Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
poniedziałek, 15 czerwca 2015
Stare czasy, wabienie pszczół, ikony i coś na ząb...
Upał odpuścił. Zrobiło się przyjemnie rześko, słońce schowało się za chmurami. Wczoraj była burza i padał deszcz. Znowu można wyjść do pracy do ogrodu. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że czasy bardzo się zmieniły od czasów mojego dzieciństwa. Sąsiedzi żyją inaczej. Nikt nie hoduje już krów, nie trzyma koni. Nie widuje się źrebaków. Kozy co prawda stały się modne, ale nikt w mojej okolicy ich nie ma. Nie ma też owiec. Kury hoduje tylko trzech sąsiadów. Wszyscy są starsi z pokolenia mojej mamy. Jak ich zabraknie to i kury widywać nie będę. Kiedyś w każdym domu było pies i kot. Teraz na palcach jednej ręki można policzyć domy w kórych są koty. Czy te czasy są lepsze? No cóż jak dla kogo. Ja tam tęsknię do tych dawnych. Te współczesne nie mają dla mnie takiego uroku...
Pszczół nadal nie ma. Ule stoją puste. Już straciłam nadzieję, że je jakiś rój zasiedli. W przyszłym roku będę musiała wysiać rośliny miododajne, bo jest szansa, że one pszczoły zwabią. Myślałam o chabrze, koniczynie czerwonej, dzwonkach ogrodowych, szałwi, macierzance, melisie i ogóreczniku.
Ostatnio zainteresowałam się ikonami. Kusi mnie, żeby namalować kilka i umieścić je na półce nad drzwiami w kuchni, gdy już remont zrobię. Chcę mieć ikony malowane akrylami na deskach, nie pisane, a właśnie malowane. Za wyrób oryginalnych ikon, złocenia itp nie mam zamiaru się brać. To odrębna sztuka z którą mi na razie nie po drodze. Wczoraj i przedwczoraj przymierzyłam się do ikon i podziałałam z tym, że pastelami. Jestem nawet zadowolona. Jak dojdę do wprawy powinno być nieźle.
A na koniec surówka i zupa.
Surówka
sałata
parę liści mniszka
kilka rzodkiewek
1/2 marchwi
sól
pieprz
szczypiorek
jogurt
Wszystko rozdrobnić, dodać przyprawy, zalać jogurtem. Wymieszać.
Zupa z selera i jabłka
seler
jabłko
1/2 cebuli
4 ziemniaki
3 kostki rosołowe warzywne
tymianek
pieprz
śmietana
1/2 marchwi
mąka
Seler i marchew zetrzeć na tarce, Dodać rozdrobnione ziemniaki i cebulę, rosołki i przyprawy. Zalać wodą i goować do miękkości. Zaprawić mąką i śmietaną.
sobota, 13 czerwca 2015
Upały, inwazja mrówek, anioły, remont i przepis na placki z cukini...
Czerwiec po deszczowym maju, często dżdżysty w naszym kraju
Czerwiec gdy zagrzmi, gdzie zorze zachodzą, ryby się obficie urodzą
Czerwiec nosi dni gorące kosa dzwoni już na łące
Grzmoty czerwca rozweselają rolnikom serca
Czerwiec mokry, zimny maj, gospodarzom pewny raj
Czerwiec stały grudzień doskonały
Pogoda jak dla mnie okropna - upał i sucho. Dobrze, że chociaż trochę chmur się trafia, ale i tak nie ma czym oddychać. Męczę się od wczoraj. Koty też leżą półżywe i piją całe litry wody. W ogrodzie wszysko mdleje. Wczoraj miała być burza z deszczem, ale nas minęła w odległość 50 km według strony, którą ostatnio pilnie śledzę https://burze.dzis.net/?page=mapa . Dziś też burze chyba przejdą bokiem. Najgorsze jest to, że nie będę mogła podlać ogródka, bo Krzysiek jest w pracy i wróci późno. Pewnie wykończony.
Ostatnio na moich schodach do domu pojawiła się cała masa mrówek. Maszerują dziarsko i są coraz bliżej drzwi do ganku. Obawiam się inwazji w domu. Chemią ich nie chcę potrakować, a środki naturalne jak na razie nie za bardzo je odstraszają. Zastosowałam do tej pory sól, cynamon i liście mięty i lawendy. Dopiero liście pomidora trochę je zniechęciły. Dziś walki część dalsza. Mam zamiar wyłożyć szmaty nasączone octem. Zobaczymy...
Od kilku dni pracuję więcej z aniołami. Wczoraj zrobiłam sobie zabieg Engel Ki, a dziś medytację. Później kupiłam sobie amulet anielski. Podobno jest skuteczny i przynosi szczęście. Wprawdzie mnie anioły wspierały i bez amuletu, ale takie wzmocnienie nie zaszkodzi.
Wczoraj zadzwonił znajomy, że za kilka dni zaczyna u mnie remont. Tym razem będzie robiona ściana, którą zniszczył winobluszcz. Mam zamiar ja ocieplić. Będzie też uszczelniana rynna i tynkowane trzy kominy. Przy okazji kominy zostaną wyczyszczone. Trzeba też poprawić wykończenie koło jednego komina, bo jest zrobione źle i w czasie intensywnego deszczu woda mi cieknie do kuchni. Zejdzie chyba z tydzień. Następny remont planuję w późniejszym terminie, ale czy się zdecyduję? Czy mi wystarczy cierpliwości i energii do sprzątania po? Powinnam w końcu zrobić tą łazienkę. Czas najwyższy...Pieniądze są zebrane, mało, ponieważ chcę by było tanio i Krzysiek się zgodził. Ma być cegła, sporo drewna, białego nierównego tynku i wikliny, a na podłodze gumolit i tkany dywanik. Wnętrze ma być ponadczasowe, przytulne i klimatyczne. Żadnych kafelek, lustrzanych ścian i reflektorów. Nic nowoczesnego.
A na koniec placki z cukini.
kawałek cukini
kawałek papryki
cebula
sól
pieprz
mąka
jajko
łyżka otrąb
olej
zioła
ząbek czosnku
Cukinię i cebule zetrzeć na tarce, dodać pokrojoną paprykę i pozostałe składniki tak, by masa przypominała masę z której robi się placki ziemniaczane. Smażyć na mocno rozgrzanym oleju. Przewracać osrożnie.
czwartek, 11 czerwca 2015
Magnetoterapia, psujące się warzywa, amulety runiczne, przygoda Krzyśka i sos do makaronu...
Ostatnio zainteresowałam się magnetoterapią. Kupiłam magnesy przeciwbólowe i przyklejam je na chory kręgosłup na godzinę dziennie. Powinno się używać 3x dziennie, ale ja nie bardzo mam czas. Wrażenia są takie, że w czasie działania magnesu cały obszar krzyży mam bardzo intensywnie rozgrzany. Czuję też mrowienie w nogach, a zwłaszcza w tej, którą czasem mi łapie rwa. Ból też jest tak jakby odrobinę mniejszy zaraz po zabiegu. Jestem zadowolona.
Mam też bransoletkę magnetyczną i odkąd ją noszę mam wrażenie, że energii mam troche więcej. Mam też małe magnesy używane używane w terapii Su Dżuk. Mam zamiar je przyklejać na punkty akupunkturowe i akupresurowe. Większe magnesy wypróbuję na czakrach. Zobaczymy efekty. Magnetoterapia jest stosowana między innymi w celu likwidacji bólu, rwie kulszowej, wysokim ciśnieniu, miażdżycy. To coś dla mnie. Profesjonalny sprzęt do kupna np. tutaj
http://bitmed.pl/193-aparaty-do-magnetoterapii ? ?
Już jakiś czas temu zauważyłam, że warzywa i owoce, które kupuję strasznie szybko się psują. Kupiłam kalafior we wtorek, a już w czwartek był w czarne kropki. Seler kupiłam w piątek, a już w niedzielę pokrył się pleśnią. To samo jabłka i marchew. Kapusta też czernieje. Rzodkiewka natomiast bardzo szybko więdnie. Nie wiem jaka jest tego przczyna, ale zaczynam się obawić to jeść. Wyjścia jednak nie mam. Sama warzyw tyle nie zbieram, żeby mi wystarczyły, a kupić nie mam gdzie i nie ma kto. Brak samochodu kolejny problem sprawia...
Wczoraj całe popołudnie siedziałam sama w domu, bo Krzysiek był w pracy. Poszłam trochę do ogrodu, a później zrobiłam amulety runiczne. Te które zrobiłam zabezpieczają przed czarna magią, wspamagaja odchudzanie i dobrze działaja na miłość. Mam do wykonania jeszcze dwa na drewnie w celu zabezpieczenia domu przed intruzami i jeden na kamieniu w celu dopływu gotówki. Te na drewnie mam zamiar powiesić nad drzwiami wejściowymi.
A na koniec wczorajsza przygoda Krzyśka, znieczulica niektórych ludzi i przepis na sos cukiniowo - pieczarkowy do makaronu.
Po pierwsze Krzysiek i jego upór i refleks, który być może uratowały człowiekowi życie. Wszystko wydarzyło się wczoraj po południu. Mianowicie w trakcie pracy usłyszał wołanie o pomoc i rozpaczliwe krzyki. Okazało się, że jakiś mężczyzna wpadł do rzeki i nie mógł się z niej wydostać z powodu stromego, wybetonowanego brzegu. Woda sięgała mu do piersi i słabł coraz bardziej. W dodatku wypił coś mocniejszego i ledwie trzymał się na nogach. Krzysiek zareagował błyskawicznie. Pobiegł do szefa do telefonu, żeby zadzwonić po straż miejską. Niestety szef zadzwonić nie chciał, bo uznał, że nie ma co się pijakiem zajmować, a robota czeka. Krzysiek jednak wrócił z kolegą nad rzekę i ryzykując, że narazi się szefowi albo sam wyladuje w wodzie nieboraka wyciągnął. Zastanawia mnie znieczulica i bezwzględne podejście szefa. Moim zdaniem tak człowiek nie postępuje. Pijany, nie pijany, ale ratować trzeba.
Sos
kawałek cukini
cebula
5 pieczarek
olej
jogurt natralny lub śmietana
sól
pieprz
zioła
Pieczarki, cebulę i cukinię rozdrobnić i poddusić na oleju. Dodać przyprawy i zalać jogurtem. Można dodać kiełbasy lub boczku. Podawać najlepiej z makaronem.
wtorek, 9 czerwca 2015
Koniec upałów, wieści z ogrodu, trochę pracy i tęsknota za wsią...
Pogoda wreszcie się zmieniła. Upały się skończyły, słońce schowało się za chmurami, pojawiły się przelotne deszcze i burze. Odetchnęłam i ze zdwojoną energią zabrałam się do plewienia w ogrodzie. Warzywnik przejrzał, co mnie cieszy. Nie wszystko jednak idzie dobrze, bo np. pasternak nie wzszedł, a fasola bardzo kiepsko i to zarówno niskopiennna jak i tyczna. Kiepska jest też marchew i koper. Koper siałam kilka razy, a jest go tyle co kot napłakał. W zeszłym roku było tak samo. Ładna jest rzodkiewka i buraczki. Kabaczki przetrwały i kwitną. Ogórki ładnie rosną podobnie jak ziemniaki, bób i pomidory w doniczkach. Te w ziemi idą już gorzej. Kapusta jest nieco wyciągnieta, a kalarepkę w większości coś zjadło. Muszę jeszcze wysiać sałaty i kalarepy. Może coś z nich ocaleje. Muszę też wysadzić do gruntu seler. Mam go bardzo dużo, bo ładnie mi wzszedł, ale czy bulwy będą? Raczej wątpię. U mnie ziemia nie na korzeniowe, bo piszczysta i jałowa. Dużo w niej za to azotu.
Zioła z podwórka w większości zebrałam. Wczoraj Krzysiek skosił oczywiście tradycyja kosą, bo kosiarki nadal nie mamy. W czwartek ma iść kosić do sadu. Mnie zostało jeszcze sporo plewienia na podwórku. Muszę to zrobić względnie szybko, bo kora już czeka, żeby ją wysypać pod krzewy owocowe. Powoli zaczynają owocować truskawki i poziomki. Trochę ich będzie w tym roku. Kupować nie zamierzam. Powinno też być trochę wiśni i orzechów włoskich. Nie wiem czy będą jabłka i gruszki. Jedną gruszkę chyba będę musiała wyciąć, bo nie owocuje już kolejny rok choć była zasilana. To drzewko bardzo stare i niskopienne. Takie długo nie owocują. Nie owocują też prawie posadzone trzy lata temu agresty. Czyżby zdziczały?
Ostatnio miałam też trochę pracy zarobkowej. Skończyłam horoskop i ułożyłam partię krzyżówek dla wydawnictwa. Parę groszy wpadnie. Cieszy mnie to, bo zbieram na położenie płyty na grobie taty. Chcę to zrobić w tym roku w lecie, a jesienią chcę wydać tomik z haku. Też trochę pieniędzy mi będzie potrzebne, bo wydawcę poezji teraz ciężko znaleźć.
Od kilku dni znowu tęsknie za wsią. Chciałabym poczuć gorączkę sianokosów, a później żniw. Chciałabym zebrać bukiet maków polnych, chabrów i kąkoli. Marzę o ciszy, świeżym powietrzu, dzikiej naturze i przestrzeni. Marzę o spacerze miedzą wśród falujących zbórz, o widoku krowy na pastwisku. Ech...
A na koniec moje wytworki i przepis na placki warzywno ziemniaczane dietetyczne, bo prawie bez mąki.
2 plastry cukini
3 większe ziemniaki
1/4 małej marchwi
pół cebuli
ząbek czosnku
jajko
otręby owsiane
mąka
sól
pieprz
zioła
Warzywa i ziemniaki zetrzeć na tarce, dodać jajko, otręby i trochę mąki tak by konsystencja była jak na normalne placki. Więcej ma być otrąb. Smażyć na oleju.
Zioła z podwórka w większości zebrałam. Wczoraj Krzysiek skosił oczywiście tradycyja kosą, bo kosiarki nadal nie mamy. W czwartek ma iść kosić do sadu. Mnie zostało jeszcze sporo plewienia na podwórku. Muszę to zrobić względnie szybko, bo kora już czeka, żeby ją wysypać pod krzewy owocowe. Powoli zaczynają owocować truskawki i poziomki. Trochę ich będzie w tym roku. Kupować nie zamierzam. Powinno też być trochę wiśni i orzechów włoskich. Nie wiem czy będą jabłka i gruszki. Jedną gruszkę chyba będę musiała wyciąć, bo nie owocuje już kolejny rok choć była zasilana. To drzewko bardzo stare i niskopienne. Takie długo nie owocują. Nie owocują też prawie posadzone trzy lata temu agresty. Czyżby zdziczały?
Ostatnio miałam też trochę pracy zarobkowej. Skończyłam horoskop i ułożyłam partię krzyżówek dla wydawnictwa. Parę groszy wpadnie. Cieszy mnie to, bo zbieram na położenie płyty na grobie taty. Chcę to zrobić w tym roku w lecie, a jesienią chcę wydać tomik z haku. Też trochę pieniędzy mi będzie potrzebne, bo wydawcę poezji teraz ciężko znaleźć.
Od kilku dni znowu tęsknie za wsią. Chciałabym poczuć gorączkę sianokosów, a później żniw. Chciałabym zebrać bukiet maków polnych, chabrów i kąkoli. Marzę o ciszy, świeżym powietrzu, dzikiej naturze i przestrzeni. Marzę o spacerze miedzą wśród falujących zbórz, o widoku krowy na pastwisku. Ech...
A na koniec moje wytworki i przepis na placki warzywno ziemniaczane dietetyczne, bo prawie bez mąki.
2 plastry cukini
3 większe ziemniaki
1/4 małej marchwi
pół cebuli
ząbek czosnku
jajko
otręby owsiane
mąka
sól
pieprz
zioła
Warzywa i ziemniaki zetrzeć na tarce, dodać jajko, otręby i trochę mąki tak by konsystencja była jak na normalne placki. Więcej ma być otrąb. Smażyć na oleju.
niedziela, 7 czerwca 2015
Nowe smaki, dieta, książka, wena i fakszejwing...
Ostanio zaczęłam wprowadzać do menu nowe, zdrowe smaki. Kupiłam brązowy ryż, dziki ryż, kuskus i kaszę jaglaną. Szukam przepisów i wypróbowuję po kolei. Na razie wypróbowałam brązowy ryż i muszę przyznać, że jest bardzo dobry. Lepszy chyba nawet niż ten normalny. Będę go robić, choć z pomidorowej na tradycyjnym ryżu nie zrezygnuję. Będę z niego za to robić kotleciki i risotta. Będę go dodawać do sałatek. Dziś np. mam na kolację sałatkę z brążowego ryżu, fasoli i tuńczyka z dodatkiem musztardy. Powinna być i oliwa, ale ja przepis odchudzę.
Już czwarty tydzień jestem na diecie. Schudłam prawie 5 kg, ale dieta choć łatwa dla mnie i dość przyjemna, dała mi jednak w kość. Jestem już trochę zmęczona i zauważyłam, że zaczynam wybierać potrawy z większą ilością węglowodanów. Zawsze je lubiłam. Teraz jem ich zbyt dużo, bo w górnej granicy normy, a powinnam w dolnej. Cóż mam jednak zrobić skoro ciągle zamiast o lekkich warzywnych sałatkach marzę o młodych ziemniakach, makaronach i kaszach. Jem też bardzo mało mięsa i ryb, a w zamian wybieram jajka, fasole i soczewicę. Tak to ja nie schudnę szybko.
A na koniec powrót weny i kot, nowa książka o odżywianiu i fakszejwing czyli bardzo kontrowersyjny temat.
Po pierwsze wena nieśmiało się zbliżała, aż przyszła i powstał kot. Co będzie dalej? Nie jestem pewna, ale chyba zostanie ze mną na dłużej, bo dziś też mnie do pasteli, sepii albo sangwiny ciągnie. A może do węgla?
Po drugie nowa książka o odżywianiu. No cóż tym razem z rad w niej nie skorzystam, bo nie mam zamiaru przerzucić się na ekologiczne, świeże jedzenie typu mięso, warzywa i owoce. Nie mam go gdzie kupić i nie jest na moją kieszeń. Poza tym skąd mam wiedzieć czym były karmione zwierzęta, które czasem zjadam. Nie mam też zamiaru zrezygnować na zawsze z smażonych potraw, przetworów domowych, jogurtów smakowych, majonezów czy napoi gazowanych. Jadam ziemniaki, biały ryż, czasem ciasta i białą mąkę. Wiem, że to niezdrowe, ale lubię, a wychodzę z założenia, że jedzenie ma mi też smakować. Zdrowie jest ważne, ale można o nie dbać nie tylko za pomocą diety.
Na koniec fakszejwing czyli nic innego jak kontrowersyjna nowa moda na niegolenie nóg i pach przez kobiety. http://kobieta.wp.pl/gid,16082917,img,16083086,kat,26263,title,Pokazuja-nieogolone-pachy-i-nogi,galeriazdjecie.html
Zetknęłam się z nią w zeszłym roku i spodobała mi się na tyle, że jej uległam. Nie goliłam nóg u rąk przez całą zimę i wiosnę. Golę jednak pachy, bo za bardzo się pocę by rezygnacja z tego była możliwa. Na początku taka obrośnięta czułam się źle, ale z czasem przywykłam i już teraz nie narzekam. Problem pojawił się, gdy trzeba było to ukazać światu. Gdy wyszłam pierwszy raz do ludzi w bluzce z krótkim rękawem wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą. Było to oczywiście tylko moje wrażenie, bo nikt na mnie uwagi jakoś specjalnie nie zwracał. Co sobie myśleli to inna sprawa. Dobrze, że nie jestem aż takim jasowidzem. Poruszyłam temat na forum Vitalii i zostałam przez niekóre osoby, zwłaszcza młode dość ostro skrytykowana. Usłyszałam wręcz, że jestem niechlujna i zaniedbana. Mam teraz tylko czekać, aż mnie mąż zdradzi z wydepilowaną kobietą czy wręcz rzuci. Gdy napisałam, że mojejemu Krzyśkowi to nie przeszkadza. Usłyszałam, że pewnie sam się zapuścił i się nie myje. No cóż...Dobrze, że na krytykę jestem odporna i robię swoje... Swoją drogą pamiętam jeszcze czasy, gdy jako młoda osoba nóg nie goliłam, bo nikt tego nie robił. Tak, że powróciłam do dawnych zwyczajów, a co inni myślą? Trudno...
piątek, 5 czerwca 2015
Złe samopoczucie, akupresura, zakupy i zbiory ziół...
Od kilku dni pogoda jest niefajna - słońce, niebo bez chmur, sucho. Rośliny nie znoszą takiej patelni i ja nie znoszę. Wczoraj poczułam się źle i zakręciło mi się w głowie. Już myślałam, że to ciśnienie, ale nie. Było w normie. Nic tylko staję się metereopatą, albo zawsze byłam, bo jako młodsza osoba w taka pogodę czasem mdlałam. Zwłaszcza wtedy gdy słońce mnie przygrzewało, a ja nie miałam się gdzie schronić. Teraz to ja już staram się na dwór nie wychodzić bez potrzeby ani w upały, ani wtedy gdy jest dużo słońca. Nic to plewienie poczeka do poniedziałku, bo wtedy według progoz ma sie pogoda zmienić. Wyglądam deszczu...Mój warzywnik też...
Ostatnio zaszalałam i zrobiłam zakupy związane ze zdrowiem. Kupiłam między innymi magnesy do terapii, ale na razie o tym sza, plastry oczyszczające z toksyn i klapki do akupresury. Klapki już mam i w nich trochę chodzę, co łatwe nie jest, bo okropnie gniotą. Wszystko by było dobrze, gdyby nie to, że zauważyłam niezgodność receptorów z wypustkami. Efektem tego jest pewnie, że nie każdy receptor jest pobudzany. Nie ma to jak prawdziwy zabieg akupresury. Niestety nie mam nigdzie w pobliżu specjalisty od tej techniki, a sama wprawdzie stopy czasem gniotę, ale nie wiem czy z takim naciskiem jak potrzeba. Ach ten brak samochodu...
Od jakiegoś czasu zbieram i suszę zioła. Teraz pogoda jest odpowiednia, bo sucho. Wczoraj Krzysiek narwał całą reklamówkę czarnego bzu. Postawiłam nalewkę, część wysuszyłam, a część będę suszyć dziś. Będą herbatki na jesień i zimę. Jutro może w końcu uda mi się zerwać ten mniszek. Bzu jest wyjątkowo dużo w tym roku. Zostaną jeszcze kwiaty na owoce do dżemów i dla ptaków na zimę. Powinnam już też pomyśleć o zywaniu liści czarnej porzeczki i malin. Czeka bodziszek, ale nie wiem czy go zrywać. Dziś przyszła mi książka o ziołach Alicji Chrzanowskiej Święte zioła poleskich znachorek tom trzeci. Poczytam...
A po południu medytacja i zabieg Reiki na przyśpieszenie przemiany materii, bo odkąd robię bardzo fajnie chudnę. Co prawda pewna nie jestem czy to od Reiki, bo noszę też bransoletkę magnetyczną, ale przerywać zabiegów nie zamierzam...
środa, 3 czerwca 2015
Podciep, zmora, płatki, bułki i domowe kosmetyki...
Pogoda się zmieniła. Jest gorąco i sucho. Tak samo było w nocy. Źle przez to spałam. Rzucałam się i męczyłam. Było mi duszno. Obudziłam się cała spocona w zmiętej pościeli. Zaraz mi się przypomniały opowieści mojej cioci o strzydze albo zmorze męczącej ludzi w nocy. Pamiętam też o podciepie i mamunie. Ciocia Ala, siostra mojej babci miszkała kilka lat na Śląsku, bo jej mąż był sztygarem na kopalni i stamtąd te opowieści przywiozła. Raczyła mnie nimi, gdy jako dziecko byłam nieznośna. Nie pamiętam bym się jakoś tych strachów specjalnie obawiała. Zawsze za to bałam się wampirów i wilkołaków. O tak. O nich jak posłyszałam przed nocą to długo usnąć nie mogłam.
Ostatnio jem sporo płatków owsianych. Polubiłam je zwłaszcza w wersji na słodko z owocami, rodzynkami, orzechami i jogurtem. Płatki to bogactwo witamin i minerałów. To też źródło błonnika. Zapobiegają otyłości, poprawiają pracę jelit. Zalecane są w cukrzycy i przy podwyższonym cholesterolu. Zapobiegają też namnażaniu się komórek nowotworowych. Ja czasem jem przez cały dzień tylko 6 łyżek płatków. To doskonale czyści jelita i pozwala stracić trochę na wadze.
Wczorajszy dzień był dość aktywny. Popracowałam trochę w ogrodzie - zasiliłam wszystko i poplewiłam. Przyszły mi też zakupy- klapki do akupresury i magnesy, ale o tym narazie sza. Wieczorem zrobiłam sobie domowe Spa. Były świece zapachowe, olejki. Był peeling tym razem z zielonej herbaty, cukru, oleju z pestek winogron i olejku pomarańczowego. Odpoczęłam i odreagowałam.
A na koniec przepis na bułki z papryką i cebulą oraz zdjęcia kwiatów, które ostatnio cieszą moje oczy.
375 g mąki w tym 40 razowej lub gryczanej/niekoniecznie/
200 ml ciepłej wody
100 ml mleka
łyżeczka soli
paczka drożdży suchych lub 15g świeżych
ulubione zioła u mnie był tymianek
kawałek papryki
cebula
Drożdże rozpuścić w ciepłej wodzie z mlekiem. Odstawić na 30 minut do wyrośnięcia. Paprykę i cebulę rozdrobnić, dodać część soli i zioła, podsmażyć. Drożdże dodać do mąki i wyrobić krótko. Odstawić do wyrośnięcia. Formować bułki, nadziewać warzywami, posypać po wierzchu ziołami i piec około 20 minut w 200 stopniach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








