Dziś ma być spokojny dzień. Z pracy czeka mnie tylko lakierowanie szafy. Poza tym siedzę w domu i odpoczywam. Tydzień był trudny, ale ciekawy. Warsztaty ikony juz za mną. Kolejny tydzień będzie o wiele mniej wyczerpujący psychicznie, bo wyjazd będzie tylko jeden, a nie cztery. Pracy koło domu będzie jednak sporo. Mój wkład będzie mizerny. Będę tylko chodziła i pokazywała co wyciąć, a co zostawić. Na razie praca koło domu idzie zgodnie z planem i oby tak dalej. Niestety dochodzą nowe prace jak choćby obluzowana skrzynka na listy czy oberwany karnisz w pracowni.
Szafa jeszcze nie jest skończona i chyba trzeba będzie ją kończyć już w sypialni. Dziś chcę pogadać z bratem Krzyśka, żeby wniósł ja i skręcił. Starą trzeba pociąć, bo nowa piła już jest kupiona. Gość przyjedzie chyba ponownie dopiero na świeta. Nie chciałabym, żeby tyle leżała na dworze i mokła. Poza tym drewno sie przyda do palenia już jesienią.
Jutro ma być koszone podwórko i może juz będą wycinane krzaki w sadzie. Nie wiem ile dni z tym zejdzie ale dość sporo tego jest. Krzaki ktoś będzie musiał sprzątnąć ale może dopiero wiosną gdy zostana same patyki bez liści. Może Krzysiek to zrobi.
Mam nową pracę. Płacą kiepsko, bo niecałe trzy złote za 1000 znaków, ale teksty sie pisze bardzo szybko, bo sa banalnie proste. Zarobić można sporo jak na mnie. Praca się przyda. Mankament to to, że nie ma namiarów na firmę tylko email i nie wiem czy zarobione pieniadze dostanę. Płacą co tydzień więc jeśli stracę to niedużo...:)
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
niedziela, 16 września 2018
środa, 12 września 2018
środa
Kupiłam sobie sukienkę i sweter. Ciuszki są dobre na teraz ale kosztowały grosze, bo kupiłam je w sklepie z odzieżą używaną. Są jednak nowe. Nie mam spodni na zimę. Te dżinsy co miałam poplamiłam na zajęciach farbą i nie da się tych plam sprać. Zostały mi tylko leginsy w panterkę, w które wreszcie weszłam. Nie wiem czy jest sens spodnie kupować skoro mam chudnąć dalej, a zimą wychodzić raczej nie będę. Będą tylko wyjścia na zajęcia z malarstwa, a na nie mogę wkładać spodnie poplamione. Nowe i tak bym poplamiła.
Dziś były zajęcia z ikony. Jutro też będą. Praca sie posuwa do przodu. Jestem zadowolona. Liczyłam na to, że wkrotce będą w tym samym miejscu warsztaty z akwareli, ale nic z tego. Niestety nie sa planowane w tym roku. Ponoć nie ma kiedy i nie ma instruktorka czasu, bo z jednej grupy ceramików zrobiły się dwie. Instruktorka mówiła, ze moze akwarelę zrobi w ferie albo w przyszłe wakacje jak znajdzie czas. Bardzo na to liczę. Lubię tą technikę choć jest raczej trudna.
Meble do sypialni juz przyszły i część stoi na miejscu. Są z sosny i w kolorze naturalnym. Do tego będzie część bielonych. Sypialnia nabiera wdzięku. Remont, czyli malowanie będzie jednak dopiero w przyszłym roku. W tym roku nie chcę Krzyśka zadręczyć. Powinnam jeszcze kupić 2 lampki nocne, kilim lub dywan na ścianę i 2 chodniki. Lampki mają byc tradycyjne, na stary styl, drewniane z abażurami z tkaniny. Mile widziane frędzle:) Dywan albo kilim musi być, bo ściana jest bardzo zimna, a jeszcze nie ocieplona. Chodniki muszę dobrać do dywanów.
