Pogoda nadal piękna. Niestety mnie sie nie chce z niej korzystać, bo najchętniej bym z domu nie wychodziła. Zaległam na kanapie i mi z tym dobrze. Dobrze, że koniec tygodnia to pracy będzie mniej i kanapą sie nacieszę. Moze w poniedziałek z większa przyjemnością ja opuszczę. Jestem jak moja mama i w wolnych chwilach leżę zamiast siedzieć. W zasadzie to ja nawet w pracy leżę, bo pracuję na kanapie z laptopem na kolanach. :)
Dziś były zajęcia z malarstwa sztalugowego. Z tego nie mam zamiaru zrezygnować ale obawiam się problemów. Moja instruktorka jest w konflikcie z jednym z kandydatów na prezydenta miasta. Człowiek jest zawzięty i mściwy. Jeśli to on wybory wygra, ona na pewno straci pracę. Kto by nas uczył i czy zajęcia nadal by były licho wie.
Miałam w tym roku roślin juz nie kupować, a wpadły mi w oko wrzosy. Chcę kupić w kilku kolorach i chyba to dzis zrobię. Rabatki czekają gotowe i oczyszczone z zielska. Kupię rózowy, fioletowy i może biały. Kupiłam już o żółtych liściach. Kuszą mnie jeszcze wrzośce ale to juz moze w przyszłym roku. Na jesień potrzebuję jeszcze marcinki, bo mnie zostały tylko białe. Chciałabym w innych kolorach. Chcę też jeszcze ostrokrzew o żółtych listkach. Pomyślę...:)
Książki przyszły. Jedną czytałam wczoraj, a właściwie dzisiaj do czwartej rano, bo nie mogłam sie oderwać. Skończyłam. Książka jest dla mnie magiczna wręcz. Klimat wspaniały. Przypomniało mi sie też moje dzieciństwo- tradycje i zwyczaje. Chyba do nich wrócę. Miałam już nie kupować teraz książek ale dziś kupiłam drugi tom. Do tego dodałam Duchową moc empatii. Został do przeczytania drugi tom Słowiańskiego siedliska. Będę czytać dziś i jutro, bo pozycja z tych trochę grubszych. Do końca miesiąca już z pewnością nic nie kupię i będę czytać powieści z internetu.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
sobota, 13 października 2018
czwartek, 11 października 2018
czwartek
Kupiłam dwie książki i czekam na nie. Oby jutro przyszły. To powieści. Chyba to wszystkie zakupy na ten miesiąc. Pieniądze trzymam na remont. Zacznie sie wkrótce.
Praca w domu i koło domu idzie swoim torem. Podwórko i otoczenie prawie ogarnięte. Jutro moja aktywność tego typu się skończy. Odetchnę. Zostanie praca w domu. Z tym mi jeszcze około 10 dni zejdzie ale nie wysilam się specjalnie. Codziennie robię po trochu tak by się nie zdenerwować, bo pracy w domu poza gotowaniem i robieniem przetworów bardzo nie lubię.
Zrzucanie wagi też mi idzie. Teraz czekam na 85 kg. Już niewiele zostało. Mój organizm współpracuje. Trochę problemów było w lecie, bo w upały nie chudłam. Teraz waga spada ładnie. Tak sobie marzę po cichu, że może nawet siódemkę pod koniec roku zobaczę. Wszystko możliwe jeśli będzie spadać tak jak do tej pory. Trochę obawiam się świąt. Kiedyś groziło mi obżarstwo ale liczę na to, że w tym roku uda mi się tego uniknąć. To było chorobliwe. Moze pomoże na to joga. Joga to spokój wewnętrzny, a ja ćwiczę ponad 5 tygodni codziennie. Grudzień to juz będzie czwarty miesiąc, bo rezygnować nie zamierzam.:)
Poza tym postanowiłam wycofać się ze sprzedaży kartek, decoupage i kolczyków. Rzeczy są tanie i nie sprzedaję zbyt często. Konkurencja w internecie jest olbrzymia, a do innych miejsc nie mam jak dotrzeć. Brak samochodu po raz kolejny daje sie we znaki. Sprzedałam ostatnio kartkę za 12 zł, a żeby ja wysłać straciłam 4, bo musiałam jechać specjalnie na pocztę. O czasie i kolejce nie warto wspominać. Może kiedyś pomyślę o sprzedaży na targu ale jeszcze nie teraz. Robić będę dla siebie i na bazarki dla kotów, bo nie będę musiała myśleć o sprzdaży. Nie mam zamiaru walczyć o klienta, bo to nie dla mnie. Wolę zarabiać na tym co mi przychodzi łatwiej. Sprzedaję troche obrazów to mi sie koszt materiałow zwróci. Czas porobić troche porządków w życiu. Teraz zastanawiam sie co z grafiką. Miałam zamówienia na kilka logo za śmieszne pieniadze. Kursy na corel mam już opłacone i pewnie program opanuję ale czy warto sie uczyć grafiki? Chciałabym robić tylko logo, wizytówki i papiery firmowe i może grafiki ale dla kogo? Jeszcze sprawę przemyślę.
Praca w domu i koło domu idzie swoim torem. Podwórko i otoczenie prawie ogarnięte. Jutro moja aktywność tego typu się skończy. Odetchnę. Zostanie praca w domu. Z tym mi jeszcze około 10 dni zejdzie ale nie wysilam się specjalnie. Codziennie robię po trochu tak by się nie zdenerwować, bo pracy w domu poza gotowaniem i robieniem przetworów bardzo nie lubię.
Zrzucanie wagi też mi idzie. Teraz czekam na 85 kg. Już niewiele zostało. Mój organizm współpracuje. Trochę problemów było w lecie, bo w upały nie chudłam. Teraz waga spada ładnie. Tak sobie marzę po cichu, że może nawet siódemkę pod koniec roku zobaczę. Wszystko możliwe jeśli będzie spadać tak jak do tej pory. Trochę obawiam się świąt. Kiedyś groziło mi obżarstwo ale liczę na to, że w tym roku uda mi się tego uniknąć. To było chorobliwe. Moze pomoże na to joga. Joga to spokój wewnętrzny, a ja ćwiczę ponad 5 tygodni codziennie. Grudzień to juz będzie czwarty miesiąc, bo rezygnować nie zamierzam.:)
Poza tym postanowiłam wycofać się ze sprzedaży kartek, decoupage i kolczyków. Rzeczy są tanie i nie sprzedaję zbyt często. Konkurencja w internecie jest olbrzymia, a do innych miejsc nie mam jak dotrzeć. Brak samochodu po raz kolejny daje sie we znaki. Sprzedałam ostatnio kartkę za 12 zł, a żeby ja wysłać straciłam 4, bo musiałam jechać specjalnie na pocztę. O czasie i kolejce nie warto wspominać. Może kiedyś pomyślę o sprzedaży na targu ale jeszcze nie teraz. Robić będę dla siebie i na bazarki dla kotów, bo nie będę musiała myśleć o sprzdaży. Nie mam zamiaru walczyć o klienta, bo to nie dla mnie. Wolę zarabiać na tym co mi przychodzi łatwiej. Sprzedaję troche obrazów to mi sie koszt materiałow zwróci. Czas porobić troche porządków w życiu. Teraz zastanawiam sie co z grafiką. Miałam zamówienia na kilka logo za śmieszne pieniadze. Kursy na corel mam już opłacone i pewnie program opanuję ale czy warto sie uczyć grafiki? Chciałabym robić tylko logo, wizytówki i papiery firmowe i może grafiki ale dla kogo? Jeszcze sprawę przemyślę.
wtorek, 9 października 2018
wtorek
Wstałam dziś wcześnie. Obudził mnie Pikuś i dobrze, bo kurier był za drzwiami. Wyleciałm w podkoszulce, bez spodni, bo nie było czasu na ubieranie. Kurier jest odporny, ponieważ i w ręczniku wychodziłam. Teraz juz nawet miny zdziwionej nie ma. Przyniósł mi patyki do zazdrostki. Później była paczka z czajnikiem, tarką i dziadkiem do orzechów. Czajnik jest bardzo ładny, tradycyjny. Będę w nim gotowała wodę na piecokuchni. W tym sklepie sa tez piękne czajniki elektryczne. Kusi mnie kupić ale Krzysiek jest przeciwny temu, bo czajnik jest droższy od takiego zwykłego z supermarketu. Chyba jednak kupię i tak. Jutro może kupię ciuchy i kolejne książki. Nadal sporo czytam. Kusi mnie pójście do biblioteki, ale moja zamknięta już od dawna, bo nie ma kto pracować. Jestem zapisana w dwóch kolejnych bibliotekach ale jest problem z dotarciem do nich. Jedna zmieniła siedzibę, a do drugiej nie bardzo jak mam dojechać, bo trasa autobusu została zmieniona.
W tym tygodniu chcę kupić śliwki i gruszki na nalewki. Pomyślałam tez sobie, zeby kupić kilka dyń na zimę. Może się uda je przechować w spizarni. Jeszcze nie próbowałam, ale zupy uwielbiam. Lubię też sosy, ale do nich wrócę gdy waga spadnie do tylu kilo ile zechcę.
Zupa z dyni
- dynia
- kilka pieczarek
- ryż
- cebula
- ząbek czosnku
- sól
- pieprz
- ulubione zioła u mnie np. tymianek, bazylia, cząber
- oliwa lub masło
- śmietana
- marchew
Dynię obrać i pokroić, dodać rozdrobniną, marchew, cebulę, pieczarki i czosnek. Gotować do miękkości. Dodać ryż i pozostałe składniki bez śmietany. Gdy gotowe dodać śmietanę.
A na koniec wiersz, pierwsze świąteczne kartki w tym roku i znikam do pracy...:)
W tym tygodniu chcę kupić śliwki i gruszki na nalewki. Pomyślałam tez sobie, zeby kupić kilka dyń na zimę. Może się uda je przechować w spizarni. Jeszcze nie próbowałam, ale zupy uwielbiam. Lubię też sosy, ale do nich wrócę gdy waga spadnie do tylu kilo ile zechcę.
Zupa z dyni
- dynia
- kilka pieczarek
- ryż
- cebula
- ząbek czosnku
- sól
- pieprz
- ulubione zioła u mnie np. tymianek, bazylia, cząber
- oliwa lub masło
- śmietana
- marchew
Dynię obrać i pokroić, dodać rozdrobniną, marchew, cebulę, pieczarki i czosnek. Gotować do miękkości. Dodać ryż i pozostałe składniki bez śmietany. Gdy gotowe dodać śmietanę.
A na koniec wiersz, pierwsze świąteczne kartki w tym roku i znikam do pracy...:)
Dotyk miłości
Dotknęła nas miłość
otuliła ciepłem
szeptałeś uwielbiam
pieszczoty spadały na ciało
jak rozżarzone krople
drżałam
falujące piersi
czekały na dotyk
namiętność rozchylała usta
barwiła policzki
mówiłeś że kochasz
i przestałeś
niedziela, 7 października 2018
niedziela
Dziś mam wolne. Nie pracuję zarobkowo. Chcę odetchnąć w ciszy domu bez kontaktu z ludźmi. Łapię energię, bo potrzebuję jej dużo na przyszły tydzień. Będzie dość ciężki. Chcę pokończyć o ile sie uda prace na dworze. Będzie między innymi sporo plewienia, którego nie znoszę. Zostanie aktywność w domu- sprzątanie po remoncie, pracownia, sienie od strony podwórza i sprzątanie ubrań po dziadkach. Zejdzie może z dwa tygodnie i koniec. Wakacje prawie do kwiatnia. Uf...
Dzisiejszy dzień chcę wykorzystać na czytanie. Planuję skończyć książkę Słowiańskie siedlisko. Książka mi sie podoba i to bardzo. Odpoczywam przy niej.W najblizszych dniach kupię kolejną część, a później drugą powieść Moniki Rzepieli. Tym razem akcja toczy się w dworku po Powstaniu styczniowym. Zobaczymy czy książka mi się spodoba.
Znalazłam kolejne ciuchy do kupna. Tym razem to sweter i tunika. Ciuchy sa używane. Chcę w przyszłym tygodniu je kupić gdy mi pieniądze na konto wpłyną. Mam nadzieję, że jeszcze w sklepie będą, bo to wyprzedaż.
Jutro mam zamiar działać na dworze.Trzeba wyplewić rabatę na ulicy. Jest długa i trochę z nia zejdzie. Jak się uwinę moze jeszcze grządkę z ziołami ogarnę. Przebywanie na dworze sprawia mi sporo przyjemności. Jest ciepło, a ja nawet energie do pracy mam. Trzeba cieszyć sie ostatnimi ciepłymi dniami. Wczoraj siedziałam nawet na dworze z książką prawie godzinę.
Dzisiejszy dzień chcę wykorzystać na czytanie. Planuję skończyć książkę Słowiańskie siedlisko. Książka mi sie podoba i to bardzo. Odpoczywam przy niej.W najblizszych dniach kupię kolejną część, a później drugą powieść Moniki Rzepieli. Tym razem akcja toczy się w dworku po Powstaniu styczniowym. Zobaczymy czy książka mi się spodoba.
Znalazłam kolejne ciuchy do kupna. Tym razem to sweter i tunika. Ciuchy sa używane. Chcę w przyszłym tygodniu je kupić gdy mi pieniądze na konto wpłyną. Mam nadzieję, że jeszcze w sklepie będą, bo to wyprzedaż.
Jutro mam zamiar działać na dworze.Trzeba wyplewić rabatę na ulicy. Jest długa i trochę z nia zejdzie. Jak się uwinę moze jeszcze grządkę z ziołami ogarnę. Przebywanie na dworze sprawia mi sporo przyjemności. Jest ciepło, a ja nawet energie do pracy mam. Trzeba cieszyć sie ostatnimi ciepłymi dniami. Wczoraj siedziałam nawet na dworze z książką prawie godzinę.
piątek, 5 października 2018
Piątek
Jesień już widać nawet u mnie, bo winobluszcz i sumak przebarwiają się pieknie. Jest zimno i od kilka dni palimy w piecu. Na razie tylko drewnem. Koty korzystają. Leżą porozkładane na całą długość i wygrzewaja się. Już zapomniałam jak te szelmy lubia ciepło. Cały czas zbieramy orzechy u jabłka. Orzechów jest bardzo duzo. Będziemy jeść całą zimę...
W przyszłym tygodniu ma być cieplej i dobrze, bo u mnie jeszcze trochę pracy zostało na dworze. Na pierwszy ogień pójda dachy. Dziś mamy skończyliśmy rabatkę. Na przyszły tydzień została ostatnia. Jutro Krzysiek wyrzuci ziemie z reszty donic. Jeśli się uda to w przyszłym tygodniu stanie tez ściana. Później będzie malowanie pokoju dziennego. Oczywiście na biało. Gdy z tym będzie koniec pozostanie tylko zakup szafy lub biblioteczki.To ma byc stary mebel do malowania. Marwię się kto go do domu wniesie. Krzysiek będzie bezradny jak zawsze prawie i ja tym razem tez pomysłu nie mam. Sama na plecy przecież nie wezmę, a kurierzy przewaznie umywają ręce. :(
Ostatnio działam trochę robótkowo. Na pierwszy ogień poszła skrzyneczka. Ma stać w kuchni. Zachwyciło mnie ażurowe wieczko. Są jeszcze tego typu ażurowe deseczki pod obrazki i zegary. Może cos kupię... Jutro zajęcia z malarstwa.
A na koniec nowy wiersz i zmykam, bo trzeba pieczarki obrać do suszenia. Grzybów nie ma to niech chociaż pieczarki będą.
W przyszłym tygodniu ma być cieplej i dobrze, bo u mnie jeszcze trochę pracy zostało na dworze. Na pierwszy ogień pójda dachy. Dziś mamy skończyliśmy rabatkę. Na przyszły tydzień została ostatnia. Jutro Krzysiek wyrzuci ziemie z reszty donic. Jeśli się uda to w przyszłym tygodniu stanie tez ściana. Później będzie malowanie pokoju dziennego. Oczywiście na biało. Gdy z tym będzie koniec pozostanie tylko zakup szafy lub biblioteczki.To ma byc stary mebel do malowania. Marwię się kto go do domu wniesie. Krzysiek będzie bezradny jak zawsze prawie i ja tym razem tez pomysłu nie mam. Sama na plecy przecież nie wezmę, a kurierzy przewaznie umywają ręce. :(
Ostatnio działam trochę robótkowo. Na pierwszy ogień poszła skrzyneczka. Ma stać w kuchni. Zachwyciło mnie ażurowe wieczko. Są jeszcze tego typu ażurowe deseczki pod obrazki i zegary. Może cos kupię... Jutro zajęcia z malarstwa.
A na koniec nowy wiersz i zmykam, bo trzeba pieczarki obrać do suszenia. Grzybów nie ma to niech chociaż pieczarki będą.
Dotyk miłości
Dotknęła nas miłość
otuliła ciepłem
szeptałeś uwielbiam
pieszczoty spadały na ciało
jak rozżarzone krople
drżałam
falujące piersi
czekały na dotyk
namiętność rozchylała usta
barwiła policzki
mówiłeś że kochasz
i przestałeś
czwartek, 4 października 2018
czwartek
Dziś i jutro będziemy z Krzyśkiem działać w ogrodzie. Trzeba zrobić rabatki i posadzić krzew i kwiatki. Mam bukszpan o dwubarwnych liścich i kwiaty w doniczce. Gdy to zrobimy, przytniemy drzewka owocowe, wyplewię rabatkę z ziołami i umieścimy donice w komórce to już będzie prawie koniec naszej działalności na dworze w tym roku. No może jeszcze tylko przytnę chmiel, bo piął sie po winorośli i jest go cała masa. Posadzimy też gruszę i jabłonkę, bo kupiłam. To stare odmiany- klapsa i james grieve. Jedna rabatka juz jest i mnie cieszy. Dosadzę na niej jeszcze kwiaty.
W przyszłym roku warzywnika jeszcze chyba nie będzie. Nie będzie na to czasu, bo planuję zniszczyć perz w sadzie i może w ogrodzie. Jeśli się uda to będzie może sadzenie truskawek i poziomek, a później kolejnych drzewek i krzewów. Trzeba też będzie oczyścić ogród z chaszczy i krzaków oraz niepotrzebnych drzew. Część tego co niepotrzebne usunie mój gość piłą spalinową, a część Krzysiek sekatorem.
Od kilku dni znowu dużo czytam. Połknęłam ostatnio powieść dla kobiet, ale nie typowy romans. Nawet niezła była. Chcę kupić następną. Chodzi mi o pierwszą część Słowiańskiego siedliska. Zobaczymy czy mi siespodoba. Czytam też poezję, bo mam zaległości czyli egzemplarze autorskie antologii w których znalazły sie moje wiersze. Odkryłam wiersze Agnieszki Czarneckiej. Są piękne, lekkie, kobiece. Chciałam kupić tomik ale nie ma juz w sprzedaży. Zauważyłam, że nie wszystkie wiersze mi sie podobają. Sporo wierszy też teraz piszę.
W przyszłym roku warzywnika jeszcze chyba nie będzie. Nie będzie na to czasu, bo planuję zniszczyć perz w sadzie i może w ogrodzie. Jeśli się uda to będzie może sadzenie truskawek i poziomek, a później kolejnych drzewek i krzewów. Trzeba też będzie oczyścić ogród z chaszczy i krzaków oraz niepotrzebnych drzew. Część tego co niepotrzebne usunie mój gość piłą spalinową, a część Krzysiek sekatorem.
Od kilku dni znowu dużo czytam. Połknęłam ostatnio powieść dla kobiet, ale nie typowy romans. Nawet niezła była. Chcę kupić następną. Chodzi mi o pierwszą część Słowiańskiego siedliska. Zobaczymy czy mi siespodoba. Czytam też poezję, bo mam zaległości czyli egzemplarze autorskie antologii w których znalazły sie moje wiersze. Odkryłam wiersze Agnieszki Czarneckiej. Są piękne, lekkie, kobiece. Chciałam kupić tomik ale nie ma juz w sprzedaży. Zauważyłam, że nie wszystkie wiersze mi sie podobają. Sporo wierszy też teraz piszę.
Aniołem być
Skrzydła mi rosną
potężne świetliste
utkane z miłości
wyłowiłeś mnie z tłumu
chwyciłam w dłonie spojrzenie
poczułam ból i gorycz
przytuliłam serce
złaknione ciepła
pragnę poznać zrozumieć
dodać słodyczy
chwilom i dniom
zgłębić duszę
jak nieznany ląd
aniołem twoim chcę być
wtorek, 2 października 2018
wtorek
U mnie nadal praca. Wczoraj Krzysiek pozbierał resztę orzechów włoskich. Wyciął też kilkanaście sumaków. Co roku tyle się wycina, bo draństwo jest jak perz-strasznie się rozsiewa. Dziś z robót na dworze będzie opróżnianie doniczek sprzed domu. Rosły w nich kwiatki i już sie zniszczyły i straszą. Trzeba ziemię usunąć, a doniczki zabezpieczyć. Jutro pracy będzie więcej, bo musimy usunąć ziemię z donic z podwórka. Donice są duże, bo rosły w nich warzywa. Trzeba będzie je daleko nosić i Krzysiek będzie znowu zły. Trudno.
W domu wczoraj sprzątałam w ganku, dziś ma być robiona sypialnia, a jutro kuchnia. Porządki są generalne i przed świętami pracy prawie nie będzie. Okna też juz są prawie wszystkie pomyte, firany, zasłony, kapy i koce poprane. Trzeba to robić teraz, bo zimą nie bardzo jest gdzie duże, grube rzeczy suszyć. Pościel i ubrania suszę koło pieca ale to schnie szybko. Z kocami jest gorzej.
W przyszłym tygodniu moze przyjdzie znajomy do dachów. Po 10 X kominiarz. Wtedy też zrobiona będzie ściana i to juz będzie koniec poważniejszych prac na ten rok.
W niedzielę przeczytałam książę o osobach, które przeprowadziły się z miasta na wieś. Uczucia mam mieszane. Bohaterowie celowali w luksus. Domy były w większości albo duże lub wręcz wielkie albo nowe. To nie moje standardy. Mam skromniejszy gust. Zawsze marzyłam o skromnym domu, tanim i niedużym. Dom moich rodziców na wsi miał niecałe 100 m. To były trzy pokoje i kuchnia podzielona na pół, łazienka i duża sień z kanapą i stolikiem. Życie toczyło sie w pokoju przykuchennym. Mama co rok w lecie przyjmowała do jednego pokoju chorych na pobyt. Robiła im zabiegi bioterapii. Kilka osób wyjechało zdrowych, a ona miała pieniadze na opał na całą zimę.
Wczoraj dostałam paczuszkę od Asi z MarAsiowej ostoi. Ta kochana dziewczyna wysłała mi cudną zazdrostkę robioną szydełkiem do kuchni. Dołączyła śliczna zakładkę i serwetki do decoupage. Patrzcie jakie cudności. Dziewczyna ma talent ale nie od dziś to wiem. :)
W domu wczoraj sprzątałam w ganku, dziś ma być robiona sypialnia, a jutro kuchnia. Porządki są generalne i przed świętami pracy prawie nie będzie. Okna też juz są prawie wszystkie pomyte, firany, zasłony, kapy i koce poprane. Trzeba to robić teraz, bo zimą nie bardzo jest gdzie duże, grube rzeczy suszyć. Pościel i ubrania suszę koło pieca ale to schnie szybko. Z kocami jest gorzej.
W przyszłym tygodniu moze przyjdzie znajomy do dachów. Po 10 X kominiarz. Wtedy też zrobiona będzie ściana i to juz będzie koniec poważniejszych prac na ten rok.
W niedzielę przeczytałam książę o osobach, które przeprowadziły się z miasta na wieś. Uczucia mam mieszane. Bohaterowie celowali w luksus. Domy były w większości albo duże lub wręcz wielkie albo nowe. To nie moje standardy. Mam skromniejszy gust. Zawsze marzyłam o skromnym domu, tanim i niedużym. Dom moich rodziców na wsi miał niecałe 100 m. To były trzy pokoje i kuchnia podzielona na pół, łazienka i duża sień z kanapą i stolikiem. Życie toczyło sie w pokoju przykuchennym. Mama co rok w lecie przyjmowała do jednego pokoju chorych na pobyt. Robiła im zabiegi bioterapii. Kilka osób wyjechało zdrowych, a ona miała pieniadze na opał na całą zimę.
Wczoraj dostałam paczuszkę od Asi z MarAsiowej ostoi. Ta kochana dziewczyna wysłała mi cudną zazdrostkę robioną szydełkiem do kuchni. Dołączyła śliczna zakładkę i serwetki do decoupage. Patrzcie jakie cudności. Dziewczyna ma talent ale nie od dziś to wiem. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









