Codzienność

Codzienność

piątek, 14 sierpnia 2026

piątek

 Polowa sierpnia to już dla mnie późne lato i chlodniejsze noce. Spi sie dobrze. Dziś trzeba bylo wstać wcześniej, bo miałam wyjazd po laptop do serwisu. To oznacza, że warzyw nie kupiłam ani jajek od kurek ze wsi. No ale coś  za coś. Od rana świecilo slońce. Nie było pochmurnego nieba-typowa patelnia. Nie przepadam za taka pogodą. Trzeba było przetrwać. Nie potrafię czerpać przyjemności z takiej pogody. U mnie to przetrwanie. Kocham deszcze. Ponoć ma być w poniedziałek. Przyda się, bo susza okropna.

Po południu mam ciąć drewno, bo juz zaczęłam. Stos w komórce oraz wyzszy. My teraz palimy w pokoju dziennym głownie drewnem i tylko w większe mrozy dodajemy węgiel. Opał na zime juz mam. W tym roku rozebrana została komórka oraz część dachu i jest masa drewna.

Dziś trzeba było przygotować bukiet na Matki Boskiej Zielnej. To tradycja u mnie w domu. Mama bardzo tego przestrzegała i ja tak robię. Poświęci mi sasiadka. W bukiecie tylko ziola lecznicze w tym oregano, nagietek, jeżowka, nawloć, dziurawiec. Bardzo mi sie podobaja takie bukiety, a przygotowywanie, zbieranie ziól to dla mnie przyjemność. W tym roku trochę ziół wysuszyłam. Teraz będzie chlodniej i mam zamiar jeszcze zbierać te co sie da. w szkole naturoterapii miałam ziololecznictwo, ale u mnie w rodzinie sa tradycje w tym temacie. Już prababcia była po kursie zielarza...

Dziś byłam u sąsiadki. Pani Basia ma cudny ogród. Jest bardzo bogaty w rośliny i zadbany. Przepiękne kępy dalii, pelargonie, petunie, aksamitki, cynie. Masę czasu w nim spedza. Praktycznie od rana do wieczora. Mój ogrod jest ładny wiosną. Wtedy dbam. Gdy nadchodzi lato, upały nie mam siły i tylko podlewam.

A tu Śnieżuś :) Myszka moje kochana. Czuje się dobrze i nawet się bawi czasem...

sobota, 8 sierpnia 2026

sobota

Obudziłam sie dziś późno, bo upał nie przeszkadzał. Gdy tylko wstałam natychmiast trzeba bylo karmić koty, ponieważ młodzież kręciła sie pod nogami. Rano dostaja suche. Kocięta jedzą i suche i mokre, a Snieżuś woli suche. Trzeba było nalać im świezej wody. Trzeba było dać Kajtusiowi saszetkę i wypuścić na dwór Mikusia. Krzysiek wstał zaraz po mnie i zrobił kawę oczywiście z cynamonem. W zasadzie weekendy miały byc bez pracy kolo domu, ale że zapowiadał sie chłodny dzień, zaplanowalam jednak robotę. W efekcie pocięłam troche drewna i wyniosłam stare okna koło bramy, bo maja byc w poniedziałek wywiezione gabaryty. Wcześniej Krzysiek usunąl szyby. Wyjedzie też stary gumolit z pracowni. Pod wieczór zostaly opróznione donice po sałacie i wczesnych pomidorach, bakłażanie, brokułach. Trzeba bylo je dać juz w miejsce zimowania.

W ciagu dnia przygotowywałam materiały do książki typu pamietnika i wspomnień o domu, rodzie, tradycjach, zwierzetach. Mam juz propozycję z wydawnictwa i chyba sie za to wezmę od września.

W przyszłym tygodniu jedziemy z Krzyśkiem kupić lodówkę. Ma byc tania bez bajerów.

Poza tym będzie troche pracy w ogrodzie. Krzysiek ma połupać ogrodzenie do worków. Ja mam plewienie. Trzeba podlewać. Planuję robotę przetworów. Ma być leczo, moze sos chiński. Trzeba by sprzatać u dziadka w pokoju. Mam być jeszcze polozona na kawałku dachu od komorki papa termozgrzewalna. Jeszcze sie nie leje, ale moze zacząć. 

Wieczorem ma być Ostatni Mohikanin i moja praktyka codzienna.

