Krzysiek czuje sie lepiej i nie kaszle. Ja jestem zdrowa i chyba juz będę. Odebrał prześwitlenie ale dobrze nie jest, bo wyszło mu powiekszenie serca i poszerzenie aorty. To moze być poważne. Strasznie się martwie. Jutro idzie do lekarza, ale leczyć się nie chce. Nie wiem co będzie z jego pracą. Chyba nie wolno mu podnosić ciężarów, a w pracy dźwiga.
Powinnam wyciagnąć go do ogrodu, lecz nie bardzo mam na to ochotę. Wcale już prawie na dwór nie wychodze, bo u sąsiadów ciągle przebywaja dzieci z całej ulicy i okropnie wrzeszczą. Problem jest zwłaszcza z jedną dziewczynką. Krzyczy jak oszalała i zastanawiam się czy nie ma jakiś zaburzeń psychicznych. To mozliwe, bo jej ojciec podobno nadużywa alkoholu. Moja mama ostatnio o mało się z sąsiadem nie skłóciła ale jest jakby ciszej.
Dziś wieczorem mam zrobic ogórki konserwowe. Część będzie tradycyjnych, trochę z curry i trochę z musztardą. Jutro chcę zrobić kilka słoczków dżemu, bo jabłka u koleżanki doszły i mogę sporo wziąć. W środę moze kolejna porcja. W piatek znowu kupie ogórki i fasolkę szparagową. Później będą moje śliwki i gruszki od koleżanki.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
poniedziałek, 30 lipca 2018
sobota, 28 lipca 2018
sobota
Więcej ostatnio planuję niż działam. Chyba jestem nieco znużona. Chcę wejść głębiej w scrapbooking. Pokusy mam typu album, czekoladownik czy kopertówka ślubna. Coś tam robię ale nie tyle ile bym chciała, bo inne zajęcia kradną czas. Przede wszystkim musze wrózyć i pisać, bo potrzebuje pieniędzy. Muszę też działać w domu-przetwory i w ogrodzie. Na robótki czasem brak czasu. Pracy ubywa. Wczoraj przyjchał opał, a konkretnie węgiel. Krzysiek już na tyle dobrze sie czuł, że wrzucił go to komórki i to szybko. Wczoraj kupiłam też kolejne warzywa na przetwory. Tym razem to ogórki ale 5 kg, a nie 3 jak ostatnio. Mam też cukinię, bo dostałam od kolezanki. Dziś może coś zrobię. Powinniśmy też koniecznie wyjść do ogrodu, bo rabaty czekają. Gdy te rabaty skończę to mi ulży. Przetwory będą robione do jesieni chyba. Czasem marzę juz o jesienni. Takiej późnej gdy już nie ma pracy koło domu, gdy juz nie ma pracy w domu typu remontów. Gdy juz wreszcie można zająć się tym co lubię albo spać. Długo spać w cieple promieniującym od pieca i przy szumie deszczu. Albo jestem leniem, albo jestem po prostu zmęczona. Jedno z dwojga.
Jutro chce odpocząć i fizycznie i psychicznie. Chyba nawet wróżyć nie będę. Przeleżę cały dzień i będę dużo spać. W dzień też. Wezmę zioła i się zmuszę. Potrzebuje tego. Przydałoby się nicnierobinie, ale czy wytrwam:) Jeśli chodzi o sen to mam braki. Jestem śpiochem i potrzebuje około 10 godzin snu albo i dłużej, a od jakiś dwóch tygodni śpię po 7 godzin góra i to zaczyna się mścić. Niby mi sie spać ni chce, ale nie odpoczywam, śpię ciężko i bez snów. To źle.
Dieta przynosi efekty. Waga nadal spada. Jeszcze trochę i osiągnę pierwszy stopień na którym mi zależy. Może się też uda siódemkę pod koniec tego roku zobaczyć. Oby. Zależy mi na tym, bo zależy mi na lekkości i zdrowiu. Chcę byc z powrotem sprawna. Muszę też przestawić sobie to i owo w głowie. Do tej pory tragiczna waga to było 100 kg, a chcę sie nastawic by było to 76, czyli granica nadwagi. Juz nigdy gdy schudne, nie mogę tak przytyć by stać sie otyła. To niedpuszczalne. Nadwaga jeszcze ujdzie, ale otyłość to już tragedia. Teraz marzę o wadze 75 kg, a kiedyś to było dużo. Nawet 64 kg to było dużo. Całe życie prawie wazyłam około 56-64.
W nadchodzącym tygdniu jak dobrze pójdzie zaczną mi się spotkania w pracowni malarskiej. Będą średnio 2 razy w tygodniu i będą trwały po kilka godzin. Będzie kilka spotkań przez cały sierpień. Chce sie otworzyć na malarstwo sztalugowe, bo nie należy ono do moich ulubionych. Wole akwarele i pastele.
Jutro chce odpocząć i fizycznie i psychicznie. Chyba nawet wróżyć nie będę. Przeleżę cały dzień i będę dużo spać. W dzień też. Wezmę zioła i się zmuszę. Potrzebuje tego. Przydałoby się nicnierobinie, ale czy wytrwam:) Jeśli chodzi o sen to mam braki. Jestem śpiochem i potrzebuje około 10 godzin snu albo i dłużej, a od jakiś dwóch tygodni śpię po 7 godzin góra i to zaczyna się mścić. Niby mi sie spać ni chce, ale nie odpoczywam, śpię ciężko i bez snów. To źle.
Dieta przynosi efekty. Waga nadal spada. Jeszcze trochę i osiągnę pierwszy stopień na którym mi zależy. Może się też uda siódemkę pod koniec tego roku zobaczyć. Oby. Zależy mi na tym, bo zależy mi na lekkości i zdrowiu. Chcę byc z powrotem sprawna. Muszę też przestawić sobie to i owo w głowie. Do tej pory tragiczna waga to było 100 kg, a chcę sie nastawic by było to 76, czyli granica nadwagi. Juz nigdy gdy schudne, nie mogę tak przytyć by stać sie otyła. To niedpuszczalne. Nadwaga jeszcze ujdzie, ale otyłość to już tragedia. Teraz marzę o wadze 75 kg, a kiedyś to było dużo. Nawet 64 kg to było dużo. Całe życie prawie wazyłam około 56-64.
W nadchodzącym tygdniu jak dobrze pójdzie zaczną mi się spotkania w pracowni malarskiej. Będą średnio 2 razy w tygodniu i będą trwały po kilka godzin. Będzie kilka spotkań przez cały sierpień. Chce sie otworzyć na malarstwo sztalugowe, bo nie należy ono do moich ulubionych. Wole akwarele i pastele.
czwartek, 26 lipca 2018
Czwartek
Wróciłam do akwareli. Lubie tą technikę, prawie tak jak pastele choć jest dość trudna. Ja mam teraz dodatkowy problem, bo mam stare pędzle bez szpica i źle sie nimi maluje. Powinnam coś kupić, ale pedzle z włosia są drogie i nie bardzo teraz na nie fundusze mam. Meble to priorytet. Papier moczę Krzyśka pędzlem do golenia, bo grubego pędzla z włosia do moczenia kartki nie mam do tej pory. Maluję ptaki. To bardzo wdzięczny temat. Lubię je malować prawie tak bardzo jak koty. Lubię też malować kwiaty i pejzaże, czasem portrety. Chciałabym kiedyś wziąć udział w warsztacie malowania portretów akwarelą. Nie wiem czy mi to będzie dane, bo przecież daleko nie dojadę. Nie lubie malować architektury i martwej natury. Piękne jest dla mnie to co stworzyła natura. Twory człowieka są mi obce.
W tym tygodniu może się uda wyjść do robienia rabat na kwiaty i krzewy. Ma niby przelotnie padać co mnie troche martwi ale może wyskoczymy w międzyczasie. Rabatki sa cztery. Z pracą nie ma co zwlekać, bo czas umyka. Już koniec lipca. O chwastach w sadzie obawiam sie, że musze w tym roku zapomnieć, bo do połowy sierpnia ma ponoć przelotnie padać. Oby mi się udało tylko perz w miejscu pod truskawki zniszczyć. Nadal nie wiem co w przyszłym roku z warzywami w gruncie. Chyba się z grzadkami podniesionymi nie wyrobię w tym roku, bo miejsce zarosło zupełnie pokrzywami.
Powoli planuję prace jesienne. Myślę, że chaszcze w sadzie uda się wyciąć. Trzeba tez będzie pociąć resztę starych mebli i troche gałęzi z wycietej gruszy. Do wyciecia jest kilka cienkich, suchych drzew. Do tego będzie ostatnie koszenie na podwórku. Moze też uda sie wyciąć maliny, bo zdziczały zupełnie. Trzeba wyczyścić komin, ale do tego moze wezwę kominiarza. Nie wiem co z uszczelnianiem drzwi. Uszczelki były założone na próbę ale odkleiłam, bo przez nie sie drzwi ciężko zamykały. Coś trzeba będzie jednak pokombinować, bo do tej pory w zimie wieszałam koce, a na progach układałam szmaty:( Dalej tak nie chcę robić. Drzwi jest czworo. Trzeba załozyć ocieplenie na rury od wody. Wszystko kupie w internecie i trochę sama podziałam, bo odkąd schudłam mam wiecej energii...
Jesienią też moze jeszcze jakieś krzewy ozdobne kupię. Myślę o kolejnym bukszpanie tym razem o złotych liściach i o ostrokrzewie o dwubarwnych. Wpadł mi w oko berberys. Miejsce mam, bo łubiny, które kupiłam miały za duzo słońca i uschły. W przyszłym roku kupie ale posadze w miejscu gdzie słonce jest tylko przez kilka godzin.
Wczoraj Krzysiek miał imieniny i był jego brat. Wzięłam robótkę i działałam. Powstał kapelusik...
W tym tygodniu może się uda wyjść do robienia rabat na kwiaty i krzewy. Ma niby przelotnie padać co mnie troche martwi ale może wyskoczymy w międzyczasie. Rabatki sa cztery. Z pracą nie ma co zwlekać, bo czas umyka. Już koniec lipca. O chwastach w sadzie obawiam sie, że musze w tym roku zapomnieć, bo do połowy sierpnia ma ponoć przelotnie padać. Oby mi się udało tylko perz w miejscu pod truskawki zniszczyć. Nadal nie wiem co w przyszłym roku z warzywami w gruncie. Chyba się z grzadkami podniesionymi nie wyrobię w tym roku, bo miejsce zarosło zupełnie pokrzywami.
Powoli planuję prace jesienne. Myślę, że chaszcze w sadzie uda się wyciąć. Trzeba tez będzie pociąć resztę starych mebli i troche gałęzi z wycietej gruszy. Do wyciecia jest kilka cienkich, suchych drzew. Do tego będzie ostatnie koszenie na podwórku. Moze też uda sie wyciąć maliny, bo zdziczały zupełnie. Trzeba wyczyścić komin, ale do tego moze wezwę kominiarza. Nie wiem co z uszczelnianiem drzwi. Uszczelki były założone na próbę ale odkleiłam, bo przez nie sie drzwi ciężko zamykały. Coś trzeba będzie jednak pokombinować, bo do tej pory w zimie wieszałam koce, a na progach układałam szmaty:( Dalej tak nie chcę robić. Drzwi jest czworo. Trzeba załozyć ocieplenie na rury od wody. Wszystko kupie w internecie i trochę sama podziałam, bo odkąd schudłam mam wiecej energii...
Jesienią też moze jeszcze jakieś krzewy ozdobne kupię. Myślę o kolejnym bukszpanie tym razem o złotych liściach i o ostrokrzewie o dwubarwnych. Wpadł mi w oko berberys. Miejsce mam, bo łubiny, które kupiłam miały za duzo słońca i uschły. W przyszłym roku kupie ale posadze w miejscu gdzie słonce jest tylko przez kilka godzin.
Wczoraj Krzysiek miał imieniny i był jego brat. Wzięłam robótkę i działałam. Powstał kapelusik...
wtorek, 24 lipca 2018
10 kg mniej
Mały sukces, który mnie cieszy-10 kg mniej. To dla niektórych bardzo dużo, ale nie dla mnie. Mnie zostało jeszcze trzy razy tyle, a z każdym kilogramem będzie trudniej. Na razie dieta mi nie dokuczyła. Najbardziej bałam się, że za dużo będę musiała siedzieć w kuchni. Kuchnie lubię, jako pomieszczenie, ale pracochłonnych posiłków nigdy nie lubiłam przygotowywać. Nie robiłam często np. krokietów choć je uwielbiam, ani ciast typu tortów, których nie znoszę, ale które Krzysiek lubi. Zapomniałam jaki smak mają gołąbki. Lubię potrawy z niewielu składników, proste w wykonaniu. Moje zupy właśnie takie są. Teraz do boju i oby następne 10 kg spadło stosunkowo szybko. Wtedy trochę odetchnę. Na razie zaplanowałam dietę na rok jeszcze. Nie wiem co będzie zimą, bo moi dostawcy warzyw nie jeżdżą, a dieta opiera się na warzywach. Trochę mogę przetworów zrobić, ale nie za dużo, bo cukier niewskazany. Na pewno zrobię sporo fasolki szparagowej, bo pokochałam zupę curry z warzyw i ryżu.
Zupa curry
15 dkg fasolki szparagowej
ryż
marchew
cebula
czosnek
papryka
kawałek kapusty
curry
sól
pieprz ziołowy
masło
śmietana
kurkuma
Fasolkę obrać i pokroić, dodać rozdrobnione warzywa, sól
pieprz, masło i gotować. Gdy fasolka prawie miękka, dodać ryż. Na koniec przyprawić curry i śmietaną.
A na koniec wytworki...
Zupa curry
15 dkg fasolki szparagowej
ryż
marchew
cebula
czosnek
papryka
kawałek kapusty
curry
sól
pieprz ziołowy
masło
śmietana
kurkuma
Fasolkę obrać i pokroić, dodać rozdrobnione warzywa, sól
pieprz, masło i gotować. Gdy fasolka prawie miękka, dodać ryż. Na koniec przyprawić curry i śmietaną.
A na koniec wytworki...
poniedziałek, 23 lipca 2018
Kaszel, deszcz, praca i wytworki
Krzysiek choruje już cały tydzień. Strasznie kaszle aż sie dusi. Przy tym sie poci i jst okropnie zachryniety. Boli go całe gardło i brzuch od kaszlu. Wypił dwie butelki syropu i nadal jest kiepsko. Jest wściekły, bo okropnie się męczy. Oby mnie tylko nie zaraził, bo wirus paskudny. Świat się kończy, żeby w lecie chorować.
Ostatni tydzień lipca się zaczął, a praca w ogrodzie leży i kwiczy. Do zrobienia są cztery rabatki na kwiaty i krzewy. Jest też plewienie pokrzyw i dalsze niszczenie chwastów. Denerwuje mnie ten przestój, ale ani pogoda nie była odpowiednia ani czasu nie było, bo nadal straty finansowe przez mundial odrabiam. Co mi sie uda zrobić w tym roku to zrobię. Mogę jednak w przyszłym roku jeszcze truskawek i poziomek nie dosadzić. Nie wiem też czy mi sie uda w tym roku posadzić maliny i jeżynę bezkolcową. Perzu już nie powinno być zanim to zrobię. Powinnam drzewka przyciąć i nie wiem kiedy. Został jeszcze tylko sierpień, bo we wrześniu inna praca będzie-sad i meble z sypialni. W sierpniu z pracą moze byc problem, ponieważ planuje dwa razy w tygodniu uczestniczyć w kursie malarstwa sztalugowego. Zajęcia trwają po kilka godzin. Chcę się podszkolić, bo wolę malować na papierze jak do tej pory. Może kurs mnie otworzy i sztalugę pokocham.
Znajomy był i obejrzał co jest do roboty. Niektóre deski na drewutniach przegniły i trzeba je wymienić. Muszę rozbiórkowe deski gdzieś wcześniej kupić. Okazało się, że znajomy ma też urządzenie do cięcia metalu. Jeśli się uda to potnie mi piece od centralnego stojące w piwnicy. Sprzeda się na złom i troche grosza wpadnie, bo są okropnie ciężkie.
W przyszłym roku zostałaby do roboty ostatnia komórka, a konkretnie dach nad nią. Jest w fatalnym stanie i koszty będą duże, bo dach spory. To komórka mojej mamy, ale ona za naprawę płacic nie chce. Nie zależy jej, bo na śmierć wygląda. Ma 77 lat, ale jest zdrowa. Pożyje jeszcze, choć pewnie narzekać będzie jak to robiła przez całe życie. Taka jej natura.
W tym tygodniu kupie już na pewno wegiel. Miał już być kupiony ale przez chorobę Krzyśka wszystko się odwlekło.
Cały czas robie przetwory i jeszcze robić będę.
Ostatnio robię czapki i kartki. Czasem maluję. Czapki powoli kończę. Gdy skończę może z powrotem wezme się za decu do kuchni. Mam jeszcze zrobić herbaciarkę, zwierzątka na patykach do wbijania w kwiatki i skrzyneczkę do przechowywania cebuli. Skrzyneczka jest bardzo urokliwa i ma ażurowe wieko. W tym roku chciałabym jeszcze kupic zegar do kuchni, dwie lampy do sypialni i dwie skrzynczki do scrapbookingu w tym jedną dużą. Trochę decu więc mnie czeka...
Ostatnie zakupy wikliny... Ławeczkę pod koszykiem zrobili moi mężczyźni. Obaj, choć jeden tylko pomagał...
Ostatni tydzień lipca się zaczął, a praca w ogrodzie leży i kwiczy. Do zrobienia są cztery rabatki na kwiaty i krzewy. Jest też plewienie pokrzyw i dalsze niszczenie chwastów. Denerwuje mnie ten przestój, ale ani pogoda nie była odpowiednia ani czasu nie było, bo nadal straty finansowe przez mundial odrabiam. Co mi sie uda zrobić w tym roku to zrobię. Mogę jednak w przyszłym roku jeszcze truskawek i poziomek nie dosadzić. Nie wiem też czy mi sie uda w tym roku posadzić maliny i jeżynę bezkolcową. Perzu już nie powinno być zanim to zrobię. Powinnam drzewka przyciąć i nie wiem kiedy. Został jeszcze tylko sierpień, bo we wrześniu inna praca będzie-sad i meble z sypialni. W sierpniu z pracą moze byc problem, ponieważ planuje dwa razy w tygodniu uczestniczyć w kursie malarstwa sztalugowego. Zajęcia trwają po kilka godzin. Chcę się podszkolić, bo wolę malować na papierze jak do tej pory. Może kurs mnie otworzy i sztalugę pokocham.
Znajomy był i obejrzał co jest do roboty. Niektóre deski na drewutniach przegniły i trzeba je wymienić. Muszę rozbiórkowe deski gdzieś wcześniej kupić. Okazało się, że znajomy ma też urządzenie do cięcia metalu. Jeśli się uda to potnie mi piece od centralnego stojące w piwnicy. Sprzeda się na złom i troche grosza wpadnie, bo są okropnie ciężkie.
W przyszłym roku zostałaby do roboty ostatnia komórka, a konkretnie dach nad nią. Jest w fatalnym stanie i koszty będą duże, bo dach spory. To komórka mojej mamy, ale ona za naprawę płacic nie chce. Nie zależy jej, bo na śmierć wygląda. Ma 77 lat, ale jest zdrowa. Pożyje jeszcze, choć pewnie narzekać będzie jak to robiła przez całe życie. Taka jej natura.
W tym tygodniu kupie już na pewno wegiel. Miał już być kupiony ale przez chorobę Krzyśka wszystko się odwlekło.
Cały czas robie przetwory i jeszcze robić będę.
Ostatnio robię czapki i kartki. Czasem maluję. Czapki powoli kończę. Gdy skończę może z powrotem wezme się za decu do kuchni. Mam jeszcze zrobić herbaciarkę, zwierzątka na patykach do wbijania w kwiatki i skrzyneczkę do przechowywania cebuli. Skrzyneczka jest bardzo urokliwa i ma ażurowe wieko. W tym roku chciałabym jeszcze kupic zegar do kuchni, dwie lampy do sypialni i dwie skrzynczki do scrapbookingu w tym jedną dużą. Trochę decu więc mnie czeka...
Ostatnie zakupy wikliny... Ławeczkę pod koszykiem zrobili moi mężczyźni. Obaj, choć jeden tylko pomagał...
sobota, 21 lipca 2018
deszczowe lato, karty i wytworki czyli to co lubię...
Przyszły mi kolejne karty anielskie. Sa bardzo fajne i trafiają do mnie. Teraz studiuje książkę dołączona do nich i próbuję wróżyć. Idzie mi. Oprócz nich mam jeszcze 3 talie anielskie. Jedna jest łatwa i dwie trudniejsze. Nie wróżę z anielskich często. Są mistyczne i dużo mówią o sprawach duchowych, a osoby którym wróżę chcą raczej wiedzić o sprawach codziennych.
Ostatnio znowu wróciłam do kart Kippera. Codziennie wyciągam trzy na nastepny dzień i interpretuję. Karty sa przydatne do wróżb właśnie na temat codzienności. Oznaczenia znam ale czasem jeszcze zerkam do książki by interpretacje poszerzyć. Myślę, ze kiedyś i to raczej szybko, będę z nich wróżyć tak sprawnie jak z tarota i lenorek. Kuszą mnie tez karty cygańskie. Talię mam i książkę. Znalazłam też kurs. Myślę, ze je kiedyś opanuję, bo są intuicyjne. Nie wszystko na raz jednak. :)
Zakochałam sie w tym deszczowym lecie. Lubię takie. Kocham deszcz stukający w parapety i szum rozpryskiwanych przez samochody kałuż. Kocham rześkość i umiarkowane temperatury. Moje warzywa niestety deszczu nie lubią i marnieją. Na liściach pojawiły sie duże plamy i warzywa żółkną. Pomidory może dojdą i troche ogórków, ale papryki chyba nie wszystkie. Niektóre są jeszcze bardzo małe. Nadal nie mam też cukini i dyni. Kwitnie za to bakłażan. Zobaczymy co dalej. Zbiory kiepskie mimo podlewania gnojówką z pokrzyw i dobrej ziemi. Najładniejsze są papryki i pomidory. Ogórków było mało. Zbyt mało. W przyszłym roku posadzę juz tylko jedną cukinię i jedną dynię. Będzie za to więcej cebuli, może sałata. W tym roku posieje moze jeszcze szpinak na jesienne zbiory. Ponoć dobrze w donicach idzie. Nadal nie wiem co zrobić z ogrodem w gruncie. :( Kusi mnie bób i fasolka szparagowa, kalarepka i może buraki na botwinę.
Dziś po południu będę robić kapelusik z akrylu. W międzyczasie może zrobie kartkę. Kuszą mnie kartki typu stemple malowane. Stemple muszę kupić. Już sklep z kwiatami i liśćmi znalazłam. Teraz tylko 100-150 zł muszę zdobyć, bo chcę kupić hurtem. Przy okazji tez kupię napisy i może papiery na scrapki:)
Kupiłam bazę na album i papiery w fiolecie. Niedługo album zrobię. Teraz chodzi za mną przepiśnik, ale napisu odpowiedniego nie mam i może jakieś zdjecie by się przydało wydrukować. Następne może będą zaproszenia i większy album. Kupię też kolejne wykrojniki...
Wczoraj powstała kartka i akwarela, ale akwarela mi się nie podoba i jeszcze raz ja poczynię, a ta pójdzie do kosza...:)
Ostatnio znowu wróciłam do kart Kippera. Codziennie wyciągam trzy na nastepny dzień i interpretuję. Karty sa przydatne do wróżb właśnie na temat codzienności. Oznaczenia znam ale czasem jeszcze zerkam do książki by interpretacje poszerzyć. Myślę, ze kiedyś i to raczej szybko, będę z nich wróżyć tak sprawnie jak z tarota i lenorek. Kuszą mnie tez karty cygańskie. Talię mam i książkę. Znalazłam też kurs. Myślę, ze je kiedyś opanuję, bo są intuicyjne. Nie wszystko na raz jednak. :)
Zakochałam sie w tym deszczowym lecie. Lubię takie. Kocham deszcz stukający w parapety i szum rozpryskiwanych przez samochody kałuż. Kocham rześkość i umiarkowane temperatury. Moje warzywa niestety deszczu nie lubią i marnieją. Na liściach pojawiły sie duże plamy i warzywa żółkną. Pomidory może dojdą i troche ogórków, ale papryki chyba nie wszystkie. Niektóre są jeszcze bardzo małe. Nadal nie mam też cukini i dyni. Kwitnie za to bakłażan. Zobaczymy co dalej. Zbiory kiepskie mimo podlewania gnojówką z pokrzyw i dobrej ziemi. Najładniejsze są papryki i pomidory. Ogórków było mało. Zbyt mało. W przyszłym roku posadzę juz tylko jedną cukinię i jedną dynię. Będzie za to więcej cebuli, może sałata. W tym roku posieje moze jeszcze szpinak na jesienne zbiory. Ponoć dobrze w donicach idzie. Nadal nie wiem co zrobić z ogrodem w gruncie. :( Kusi mnie bób i fasolka szparagowa, kalarepka i może buraki na botwinę.
Dziś po południu będę robić kapelusik z akrylu. W międzyczasie może zrobie kartkę. Kuszą mnie kartki typu stemple malowane. Stemple muszę kupić. Już sklep z kwiatami i liśćmi znalazłam. Teraz tylko 100-150 zł muszę zdobyć, bo chcę kupić hurtem. Przy okazji tez kupię napisy i może papiery na scrapki:)
Kupiłam bazę na album i papiery w fiolecie. Niedługo album zrobię. Teraz chodzi za mną przepiśnik, ale napisu odpowiedniego nie mam i może jakieś zdjecie by się przydało wydrukować. Następne może będą zaproszenia i większy album. Kupię też kolejne wykrojniki...
Wczoraj powstała kartka i akwarela, ale akwarela mi się nie podoba i jeszcze raz ja poczynię, a ta pójdzie do kosza...:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











