Sebastian dziś przyjechał. Będzie u nas dwa tygodnie. Coś koło domu zrobi i odpocznie. Ma mi założyć uszczelki na drzwi, ma zrobić zasuwkę i powiesić kilka obrazów. Wyręczy Krzyśka, bo on do niczego się nie bierze.
Ja nadal maluję i pisze wiersze. Dziś mam skończyć ostatni obraz vedic art do łazienki.
Wczoraj jednak ikony nie skończyłam. Będą jeszcze jedne zajęcia w przyszłym tygodniu. Ikona mi się podoba. Jestem z siebie zadowolona. Na razie nie bardzo mam czas na to by popchnąć do przodu prace z ikoną domową.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
wtorek, 20 marca 2018
niedziela, 18 marca 2018
koniec tygodnia i plany
Pogoda mnie zaskoczyła, bo spadło sporo śniegu i leży. Wyglądałam już na wiosnę-bazie i forsycja w wazonie, a przed domem przebiśniegi się pokazały. Przed świętami planowałam wędzenie schabu i boczku i nie wiem co z tych planów wyjdzie. Mam dość zimy:)
Dziś odpoczywam. Chcę poczytać babską książkę i zrelaksować się. Pewnie namaluję kolejny obraz vedic art i napiszę kolejne wiersze. Ostatnio przystąpiłam do wydarzenia Droga Krzyżowa. Polega ono na pisaniu codziennie wiersza. Na razie napisałam dwa.
Dziś odpoczywam. Chcę poczytać babską książkę i zrelaksować się. Pewnie namaluję kolejny obraz vedic art i napiszę kolejne wiersze. Ostatnio przystąpiłam do wydarzenia Droga Krzyżowa. Polega ono na pisaniu codziennie wiersza. Na razie napisałam dwa.
***
cierpienie
dopada nagle
drąży ciało kaleczy duszę
wykrzyczałam je
tłum zafalował przeszedł obok
obojętny czasem wrogi
nie ukoił
dotknęłam ran Jezusa
i pojęłam że uleczy tylko
wieczność
***
dzień po dniu stąpam
powoli do przodu
to nie szkodzi
że życie czasem boli
że ciało nie nadąża za duchem
los zapisany w niebie
jest jaki jest
znoszę go z pokorą
cierpienie Jezusa drogowskazem
i tylko on słyszy krzyk mojej duszy
Poza tym zapisałam się na kolejną antologię komercyjną. Tym razem to mają być wiersze miłości lub erotyki. Tym samym zrezygnowałam na razie z jednej szafki do sypialni. Jeśli chodzi o tomik to na razie zrezygnowałam. Tomik papierowy oczywiście, wydany w lepszym wydawnictwie to i koszty i promocja autora. Ta promocja to przeważnie wieczorki autorskie, na które nie bardzo jestem gotowa psychicznie, bo w domu zdziczałam i dobrze mi z tym.:) W tym roku wezmę udział w sześciu antologiach w tym jedna z felietonami. To chyba dość...
Jutro mam ostatnie zajęcia z ikony. Teoretycznie powinnam ją skończyć, ale jak będzie nie wiem. Zastanawiam się nad następnym warsztatem tylko nie wiem co będzie. Nie wszystko mnie interesuje. Chciałabym akwarelę i oleje...:)
A na koniec obraz vedic art
piątek, 16 marca 2018
piątek
Koniec tygodnia i jestem trochę zmęczona. Chyba odpoczynek jest wskazany. Jutro zrobię tylko to co konieczne i będę leniuchować. Nie tak całkiem, bo pewnie powstanie jakiś wiersz i może obraz. Jeszcze nie wiem jaki, ale powoli podobrazia się kończą. Powinnam wkrótce coś kupić. Ostatnio maluję tylko vedic art, bo wymyśliłam sobie galerię w łazience, a konkretnie w części z toaletą. Na razie tam wiszą trzy obrazy, ale Sebastian przyjedzie w wtorek to powiesi kolejne sześć. Trzeba teraz coś namalować do pokoju dziennego, bo ściany puste się zrobiły. Mam wprawdzie trzy obrazy z warsztatów, które chciałam w pokoju dziennym powiesić, ale najpierw musza je oprawić. Kiedy to zrobię jeszcze nie wiem. Jest z tym problem, bo obrazy duże, a ten co oprawia daleko i trzeba do niego taksówka jeździć.
