Codzienność

Codzienność

wtorek, 14 lipca 2015

Nowy blog...

No i nadeszła pora, by ruszyć ze sprzedażą swoich wytworków. Pomyślałam sobie by założyć nowy blog i tam zamieszczać wszystkie swoje wytworki z którymi bym była skłonna się rozsać. Założyłam galerię i zamieściłam tam większość swoich prac, choć jeszcze nie wszystkie. Prac będzie przybywać więc warto to śledzić na bieżąco, bo może coś się spodoba. W najbliższym czasie przybędzie zwłaszcza kartek robionych typowo dla panów i może kolczyków i lampionów z kieliszków. Jeszcze trochę i znowu zacznę robić czapki. Myślę też o poduszkach, obrazach typu ikon. Przejść na galerię można bezpośrednio z tego bloga/pasek boczny/.Zapraszam serdecznie...
http://zaciszeartgaleria.blogspot.com/

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wytworki, senność, kolczyki, zaniedbania i przetwory...

Dziś wstałam okropnie późno, bo o 11. Spałabym jeszcze, ale Krzysiek się zdenerwował i zabrał mi kołdrę. Nie mógł znieść, że zrobił mi kawę a ona stała i stygła. Wstałam, wypiłam dwa łyki kawy i usnęłam z powrotem w pokoju dziennym. Spałam jeszcze ponad godzinę. Nie wiem co mnie dziś naszło. Chyba pogoda i deszcz stukajacy miarowo tak na mnie wpłynęły. Później Krzysiek pojechał do biblioteki, a ja zostałam sama i przeniosłam się do pracowni, żeby polakierować wczoraj zrobione kolczyki. Nie nastawiałam się na zaczynanie niczego nowego, ale jak zobaczyłam głęboką tackę z serduszkami to od razu zapragnęłam ja ozdobić. Wybrałam serwetki z kurami i kogutami. Planuję zrobić przecierki. Taca zostanie w domu, bo mam w niej trzymać ziołowe przyprawy w torebkach. Po to ją kupiłam. Czas pomyśleć o zakupach przedmiotów do zdobienia, bo już niewiele zostało. Tym razem chcę kupić kolczyki, magnesy, broszki, zawieszki w kształcie serca, ściankę pod kalendarz i może ze 2 kasetki. Muszę też kupić lakier, bo znika w iście zastraszajacym tempie. Kuszą mnie wieszaki i taca, ale to już nie tym razem.









Ostatnio przez te robótkowe szaleństwa bardzo mało czytam. Czeka na mnie kilka książek, które kupiłam i sterta nieprzeczytanych czasopism o ebokach zgranych na komputer nie wspomnę. Nie ogladam też filmów. O pisaniu opowiadań i wierszy też nie myślę. Książka z haiku w lesie. Nie przepisana jeszcze, a jesienią miałam ją wysłać do wydawcy. W przyszłym roku miałam pomyśleć o wydaniu książki z opowiadanami, a ledwie kilka napisałam. Koniec świata... Pewnie zimą do tych spraw wrócę, gdy z pracowni z powodu zimna nie da się korzystać... 
Nie myślę też na razie o przetworach, bo spiżarna prawie pełna. Zostały i dżemy i kompoty. Przydałoby się zrobić trochę lecza i bigosu z kabaczka, ale poczekam aż będzie wszystko tańsze. Powinnam zrobić ogórki, ale się boję, bo zeszłoroczne prawie wszystkie były niejadalne. Będę też w sierpniu robić surówki i może fasolkę szparagową. Zrobię też jeszcze kilka nalewek.


sobota, 11 lipca 2015

Lenistwo, rękodzieło i kocie uszy...

Ostatnio i mnie i Krzyśka ogarnęło lenistwo i nic w domu nie robimy. On po pracy zamiast np. skosić podwórko, bo trawa już po pas woli spać albo czytać. Ja znowu nie sprzątam tylko siedzę w pracowni i produkuję wciąż nowe wytworki, których sprzedać nie porafię. Na zbyt długie siedzenie w pracowni Krzysiek się złości, a ja na jego krzyżówki albo czytanie. Zmian w tym względzie nie przewiduję, bo całe życie unikałam sprzątania i zabierałam się za nie gdy już bardzo musiałam czyli najwyżej raz w tygodniu. To się sprawdzało przy małej ilości zwierząt, ale teraz przy całym stadzie wszędzie jest pełno sierści. Mnie to w zasadzie nie przeszkadza. Muszę mieć natomiast porządek w rzeczach. O tu jestem pedantka wręcz. Wszystko musi leżeć na swoim miejscu tak bym natychmiast wszystko mogła znaleźć. Krzysiek natomiast lubi mieć czystą podłogę, a ona niestety czysta nie jest i dlatego się złości. Nie może mnie zrozumieć, czemu w papuciach wybiegam do ogrodu czy do mamy i piasek znoszę, a do sprzątania tego się nie garnę. Zmienić się pod tym względem już nie zmienię, więc jego złości będę musiała znosić...
Wczoraj też nie zrobiłam tego co zaplanowałam. Miałam iść plewić, a cały dzień spędziłam w pracowni. Zrobiłam kilka par kolczyków i skończyłam dwie skrzyneczki. Dziś będę działać dalej. Zaczęłam następne kolczyki. Kuszą mnie też kartki. Ostatnio przyszedł mi dziurkacz narożny. Wykorzystałam go już, ale jeszcze więcej kartek chcę nim ozdobić.









Dziś po południu mam iść do koleżanki. Nie za bardzo mi się chce, ale tym razem by wypadało, bo koleżanka potrzebuje dodatkowych wyjaśnień względem horoskopu, który jej zrobiłam.
Na jutro nie mam planów. Chcę ten dzień spędzić przyjemnie i tak pewne będzie, bo nic stresujacego nie przewiduję. Pewnie tylko zrobie kotom porządek z uszami, bo znowu niektórym śwerzbowiec uszny wrócił. Już nie mam siły. Czego ja nie stosowałam i ludzkie leki i kocie, a to draństwo ciągle wraca. Tym razem ma Rozi, Filuś i Józek. Mam nowe lekarstwo, którym smaruje się uszy trzy razy tydzien po tygodniu. Ciekawe na jak długo pomoże tym razem. Ostatnio spokój był trzy miesiące,

środa, 8 lipca 2015

Urodziny, robótki i nieznośny upał...

Dziś są urodziny Krzyśka, a wczoraj przyjechał brat Krzyśka z synem. Zrobili grila. Tak się rozochocili, że w końcu moja mama musiała interweniować, bo było za głośno. Ciekawe jak wrócili do domu. Było ciemno, a oni przyjechali na rowerach. Było to dla mnie dziwne. Upał straszny, a tu rowery. Ja oczywiście już tych upałów mam dość. Jestem ledwie żywa, a ubranie mi się lepi. Zwłaszcza w pracowni jest gorąco po południu. Nie ma czym oddychać. Rośliny mdlają. Zwierzęta też całymi dniami leżą jak nieżywe. Nawet apetyt straciły i tylko piją całe litry wody. Do wody wystawionej na podwórku dla gołębi schodzą się zwierzęta z połowy wsi. Dziś był kot sąsiadki.
Nadal działam robótkowo. Robię kartki. Nie zapomniałam też o decu. Sprawia mi to dużo przyjemności. Mam zamiar rozwijać się w tym kierunku. Wiem, że moje wytworki nie wszystkim się podobają, ale mnie to nie zniechęca. Przecież nie wszyscy mają
taki sam gust. Pomysłów mam sporo. Część czeka na realizację. Prawie wszystkie zakupy mam już w domu. Ostatnio przyszły skrzyneczki i głęboka taca, w której mam zamiar przechowywać przyprawy, bo nie wszystkie mieszczą sie w słoiczkach. Jak to wszystko ozdobię jeszcze nie wiem, ale kuszą mnie większe serwetki. Mam kilka pięknych wzorów. Tylko jak je przykleić, żeby zmarszczeń nie było? Może czas wypróbować żelazko?










Przez te upały wcale mi się nie chce jeść. Gotuję niechętnie i cokolwiek byle ugotować. Wertowanie przepisów i gotowanie smakołyków zostawiam sobie na jesień lub ewentualnie późne lato, gdy już żar z nieba przestanie się lać. Ogródek też zaniedbałam. Zarośnięy jest okropnie. Wiele dobra to ja w tym roku z niego nie zbiorę. Wszystko rośnie strasznie wolno albo śmiga ale jest jakieś takie wyciągnięte. Nie wiem co robię nie tak. Zasilam, podlewam, a wszystko u mnie jest albo o połowę mniejsze niż w ogrodzie koleżanki, a siałyśmy w tym samym czasie albo wybujałe. Nic tylko to wina słońca. U mnie wszystko prawie rośnie w świetle rozproszonym, w pobliżu drzew. Koleżanka natomiast ma ogród od południa i cienia brak...

niedziela, 5 lipca 2015

Horoskopy, programy do opanowania i wytworki.

Od wczoraj pracuję pilnie, bo mam dwa horoskopy do zrobienia. Oba dla koleżanek z tym, że jeden bezpłatny, bo dla bliższej. Drugi płatny, ale po znajomości więc mniej. Jest jednak z prognozną więc pracy nad nim więcej. Jest też bardzo pilny, bo na już. Dziś go muszę skończyć. Wygląda na to, że to na czym jej zależy jeszcze w najbliższym czasie załatwione nie będzie. Nie ucieszy jej to. Tak bywa.
Od wczoraj siedzę też nad Wordem i programem graficznym, który między innymi dodaje ramki do zdjęć. Oba muszę opanować, bo mi sie przydadzą do robienia kartek. Całkiem nieźle sobie z tymi programami radzę. Już prawie opanowane. Wczoraj zgrałam też z internetu sporo zdjęć, które wykorzystam do kartek i decoupagę. Teraz tylko muszę iść do punktu ksero wydrukować je. Do kartek muszą być wydrukowane na trochę grubszym papierze i koniecznie na drukarce laserowej. Do decoupage też potrzebna jest drukarka laserowa, ale cieńszy papier.
Nadal działam robótkowo. Robię głównie lampiony i kartki. Lampiony robiłam z kieliszków. Powstało kilka. Mam jeszcze jeden kieliszek, ale ten przytrzymam do czasu gdy mi przyjdzie preparat do robienia szronu. Dziś robię lampion ze słoika.





Zdjęć nadal robić nie potrafię. Kolory wychodzą nie takie jak trzeba. Wychodzą też mi cienie albo są prześwietlone. Dziś może jeszcze pokombinuję w tym temacie. Wypadałoby to opanować, bo jak się wprawię to mam zamiar swoje rękodzieło wystawić do sprzedaży na Srebrną Agrafkę, DaWandę i może olx. Może choć za materiały mi się zwróci. Z drugiej strony ja talentu do handlu nie mam. Nie umiem zachęcać. Nie potrafię się zareklamować. Warto by się tego nauczyć. Są chyba książki na ten temat...

piątek, 3 lipca 2015

Lipcowa pogoda, plany zakupowe, przerabiane mebli, wytworki i przepis na placki z kalarepki...


Miesiąc lipiec musi przypiec
Upały lipcowe mrozy styczniowe
Lipcowa pogoda dla chłopów żniwna swoboda
Kiedy lipiec daje deszcze długie lato będzie jeszcze
Gdy lipiec z deszczem zima będzie z wiatrem
Czego lipiec i sierpień nie uwarzy tego wrzesień nie dosmaży
Przysłowia przysłowiami, ale ciekawi mnie jaka pogoda tego roku w lipcu będzie. Oby nie za upalnie. Na razie ma być kilka dni bez deszczu i około 30 stopni. Ja nie mam wyjazdu to wytrzymam, ale szkoda mi Krzyśka, bo on pracuje na dworze i pewnie taka pogoda da mu sie we znaki. Kiedyś pracodawca zapewniał zimne napoje w taka pogodę teraz jak narazie chyba z tego zrezygnował...
Ostatnio zaczęłam robić sporo delikatnych rzeczy do ozdoby domu i obawiam się o to by pozostały całe. Koty wlezą wszędzie i wszystko ruszą. Pomyślałam sobie, że kupię jakieś fajne półki i zawieszę je na ścianie na tyle wysoko by te zarazy nie miały do nich dostępu. Muszę też coś kupić na kwiatki, które na razie trzymam w kuchni, ale w zimie będę musiała przenieść do cieplejszego miejsca. Rozejrzałam się po sklepach i w zasadzie półki wybrałam. Brakuje mi jednak półki na talerze, bo i je mam zamiar zdobić.




Przy okazji znalazłam jeszcze meble do pokoju, bo chyba będę musiała zmienić, bo choć jeszcze 5 lat nie maja już się sypią. Odłazi okleina i szafa sie cała chwieje. Na razie jednak inne sprawunki są pilniejsze...W tym samym sklepie jest też fajna szafa do przedpokoju. Meble są drewniane i wyglądaja na solidne.





Ostatnio sporo działam głównie decu i scrapki. Kusi mnie też odnowienie szafki. Szafeczka jest o ładnym kształcie, ale niestety nie cała z drewna i nie wiem czy warto się za nią brać. Nie wiem też czy sobie z tym zadaniem poradzę. Chciałabym ją pomalować na biało i zrobić przecierki. Jak mi wyjdzie to podobnie podziałam z toaletką w sypialni. Ma ładny kształt, jest drewniana i chcę ją zachować na przyszłość, choć ma lekko porysowane lustro czego raczej poprawić się nie da.
A na koniec moje ostatnie wytworki i przepis na placki z kalarepki oczywiście prosty jak zwykle...





Przepis

kalarepka
kawałek cebuli
starty ser żółty
sól
pieprz
zioła
jajko
ząbek czosnku
mąką
odrobina otrąb

Kalarepkę i cebulę z czosnkiem zetrzeć, dodac wszystke pozostałe składniki i wyrobić masę, by przypominała tą na placki ziemniaczane. Smażyć na rozgrzanym oleju.

środa, 1 lipca 2015

Lipiec, praca Krzyśka, wytworki i braki...

Lipiec nadszedł nie wiadomo kiedy. Czas pędzi w zawrotnym tempie. Dopiero niedawno siałam w ogrodzie, a tu już zbiory. Jeszcze troche i zaczną się żniwa. Pamiętam z dziecińswa tą gorączkę. Moja rodzina wprawdzie nigdy pola nie miała, ale za to sąsiedzi mieli. Nie daleko też od mojego domu była młockarnia i pełne wozy ze zbożem przejeżdżały raz za razem pod oknami. Troche mi brak tych czasów i tego klimatu. Teraz już widać, że mieszkam w mieście. Sąsiedzi nic nie uprawiają, nie hodują zwierząt. Zniknęły wiejskie kwiaty z ogrodów i drewniane płoty. Nie ma już ławeczek przed domami. Wszędzie rosną iglaki. Każdy strzyże trawnik i rzadko kto uprawia kwiaty. Zbyt dużo pracy wymagają. Warzywniki też oczywiście zniknęły. Pojawiły się za to kute bramy i wyłożone betonem podjazdy. Mnie tam te zmiany nie pasują, ale cóż.
Krzysiek dostał nową umowę tak, że pracuje dalej. Tym samym nerwy i strach, że zostanie bezrobotnym już za nami. Ostatnio wraca z pracy bardziej zmęczony, bo sporo ludzi poszło na urlop, a praca musi być wykonana. Sama się nie zrobi. Krzysiek wraca skonany i od razu kładzie się spać na godzinę, żeby odreagować i odpocząć. Narzeka na bóle nóg. Ciekawe jak długo jeszcze w takim tempie pociągnie. Byle do jesieni. Wtedy urlopy się skończą i będzie mu lżej. Aż się boję jak nadejdą upały.
Fanty na bazarek dla kotów prawie gotowe. Są już karty, podkładka, zakładki, obrazki pastelami. Wczoraj kończyłam kolczyki drewniane i butelkę. Zostały do roboty kolczyki ale niemalowane. Kusi mnie też zrobić jeszcze lampion z kieliszka. Co prawda nie mam preparatu do robienia szronu, ani szucznego śniegu, ale można ozdobić inaczej. Jeszcze się zastanowię...Czasu trochę zostało.
A na koniec ostatnie wytworki. Część pójdzie na koty. Część sobie zostawię...











W decoupage bardzo mi brakuje złotej i srebrnej pasty postarzającej w scrapbokingu dziurkacza na rogi. Są piękne zestawy na rogi i brzegi, ale mnie w tej chwili nie stać. Kiedyś pewnie kupię.