Codzienność

Codzienność

czwartek, 13 grudnia 2012

Zmiany w sypialni i rozrabiające koty


                                    Zima w odwrocie. Od soboty u mnie mają być dodatnie temperatury i w dzień i w nocy. A więc odwilż. Znowu wszystko będzie szare i ponure. A święta po wodzie stracą  bajkowy urok. Na przekór pogodzie wprowadziłam w sypialni parę zmian. Mianowicie ocieplenie w postaci tkanin. Na  północnej, ciągle zimnej mimo boazerii, ścianie powiesiłam dywan, który udaje kilim a na drzwiach od spiżarni starą kapę po babci.Wnętrze się zmieniło i to bardzo. Zyskało sporo wdzięku i przytulności. Wygląda na staromodne. A ja takie właśnie lubię. Najważniejsze, że powinno być cieplej. Bardzo lubię tkaniny w mieszkaniu. Nie przepadam za nowoczesnymi wnętrzami z roletami czy żaluzjami. To nie mój styl.



                 Rozi znowu rozrabia.Tym razem nauczyła się otwierać drzwi skacząc po klamce. I  co chwilę otwiera dla zabawy prawie wszystkie. Przy okazji wpuszcza zimno z ganku i z łazienki. Z łazienki porywa wszystko co nadaje się do zabawy i z upodobaniem niszczy. A to papier toaletowy a to waciki. Dziś zabrała moją nowiutką różową gąbkę i pogryzła ją na drobne kawałki zanim się zorientowałam co się dzieje. Muszę zamykać drzwi na klucz co jest dość kłopotliwe. Dziś w ogóle był sądny dzień jeśli chodzi o straty przez koty. Nie tylko gąbka ale i książka z biblioteki podrapana i pogryziona przez Józka i potrzaskana, w trakcie awantury pomiędzy Filusiem a Punią, naftówka. Myślałam , że mój pan dostanie apopleksji. Wrzeszczał jak opętany i narzekał na koty prawie przez cały dzień z małymi przerwami.


                             


                              Po południu wysłaliśmy karty świąteczne do rodziny , znajomych a ja do wydawnictw. To już trochę stary zwyczaj w dobie telefonów i internetu ale dla mnie nadal na czasie. Wysyłamy kartki na każde święta i dodatkowo do rodziny na imieniny. Lubię to i z przyjemnością karty wybieram i kupuję. Są teraz takie ładne i różnorodne. Sporo kart też dostajemy.Cieszy mnie to bo mam świadomość, że ludzie o mnie pamiętają.

środa, 12 grudnia 2012

Wreszcie w domu ciepło

                           Nareszcie nauczyłam się palić w mojej piecokuchni i mam ciepło.W dziennym pokoju 23 stopnie /rano 16/ w kuchni i sypialni po 17.  Jestem bardzo zadowolona z obu pieców bo nawet węgla tak dużo nie spalam jak w zeszłym roku a mam cieplej. Tylko muszę założyć jeszcze grzejnik w łazience /w tej chwili grzeje dmuchawą/ i dołożyć jeszcze jeden w ganku, żeby pies też miał cieplej. Zima u mnie śliczna. Wszystko przysypane dość grubą pierzynką, lekki mróz. Żyć nie umierać. Kocham taką pogodę i takie widoki. Oby tylko śnieg nie stopniał na święta. Co do świąt to pomału zaczęłam sprzątać, choć tego nie znoszę. Pomyłam już okna, pozmieniałam firanki. Zostały kurze i podłogi, które zrobi mój pan. No i sprzątanie łazienki. Święta planuję zrobić skromniejsze niż w zeszłym roku kiedy to miałam tradycyjnie 12 potraw, których nie miał kto zjeść. Nie będę się  przejadać a potem odchudzać.To bez sensu.7 gorących potraw na Wigilie w zupełności wystarczy plus ciasta, mięsa i śledzie. Nawet bigosu nie zrobię na święta tylko na Nowy Rok. W przyszłym tygodniu zaczynam zwozić produkty razem z moim panem. Wszystko chcę kupić wcześniej, żeby w ostatniej chwili nie naciąć się na tłok w sklepach. Muszę też kupić prezenty, może coś z kosmetyków albo książki. Choinkę mam, niestety sztuczną. Żywe gałązki z sosny i świerka będę miała w wazonach też będą pachnieć.
                         Wczoraj zrobiłam jeszcze jedno pudełko decoupage. Wyszło całkiem w porządku. Postawiłam je w ganku na szafce na buty zamiast kwiatka, który kompletnie zniszczyły koty. Tak to już z nimi jest. Ostatnio Józek zjadł i obskubał dwie draceny w sypialni a Suza zabrała się za agawę. Chyba całkiem przestane hodować kwiatki. Żal mi na nie takie biedne, zmaltretowane, patrzeć.