Tak mi się fajnie obrazy vedic art ostatnio maluje, że zamarzyłam o II stopniu kursu vedic art. Czy się uda nie wiem, bo moja nauczycielka ostatnio chyba kursów nie organizowała. Poza tym kurs tani nie jest i nie wiem czy mnie będzie w tym roku stać.
Poza tym przymierzam się znowu do diety. Na pierwszy ogień pójdzie chyba dieta dr Dąbrowskiej. Chcę jeszcze raz spróbować. Mięsa nie jem od kilku miesięcy to liczę na to, że organizm za bardzo się nie będzie buntował i może nie zasłabnę. Interesuje mnie też dieta polegająca na jedzeniu żywności nieprzetworzonej. Odrzucę mąkę, tłuste sery, konserwy, majonez i moje ukochane napoje gazowane. To będzie okropnie niesmaczne ale muszę się zmobilizować i choć 10 kg zrzucić. Ważę koszmarnie dużo choć ciuchów zmieniać nie musiałam i dobrze wagę znoszę. Kombinując chce wytrwać do września chociaż. Zobaczymy co to da.
A na koniec felieton. Jeszcze do dopracowania.
Tak mi się fajnie obrazy vedic art ostatnio maluje, że zamarzyłam o II stopniu kursu vedic art. Czy się uda nie wiem, bo moja nauczycielka ostatnio chyba kursów nie organizowała. Poza tym kurs tani nie jest i nie wiem czy mnie będzie w tym roku stać.
Poza tym przymierzam się znowu do diety. Na pierwszy ogień pójdzie chyba dieta dr Dąbrowskiej. Chcę jeszcze raz spróbować. Mięsa nie jem od kilku miesięcy to liczę na to, że organizm za bardzo się nie będzie buntował i może nie zasłabnę. Interesuje mnie też dieta polegająca na jedzeniu żywności nieprzetworzonej. Odrzucę mąkę, tłuste sery, konserwy, majonez i moje ukochane napoje gazowane. To będzie okropnie niesmaczne ale muszę się zmobilizować i choć 10 kg zrzucić. Ważę koszmarnie dużo choć ciuchów zmieniać nie musiałam i dobrze wagę znoszę. Kombinując chce wytrwać do września chociaż. Zobaczymy co to da.
A na koniec felieton. Jeszcze do dopracowania.
Stary kot
Umrzeć tego się nie robi kotu, te słowa z wiersza Wisławy
Szymborskiej stanęły mi przed oczami gdy wczoraj przeczytałam na Facebooku o
kolejnej zwierzęcej tragedii. Wzmianka mną wstrząsnęła jak zawsze. Kolejny kot
po śmierci schorowanej, wiekowej
opiekunki został przez rodzinę wystawiony z legowiskiem na ulicę. W mieszkaniu
po babci nie znalazło się dla niego miejsce. Mieszkanie trzeba szybko sprzedać, a kot jak niepotrzebny mebel
wylądował na śmietniku. Nikt z rodziny go nie wziął i domu nie zapewnił. Ponoć
nikt nie mógł. Przyczyny były różne- groźne psy, zazdrosne koty i alergia u
dziecka, a także prozaiczne nowe meble ze skóry, a kot przecież drapie. Zresztą
powód nie jest ważny. Każdy był dobry. To nieważne, że zmarła babcia kota
kochała ponad wszystko, że uratowała mu życie i chciała, by w spokoju przeżył
swoje. To nieważne, że kot był rozpieszczony, dworu nie zna i że sobie na
dworze nie poradzi. To nieważne, że jest zimno. Nic nie jest ważne. Kot musiał
zniknąć z mieszkania i nikt sobie nie zadał trudu, by znaleźć mu inny dom. To
przecież tylko kot. W dodatku zwykły pręgowany, nierasowy i stary.
Miał co prawda trochę szczęścia w nieszczęściu, bo dobra dusza
go dokarmiała, a nawet zawiozła do schroniska, gdy go dzikie koty pokaleczyły.
Teraz tkwi wciśnięty w róg klatki w schronisku, przerażony i drżący i wielkimi
oczami śledzi ruch w pobliżu. Boi się oddychać. Wszystko budzi strach- koty
wokół i szczekanie psów. Nie zna tego.
Został przygarnięty jako malutki kotek. Opiekunka uratowała go, gdy ktoś bardzo
mądry i zapobiegliwy w swoim mniemaniu chciał go utopić tuż po urodzeniu, bo
przecież poród u kotki to kłopot, a sterylizacja to niepotrzebny wydatek. Żył
sobie w spokoju w ciszy. Miał swoją poduszę, swoją miseczkę, swoje kolana do
wylegiwania się i ręce do głaskania. Teraz nie ma nic nawet ciszy i spokoju. Co
z nim dalej będzie łatwo przewidzieć. Jeśli będzie miał szczęście i zdobędzie
czyjeś serce, trafi do kolejnego domu i będzie żył dalej. Jeśli nie, będzie
męczył się w schronisku i któregoś dnia odejdzie w samotności, niekochany i
opuszczony. Może też odejść szybko z powodu chorób, które w schroniskach się
szerzą. Może odejść bardzo szybko, bo na razie nic nie je, jakby chciał
zniknąć, zapaść się pod ziemię, byle nie cierpieć.
Czy znajdzie dom? Raczej wątpię. Tych dobrych dusz
wrażliwych na krzywdę i z wielkim sercem nie ma aż tak dużo i zwykle są
zakocone po same uszy. Jeśli chodzi o zwykłych zjadaczy chleba, to oni też
czasem w schronisku bywają ale kocia konkurencja wokół jest poważna. Są koty w typie rasy, po które ustawiają się
kolejki. Tak jakby uroda czy puszysta sierść, wyzwalała w ludziach pokłady
miłości. Są koty ciekawie umaszczone, czyli białe, marmurki, szylkretki. Te też
dom łatwiej znajdują. Wreszcie są urocze kocięta. Na co komu zwykły, starszy
kot o przeciętnej urodzie? To nieistotne, że on też ma serce i też potrafi
kochać. To nieważne, że to właśnie on w tej chwili domu najbardziej potrzebuje.
A przecież wystarczyło, by ktoś ze spadkobierców opiekunki
zechciał otworzyć serce i spojrzeć na biedne zwierzę łaskawie. Kot to nie rzecz
i potrafi być wdzięczny. Czy uśmiechnie
się do niego szczęście i nie odejdzie zapomniany i niewidoczny?
wtorek, 13 marca 2018
Ikona, vedic art i dieta
Wczoraj byłam na warsztatach ikony, a Krzysiek siedział w domu i pilnował ognia w piecu i kurierów. Mają przyjść moje ozdoby- gęsi i paczka z jedzeniem wegetariańskim. Paczka będzie już 4, a to oznacza że stuknęło mi 3 miesiące na diecie ichtiowegetariańskiej. Na razie nie przytyłam i dieta mi służy. Jem dużo w tym słodycze, a konkretnie ciastka typu eklerów i nie tyję. Mięsa mi nie brakuje i tak ma być. Zwierzęta przeze mnie nie cierpią. No prawie, bo jem jajka i nabiał no i ryby. :( Z tego jednak nie zrezygnuję niestety. Co do ciastek to nie weszły na stałe do mojej diety, bo gdy Krzysiek prace skończy skończą się i one.
Co do odchudzania to zrobię jeszcze jedno podejście do diety dr Dąbrowskiej. Mam nadzieję, że skoro teraz mięsa nie jem, a ryby jem rzadko, to nie będzie się organizm zbytnio buntował i słabo mi się nie zrobi. Może jakoś wytrwam i parę kilo zrzucę. Przydało by się ale nic na siłę. :) Z dietą chcę ruszyć po świętach, od razu gdy dostawcy warzyw zaczną jeździć. Gdyby mi wyszło i schudłabym to dietę powtórzę pod koniec lata. Może w sierpniu. Na cuda się nie nastawiam ale może...
W przyszłym tygodniu ostatnie już zajęcia z ikony. Co później jeszcze nie wiem. Chciałabym akwarelę albo oleje. Interesuje mnie też witraż ale ma być ponoć dopiero w lecie.
Nadal piszę wiersze i maluję. W niedzielę mój wiersz zdobył kolejne wyróżnienie na grupie na Facebooku. Wyróżnienie administratora grupy zdobył też felieton. Do tej pory napisałam tylko dwa, ale może to się zmieni, bo coś mnie do nich ostatnio ciągnie.
Co do odchudzania to zrobię jeszcze jedno podejście do diety dr Dąbrowskiej. Mam nadzieję, że skoro teraz mięsa nie jem, a ryby jem rzadko, to nie będzie się organizm zbytnio buntował i słabo mi się nie zrobi. Może jakoś wytrwam i parę kilo zrzucę. Przydało by się ale nic na siłę. :) Z dietą chcę ruszyć po świętach, od razu gdy dostawcy warzyw zaczną jeździć. Gdyby mi wyszło i schudłabym to dietę powtórzę pod koniec lata. Może w sierpniu. Na cuda się nie nastawiam ale może...
W przyszłym tygodniu ostatnie już zajęcia z ikony. Co później jeszcze nie wiem. Chciałabym akwarelę albo oleje. Interesuje mnie też witraż ale ma być ponoć dopiero w lecie.
Nadal piszę wiersze i maluję. W niedzielę mój wiersz zdobył kolejne wyróżnienie na grupie na Facebooku. Wyróżnienie administratora grupy zdobył też felieton. Do tej pory napisałam tylko dwa, ale może to się zmieni, bo coś mnie do nich ostatnio ciągnie.
sobota, 10 marca 2018
codzienność i vedic art
Wiosna idzie i już ja czuję. Odetchnęłam po fali mrozów, ale że za wiosna aż tak nie przepadam to się specjalnie nie cieszę. Trzeba będzie jeszcze przetrwać lato nim nastanie moja ukochana jesień. Kocham gdy zmrok szybko zapada, szarugi, mgłę, poncho, kocyk i filiżankę herbaty przy kominku. Chyba ma starą duszę i to od bardzo dawna, bo lato lubiłam jedynie w okresie szkolnym ze względu na wakacje.
Mnie ostatnio dni biegną dość szybko. Sporo pracuję, bo mam pilne wydatki. Zbliżają się remonty i czas na przesłanie wierszy do antologii. Na razie opłaciłam udział tylko w jednej. Jeszcze trzy.
Po pracy czytam w tym poezję i piszę wiersze. Dziś po raz pierwszy działałam w pracowni. Powstał obraz vedic art Ożywienie. Tym samym sezon na malarstwo sztalugowe uważam za otwarty. Jutro będzie kolejny obraz, tez vedic art, bo już podobrazie przygotowane. Na razie zamalowuje to co mi się znudziło albo co się nie podoba.
Poza tym przygotowuje się powoli do świąt. Zbieram łupiny cebuli do barwienia jajek, a w poniedziałek wyślę Krzyśka do sklepu po owies, bo trzeba wysiać. Może tez kupi farbki do jajek. Z ozdobami nie szaleję. Ma być owiesek i gęsi. Już je kupiłam tzn. trzeba je jeszcze ozdobić. Ja chyba po prostu je pomaluję. Gęsi są trzy i są spore. Później postawie je w przedpokoju.
A na koniec wiersz. Lubie takie pisać ale nie lubię czytać, ponieważ wolę wiersze białe z metaforami i ich elegancją. Ten napisałam na warsztaty, bo miał być zgłoskowiec rymowany z tym, że nie rymy gramatyczne. Dodatkowym wymogiem było to by rymowany był wyraz powietrze...
Mnie ostatnio dni biegną dość szybko. Sporo pracuję, bo mam pilne wydatki. Zbliżają się remonty i czas na przesłanie wierszy do antologii. Na razie opłaciłam udział tylko w jednej. Jeszcze trzy.
Po pracy czytam w tym poezję i piszę wiersze. Dziś po raz pierwszy działałam w pracowni. Powstał obraz vedic art Ożywienie. Tym samym sezon na malarstwo sztalugowe uważam za otwarty. Jutro będzie kolejny obraz, tez vedic art, bo już podobrazie przygotowane. Na razie zamalowuje to co mi się znudziło albo co się nie podoba.
Poza tym przygotowuje się powoli do świąt. Zbieram łupiny cebuli do barwienia jajek, a w poniedziałek wyślę Krzyśka do sklepu po owies, bo trzeba wysiać. Może tez kupi farbki do jajek. Z ozdobami nie szaleję. Ma być owiesek i gęsi. Już je kupiłam tzn. trzeba je jeszcze ozdobić. Ja chyba po prostu je pomaluję. Gęsi są trzy i są spore. Później postawie je w przedpokoju.
A na koniec wiersz. Lubie takie pisać ale nie lubię czytać, ponieważ wolę wiersze białe z metaforami i ich elegancją. Ten napisałam na warsztaty, bo miał być zgłoskowiec rymowany z tym, że nie rymy gramatyczne. Dodatkowym wymogiem było to by rymowany był wyraz powietrze...
Wiosna tuż
zima przemija wiosna blisko
odchodzi w dal mroźne powietrze
radosny ptak wesołe psisko
ślady śniegu wnet wiatr zetrze
zima przemija wiosna blisko
odchodzi w dal mroźne powietrze
radosny ptak wesołe psisko
ślady śniegu wnet wiatr zetrze
krokus przy płocie chyli czoło
bazie puchate słońce świeci
jest mi już teraz bardzo wesoło
cieszą się starcy śmieją dzieci
bazie puchate słońce świeci
jest mi już teraz bardzo wesoło
cieszą się starcy śmieją dzieci
jak tu nie kochać czasu wiosny
bryza lekka pachnące kwiaty
jutro napisze wiersz radosny
bo czas już nastał przebogaty
bryza lekka pachnące kwiaty
jutro napisze wiersz radosny
bo czas już nastał przebogaty
środa, 7 marca 2018
problem z piecem, plany i trochę o kotach
Okazało się, ze w piecu się nie paliło, bo Krzysiek zamknął drzwiczki od popielnika, a dodatkowo w piecu była klapka od popielnika, która należało wyjąć. Zupełnie zablokowała ciąg. Moja wina, bo nie ruszyłam się do pieca gdy się palić nie chciało tylko polegałam na Krzyśku. On jest jaki jest. Powinnam była od razu pokombinować. Swoją drogą nie jest łatwo żyć z facetem bezradnym jak dziecko... Niestety nadal się nie pali, a mnie się pomysły skończyły...
Ostatnio pracuję sporo i zaczęłam planować zakup mebli do sypialni. W zasadzie jak nic się nie zmieni to jeszcze wiosną powinnam kupić komodę i bieliźniarkę. Może jeszcze na szafeczki nocne starczy. Szafa musi poczekać, bo się do antologii jednak zgłosiłam i to trzech. Oby tylko Krzysiek pracy nie stracił od lipca, bo będzie krucho... Na meble do kuchni już mam. Nie wiem tylko ile transport.
Meble do sypialni też mają być z sosny.
Mruczek na razie sika z tym, ze pod stołem. To dla niego norma, bo zawsze kuwetę omijał. Rozi jest taka sama. Jeszcze jej w kuwecie nie widziałam. W tej chwili Mruczek jest zestresowany i okropnie przerażony. Dołożył mu ten wyjazd. z podaniem leków jest problem, bo no-spę wypluwa. Antybiotyki i środek przeciw zapalny łyka, bo to w płynie. Trzeba go strasznie pilnować przy jedzeniu. Nie bardzo chce jeść mięso. Daję mu chrupki urinary i pilnuję, żeby zjadł.
Rozi dwa dni temu znowu dostała szału i nie pozwoliła do mnie żadnemu kotu podejść, bo wyła i syczała. Zjeżyła się do tego na grzbiecie i ogon miała jak szczotka. Wyglądało to groźnie. Wsadziłam ją pod kołdrę i na szczęście prawie zaraz jej przeszło. Co ją napadło nie wiem.
Znalazłam wreszcie weterynarza, który robi sterylizacje kotek- cięcie boczne. Zwykły zabieg jest niemożliwy jeśli chodzi o Onkę i Puńkę. Obie to histeryczki, zwłaszcza Onka i było ryzyko, że ściągną sobie kaftaniki po sterylizacji i nie pozwolą z powrotem założyć. Wolałam się nie mierzyć z problemem wylizanych albo rozdrapanych ran. Pierwszej, chyba Once, bo to pilniejsze chcę zrobić zabieg po 16 III, gdy Krzysiek będzie miał kilka dni wolnego. Puńce po kilku dniach.
A na koniec kolejny etap ikony
Ostatnio pracuję sporo i zaczęłam planować zakup mebli do sypialni. W zasadzie jak nic się nie zmieni to jeszcze wiosną powinnam kupić komodę i bieliźniarkę. Może jeszcze na szafeczki nocne starczy. Szafa musi poczekać, bo się do antologii jednak zgłosiłam i to trzech. Oby tylko Krzysiek pracy nie stracił od lipca, bo będzie krucho... Na meble do kuchni już mam. Nie wiem tylko ile transport.
Meble do sypialni też mają być z sosny.
Mruczek na razie sika z tym, ze pod stołem. To dla niego norma, bo zawsze kuwetę omijał. Rozi jest taka sama. Jeszcze jej w kuwecie nie widziałam. W tej chwili Mruczek jest zestresowany i okropnie przerażony. Dołożył mu ten wyjazd. z podaniem leków jest problem, bo no-spę wypluwa. Antybiotyki i środek przeciw zapalny łyka, bo to w płynie. Trzeba go strasznie pilnować przy jedzeniu. Nie bardzo chce jeść mięso. Daję mu chrupki urinary i pilnuję, żeby zjadł.
Rozi dwa dni temu znowu dostała szału i nie pozwoliła do mnie żadnemu kotu podejść, bo wyła i syczała. Zjeżyła się do tego na grzbiecie i ogon miała jak szczotka. Wyglądało to groźnie. Wsadziłam ją pod kołdrę i na szczęście prawie zaraz jej przeszło. Co ją napadło nie wiem.
Znalazłam wreszcie weterynarza, który robi sterylizacje kotek- cięcie boczne. Zwykły zabieg jest niemożliwy jeśli chodzi o Onkę i Puńkę. Obie to histeryczki, zwłaszcza Onka i było ryzyko, że ściągną sobie kaftaniki po sterylizacji i nie pozwolą z powrotem założyć. Wolałam się nie mierzyć z problemem wylizanych albo rozdrapanych ran. Pierwszej, chyba Once, bo to pilniejsze chcę zrobić zabieg po 16 III, gdy Krzysiek będzie miał kilka dni wolnego. Puńce po kilku dniach.
A na koniec kolejny etap ikony
niedziela, 4 marca 2018
Koniec mrozów i trochę filozofowania
Koniec tygodnia i ponoć koniec mrozów.🙂 Bardzo mnie to cieszy, bo ostatnio miałam 3 stopnie ciepła w kuchni, a pieckuchnia przestała działać. Czekam na wiosnę choć w tym roku prac w ogrodzie nie będzie. Będę pewnie w lecie żałować, gdy zobaczę ogrody innych i zbiory ale nie mam czasu na warzywnik. Praca i przyjemne zajęcia mnie pochłaniają. Poza tym zdrowie mi nie bardzo pozwala na wszelkie przysiady i skręty, bo kości i stawy mnie bolą, a leków brać nie chcę.😞W tym roku na dworze jedynie dwa dachy chcę pokryć, a trawa niech rośnie choćby po pas. Skosi się tylko tam gdzie się siedzi.
Jak na razie to ja nie przewiduję wiele wyjść na dwór. Utknęłam w czterech ścianach i nawet mi z tym dobrze. Ptaki śpiewające słyszę przez otwarte okna, a podwórko odkąd starą gruszę zniszczył wiatr i została wycięta już nie zachęca do wyjścia. Stało się obce. Z drzew po moim dziadku zostały jeszcze tylko cztery. Zanim ja odejdę pewnie i one znikną. Smutne to, bo to była ciężka praca mojego dziadka. Sadził je i bardzo o nie dbał. Ziemia u nas kiepska więc przed posadzeniem każdego kopał olbrzymie doły i wypełniał je dobrą ziemią by drzewa rodziły. Tak było. Gdy byłam młoda owoców nie brakowało. Później dziadek się postarzał i o drzewa nie miał kto dbać, a gdy dziadek odszedł i one stopniowo umierały jedno po drugim. Te cztery tez są w kiepskim stanie. Jeden orzech nie rodzi, drugi rodzi ale przechylił się i lada wiatr może go obalić. Papierówka- ukochane drzewo mojej babci prawie uschła i nie owocuje, a druga jabłonka owocuje, ale bardzo kiepsko mimo zasilania. Drzewka, które ja posadziłam coś kiepsko rosną. Dom umiera to i drzewa do życia się nie rwą. Mój świat przemija i nie da się tego procesu zatrzymać...😥Z mojego dawnego świata została mi tylko mama i ona jest tą cieniutką nitką, która łączy moje dawne szczęśliwe życie z teraźniejszością. Przyszłości się raczej obawiam, bo co może być dobrego w starości, w niesprawności i może samotności?...
