Tydzień zmierza do końca. Był dobry jeśli chodzi o pracę, ale też bardzo trudny. Muszę zrobić pilnie szlamowanie komina, bo zadbany tylko z zewnątrz. W środku ruina i kominiarz nie chciał wypisać protokołu. Komin ma co najmniej 70 lat to nic dziwnego. Koszt spory jak dla mnie, ale jak trzeba to trzeba. Niby sie nie kopci, ale i tak sie boję trochę. Fachowca mam i oby zrobił. To trochę zależy od pogody.
Inny problem to Mikuś. Ma jednak padaczkę. Kilka dni temu miał 3 ataki w jeden dzień. Byliśmy w nocy w lecznicy. Leki bierze i jest dobrze, ale one niszczą watrobę. Liczę jednak, że będzie dobrze. Musi być.
Dziś deszcz i chcę skończyć wszystko w dużym domu na ten rok. Trzeba wynieść ostatnie worki. Zostanie strych na przyszły rok. Następne prace już u mamy w kuchni. Na dworze kończę. Teraz do końca tygodnia chcę skończyć cięcie drewna i chcę rozdrobnić wszystkie gałęzie z iglaków. Na przyszły tydzień zostanie plewienie, przesadzanie, sadzenie i to koniec.
Już z pracą nie szaleję i mam czas na pisanie. Mam już sporo nagród za wiersze. Biorę udział w konkursach na facebooku. Napisałam też opowiadanie. Pierwsze od dawna.
Jaka cisza
krok za krokiem
zdążam do domu twojego domu
wieś bierze mnie w objęcia
kocham dni gdy lato podaje dłonie jesieni
gdy drzewa ubrane w zielone sukienki
zaczynają narzucać na ramiona złote szale
gdy mienią się szkarłatem
kocham te chwile spokojne
i drogi szerokie wiodące ku tobie
czy czekasz za drzwiami
czy otworzysz serce gdy zapukam
czekasz


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam