Wreszcie zabrałam się za oleje. Maluje się fajnie - miękko. Nie to co akryle. Nie można jednak malować całego obrazu na raz, bo musi podeschnąć poprzednia warstwa zanim położy się następną. U mnie obraz będzie powstawał około 4 dni. To nie tak długo, ale ja mieszam farby z terpentyną. Olej schnie dłużej. Mam na razie problem z cienkim liniami, bo nie mam pędzelka. Do olejnych powinien być nylonowy lub szczeciniak. Już kupiłam i idzie. Idą też papiery do farb olejnych. Muszę koniecznie poćwiczyć mieszanie farb, bo olejne mają mocny pigment i wystarczy ich dodać odrobinę do bieli, bo kolor wyszedł zbyt intensywny. Powinnam kupić farby lepsze gatunkowo, bo mają ładniejsze kolory. Poniżej pierwszy obraz. Jeszcze nie skończony. Do dopracowania przede wszystkim niebo, drzewa i trawa. Muszą dostać dodatkowych kolorów. Dziś będę kończyć i może zacznę następny. Podobrazie zagruntowałam wczoraj i czeka.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
wtorek, 15 września 2015
poniedziałek, 14 września 2015
Koniec kursu malarskiego i błędy, praca z tarotem, malowanie, dieta i kartofle...
Na kursie malarskim została mi tylko jedna lekcja. To nie znaczy, że wszystko umiem. Przede mną jeszcze masa ćwiczeń i korygowanie błędów między innymi podobieństwo w portrecie, za słaby światłocień, tendencja do robienia obrysów w szkicach, zbyt mocne linie szkicu, które przebijają przez farbę, brak umiejętności pracy cienkim pędzelkiem czyli zbyt grube linie i tendencja do upraszczania. To to co już wiem dzięki nauczycielowi z kursu. Jest też brak cierpliwości co oznacza, ze wybieram proste obrazy z małą ilością elementów, bo efekt ma być widoczny od razu i malować mam szybko. Obraz powstaje w godzinę albo i krócej. Tym samym oleje to chyba nie dla mnie technika, bo tu maluje się dłużej. Znacznie dłużej. No chyba, że farby będę mieszać z terpentyną i małą ilością oleju. Wtedy będą schły szybciej. Muszę w końcu spróbować...Może zacznę od prostego pejzażu.
Od kilku dni siedzę nad tarotem. Ostatnio analizowałam kolory kart oraz zależność kart małych arkan od numerologii. Ta zależność występuję z tym, ze nie w każdym przypadku. Jest kilka kart, które się wyłamują ze schematu np. trójka mieczy. W numerologi to liczba bardzo pozytywna, karta niestety nie. Podobnie jest w przypadku 4 buław. W tym przypadku kara jest bardziej pozytywna od numerologicznego znaczenia 4.
Dieta mi idzie. Waga pomału spada. Zostały jeszcze 3 kg. Program, który kupiłam dobrze się sprawdza. Posiłki komponuję niestety z trudem, bo mam tendencję do wybierania dań z większa ilością węglowodanów. Ostatnio jem sporo ziemniaków, bo trochę moich wykopała mi mama. Urosły dorodne, choć pod krzakami ich dużo nie było.
Dziś jadę do miasta i pewnie wrócę zmęczona. Krzysiek się zmęczy juro, bo idzie sprzątać groby. Jest ich 6 w tym dwa podwójne. Resztę kartofli wykopiemy może w czwartek.
Wczoraj zrobiłam zakupy w sklepie dla plastyków. Kupiłam zestaw pasteli tym razem portretowy, tusz i cienki pędzelek do kaligrafii. Może w końcu i mnie cienkie linie zaczną wychodzić...
Od kilku dni siedzę nad tarotem. Ostatnio analizowałam kolory kart oraz zależność kart małych arkan od numerologii. Ta zależność występuję z tym, ze nie w każdym przypadku. Jest kilka kart, które się wyłamują ze schematu np. trójka mieczy. W numerologi to liczba bardzo pozytywna, karta niestety nie. Podobnie jest w przypadku 4 buław. W tym przypadku kara jest bardziej pozytywna od numerologicznego znaczenia 4.
Dieta mi idzie. Waga pomału spada. Zostały jeszcze 3 kg. Program, który kupiłam dobrze się sprawdza. Posiłki komponuję niestety z trudem, bo mam tendencję do wybierania dań z większa ilością węglowodanów. Ostatnio jem sporo ziemniaków, bo trochę moich wykopała mi mama. Urosły dorodne, choć pod krzakami ich dużo nie było.
Dziś jadę do miasta i pewnie wrócę zmęczona. Krzysiek się zmęczy juro, bo idzie sprzątać groby. Jest ich 6 w tym dwa podwójne. Resztę kartofli wykopiemy może w czwartek.
Wczoraj zrobiłam zakupy w sklepie dla plastyków. Kupiłam zestaw pasteli tym razem portretowy, tusz i cienki pędzelek do kaligrafii. Może w końcu i mnie cienkie linie zaczną wychodzić...
sobota, 12 września 2015
Kredki akwarelowe, karty cygańskie, lekcja tarota, problemy z kotami i wiersz...
Ostatnio rysuję kredkami akwarelowymi. Nie wszystkie obrazki mi się podobają, ale się wytrwale uczę. Kiedyś pewnie będzie lepiej. Na razie kolory się nie łączą. Szczególnie pejzaże wyglądają sztucznie. Ćwiczę też portrety i niestety postępu nie widać. Ponoć postęp może być po narysowaniu setek portretów, a ja mam na koncie kilka. Może kiedyś się tego nauczę choć bardziej mi zależy na nauczeniu się malowania pejzaży. Podglądam pejzaże Chełmońskiego. Są cudne i magiczne, a kolory nie do podrobienia. Dziś też coś namaluję...
Wczoraj przyszły mi wreszcie karty cygańskie. Myślę, że kiedyś dojdę z nimi do ładu. Muszę tylko poskładać wiadomości z internetu i te napływające z mojej wyobraźni. Intuicja mi podpowie. Ufam jej. Powinno być dobrze. Mam też karty tradycyjne obrazkowe. Teraz żałuję, że nie zamówiłam talii 52 sztuk tylko 32. Kiedyś wróżyłam z takich tylko z tali 24 kart, ale zapomniałam prawie wszystko. Niektóre oznaczenia się poza tym różnią. Sporo nauki przede mną.
Przyszła też pierwsza lekcja tarota i jest nie powiem interesująca. Na wiele spraw otworzyła mi oczy i trochę nowych rzeczy się dowiedziałam. Na razie nie żałuję, że się na kurs zdecydowałam. Już czekam na następne lekcje.
Mam trochę problemów z kotami. Po pierwsze Mruczek. Zrobił się ostatnio zmierzły - zazdrosny, humorzasty i agresywny. Atakuje inne koty, a nawet kiedyś ugryzł mnie co mu się po raz pierwszy zdarzyło. Jak się wścieknie to kręci się w kółko albo coś drapie np. fotel czy koc. Goni też ze złości za ogonem. Nie wiem czy to wina wieku czy coś innego. W końcu taki stary jeszcze nie jest, bo raptem 9 lat skończył. Postarzała się za to wyraźnie Megusia. Zaczęła się bać kotów i przed nimi ucieka. Często kuli się ze strachu i całymi dniami drzemie. Najchętniej na piersi Krzyśka tuż przy twarzy. Tak się zachowuje odkąd miała zabieg usuwania ząbków. Staruszką nie jest jeszcze, bo ma dopiero 8 lat.
A na koniec wiersz i zmykam na medytację...
Jesień kroczy
znalazłam pierwszy
złoty liść przy drodze
nawłoć żółci ugory
poranki już chłodne
jesień kroczy
z wrzosami
i bukietem marcinków
a wspomnienie lata
wciąż żywe
nie mogę zapomnieć
uśmiechu poranka
do maków
lśniącymi od rosy
ani wieczoru
rześkiego po całodziennym upale
tak szybko
dzień za dniem umyka
tylko błękit nieba ten sam
układa się miękko
na koronach drzew
Wczoraj przyszły mi wreszcie karty cygańskie. Myślę, że kiedyś dojdę z nimi do ładu. Muszę tylko poskładać wiadomości z internetu i te napływające z mojej wyobraźni. Intuicja mi podpowie. Ufam jej. Powinno być dobrze. Mam też karty tradycyjne obrazkowe. Teraz żałuję, że nie zamówiłam talii 52 sztuk tylko 32. Kiedyś wróżyłam z takich tylko z tali 24 kart, ale zapomniałam prawie wszystko. Niektóre oznaczenia się poza tym różnią. Sporo nauki przede mną.
Przyszła też pierwsza lekcja tarota i jest nie powiem interesująca. Na wiele spraw otworzyła mi oczy i trochę nowych rzeczy się dowiedziałam. Na razie nie żałuję, że się na kurs zdecydowałam. Już czekam na następne lekcje.
Mam trochę problemów z kotami. Po pierwsze Mruczek. Zrobił się ostatnio zmierzły - zazdrosny, humorzasty i agresywny. Atakuje inne koty, a nawet kiedyś ugryzł mnie co mu się po raz pierwszy zdarzyło. Jak się wścieknie to kręci się w kółko albo coś drapie np. fotel czy koc. Goni też ze złości za ogonem. Nie wiem czy to wina wieku czy coś innego. W końcu taki stary jeszcze nie jest, bo raptem 9 lat skończył. Postarzała się za to wyraźnie Megusia. Zaczęła się bać kotów i przed nimi ucieka. Często kuli się ze strachu i całymi dniami drzemie. Najchętniej na piersi Krzyśka tuż przy twarzy. Tak się zachowuje odkąd miała zabieg usuwania ząbków. Staruszką nie jest jeszcze, bo ma dopiero 8 lat.
A na koniec wiersz i zmykam na medytację...
Jesień kroczy
znalazłam pierwszy
złoty liść przy drodze
nawłoć żółci ugory
poranki już chłodne
jesień kroczy
z wrzosami
i bukietem marcinków
a wspomnienie lata
wciąż żywe
nie mogę zapomnieć
uśmiechu poranka
do maków
lśniącymi od rosy
ani wieczoru
rześkiego po całodziennym upale
tak szybko
dzień za dniem umyka
tylko błękit nieba ten sam
układa się miękko
na koronach drzew
czwartek, 10 września 2015
Kursy, malowanie, tarot i placki z tuńczykiem
Od kilku dni znowu się uczę rysunku i malowania. Wzięłam się intensywnie za portrety, bo mi nie wychodzą. Nie potrafię uchwycić podobieństwa. Wychodzą jakieś takie bez duszy. Wczoraj wykonałam portret pastelami suchymi i wyszedł tragiczny. Nie pokażę, bo wstyd. Ponoć o normalne na początku i wprawa przyjdzie z czasem. Najważniejsze są oczy. Na pracę domowa miałam też zadane namalowanie zwierzęcia. Namalowałam kota i psa. Tym razem to były pastele olejne. Wybrałam Pikusia i tu podobieństwo jest. Kot mi się nie podoba, bo ma za ciemne oczy. Nie rozumiem czemu ludzi nie potrafię rysować, a zwierzęta już mi lepiej idą. Dziś będę ćwiczyć dalej. Do skutku i tak nie mam nic innego do roboty. Z drugiej strony nie wszyscy malarze zawodowi to portreciści. Może więc trzeba by się skupić na tym co chce malować czyli na pejzażach, zwierzętach i kwiatach. Już dawno nic akrylami nie namalowałam na podobraziu. Chodzi co prawda za mną obraz z łosiem w lesie, ale pewnie jeszcze pochodzi jakiś czas... Na razie chcę odrobić zaległości na kursie. Pomaluję też trochę zwierząt pastelami olejnymi. Wypadało by też wziąć się za akwarele. No i oleje czekają...
Wykupiłam sobie następny kurs. To tarot. Co prawda wróżyć potrafię i nawet to się sprawdza, ale kurs mnie skusił elementami psychologii, nauką podejścia do klienta i nauką rozwijania intuicji. Może mi się przydać, bo ponoć mało komunikatywna jestem i nie mam podejścia do ludzi. Tak twierdzi moja mama i mój syn. Jeśli mi się nie spodoba to najwyżej zrezygnuję. Wykupiłam za pół ceny to się opłaci. Ciekawe kiedy przyjdzie pierwsza lekcja. Wysłana była trzy dni temu. Kurs prowadzi psycholog.
Znowu ciągnie mnie do gotowania. Już nie jem byle czego tylko z powrotem kombinuję. Dziś na śniadanie jadłam placki serowe z otrębami i tuńczykiem. Wyszły smaczne, choć trudno je przewracać.
pół paczki twarogu
jajko
2 łyżki otrąb
pół puszki tuńczyka
przyprawa do ryb
Wszystko wymieszać i smażyć na rozgrzanym oleju lub na patelni teflonowej.
Wykupiłam sobie następny kurs. To tarot. Co prawda wróżyć potrafię i nawet to się sprawdza, ale kurs mnie skusił elementami psychologii, nauką podejścia do klienta i nauką rozwijania intuicji. Może mi się przydać, bo ponoć mało komunikatywna jestem i nie mam podejścia do ludzi. Tak twierdzi moja mama i mój syn. Jeśli mi się nie spodoba to najwyżej zrezygnuję. Wykupiłam za pół ceny to się opłaci. Ciekawe kiedy przyjdzie pierwsza lekcja. Wysłana była trzy dni temu. Kurs prowadzi psycholog.
Znowu ciągnie mnie do gotowania. Już nie jem byle czego tylko z powrotem kombinuję. Dziś na śniadanie jadłam placki serowe z otrębami i tuńczykiem. Wyszły smaczne, choć trudno je przewracać.
pół paczki twarogu
jajko
2 łyżki otrąb
pół puszki tuńczyka
przyprawa do ryb
Wszystko wymieszać i smażyć na rozgrzanym oleju lub na patelni teflonowej.
wtorek, 8 września 2015
Dieta, zmiana planów i kursy
Jednak jeszcze się zmobilizowałam do diety. Mam zamiar przejść na miesiąc na jakąś nisko węglowodanową typu paleo lub w ostateczności LCHF. Powinna mi waga spaść, bo ja tyję od węglowodanów, bo je najbardziej chyba lubię. Paleo jest nawet do przyjęcia, ale LCHF jest bardzo restrykcyjna, bo nie wolno przekroczyć 20 g węglowodanów dziennie. Będzie mi trudno zwłaszcza zrezygnować z napoi gazowanych, które uwielbiam. No ale miesiąc powinnam wytrzymać. Nic mi się nie stanie przecież. W niedzielę kupiłam program komputerowy dietetyk, który liczy składniki. Jest bardzo wygodny. Sprawdziłam wersję demo. Teraz czekam aż przyjdzie wersja rozszerzona. Zobaczymy co zdziałam. Następne podejście do diety będzie wiosną lub już w styczniu jeśli zima będzie lekka. W zimie może skończę kurs dietetyczny o specjalności odchudzanie. Znalazłam go w internecie i nie jest drogi. Może on mi pomoże dojść z sobą do ładu. Wiem tylko tyle, ze jeśli mam schudnąć to bez ćwiczeń, bo tu próby następnej raczej nie będzie. A z resztą ko mnie tam wie. Może i tu spróbuję choć wiem, że od ćwiczeń nie chudnę, tylko bardziej sprawna fizycznie się robię...
Dziś jadę na pocztę. Sprzedałam książkę na Allegro i muszę ją pilnie wysłać. Tym samym fryzjera nie zaliczę i farby do decu nie kupię. Kupi mi Krzysiek w piątek. Tylko co ja do tego czasu będę robić? Może kartki. Farby mam resztki. Może tylko na jakieś kolczyki wystarczy, a ja mam do zrobienia kasetki, bombki, butelki i serwetniki.
Na razie siedzę nad kursem rysunkowo - malarskim, bo mam kilka zaległych prac do wykonania. Zostały jeszcze tylko dwa zeszyty i koniec kursu. Może pomyśle o następnym z tym, że ćwiczenia z rysunku będę kontynuować zimą, gdy w pracowni nie da się działać. Ostatnie lekcje nie bardzo mnie interesują, bo szkicuje się architekturę i postacie ludzkie. Ja kocham pejzaże, kwiaty, zwierzęta i vedic art, ale lekcje trzeba przejść i prace domowe odrobić. Dziś np. będę rysowała nogę od kolana po stopę i plecy. Niezbyt to dla mnie ciekawe. Te ćwiczenia jednak dużo dają, bo ręka pracuje. Mam problem z rysowaniem z natury, bo nie jestem mobilna i do ciekawych widoków nie dojadę z całym kramem. Rysuję więc ze zdjęć. Tak nie powinno być z natury też trzeba umieć. Czekam na kurs pisania ikon. Miał być we wrześniu.
Na razie jednak o tym cisza.
A na koniec troche muzyki
Dziś jadę na pocztę. Sprzedałam książkę na Allegro i muszę ją pilnie wysłać. Tym samym fryzjera nie zaliczę i farby do decu nie kupię. Kupi mi Krzysiek w piątek. Tylko co ja do tego czasu będę robić? Może kartki. Farby mam resztki. Może tylko na jakieś kolczyki wystarczy, a ja mam do zrobienia kasetki, bombki, butelki i serwetniki.
Na razie siedzę nad kursem rysunkowo - malarskim, bo mam kilka zaległych prac do wykonania. Zostały jeszcze tylko dwa zeszyty i koniec kursu. Może pomyśle o następnym z tym, że ćwiczenia z rysunku będę kontynuować zimą, gdy w pracowni nie da się działać. Ostatnie lekcje nie bardzo mnie interesują, bo szkicuje się architekturę i postacie ludzkie. Ja kocham pejzaże, kwiaty, zwierzęta i vedic art, ale lekcje trzeba przejść i prace domowe odrobić. Dziś np. będę rysowała nogę od kolana po stopę i plecy. Niezbyt to dla mnie ciekawe. Te ćwiczenia jednak dużo dają, bo ręka pracuje. Mam problem z rysowaniem z natury, bo nie jestem mobilna i do ciekawych widoków nie dojadę z całym kramem. Rysuję więc ze zdjęć. Tak nie powinno być z natury też trzeba umieć. Czekam na kurs pisania ikon. Miał być we wrześniu.
Na razie jednak o tym cisza.
niedziela, 6 września 2015
Koniec z odchudzaniem, wytworki i niedzielne leniuchowanie...
Jesień i ja zaczęłam mieć apetyt na tuczące potrawy typu kluski, ziemniaki, frytki czy sałatki z majonezem i zawiesiste zupy. Od razu kilka kilo mi przybyło choć tak dużo nie jem, bo rapem około 1600 kalorii, a to jest tyle ile wynosi moja norma PPM według wyliczeń. Chyba powinnam całe życie już być na 1200. Wtedy bym nie tyła. Tyle tylko, ze ja jestem teraz ciągle głodna jak zawsze o tej porze roku. Nie mam zamiaru sobie wszystkiego odmawiać i dręczyć się ani walczyć z sobą. Nie mam też zamiaru zmieniać trybu życia na bardziej ruchliwy. Sportu nienawidzę nawet w telewizji i już nie polubię. Starałam się całe życie polubić i nie polubiłam. Przyszedł chyba czas na zaakceptowanie siebie i polubienie tych kilogramów też. Innego wyjścia nie ma. Wszystkie kobiety w mojej rodzinie po klimakterium tyły i stawały się okrągłe. Miały też nadciśnienie. Tylko moja mama nie przytyła za bardzo, ale ona pali papierosy i to dużo. Jak ja paliłam to ważyłam 30 kg mniej. Koniec więc ze stresem z powodu zjedzenia bułki. Koniec z wyrzutami sumienia i obsesją. Mam dość. Będę ważyć koło 100 kg to będę. Trudno.
Dziś mam na obiad ziemniaki z fasolką szparagową z czosnkiem i śmietana i zjem bez oporów. Na kolację będą placki ziemniaczano - cukiniowe i też zjem i to nie dwa.
Wczoraj znalazłam resztki farby białej i wykorzystałam ją na ozdobienie deseczki i słoika, który zostanie w domu. Malowało się fatalnie, bo farba jest gęsta i ma grudki, ale jakoś poszło. Dziś może też coś zdziałam. Mam jeszcze jedną deseczkę i trochę kolczyków.
Dziś mam zamiar poleniuchować. Może trochę pośpię. Może poczytam. Pisać na forum nie będę, ale wróżyć tak o ile mi się chętni trafią, a raczej chętne, bo to kobiety częściej o wróżby proszą. W zeszłą niedzielę było sporo chętnych o ile dobrze pamiętam. Pieniędzy potrzebuję sporo, bo myślę o nowym kursie, ale na razie o tym sza...
Kusi mnie też kurs dziennikarski, ale tu mam dylemat, bo mnie pisanie o polityce i sprawach gospodarczych nie bardzo interesuje, a raczej wcale. Kariery też przecież robić nie zamierzam. Chciałabym po prostu nauczyć się lepiej pisać teksty typu felietonów. Może więc jest inna droga by to osiągnąć bez wydawania dużych pieniędzy na kurs. Moim ewentualnym celem jest pisanie tekstów do czasopism np. kobiecych czy ogrodniczych.
Dziś mam na obiad ziemniaki z fasolką szparagową z czosnkiem i śmietana i zjem bez oporów. Na kolację będą placki ziemniaczano - cukiniowe i też zjem i to nie dwa.
Wczoraj znalazłam resztki farby białej i wykorzystałam ją na ozdobienie deseczki i słoika, który zostanie w domu. Malowało się fatalnie, bo farba jest gęsta i ma grudki, ale jakoś poszło. Dziś może też coś zdziałam. Mam jeszcze jedną deseczkę i trochę kolczyków.
Dziś mam zamiar poleniuchować. Może trochę pośpię. Może poczytam. Pisać na forum nie będę, ale wróżyć tak o ile mi się chętni trafią, a raczej chętne, bo to kobiety częściej o wróżby proszą. W zeszłą niedzielę było sporo chętnych o ile dobrze pamiętam. Pieniędzy potrzebuję sporo, bo myślę o nowym kursie, ale na razie o tym sza...
Kusi mnie też kurs dziennikarski, ale tu mam dylemat, bo mnie pisanie o polityce i sprawach gospodarczych nie bardzo interesuje, a raczej wcale. Kariery też przecież robić nie zamierzam. Chciałabym po prostu nauczyć się lepiej pisać teksty typu felietonów. Może więc jest inna droga by to osiągnąć bez wydawania dużych pieniędzy na kurs. Moim ewentualnym celem jest pisanie tekstów do czasopism np. kobiecych czy ogrodniczych.
piątek, 4 września 2015
Pech, awarie, spojrzenie na modę i nieudane zakupy
Ostatnio mam trochę pod górkę. Nadal nie załatwiłam ani farby emulsyjnej, ani fryzjera. Na dodatek zepsuła mi się lodówka i odkurzacz. Wczoraj był fachowiec i doradził kupić nowe, bo naprawa niepewna i droga. W odkurzaczu silnik, a w lodówce gaz ucieka. Dziś jadę. Odkurzacz przywiozę od razu, a na lodówkę będę czekać. Pewnie do poniedziałku co najmniej. Marny los, bo wszystkie zapasy licho weźmie. Część zjedliśmy co dało taki efekt, że Krzysiek się przejadł i wczoraj bolał go brzuch. Lodówka miała 8 lat to fakt, ale odkurzacz był względnie nowy i nie za dużo używany, bo odkurzamy raz w tygodniu tylko. Te awarie to pewnie wina wilgoci, bo cóż innego by było przyczyną. Lodówka była cała zardzewiała. Weźmiemy na raty i jakoś się spłaci. Za to z robotem kuchennym mogę się teraz pożegnać, bo Krzysiek aż tyle rzeczy na raz nie kupi. Nie kupi też blendera, a maszynka do mięsa ledwie dyszy...
Pogoda za to zrobiła się całkiem przyjemna. Jest chłodno, ale nie zimno. Taką lubię. Wyciągnęłam z szafy moje ukochane poncho i tylko w nim chodzę. Krzysiek nie cierpi takiego stroju. Jemu się podobają kurtki i żakiety ewentualnie swetry. Nie poncha. Trudno, ale ja poncha kocham i mam ich kilka, a żakietu ani jednego, bo nie lubię.
Pogoda jeszcze trochę, a zrobi się grzybowa - deszcze przechodzą często ale słabe. Szkoda, że u mnie w lesie grzybów jest mało. Miałabym ochotę poszukać. Wieki już nie byłam na grzybach, ale ja za bardzo zbierać nie potrafię. Musi ich być dużo, żebym znalazła. Ja potrafię zbierać tylko opieńki, ale na nie za wcześnie jest.
Dziś po południu będę pisać na forum i pewnie wróżyć jeśli chętni będę. Ostatnio mało działam robótkowo, ale za to dużo piszę na portal z wróżbami. Dziś pewnie też tak będę spędzać popołudnie. Coś napiszę. Wczoraj przyszły mi zakupy, ale zadowolona nie jestem, bo zamówiłam naklejki na klawiaturę z cyframi zamiast z literami, a książka okazała się bardzo przeciętna. Znane mi od dawna treści tylko rozwlekle napisane. Żałuję, że kupiłam, a tania nie była.
A na koniec ostatnie zdjęcia Józka. Zrobiłam je dla poprzedniego opiekuna, bo ciągle jesteśmy w kontakcie.
Pogoda za to zrobiła się całkiem przyjemna. Jest chłodno, ale nie zimno. Taką lubię. Wyciągnęłam z szafy moje ukochane poncho i tylko w nim chodzę. Krzysiek nie cierpi takiego stroju. Jemu się podobają kurtki i żakiety ewentualnie swetry. Nie poncha. Trudno, ale ja poncha kocham i mam ich kilka, a żakietu ani jednego, bo nie lubię.
Pogoda jeszcze trochę, a zrobi się grzybowa - deszcze przechodzą często ale słabe. Szkoda, że u mnie w lesie grzybów jest mało. Miałabym ochotę poszukać. Wieki już nie byłam na grzybach, ale ja za bardzo zbierać nie potrafię. Musi ich być dużo, żebym znalazła. Ja potrafię zbierać tylko opieńki, ale na nie za wcześnie jest.
Dziś po południu będę pisać na forum i pewnie wróżyć jeśli chętni będę. Ostatnio mało działam robótkowo, ale za to dużo piszę na portal z wróżbami. Dziś pewnie też tak będę spędzać popołudnie. Coś napiszę. Wczoraj przyszły mi zakupy, ale zadowolona nie jestem, bo zamówiłam naklejki na klawiaturę z cyframi zamiast z literami, a książka okazała się bardzo przeciętna. Znane mi od dawna treści tylko rozwlekle napisane. Żałuję, że kupiłam, a tania nie była.
A na koniec ostatnie zdjęcia Józka. Zrobiłam je dla poprzedniego opiekuna, bo ciągle jesteśmy w kontakcie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)