A na koniec wiersz, który zajął II miejsce na warsztatach. Bardzo się cieszę. Tak mi ostatnio idzie dobrze w konkursach, że chyba w tym roku wezmę udział w konkursie poezji organizowanym przez fundacje Anny Dymnej. Jestem niepełnosprawna to wiersze mogę przesłać.
Ja
nie lubię tłumu
jest jak monolit
oskarża gani ocenia
boję się
szyderstw uśmieszków
arogancji
czasem szybko rzucone słowa
nie lecą na wiatr
a ranią jak miecze
spojrzenia palą i kąsają
zamykam się w samotni
żyje ciszą bez zbędnych słów
myśli przekuwam w wiersze
i tylko czasem brak mi ciepła
i ramion które tulą
Wczoraj musiałam jechać z Mruczkiem na ostry dyżur, bo wyglądało jakby się nie mógł wysiać. Miał zrobione USG i pęcherz był mały. Dostał zastrzyki i leki do domu. Ma jeść karmę urinary i oby to był koniec problemu.
Jak na razie to ja nie przewiduję wiele wyjść na dwór. Utknęłam w czterech ścianach i nawet mi z tym dobrze. Ptaki śpiewające słyszę przez otwarte okna, a podwórko odkąd starą gruszę zniszczył wiatr i została wycięta już nie zachęca do wyjścia. Stało się obce. Z drzew po moim dziadku zostały jeszcze tylko cztery. Zanim ja odejdę pewnie i one znikną. Smutne to, bo to była ciężka praca mojego dziadka. Sadził je i bardzo o nie dbał. Ziemia u nas kiepska więc przed posadzeniem każdego kopał olbrzymie doły i wypełniał je dobrą ziemią by drzewa rodziły. Tak było. Gdy byłam młoda owoców nie brakowało. Później dziadek się postarzał i o drzewa nie miał kto dbać, a gdy dziadek odszedł i one stopniowo umierały jedno po drugim. Te cztery tez są w kiepskim stanie. Jeden orzech nie rodzi, drugi rodzi ale przechylił się i lada wiatr może go obalić. Papierówka- ukochane drzewo mojej babci prawie uschła i nie owocuje, a druga jabłonka owocuje, ale bardzo kiepsko mimo zasilania. Drzewka, które ja posadziłam coś kiepsko rosną. Dom umiera to i drzewa do życia się nie rwą. Mój świat przemija i nie da się tego procesu zatrzymać...😥Z mojego dawnego świata została mi tylko mama i ona jest tą cieniutką nitką, która łączy moje dawne szczęśliwe życie z teraźniejszością. Przyszłości się raczej obawiam, bo co może być dobrego w starości, w niesprawności i może samotności?...
A na koniec wiersz, który zajął II miejsce na warsztatach. Bardzo się cieszę. Tak mi ostatnio idzie dobrze w konkursach, że chyba w tym roku wezmę udział w konkursie poezji organizowanym przez fundacje Anny Dymnej. Jestem niepełnosprawna to wiersze mogę przesłać.
Ja
nie lubię tłumu
jest jak monolit
oskarża gani ocenia
boję się
szyderstw uśmieszków
arogancji
czasem szybko rzucone słowa
nie lecą na wiatr
a ranią jak miecze
spojrzenia palą i kąsają
zamykam się w samotni
żyje ciszą bez zbędnych słów
myśli przekuwam w wiersze
i tylko czasem brak mi ciepła
i ramion które tulą
Wczoraj musiałam jechać z Mruczkiem na ostry dyżur, bo wyglądało jakby się nie mógł wysiać. Miał zrobione USG i pęcherz był mały. Dostał zastrzyki i leki do domu. Ma jeść karmę urinary i oby to był koniec problemu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