                      Wiersze nadal dobrze mi się pisze. Zaczęłam już nawet przygotowywać tomik, wydawnictwo czeka. Tym razem najpierw mam zamiar wydać książkę w wersji elektronicznej a później papierowej. Zobaczymy jak ebook będzie się sprzedawał. Książkę z przysłowiami na razie odłożyłam na po świętach. Wysłałam już też partię krzyżówek z tematami  letnimi.Trochę dziwnie się pisze hasła związane z latem ,wakacjami gdy śnieg za oknem . Tak trzeba. Krzyżówki układa się z wyprzedzeniem co najmniej półrocznym.


Powitanie zimy


chodź
pokłonimy się zimie

przywita nas
magicznym krajobrazem
iskrzącym się i lśniącym

pokaże nam
tropy saren
na zasłanych bielą
polach i ścierniskach

zaprowadzi nas
nad skute lodem jezioro
ścieżką wyścieloną śnieżynkami

dmuchnie śniegiem
w twarze
i zawiesi gwiazdki na rzęsach

chodź już czas


wtorek, 4 grudnia 2012

Barbórka i zima

                     Dziś Barbórka - święto wszystkich górników. Przed laty święto to było hucznie obchodzone szczególnie na Śląsku. Ciocia, żona górnika sztygara  opowiadała mi jak świętowano.Uroczystości zaczynały się od rana gdy orkiestra górnicza w uroczystym pochodzie przez miasto zachodziła pod domy sztygarów i innych pracowników dozoru. Później były uroczyste akademie i spotkania braci górniczej. Ja już tego nie pamiętam bo wujek odszedł gdy miałam 3 latka a ciocia opuściła Śląsk i zamieszkała z nami. Mnie to święto kojarzy się głównie z przysłowiem ,,Barbara po lodzie Boże Narodzenie po wodzie". Jak będzie w tym roku zobaczymy bo śniegu dziś  było sporo już rano gdy robiłam zdjęcia a po południu zaczęło sypać solidnie i sypie cały czas. Jest przepięknie. Wszystko przykryte uroczą kołderką, gałęzie świerka uginają się pod białym okryciem. Trzyma lekki mrozik więc chyba szybko śnieg nie stopnieje. No cóż zobaczymy. Na razie cieszę się śniegiem jak dziecko. Martwią mnie tylko trochę zapowiadane mrozy. Boję się, żeby mi woda nie zamarzła .Może w tym roku tak źle nie będzie i upiecze mi się. A od jutra zaczynam palić w centralnym, roboty więcej i opału ale za to cieplej w całym domu. Dziś w nocy pies zmarzł w ganku aż się biedak trząsł rano. Ma wprawdzie budę ale w niej nie śpi, woli leżeć na krzesełku. Jego wybór.Zmuszać go nie będę.










sobota, 1 grudnia 2012

książka, wieszak decoupage i dieta cambridge

                             Już grudzień. Nadchodzą święta. Po raz kolejny wróciłam więc do książki,,O ziemiańskim świętowaniu" Tomasza Adama Pruszaka. Książka ta w bardzo interesujący sposób obrazuje polskie tradycje świąteczne wywodzące się z kultury ziemiańskiej. Można się z niej dowiedzieć jak w XIX i XX wieku świętowano Boże Narodzenie  i Wielkanoc.W książce zawartych jest sporo zdjęć i osobistych wspomnień ziemian.

Rozdziały

Święta Bożego Narodzenia
Okres poprzedzający święta
Przygotowanie do świąt
Podróż na święta
Wigilia Bożego Narodzenia
Wieczór  wigilijny
Pasterka
Dni świąteczne i poświąteczne

Święta Wielkiejnocy
Zbliżają się Święta Wielkiejnocy...
Podróż na święta
Wielki Post
Przygotowanie do świąt
Wielki Tydzień
Niedziela Wielkanocna- Zmartwychwstanie Pańskie/Wielkanoc/
Poniedziałek Wielkanocny - Dyngus

                   


                                   Decoupage, oczywiście to proste i nieskomplikowane, idzie mi coraz lepiej. Tym razem motywem róż , ozdobiłam stary wieszak. Wyszedł już idealnie bez skaz i niedoróbek. Chyba czas kupić barwne farby, serwetki i może lakier do spękań.



                               

                               Odkąd przytyłam 30 kilogramów po rzuceniu palenia i problemach z tarczycą przed każdymi świętami boję się, że przybędzie mi następnych kilka kilogramów a to już by był poważny problem. Odchudzić się nie mogę. Próbowałam już wszystkiego poza wizytą u dietetyka. I  nic. Wprawdzie chudnę ładnie ale po powrocie do normalnej diety tyję z powrotem mimo, że jem niewiele. Już się poddałam i teraz tylko pilnuję by nie utyć więcej. W tym roku wykupiłam sobie po raz kolejny dietę Cambridge. Zastosuję ją po świętach i szybko, zanim organizm się przyzwyczai, zrzucę nabrane  przez święta kilogramy. Dieta ta jest bardzo wygodna. Składa się z gotowych lub prawie gotowych posiłków zawierających bardzo mało kalorii. Ja wykupuję zupy /najbardziej smakuje mi porowa i grzybowa/ i batony .Zupy to proszek, który zalewa się wodą. Posiłki zawierają wszystkie niezbędne składniki .Dietę można zastosować na dwa sposoby albo pełną tz. je się trzy posiłki albo niepełną gdy dwa posiłki uzupełnia się trzecim posiłkiem normalnym. Ja stosuję sposób drugi i na trzeci posiłek zjadam 2 jajka na twardo .Dieta jest niezbyt smaczna ale skuteczna. W czasie  2 tygodni chudnę 4 - 5 kg. I już nie tyję. Może w lecie spróbuję zrzucić znowu kilka kilogramów z tego co już nabrałam wcześniej. Może tym razem mi się uda nie nabrać.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Las, zakupy i nieznośna Rozi


                      Pogoda taka sobie, ani ciepło ani zimno.Dzisiejszy ranek był  mglisty i strasznie ponury. Mgła utrzymywała się aż do 10 i była wyjątkowo gęsta. Na zakupy poszłam więc później niż zwykle bo aż przed 11. W lesie jest cicho i smutno.Wszystkie liście już opadły i ścielą się smętnie między drzewami. Ścieżki prawie nie widać. Ptaki zupełnie zamilkły. Przyroda zamarła w oczekiwaniu na śnieg. A kiedy spadnie? Któż to wie ? Na razie go nie zapowiadają. Znacznych mrozów też nie. Na początku grudnia ma być ochłodzenie i noce już z niewielkim mrozem. Tak, że chyba zacznę palić po południu w centralnym gdyż piec nie wydoli. Żebym tylko nie zapomniała zamówić węgla.











                         Dzisiaj przyszły zamówione zakupy.Kupiłam jakiś czas temu na Szafie 2 chusty /rękodzieło/ i mitenki. Wszystko listonosz przyniósł razem aż byłam zdziwiona bo kupowałam u różnych osób. Chusty piękne i cieplutkie .Mitenki zgrabne i bardzo ładne.Tym razem jestem zadowolona. A nie zawsze tak jest. Niedawno kupiłam też czapkę robioną  szydełkiem. I niestety nie dostałam ani czapki ani zwrotu pieniędzy. Cóż nieraz tak bywa. Nie wszyscy są uczciwi.


               

                       No i ostatnia sprawa dzisiaj Rozi a raczej problem z nią. Koteczka jest śliczna, miła, raczej łagodna w stosunku do nas i bardzo do mnie przywiązana. Chodzi za mną jak pies. Ja do kuchni ona też ja do łazienki ona pierwsza. Poza tym to kicia cycak - ssie nam ręce jak mały kociak. Problem jest w jej relacjach z niektórymi kotami. Napada na nie i straszy je choć prawdziwej krzywdy im  nie robi. Koty zwłaszcza te starsze i te bardziej delikatne, wrażliwe okropnie się denerwują - fuczą i prychają. A ona nic sobie z tego nie robi i znęca się nad nimi dalej. Aż muszę interweniować. Awantury wybuchają kilka razy dziennie i szczerze mówiąc jestem już trochę zmęczona. Nie wiem co robić. Myślę o kastracji ale jeszcze nie miała ruii. Nie wiem też czy to coś pomoże czy muszę czekać kilka lat aż dorośnie i spoważnieje. Nie pomogła też obecność maluchów. Wprawdzie się z nimi bawi ale inne zaczepia też tak samo jak poprzednio .Jest niezmordowana. Na miejscu nie usiedzi.Wszędzie wejdzie, wszystko ruszy. Nie wiem może potrzebne są jakieś leki na nadpobudliwość. Tyle lat mam koty ale jeszcze takiej kotki nie miałam. Zachowuje się raczej jak kocur i to nie kastrowany.







czwartek, 22 listopada 2012

Mandale...tarta i decoupage

                        Miałam raczej kiepski ranek bo moja kuchenka elektryczna, która mi służyła od ponad 10 lat odmówiła dziś całkiem posłuszeństwa. Pojechałam po nową i kupiłam ale się nacięłam i chyba kupię następną. Nie przewidziałam, że termostat sprawi kłopoty i strasznie wydłuży czas gotowania.  Teraz na dużej płytce woda na herbatę stoi 25 minut zanim się zagotuje a placki ziemniaczane strasznie długo się pieką nim się przyrumienią. A ja jestem niecierpliwa. Wolę żeby się wszystko robiło na już nawet jeśli za prąd zapłacę więcej. Zresztą jaka to oszczędność z tym termostatem skoro wszystko robi się znacznie dłużej. Teraz mam wybór albo nauczę się cierpliwości albo kupię kuchenkę starego typu bez termostatu. Chyba wybiorę to drugie rozwiązanie.
                        Na obiad miałam dziś tartę wegetariańską. Jakoś warzywa podpiekłam choć okropnie długo to trwało.Tartę dla mięsożerców można zrobić z dodatkiem boczku lub kiełbasy.Będzie smaczna i pożywna.

