Wstałam późno, bo mi się nie chciało, a zegarek słyszałam jak przez mgłę. Dopiero płacz kotów pod drzwiami sypialni mnie wygonił z łóżka. Kocurki mają 2 lata i ciągle są głodne, bo jesień. Wstałam prawie pól godziny później. Od razu wyskoczyłam z łożka. Od dziś ustawię dwa budziki.:)
Natrój mam teraz bardzo dobry oprócz poniedziałku, bo wtedy była rocznica śmierci Adriana. Niepotrzebnej, zbyt wczesnej. Było mi bardzo smutno. Cały dzień w wolnych chwilach paliłam świece, wspominałam bliskich. Tęsknię za nimi.
Pamięci syna
dałam ci życie
chciałam otulić spokojem
nauczyć ciszy
prostych dróg
nie chciałeś
wybierałeś walkę
pomiędzy jedną butelką
a drugą
przeciekały dni
upadałeś
podnosiłeś się na moment
trwałam obok
trwoga zabierała mi sen
próbowałam walczyć o ciebie i przegrałam
cierpiałeś
cierpiałam z tobą
odszedłeś
dziś zapalę znicz na twoim grobie
może spłynie łza
może smutek usiądzie obok
wspomnę
Tydzień do tej pory był bardzo pracowity. Jest umyte ostatnie okno, są wyprane ostatnie firanki, jest posprzatany stary warsztat w sieni pod schodami. Było cięcie drewna i plewienie, sadzenie roślin, opróżnianie donic i sprzatanie podwórka. Krzysiu porąbał resztę gałęzi. Sprzatania była masa. Znalazłam transporterek w którym w zeszłym roku został wniesiony Snieżuś. Kotek jest cudowny, bardzo spragniony miłości człowieka, wrażliwy delikatny. Pojęcia nie mam czemu ktoś postąpił z nim w tak okrutny sposób.
Krzysiu bardzo się stara, pracuje, dba o mnie, a ja czuje się kochana. Jest czuły. Zgodził się zrezygnować z tanich mielonek wieprzowych i kiełbasy taniej niby wiejskiej. Będę mu piekła chudy schab i piersi kurczaka w frytkownicy i pasztety z mięsa drobiowego. Zgodził się na jajka z warzywami i czasem sałatki. Ogranicza słodycze. Trochę schudł i ćwiczy ze mną kilka razy w tygodniu jogę. Liczę że spadnie mu cholesterol i jeszcze schudnie. No zobaczymy...Badania w listopadzie.
Za kilka dni idziemy do fryzjera.
Pracuję, ale już nie tak wsciekle i mam czas na malowanie i pisanie. Dziś mam poczynić zawieszki z mandalami na stroik na stól Wigilijny. U mnie jest tradycja wykonywania ozdób. Robiła je moja mama jako dziecko i ja też z ciocią Resią. To cudowne wspomnienia.
Dziś palimy w piecu. Uwielbiam to.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam