Codzienność

Codzienność

niedziela, 16 listopada 2025

niedziela

Majeczka czuje się lepiej po zastrzykach i je nawet chrupki. Teraz trzeba obserwować, bo choroba może wrócić. Prawdopodobnie tak będzie. Zastrzyki trzeba powtarzać co miesiąc. Koteczka jest drobniutka, ale była okrąglutka. Teraz schudła.

No i załamanie pogody. Mają być deszcze, a nawet śnieg. Temperatura się obniży. Ja mam jeszcze prace na dworze. Zostały dwie palety do cięcia i trochę grubych, suchych gałęzi. No i jest świerk do wycięcia i obrobienia. Jeden już wycięty i trzeba w ciągu niecałych dwóch tygodni przenieść gałęzie, bo Krzysiek z koszem na śmieci nie wyjedzie z posesji. Nie wiem kiedy mi wstawią okno.

W domu już prawie palimy codziennie. Oczywiście tylko w pokoju dziennym. W moim pokoju jest zimno i czuję to gdy ćwiczę jogę. Trudno wyleżeć w savasanie.

Jutro zaczynam działać w domu. Trzeba wreszcie zrobić porządek z książkami. Wszystkimi, czyli u mamy też. Trzeba posprzatać w 3 pomieszczeniach u babci i w jednym u mamy. Kilka dni z tym zejdzie. Później święta i trzeba będzie ogarnąć dom. Odpoczynek od stycznia.

Tak szczerze, to już teraz to już teraz mam więcej zajęć typu relaksowych. Znalazłam czas i na czytanie, a właściwie audiobooki i mam czas na malowanie. Tu ostatni obraz. Maluję kolejny.


Z dietą koniec od 1 grudnia. Mam nadwagę i nie wiem czy jeszcze kilo zrzucę. Niby powinnam, ale waga się waha. Nie mam już takiej motywacji jak miałam i zdarza mi się zjeść niekiedy więcej niż powinnam. Wczoraj np. zjadłam dwa jabłka zamiast jednego. Do tego wpadł kawałek ciasta drożdżowego domowego z jabłkami. Niby małokaloryczne, ale jednak było. Kiedyś było nawet wino.

środa, 12 listopada 2025

środa

Srodek tygodnia. Szybko leci i urlop Krzyśka się kończy. W sobotę idzie do pracy. Jutro jedzie do Ryk na groby, a ja się denerwuję drogą jak zwykle.

Jutro jadę z Majusią do weterynarza, bo chyba znowu z ząbkami coś nie tak. Czasem miauczy przy jedzeniu i unika chrupek. Może być konieczny zabieg czyszczenia zębów, bo jest trochę kamienia. Koteczka ma ponad 9 lat i martwię się trochę. Koteczka jest cudowna. Często leży u mnie na kolanach albo na moim ramieniu. Nie chcę, żeby cierpiała.



Pracy na dworze ubywa. Zostały dwie palety i trochę badyli przed domem do wycięcia. Do końca tygodnia chcę skończyć, bo w przyszłym tygodniu zmiana pogody. Nawet deszcz ze śniegiem zapowiadają. Jutro może sąsiad przyjdzie wyciąć świerka, bo zgodę dostałam. Tuję chcę przyciąć, a dwa świerki wyciąć całkiem. Będą na opał. Szkoda mi ich, bo sama sadziłam i piękne są.

Ostatnio już działam aby sprawić sobie przyjemność. Maluję obrazy i słucha audiobook. Audiobook bardzo ciekawy. To czasy młodości mojej babci, ale babcia miała złote życie w porównaniu z kobietami z książki. Skończyła średnią szkołę, nie głodowała, w domu nic nie robiła i wygodnie mieszkała. No ale babcia nie ma pochodzenia chłopskiego. Tata był synem organisty i właścicielem sporego zakładu stolarskiego. Mam pochodziła z rodziny mieszkającej w dworku i pracowała jako położna.


Czekam na moje wakacje. Będzie więcej przyjemności. Czeka audiobook Ziemianki, Służące oraz książka Szczodre gody do skończenia. Czeka malowanie, pisanie wierszy.

Ostatni obraz...:) Dziś może skończę kolejny...



niedziela, 9 listopada 2025

niedziela

Jest nadwaga. 79,7. Dieta trwa dalej, bo do końca listopada. Może jeszcze kilo spadnie. Później stopniowe wyjście. Powrót na dietę koniec stycznia, luty. Wtedy może się uda do 75 zejść. Oby.

U mnie jeszcze jest sporo pracy. Kończę cięcie drewna. Jest do malowanie skrzynka na węgiel i koszyk do spania dla kotów. Trzeba pomalować skrzynki na dokumenty i na mąkę. Trzeba zrobić porzadek w dokumentach. Trochę prac będzie i dla Krzyśka, bo muszę wykorzystać gdy ma urlop. Trzeba jechać na cmentarz poprawić litery na grobach.

W czwartek byłam opłacić groby. Opłaciłam teraz 4 w tym dwa podwójne. Przy okazji kupiłam worki na śmieci i szpachelki. Te ostatnie jakieś takie delikatne. Długo nie wytrzymają. Worki już wywiezione i na podwórku względny porzadek. Wczoraj byliśmy w kaplicy na mszy, bo opłaciłam za bliskich. To już druga msza i będzie jeszcze jedna. W tym tygodniu chyba będą wycięte dwa drzewa i jedno będzie przycięte.

Dziś odpoczywam i nie robię nic typu pracy. Będzie joga, praktyka. Kilka godzin malowałam obraz. Prawie skończony. Będzie kończenie wierszy do antologii. Spałam prawie 10 godzin :)

środa, 5 listopada 2025

środa

Nowy dzień. Zapowiada się dobrze. Radość od rana taka, że waga spadła i jest 7 z przodu. Do nadwagi 20 dkg. Dieta jednak potrwa do końca listopada chyba. 

Kończę wykorzystywać jabłka z mojego podwórka. Już zebrane ostatnie. To stare drzewo i ma wspaniałe jabłka, twarde, kwaskowate i z rumieńcem. Sadził je mój dziadek i to moja ulubiona odmiana. Drzewo jest wiekowe, bo było duże już w czasach mojego dzieciństwa. Kilka lat owoców było mało i myślałam o wycięciu, a tu taka niespodzianka. Zrobiłam sporo przetworów- dżemy i powidła. Były ciasta, kompoty. W tym roku obrodziła też papierówka. To też wiekowe drzewo. Za to orzechów było mało i włoskich i laskowych. Trzeba o drzewa zadbać- zasilić gdy będzie pora.

Poza tym to działam na dworze. Tnę drewno. Mam świeżo naostrzony łańcuch i idzie bardzo dobrze. Dziś albo jutro może posprzatamy śmieci koło kosza do worków. Trzeba to wywieźć. Jest usuwanie roślin przed domem. Koniec widać. W domu trzeba kończyć porządki w pracowni, u babci w dwóch pokojach i u mamy w jednym. Do końca listopada ma być koniec.

Krzysiek odpoczywa, ale wczoraj porąbał trochę drewna.

Słucham audioboka Chłopki. Książka jest bardzo ciekawa i mam sporo refleksji. Mój dom kiedyś stał na wsi i dopiero później zrobiła się z wsi dzielnica miasta. Widzę trochę podobieństw do losu kobiet z książki, ale niezbyt dużo, bo moja rodzina była dość zamożna i żyła w lepszych warunkach. Kobiety były nieźle wykształcone. Nie mam pochodzenia chłopskiego. Prababcia od strony babci ma pochodzenie chyba ziemiańskie. Rodzina miała dworek na wschodzie. Pochodzi od Lasotów. Prababcia od strony taty była szlachcianką, ale zubożałą i wyszła za ziemianina, bogatego ziemianina. Pochodzila od Skalskich. Nie wiem co z kobietami od strony dziadka. Nie mówiło się o tym. Mam zamiar przeczytać też Ziemianki i Służące.

sobota, 1 listopada 2025

sobota święta

Dziś święto. Jest dla mnie bardzo ważne. Nauczona byłam w domu szacunku do przodków. U nas o groby dbano. Od dziecka bywałam na cmentarzu z babcią, ciociami, dziadkiem. Teraz też dbam o groby. Jestem teraz sama. Mam 3 groby 2 osobowe i 3 mniejsze. Chodzę też do rodziców dziadka. O te groby dba też ciocia. Chodzę pod krzyż. Moje groby są teraz skromne. Tylko znicz i kwiaty. Będę dbać póki mogę. Jutro Zaduszki cały dzień będą w domu płonąć świece. Będzie zaduma, wspomnienia. Wspomnę też ukochane zwierzęta.

Dziś i jutro będzie dzień na luzie. Moze trochę poczytam. Moze obejrzę film. Będzie sporo spania i moze coś artystycznego podziałam. Myślę o łapkach szydełkiem. Resztki włóczki mam.

Wczoraj miałam korowody z drewnem. Musiałam zmienić łańcuch w dużej pilarce. Później cięłam. Poszło dobrze. Jeszcze 8 palet zostało. Po świętach się wezmę. Ważne, że koniec widać. Według tego co widzę w internecie ma być kilka dni pogodnych. 

Dziś i jutro ma być ładna pogoda. Chcę wyjść z Mikusiem na podwórko. Chcę by pobiegał luzem...



środa, 29 października 2025

środa

Dziś wstałam rano wcześnie, bo miał przyjechać po mnie facet, który miał mi poprawić napisy na grobach. Nie przyjechał i nie odezwał się wcale. Napisałam, że z usługi rezygnuję. Teraz muszę to zrobić sama, ale juz po świętach. 

Jutro jadę do Obi z sąsiadem po chryzantemy na groby to i farbę kupię. Ma być specjalna, żeby była trwała. Jak facet nie przyjechał, to dałam kotom jeść i poszłam spać z powrotem. Później była praca zawodowa i cięcie drewna. Działałam na dwie pilarki i ogarnęłam jedną część cięcia. Zostało trochę palet. Reszta na przyszły rok, bo komórka pełna. Jedna moja pilarka, mniejsza jest uszkodzona. Nie potrafię naciągnąć łańcucha. Na razie tnę, ale jak trzeba będzie wyczyścić, to koniec cięcia. Tylko S potrafi w niej łańcuch naciągnąć, a on nie przyjedzie. Krzysiek nie chce. Nie chcę go drażnić. Szukałam serwisu, ale nie mam nigdzie blisko.

Od piątku Krzysiek ma wolne do 15 XI. Odpocznie, bo pracy za dużo dla niego nie ma. Dla mnie jest, ale ja sobie krzywdy nie dam zrobić.

Czekam na wypłatę, bo chcę kupić grzejnik do mojego pokoju. Miał być na podczerwień, a będzie nagrzewnica.

W domu jeszcze nie palę. Podgrzewamy grzejnikiem. W sypialni mi gorąco, bo śpię pod zimową kołdrą. Deszcze mnie trochę martwią teraz, bo jeszcze trochę pracy zostało.

W wolnych chwilach robię czapki. Jedną sprzedałam na Vinted.

Jestem na ścisłej diecie. Do granicy nadwagi jeszcze niecałe 1,5 kg.



niedziela, 26 października 2025

niedziela

 Wczorajszy dzień był jakiś taki senny. Dziś jest tak samo. Zaspałam i wstałam o 11 według nowego czasu. Zwierzęta były głodne. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Zawsze gdy mi się chce spać, najpierw karmię i idę spać z powrotem. Tym razem zaspałam na amen. Zapomniałam nastawić budzik.

Wczoraj mniej pracowałam. Skończyłam czapkę, ale nie pracowałam zawodowo. Dziś też będzie robienie czapki, bo zaczęłam kolejną. Zawodowo popracuję, ale chcę też odpocząć. Mam zamiar też poczytać książkę Szczodre gody. Wczoraj ją zaczęłam i jest dość ciekawa.


Jutro jadę z Mikusiem na szczepienie. Już jestem umówiona. Jest już miesiąc po terminie. Poza tym jutro będzie praca zawodowa i praca w domu, bo na dworze się chyba nie da. Chciałabym przenieść resztę książek z pracowni. Najważniejsza jest jedna pólka, bo ma być ona powieszona w moim pokoju. Z pracami na dworze przerwa, bo pogoda kiepska. Nie przeszkadza mi chłod i będę działać gdy tylko deszczu nie będzie. Zostało do cięcia kilka palet.

U mnie już przygotowuję się do Zaduszek. Swięto jest dla mnie bardzo ważne. Codziennie palę świece i wspominam. Zwierzęta też. Tu tekst, który powstał na Facebook. :) Wszystko to mi jest bliskie i tak właśnie celebruję. :)

Dzień Zaduszny w oczach szeptuchy – kiedy świat oddycha dwoma światami
W dniu Zadusznym szeptucha nie spieszy się. Wie, że to nie czas dla żywych, ale czas dla tych, co byli – dla matek, ojców, dzieci, pradziadków, dusz zapomnianych i tych, które wciąż szukają drogi do światła.
W tradycji ludowej Podlasia ten dzień nie był tylko wspomnieniem. To było spotkanie przy stole niewidzialnych gości.
Od rana szeptucha zapala świecę – nie jedną, lecz kilka, bo każda świeca to język duszy. Stawia je w oknie, przy drzwiach, na parapecie. Mówi się, że ogień wskazuje drogę błąkającym się duszom. Nie chodzi o smutek, lecz o pamięć, która ogrzewa.
Potem bierze miseczkę z wodą i stawia na stole. Dla dusz spragnionych, które wracają z daleka.
Obok kładzie kawałek chleba, jabłko, łyżkę miodu – najprostsze dary, jakie zna ziemia. W jej domu ten rytuał trwa od pokoleń: niech duchy wiedzą, że wciąż są potrzebne.
W ciągu dnia szeptucha nie krzyczy, nie bije w garnki, nie włącza muzyki.
To dzień ciszy. Mówi się tylko to, co konieczne. Każde słowo jest wtedy jak modlitwa – może otworzyć lub zamknąć drzwi między światami.
W tym dniu nie oczyszcza, nie zamyka, nie wypędza. Przeciwnie – otwiera drzwi między światami i czuwa, by spotkanie było łagodne.
Wie, że bez przodków człowiek jest jak dom bez fundamentu.
Dlatego Zaduszki są dla niej świętem wdzięczności: za to, że życie wciąż płynie przez nią dalej – jak przez studnię, która pamięta wodę sprzed stu lat.