Stała się rzecz straszna, bo moja koteczka Megusia ma nawrót guza listwy mlecznej, która została usunięta półtora roku temu. Guz jest duży, ale taki raczej powierzchniowy. Nic ja na razie nie boli. Oparacja jednak chyba będzie. Do weterynarza jedziemy w poniedziałek. Martwię sie, bo kotunia ma już prawie 13 lat. To słodka, przymilna, urocza i wdzięczna koteczka. Liczylam, że będzie dłużej z nami, bo jest w dobrej kondycji i nie wygląda na swoje lata.
Mialam nie robić w tym miesiacu ogródka przed domem, ale jeśli się uda jednak zrobię. Chcę to juz mieć z głowy. Trzeba polożyć z 5m2 płyt betonowych. Do tego będzie trochę żwirku, kamienie i moze gałęzie użyte jako płotek przed Pikusiem, żeby nic nie podlewał. W tym miejscu rośnie tuja i jałowiec. Jest tez pnąca róża i kalina, a także winobluszcz i mały bukszpan. Trzeba wyciąć duży uschnięty bukszpan i moze posadzić coś w tym miejscu. Myślę o berberysie o bordowych listkach. Na środku chcę posadzić miniaturową magnolię. Będżie też oczywiście miejce na kwiaty w tym wiosenne cebulowe. Ogródek nie będzie stylowy, a raczej eklektyczny. Kupię te rośliny, które mi się podobają i nie zwracam uwagi czy do siebie pasują.
Jeśli z ogródkiem wyjdzie to może w przyszłym miesiącu pomyślę o płocie albo o remoncie sypialni. Tu się muszę dostosować do osob, które będą to robić. Plot chcę lamelowy. Będzie zamontowany na siatce, ktora jest zniszczona. Slupki są w dobrym stanie i w zasadzie moznaby zamontować nowa siatkę, ale ja się chcę od sąsiadów odgrodzić wizualnie. Myślalam o ogrodzeniu betonowym, ale ponoć jest nietrwałe. Nie wydam kilku tysięcy na coś co przetrwa kilka lat.
W sypialni chcę pomalować na biało, ale jest ten problem, bo trzeba w jednym miejscu zerwać tapetę. Jest też problem z sufitem, bo mam na nim płytki ze styropianu i nie wiem czy farba na to chwyci. Jeśli trzeba będzie to zerwać, to będzie problem. Trzeba też zamurować otwór po akwarium i wybic otwór do grzania sypialni. Jest do malowania podłoga, ale to już zrobimy sami.
I portret olowkiem. Mój 12, a ogólem 20 chyba. Walczę z podobieństwem. Zadanie było trudne, bo zdjęcie - wzór małe...
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
środa, 13 maja 2020
poniedziałek, 11 maja 2020
poniedziałek i trochę o planach...
Za kilka dni przyjedzie Sebastian. Na razie planuję co ma zrobić i kończę to co mam zrobić sama i z Krzyśkiem. Ostatnio pomyślałam sobie o zrobieniu akwarium. Mam 110 l i wszystkie urządzenia. W tym momencie jest ono zamontowane w ścianie między sypialnią, a pokojem dziennym. Niestety akwarium w tym miejscu nie może być, bo w sypialni jest zima za zimno i grzałka nie wydala nagrzać wody do 22 stopni potrzebnych dla ryb. Chcę go przenieść do pokoju dziennego. Miejsce mam, ale trzeba kupić solidną drewniana szafkę. Nie wiem czy pomysł zrealizuję w tym roku.
Planuję też kursy. Miałam zrobić jeszcze dwa z fotografii kulinarnej, ale zrezygnowałam, bo z kursu stylizacji w smukłych widelcach i moich postępów jestem zadowolona. Poza tym nie mam raczej zamiaru zarabiać na fotografii kulinarnej. Skończę za to kurs fotografowania przyrody w świecie obrazu. Jest dla mnie interesujący i myślę, że mi się przyda. Chciałam też coś z fotografii krajobrazowej skończyć, ale te kursy które znalazłam sa napakowane techniką, a to mnie nie interesuje. Nie mam lustrzanki i raczej nie będę mieć i nauka obsługi jest mi zbędna.
Chcę koniecznie kupić metalowe rekwizyty do zdjęć w kolorze srebnym. Znalazłam cudną starą tacę i komplet wspólczesny- tackę, dwie czarki i cukiernicę. Wszystko jest zdobione, filigranowe. Problemem w tym momencie sa pieniądze, a raczej ich brak. Coś w tym stylu jednak kiedyś kupię, bo mam pomysły na kilka stylizacji.
Jakiś czas temu dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w wydarzeniu Artyści dla Biebrzy. Wystawiłam dwa obrazy i oba się sprzedały. Teraz muszę jechać je wysłać. Sprzedałam też kolejnych pięć akwarel. Maluję kolejne.
sobota, 9 maja 2020
sobota
Krzysiek już pracuje i dziś po południu go nie będzie. Ja coś podziałam w domu i w ogrodzie. Roboty musi ubywać, bo od tego zależy mój komfort psychiczny. Ja ostatnio przed ruchem się nie bronię i mam sporo fizycznych zajęć. W zeszłym tygodniu niewiele jednak w ogrodzie zrobiliśmy, bo część tygodnia padał deszcz. Za tydzień może przyjedzie Sebastian i pracy z Krzyśkiem już nie będzie.
Czekam na warzywa. Kupiłam 4 pomidory koktajlowe w różnych kolorach, 2 papryki i kapustę, siedmiolatkę, chrzan i lubczyk. To już wszystko na ten moment. Kapusta jest już w ziemi, także część ziół i szczaw. Zostalo mi trochę wolnego miejsca i nie wiem co tam zasadzić. To musi być coś co nie koniecznie lubi dużo wody, bo w tym miejscu mozliwe tylko podlewanie konewką i to rzadko.
Moze dziś kupię kilka roślin pokojowych. Kilka juz kupiłam, a kilka mam zamiar. Kupiłam kilka roślin do kuchni, ale juz nie sukulenty, bo one mi zimą marzną. Wybrałam bluszcze, cissus i mirt. Zobaczymy czy się utrzymają. Niby znoszą chłód, ale moga im brązowieć liście. Mirt moze mi liście zgubić. Te rośliny ze szklarni lubią dużo wilgoci i często w normalnym otoczeniu sie męczą, chorują. Spróbuję je spryskiwać w upały. Teraz mam amarylisy, hoję, geranium, papirusa, bluszcza ogrodowego i bilberię. Te się trzymaja dobrze, ale ich zimą prawie nie podlewam. U mnie w kuchni w większe mrozy jest około 7 stopni tylko i kwiatkom jest ciężko.
Jutro chcę wyjść na podwórko i wyciąć odrosty bzu wokół mahonii. Krzaczek mam od kilku lat i biedna nawet próbuje kwitnąć choć zarosła całkiem. Kilka roślin pokojowych mi juz przyszło. Monstera juz ma czarne liście. Obawiam się, że się zniszczy albo będzie chorować. Fikus zrzucił dwa liście, ale juz w tym miejscu wypuszcza młode pędy. Szeflera przez zimę zmarniała, a w tej chwili rośnie jak szalona. Czarno widzę stan mirtu i bluszczy.
Pierwsze zdjęcie księżyca. Nie podoba mi sie za bardzo ten odblask. Jest chyba od latarni...
Czekam na warzywa. Kupiłam 4 pomidory koktajlowe w różnych kolorach, 2 papryki i kapustę, siedmiolatkę, chrzan i lubczyk. To już wszystko na ten moment. Kapusta jest już w ziemi, także część ziół i szczaw. Zostalo mi trochę wolnego miejsca i nie wiem co tam zasadzić. To musi być coś co nie koniecznie lubi dużo wody, bo w tym miejscu mozliwe tylko podlewanie konewką i to rzadko.
Moze dziś kupię kilka roślin pokojowych. Kilka juz kupiłam, a kilka mam zamiar. Kupiłam kilka roślin do kuchni, ale juz nie sukulenty, bo one mi zimą marzną. Wybrałam bluszcze, cissus i mirt. Zobaczymy czy się utrzymają. Niby znoszą chłód, ale moga im brązowieć liście. Mirt moze mi liście zgubić. Te rośliny ze szklarni lubią dużo wilgoci i często w normalnym otoczeniu sie męczą, chorują. Spróbuję je spryskiwać w upały. Teraz mam amarylisy, hoję, geranium, papirusa, bluszcza ogrodowego i bilberię. Te się trzymaja dobrze, ale ich zimą prawie nie podlewam. U mnie w kuchni w większe mrozy jest około 7 stopni tylko i kwiatkom jest ciężko.
Jutro chcę wyjść na podwórko i wyciąć odrosty bzu wokół mahonii. Krzaczek mam od kilku lat i biedna nawet próbuje kwitnąć choć zarosła całkiem. Kilka roślin pokojowych mi juz przyszło. Monstera juz ma czarne liście. Obawiam się, że się zniszczy albo będzie chorować. Fikus zrzucił dwa liście, ale juz w tym miejscu wypuszcza młode pędy. Szeflera przez zimę zmarniała, a w tej chwili rośnie jak szalona. Czarno widzę stan mirtu i bluszczy.
Pierwsze zdjęcie księżyca. Nie podoba mi sie za bardzo ten odblask. Jest chyba od latarni...
czwartek, 7 maja 2020
czwartek
Miałam w tym miesiącu pomyśleć o zrobieniu ogródka przed domem. To mają być płyty chodnikowe zamiast trawnika. Nie lubie betonu, ale nie ma kto kosić i ogródek wyglada fatalnie. Niestety z planów nici, bo pieniędzy mi zabrakło. Byly inne wydatki, czyli wyrwanie zęba, kuchenka elektryczna, naprawa laptopa, zasilacz i pompowanie szamba. Czekam na czerwiec i może wtedy zrobię. Ma być sporo miejsca na kwiaty, kilka krzewów. Moze kupię trochę żwirku. Moze będzie płotek np. z gałęzi. Powinno coś być, żeby mi Pikuś nie podlewał roślin. Mam teraz płotek plastikowy, ale taki jakiś sztuczny jest. Nie podoba mi się niestety.
W najblizszym czasie będziemy nadal działać w ogrodzie. Jest robienie porządków, bo jeszcze nie wszystko jest wycięte. Dziś chcę posadzić dalie. Kilka mam takich, które mogą rosnąć w doniczkach.
W najbliższym czasie będę też musiała wziąć się za poprawienie zniszczonych schodów. Schody wiodace od strony bramy zostaly zniszczone przez jakiś samochód z opałem. Wyglada to fatalnie i trzeba naprawić. Chyba na chwilę zapomnę o kobiecości i sama sie za to wezmę. W domu mamy i cegły i zaprawę. Powinnam sobie z tym dać radę.
Mam już dość koronowirusa co oczywiste, ale i tematyki wyborów. Te przepychanki, wojny podjazdowe itp zagrania budzą w mnie niesmak i bardzo źle na mnie wpływają. Juz w zasadzie wcale wiadomości nie słucham, ale informacje o wyborach mam i na skrzynce pocztowej. Nie daja o sobie zapomnieć. Ja w wyborach wezmę udział, bo uważam to za swój obowiązek. Jeśli będą korespondencyjne, to też wezmę udział o ile skrzynka będzie blisko.
Ostatnio gotuję trochę z nowych przepisów. W zeszłym roku Krzysiek kupił kalendarz zdzierak właśnie z przepisami. Przepisy sa nawet dość fajne i sporo juz ich wykorzystałam. Wczoraj zrobilam np. selery z boczkiem i orzechami. Podałam do ziemniaków.
- spory seler
- gruby plasterek boczku wędzonego
- pół łyżki orzechów
- olej
- lyżka śmietany
- sól
- pieprz
- oregano
- sok z cytryny
- szczypta cukru
Boczek pokroić, dać na tłuszcz i podsmażyć, dodać starty seler, chwilę podsmażyć, podlać woda i dusić. Gdy miękkie dać orzechy i przyprawy, a po zdjęciu z ognia śmietanę...
a na koniec zdjęcia i akwarele...
W najblizszym czasie będziemy nadal działać w ogrodzie. Jest robienie porządków, bo jeszcze nie wszystko jest wycięte. Dziś chcę posadzić dalie. Kilka mam takich, które mogą rosnąć w doniczkach.
W najbliższym czasie będę też musiała wziąć się za poprawienie zniszczonych schodów. Schody wiodace od strony bramy zostaly zniszczone przez jakiś samochód z opałem. Wyglada to fatalnie i trzeba naprawić. Chyba na chwilę zapomnę o kobiecości i sama sie za to wezmę. W domu mamy i cegły i zaprawę. Powinnam sobie z tym dać radę.
Mam już dość koronowirusa co oczywiste, ale i tematyki wyborów. Te przepychanki, wojny podjazdowe itp zagrania budzą w mnie niesmak i bardzo źle na mnie wpływają. Juz w zasadzie wcale wiadomości nie słucham, ale informacje o wyborach mam i na skrzynce pocztowej. Nie daja o sobie zapomnieć. Ja w wyborach wezmę udział, bo uważam to za swój obowiązek. Jeśli będą korespondencyjne, to też wezmę udział o ile skrzynka będzie blisko.
Ostatnio gotuję trochę z nowych przepisów. W zeszłym roku Krzysiek kupił kalendarz zdzierak właśnie z przepisami. Przepisy sa nawet dość fajne i sporo juz ich wykorzystałam. Wczoraj zrobilam np. selery z boczkiem i orzechami. Podałam do ziemniaków.
- spory seler
- gruby plasterek boczku wędzonego
- pół łyżki orzechów
- olej
- lyżka śmietany
- sól
- pieprz
- oregano
- sok z cytryny
- szczypta cukru
Boczek pokroić, dać na tłuszcz i podsmażyć, dodać starty seler, chwilę podsmażyć, podlać woda i dusić. Gdy miękkie dać orzechy i przyprawy, a po zdjęciu z ognia śmietanę...
a na koniec zdjęcia i akwarele...
poniedziałek, 4 maja 2020
poniedziałek
Przyszły mi prawie wszystkie rośliny, które kupiłam. Od razu oczywiście wsadzałam. Miałam już rabarbar. Okazało się, że przetrwał mój i to dwie sadzonki. Jest lichutki, ale jest. Przesadziłam go w lepsze miejsce i myślę, że się rozrośnie. Kupiłam nawóz bydlęcy w worku i teraz czekam na deszcze ale później, bo coś może juz zasilę. Za kilka dni przyjdą mi warzywa. Teraz żałuję, że nie kupiłam skrzyń. To i owo posadzę w doniczkach.
Mam problem z winoroślą. Od wielu lat obok domu mojej mamy rosły dwa potężne krzewy. Jeden o drobnych słodkich owocach i drugi o większych. Oba owocowały i oba pamiętam z czasów dzieciństwa. Kilka lat temu jeden się prawie zniszczył, bo zasłonił mu światło bez, a drugi w zeszłym roku zarósł chmiel. W tym roku puściły oba. Ten zarośnięty przez chmiel ma jeszcze szansę. Trzeba go ochronić i chmiel usunąć. Ten drugi już wegetuje i teraz można z niego tylko sadzonki wziąć. To trzeba zrobić jesienią. Mam na winorośl dobre miejsce i chcę ją przenieść tzn młode krzewy.
Mam też problem z trzema drzewami iglastymi. Są dwa świerki i sosna. Drzewa są piękne i wysokie. Niestety rosna zbyt blisko domu i boję się, żeby w nie piorun nie uderzył, bo to może byc niebezpieczne. Chyba je nieco przytnę i oby się nie zniszczyły.
Trzeba też poprzycinać winobluszcz i chmiel. Oba pnącza się bardzo rozrosły i są wprawdzie piękne, ale zaduszają inne rośliny. Zależy mi na obu. Winobluszcz się cudnie przebarwia jesienią, a jego owoce stanowią pokarm dla ptaków. Szyszki chmielu suszę, bo to cenne zioło przecież.
W wolnych chwilach maluję...
Nadal intensywnie pracuję z fotografią kulinarną. Myślę już też o kursie fotografii przyrodniczej albo krajobrazowej, a moze obu. Chyba ten fotografii przyrodniczej będzie pierwszy. Moze już pod koniec tego miesiaca... Już planuję by w lecie pojechać do zoo i zrobić serię zdjęć. Jest jeszcze w pobliżu egzotarium i była palmiarnia... Pamiętam te miejsca z dzieciństwa, bo bywałam w nich z moją ukochaną ciocią Resią. Zabierała mnie też na rózne wystawy np. kanarkow, kwiatów.
A na koniec parę zdjęć z ogrodu. Tylko z jednej strony domu... Stokrotki, bratki, niezapominajki kupuję co rok. W tym roku mam wyjątkowo mało irysów. Kupiłam kilka kolorów, ale nie wyszły. Wyszły za to irysy holenderskie.
Mam problem z winoroślą. Od wielu lat obok domu mojej mamy rosły dwa potężne krzewy. Jeden o drobnych słodkich owocach i drugi o większych. Oba owocowały i oba pamiętam z czasów dzieciństwa. Kilka lat temu jeden się prawie zniszczył, bo zasłonił mu światło bez, a drugi w zeszłym roku zarósł chmiel. W tym roku puściły oba. Ten zarośnięty przez chmiel ma jeszcze szansę. Trzeba go ochronić i chmiel usunąć. Ten drugi już wegetuje i teraz można z niego tylko sadzonki wziąć. To trzeba zrobić jesienią. Mam na winorośl dobre miejsce i chcę ją przenieść tzn młode krzewy.
Mam też problem z trzema drzewami iglastymi. Są dwa świerki i sosna. Drzewa są piękne i wysokie. Niestety rosna zbyt blisko domu i boję się, żeby w nie piorun nie uderzył, bo to może byc niebezpieczne. Chyba je nieco przytnę i oby się nie zniszczyły.
Trzeba też poprzycinać winobluszcz i chmiel. Oba pnącza się bardzo rozrosły i są wprawdzie piękne, ale zaduszają inne rośliny. Zależy mi na obu. Winobluszcz się cudnie przebarwia jesienią, a jego owoce stanowią pokarm dla ptaków. Szyszki chmielu suszę, bo to cenne zioło przecież.
W wolnych chwilach maluję...
Nadal intensywnie pracuję z fotografią kulinarną. Myślę już też o kursie fotografii przyrodniczej albo krajobrazowej, a moze obu. Chyba ten fotografii przyrodniczej będzie pierwszy. Moze już pod koniec tego miesiaca... Już planuję by w lecie pojechać do zoo i zrobić serię zdjęć. Jest jeszcze w pobliżu egzotarium i była palmiarnia... Pamiętam te miejsca z dzieciństwa, bo bywałam w nich z moją ukochaną ciocią Resią. Zabierała mnie też na rózne wystawy np. kanarkow, kwiatów.
A na koniec parę zdjęć z ogrodu. Tylko z jednej strony domu... Stokrotki, bratki, niezapominajki kupuję co rok. W tym roku mam wyjątkowo mało irysów. Kupiłam kilka kolorów, ale nie wyszły. Wyszły za to irysy holenderskie.
niedziela, 3 maja 2020
niedziela
Jutro będę mieć pracę w ogrodzie i w domu. Chcę poplewić. W domu też coś porobię, a wieczorem będzie praca zawodowa. Dziś rozpoczynam serię zabiegów Reiki dla klientki z Niemiec. Tym razem to stosunkowo młoda dziewczyna z problemami hormonalnymi i ogólnym osłabieniem. Zabiegów ma być 5, ale zobaczymy jak energię przyjmie.
Jutro mamy z Krzyśkiem dalej usuwać dziczki i maliny z ogrodu o ile pogoda pozwoli. Gdy to zrobimy zostanie jeszcze trochę do wycięcia w sadzie. Wszystko ma być w tym roku wycięte. Zostaną krzaki w jednym miejscu, ale to azyl ptaków i nie będę tam nic usuwać. Wycinkę skończymy gdy przyjedzie Sebastian, bo trzeba kogoś kto obsługuje piłę spalinową. Jest sporo grubszych drzewek, które nie moga zostać.
Trzeba też usunąć z dwóch miejsc perz. Najważniejsze, to by nie było perzu w ogrodzie, bo tam chcę w przyszłym roku posadzić truskawki i poziomki. Perzu jest sporo i strasznie się rozsiewa. Zarosły mi truskawki.
Sebastian moze przyjedzie juz w połowie maja. Ma sporo pracy do wykonania. Musi wyciąć orzech i dwie suche śliwy, ma wyciąć uschnięty bukszpan, przyciąć jałowiec, może płaziniec, pomalować lakierem biblioteczkę i szafę, naprawić drzwi do pracowni, naprawić drzwi do Adriana, wymienić uszczelkę w kranie w kuchni, wymienić uszczelkę na rurze od szamba, wkręcić kilka kołków na obrazy w sypialni, przykręcić półkę w sypialni i w pokoju dziennym.
W tym roku planuję też zrobienie ogródka przed domem i przygotowanie miejsca na kaczki. Znajoma namawia mnie na kilka kurek. Pomyślę...:) Chodzi o wzmocnienie plotu i załozenie siatki w jednym miejscu. Chcę też pomalować sypialnię. Co się uda zrobić zobaczymy.
A na koniec kilka zdjęć kulinarnych. Ostatnie przerabiane. Chyba za dużo światła z prawej strony, ale klimat ma według mnie. To nie ostatnie w białej toncji...
i akwarela...
Jutro mamy z Krzyśkiem dalej usuwać dziczki i maliny z ogrodu o ile pogoda pozwoli. Gdy to zrobimy zostanie jeszcze trochę do wycięcia w sadzie. Wszystko ma być w tym roku wycięte. Zostaną krzaki w jednym miejscu, ale to azyl ptaków i nie będę tam nic usuwać. Wycinkę skończymy gdy przyjedzie Sebastian, bo trzeba kogoś kto obsługuje piłę spalinową. Jest sporo grubszych drzewek, które nie moga zostać.
Trzeba też usunąć z dwóch miejsc perz. Najważniejsze, to by nie było perzu w ogrodzie, bo tam chcę w przyszłym roku posadzić truskawki i poziomki. Perzu jest sporo i strasznie się rozsiewa. Zarosły mi truskawki.
Sebastian moze przyjedzie juz w połowie maja. Ma sporo pracy do wykonania. Musi wyciąć orzech i dwie suche śliwy, ma wyciąć uschnięty bukszpan, przyciąć jałowiec, może płaziniec, pomalować lakierem biblioteczkę i szafę, naprawić drzwi do pracowni, naprawić drzwi do Adriana, wymienić uszczelkę w kranie w kuchni, wymienić uszczelkę na rurze od szamba, wkręcić kilka kołków na obrazy w sypialni, przykręcić półkę w sypialni i w pokoju dziennym.
W tym roku planuję też zrobienie ogródka przed domem i przygotowanie miejsca na kaczki. Znajoma namawia mnie na kilka kurek. Pomyślę...:) Chodzi o wzmocnienie plotu i załozenie siatki w jednym miejscu. Chcę też pomalować sypialnię. Co się uda zrobić zobaczymy.
A na koniec kilka zdjęć kulinarnych. Ostatnie przerabiane. Chyba za dużo światła z prawej strony, ale klimat ma według mnie. To nie ostatnie w białej toncji...
i akwarela...
piątek, 1 maja 2020
piątek
Nadal robię zdjęcia kulinarne. Ponoć idzie mi coraz lepiej. Jest jednak problem, bo nadal nie jestem pewna stylizacji. Głosy oceniających osób sa rózne. Jedne twierdzą, ze można ucinać talerzeczy deski byle nie głowne potrawy. Inni się upierają, że to jest niedozwolone. To mój dylemat. Kolejny to kolory. Instruktorka u której kończę kurs stylizacji nadmieniła, ze na zdjęciu mogą byc na początku maksymalnie trzy kolory plus odcienie. Inne osoby uważają, ze kolorów może być więcej o ile do siebie pasują.
W środę Krzysiek już chyba pójdzie do pracy. Boję się jak diabli, bo nie ufam mu w kwestii ostrożności. Siedział w domu to czułam się bezpieczna. Wyjdzie sam i może być problem. Nie dociera do niego, że ma uważać. Obawiam się nawet, że będzie jadł na ulicy. Sebastian już koniecznie chce przyjechać. Jemu też nie ufam, bo wszędzie łazi i maskę lekceważy. Z drugiej strony nie mogę przyjazdu odwlekać w nieskończoność, bo koronawirus może potrwać i dwa lata...
Myślałam, że jestem w grupie ryzyka, bo mam nadciśnienie i biorę leki, które ponoć na koronawirusa szkodzą. Zmieniłam leki na inne i zaczęłam mierzyć ciśnienie dwa razy dziennie. No i okazało się, że ciśnienie mi spadło i praktycznie jestem zdrowa. Najczęściej mam góra 150-140, a kiedyś miewałam i 190. To chyba efekt schudnięcia i ćwiczenia jogi. Teraz biorę 1/4 najsłabszej tabletki. Bardzo się cieszę i przypuszczam, ze gdy schudnę jeszcze 15 kg, to ciśnienie jeszcze spadnie. Całe życie miałam niskie...
Wiosna wybuchła w lesie. Wyprawy do sklepu są bardzo przyjemne. W niedzielę może pojdziemy nad rzekę, bo chcę zrobić zdjęcia kaczek.
W środę Krzysiek już chyba pójdzie do pracy. Boję się jak diabli, bo nie ufam mu w kwestii ostrożności. Siedział w domu to czułam się bezpieczna. Wyjdzie sam i może być problem. Nie dociera do niego, że ma uważać. Obawiam się nawet, że będzie jadł na ulicy. Sebastian już koniecznie chce przyjechać. Jemu też nie ufam, bo wszędzie łazi i maskę lekceważy. Z drugiej strony nie mogę przyjazdu odwlekać w nieskończoność, bo koronawirus może potrwać i dwa lata...
Myślałam, że jestem w grupie ryzyka, bo mam nadciśnienie i biorę leki, które ponoć na koronawirusa szkodzą. Zmieniłam leki na inne i zaczęłam mierzyć ciśnienie dwa razy dziennie. No i okazało się, że ciśnienie mi spadło i praktycznie jestem zdrowa. Najczęściej mam góra 150-140, a kiedyś miewałam i 190. To chyba efekt schudnięcia i ćwiczenia jogi. Teraz biorę 1/4 najsłabszej tabletki. Bardzo się cieszę i przypuszczam, ze gdy schudnę jeszcze 15 kg, to ciśnienie jeszcze spadnie. Całe życie miałam niskie...
Wiosna wybuchła w lesie. Wyprawy do sklepu są bardzo przyjemne. W niedzielę może pojdziemy nad rzekę, bo chcę zrobić zdjęcia kaczek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