Planuję wycieczki na wrzesień, kilka. Pojedziemy blisko z Krzyśkiem sami a dalej moze z Darkiem, bratem Krzyśka samochodem.



poniedziałek, 3 sierpnia 2026

poniedziałek

 Nic prawie nie robie poza nauką i pracą zawodową. Nie mam energii i czekam na koniec upałów. Mam nowe plany na naukę. Chodzi mi o kursy psychologii pozytywnej, bioenergoterapii, coachingu, totalnej biologii i arteterapii. Wszystkie namierzone. Część z tej wiedzy mam, ale opanowane jako samouk. Sama będę sie uczyć uzdrawiania pranicznego. Pierwszy stopień mam ukończony kurs. Wszystko to mi sie przyda w pracy. Plany na studia się nieco zmieniły. Juz nie jestem pewna czy studia maja sens. Przekwalifikowanie w wieku 70 lat nie ma sensu. Chcę pomagać ludziom, pracować jeszcze ale nie muszę koniecznie kończyć studiów. Pomagam i teraz. Nie mam już tak duzo energii jak miałam jakiś czas temu i studia wymagały by poswięcenia się i rezygnacji z innych zajęć. Rezygnować nie chcę i nie bardzo mogę. Praca w domu i przy zwierzetach, zawodowa sama sie nie zrobi. Domy jeszcze nie skończone, obejście też nie. Coś zacznę robić od piatku, bo ma byc chłodno.

Majusia juz po badaniach. Przy badaniu krwi wpadła w histerię i mnie podrapała i pogryzła. Na szczęście lekko. Dostała zastrzyki na dziąsła. Wyniki jutro.


Przez upały i spocone dłonie musiałam przerwać haftowanie. Trochę malowania było, ale obraz nie skończony. Moze jutro.

Zbieram sporo ziól do suszenia. Dziś oregano, ale do celów leczniczych, a jutro moze liscie poziomek i morwy. Wszystko co ususzę, pakuje do słoików i wynoszę do szafki u babci. Będziemy od jesieni pić.

Przetworów malo w tym roku zrobione. Cukru używać nie chcę. Będzie leczo, ale we wrześniu.

środa, 29 lipca 2026

sroda

 Okna u babci wymienione. To juz wszystkie w dużym domu jeśli chodzi o mieszkania. Dwa ostatnie w ganku i warsztacie przysłonie od zewnątrz roletami. Taniej wyjdzie. Chcę to zrobic jesienią. W przyszłym roku okienka od strychu i piwnic może.

Rozunia ma niezłe wyniki jak na jej wiek. Jest lekki stan zapalny i podejrzenie stawów. Jest lekka niedoczynność tarczycy i jest coś z moczem. Można by go zbadac, ale nie dam rady, bo sika na fotel. Spytam weterynarza o karme urinary. Moze to dobra myśl... Teraz niedługo pojadę z Majusią. Ona kończy 10 lat, ale ma problem z dziąsłami. Trzeba by je obejrzeć, bo zastrzyk był ostatni w styczniu. Niby je i nie miauczy, ale wolę skontrolować. No i badania tez sie przydadzą. Reszta kotów mloda i kontrola na ten moment zbędna.

Kurs behawiorysty skończyłam i egzamin zdałam. Teraz jestem w trakcie robienia kursu zoopsychologa. Problemem są praktyki, bo nigdzie mnie nie chcą przyjąć. Ja nie jestem mobilna i muszę praktyke załatwić blisko. Wolałabym w gabinecie weterynaryjnym, bo schroniska sie obawiam. Za dużo cierpiacych zwierząt.

Ostatnio w ogrodzie posadziłam krwawnik i miniaturowe sloneczniki. Teraz nic nie robię, bo goraco. Niedlugo trzeba będzie pomyśleć o przesadzeniu truskawek i poziomek. Rosną w donicach. Trzeba tez kupić dodatkowe donice i posadzic ich jeszcze trochę. Miejsce mam. Mam do wyciecia sumaki, orzech wloski i jest tez do przycięcia forsycja. Trzeba plewić przed babci oknem. Chciałabym to wszystko zrobić przez sierpień, bo od września chcę ciąć drewno.

Brakuje mi wsi i klimatu żniw. Wiem kiedy, bo co roku u mnie na rabatach rośnie trochę pszenicy. Zbieram peczek i wieszam w domu.




niedziela, 26 lipca 2026

niedziela

 Planuję dwa spokojne dni. Teraz pracować w domu i kolo domu będę od poniedzialku do piątku. W weekendy będzie tylko praca zawodowa. Dziś odpoczywam. Będzie malowanie i moze haftowanie.

Jutro jadę z Rozunia na badania. Chcę jej zrobić pakiet geriatryczny, bo niedługo kończy 15 lat. To moja pupilka i czuje sie dobrze, ale trzeba sprawdzić co i jak. W sierpniu moze zrobie badania Majusi. Ona kończy 10 lat i chyba znowu problem z zabkami albo dziąsłami. Niby je. Najblizsze wydatki to drukarka, sadzonki truskawek i poziomek oraz ziół leczniczych. Myśle o tym wszystkim w poczatkach sierpnia. Chcę załozyc ogród ziołowy. Zalezy mi na ziołach na serce, uspokajajace, kamica. Na cukrzycę mam morwę. Mam trochę szałwii i melisy, ale kupie kozłek. Chcę znaleźć lub kupić babkę, zywokost. Mam rumianek, ale musi go byc wiecej. Mam miętę. Zdobędę glog, ale moze we wrześniu lub październiku. Chcę kupić 3-4 donice truskawek i poziomek.

Kończę plewienie na podwórku. Moze uda się też wyplewić od strony ulicy. Nie wszystko, bo idą upały i na pewno nie wyplewię przed oknem u babci. Tam chcę w październiku posadzić szklankę, sadzonki malin, moze czereśnię samopylną kolumnową. We wrześniu chcę przygotować rabatkę z cebulowymi kwitnącymi wiosną. To wszystkie kwiaty na ten rok.

W zeszłym roku wysłałam moje haiku na ogólnopolski konkurs i zajęłam II miejsce. Mam zamiar wysyłac czasem wiersze i opowiadania na konkursy literackie. Dziś chcę wyslać trzy wiersze na konkurs. To plik, ale najczęściej trzeba wysyłać wydrukowane strony. Po to mi potrzebna drukarka.

Pracę w duzym domu kończę, ale nie uda mi sie to przed falą upalów. Już być chciała mieć to z glowy. Zostanie kuchnia u mamy. Teoretycznie mam szansę skończyc domy do końca sezonu. Oby w sierpniu bylo chłodniej. WE wrześniu i październiku chcę ciąc drwno. Mam trochę za mało na zime teraz.



wtorek, 21 lipca 2026

wtorek

Punia zmarla po 23 w sobotę. To była bardzo miła i niekłopotliwa koteczka. Była pupilką Krzyśka i do niego się tuliła. Miałam ją od maleńkiego. Znalazłam ja pod śmietnikiem razem z braciszkiem. Maluszek byl moim pupilem. Ogonek zmarł w wieku 3 lat. Ona byłą odporna i nigdy nie chorowała. Umarła w domu na swoim kocyku. Do końca ja glaskałam. Jeszcze w piatek zebrała siły i weszła na kolana do Krzyśka, zeby sie pozegnać. Ze mną pozegnała się we śnie. Będzie mi jej brakowało. Miała dobre zycie i niby 17 lat to sporo, ale mogła jeszcze pozyć biedula.



Skończyłam poduszkę. To nie jest arcydzieło, ale jestem z niej zadowolona. Zostawię ja u siebie, bo na tej poduszce odeszla Punia i inne koty też ja lubią. Teraz będę chyba robic sweter dla mnie albo czapki na bazarki kocie. Kupiłam zestaw do haftowania. Chcę do tego wrócić. Moze jutro namaluję obraz. Chyba łubiny.



Dach zrobiony. Jest jeszcze do skonczenia kawałek papy. Trzeba wymienić. W przyszłym tygodniu pojedziemy na cmentarz poprawic litery. Jest do roboty okno u dziadka i u babci. Moze tez dwie rolety zewnetrzne i to koniec na ten rok.

piątek, 17 lipca 2026

piątek

Dzień mija za dniem i mnie jest dość trudno, bo jestem przemeczona psychicznie. Bylo ostatnio sporo ruchu, wyjazdów, spotkań z ludźmi, a to na mnie źle wpływa. Remont do końca nie zrobiony, bo robota przy dachu w trakcie. Siatka pomalowana i ponoć gwarancja 10 lat na farbę. Krzysiek wściekły, bo wydalam pieniadze, a on to chciał zrobić. Ja jednak teraz nie mam cierpliwości do jego humorów. Raz chce robić, a raz nie. Teraz zrobione i z glowy. Za duzo tej pracy jeszcze czeka. Męczy mnie sama swiadomość. Nie mam teraz energii psychicznej na nic. Poduszka nie skonczona, nie maluję, nie czytam, prawie się nie uczę mało pracuję zawodowo. Punia i zajęcia domowe i remonty zajmują mi cały czas. Długo tak nie pociągnę. Brakuje mi oddechu, a Krzysiek jeszcze czasem wrzeszczy. Ja zaczynam popełniać bledy typu nie zgaszenia kuchenki i on ma powód. Teraz ja bym chciała tylko spać, spać...

Punia żyje, chodzi, pije, sika, ale sama nie je. Ma lek i dostaje dwa razy dziennie kroplówkę. Moze ten mocznik i kreatynina trochę spadną. Dwa, trzy dni będą decydujące. Jeśli zacznie jeść jest minimalna szansa, ze jeszcze trochę będzie ze mną. Mam dla niej lek na mdłości. Dziś sama wskoczyła na fotel, zeby iść do Krzyska na kolana i poleżała chwilę.



Smutek z powodu Puni mnie ogarnął, ale nie wolno mi sie poddać. Potrzebna mi siła. Dziś może będę malować albo robić poduszkę. Pracy poza kuwetami nie przewiduję. Zaraz ma byc burza. Tu ostatni obraz. Dziś moze łubin. Teraz podejście do kwiatów...