Codzienność

Codzienność

poniedziałek, 29 czerwca 2020

poniedziałek

Kupiłam kilka minerałow i pierścionek z oliwinem. Kamień dobrze wpływa na obfitość materialna i duchową, na milość. Jest też bardzo przydatny reikowcom. Chcę kupić amazonit. Niedługo chyba kupię kasetkę i zacznę kolekcjonować minerały.

Pobyt Sebastiana zbliża sie do końca. Ma jechać w środę. Smutno mi będzie, bo lubię gdy jest u mnie. Dziś moze skosi w sadzie, a jutro potnie drewno z komórki i to koniec. Tym razem zrobił bardzo dużo. Przyjedzie jak dobrze pojdzie około 10 sierpnia. Będzie mial sporo pracy. Już zapisuję  wszystko na kartce, a lista coraz dłuższa.

Cały czas pracuję nad sobą. Rozwijam sie w swoim tempie. Teraz pracuję nad miłością i sprawami duchowymi. Kończę robienie zestawu afirmacji. Robiłam dwa razy dziennie po 10 w trzech wariantach ja, ty, ona. Zacznę następne. Później skończę czytać książkę związki milości i zacznę książkę z uzdrawiania pranicznego. Mam trzy tomy. To kurs. Ja mam ukończony I stopień, ale instruktorka drugiego nie zrobiła, bo wyjechała za granicę. Będę się uczyć sama. Uzdrawianie praniczne to bardzo skuteczna metoda. Działa też dobrze na ciało fizyczne i można zabiegi robić sobie. Pracuje sie wtedy na fantomie. Uzdrawianie praniczne można połaczyć z minerałami... Używa się kryształu górskiego najczęściej... Znalazłam IV tom, czyli uzdrawianie krysztalami. Kosztuje 120 zł na Allegro ale kupię...

Wczoraj byłam na wyborach, a poźniej siedzieliśmy na dworze. Miał być spacer, ale obtarły mnie buty i było za goraco. Sebastian zrobił mi zdjęcie. Jestem zadowolona i ze zdjęcia i z wygladu. Jeszcze 10 kg mniej i będzie idealnie...:)


a tak było kilka lat temu...:(




sobota, 27 czerwca 2020

sobota

Praca w domu i koło domu posuwa sie do przodu. Krzysiek poszedł do pracy, a Sebastian sie stara. Ostatnio został przycięty jałowiec i tuja przy okazji. Drzew mi bylo szkoda, ale groziła katastrofa, bo czubki grzęzły w przewodach elektrycznych i telefonicznych. Został spryskany perz i inne niepotrzebne rośliny. Sebastian zabrał sie za rozbiórkę skladziku. Chcę by pociął drewno, bo chcę go spalić zimą w piecu. Dziś może powiesi mi obrazy w sypialni. Trzeba uzyć wiertarki, a Krzysiek do niej nawet nie podchodzi. Ja przy okazji może nauczę się obsługi. Zostanie jeszcze koszenie sadu. Ja sobie z tym nie dam rady, bo rośliny wysokie i trzeba umieć.
W sadzie perz został częściowo zniszczony. Jeszcze go w tym roku spryskam. W sadzie jest pogrom. Zniszczyła się brzoskwinia i jedna jabłonka, a szklanka nie owocuje. Na wiśni jest kilka owoców. Leszczyna, którą kupiłam w zeszlym roku chyba się zniszczyła, bo jej nie widzę. W tym roku trzeba jeszcze trochę drzew wyciąć, bo panoszą się orzechy wloskie, dzikie. One się do niczego nie nadają, bo maja grube łupiny od ktorych nie chce odchodzić miąższ.
Jesienią chcę kupić jabłonkę i brzoskiwnię, a także berberys i może lilak.
Na terenie mojej posesji znalazłam dwie leszczyny w tym jedną calkiem juz okazałą. Druga rośnie tuż obok ściany garażu i trzeba ja będzie jesienia przesadzić. Do przesadzenia jest też pigwowiec. Teraz wegetuje w cieniu forsycji i nie owocuje. Lubi slońce i chcę się doczekać z niego owoców. Będą na nalewki.

Sebastian namówil mnie na grzybnię boczniaka w worku. Na razie pielęgnuję i czekam na to co będzie dalej...:)
Pomidory umarły. Wykończyla je w ciągu dwóch dni jakaś zaraza...

A na koniec moje kolejne minerały do terapii i medytacji...:) Tym razem to tygrysie oko, sodalit, chalcedon, kunzyt, agat, petalit, unakit, kamień księżycowy, kamień słoneczny, koral, malachit i labradoryt... Będzie jeszcze zdjęcie kolejnych... Kupiłam chalkopiryt, sokole oko i czaroit. Chyba kupię kasetę i zacznę kolekcjonować minerały nie tylko do terapii...


czwartek, 25 czerwca 2020

czwartek

Druga część kolekcji minerałów... Tym razem to minerały z sypialni - kwarc różowy, agat mszysty, celestyn, rodochrozyt, krwawnik, rodonit, karneol, kamyk od Sebastiana, czarny turmalin i lapis lazuli...:)


Przyszły mi dwie pary butów- kozaki za kolano i muszkieterki. Są świetne i jestem oczywiście zadowolona. Wybrałam jeszcze jedne muszkieterki i czarne botki. Moze kupię i będę chodzić kilka lat. To by było już wszystko. Szukam jeszcze zimowej kurtki. Nowe ciuchy dopiero za jakieś 15 kg mniej. Niby kuszą mnie czarne muszkieterki na szpilce, ale gdzie ja w nich pojdę...

Kupiłam sobie nową maskę do włosow z olejkiem kokosowym. Trudno ją zmyć z włosów, ale włosy sa po niej świetne- miękkie i puszyste. Trzymam ją na wlosach 25 minut zamiast 5. Ostatnio moje włosy sa lekko przesuszone na końcach i trzeba je dopieścić. Zaczęlam znowu malować oczy w domu kredką, a czasem i mascarą. Odzyskały koci urok:)

Wczoraj odwiedził nas kolega Sebastiana. Jest z wykształcenia leśniczym, ale pracuje jako kierownik grupy budowlańcow. Wypilam kilka piw, ale tych damskich, smakowych. Pilam pierwszy raz od roku chyba, bo na ogól jestem niepijąca.. Kolega jest myśliwym od 16 lat i szczerze mówiąc nie bardzo wiedziałam jak do niego podejść, bo do tej pory myśliwych uwazałam za psychopatow. Teraz poznałam zdanie drugiej strony. On zabija by zjeść i nigdy nie strzela by postrzelać, zabić. Na codzień dokarmia zwierzęta i leczy gdy trzeba. Ja w zasadzie nie potępamiam mięsożerców, bo tak jest świat ułożony, że jedno stworzenie drugie zjada. Chyba muszę zmienić podejście, coś przemyśleć. Mam mętlik w głowie, bo uwazam, ze zwierzętom nalezy się szacunek, że trzeba je chronić, kochać.

wtorek, 23 czerwca 2020

wtorek

Miałam dziś drugi raz okopać kartofle, ale moze zrobię to jutro, bo dziś ma być ładna pogoda i może będzie pryskanie perzu. Chcę jednak najpierw spryskać na podwórku pokrzywy i nawloć. Przy pryskaniu pomoże Sebastian. On jest sprytniejszy od Krzyśka. Mam problem z fasolą, bo prawie wcale nie wzeszła. Problem jest z kapustą, bo w większości ją zjadły ślimaki. W przyszłym roku jednak kapustę posadzę, bo ladnie idzie. Pomidory zostaly tylko trzy i jedna papryka.

Inne prace idą dobrze. W sobotę Sebastian powiesił mi kwietniki w kuchni. W niedzielę pomalował szafę. Był już w obi i zrobił zakupy. Zostało jeszcze koszenie sadu i ogrodu, malowanie podłogi w kociej toalecie, powieszeni kilku obrazów i jeszcze jednej półki i obcięcie części jalowca. Z tydzień jeszcze zejdzie. Zrezygnowałam tym razem z robienia półek. Zrobi w sierpniu. Wtedy też moze wytnie dwie suche śliwki i potnie je, powiesi kolejne pólki i zrobi część ogrodzenia wybiegu dla kaczek. Przed tym ostatnim sie okropnie broni. Nie wiem czemu.

Nadal oczywiście pilnie pracuję nad sobą. Robię jak zwykle Reiki, ćwiczę jogę, robię afirmacje i medytuję z kamieniami. Ostatnio zdarza mi się nawet dłużej. Kamienie kupiłam juz wszystkie. Część mam w pokoju dziennym i liczę na to, ze na mnie działają w dzień. Część mam w sypialni koło łożka. Te drobne do terapii i medytacji trzymam  zamknięte w szafce. Chciałam zrobić z nich mandalę, ale się boję ze względu na koty. One wszędzie wlezą i drobne kamyki mogą stracić gdzieś i zagubić.
Jeden kamień dostałam od Sebastiana. To polny kamień, ale bardzo ładny, kształtny i bialy. Już z nim medytowałam i jest w nim moc. Polożony na trzecim oku bardzo mnie wycisza. Kamienie polne tez  mają moc, a ja mam ich w domu sporo. Chciałam zrobić z nich krąg w domu i drugi z większych gdzieś w ogrodzie. Moze kiedyś... 
To część mojej kolekcji - szczotka ametystu, szczotka cytrynu, jadeit, rodonit, rodochrozyt, chryzopraz oraz apofyllit i stilbit.



sobota, 20 czerwca 2020

sobota

Robota idzie sprawnie, a nawet bardzo. Już jest pomalowana biblioteczka, powieszona półka na kwiatki i naprawiony łańcuch do drzwi od pracowni. Jest też wykoszone podwórko. Był w tym mój udzial, bo Sebastian mnie uczy kosić kosą. Ponoć mi dobrze idzie. Problem mam z rozruchem, bo nie mam siły. Dziś może powiesi kwietniki, a ja skończę kosić podwórko. Mama jest wściekła i grozi wydziedziczeniem, bo hałas. Chcę też zrobić trzy słoiczki dżemu z truskawek. W tym roku planuję jeszcze dzemy z jabłek, gruszek i śliwek. Do tego będą jeszcze tylko ogórki konserwowe. Moze w curry, z musztardą i tradycyjne.

Kolejna praca w poniedziałek. Myślę o koszeniu reszty posesji, czyli sadu i ogródka. Sebastian mi będzie odpalał, a ja będę kosić. Gdy ja koszę on siedzi na ławce i się cieszy, że mi przez nieuwagę czegoś nie wytnie. Ja znam każdą swoją roślinkę.
W poniedziałek moze też zadzwonię do leśniczego w sprawie drewna. Sebastian znalazł w lesie dwie obalone sosny i jestem zainteresowana zakupem. Sebastian by pociął i było by na zimę. Jest tego około 2m2 plus gałęzie. Moje drewno do palenia już sie skończyło. W ubiegłą zimę spaliliśmy tylko tonę węgla i trochę z ubiegłej. Do tego drewno. Bylo go sporo, bo zostały usunięte suche śliwy. W tym roku też będą usunięte dwie, ale jesienią. Sebastian potnie.

Dziś przesilenie, czyli najkrotsza noc w roku. Będzie okadzanie domu i palenie świec.

Jutro będzie odpoczynek, ale Sebastian chce pomalować szafę i położyć drugą warstwę lakieru na biblioteczkę. Już teraz biblioteczka jest cudna. Szafa będzie jasna.
Jutro też zrobię sobie drugi zabieg konchwania uszu. Trzeci i chyba ostatni we wtorek. Tym razem kupiłam 30 konch, ale sa jakieś dziwne, bo mniej rozszerzone niz te ostatnie. Pierwszy zabieg był w piatek i od razu z uszami było lepiej. Robię sobie zabiegi co kilka miesięcy, bo mi się uszy przytykają. Zabiegi sa bardzo pomocne.

Megusia sie czuje bardzo dobrze. Czeka ja jeszcze tylko zdjęcie szwów.

Moje buty...



środa, 17 czerwca 2020

środa

Megusia zabieg przeżyła, ale sie męczy. Rana jest spora i chodzi w kubraczku oraz kołnierzu, bo ma załozony sączek do piątku. W ubranku musi chodzic jeszcze dwa tygodnie. Na razie ja wszystko boli mimo syropu przeciwbólowego, ktory dostaje. Robię jej Reiki na złagodzenie dyskomfortu i uspokojenie, ale serce mnie boli. Biedactwo cierpi przecież.

Dziś Krzysiek pojechał na targ po zakupy. Musi sobie kupić spodnie od dresu i skarpety. Musi tez kupić truskawki na dzemy i nalewkę. To pierwsza porcja. Dżemów truskawkowych jeszcze chcę zrobić. Później moze zrobię z jabłek, gruszek i śliwek. Oboje dzemy lubimy. Ja jem tylko swojskie. Może też kupi pszenicę dla ptaków, bo sie kończy. Ptakow w tym roku jest bardzo dużo. Sa wyrośnięte i okrąglutkie. Tak ma być:)

 Ja ostatnio medytuję dłuzej. Ostatnio tylko z kamieniami. Kładę kamienie na czakrach lub obok ciała. Wczoraj czakry oczyszczałam czarnymi turmalinami, a później zrobiłam medytację z 8 turmalinami obok ciala. Często używam kamieni różowych na czakrze serca-rodochrozytu, kwarcu rózowego i rodonitu. Wczoraj mi przyszedł kunzyt i moze dziś medytacje z nim zrobię. Kupiłam amulet z kwarcu rózowego i noszę na sercu, bo chcę je rozwinąć. Dla uspokojenia i uziemienia uzywam kryształu dymnego na czakrze korzenia, splocie słonecznym lub na trzecim oku. Kamieni mam sporo. Czekam jeszcze na chryzopraz i lapis lazuli. To będą ostatnie.

poniedziałek, 15 czerwca 2020

poniedziałek

Nowy tydzień. Nadal praca przy przepisywaniu krzyżówek. Ułozone juz są wszystkie. Przepisywać będę do czwartku włącznie, a w piątek chyba przyjedzie Sebastian. Ma trochę roboty, ale chcę by u mnie też odpoczął, bo ostatnio miał sporo pracy. Moze być zmęczony. Dziś jeszcze mam do zrobienia horoskop  urodzeniowy i dwa rozkłady tarota-na zwiazek i na zdrowie.
Powinnam się wziąć za niszczenie perzu w sadzie i w ogródku, ale czekam na odpowiednią pogodę. Nie może padać przez kilka godzin. W sadzie planuję kiedyś zasiać rośliny na kwiatną łąkę. Na razie niszczymy perz. W zeszłym roku już było spryskane i w tym roku powtórzę. Poczekam do wiosny i jeśli juz nic perzu nie wzejdzie wysieje trawę. W ogrodzie mają być posadzone truskawki i poziomki.

Dziś Krzysiek zerwie czarny bez na dwie porcje nalewki. W chwili obecnej dochodzą dwie z pędów sosny i jedna z bananów. W środę może zrobię z truskawek. Chciałam zrobić jeszcze z czereśni i wiśni, ale niewiele owocu na drzewkach widać. Później zrobię ze śliwek, gruszek i jabłek. Orzechów w tym roku nie ma, bo wymarzły, a poza tym mnie orzechówka nie smakuje. Za gorzka jest jak dla mnie.

Jutro trudny dzień, bo Megusia ma operację guza listwy mlecznej. To juz druga, a koteczka niemłoda. Boję się o nią. Sporo stresu ja biedna czeka. Oby było dobrze... To cudna proludzka koteczka. Jest bardzo przymilna i słodka. Sporo juz w zyciu przeszła. Był problem z łapką, zabieg na zabki, koci katar i operacja na guza. Dosyć tego... Ileż może znieść takie drobne ciałko...




Tęsknię za działalnościa artystyczną, ale nie bardzo mam teraz czas na malowanie i rysunek. Cieszy mnie za to grafika.








Ten motyw maków chyba tez namaluję...