Dziś będzie głównie o działaniach artystycznych. Po pierwsze dostałam zamówienie na decoupage. Mam ozdobić magnes, breloczek i świecznik. Mają to być koniecznie maki. Od wczoraj działam. Zrobiłam zakupy i czekam. Dziś ozdabiam magnes, bo miałam w domu. Przy okazji ozdabiam też kolczyki oczywiście dla mnie. Poza tym wczoraj zrobiłam cztery wisiory z ceramiki. Dziś będę je malować. Mają być dla mnie tylko rzemyki muszę dokupić. Strasznie mi się podobają takie wisiory. Co prawda wolałabym by były wypalane i część może szkliwionych, ale u mnie to niewykonalne, bo pieca do wypalania nie mam i mieć w tym życiu nie będę. Są jak dla mnie drogie, a ja nie mam zamiaru sprzedawać na tak dużą skalę by koszty zakupu się zwróciły. Są co prawda zajęcia z ceramiki w ośrodku kultury, ale ja nie zamierzam chodzić jak na razie. Jeszcze mi domatorstwo nie przeszło i pewnie nie przejdzie.
Dziś po południu planuję zrobić kolczyki z modeliny. Najwyższy czas, bo modelina leży już dość długo. Kolczyki będą na bazarki kocie, bo mnie modelina do noszenia coś nie leży. Lubię naturalne materiały- drewno, kamienie, a ona mi pachnie plastikiem.
Jutro będę robić /chyba/ korale z tym, że nie na rzemyku, a z korali drewnianych łączonych ogniwami metalowymi. Dostałam coś podobnego od mamy tylko z podłużnych kawałków drewna łączonych miedzią. Bardzo mi się to podoba.
Wczoraj zrobiłam zakupy. Kupiłam trochę drobiazgów do wyrobu biżuterii, kartek i do decoupage. Kupiłam też trochę ciuchów, dwie pary butów i trochę kwiatków przed dom. Jeszcze muszę dokupić pelargonie i werbeny.
W najbliższym czasie muszę odnowić kasetkę, którą zrobiłam dla Krzyśka. Niestety któryś kot ostrzył sobie na niej pazury i całkiem porysował. Muszę od nowa przykleić zdjęcie i odmalować. Będę ją teraz trzymała w sypialni to będzie bezpieczna.
Chudnę cały czas. Teraz dość szybko. Zastanawiam się co będzie z moja skórą i biustem jak te około 30 kg zrzucę. Niby nie chudnę aż tak szybko, ale skóra w moim wieku już elastyczna nie jest. Biust mam olbrzymi i jak tłuszcz z niego zejdzie pewnie będzie w tragicznym stanie, a operacji zrobić nie zamierzam, bo to i koszty i blizny.
Ostatnio doszłam do wniosku, że po przytyciu tych 40 kg moje ciało całkiem straciło proporcje. Kiedyś miałam wymiary 91-60-91. Później troszkę więcej, ale nadal proporcje były zachowane. Teraz to jakaś masakra jest. Gigantyczny biust, olbrzymi brzuch i szczupłe ręce i nogi. Wymiary to 135-101-125. Kiedyś byłam klepsydrą, a teraz? Licho wie. Czy jak schudnę proporcje mi się poprawią?
Dziś Krzysiek będzie uduszony. Nic go nie uratuje. Zostawił wczoraj mianowicie Morusa na noc u mnie w pracowni, a tam kotom jest wstęp wzbroniony. Kot był przerażony i pracownię zdemolował. Pozrzucał kwiatki z parapetu, odpiął firankę, zasikał farby, upaprał ziemią serwetki, potargał papiery i po całym pokoju rozniósł kwiatki do wyrobu kartek. Sprzątanie z grubsza zajęło mi godzinę. Resztę zrobię po południu, ale wściekła jestem okropnie i jak Krzysiek wróci z pracy to oberwie.
Następne problemy to awaria pralki i odkurzacza, a ostatnio komputera. W laptopie cała klawiatura starta, coś w nim strzela, a wczoraj pękła obudowa i ekran trzyma się na jednym zawiasie. Jak długo to wytrzyma nie wiem, ale naprawić się chyba nie da. Nowego laptopa nie kupię, bo ten hula jak złoto ponad trzy lata bez usterki. Mogę trafić gorzej.
A na koniec zdjęcia ostatnich wytworków. Niektóre fatalne. To te robione w domu... Do tych pasiastych kolczyków może zrobię bransoletkę...
Kilka dni temu pomyślałam sobie, żeby z powrotem zacząć nosić kolczyki. Nosiłam całe dorosłe życie. Przestałam kilka lat temu, gdy wmówiłam sobie, że jestem staruszką. Lubię długie drewniane lub z naturalnych kamieni. Plastikowych nie noszę, choć miałam zamiar wyrabiać takie z modeliny. Niestety jedna dziurka mi zarosła częściowo i trzeba było ją przekłuć z powrotem. Zrobiłam to sama. Już się goi. Od tego czasu zrobiłam sobie kilka par kolczyków i jeszcze zrobię. Na razie robię drewniane. Przymierzam się do takich z naturalnych kamieni. Kuszą mnie miedziane i mosiężne. Nie wiem jednak gdzie kupić materiały potrzebne do ich wykonania. Wpadły mi też w oko kolczyki do kupna. Jedne są krótkie, do noszenia w domu z bursztynem. Drugie długie na wyjście z lapis lazuli i perłami hodowlanymi. Chyba sobie kupię na prezent, gdy zrzucę wagę poniżej 90 kg. Krótkie na pewno. Długie jeszcze zobaczę, bo może kupię materiały i sama podobne zrobię. Potrafię przecież, a w cenie tych kolczyków wyszły by mi trzy pary robionych...







Ostatnio zaczęłam pić ocet jabłkowy. Ponoć wspiera odchudzanie i jest zdrowy. Przeprowadzam też kurację jodyną. Trzeba posmarować skórę i jeśli plama szybko znika to znaczy, że jest brak jodu w organizmie, Mnie znika po 3 godzinach. Smaruję więc nadal. Wczoraj wpadły mi w oko tabletki na odchudzanie 2 Be Slim. To wprawdzie suplement, ale coś jednak pomaga. Są tanie. Może o nich pomyślę jak te co mam mi się skończą...Jeszcze dwa kilogramy i już ósemkę z przodu zobaczę. Uf...
Dziś będzie dzień dość pracowity, bo mam do napisania dwa teksty po 300 słów. Babeczka z portalu o drzewach w końcu się odezwała. Pewnie też posiedzę trochę w pracowni. Obudziłam się, przezwyciężyłam marazm i działam z powrotem choć nie na pełnych obrotach. Może coś namaluję. Pogoda nie zachęca do wyjścia na dwór. Jest pochmurno i chyba będzie padać. Krzysiek idzie dziś po południu do pracy. Teraz pracuje 6 dni w tygodniu i jest wykończony. Podobno w sobotę idzie ostatni raz. No zobaczymy... Pewnie też pogadam z Sebastianem i popiszę z Mariuszem.
Przez kilka dni wstawałam rano spuchnięta. Zwłaszcza palce miałam spuchnięte i okolice oczu. W ciągu dnia Wszystko mi przechodziło. Znajome z Vitalii mnie straszyły, że to nerki przez Dukana. Ja jednak byłam pewna, że to ciepło, sól i brak ruchu w nocy. W dzień piłam pokrzywę. Dokupiłam bratka i urosept. Teraz już spuchnięta mam nadzieję nie będę. Z Dukana nie zrezygnuję na razie, bo straciłam ponad kilogram w tydzień. Na innych dietach wcale nie chudnę.
Kilka dni temu moja mama skończyła 75 lat. Tym samym została oficjalnie przyjęta do grona staruszek. Nie może się z tym pogodzić i wciąż twierdzi, ze ma 29,5 lat. Trzyma się nieźle jeśli chodzi o sprawy fizyczne. Zdrowa jest. Leków żadnych nie bierze. Dwa wiadra węgla na raz z komórki niesie, gdy ja daję sobie z trudem radę z jednym. Tylko psychicznie coś z nią nie tak, bo wcale z domu wychodzić nie chce i nieraz cały dzień w koszuli nocnej przechodzi. Ludzie na zabiegi bioterapii przyjeżdżają jednak nadal, ale rzadziej.
Myślałam, że pracę na portalu z wróżkami straciłam, bo zatrudnieni zostali tylko ci, którzy prowadzą działalność, ale nie. Udało mi się zatrudnić przez pośrednika. Co prawda stracę 20 % dochodu, ale będę pracować nadal. Uf...Za to nie odzywa się babeczka dla której piszę o drzewach na portal. Od początku współpraca układała się trudno, bo jakaś taka mało komunikatywna jest. No cóż zobaczymy...
Ostatnio żyję konsumpcyjnie czego nie pochwalam. Wciąż kupuję i kupuję, a końca nie widać. Ostatnio kupiłam te ciuszki. Spodnie są identyczne, a bluzka jest w kolorze grafitowym, bo niebieskiej mi brakło, a czerwieni nie trawię. Jak przyjdą i będą pasować znowu zrobię zdjęcia...
Ostatnio wróciłam do decoupage, ale na razie sza...
Ostatnio kupiłam trochę kosmetyków i jeszcze trochę kupię. Tym razem wybrałam głównie kosmetyki naturalne z serii Babci Agafii. Do tego wzięłam też naturalny, ziołowy tonik z innej serii, ale również z kosmetyków rosyjskich. Na razie wypróbowałam tonik, pastę i masło. Są rewelacyjne. Szczególnie masło. Pachnie pięknie i zapach jest bardzo trwały. W planach mam kupno kremu z Orientany, płynu do higieny intymnej, mleczka do demakijażu i soli do kąpieli z Korany. Może też kupię preparat na zmarszczki. Działa ponoć nie na wszystkich, ale jest tani więc zaryzykuję.
W najbliższym czasie pokuszę się też chyba wreszcie o wyrób kosmetyków w domu. Chodzi mi konkretnie o krem i może serum z Biochemii Urody. Nie wiem czy sobie poradzę, ale wyrób kosmetyków mnie kusi już od kilku lat. Wciąż na nowo się zapalam i odstawiam wszystko na półkę. Kiedyś w końcu się zdecyduję to pewne, ale kiedy? może to jest ten moment, bo krem na noc powoli mi się kończy...
Odchudzanie mi idzie, ale strasznie wolno. Dopiero po 3 tygodniach schudłam 1 kg. Waga się waha. Nie uda mi się niestety w tym miesiącu 3 kg zrzucić. Szkoda. Nadal apetytu nie mam i głodu nie czuję. Afirmacje, wizualizacje i Reiki zadziałały. Może też i tabletki. Jem mało. Codziennie prawie to samo, ale dwóch obiadów gotować mi się nie chce. Kiedyś gdzieś czytałam, że aby schudnąć trzeba się najpierw zaakceptować. Mnie się to udało. Pomogło mi kupienie ciuchów, zrobienie zdjęć i wysłanie ich do znajomych. O dziwo spodobały się. Zdałam sobie sprawę, że nie tylko szczupłe laski się podobają.
Ostatnie zdjęcia w nowych ciuchach. Krzysiek klął, ale zrobił. Pomógł szantaż. Pierwsze mi się podoba, drugie nie, ale zostawiłam, bo nie chciałam by stracił cierpliwość...
Przyszły zamówione ciuchy. Część w środę, a część w piątek. Wszystkie mi pasują. Nic nie zwrócę. Może tylko sweter z Bon Prix jest trochę za obszerny. Zakochałam się w butach. Są wygodne mimo wysokiego koturnu i leciutkie. Mam nadzieję, że mnie nie będą obcierać. W przyszłym miesiącu kupię jeszcze z 2-3 bluzki z krótkim rękawem i może klapki. Chciałabym takie trochę etniczne - z koralikami, może haftem, frędzlami. To już będzie wszystko na ten sezon. Jesienią pomyślę o kurtce. Chcę z jeansu... Myślałam o spódnicy, ale ja lubię tylko mini, a przy mojej tuszy przecież tej długości nie założę. Mogłaby być spódnica długa, ale nie za dobrze się w takiej czuję, bo całe życie prawie mini nosiłam. Takie do pół uda albo i krótsze. Długości tuż za kolano albo do połowy łydki nie cierpiałam nigdy. Wydaje mi się taka ciotkowata. W sam raz dla mocno starszych pań.



Reszta zdjęć w następnym poście, bo Krzysiek nie lubi robić i strasznie się denerwuje. Wszystko wychodzi zamazane, a on aż się trzęsie ze złości.
Ostatnio zdałam sobie sprawę, ze choć przytyłam 40 kg już kilka lat temu to nadal to do mnie nie dotarło. Nie poznaję się w lustrze, a gdy wybieram ciuchy oczy lecą mi do tych, które pasują szczupłym...To chyba dobry znak. Pewnie schudnę...
Ja powolutku chudnę. Chwalić się będę, gdy schudnę poniżej 90 kg. Jeszcze troszkę mi brakuje. Dość opornie idzie, bo zdarzają mi się grzeszki typu dwa ptasie mleczka, kawałek czekolady, krokiet czy chipsy. Krzysiek ciągle mnie kusi. No i waga się wciąż waha. Do końca roku chcę schudnąć do 85 kg. Czy się uda? Może tak, a może nie. Uparłam się jednak i będę próbować wszelkimi sposobami. Nawet Herbalive czy Allevo wchodzi w grę choć na tych dietach jestem okropnie głodna...Motywację mam wysoką. Wciąż robię Reiki, afirmacje i wizualizację... Kupiłam nawet tabletki na odchudzanie. Dość drogie były jak dla mnie, ale są z naturalnych składników typu wyciąg z pieprzu, ostrej papryki, chrom, zielona herbata, guarana, l- karnityna. Czy zadziałają nie wiem. Na razie zauważyłam, że mi przeszły zaparcia i częściej odwiedzam toaletę. Nie puchnę tak. Jest mi wyraźnie cieplej i piecze mnie koniec języka. Trzeba brać dwie dziennie, z tym, że ja nie mogę brać na raz, bo mi skacze ciśnienie i czuję się źle. Na razie wzięłam kilka. Co będzie dalej zobaczymy...
Prawie przestałam w tym roku wychodzić na dwór. Wiem, że to źle, ale ochoty wcale nie mam. Drażnią mnie owady, głównie kleszcze, których jest masa w tym roku i wiatr. W ogródku zgroza. Wszystko zarasta, a mnie się plewić nie chce. Nagle mi zaczęły przeszkadzać brudne, połamane paznokcie, a w rękawiczkach robić nie potrafię. No i problem...
Ostatnio się narobiło. Oj narobiło. Sebastian, facet z którym rozmawiam od jakiegoś czasu przez telefon, a raczej romansuję chyba się zaangażował i twierdzi że mnie kocha. Chce koniecznie rozmawiać z Krzyśkiem o rozwodzie. Uważa że Krzysiek nie jest o mnie zazdrosny, bo mu na mnie nie zależy. Twierdzi, że może nawet ma kochankę. Utrzymuje, że gdybym była z nim nigdy by nie zniósł żebym rozmawiała z innymi mężczyznami. Wyrzuciłby mi telefon przez okno. Ja oczywiście o rozwodzie nie myślę i z Sebastianem nie zamierzam się spotkać. No i co teraz? Pewnie znajomość się skończy. Trochę szkoda, bo lubię go i fajnie mi się z nim rozmawia...Nie miałam jednak zamiaru nikomu zawracać w głowie...Chodziło mi raczej o luźne znajomości i rozrywkę. Nie sądziłam, że ktoś może to potraktować poważnie. Głupio mi teraz...
No i znowu przyszedł czas na zakupy kosmetyków w sieci. Ostatnio wybrałam sobie kilka kosmetyków z serii Babci Agafii i jeden - tonik do cery dojrzałej, z innej, ale też z ziołami i naturalny. Pozostałe kosmetyki to balsam pomarańczowy, szampon do włosów farbowanych, wybielająca pasta do zębów z propolisem i maska do włosów. W najbliższym czasie mam zamiar jeszcze kupić brązową pomadkę z serii trwałych, lakier do paznokci też jasny brąz i szary cień do powiek do robienia kresek. No i tyle będzie dość na jakiś czas... Aha. Kupiłam też kosmetyk typu szamponu i płynu pod prysznic w jednym o słodkim zapachu ciasteczek waniliowych. To kosmetyk dla dzieci jest delikatny i naturalny. Wiem, bo już go miałam.
W najbliższym czasie chyba zacznę z powrotem malować. Coś czuję od kilku dni, że wena się zbliża, bo mnie malowanie kusi. Oby już, bo ten marazm mnie nokautuje prawie...