Od kilku dni zowu myślę o rytuale oczyszczającym typu egzorcyzmu. Czas jest odpowiedni, bo księżyc idzie na nów. Najbardziej lubie rytuały z użyciem roślin. Nie trzeba nic do nich kupować, ani nie trzeba sie przy nich wysilać. Rośliny sa dla mnie łatwo dostepne. Kiedyś najczęściej roślinami okadzałam, teraz po prostu przygotowuję sakiewki. Okadzanie jest coś ostatnio dla mnie kłopotliwe. Nie wiem czemu, bo w rzeczywistości przecież nie jest. Tym razem wybrałam brzoskwinię, brzozę, bez, bez czarny, dracenę, jałowiec, sosnę.
Trzeba znowu więcej rytuałow robić, bo są skuteczne. Mój syn co prawda próbuje mnie od tego odwieść, bo jako zielonoświatkowiec magii nie uznaje, ale ja jestem wiedźmą i wiedźmą pozostanę. Nikomu tym krzywdy nie robię. Nie wykonuję rytuałów, które innym szkodzą. Nawet miłosnych typu rzucenia uroku na kogoś, bo to manipulacja i jak wierzę to sie siłom wyzszym nie podoba.
Po 7 III zacznę chyba myśleć o rytuale na powodzenie finansowe. Ostatnio, gdy go wykonałam zarobiłam sporo pieniedzy. Rytuały trzeba jednak co jakis czas powtarzać. Energia ciągle przeciez krąży. Stykam sie z róznym wpływem i to co było oczyszczone z czasem już jest zanieczyszczone z powrotem. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy kontakty z ludźmi toksycznymi nie zostana zerwane z różnych wzgledów. Wybrałam już rośliny- barwinek, dąb, jaśmin, jeżyna, klon, sosna, winorośl.
Mam nową książkę. To pierwsza z cyklu. Zobaczę czy mi sie spodoba... Cykl to 8 części.
Co do diety to faza ataku się powoli kończy chyba. Spadki już mniejsze, a i jedzenie o konsystencji stałej zaczyna mnie kusić. Już mi domowe pieczywo i frytki zaczynają śnić sie po nocach. Chyba to już długo nie potrwa tym razem. Jestem jednak rozczarowana, bo jeszcze 20 kg nie zrzuciłam. Poczekam jeszcze trochę, czyli do około 10 marca. Jeśli waga nie będzie spadać to dietę przerwę. Wrócę chyba w lipcu. Wtedy może waga będzie spadać szybciej. Oby 79 kg było pod koniec lata...Moze:)
Dziś trzeba zjeść pączka, bo tradycja. Pamiętam tłuste czwartki u mnie w domu. Od rana trwała gorączka. Babcia i ciocie przepasane ręcznikami jak fartuchami uwijały się przy pączkach i faworkach. Mama piekła róze. Do pączkow był domowy dżem, a pączków było bardzo duzo, bo w domu było siedem osób. Pamiętam zapach tłuszczu i sterty wypieków. Szkoda mi tej tradycji i wrócę do niej, gdy schudnę, ale pieczenia będzie mniej...
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
czwartek, 28 lutego 2019
poniedziałek, 25 lutego 2019
wtorek
Koniec zimy, a u mnie przetworów w spiżarni jest jeszcze bardzo dużo. Krzysiek je mniej dżemów ostatnio. Coś woli wędlinę. Nie popieram tego, bo wybiera tanią i tłustą, pełna chemii. Je też stosunkowo mało surówek. W tym roku chyba zrobie mniej. Ja co prawda dżem domowy bardzo lubię, ale ciągle muszę uważać na pieczywo. Jem więc mało. Powinnam więcej zrobic ogórków konserwowych, bo wszystkie juz dawno poszły. Chyba zrobie też wiecej fasolki szparagowej. Fasolkę jem głownie ja. Smakuje i w zupie i z jajkiem sadzonym na śniadanie i jako dodatek do ziemniaków. Ziemniaków też jest jeszcze masa. Zostało jeszcze pięć workow. W przyszłym roku trzeba będzie na zimę kupić tylko z cztery worki chyba.
Ostatnio się trochę zmieniło moje podejście do poezji. Nie biorę już udziału w warsztatach, bo nie mam ochoty na naukę:( Piszę wiersze nadal, ale wybieram juz tematykę, która mnie interesuje. Piszę tylko o miłości, o przemijaniu i o przyrodzie. Nie mam przyjemności w pisaniu wierszy rymowanych typu np. sonetu. Potrafię takie pisać, ale pokochałam wiersze białe. Rymowane piszę tylko dla dzieci. Chyba podświadomie przygotowuję tomiki, ale jak je wydam? Przecież banku nie obrabuję... 4 tomiki to około 16000 zł o ile chcę by wydawca je rozprowadził. No chyba, że tańsze wydawnictwo znajdę, ale taniej niż 12000 chyba nie będzie... Na razie biorę udział w antologiach. W tym roku na razie sa w druku trzy z wierszami w tym jedna to projekt komercyjny. Jest tez w przygotowaniu pozycja z opowiadaniami. Jest szansa, że w tym roku wyjdą jeszcze trzy antologie o przyrodzie. Jedna o wiośnie juz za mną i czekam na egzemplarze autorskie. Ma wyjść jeszcze ponoć lato, jesień i zima, bo to cykl. Chętnie wezmę udział.
Utknęłam jeśli chodzi o naukę grafiki. Nie ma postępu. Kursy nie ukończone i projektów robie bardzo mało. Nic prawie na grafice nie zarabiam. Zaczynam podejrzewać, ze mam specyficzny gust i to co mnie sie podoba, nie znajduje uznania w oczach innych. Te projekty, które wygrywaja w konkursach sa według mnie najwyżej bardzo przeciętne. Chyba nie potrafię sie wstrzelić w nowoczesne trendy. Mam gust retro, a grafiki szukaja chyba młodzi ludzie. Co dalej będzie nie wiem. Nie bardzo chcę z tego rezygnować, bo lubie to robić, ale trochę jestem jednak zniechęcona.
Z obrazami jest podobnie. Modna jest abstrakcja, a ja jej nie lubie malować. Lubie tylko vedic art albo ostatnio pouring. :( Powinnam więcej sprzedawać, bo na razie nawet na materiały chyba nie zarabiam.
A na koniec grafika.
Ostatnio się trochę zmieniło moje podejście do poezji. Nie biorę już udziału w warsztatach, bo nie mam ochoty na naukę:( Piszę wiersze nadal, ale wybieram juz tematykę, która mnie interesuje. Piszę tylko o miłości, o przemijaniu i o przyrodzie. Nie mam przyjemności w pisaniu wierszy rymowanych typu np. sonetu. Potrafię takie pisać, ale pokochałam wiersze białe. Rymowane piszę tylko dla dzieci. Chyba podświadomie przygotowuję tomiki, ale jak je wydam? Przecież banku nie obrabuję... 4 tomiki to około 16000 zł o ile chcę by wydawca je rozprowadził. No chyba, że tańsze wydawnictwo znajdę, ale taniej niż 12000 chyba nie będzie... Na razie biorę udział w antologiach. W tym roku na razie sa w druku trzy z wierszami w tym jedna to projekt komercyjny. Jest tez w przygotowaniu pozycja z opowiadaniami. Jest szansa, że w tym roku wyjdą jeszcze trzy antologie o przyrodzie. Jedna o wiośnie juz za mną i czekam na egzemplarze autorskie. Ma wyjść jeszcze ponoć lato, jesień i zima, bo to cykl. Chętnie wezmę udział.
Utknęłam jeśli chodzi o naukę grafiki. Nie ma postępu. Kursy nie ukończone i projektów robie bardzo mało. Nic prawie na grafice nie zarabiam. Zaczynam podejrzewać, ze mam specyficzny gust i to co mnie sie podoba, nie znajduje uznania w oczach innych. Te projekty, które wygrywaja w konkursach sa według mnie najwyżej bardzo przeciętne. Chyba nie potrafię sie wstrzelić w nowoczesne trendy. Mam gust retro, a grafiki szukaja chyba młodzi ludzie. Co dalej będzie nie wiem. Nie bardzo chcę z tego rezygnować, bo lubie to robić, ale trochę jestem jednak zniechęcona.
Z obrazami jest podobnie. Modna jest abstrakcja, a ja jej nie lubie malować. Lubie tylko vedic art albo ostatnio pouring. :( Powinnam więcej sprzedawać, bo na razie nawet na materiały chyba nie zarabiam.
A na koniec grafika.
niedziela, 24 lutego 2019
niedziela
Wczoraj miałam pojechać na zajęcia wcześniej i kupić mocny sekator oraz bób do sadzenia. Nie pojechałam, bo zimno z powrotem. Co do warzyw to chyba jednak kilka doniczek będzie. Moze dwa, trzy pomidory, 2 papryki i kilka krzaczków ogórków. Moi panowie sa za. Trzeba będzie częściej zasilać. Kupiłam też specjalną ziemię, bo ta z zeszłego roku była kwiatowa. Nie wiem czy z tymi warzywami to dobry pomysł, ale lubie ruch wiosną i chcę by coś jednak rosło. Pójdę po naukę do kolezanki. Ona z kilku doniczek swoje pomidory całe lato je, a ogórki nawet wekuje. Też z doniczek.
W najblizszym czasie trzeba przyciąć drzewka. Trzeba by tez pobielić, ale chyba bielone nie będą.
Kiedyś myślałam o tym by zrobić kilka podniesionych grzadek. Chodzi mi o ślimaki. Są na Allegro gotowe skrzynie 36 cm wysokie, ale za drogie dla mnie. Prawie 300 zł jedna z przesyłką. Moze uproszę S, zeby mi taka zrobił w lecie. Byłaby na przyszły rok dopiero, ale dobre i to. Mogłabym posadzić sałaty, kalarepy, kabaczki. To ładnie mi poszło w pierwszym roku zanim sie ślimaki pojawiły. Nie wiem jakie wysokie powinny być by chroniły przed ślimakami. Nie wiem ile lat wytrzymuja takie drewniane.
Ostatnio dotarło do mnie, ze Krzysiek sie starzeje. Często przysypia z gazetą i stęka, gdy z kanapy wstaje. Nie wiem co będzie z jego pracą. Do emerytury jeszcze siedem lat i teoretycznie do pracy sie wybiera. Tylko czy da radę. Szykuje sie praca blisko domu w zakładzie zajmujacym sie pielęgnacja zieleni. Moze od kwietnia, ale kazali złozyć podanie juz w marcu. To umowa zlecenie. Tylko czy da radę. Moze choc z miesiac popracuje to bym szafe kupiła, bo mnie sie na razie zarobki ekstra nie szykują i sama na nią nie zarobię. Marzę o pomalowaniu domu jesienią, ale chyba w tym roku nie dam rady...
Kolejne obrazy typu pouring mam w planach. Kupiłam juz farby. Mam jeszcze cztery podobrazia wolne. Dziś pewnie jeden poczynię.
Wczoraj nie byłam na warsztatach, ale zaczęłam pejzaż w domu.
W najblizszym czasie trzeba przyciąć drzewka. Trzeba by tez pobielić, ale chyba bielone nie będą.
Kiedyś myślałam o tym by zrobić kilka podniesionych grzadek. Chodzi mi o ślimaki. Są na Allegro gotowe skrzynie 36 cm wysokie, ale za drogie dla mnie. Prawie 300 zł jedna z przesyłką. Moze uproszę S, zeby mi taka zrobił w lecie. Byłaby na przyszły rok dopiero, ale dobre i to. Mogłabym posadzić sałaty, kalarepy, kabaczki. To ładnie mi poszło w pierwszym roku zanim sie ślimaki pojawiły. Nie wiem jakie wysokie powinny być by chroniły przed ślimakami. Nie wiem ile lat wytrzymuja takie drewniane.
Ostatnio dotarło do mnie, ze Krzysiek sie starzeje. Często przysypia z gazetą i stęka, gdy z kanapy wstaje. Nie wiem co będzie z jego pracą. Do emerytury jeszcze siedem lat i teoretycznie do pracy sie wybiera. Tylko czy da radę. Szykuje sie praca blisko domu w zakładzie zajmujacym sie pielęgnacja zieleni. Moze od kwietnia, ale kazali złozyć podanie juz w marcu. To umowa zlecenie. Tylko czy da radę. Moze choc z miesiac popracuje to bym szafe kupiła, bo mnie sie na razie zarobki ekstra nie szykują i sama na nią nie zarobię. Marzę o pomalowaniu domu jesienią, ale chyba w tym roku nie dam rady...
Kolejne obrazy typu pouring mam w planach. Kupiłam juz farby. Mam jeszcze cztery podobrazia wolne. Dziś pewnie jeden poczynię.
Wczoraj nie byłam na warsztatach, ale zaczęłam pejzaż w domu.
piątek, 22 lutego 2019
piątek
W tym roku warzywnika raczej nie będzie, ale będą kartofle i chyba bób. Chcę mieć te rośliny, które nie wymagają jakiś większych zabiegów i dbania. Moze nawet podlewać nie będę. Miałam nic nie robić, ale to jest zbyt trudne dla mnie. Lubię ten sezonowy ruch w ogrodzie i nie chcę żyć jak w mieście.
Moze też dokupię trochę ziół i moze jakieś krzewy ozdobne. Będzie niszczenie perzu i jeśli to sie uda, to jesienią krzewy owocowe kupię. Chciałabym porzeczki białe i moze jakieś agresty czerwone no i jeżynę bezkolcowa i maliny.
Wkrótce zacznie sie ruch w ogrodzie. Musimy wyjść z Krzyśkiem i powycinać cienkie odrosty w sadzie. Trzeba będzie to zrobic sekatorem. Pierwsze podejście było w środę, ale krótkie, bo było zimno. Chciałabym w tym roku sad doprowadzić do porzadku. W tym roku będzie wycinane wszystko z podwórka po kurach. Sa tam zdziczałe maliny i masa różnych krzewów. Trzeba zrobic porzadek. Chcę zostawić tylko z 3 czarne bzy, jaśmin i śliwkę. Moze bazie. Są tam tez jakieś krzewy ozdobne, ale nie wiem co to jest. Tez zostanie. Wycinane będzie w lecie gdy wszystko będzie kwitło, bo nie chcę usunąć tego co potrzebne. Trzeba wycinaćostrożnie ze względu na ptaki.
Jeśli wszystko uda się zrealizować to sezon będzie owocny i pracowity...
Od kilku dni przepisuję krzyżówki. Trzeba wysłać jeszcze trzy partie, z tym że jedna jest do skończenia. Gdy wszystko wyślę będę czekać na odpowiedź. Muszę poznać ocenę zadań zanim zacznę układać nowe zadania. Poza tym wróżę i piszę.
Przyszły mi koronki do kartek. Wkrótce zrobię kartki. Na razie maluję. Skończyłam wiersze do dwóch antologii. Wysłałam je i teraz czekam na egzemplarze autorskie. Czas mnie zaczyna gonić. Nie lubie tego. Trochę spraw, które miałam załatwić zimą niestety utknęło. Nie skończyłam kursów grafiki i nie napisałam żadnej książki do końca.
Pierwszy wylewany obraz-pouring z klejem i silikonem. Kompletnie nie wyszedł, bo mieszanka była za rzadka, stara farba sie nie rozpuściła i na dodatek obraz postawiłam. Powinnien leżeć. Krzysiek wściekły, bo zalałam farbą wannę. Wygonił mnie z tym na dwór...:(
Drugi wyszedł jeszcze gorszy, bo farba była za gęsta, a to trzeci...:) Jestem z niego nawet zadowolona...
I czwarty... To szare to w oryginale fiolet. Zdjęcie nie oddaje urody. Dziś kolejny-biel, czerń, czerwień i kolor beżowy. To uzależnia, ale tanie nie jest, bo farb dużo wychodzi. Dziś moze zakupy. Kupię tanie stosunkowo farby i w przyszłym tygodniu znowu podziałam. Mam jeszcze trzy podobrazia. To będzie na razie koniec... Kolejne w marcu jak pieniadze zarobię...
Moze też dokupię trochę ziół i moze jakieś krzewy ozdobne. Będzie niszczenie perzu i jeśli to sie uda, to jesienią krzewy owocowe kupię. Chciałabym porzeczki białe i moze jakieś agresty czerwone no i jeżynę bezkolcowa i maliny.
Wkrótce zacznie sie ruch w ogrodzie. Musimy wyjść z Krzyśkiem i powycinać cienkie odrosty w sadzie. Trzeba będzie to zrobic sekatorem. Pierwsze podejście było w środę, ale krótkie, bo było zimno. Chciałabym w tym roku sad doprowadzić do porzadku. W tym roku będzie wycinane wszystko z podwórka po kurach. Sa tam zdziczałe maliny i masa różnych krzewów. Trzeba zrobic porzadek. Chcę zostawić tylko z 3 czarne bzy, jaśmin i śliwkę. Moze bazie. Są tam tez jakieś krzewy ozdobne, ale nie wiem co to jest. Tez zostanie. Wycinane będzie w lecie gdy wszystko będzie kwitło, bo nie chcę usunąć tego co potrzebne. Trzeba wycinaćostrożnie ze względu na ptaki.
Jeśli wszystko uda się zrealizować to sezon będzie owocny i pracowity...
Od kilku dni przepisuję krzyżówki. Trzeba wysłać jeszcze trzy partie, z tym że jedna jest do skończenia. Gdy wszystko wyślę będę czekać na odpowiedź. Muszę poznać ocenę zadań zanim zacznę układać nowe zadania. Poza tym wróżę i piszę.
Przyszły mi koronki do kartek. Wkrótce zrobię kartki. Na razie maluję. Skończyłam wiersze do dwóch antologii. Wysłałam je i teraz czekam na egzemplarze autorskie. Czas mnie zaczyna gonić. Nie lubie tego. Trochę spraw, które miałam załatwić zimą niestety utknęło. Nie skończyłam kursów grafiki i nie napisałam żadnej książki do końca.
Pierwszy wylewany obraz-pouring z klejem i silikonem. Kompletnie nie wyszedł, bo mieszanka była za rzadka, stara farba sie nie rozpuściła i na dodatek obraz postawiłam. Powinnien leżeć. Krzysiek wściekły, bo zalałam farbą wannę. Wygonił mnie z tym na dwór...:(
Drugi wyszedł jeszcze gorszy, bo farba była za gęsta, a to trzeci...:) Jestem z niego nawet zadowolona...
I czwarty... To szare to w oryginale fiolet. Zdjęcie nie oddaje urody. Dziś kolejny-biel, czerń, czerwień i kolor beżowy. To uzależnia, ale tanie nie jest, bo farb dużo wychodzi. Dziś moze zakupy. Kupię tanie stosunkowo farby i w przyszłym tygodniu znowu podziałam. Mam jeszcze trzy podobrazia. To będzie na razie koniec... Kolejne w marcu jak pieniadze zarobię...
