Codzienność

Codzienność

sobota, 11 czerwca 2016

Kolczyki, to i owo o zdrowiu, codzienność...

Kilka dni temu pomyślałam sobie, żeby z powrotem zacząć nosić kolczyki. Nosiłam całe dorosłe życie. Przestałam kilka lat temu, gdy wmówiłam sobie, że jestem staruszką. Lubię długie drewniane lub z naturalnych kamieni. Plastikowych nie noszę, choć miałam zamiar wyrabiać takie z modeliny. Niestety jedna dziurka mi zarosła częściowo i trzeba było ją przekłuć z powrotem. Zrobiłam to sama. Już się goi. Od tego czasu zrobiłam sobie kilka par kolczyków i jeszcze zrobię. Na razie robię drewniane. Przymierzam się do takich z naturalnych kamieni. Kuszą mnie miedziane i mosiężne. Nie wiem jednak gdzie kupić materiały potrzebne do ich wykonania. Wpadły mi też w oko kolczyki do kupna. Jedne są krótkie, do noszenia w domu z bursztynem. Drugie długie na wyjście z lapis lazuli i perłami hodowlanymi. Chyba sobie kupię na prezent, gdy zrzucę wagę poniżej 90 kg. Krótkie na pewno. Długie jeszcze zobaczę, bo może kupię materiały i sama podobne zrobię. Potrafię przecież, a w cenie tych kolczyków wyszły by mi trzy pary robionych...







Ostatnio zaczęłam pić ocet jabłkowy. Ponoć wspiera odchudzanie i jest zdrowy. Przeprowadzam też kurację jodyną. Trzeba posmarować skórę i jeśli plama szybko znika to znaczy, że jest brak jodu w organizmie, Mnie znika po 3 godzinach. Smaruję więc nadal. Wczoraj wpadły mi w oko tabletki na odchudzanie 2 Be Slim. To wprawdzie suplement, ale coś jednak pomaga. Są tanie. Może o nich pomyślę jak te co mam mi się skończą...Jeszcze dwa kilogramy i już ósemkę z przodu zobaczę. Uf...

Dziś będzie dzień dość pracowity, bo mam do napisania dwa teksty po 300 słów. Babeczka z portalu o drzewach w końcu się odezwała. Pewnie też posiedzę trochę w pracowni. Obudziłam się, przezwyciężyłam marazm i działam z powrotem choć nie na pełnych obrotach. Może coś namaluję. Pogoda nie zachęca do wyjścia na dwór. Jest pochmurno i chyba będzie padać. Krzysiek idzie dziś po południu do pracy. Teraz pracuje 6 dni w tygodniu i jest wykończony. Podobno w sobotę idzie ostatni raz. No zobaczymy... Pewnie też pogadam z Sebastianem i popiszę z Mariuszem.
 

6 komentarzy:

  1. Dziś wreszcie zebrałam się na odwagę i ...weszłam na wagę. Jest ciut poniżej 75. Prawdę powiedziawszy bałam się, że może być o wiele, wiele więcej. Teraz mam marzenie, by pozbyć się 22 z tych nadmiarowych. Takie realne marzenie, bo prawdziwą szczupłość mogłabym osiągnąć ważąc jakieś 48, 49. W moim wieku nie jest korzystnie być aż tak szczupłą, zatem zadowoli mnie 53.:)) A tak naprawdę będę w siódmym niebie gdy schudnę chociaż te 12, które bezczelnie mi przybyło od 2011 roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to bym chciała tyle ważyć co Ty...

      Usuń
  2. u mnie waga też spada pomalutku... diety nie mam; ot.. odstawiłam jakieś 2 tygodnie temu cukier ( w sensie słodzenia ); mniej jem ( raz na jakiś czas ) ciasta...
    pozdrawiam Agatko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale Ty pracujesz i sie ruszasz. Ja prowadzę kanapowy tryb życia...

      Usuń

dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam