Codzienność

Codzienność

czwartek, 30 kwietnia 2015

Sok i nalewka z kwiatów forsycji, wspomnienia i dzicy lokatorzy oraz goście...

Pracujemy pilnie. Krzysiek był w domu więc go wykorzystałam do zerwania kwiatów forsycji, bo najwyższy czas na to by je przerobić. Kwiaty mają wiele zastosowań medycznych. I tak między innymi obniżają poziom glukozy we krwi, działaja uspokajajaco, rozkurczająco, przeciwzapalnie i przeciwalergicznie. Mają też zastosowanie w kosmetyce, bo opóźniają procesy starzenia. U mnie w tym roku kilka razy była robiona herbatka. Dodawałam też kwiatów do omletów i zapiekanek. Trzeba z tym uważać, bo kwiaty są gorzkawe. Dziś będzie zrobiona nalewka i sok, który mimo jego nierewelacyjnego zapachu używam do kawy. Trochę kwiatów też wysuszyłam. Schną bardzo szybko i zachowują kolor. Kwiaty forsycji należy suszyć w ciemności. Ja wykorzystuję w tym celu maszynkę do suszenia grzybów. Później zsypuję je do kopert i trzymam w pokoju nad piecem obok woreczka z suszonymi grzybami. Może to nie wygląda elegancko, ale jest za to klimatycznie i praktyczne, a to dla mnie najważniejsze...

Nalewka

10 dkg świeżych kwiatów forsycji
0,5 litra wódki
Zalać kwiaty i macerować przez 14 dni. Wstrząsać co 3 dni. Odcedzić. Zażywać 2 razy dziennie po 10 ml.

Sok

10 dkg kwiatów odłożyć na gazętę na 2 godziny, bo mieszkańcy zdążyli się ewakuować, zalać 1 literem wody, zagotować i odstawić na 12 godzin. Po czym odcedzić, dosypać kilogram cukru i gotowac 40 minut. Zlać do słoików, zamknąć. Nie pasteryzować. Można używać do słodzenia napoi zamiast cukru.





Wczoraj był brat Krzyśka. Wreszcie się zlitował i naprawił nam bojler. Byłam bez bojlera 6 dni. Myłam się w misce, chlapiąc przy tym niemiłosiernie i marzyłam o kąpieli. Wodę do mycia i mycia garów grzałam na kuchence w wielkim garze. Chciałam prymitywnych warunków pachnących zapadłą wsią z lat 80 ubiegłego wieku to je miałam. Los bywa czasem przewrotny.
Swoją drogą pamiętam czasy, gdy rodzice kupili dom w Kamesznicy. To były właśnie lata 80. Dom składał się z jednej dużej izby, małego pomieszczenia i dużej sieni. Oczywiście łazienki nie było. Nie było nawet wody. Nosiło się ją ze studni u sąsiadów i była na wagę złota. Do mycia służyła miska, a do kąpieli wanienka. Kąpać można się było też w potoku, który przez działkę płynął. Ubikacja była na dworze. Na początku ciężko mi było przyzwyczaić się do takich warunków. Zwłaszcza ciężko było wychodzić zimą i wieczorem do ubikacji. Nie było też codziennej kąpieli. Często wspominam deszcz stukający o powałę wygódki, zapach róży posadzonej obok i gniazdo os nad drzwiami. Osy bytowały przez kilka lat nie niepokojone, nie czyniąc nikomu krzywdy. Rodzice dopiero po dwóch latach rozbudowali dom. Dobudowali 3 pokoje i zrobili łazienkę. Wyszła piękna, niezwykle klimatyczna - z oknem, koronkową firanką, masą naturalnego kamienia, drewna i białymi ścianami. Dobrze sobie czasem tamte dni przypomnieć...Im jestem starsza tym częściej wracam do tamtych czasów smakując każdą chwilę.
A na koniec o dzikich lokatorach i gościach mojego ogrodu i podwórka. Przede wszystkim jest dużo żab i winniczków, czasem mignie jaszczurka. Są wilkie świerszcze i pasikoniki. Zdarzają się ważki i piękne motyle. Bywają chyba jeże, bo kora pod krzewami jest regularnie rozgrzebywana. Żmiji w tym roku jeszcze mama nie widziała, ale bytowała przez kilka lat pod schodami. Jest pewnie sporo myszy. Są i krety co widać po licznych kopcach. Gniazdują wróble i sikorki. Przylatują bażanty, cukrówki, sójki, kosy i czasem dzięcioły. Niekiedy nad domem krąży jastrząb. Czasem słychać sowę i mignie nietoperz. Przychodziły i sarny. Widziałam też lisa. Kiedyś przybiegała wiewiórka. Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w takim miejscu gdzie w pobliżu domu kręcą się wilki. Fascynują mnie te zwierzęta...Chciałabym usłyszeć ich wycie. Cóż pewnie nie w tym życiu...Na razie cieszę się z tego co jest dla mnie dostępne...









14 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ma zapach trawy, ale używam go do słodzenia napojów...

      Usuń
  2. cóż...trzeba będzie zadreptać do sąsiada pozrywać nieco kwiecia forsycji :)
    póki co tylko herbatki z niej robiłam (ze świeżych kwiatków :) z dodatkiem cytryny/limonki i swojskiego soku z pigwy-pyszności)
    wspomnienia miłe...nawet bardzo...a łazienka w drzewie, naturalnym kamieniu i z koronkową firanką to i moje marzenie :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też robię herbatę czasem z lipą i miodem

      Usuń
  3. Jakie masz piękne wspomnienia z rodzinnego domu. Zazdroszczę. Mnie zawsze było na wsi dobrze. Odkrywam miejscowość w której mam działkę, że jest taka cicha i spokojna. Muszę się wybrać na spacer, a póki co, roboty tam mamy mnóstwo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Agato, no to fantastyczne macie sąsiedztwo! Sarny, świerszcze, żaby. U nas tylko ślimole, te bez domków; nawet ptaki ich nie chcą:(

    Nie wiedziałam, że forsycje są jadalne/pijalne;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niedaleko w lesie są nawet dziki. KIedyś były zające, ale dawno ich nie widziałam. Podobnie kuropatw...

      Usuń
  5. Marzymy o smakach z dzieciństwa i modości ale one są niepowtarzalne !!!! Nie wiedziałam , że kwiaty forsycji można na tyle sposobów wykorzystać. Pozdrawiam !!

    OdpowiedzUsuń
  6. O właściwościach kwiatów forsycji pierwsze słyszę.. U nas są dziki w lesie, ale nie mam ochotę się z nimi spotkać. Na cale szczęście wilków tu nie ma, za to są sarny, i wiewiórki..,a bażanty są tuż za płotem a wiewiórki skaczą u nas na leszczynach i drzewach orzechów włoskich jesienią. Mamy czarne, i rude wiewiórki..Miłego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj sobie o forsycji w internecie. Czarne wewórki były w Kamesznicy. Tu są tylko rude...

      Usuń
  7. a ja dzisiaj zamierzam zrobic miodzik z mniszka...
    forsycji nigdy nie próbowałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zbyt mało u mnie w tym roku mniszka, zeby modzić zrobić. Zerwę tylko liście do suszenia...

      Usuń

dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam