Po deszczu trawa buja jak szalona. Nie koszona wyglada ładnie i po wiejsku. Cieszy mnie bogactwo roślin w tym oczywście te kwitnące. Trochę roślin pozbieram do rytuałow. Będą na zimę. S przyjedze w czerwcu to resztę skosi, a mnie będzie żal. Nie lubię wychuchanych, podmiejskich trawników. Pamiętam jeszcze czasy, gdy okoliczne łąki i pastwiska zachwycały. Chodziłam z ciocią zbierać polne kwiaty. Rosły rumianki, stokrotki, dzwonki, maki. Przynosiłyśmy całe bukiety. Teraz to ugory porośnęte po pas perzem i chaszczami i kwiatów nie ma. Żal mi tych klimatów i wspominam te czasy z nostalgią. Nie wszystko zmienia się na lepsze niestety. Młodym ludziom nie chce się pracować w polu i tradycje zanikają. Przykre to.
Czekam na pogodę, bo trzeba by zacząć plewić. Krzewy, które posadziłam w zeszłym roku zaczynaja zarastać. Wzdrygam sie przed ta pracą, bo jej nie lubię, ale zrobić trzeba. Muszę też Krzyśka pogonić do sadu. Powinen wyciąć resztę chaszczy. Trzeba stary perz skosić i spryskać ten co wyrośne. Bardzo mi żal owadów więc będziemy pryskać wieczorem. Spryskane być musi, bo perzu coraz więcej, a my nie mamy siły by go usuną w inny sposób. Późnej weźmemy się za podwórko po kurach. Krzysiek wytnie maliny, a S chaszcze. Trzeba by te maliny jakoś zniszczyć. Chciałabym w tym miejscu posadzć nowe, szlachetne odmany. Nie wiem jednak co zrobic z tymi dzikimi. Krzysiek wytnie, ale korzenie przeciez zostaną i odbiją.
Zimno jest na tyle, że codzennie palimy w piecu. Jak to dobrze, że mieszkamy w domu, a nie w blokach.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
wtorek, 14 maja 2019
niedziela, 12 maja 2019
niedziela
Ostatnio trochę lepiej śpię i łatwiej zasypiam. Nie wiem czy to trening autogenny pomógł czy aromatoterapia, czyli olejek na sen, który kupiłam. Ważne, że się wysypiam i bez problemu wstaję. Niestety nadal mam kiepski nastrój. Mam czarne myśli i uważam, że nic dobrego mnie w najbliższym czasie nie spotka. Trochę tych myśli sie obawiam, bo jakie myśli takie życie. Dzieje mi się różnie. W piątek np. dowiedziałam się, że za likwidację przyłacza gazu nie będę płacić. Martwiłam sie o to przez dwa tygodnie. To zamartwanie o przyszłość jest bez sensu. Przyda mi sie bardzo trening uważności. Książkę na ten temat właśnie czytam. Nie była tania, ale wygląda na wartościową.
Wczoraj byłam na zajęciach w ośrodku kultury. Zaczęłam martwą nature, a konkretnie kwiaty. Zajęcia będą do końca czerwca.W tym czasie chcę namalować jeszcze może jedne kwiaty, może morze i wiejską chatę. Nie wiem czy to się uda. Raczej nie. Później będę malować tylko w domu, bo nie wiadomo czy zajęcia w wakacje będą. Pani, która prowadzi zajęcia ma podpisaną umowę tylko do wakacji. Co dalej nie wiadomo. Jeśli zajęcia będą od września, też będę chodzić. W lecie może będą zajęcia w sąsiednim mieście. Czekam na akwarelę.
Wczoraj Krzysiek pomalował resztę okien, a później wsadzilśmy ostatnie rośliny. Wszystko już jest w ziemi. Coś jeszcze może kupię w tym roku, ale raczej jesienią. Chodzi o podlewanie.
Dziś dzień w domu na kanapie, choć wróżenie będzie. Pogoda taka sobie. Zaraz chyba będze deszcz.
Wczoraj byłam na zajęciach w ośrodku kultury. Zaczęłam martwą nature, a konkretnie kwiaty. Zajęcia będą do końca czerwca.W tym czasie chcę namalować jeszcze może jedne kwiaty, może morze i wiejską chatę. Nie wiem czy to się uda. Raczej nie. Później będę malować tylko w domu, bo nie wiadomo czy zajęcia w wakacje będą. Pani, która prowadzi zajęcia ma podpisaną umowę tylko do wakacji. Co dalej nie wiadomo. Jeśli zajęcia będą od września, też będę chodzić. W lecie może będą zajęcia w sąsiednim mieście. Czekam na akwarelę.
Wczoraj Krzysiek pomalował resztę okien, a później wsadzilśmy ostatnie rośliny. Wszystko już jest w ziemi. Coś jeszcze może kupię w tym roku, ale raczej jesienią. Chodzi o podlewanie.
Dziś dzień w domu na kanapie, choć wróżenie będzie. Pogoda taka sobie. Zaraz chyba będze deszcz.
piątek, 10 maja 2019
piątek
Pogoda w kratkę, ale udało mi się trochę roślin wsadzić. W ziemi są dalie i liliowce. Do donicy wsadziłam ostrokrzew. Mam tez kilka dalii od mamy. Chcę jeszcze kilka roślin kupić, ale funduszy teraz brak. Na razie kupilam niebieskie werbenki do doniczek przed dom oraz pelargonie i araukarię. Wsadziłam pestki mandarynki i pomarańczy. Czekam na roślinki. Lubię cytrusy. Kiedyś marzyłam o oranżerii.
Post dr Dąbrowskiej trwa. Myślałam, że potrawy sa bez smaku i byłam załamana. Wszystko do czasu. Znalazłam trochę przepisów i zły humor przeszedł. Zrobiłam frytki z selera w frytkownicy beztłuszczowej i wyszły bardzo dobre. Dobry jest tez bigos i kalafior z cebulą i pomidorem. Chcę tez wypróbować sałatki, ale więcej warzyw muszę kupić. Na poczatek może kapustę pekińską lub zwykłą i rzodkiewki. Pomyślę o cukini i papryce. Minusem WO jest uczucie zimna. Chyba kolejny post zrobię w lecie. Będę kolejne o ile poczuję jego zbawienny wpływ. Na razie lepiej śpię i chudnę. Ciekawe ile uda się zrzucić.
Ostatnie zakupy...
Post dr Dąbrowskiej trwa. Myślałam, że potrawy sa bez smaku i byłam załamana. Wszystko do czasu. Znalazłam trochę przepisów i zły humor przeszedł. Zrobiłam frytki z selera w frytkownicy beztłuszczowej i wyszły bardzo dobre. Dobry jest tez bigos i kalafior z cebulą i pomidorem. Chcę tez wypróbować sałatki, ale więcej warzyw muszę kupić. Na poczatek może kapustę pekińską lub zwykłą i rzodkiewki. Pomyślę o cukini i papryce. Minusem WO jest uczucie zimna. Chyba kolejny post zrobię w lecie. Będę kolejne o ile poczuję jego zbawienny wpływ. Na razie lepiej śpię i chudnę. Ciekawe ile uda się zrzucić.
Ostatnie zakupy...
środa, 8 maja 2019
środa
Wodociąg skończony...Uf. Jeden problem juz mam z głowy. Zostały 4 - ławka z tym, że noga juz idze, operacja Rozi, okno plus roleta i dachy nad komórkami. Powinnam dołozyć malowanie sypialni i okno na strychu, ale nie wiem czy psychiczne dam radę. Najbardziej martwi mnie oczywiście Rozi. Będzie malutka cierpieć, bo rana jest duża. Będzie się bać, bo w tej przychodni koty sa usypiane w osobnym pomieszczeniu, a później gdy sa wybudzane nas nie ma obok. To będzie straszny stres dla niej, a jest nerwowa. Kolejne zmartwienie to okno, bo w pracowni jest masa rzeczy, których nie chce wynosić. W połowie czerwca powinno być co gorsze zrobione.
Dieta WO mi idzie. Bardzo dużo sobie po niej obiecuję. Chciałabym wytrzymać 42 dni. Jest trudno, ale ponoć z czasem jest łatwiej. Później będę stopniowo dodawać kalori. Myślę oczywiście o tym by nie jeść po poście za duzo mięsa i białej mąki. Potrzeba mi pracy nad sobą. Muszę mieć nad sobą kontrolę. Muszę okiełznać stresy, nie jedzeniem, a innymi sposobami. Od tego jest Reiki jest medytacja, trening autogenny, głęboke oddechy. O przyjemnościach tez muszę pomyśleć. Do tej pory jedzenie było zbyt wazne.
Dziś moze kupię kwiatki przed dom. Ma być w tym roku kolorowo. Wypatrzyłam pelargonie i werbeny. Pelargonie kupię białą, różową, fioletową i łososiową. Werbeny niebieskie i czerwoną. Będzie ich mniej, bo mam jeszcze lilie i dalie. Poza tym chce kupić dwie książki. Muszę się spieszyć, bo są na allegro.
Dieta WO mi idzie. Bardzo dużo sobie po niej obiecuję. Chciałabym wytrzymać 42 dni. Jest trudno, ale ponoć z czasem jest łatwiej. Później będę stopniowo dodawać kalori. Myślę oczywiście o tym by nie jeść po poście za duzo mięsa i białej mąki. Potrzeba mi pracy nad sobą. Muszę mieć nad sobą kontrolę. Muszę okiełznać stresy, nie jedzeniem, a innymi sposobami. Od tego jest Reiki jest medytacja, trening autogenny, głęboke oddechy. O przyjemnościach tez muszę pomyśleć. Do tej pory jedzenie było zbyt wazne.
Dziś moze kupię kwiatki przed dom. Ma być w tym roku kolorowo. Wypatrzyłam pelargonie i werbeny. Pelargonie kupię białą, różową, fioletową i łososiową. Werbeny niebieskie i czerwoną. Będzie ich mniej, bo mam jeszcze lilie i dalie. Poza tym chce kupić dwie książki. Muszę się spieszyć, bo są na allegro.
poniedziałek, 6 maja 2019
Poniedziałek
Nowy tydzień zaczął się zmianą diety. Od dziś jestem na diecie dr Dąbrowskiej. Będę jeść tylko warzywa i owoce, ale nie wszystkie. Potrzeba mi siły i uporu, bo jedzenie jest dla mnie niesmaczne. Wiem, bo już kiedyś na diecie byłam i nie wytrzymałam, a raczej wytrzymałam tylko tydzień. Warto by wytrzymać choć miesiąc. Powinno byc 42 dni. Post jest zdrowotny. Mnie chodzi o hormony, stawy i może o ciśnienie choć ono ostatnio jest zawsze w normie, a nawet niskie. Chcę też schudnąć jak najwięcej. Liczę po cichu, ze spadnie 5-6 kg. Jest szansa, że tego co zrzucę nie odrobię, bo kalorie będę dokładać stopniowo.
Dziś mam trochę pracy, ale ostatnio zwolniłam tempo. Mniej piszę. Potrzebuję więcej czasu na rozwój siebie, czytanie i naukę. Dziś będzie tylko jeden tekst. Powinnam przepisać krzyżówkę, ale zrobię to jutro. W tym tygodniu chcę partię wysłać i zacząć układać następne.
Czekam na pieniądze i wykupię kurs psychologiczny albo kurs na psychodietetyka. Nauki będzie więcej.
Pracuję teraz nad gniewem. Wściekam się za często i chłonę emocje innych, a moje otoczenie mocno nerwowe jest. To ponoć można opanować. Nie mam wpływu na to jak zachowują sie inni, ale ze swoja złością bym chciała coś zrobić. Najlepsza metoda to zerwanie albo ograniczenie kontaktów z agresywnymi osobami. W moim przypadku to sie nie uda, bo bym została sama. Nerwowy jest Krzysiek, czasem S no i przede wszystkim moja mama. Ona denerwuje mnie najbardziej. Jestem z nią w konflikcie praktycznie od zawsze. Jesteśmy zbyt różne, a mama jest apodyktyczna i roszczeniowa. Chce mnie nadal wychowywać, manipuluje, narzeka szantażuje. Mieszkamy razem i praktycznie codziennie u niej bywam. Wracam chora.
Dziś mam trochę pracy, ale ostatnio zwolniłam tempo. Mniej piszę. Potrzebuję więcej czasu na rozwój siebie, czytanie i naukę. Dziś będzie tylko jeden tekst. Powinnam przepisać krzyżówkę, ale zrobię to jutro. W tym tygodniu chcę partię wysłać i zacząć układać następne.
Czekam na pieniądze i wykupię kurs psychologiczny albo kurs na psychodietetyka. Nauki będzie więcej.
Pracuję teraz nad gniewem. Wściekam się za często i chłonę emocje innych, a moje otoczenie mocno nerwowe jest. To ponoć można opanować. Nie mam wpływu na to jak zachowują sie inni, ale ze swoja złością bym chciała coś zrobić. Najlepsza metoda to zerwanie albo ograniczenie kontaktów z agresywnymi osobami. W moim przypadku to sie nie uda, bo bym została sama. Nerwowy jest Krzysiek, czasem S no i przede wszystkim moja mama. Ona denerwuje mnie najbardziej. Jestem z nią w konflikcie praktycznie od zawsze. Jesteśmy zbyt różne, a mama jest apodyktyczna i roszczeniowa. Chce mnie nadal wychowywać, manipuluje, narzeka szantażuje. Mieszkamy razem i praktycznie codziennie u niej bywam. Wracam chora.
piątek, 3 maja 2019
piątek
Wczoraj S pojechał. Dojechał szczęśliwie. W domu zrobiło się pusto i cicho. Przyjedzie chyba na poczatku czerwca, bo chcę by był jak będą wstawiać okno w pracowni. Smutno mi będzie bez niego. Lubię gdy jest mimo jego uporu i mimo awantur.
Ostatnio znowu myślę o nauce. Znalazłam kilka kursów psychologicznych, które mnie interesują. Chyba je stopniowo zrobię. Mam tez pomysł, żeby zmienić zawód. Teraz jestem technikiem chemikiem, ale myślę by zostać psychotronikem z dyplomem. Kursy sa w eskk i po zdaniu egzaminu i napisanu pracy mogę stać sie psychotronikiem. Kurs jest drogi, ale chyba warto. Składa sie z trzech - parapsychologii, psychologii i tarota lub astrologii. Wiedzę z ezoteryki juz mam.Trzeba by tylko opanować psychologię. Boję się egzaminu, bo jest w Warszawie. Jak tam dojechać? Muszę to przemyśleć i pieniądze ewentualnie zebrać. Jeśli się zdecyduję to nie w tym roku. Może w przyszłym od września. Wtedy wejdę w mój 1 rok numerologiczny. To odpowiedni czas na zmiany. W tym roku chcę zrobić wreszcie kurs aniołów.
Kupiłam kolejną książkę. Czekam na nią. Kilka też zgrałam z internetu. Czytam codziennie.
Ostatnio znowu myślę o nauce. Znalazłam kilka kursów psychologicznych, które mnie interesują. Chyba je stopniowo zrobię. Mam tez pomysł, żeby zmienić zawód. Teraz jestem technikiem chemikiem, ale myślę by zostać psychotronikem z dyplomem. Kursy sa w eskk i po zdaniu egzaminu i napisanu pracy mogę stać sie psychotronikiem. Kurs jest drogi, ale chyba warto. Składa sie z trzech - parapsychologii, psychologii i tarota lub astrologii. Wiedzę z ezoteryki juz mam.Trzeba by tylko opanować psychologię. Boję się egzaminu, bo jest w Warszawie. Jak tam dojechać? Muszę to przemyśleć i pieniądze ewentualnie zebrać. Jeśli się zdecyduję to nie w tym roku. Może w przyszłym od września. Wtedy wejdę w mój 1 rok numerologiczny. To odpowiedni czas na zmiany. W tym roku chcę zrobić wreszcie kurs aniołów.
Kupiłam kolejną książkę. Czekam na nią. Kilka też zgrałam z internetu. Czytam codziennie.
środa, 1 maja 2019
środa
Wodociąg prawie zrobiony. Poszło sprawnie. Duża zasługa S, bo pilnował i utargował cenę. Jeszcze zostało przepięcie licznika. Niestety niektóre moje rośliny ucierpiały, ale nie dało się inaczej. Liczę na to, ze odbiją w przyszłym roku. Jaki to komfort facet typu S - pewny siebie, przedsiębiorczy i komunikatywny. Krzysiek oczywiście w remoncie nie uczestniczył. Nawet nie wyszedł na dwór. Spokojnie rozwiązywał sobie krzyżówki. Twierdzi, że był S. To nieprawda, bo gdyby go nie było, wszystko spadłoby na mnie.
S jedzie jutro. Przyjedzie chyba na początku czerwca i dopiero wtedy wstawie okno i założę roletę antywłamaniową. Wtedy też trzeba będzie moze zniszczyć chwasty w sadzie. S twierdzi, że wcześniej trzeba skosić i dopiero gdy zacznie perz rosnąć, spryskać środkiem chwastobójczym.
Beltane już za nami. Zaczęło się symboliczne lato, jasna pora roku. To święto wody i ognia. W tym roku przygotowałam ołtarz z ogniem i wodą. Miałam trochę kwiatów polnych. Później obeszłam dom ze świecą. Kusiło mnie rozpalić ognisko. Świętowałam tym razem także z S. Uprzedziłam go jednak, że bierze udział w sabacie.
Od poniedziałku chyba post dr Dąbrowskiej. Jestem na forum i tam zaczyna się post. Planuję się przyłączyć. Chcę wytrzymać z miesiąc, bo gdy przyjedzie S post raczej się nie uda. Kusi mnie jedzeniem i karmi. Gdybym tak 6 kg zrzuciła. Świetnie by było. Ponoć waga łatwo na poczatku leci. Wszystko zależy od tego czy Krzysiek zgodzi się robić mi zakupy. Moze go przekonam, bo powinno być tanio. To dla niego argument koronny:)
S jedzie jutro. Przyjedzie chyba na początku czerwca i dopiero wtedy wstawie okno i założę roletę antywłamaniową. Wtedy też trzeba będzie moze zniszczyć chwasty w sadzie. S twierdzi, że wcześniej trzeba skosić i dopiero gdy zacznie perz rosnąć, spryskać środkiem chwastobójczym.
Beltane już za nami. Zaczęło się symboliczne lato, jasna pora roku. To święto wody i ognia. W tym roku przygotowałam ołtarz z ogniem i wodą. Miałam trochę kwiatów polnych. Później obeszłam dom ze świecą. Kusiło mnie rozpalić ognisko. Świętowałam tym razem także z S. Uprzedziłam go jednak, że bierze udział w sabacie.
Od poniedziałku chyba post dr Dąbrowskiej. Jestem na forum i tam zaczyna się post. Planuję się przyłączyć. Chcę wytrzymać z miesiąc, bo gdy przyjedzie S post raczej się nie uda. Kusi mnie jedzeniem i karmi. Gdybym tak 6 kg zrzuciła. Świetnie by było. Ponoć waga łatwo na poczatku leci. Wszystko zależy od tego czy Krzysiek zgodzi się robić mi zakupy. Moze go przekonam, bo powinno być tanio. To dla niego argument koronny:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