na ciasto
1/2 kostki margaryny
jajko
woda
2 szklanki mąki
bułka tarta do formy


farsz
duża cebula
1/2 puszki groszku
1/2 selera
1/2 pietruszki
duża marchew
ząbek czosnku
sól
pieprz
tymianek

2 łyżki tartego sera
3 jajka
1/2 szklanki śmietany


z podanych składników zagnieść kruche ciasto , włożyć  do lodówki na godzinę a następnie rozwałkować i wylepić wysmarowaną i obsypaną tartą bułką  tortownicę




warzywa zetrzeć na tarce o dużych otworach, dodać pokrojoną cebulę oraz czosnek i przyprawy , udusić do miękkości, dodać groszek, wymieszać i wyłożyć na ciasto, zalać śmietaną wymieszaną z jajkami, posypać serem, piec 40 minut




                                 Po południu zabrałam się za decoupage i skończyłam deseczkę do ozdoby kuchni. Wyszła całkiem fajnie. Już prawie bez skaz . Nabieram wprawy. Z czasem powinno być perfekcyjnie bo uczę się na błędach. Zrobiłam też zakładkę do książki. Przyda się bo do tej pory, wstyd się przyznać, używałam papierków albo co gorsze zaginałam rogi.






                            Gdy deseczka i zakładka schły zrobiłam mandalę już czwartą na przestrzeni kilku dni.Coś ostatnio potrzebowałam wyciszenia, koncentracji i medytacji. Mandale są doskonałe do pracy nad sobą, do dotarcia do podświadomości.Wspaniale też relaksują.








sobota, 17 listopada 2012

Kocięta,decoupage i wiersz

                Dzisiaj od rana jestem jakaś tak senna i do niczego. Nic mi się nie chciało robić. Wstałam późno, szybko zrobiłam obiad dla nas i dla zwierząt, napaliłam w piecu i położyłam się spać na prawie dwie godziny. Spałam twardo z masą snów jakiś takich niespokojnych. Wstałam obolała, bo z powodu kotów porozkładanych na kanapie spałam zwinięta, i raczej w kiepskim nastroju. Po południu trochę ożyłam ale nie na tyle by zabrać się za pisanie książki z przysłowiami. A niedługo powinnam już oddać ją do wydawnictwa przepisaną i gotową. A tu klops. Będę musiała przysiąść w przyszłym tygodniu żeby zdążyć. Zabrałam się za to za decoupage. Odnowiłam dwie stare,zardzewiałe puszki . Będą na kawę i herbatę. Wyszły nie najgorzej.
Zaczynam nabierać odwagi. Mam nadzieję nabrać wprawy  bo w kuchni mam sporo przedmiotów do zdobienia.







                           A co do kotów to tak sobie myślę, że kocięta zostaną . Mąż o dziwo się zgadza. Wprawdzie 13 kotów to dużo ale jeszcze nie tragedia. Mam znajome co mają po 30 albo i więcej. I żyją. Kocięta nie są wprawdzie przymilne, nie przychodzą na pieszczoty a nawet bronią się przed dotykiem ale i tak mi ich szkoda wydawać. Mają już 5 miesięcy. Przyzwyczaiły się już i do domu i do stada i do psa. Nabrały złych nawyków bo i na stole im pozwalam siedzieć i w pościeli. I jak je tu teraz wydać. Nie chcę ich skazywać na nieznany los , może na cierpienie. A mnie miejsca nie wysiedzą. Będę tylko musiała pośpieszyć się z kastracją, żebym zdążyła przed mrozami.


     Późnym popołudniem napisałam wiersz. Coś ostatnio sporo wierszy piszę nie tylko haiku. Tak, że książka pisze się sama. To by była trzecia.

     Listopad
               
Z zamkniętymi powiekami
zaglądam do książki
ze snu utkanej
na listopad
o mglistych porankach
i dniach tak różniących się od siebie
jak dzień od nocy

słonecznych niczym październikowe
gdy złoto i brązy
przetykane czerwienią
migocą w pełnej krasie

pochmurnych i deszczowych
gdy szare niebo
wącha ostatnie kwiaty
o załzawionych drżących płatkach

mroźnych
z pierwszymi płatkami śniegu
tulącymi do snu
drzewa i krzewy
o nagich gałęziach