środa, 20 lutego 2019
środa
S jeszcze nie przyjechał. Ma popchnąć sporo spraw do przodu. Do naprawy jest szuflada i może chlebak. Trzeba pomalować biblioteczkę, zabezpieczyć rury od wody w piwnicy. Chyba poproszę go o zrobienie zasuwki w łazience, bo Pikuś gdy idę do mamy wchodzi i obsikuje drzwi. Może powiesi półkę o ile zdąży przyjść. Może potnie mamie drewno na opał. Moze skopie ogródek pod ziemniaki i pod bób. Trochę mu z tym zejdzie. Musi tez odespać i wypocząć.
Przymierzam sie do robienia obrazów wylewanych. Do tej pory zrobiłam taki tylko jeden. Uzyłam starych farb i powstały grudki. Teraz kupiłam medium i inne niezbędne rzeczy by to robić fachowo. Czekam na przesyłki. Jestem jak zwykle niecierpliwa i już bym chciała działać. Obrazy tego typu bardzo mi sie podobają. Kupiłam już tez kilka podobrazi na nie. Kupiłam małe, ale coś czuję, że duze by było łatwiej sprzedać. Tylko jak te duże wysłać?
Kilka dni temu dostałam na skrzynkę wiadomość o kwiatkach. Za kilka dni zacznie sie wysyłka, ale kupować juz mozna. Kupiłam już lilie azjatyckie miniaturki do doniczek, bo w zeszłym roku miałam i to sie sprawdziło. Mam żółtą, która zimę przetrwała. Kupiłam biała, różową i pomarańczową. Była jeszcze piękna kremowa i może kupie za kilka dni. Kupiłam tez rózowego amarylisa. Mam w domu białego. Za kilka dni planuję kupić kilka irysów i może liliowce. Czaję się jeszcze na floksy ale ma być robiony wodociąg i pomyślę o kwiatach później, bo nie wiem czy koparka nie zniszczy... Chcę jeszcze kosaćce syberyjskie, ale one pójda chyba do donicy jesienią. Chciałabym funkie. Mam na nie miejsce z tym że muszę sprawdzić czy te co posadziłam, przetrwały zimę. Nękały je ślimaki.
Przymierzam sie do robienia obrazów wylewanych. Do tej pory zrobiłam taki tylko jeden. Uzyłam starych farb i powstały grudki. Teraz kupiłam medium i inne niezbędne rzeczy by to robić fachowo. Czekam na przesyłki. Jestem jak zwykle niecierpliwa i już bym chciała działać. Obrazy tego typu bardzo mi sie podobają. Kupiłam już tez kilka podobrazi na nie. Kupiłam małe, ale coś czuję, że duze by było łatwiej sprzedać. Tylko jak te duże wysłać?
Kilka dni temu dostałam na skrzynkę wiadomość o kwiatkach. Za kilka dni zacznie sie wysyłka, ale kupować juz mozna. Kupiłam już lilie azjatyckie miniaturki do doniczek, bo w zeszłym roku miałam i to sie sprawdziło. Mam żółtą, która zimę przetrwała. Kupiłam biała, różową i pomarańczową. Była jeszcze piękna kremowa i może kupie za kilka dni. Kupiłam tez rózowego amarylisa. Mam w domu białego. Za kilka dni planuję kupić kilka irysów i może liliowce. Czaję się jeszcze na floksy ale ma być robiony wodociąg i pomyślę o kwiatach później, bo nie wiem czy koparka nie zniszczy... Chcę jeszcze kosaćce syberyjskie, ale one pójda chyba do donicy jesienią. Chciałabym funkie. Mam na nie miejsce z tym że muszę sprawdzić czy te co posadziłam, przetrwały zimę. Nękały je ślimaki.
niedziela, 17 lutego 2019
niedziela
Dziś pracuję, bo w tygodniu nie miałam jak. Chyba trzeba by przepisać 10 krzyżówek, bo we wtorek chcę chcę je wysłać. Oczywiście układam kolejne. Muszę jeszcze kupić w internecie papier w dużym formacie. Niektóre krzyżówki przepiszę jak mi dojdzie.
Nadal też maluję abstrakcje. Nowe pomysły się wciąż rodzą. Zgrałam tez na komputer przepiękne zdjęcia wiosny. Gdy je wydrukuję, będę malować i realistycznie. Jeśli chodzi o te obrazy abstrakcyjne to mam mieszane uczucia. Dla mnie obraz ma być piękny. Ma zdobić i wprowadzać w dobry nastrój, a obrazy abstrakcyjne często są niepokojące. Niezbyt chętnie wieszam je na ścianach. Zadaję sobie sprawę, że i tak są bardzo spokojne, co może niektórym nie odpowiadać. Teraz są modne emocje im bardziej burzliwe tym chyba lepiej. Nie przepadam za burzą w uczuciach i chyba burzy nie chcę wzniecać swoimi obrazami. Ot dylemat. Całe szczęście, że nie wszyscy mają taki sam gust. Kończą mi się podobrazia i albo zamówię, albo się wezmę za akwarele. Mam pomysł na abstrakcyjne pejzaże. Czas zrealizować:)
Już czekam na wiosnę. Na razie u mnie przedwiośnie. Codziennie obserwujemy z mamą rosnące w górę przebiśniegi. Jeszcze nie kwitną, ale zieleni coraz więcej:) Ciekawe co z forsycją. Może ją w tym roku namaluję:) Czekam na krokusy i szafirki. Cieszy mnie nawet perspektywa nadejścia wiosny. Ptaki już ja czują, bo szaleją od kilku dni. Już mnie zaczyna ogród ciągnąć, ale nie dam się jednak skusić. Wiosną mam ochotę robić, ale latem w upały nie mam za dużo energii i wszystko marnieje. W tym roku wsadzę moze tylko jakieś krzewy i może drzewka owocowe o ile perz w sadzie zniszczę. Warzywnika nie będzie. Skupię się na ziołach... Może tylko S posadzi ziemniaki...
Nadal też maluję abstrakcje. Nowe pomysły się wciąż rodzą. Zgrałam tez na komputer przepiękne zdjęcia wiosny. Gdy je wydrukuję, będę malować i realistycznie. Jeśli chodzi o te obrazy abstrakcyjne to mam mieszane uczucia. Dla mnie obraz ma być piękny. Ma zdobić i wprowadzać w dobry nastrój, a obrazy abstrakcyjne często są niepokojące. Niezbyt chętnie wieszam je na ścianach. Zadaję sobie sprawę, że i tak są bardzo spokojne, co może niektórym nie odpowiadać. Teraz są modne emocje im bardziej burzliwe tym chyba lepiej. Nie przepadam za burzą w uczuciach i chyba burzy nie chcę wzniecać swoimi obrazami. Ot dylemat. Całe szczęście, że nie wszyscy mają taki sam gust. Kończą mi się podobrazia i albo zamówię, albo się wezmę za akwarele. Mam pomysł na abstrakcyjne pejzaże. Czas zrealizować:)
Już czekam na wiosnę. Na razie u mnie przedwiośnie. Codziennie obserwujemy z mamą rosnące w górę przebiśniegi. Jeszcze nie kwitną, ale zieleni coraz więcej:) Ciekawe co z forsycją. Może ją w tym roku namaluję:) Czekam na krokusy i szafirki. Cieszy mnie nawet perspektywa nadejścia wiosny. Ptaki już ja czują, bo szaleją od kilku dni. Już mnie zaczyna ogród ciągnąć, ale nie dam się jednak skusić. Wiosną mam ochotę robić, ale latem w upały nie mam za dużo energii i wszystko marnieje. W tym roku wsadzę moze tylko jakieś krzewy i może drzewka owocowe o ile perz w sadzie zniszczę. Warzywnika nie będzie. Skupię się na ziołach... Może tylko S posadzi ziemniaki...
piątek, 15 lutego 2019
piątek
Dziś Krzysiek jedzie do miasta. Ma mi wysłać partię 20 krzyżówek, które ostatnio ułożyłam. Nie wiem ile przejdzie i jakie chcą. Wysłałam o różnym stopniu trudności. Po pierwszej przesyłce się zorientuję. Teraz układam następna partię. Kolejne będą dla dzieci chyba. Nie wiem, ile mogą wydrukować na miesiąc i ile za zadanie płacą. Wszystko wyjdzie z czasem... Kokosy to z pewnościa nie będą, bo część wynagrodzenia pochłonie grafik. Krzyżówki trzeba przesyłać na papierze i stąd te koszty.
Kolejne wydawnictwa czekają. Mam jeszcze dwa.
Tydzień był dość kiepski jeśli chodzi o zarobki. Miałam problem z pisaniem, bo zrobił mi się zastrzał akurat na tym palcu, którym piszę. Pisałam innymi, ale niestety wolniej. Kombinowałam z maścią ichtiolową, rywanolem, fioletem. Moczyłam też palec we wrzątku. W końcu pomogło nie powiem co, bo to sposób rodem z średniowiecza. Pewnie niektórzy wiedza o co chodzi...:) Gdy ropa się trochę zebrała, przekułam i jest ok.
Poza tym dwa dni nie miałam komputera, bo był w naprawie. Zepsułam gniazdo od zasilania i przy okazji obudowę. Działałam na starym, ale to nie to.
W środę zaczęłam malować abstrakcję. Coś powstało, ale frajdę z malowana mam mniejszą. Serce oddałam obrazom realistycznym. Namaluję kilka abstrakcji i raczej do realizmu wrócę. Chcę jeszcze teraz namalować trzy obrazy z zimą, a później wezmę sie za wiosnę. Znalazłam cudne obrazy-inspiracje. Już zgrałam kilka.
Nadal trzymam dietę i waga znowu spada. Musiałam jednak odjąć jedną porcję zupy. Teraz jem 2-3 i czekam na efekty. Wcześnie zmniejszyłam kaloryczność w tym roku i oby przestoju szybko nie było. Jeśli będzie, to niestety zajdzie konieczność wyjścia z diety. Dodam przez kilka miesięcy kalorii i posmakuję zwykłego jedzenia, a potem wrócę. Jeszcze chyba w tym roku zdążę. Nie zrezygnowałam z siódemki z przodu, co to to nie...:)
Kolejne wydawnictwa czekają. Mam jeszcze dwa.
Tydzień był dość kiepski jeśli chodzi o zarobki. Miałam problem z pisaniem, bo zrobił mi się zastrzał akurat na tym palcu, którym piszę. Pisałam innymi, ale niestety wolniej. Kombinowałam z maścią ichtiolową, rywanolem, fioletem. Moczyłam też palec we wrzątku. W końcu pomogło nie powiem co, bo to sposób rodem z średniowiecza. Pewnie niektórzy wiedza o co chodzi...:) Gdy ropa się trochę zebrała, przekułam i jest ok.
Poza tym dwa dni nie miałam komputera, bo był w naprawie. Zepsułam gniazdo od zasilania i przy okazji obudowę. Działałam na starym, ale to nie to.
W środę zaczęłam malować abstrakcję. Coś powstało, ale frajdę z malowana mam mniejszą. Serce oddałam obrazom realistycznym. Namaluję kilka abstrakcji i raczej do realizmu wrócę. Chcę jeszcze teraz namalować trzy obrazy z zimą, a później wezmę sie za wiosnę. Znalazłam cudne obrazy-inspiracje. Już zgrałam kilka.
Nadal trzymam dietę i waga znowu spada. Musiałam jednak odjąć jedną porcję zupy. Teraz jem 2-3 i czekam na efekty. Wcześnie zmniejszyłam kaloryczność w tym roku i oby przestoju szybko nie było. Jeśli będzie, to niestety zajdzie konieczność wyjścia z diety. Dodam przez kilka miesięcy kalorii i posmakuję zwykłego jedzenia, a potem wrócę. Jeszcze chyba w tym roku zdążę. Nie zrezygnowałam z siódemki z przodu, co to to nie...:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








