski. Często się denerwuje, kuli uszy i jak się go głaska potrafi nawet pacnąć łapą. Już dawno tak się nie zachowywał i teraz to mi się wydaje dziwne. Nie przychodzi też tak często do mnie na kolana i woli spać na fotelu. Nie wiem co go ugryzło. Czyżby to już oznaka starości? Ma przecież dopiero niecałe 9 lat. Jest jeszcze śliczny i pięknie, młodo wygląda. A może jednak, bo Lwicę też jakby częściej gryzie i inne koty goni...
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
niedziela, 30 listopada 2014
piątek, 28 listopada 2014
Adwent, codzienne przyjemności, zioła szwedzkie i koty...
Dziś obudził mnie kurier. Przyniósł książkę. W domu rano było chłodno, bo tylko 18 stopni. Siedziałam przy kawie i kostniałam z zimna, a koty kuliły się na kanapie starając się wzajemnie ogrzać. W końcu to koniec listopada. Od niedzieli już Adwent. Lubię ten czas. Jest taki pełen zadumy. Lubię wtedy to i owo sobie przemyśleć. Zastanowić się nad sobą i nad swoim życiem. Przypomnieć sobie bliskich, kórych już ze mną nie ma na tym świecie. Przypomnieć sobie święta, które pamiętam z dawnych lat. Tyle tych lat już było. Tylu bliskich już jest po drugiej stronie. Po południu czytałam i relaksowałam się przy pachnącej świecy. Od dawna staram się sprawiać sobie codziennie po 5 przyjemności. Dziś było to dodatkowo oprócz czytania i relaksu przy świecy: głaskanie przez 15 minut Mruczka, medytacja z aniołami i masaż stóp olejkiem migdałowym. Wieczorem chcę odrobić pracę domową z kursu rysunku i malarstwa. Praca będzie wykonana ołówkiem i kredkami akwarelowymi. Następne prace są równie ciekawe w tym rysowanie zwierząt i portret. To akurat mnie nie kusi, ale jakoś będę musiała tą pracę wykonać. Rady nie ma.
Wczoraj miałam trochę stresów i tak po pierwsze wyszło na jaw, że zapomniałam sobie zrobić zapasu ziół szwedzkich. Robię co roku w lecie, bo do wykonania leku potrzebna jest temperatura 25 stopni. Zioła mają wiele zastosowań. Pomagają między innymi na jesienne depresje, migreny, infekcje, bóle zębów, wzdęcia, zaparcia, problemy żołądkowe, bóle uszu, robaczyce, obrzęki, wrzody, guzy i pęcherze. Po drugie ponad dwie godziny szukałam Czarnusi. Koteczka boi się Rozy, która ją gnębi czasem i chowa się po kątach. Jak się okazało to ciciusia ukryła się w bieliźniarce i przespała sobie w spokoju kilka godzin. Wyszła dopiero wieczorem w porze karmienia. Kicia z gryzącej dzikuski wyrosła na miłą, ale nieco nieśmiałą panienkę. Głaskanie lubi, ale sama na mizianki nie przychodzi. Ja to szanuję i pozwalam jej żyć nieco na uboczu. Może jeszcze przyjdzie taki czas, że zacznię przychodzić po pieszczoty jak Śnieżek, jej brat.
środa, 26 listopada 2014
Problemy, zakupy i kurs...
Mam problem i nie bardzo wiem jak go rozwiązać. Otóż w czerwcu zmieniłam dostawcę energii elektrycznej i od tego czasu nie płacę za prąd. Firma, która sprzedawała mi prąd wcześniej przysłała mi pismo, że już tego robić nie będzie, a nowa nadal faktur nie przysyła. Dług mi rośnie. Pewnie już z 1000 zł będzie do płacenia. Dzwoniłam oczywiście na infolinię i nadal nie ma mnie w systemie. Pisałam, ale nie odpowiadają. Moja mama jest w tej samej sytuacji i klnie aż miło. Innego kontaku z nimi nie ma. Jestem w kropce i wściekam sie coraz bardziej, bo dostawcę zmieniłam tylko z tego powodu, żeby nie płacić przedpłat i żeby odpisy były robione co miesiąc. Wolę płacić mniej, a częściej.
Ostatnio trochę zaszalłam i zrobiłam zakupy. Kupiłam jak zwykle książki oraz świecznik i serwetkę z ptaszkiem. Serwetka jest cudna. Mam zamiar naszyć ją na poszewkę. Do tej pory jeszcze serwetek ani zazdrostek sama nie robiłam. To trochę dla mnie za delikatna praca. To liczenie oczek i cienkie nici. Jakoś tak mnie do tego nie ciągnie. Z drugiej strony szkoda, bo serwetki lubię podobnie jak wąziutkie zazdrostki, które zawieszam nad drzwiami. Lubię też mieć dziergane ozdoby na półkach. Może kiedyś się za to wezmę. W końcu szydełko mi niestraszne...
Dziś zaczął mi się kurs pisarski. Pierwszy wykład jest ciekawy i sporo mi wyjaśnił. Pozostały mi jeszcze do zrobienia ćwiczenia czyli napisanie krótkiego teksu. Kurs polega również na rozmowach na specjalnym forum. Weszłam tam, ale jeszcze nikt się nie wypowiedział. Tak sobie myślę, że sporo powinnam się na tym kursie nauczyć. Zależy mi zwłaszcza na opiniach kursantów i nauczyciela na temat moich tekstów. Kusi mnie napisanie czegoś dłuższego niż opowiadanie, ale nie wiem czy warto się za to zabierać. Nie jestem zbyt pewna siebie pod tym względem, a opinie pod moimi tekstami na portalach pisarskich są średnie i nieco powyżej. Czytelników wprawdzie mam, co mnie cieszy, ale czy znajdę wydawcę? Mam też problem z interpunkcją. Następny stopień kursu zaczyna się już w połowie stycznia, ale opłacić go trzeba wcześniej. Czy zdobędę na o pieniądze? Jeśli nie, będę musiała poczekać kto wie ile czasu...
poniedziałek, 24 listopada 2014
Dieta, coś na ząb, książki i ikony...
Od wczoraj jestem na diecie kapuścianej. Schudłam 0,5 kg jak na razie. Dieta mi odpowiada, bo warzywa lubię i głodna na niej nie jestem. Dieta jest zdrowa i doskonale oczyszcza. Likwiduje też zaparcia. Trudne jest dla mnie tylko to, że nie wolno jeść soli i pić napoi gazowanych. Piję więc zioła i doprawiam przyprawami ziołowymi. Podstawą diety jest zupa ze słodkiej kapusty z dodatkiem cebuli, pomidorów i papryki. Powinnam też dodać seler naciowy, ale nie miałam go gdzie kupić. Oprócz tego je się głównie warzywa i owoce. Dieta może być trudna do zniesienia dla osób akywnych fizycznie z powodu braku białka i węglowodanów. Chcę wytrzymać 6 - 7 dni, a później z powrotem dukan. Zawzięłam się, bo planuję jeszcze przed świętami zobaczyć ósemkę z przodu. Zobaczymy.
Krzysiek oczywiście na diecie nie jest, a przydałoby się żeby z 10 kg zrzucił. Dziś zje klopsiki w sosie serowym z rodzynkami.
mięso mielone
cebula
bułka tarta
serek topiony
sól
ząbek czosnku
pieprz
kostka rosołowa
mąka
rodzynki
Mięso wymieszać z bułką i przyprawami. Dodać rozdrobniony czosnek i trochę pokrojonej cebuli. Usmażyć. Zalać wodą z kostką rosołową i pokrojoną cebulą. Udusić. Dodać serek, rodzynki i zagotować. Zaprawić mąką.
Od kilku dni nic innego prawie nie robię tylko czytam, a właściwie pochłaniam książki. Czytam po dwie na raz. Dziś to będzie thriller i książka typu psychologicznej. Psychologiczne książki lubię i czasem czytam. Ostatnio znalazłam księgarnię z wyodrębnioną zakładką książek psychologicznych. Wybrałam sobie kilka i 3 już do mnie idą. Lubię też thrillery. No i powieści historyczne i książki z dziedziny ezoteryki. Ostatnio chodzi za mną książka opisująca życie na wsi. Jednak nigdzie się na taką nie natknęłam jak do tej pory. Nie lubię za o typowych romansów. Wolę książki tradycyjne od elektronicznych i takie zazwyczaj kupuję. Ostatnio zaczął mnie kusić czynik. Może wtedy polubię i ebooki. Kto wie...
Ostatnio też sporo maluję i rysuję. Zapomniałam za to o decoupage. Mam wprawdzie plany, by ozdobić 3 duże skrzynki, które są mi potrzebne na różnego typu dokumenty i inne drobiazgi, ale jakoś tak mi schodzi. Marzą mi się też ikony wykonane w tej technice. Dokładnie to chcę mieć półkę nad drzwiami w kuchni z ikonami. Nie wiem jeszcze jakie ikony się na niej znajdą czy wykonane w technice decoupage czy też malowane na drewnie. Malowane akrylami nie pisane. Może i jedne i drugie...
sobota, 22 listopada 2014
Praca Krzyśka, plany świąteczne, introwertyzm i rysunki...
Krzysiek wrócił do pracy. Pracuje na cały etat czyli 7 godzin dziennie jako osoba niepełnosprawna z II grupą inwalidzką. Umowę ma do czerwca. Ulżyło mi, bo dwie renty i moje dochody z dorywczej pracy to trochę za mało jednak, nawet dla mnie. W domu zrobiło się cicho i pusto, tak spokojnie. Z pracy wraca zmęczony to na zbytnią aktywność typu jałowe dyskusje czy telewizja w nadmiarze nie ma już energii. Mniej się też złości, bo pewnie nie ma na to siły.
W tym roku Wigilia i Sylwester będą dziwne ze względu na jego pracę, ponieważ w te dni pracuje po południu. Ciekawe jak wróci do domu, bo autobusy później już nie kursują. Pieszo to daleko - 7 kilometrów. Z powodu pracy Krzyśka musieliśmy zmienić plany. I tak nie pojedziemy na Pasterkę, ani nie weźmiemy udziału w Sylwestrze urządzanym w firmie zjmującej się ezoteryką i rozwojem duchowym. Będziemy więc jak co roku siedzieć w domu. Żaden problem dla mnie.
Wszędzie widać przygotowania do świąt - na blogach piękne drobiazgi czarują i kuszą. Ja jakby na przekór nic nie przygotowuję. Ozdoby mam zamiar mieć te same, które mam od lat. Będzie to szopka po dziadku i tradycyjna choinka. Nawet bombek i łańcuchów nie zmienię. Marzę wprawdzie o żywej choince, ale nie tym razem. U mnie przygotowania zaczną się od sprzątania i pieczenia pierniczków. Święta będą w tym roku skromne ze względu na moją dietę. Będzie wszystko, ale w mniejszych ilościach. Tak, żeby Krzysiek pojadł, a ja żebym tylko spróbowała. Nie będę też piekła ciast, bo kto by trzy tortownice ciasta zjadł. Kupię po kawałku sernika, makowca i piernika i tyle.
Mam nadzieję, że w święta nie będziemy zaproszeni do brata Krzyśka. Tam zawsze jest przy takich okazjach tłum ludzi czego nie cierpię.
Od wczoraj czytam ,,Introweryzm to zaleta". Książka to objawienie dla mnie. Otworzyła mi ona oczy na wiele spraw, bo niby wiedziałam, że jestem introweryczką, ale tak jakoś do mnie to nie docierało w pełni. Teraz, dzięki niej jestem już w pełni świadoma, że do tej pory źle się z moją introwertyczną naturą czułam, bo inni mnie za nią krytykowali i ganili. Tak jakbym była winna temu, że kocham samotność, a tłum mnie męczy i pozbawia energii. Całe życie tylko słyszałam od wszystkich w koło teksty typu ,,Wyjdź z domu" ,,Wyjdź do ludzi" ,,Nie siedź sama". Teraz już zrozumiałam czemu nie mogę dogadać się z mamą, czemu tak mało czasu spędzałam z moim towarzyskim, aktywnym i gadaliwym synem gdy był dzieckiem, czemu przeżywałam katorgi z moim pierwszym mężem typowym ekstrawertykem. Będzie mi się teraz ławiej żyło. Szkoda, że jeszcze książki o nadwrażliwcach nie ma...
A na koniec moje ostanie rysunki wykonane sangwiną i kredą. Dziś może powstaną następne. Może też jakieś szkice ołówkiem. Chyba powoli dojrzewam do rysowania np. zwierząt czy aktów, ale to już wyższa szkoła jazdy.
W tym roku Wigilia i Sylwester będą dziwne ze względu na jego pracę, ponieważ w te dni pracuje po południu. Ciekawe jak wróci do domu, bo autobusy później już nie kursują. Pieszo to daleko - 7 kilometrów. Z powodu pracy Krzyśka musieliśmy zmienić plany. I tak nie pojedziemy na Pasterkę, ani nie weźmiemy udziału w Sylwestrze urządzanym w firmie zjmującej się ezoteryką i rozwojem duchowym. Będziemy więc jak co roku siedzieć w domu. Żaden problem dla mnie.
Wszędzie widać przygotowania do świąt - na blogach piękne drobiazgi czarują i kuszą. Ja jakby na przekór nic nie przygotowuję. Ozdoby mam zamiar mieć te same, które mam od lat. Będzie to szopka po dziadku i tradycyjna choinka. Nawet bombek i łańcuchów nie zmienię. Marzę wprawdzie o żywej choince, ale nie tym razem. U mnie przygotowania zaczną się od sprzątania i pieczenia pierniczków. Święta będą w tym roku skromne ze względu na moją dietę. Będzie wszystko, ale w mniejszych ilościach. Tak, żeby Krzysiek pojadł, a ja żebym tylko spróbowała. Nie będę też piekła ciast, bo kto by trzy tortownice ciasta zjadł. Kupię po kawałku sernika, makowca i piernika i tyle.
Mam nadzieję, że w święta nie będziemy zaproszeni do brata Krzyśka. Tam zawsze jest przy takich okazjach tłum ludzi czego nie cierpię.
Od wczoraj czytam ,,Introweryzm to zaleta". Książka to objawienie dla mnie. Otworzyła mi ona oczy na wiele spraw, bo niby wiedziałam, że jestem introweryczką, ale tak jakoś do mnie to nie docierało w pełni. Teraz, dzięki niej jestem już w pełni świadoma, że do tej pory źle się z moją introwertyczną naturą czułam, bo inni mnie za nią krytykowali i ganili. Tak jakbym była winna temu, że kocham samotność, a tłum mnie męczy i pozbawia energii. Całe życie tylko słyszałam od wszystkich w koło teksty typu ,,Wyjdź z domu" ,,Wyjdź do ludzi" ,,Nie siedź sama". Teraz już zrozumiałam czemu nie mogę dogadać się z mamą, czemu tak mało czasu spędzałam z moim towarzyskim, aktywnym i gadaliwym synem gdy był dzieckiem, czemu przeżywałam katorgi z moim pierwszym mężem typowym ekstrawertykem. Będzie mi się teraz ławiej żyło. Szkoda, że jeszcze książki o nadwrażliwcach nie ma...
A na koniec moje ostanie rysunki wykonane sangwiną i kredą. Dziś może powstaną następne. Może też jakieś szkice ołówkiem. Chyba powoli dojrzewam do rysowania np. zwierząt czy aktów, ale to już wyższa szkoła jazdy.
Jeszcze informacja rozdawajka u Ankiskakanki. Zapisy do 10 grudnia...
czwartek, 20 listopada 2014
Konkurs, pasztet i artystyczne wyzwania.
Przed chwilą wróciłam do domu. Byłam w mieście na poczcie z wysyłką obrazu na konkurs plastyczny. Konkurs jest dla amatorów i strasznie chciałam wziąć w nim udział. Tematem był pejzaż jesienny. Namalowałam kilka obrazów i później miałam problem z wybraniem tego, który chcę zaprezentować na wystawie po konkursowej. Jestem strasznie przejęta, bo to mój pierwszy konkurs. Zobaczymy, choć zdaję sobie sprawę, że szans większych nie mam, bo amator to też może być ktoś kto maluje od 20 lat np.
Z poczty wróciłam okropnie zmarznięta, bo wybrałam się w ażurowym, dzianinowym poncho i półbutach. Teraz grzeję się i dochodzę do siebie. Muszę się sprężać, ponieważ mam dziś sporo pracy. Mam zamiar między innymi posprzątać w szafie w sypialni i upiec pasztet mięsno - warzywny. Pasztet jest dietetyczny, bo zrobiony z gotowanego mięsa. Krzysiek nie za bardzo taki lubi. Woli pasztety bardziej tłuste i bez jarskich dodatków. Aż dziw, że cholesterolu nie ma.
Pasztet
1kg mięsa wieprzowego/ugotowanego/
25 dkg boczku/ugotowany/
25 dkg warzyw/ marchew, seler, pietruszka/
duża cebula
3 ząbki czosnku
2 jajka
bułka tarta
sół
pieprz
przyprawy ziołowe/majeranek, tymianek, cząber/
Mięso, boczek i ugotowane warzywa zmielić 2 razy, dodać jajko, bułkę tarą i przyprawy. Wyrobić. Piec 1 godzinę w 220 stopniach.
Po dniu pełnym zajęć pewnie już wieczorem zajmę się moimi ulubionymi pasjami. Tym razem będzie to szkicowanie w tym rysunki sangwiną i kredą. Technikę tą odkryłam dzięki kursowi rysunku i malarstwa. Technika mnie zachwyciła. Powstało sporo rysunków, a pewnie powstanie jeszcze więcej, bo technika mi bardzo przypasowała. Mam sporo pomysłów. A wieczorem pewnie będę czytać albo obejrzę jakiś film. Chodzi za mną ostatnio Rodzina Borgiów. Jutro już będzie dzień spokojniejszy, bo bez wyjazdów. Spędzę go w ciszy i w cieple. Pewnie będę rysować albo malować. Mam już gotowe szkice na dwa obrazy w tym jeden pejzaż jesienny...
wtorek, 18 listopada 2014
Deszcz, Krzysiek, niezrealizowane plany i plany na dziś...
Przed chwilą wróciłam do domu. Byłam w mieście na zakupach i na poczcie z wysyłką ułożonych krzyżówek. Parę groszy powinno wpaść. Kupiłam też sobie zioła, maść nagietkową i zioła dla Krzyśka na cukrzycę. Zmokłam jak kura i z każdego włoska mi cieknie, a spodnie miałam przemoczone do kolan. Bluzkę mogłam wykręcać. Dobrze, że jestem odporna, bo z pewnością bym się rozchorowała. A tak Krzysiek rozpalił w piecu, posadził mnie na kanapie pod kocem z kubkiem parującej herbaty i będzie dobrze. Tym bardziej, że uraczył mnie również kieliszeczkiem nalewki śliwkowej na rozgrzewkę. Teraz siedzę i dumam jakie to szczęście mam, że los mnie zetknął z Krzyśkiem. Poznaliśmy się cudem, bo on mieszkał w okolicach Lublina, a ja w okolicy Katowic. Ja szukałam kogoś na stałe i dałam ogłoszenie do gazety. On zadzwonił i od tego czasu dzwonił codziennie. Rozmawialiśmy po kilka godzin i później majątek zapłacił za telefon, ale warto było, bo dzięki temu poznaliśmy się lepiej. Po dwóch miesiącach rozmów i jednej wizycie postanowiliśmy z sobą zamieszkać i tak to trwa do dzisiaj z tym, że kilka lat temu był ślub. Układa się różnie, ale więcej jest dobrego niż złego. Czasem tylko jego choroba potrafi mi dopiec, ale cóż. Tak widocznie musi być, bo taki los mi jest pisany. Widocznie część życia miałam spędzić w samotności, a część z mężyzną, który jest dla mnie jednocześnie dużym wsparciem i urapieniem...Tak z drugiej strony o ja do tej pory idealnie dobranej pary nie spokałam...
No i w niedzielę będę siedzieć w domu. Miałam dwa ,,wyjścia" do wyboru i nic z tego nie wyjdzie. Nie pójdę na Skrzypka na dachu, bo Krzysiek zdecydowanie nie chce. Poza tym nie mamy się w co ubrać, ponieważ ja schudłam i jedyna wyjściowa bluzka na mnie lata, a Krzyśka marynarka została zjedzona przez mole. Nie wezmę też udziału w warsztatach malowania mandali, bo w Katowicach jest objazd i bez samochodu nie dojadę. Będę siedzieć w domu i się złościć. No, bo trzeba mieć pecha, żeby mieć dwie możliwości i z ani jednej nie móc skorzystać. Chyba to siedzenie w domu mi jest pisane...
Dziś też już będę siedzieć w domu. Nawet do mamy na plotki się nie wybieram. Pewnie poczytam książkę, którą dziś kupiłam. Może prześpię się chwilkę, pomedytuję. Może wieczorem namaluję akrylami obraz, który już za mną od kilku dni chodzi. Tym razem to będą drzewa. Kusi mnie też namalowanie owoców dzikiej róży, a konkrenie gałązki. Ma w sobie takie szlachetne piękno. Ciekawa jestem czy uda mi się oddać jej wdzięk. Mam jeszcze kilka podobrazi. Niedługo pewnie skończy się malowanie w pracowni, bo będzie w niej za zimno. Pozostaną mi więc akwarele. Lubię tą technikę i chętnie ją podszkolę...
No i w niedzielę będę siedzieć w domu. Miałam dwa ,,wyjścia" do wyboru i nic z tego nie wyjdzie. Nie pójdę na Skrzypka na dachu, bo Krzysiek zdecydowanie nie chce. Poza tym nie mamy się w co ubrać, ponieważ ja schudłam i jedyna wyjściowa bluzka na mnie lata, a Krzyśka marynarka została zjedzona przez mole. Nie wezmę też udziału w warsztatach malowania mandali, bo w Katowicach jest objazd i bez samochodu nie dojadę. Będę siedzieć w domu i się złościć. No, bo trzeba mieć pecha, żeby mieć dwie możliwości i z ani jednej nie móc skorzystać. Chyba to siedzenie w domu mi jest pisane...
Dziś też już będę siedzieć w domu. Nawet do mamy na plotki się nie wybieram. Pewnie poczytam książkę, którą dziś kupiłam. Może prześpię się chwilkę, pomedytuję. Może wieczorem namaluję akrylami obraz, który już za mną od kilku dni chodzi. Tym razem to będą drzewa. Kusi mnie też namalowanie owoców dzikiej róży, a konkrenie gałązki. Ma w sobie takie szlachetne piękno. Ciekawa jestem czy uda mi się oddać jej wdzięk. Mam jeszcze kilka podobrazi. Niedługo pewnie skończy się malowanie w pracowni, bo będzie w niej za zimno. Pozostaną mi więc akwarele. Lubię tą technikę i chętnie ją podszkolę...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