Powoli zaczynam myśleć o meblach do pokoju dziennego. Chce drewniane i raczej stare, choć nie wykluczam malowania na biało lub brązowo. Chciałabym kupić dół kredensu z lat 50, o ile mama nie da tego po babci i biblioteczkę. Może też witrynę albo regał na książki. Zakup tego ostatniego jest uzależniony od drzwiczek dla kotów. Jeśli uda się je zamontować w drzwiach to ok. Jeśli trzeba będzie na ścianie to problem, bo obok mebel stanie tylko bardzo wąski, a stare meble są szerokie raczej.
Dziś były zajęcia z ikony. Jutro też będą. Praca sie posuwa do przodu. Jestem zadowolona. Liczyłam na to, że wkrotce będą w tym samym miejscu warsztaty z akwareli, ale nic z tego. Niestety nie sa planowane w tym roku. Ponoć nie ma kiedy i nie ma instruktorka czasu, bo z jednej grupy ceramików zrobiły się dwie. Instruktorka mówiła, ze moze akwarelę zrobi w ferie albo w przyszłe wakacje jak znajdzie czas. Bardzo na to liczę. Lubię tą technikę choć jest raczej trudna.
Meble do sypialni juz przyszły i część stoi na miejscu. Są z sosny i w kolorze naturalnym. Do tego będzie część bielonych. Sypialnia nabiera wdzięku. Remont, czyli malowanie będzie jednak dopiero w przyszłym roku. W tym roku nie chcę Krzyśka zadręczyć. Powinnam jeszcze kupić 2 lampki nocne, kilim lub dywan na ścianę i 2 chodniki. Lampki mają byc tradycyjne, na stary styl, drewniane z abażurami z tkaniny. Mile widziane frędzle:) Dywan albo kilim musi być, bo ściana jest bardzo zimna, a jeszcze nie ocieplona. Chodniki muszę dobrać do dywanów.
Powoli zaczynam myśleć o meblach do pokoju dziennego. Chce drewniane i raczej stare, choć nie wykluczam malowania na biało lub brązowo. Chciałabym kupić dół kredensu z lat 50, o ile mama nie da tego po babci i biblioteczkę. Może też witrynę albo regał na książki. Zakup tego ostatniego jest uzależniony od drzwiczek dla kotów. Jeśli uda się je zamontować w drzwiach to ok. Jeśli trzeba będzie na ścianie to problem, bo obok mebel stanie tylko bardzo wąski, a stare meble są szerokie raczej.
poniedziałek, 10 września 2018
poniedziałek
Weekend był dość pracowity. Pomalowałam farbą szafę, zrobiłam nalewkę z jabłek zebranych na podwórku i trochę zarobiłam. Szafa jeszcze jest nie skończona, bo trzeba ją polakierować i skończyć malowanie góry i nózek. Zrobie to gdy będzie już stała w sypialni. Farby starczy. Trzeba będzie zanim się ją umieści na miejscu, pomalować na biało ścianę, bo jak sie znam szafa nie będzie ruszana bardzo długo. Ta stara stała w miejscu ponad 30 lat. Jabłek trochę jeszcze jest. Jem po kilka dziennie. Są przepyszne. Jabłonkę sadził jeszcze mój dziadek.
Kilka dni temu znalazłam na podwórku drzewo klonu. Drzewko jest piękne ale rośnie w fatalnym miejscu, bo koło ściany domu i drzwi. Trzeba je będzie przesadzić ale nie bardzo mam pomysł gdzie. Drzewko jest niewielkie, bo ma około 40 cm ale liczę na to, że szybko urośnie. Roślinka jest dla mnie cenna, ponieważ mozna liście i gałazki wykorzystywać w rytuałach miłosnych, pieniężnych i długowieczności. Coś dla mnie i cieszę się, ze natura mi ją podarowała.
Jutro będzie tydzień jak ćwiczę jogę. Cwiczę codziennie po 20 minut. Jestem okropnie zastana, ale coś powoli ruszyło i idzie do przodu. Jest maleńki postęp. Ambitna specjalnie nie jestem i bardzo trudnych ćwiczeń typu stanie na głowie nie zamierzam wykonywać. Chciałabym jednak wrócić do dawnej sprawności jeśli się uda. Chcę robić kwiat lotosu, zakładać nogę na szyję, moze robić szpagat, może łapać dłonie za plecami. Jeszcze niedawno niktóre z tych ćwiczeń byłam w stanie zrobić. Nie wiem jednak czy to realne bym wykonywała je z powrotem. Młoda nie jestem i stawy mi dokuczają.
Jeśli chodzi o dietę to marzę by zobaczyć 86 kg na początku października i 80 na początku stycznia 2019 roku. To będzie jeszcze otyłość ale liczę, że przy tej wadze moja sylwetka stanie sie bardziej kształtna. Na razie wyglądam koszmarnie, choć powoli talia zaczyna się ujawniać.
Kilka dni temu znalazłam na podwórku drzewo klonu. Drzewko jest piękne ale rośnie w fatalnym miejscu, bo koło ściany domu i drzwi. Trzeba je będzie przesadzić ale nie bardzo mam pomysł gdzie. Drzewko jest niewielkie, bo ma około 40 cm ale liczę na to, że szybko urośnie. Roślinka jest dla mnie cenna, ponieważ mozna liście i gałazki wykorzystywać w rytuałach miłosnych, pieniężnych i długowieczności. Coś dla mnie i cieszę się, ze natura mi ją podarowała.
Jutro będzie tydzień jak ćwiczę jogę. Cwiczę codziennie po 20 minut. Jestem okropnie zastana, ale coś powoli ruszyło i idzie do przodu. Jest maleńki postęp. Ambitna specjalnie nie jestem i bardzo trudnych ćwiczeń typu stanie na głowie nie zamierzam wykonywać. Chciałabym jednak wrócić do dawnej sprawności jeśli się uda. Chcę robić kwiat lotosu, zakładać nogę na szyję, moze robić szpagat, może łapać dłonie za plecami. Jeszcze niedawno niktóre z tych ćwiczeń byłam w stanie zrobić. Nie wiem jednak czy to realne bym wykonywała je z powrotem. Młoda nie jestem i stawy mi dokuczają.
Jeśli chodzi o dietę to marzę by zobaczyć 86 kg na początku października i 80 na początku stycznia 2019 roku. To będzie jeszcze otyłość ale liczę, że przy tej wadze moja sylwetka stanie sie bardziej kształtna. Na razie wyglądam koszmarnie, choć powoli talia zaczyna się ujawniać.
Dziś byłam na warsztatach. Ikona sie maluje...
sobota, 8 września 2018
sobota
Zerwałam ostatnie dwa bakłażany. Miały okolo 15 cm. Dobre i to. Jutro jeden znajdzie się w zupie. Powinnam opróżnić donice z ziemi i skończyć dwie ostatnie rabaty, ale nie mam czasu. W tej chwili szaleję z malowaniem mebli. Mam też warsztaty ikony. Dziś będzie kolejny dzień malowania szafy. Jutro skończę, a w przyszłym tygodniu położę lakier. Nie wiem czy mi farby wystarczy. Jeśli nie, kupię kolejną puszke i pomaluję resztę gdy szafa już będzie stała w sypialni. Zostanie do malowania toaletka, ale to juz później.
Za kilka dni przyjeżdża do mnie gość. Nie powiem kto, bo się denerwuje, że o nim pisze. Chce u mnie odpocząć i pewnie mi pomoże ogarnąć dom. Roboty jest sporo... Trzeba pociąć starą szafę, wyciąć chaszcze z sadu, skosić podwórko. Pewnie mi też powiesi szafeczke na klucze i zabezpieczy już na zime okienka od piwnic i strychu, bo do tego trzeba sprytu. Krzysiek już prawie nic nie robi i ze wszystkim czeka na niego. Ja go do pracy specjalnie nie gonię. Niech śpi ile chce... Ostatnio przeczytalam w książce, że ma 10 dom karmiczny w byku, a to oznacza leniuchowanie. No cóż niech i tak będzie skoro mu pisane...
Przygotowuję się powoli do przyjmowania na wrózby w domu. Gdy w październiku stanie ściana, powstanie toaleta dla kotów i juz kuwety z pokoju dziennego znikną i zapachy też. Muszę też oczywiście w pokoju pomalować i wymienić dywan. Dobrze by było zmienić szafę, ale musu nie ma. Krzysiek o niczym nie wie i jak go znam strasznie się zdenerwuje. Wkurzy go zwłaszcza malowanie, które to było zaplanowane na przyszły rok dopiero. W tymwypadku nie chodzi o finanse tylko o bałagan w domu i ruch, którego nie znosi.
Tą książkęchcę kupić...:)
Za kilka dni przyjeżdża do mnie gość. Nie powiem kto, bo się denerwuje, że o nim pisze. Chce u mnie odpocząć i pewnie mi pomoże ogarnąć dom. Roboty jest sporo... Trzeba pociąć starą szafę, wyciąć chaszcze z sadu, skosić podwórko. Pewnie mi też powiesi szafeczke na klucze i zabezpieczy już na zime okienka od piwnic i strychu, bo do tego trzeba sprytu. Krzysiek już prawie nic nie robi i ze wszystkim czeka na niego. Ja go do pracy specjalnie nie gonię. Niech śpi ile chce... Ostatnio przeczytalam w książce, że ma 10 dom karmiczny w byku, a to oznacza leniuchowanie. No cóż niech i tak będzie skoro mu pisane...
Przygotowuję się powoli do przyjmowania na wrózby w domu. Gdy w październiku stanie ściana, powstanie toaleta dla kotów i juz kuwety z pokoju dziennego znikną i zapachy też. Muszę też oczywiście w pokoju pomalować i wymienić dywan. Dobrze by było zmienić szafę, ale musu nie ma. Krzysiek o niczym nie wie i jak go znam strasznie się zdenerwuje. Wkurzy go zwłaszcza malowanie, które to było zaplanowane na przyszły rok dopiero. W tymwypadku nie chodzi o finanse tylko o bałagan w domu i ruch, którego nie znosi.
Tą książkęchcę kupić...:)
czwartek, 6 września 2018
czwartek
Miałam ćwiczyć jogę co dwa dni, a ćwiczę codziennie i bardzo mnie to cieszy. Ćwiczyłam już kiedyś kilka miesięcy i byłam zachwycona swoją sprawnością. Postępy były bardzo szybkie. Nawet kwiat lotosu byłam w stanie zrobić. Przerwalam, bo miałam problemy ze stawem, który okropnie bolał. Teraz na niego uważam i staram się oszczędzać. Żałuję, że ćwiczyć przestałam. Mogłam wrócić szybciej, bo teraz po takim czasie znowu jestem zastana, bo to co osiągnęłam straciłam. Teraz jestem jednak chyba szczuplejsza o ponad 10 kg. Może pójdzie łatwiej. Ćwiczę w sypialni. Gdzie będę ćwiczyć zimą nie wiem. W sypialni może być za zimno.
Wrzesień jest w tym roku trudny dla mnie. Czuję, że dopada mnie stres. Mam masę zajęć typu malowanie mebli, robienie rabat, remonty. Mam też sporo wyjść z domu. Czekam aż się to wszystko przewali, bo jestem trochę zmęczona głównie psychicznie. Ulży mi gdy szafa stanie w sypialni i chaszcze w sadzie zostaną wycięte. No i oby meble już przyszły i Krzysiek już zaczął pracować w nowym miejscu... Październik, a w zasadzie koniec września juz powinny być spokojniejsze. Będę już działać powoli w swoim rytmie tak jak lubię. Nic mnie nie będzie poganiać.
Jutro idę na wernisaż. To wystawa mojej znajomej z zajęć w ośrodku kultury. Któraś z kolei. Mira maluje piekne krajobrazy i kwiaty szpachelką. Na wystawę pojadę ale pewnie do końca nie będę, bo mnie tłum i ruch szybko zmęczy. Wrócę taksówką. W sobotę na zajęcia nie pójdę, bo mają się odbyć poza pracownią na festynie. Mieliśmy malować w parku, a ludzie mają patrzeć na ręce. To nie dla mnie. Nie widzę się w tym i pójdę dopiero na następne zajęcia, które odbędą się w zaciszu pracowni. Brakuje mi malowania ale nie bardzo mam teraz na to czas... Coś może jednak w sobotę zacznę... Kilka obrazów wydrukowałam...
Wrzesień jest w tym roku trudny dla mnie. Czuję, że dopada mnie stres. Mam masę zajęć typu malowanie mebli, robienie rabat, remonty. Mam też sporo wyjść z domu. Czekam aż się to wszystko przewali, bo jestem trochę zmęczona głównie psychicznie. Ulży mi gdy szafa stanie w sypialni i chaszcze w sadzie zostaną wycięte. No i oby meble już przyszły i Krzysiek już zaczął pracować w nowym miejscu... Październik, a w zasadzie koniec września juz powinny być spokojniejsze. Będę już działać powoli w swoim rytmie tak jak lubię. Nic mnie nie będzie poganiać.
Jutro idę na wernisaż. To wystawa mojej znajomej z zajęć w ośrodku kultury. Któraś z kolei. Mira maluje piekne krajobrazy i kwiaty szpachelką. Na wystawę pojadę ale pewnie do końca nie będę, bo mnie tłum i ruch szybko zmęczy. Wrócę taksówką. W sobotę na zajęcia nie pójdę, bo mają się odbyć poza pracownią na festynie. Mieliśmy malować w parku, a ludzie mają patrzeć na ręce. To nie dla mnie. Nie widzę się w tym i pójdę dopiero na następne zajęcia, które odbędą się w zaciszu pracowni. Brakuje mi malowania ale nie bardzo mam teraz na to czas... Coś może jednak w sobotę zacznę... Kilka obrazów wydrukowałam...
wtorek, 4 września 2018
wtorek
Jutro jadę na warsztat ikony. Oby się odbył. Poza tym mam do wydrukowania kilka obrazów-wzorów do malowania. Kilka podobrazi do zamalowania jeszcze mam i mogę działać. Zakupy zrobię chyba dopiero w październiku. Trzeba kupić podobrazia i pędzle. Powinnam też kupić trochę rzeczy z decoupage i scrapbookingu. Do tego kilka rzeczy do kuchni by jej urządzanie uznać za zakończone. Poźniej się wezmę za sypialnie.
Remont sypalni zrobię dopiero w przyszłym roku. Będzie to tylko malowanie. Wtedy też chcę pomalować w pokoju dziennym. Gdy to zrobię i kupię szafę to zacznę przyjmować w domu osoby chętne na wrożby. Wróżenie, ezoteryka, bioterapia, psychoterapia to według książki Dialogi z karmą idealne zajęcia dla mnie. Oprócz tego literatura w tym poezja i twórczość artystyczna. Zastanawiające jest to, że wyszła rownież muzyka. Ciągnie mnie do pianina, ale już chyba nie w tym życiu...:) Kurs psychologii może jednak skończę...
Dietę trzymam. Na razie schudłam prawie 15 kg. Jem zupy ale czasami mi się zdarzają odstępstwa i jem coś o stałej konsystencji. To dieta Moniki Honory. Do tej pory nie ćwiczyłam i chudłam na kanapie, bo ruchu mam bardzo mało. Teraz myślę o jodze. Po jodze raczej nie schudnę ale ma ona inne zalety w tym zachowanie dystansu, redukcja stresu, lepsza koncentracja i spokój wewnętrzny. Gdy ćwiczyłam regularnie byłam też bardziej sprawna i miałam bardziej elastyczne ciało. Chcę ćwiczyć trzy razy w tygodniu po 30 minut. W pozostałe dni będzie hipnoza. Nie jest to pewne, bo nauczyciele jogi zalecają ćwiczyć codziennie choć 15 minut. Zobaczę jeszcze...
Remont sypalni zrobię dopiero w przyszłym roku. Będzie to tylko malowanie. Wtedy też chcę pomalować w pokoju dziennym. Gdy to zrobię i kupię szafę to zacznę przyjmować w domu osoby chętne na wrożby. Wróżenie, ezoteryka, bioterapia, psychoterapia to według książki Dialogi z karmą idealne zajęcia dla mnie. Oprócz tego literatura w tym poezja i twórczość artystyczna. Zastanawiające jest to, że wyszła rownież muzyka. Ciągnie mnie do pianina, ale już chyba nie w tym życiu...:) Kurs psychologii może jednak skończę...
Dietę trzymam. Na razie schudłam prawie 15 kg. Jem zupy ale czasami mi się zdarzają odstępstwa i jem coś o stałej konsystencji. To dieta Moniki Honory. Do tej pory nie ćwiczyłam i chudłam na kanapie, bo ruchu mam bardzo mało. Teraz myślę o jodze. Po jodze raczej nie schudnę ale ma ona inne zalety w tym zachowanie dystansu, redukcja stresu, lepsza koncentracja i spokój wewnętrzny. Gdy ćwiczyłam regularnie byłam też bardziej sprawna i miałam bardziej elastyczne ciało. Chcę ćwiczyć trzy razy w tygodniu po 30 minut. W pozostałe dni będzie hipnoza. Nie jest to pewne, bo nauczyciele jogi zalecają ćwiczyć codziennie choć 15 minut. Zobaczę jeszcze...
sobota, 1 września 2018
sobota
Wczoraj pomalowałam fotelik farbą. Dziś chcę go polakierować. Idzie sprawnie ale przyjemności w tym nie mam. Odnawianie mebli nie jest więc moim powołaniem. Pomaluję tylko swoje. Myślę by odnowić tez meble po babci. To serwantka i dół kredensu z lat 50 ubiegłego wieku. Są solidne i pojemne. Wstawiłabym je do pokoju dziennego. Niby nie przepadam za meblami z tego okresu ale do tych czuję sentyment i myślę, że bym sie do nich przyzwyczaiła. Pomalowałabym je na biało. Muszę przekonać mamę ale na razie jest przeciwna i mebli dać nie chce. Ostatnio mi powiedziala, żebym poczekała aż umrze... Przykro mi się zrobiło, bo jest przekonana, że na jej śmierć czekam.
Dziś idziemy z Krzyśkiem zrobić rabatę na krzewy ozdobne. Krzysiek przekopie, a ja wyrwę co zbędne. Później posadzimy różanecznik i trzy hortensje. Dwie kupiłam, a jedną ukorzeniłam z sadzonki od koleżanki. Chcę jeszcze zdobyć hortensję pnącą. Ukorzenie może w przyszłym roku. W najbliższym czasie trzeba będzie zrobić jeszcze dwie rabatki. Na nich się znajdzie miejsce na kwiaty. Kiedy wsadzę nie wiem. Chyba dopiero wiosną.
Problem jest z pracą Krzyśka. Pracę ma tylko do końca października. Później z nim umowy nie przedłużą, bo nie mają dla niego stanowiska. Do pracy na taśmie się nie nadaje. Teraz do 18IX jest na urlopie, a później mu kierownik zasugerował zwolnienie lekarskie. Znalazłam mu pracę w ochronie ale czy ją dostanie licho wie. Wszystko się rozstrzygnie w poniedziałek, bo jest umówiony na rozmowę. Gdyby pracy nie miał byłoby ciężko. Pieniędzy by wystarczyło tylko na przeżycie i to skromne. Ja nie zarabiam tyle by go utrzymać.
Znalazłam kolejne książki. Część kupię, a część jeszcze sięzastanowię...
Dziś idziemy z Krzyśkiem zrobić rabatę na krzewy ozdobne. Krzysiek przekopie, a ja wyrwę co zbędne. Później posadzimy różanecznik i trzy hortensje. Dwie kupiłam, a jedną ukorzeniłam z sadzonki od koleżanki. Chcę jeszcze zdobyć hortensję pnącą. Ukorzenie może w przyszłym roku. W najbliższym czasie trzeba będzie zrobić jeszcze dwie rabatki. Na nich się znajdzie miejsce na kwiaty. Kiedy wsadzę nie wiem. Chyba dopiero wiosną.
Problem jest z pracą Krzyśka. Pracę ma tylko do końca października. Później z nim umowy nie przedłużą, bo nie mają dla niego stanowiska. Do pracy na taśmie się nie nadaje. Teraz do 18IX jest na urlopie, a później mu kierownik zasugerował zwolnienie lekarskie. Znalazłam mu pracę w ochronie ale czy ją dostanie licho wie. Wszystko się rozstrzygnie w poniedziałek, bo jest umówiony na rozmowę. Gdyby pracy nie miał byłoby ciężko. Pieniędzy by wystarczyło tylko na przeżycie i to skromne. Ja nie zarabiam tyle by go utrzymać.
Znalazłam kolejne książki. Część kupię, a część jeszcze sięzastanowię...
Subskrybuj:
Posty (Atom)










