Wstałam przed ósmą i zabrałam się za pracę. Muszę się sprężać jeśli wszystko chcę przesłać dziś do wydawnictwa, bo po trzynastej mam zamiar jechać do miasta. Chcę ale nie wiem czy pojadę. Powinnam kupić jeszcze trochę kwiatków przed dom. Może dalię jednoroczną i może śmierdziuszki. Powinnam również kupić jakieś szklane przedmioty do zdobienia. Muszę się zmobilizować i zabrać się za rękodzieło na bazarki zwierzęce na Facebooku...
W ogrodzie niedawno byłam. To i owo rośnie. Ładny jest bób, cebula i zioła. Nieźle idzie kalarepa. Fasola jeszcze nie kiełkuje nawet, sałatę coś zjadło, a koper nie wzeszedł. Już z koprem dam sobie spokój. Nie chce rosnąć niech nie rośnie. Próbowałam i na grządce i w donicy. Tak to jest gdy ktoś do pracy serca nie ma... Więcej go nie wysieję...
Na podwórku trawa po uda. Pięknie rośnie podagrycznik, pokrzywa i glistnik. Trzeba by to wszystko wykosić, bo ziół w tym roku zbierać nie zamierzam. Kosić nie ma czym i nie ma kto. O kosiarce nie myślę, bo Krzysiek kosić nie będzie i ja też nie. Zapłacić nie ma komu, a firmy są drogie i mama na firmę się nie zgadza. No i pat... Jutro może Krzysiek spróbuje kosą tradycyjną skosić. Ciekawe co z tego będzie... O koszeniu w sadzie i w ogrodzie nie myślę, a trzeba by było, bo perz wszystko zadusi...
W najbliższym czasie mam zamiar wreszcie zrobić tacie płytę na cmentarzu. Jakie koszty jeszcze nie wiem. Ma być z lastryka. Dwa lata temu miała kosztować około 800 zł. Tablicę już mam i nie zamierzam zmieniać. Później pomyślę o wybetonowaniu wokół wszystkich grobów. Mam 3 podwójne 3 pojedyncze. Wybetonowane być musi, bo nie ma kto trawy usuwać a ta rośnie jak szalona.
W poniedziałek oczywiście na warsztatach byłam i przywiozłam obrazy. Teraz chcę kilka dać do oprawy, żeby się nie zniszczyły. Podobają mi się. Problem w tym, że to będą spore koszty, bo obrazy duże i muszę na to zebrać. Muszę do punktu gdzie oprawiają dojechać taksówką. Nie bardzo mam gdzie te obrazy powiesić. Miejsca brak, a moja nauka dopiero się tak naprawdę zaczęła...
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
środa, 31 maja 2017
poniedziałek, 29 maja 2017
Poniedziałek...
Ostatnio znowu zaszalałam i kupiłam trochę pachnących zakupów i kolejną talię tarota. Te pachnące zakupy to mydełka naturalne. Jedno jest w kostce - kamasutra i drugie w paście miodowe z serii kosmetyków rosyjskich. Mydełka z tego sklepu już miałam i mnie cieszyły. Ostatnio miałam waniliowe w kostce oraz jabłko z cynamonem też w kostce. Jeszcze mam miodowe w płynie. Poza tym kupiłam sporo świec pachnących małych typu podgrzewacz. Świece z tego sklepu też są sprawdzone i zwykle ładnie się palą przez 4 godziny. Kupiłam też karty tarota mianowicie tarot nimf. Karty są cudowne i delikatne, kobiece. Wpadły mi w oko już jakiś czas temu niestety kompletnie do mnie nie mówią. Uznałam więc, że z nich zrezygnuję i kupię anielskie, bo te do mnie przemówiły. Anielskich niestety brakło i kupiłam jednak nimf. Zobaczymy. Jak nie uda mi się z nimi pracować to trudno. Będą do medytacji. Na tarota anielskiego poczekam. Może jeszcze będzie kiedyś.
Dziś mam ostatnie warsztaty z pasteli suchych. Będziemy malować pejzaż. Później będziemy działać sangwiną. To też fajna technika. Podobna nieco do pasteli. Fajnie wyglądają rysunki wykonane sangwiną i białą kredką. W czerwcu już będę chodzić na warsztaty z pasteli olejnych. Myślę, że też będzie warto. Obrazki pastelami suchymi mam zamiar nadal malować. Kupiłam nawet kolorowe papiery. Kupiłam również książkę o malowaniu portretów. To już kolejna, bo ta co mam na nic mi się nie przydała. Nie trafiła po prostu do mnie.
Po maleńku planuję co będę robić. I tak zawodowo będę wróżyć i robić horoskopy. Jeśli chodzi o wróżby to skupię się na tarocie i lenorkach. Na razie o innych kartach nie będę myśleć. Będę też pisać oczywiście opowiadania. Co rok chcę też pisać jedną, dwie książki może. Jedną z poezji i jedną z prozy. Poezja to wiersze, haiku i wiersze dla dzieci. Proza to na razie opowiadania i może coś z ezoteryki. Zobaczymy jak będzie z wydawcami. Może te plany zmienię. Dokształcać się będę z malarstwa i to intensywnie. Jeśli chodzi o rękodzieło to będę robiła trochę rzeczy na bazarki dla zwierząt. Myślę tu o decu, kartkach, wirażach, może czapkach i poduszkach szydełkowych. O sprzedaży rękodzieła raczej nie myślę w tej chwili. Jeśli chodzi o Reiki i bioterapię to raczej zachowam je dla siebie i moich bliskich. Sporo zdrowia trzeba mieć by być uzdrowicielem. Ja jestem mało odporna i bardzo się przejmuję chorobami innych. Moja mama jest bardziej odporna i dlatego jest taka dobra. Jest w stanie spokojnie podejść do śmierci pacjenta. Ja bym to bardzo przeżyła, a chorzy np. na raka też szukają pomocy u uzdrowicieli. To dla mnie zbyt trudne... Nie bardzo nadaję się do tego choć kursy skończyłam i zdolności mam...
A na koniec ostatni obrazek i zdjęcia z mojego ogrodu z chwastami w tle :) Plewić nie ma kto i trudno...:)
Dziś mam ostatnie warsztaty z pasteli suchych. Będziemy malować pejzaż. Później będziemy działać sangwiną. To też fajna technika. Podobna nieco do pasteli. Fajnie wyglądają rysunki wykonane sangwiną i białą kredką. W czerwcu już będę chodzić na warsztaty z pasteli olejnych. Myślę, że też będzie warto. Obrazki pastelami suchymi mam zamiar nadal malować. Kupiłam nawet kolorowe papiery. Kupiłam również książkę o malowaniu portretów. To już kolejna, bo ta co mam na nic mi się nie przydała. Nie trafiła po prostu do mnie.
Po maleńku planuję co będę robić. I tak zawodowo będę wróżyć i robić horoskopy. Jeśli chodzi o wróżby to skupię się na tarocie i lenorkach. Na razie o innych kartach nie będę myśleć. Będę też pisać oczywiście opowiadania. Co rok chcę też pisać jedną, dwie książki może. Jedną z poezji i jedną z prozy. Poezja to wiersze, haiku i wiersze dla dzieci. Proza to na razie opowiadania i może coś z ezoteryki. Zobaczymy jak będzie z wydawcami. Może te plany zmienię. Dokształcać się będę z malarstwa i to intensywnie. Jeśli chodzi o rękodzieło to będę robiła trochę rzeczy na bazarki dla zwierząt. Myślę tu o decu, kartkach, wirażach, może czapkach i poduszkach szydełkowych. O sprzedaży rękodzieła raczej nie myślę w tej chwili. Jeśli chodzi o Reiki i bioterapię to raczej zachowam je dla siebie i moich bliskich. Sporo zdrowia trzeba mieć by być uzdrowicielem. Ja jestem mało odporna i bardzo się przejmuję chorobami innych. Moja mama jest bardziej odporna i dlatego jest taka dobra. Jest w stanie spokojnie podejść do śmierci pacjenta. Ja bym to bardzo przeżyła, a chorzy np. na raka też szukają pomocy u uzdrowicieli. To dla mnie zbyt trudne... Nie bardzo nadaję się do tego choć kursy skończyłam i zdolności mam...
A na koniec ostatni obrazek i zdjęcia z mojego ogrodu z chwastami w tle :) Plewić nie ma kto i trudno...:)
sobota, 27 maja 2017
Sobota
Kupiłam piecokuchnię. Przyjdzie za około dwa tygodnie. Stara piecokuchnia służyła siedem lat. Nie bardzo się sprawdziła, bo strasznie żarła węgiel, ale inne opcji ogrzewania u mnie nie ma. Kto ją wniesie jak ją już kupię nie mam pojęcia. Okropnie ciężka jest, a ostatnią kurier wyładował na chodnik koło domu i pojechał. Teraz też tak będzie, bo nie ma możliwości wykupienia opcji z wniesieniem. Próbowałam załatwić firmę ale właściciel żądał 700,00 zł za pół godziny pracy dwóch ludzi. Przesada chyba. Sąsiad chętny do prac tego typu jest tylko jeden z tym, że on jest trunkowy. Nie wiadomo więc czy akurat tego dnia gdy kuchnia przyjdzie będzie w stanie coś zdziałać.
Prace w domu i koło domu trochę ruszyły. Ostatnio Krzysiek zrobił wreszcie ze zlewem. Teraz już nie leje się na podłogę. Byliśmy też w ogrodzie. Posadziłam fasolę szparagową niską i tyczną oraz wysiałam buraki na botwinkę. W najbliższym czasie gdy będzie ładna pogoda trzeba będzie wyjść ze środkiem chwastobójczym. Co zrobię z perzem w truskawkach jeszcze nie wiem. Truskawek powinno być sporo w tym roku, bo jest masa kwiatów. Pięknie kwitną też poziomki. Ładnie rosną zioła. Prawie wszystkie okna pomyte. Została pracownia. Tak teraz wygląda parapet w kuchni.
Jak widać kwiatki mają się dobrze. Te co kupiłam pięknie rosną. Strasznie mnie cieszą. Lubię z nimi rozmawiać i ich dotykać. Lubię na nie patrzeć. U mnie kwiatki muszą być odporne, raczej nietrujące i niesmaczne dla kotów. Nie powinny wymagać częstego zraszania i podlewania. No i muszą znosić zimno w zimie. Kiedyś gdy było centralne w piwnicy było cieplej i nawet delikatne kwiatki u mnie miały się dobrze. Miałam fikusy, monsterę, kawę, skrętnika, krotony. Teraz się u mnie niszczą.
Cały czas działam artystycznie. W czwartek zrobiłam na dzień matki kartki. Zdjęcia wybrała mama. Miały być w żywych kolorach, bo takie mama lubi. Namalowałam też pastelami portret. Malowanie portretów zaczyna mnie trochę cieszyć. Może coś z tego kiedyś będzie o ile podobieństwo zacznie wychodzić... A na koniec architektura, która od razu poszła do pieca. Ćwiczyć trzeba ale wolę owalne linie od prostych i za architekturą nie przepadam...
Prace w domu i koło domu trochę ruszyły. Ostatnio Krzysiek zrobił wreszcie ze zlewem. Teraz już nie leje się na podłogę. Byliśmy też w ogrodzie. Posadziłam fasolę szparagową niską i tyczną oraz wysiałam buraki na botwinkę. W najbliższym czasie gdy będzie ładna pogoda trzeba będzie wyjść ze środkiem chwastobójczym. Co zrobię z perzem w truskawkach jeszcze nie wiem. Truskawek powinno być sporo w tym roku, bo jest masa kwiatów. Pięknie kwitną też poziomki. Ładnie rosną zioła. Prawie wszystkie okna pomyte. Została pracownia. Tak teraz wygląda parapet w kuchni.
Jak widać kwiatki mają się dobrze. Te co kupiłam pięknie rosną. Strasznie mnie cieszą. Lubię z nimi rozmawiać i ich dotykać. Lubię na nie patrzeć. U mnie kwiatki muszą być odporne, raczej nietrujące i niesmaczne dla kotów. Nie powinny wymagać częstego zraszania i podlewania. No i muszą znosić zimno w zimie. Kiedyś gdy było centralne w piwnicy było cieplej i nawet delikatne kwiatki u mnie miały się dobrze. Miałam fikusy, monsterę, kawę, skrętnika, krotony. Teraz się u mnie niszczą.
Cały czas działam artystycznie. W czwartek zrobiłam na dzień matki kartki. Zdjęcia wybrała mama. Miały być w żywych kolorach, bo takie mama lubi. Namalowałam też pastelami portret. Malowanie portretów zaczyna mnie trochę cieszyć. Może coś z tego kiedyś będzie o ile podobieństwo zacznie wychodzić... A na koniec architektura, która od razu poszła do pieca. Ćwiczyć trzeba ale wolę owalne linie od prostych i za architekturą nie przepadam...
czwartek, 25 maja 2017
Czwartek
U mnie jest chłodniej. Od razu lepiej się czuję. Nie jestem taka pobudzona psychicznie. Jestem wyciszona. Szkoda, że deszczu większego nie ma. Dziś wstałam rano i zabrałam się za pracę. Opowiadanie już napisane, a wiersze dla dzieci się piszą. Będę też chyba malować.
Robota w domu i koło domu się opóźnia. Krzysiek od stycznia nie naprawił zlewu. Niby mogłabym mu zrobić awanturę ale mi go szkoda, bo przychodzi z pracy zmęczony. Moje plany odnośnie zrobienia porządku w sadzie, ogródkach i na podwórku nie wzięły w łeb, ale się opóźnią. Mama zabroniła mi wycinać drzewa. Twierdzi, że ptaki mają na nich gniazda. Pewnie to racja. Może wytniemy jesienią albo i nie, bo obecność ptaków w ogrodzie jest dla mamy bardzo ważna.
Wczoraj byłam w mieście i wszystko załatwiłam. Kupiłam też kilka pelargonii i werbenki przed dom. Od razu je posadziłam. Schody są udekorowane, a obok w ogródku trwa jest po kolana. Moje plany zrobienia w nim porządku w tej chwili wzięły raczej w łeb. Trudno. W przyszłym tygodniu poproszę chyba tylko sąsiada, żeby mi gruz wywiózł. Inna robota może pod koniec lata. Może pomyślę o firmie o ile mnie będzie stać...
Wczoraj byłam u fryzjera. Ścięłam włosy na dość krótko. Jeszcze takich krótkich nie miałam ale mi pasują. Wygodne są...
Wczoraj gdy byłam w mieście chciałam wejść do księgarni ale niestety ją skasowali. Koniec świata. Teraz książki trzeba będzie kupować w internecie. Nie za bardzo to lubię, bo wolę przed zakupem przejrzeć. Kilka razy się nacięłam. Chciałam kupić coś z rysunku albo malarstwa. Kupiłam więc w internecie. Czekam i biję się z myślami czy książki będą wartościowe dla mnie czy przeciwnie. Kupiłam również kolorowe papiery do pasteli suchych.
Robota w domu i koło domu się opóźnia. Krzysiek od stycznia nie naprawił zlewu. Niby mogłabym mu zrobić awanturę ale mi go szkoda, bo przychodzi z pracy zmęczony. Moje plany odnośnie zrobienia porządku w sadzie, ogródkach i na podwórku nie wzięły w łeb, ale się opóźnią. Mama zabroniła mi wycinać drzewa. Twierdzi, że ptaki mają na nich gniazda. Pewnie to racja. Może wytniemy jesienią albo i nie, bo obecność ptaków w ogrodzie jest dla mamy bardzo ważna.
Wczoraj byłam w mieście i wszystko załatwiłam. Kupiłam też kilka pelargonii i werbenki przed dom. Od razu je posadziłam. Schody są udekorowane, a obok w ogródku trwa jest po kolana. Moje plany zrobienia w nim porządku w tej chwili wzięły raczej w łeb. Trudno. W przyszłym tygodniu poproszę chyba tylko sąsiada, żeby mi gruz wywiózł. Inna robota może pod koniec lata. Może pomyślę o firmie o ile mnie będzie stać...
Wczoraj byłam u fryzjera. Ścięłam włosy na dość krótko. Jeszcze takich krótkich nie miałam ale mi pasują. Wygodne są...
Wczoraj gdy byłam w mieście chciałam wejść do księgarni ale niestety ją skasowali. Koniec świata. Teraz książki trzeba będzie kupować w internecie. Nie za bardzo to lubię, bo wolę przed zakupem przejrzeć. Kilka razy się nacięłam. Chciałam kupić coś z rysunku albo malarstwa. Kupiłam więc w internecie. Czekam i biję się z myślami czy książki będą wartościowe dla mnie czy przeciwnie. Kupiłam również kolorowe papiery do pasteli suchych.
wtorek, 23 maja 2017
wtorek
Dziś znowu wstałam wcześnie, bo czekam na przesyłkę. W tym tygodniu ma mi przyjść szafka na buty, książka i moskitiera. Jutro jadę do miasta załatwiać dowód osobisty. Wściekam się już dziś, bo latania będzie sporo. Chcę zrobić zdjęcia i od razu złożyć dokumenty. Nie wiem czy mi się to uda w jeden dzień załatwić. Oby. Przy okazji kupię może pelargonie i werbeny przed dom. Już dawno powinnam to zrobić ale czasu nie miałam. Fryzjera oczywiście nie załatwiłam i zdjęcie będzie z zaniedbanymi włosami. Teraz włosy chcę ściąć na krótko i pal licho jak będę wyglądać. Ma być fryzura wygodna i praktyczna. Na urodzie mi nie zależy. Może coś takiego?
Na warsztatach wczoraj oczywiście byłam. Wróciłam zadowolona. W przyszłym tygodniu będą ostatnie z pasteli suchych. Później w czerwcu będą pastele olejne. Ikona ma być we wrześniu. Też się wybieram. Kusi mnie jeszcze akwarela. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że trzeba by podjąć decyzję czego się chcę dalej uczyć. Zawsze chciałam malować kwiaty, pejzaże, koty, ptaki i może inne zwierzęta. Kusi mnie martwa natura. Nie ciągnie mnie do portretów i architektury chociaż te tematy mi wczoraj nawet wyszły...
Moja mama narzeka coraz bardziej. Już nie ma siły nic robić. Tak twierdzi. Mnie się wydaje, że to sprawa psychiki. Czymś się podłamała. Strasznie mi jej żal ale nie potrafię jej pomóc. Nawet obiadu jej się nie chce gotować, a tego co ja gotuje nie zje. No i ona je o 12, a my raczej koło szesnastej. Węgla też jej nie dam rady nosić, bo mam chory kręgosłup i siły nie mam. Krzysiek się przed robotą broni, bo wraca z pracy zmęczony. Pracuje fizycznie, a w tym roku kończy 56 lat. Co dalej będzie nie wiem...
Dziś mam być z Czarnusią u weterynarza. Ząbki mają być usunięte. Martwię się...
Na warsztatach wczoraj oczywiście byłam. Wróciłam zadowolona. W przyszłym tygodniu będą ostatnie z pasteli suchych. Później w czerwcu będą pastele olejne. Ikona ma być we wrześniu. Też się wybieram. Kusi mnie jeszcze akwarela. Ostatnio zdałam sobie sprawę, że trzeba by podjąć decyzję czego się chcę dalej uczyć. Zawsze chciałam malować kwiaty, pejzaże, koty, ptaki i może inne zwierzęta. Kusi mnie martwa natura. Nie ciągnie mnie do portretów i architektury chociaż te tematy mi wczoraj nawet wyszły...
Moja mama narzeka coraz bardziej. Już nie ma siły nic robić. Tak twierdzi. Mnie się wydaje, że to sprawa psychiki. Czymś się podłamała. Strasznie mi jej żal ale nie potrafię jej pomóc. Nawet obiadu jej się nie chce gotować, a tego co ja gotuje nie zje. No i ona je o 12, a my raczej koło szesnastej. Węgla też jej nie dam rady nosić, bo mam chory kręgosłup i siły nie mam. Krzysiek się przed robotą broni, bo wraca z pracy zmęczony. Pracuje fizycznie, a w tym roku kończy 56 lat. Co dalej będzie nie wiem...
Dziś mam być z Czarnusią u weterynarza. Ząbki mają być usunięte. Martwię się...
niedziela, 21 maja 2017
Niedziela i po trochu do przodu...
Dziś odpoczywam. Wstałam wcześnie i nic nie zamierzam robić. To jednak pewne nie jest, bo może mnie natchnienie złapać i mogę coś napisać. Muszę się czymś zająć, bo mam ciężkie dni. Nie chcę myśleć. Pewnie będę działać pastelami albo akwarelami. Przy tym odpoczywam psychicznie. Kuszą mnie akryle. Może tulipany np...
Jutro jadę na warsztaty. Już nie mogę się doczekać. Ostatnio maluję codziennie. Nie bardzo jestem zadowolona. Portrety nadal mi nie wychodzą. Instruktorka mi powiedziała, że muszę ćwiczyć. Muszę być wytrwała. W czerwcu zamierzam iść na warsztaty pasteli olejnych. Kiedyś przecież się nauczę albo i nie.
W ogródku nic robić nie będę ale ma zamiar robić Krzysiek. Powinien w przyszłym tygodniu posiać fasolę i może buraki, bo to już kupiłam. Nic więcej kupować nie zamierzam. Mają przyjść deszcze to wszystko będzie rosło. Ostatnio wysadziłam sałatę do doniczki i coś mi wyżarło. To mnie podłamało.
Dwa dni temu przeżyłam chwilę, a w zasadzie godzinę grozy koty dostały się do ganku i dręczyły osę. Znalazłam ją zmaltretowaną na podłodze. Pewnie któreś zostały pożądlone. Obawiałam się alergii i spuchniętych pyszczków. Mogły się przecież podusić. Winowajców było pięć ale wszystkie żyją. Od razu kupiłam moskitierę do okien. Muszę jeszcze zabezpieczyć Pikusia i kupić obrożę przeciw kleszczom, bo sporo ich jest w tym roku. Podałam mu preparat na skórę ale nie zadziałał i trzy kleszcze złapał gdy leżał w trawie...
We wtorek muszę jechać z Czarnusią na zabieg usuwania ząbków. Koteczka mało je i się ślini. Musi cierpieć. Jak długo nie wiem, bo jest półdzika i do mnie się nie zbliża... Strasznie się o nią martwię...
Jutro jadę na warsztaty. Już nie mogę się doczekać. Ostatnio maluję codziennie. Nie bardzo jestem zadowolona. Portrety nadal mi nie wychodzą. Instruktorka mi powiedziała, że muszę ćwiczyć. Muszę być wytrwała. W czerwcu zamierzam iść na warsztaty pasteli olejnych. Kiedyś przecież się nauczę albo i nie.
W ogródku nic robić nie będę ale ma zamiar robić Krzysiek. Powinien w przyszłym tygodniu posiać fasolę i może buraki, bo to już kupiłam. Nic więcej kupować nie zamierzam. Mają przyjść deszcze to wszystko będzie rosło. Ostatnio wysadziłam sałatę do doniczki i coś mi wyżarło. To mnie podłamało.
Dwa dni temu przeżyłam chwilę, a w zasadzie godzinę grozy koty dostały się do ganku i dręczyły osę. Znalazłam ją zmaltretowaną na podłodze. Pewnie któreś zostały pożądlone. Obawiałam się alergii i spuchniętych pyszczków. Mogły się przecież podusić. Winowajców było pięć ale wszystkie żyją. Od razu kupiłam moskitierę do okien. Muszę jeszcze zabezpieczyć Pikusia i kupić obrożę przeciw kleszczom, bo sporo ich jest w tym roku. Podałam mu preparat na skórę ale nie zadziałał i trzy kleszcze złapał gdy leżał w trawie...
We wtorek muszę jechać z Czarnusią na zabieg usuwania ząbków. Koteczka mało je i się ślini. Musi cierpieć. Jak długo nie wiem, bo jest półdzika i do mnie się nie zbliża... Strasznie się o nią martwię...
piątek, 19 maja 2017
Zakupy, trochę o ogrodzie
Wczoraj kupiłam efemerydy i szczotkę cytrynu. Kamień jest dobry na depresję, obniżony nastrój. Pomaga też zdobyć pieniądze. Już planuję następne zakupy będzie to tarot anielski i karty archaniołów. Kuszą mnie też karty archaniołów z książką. Może sobie to sprawię, ale jeszcze nie wiem kiedy. Najpierw szafa i może ławka.
Ogród warzywny mam w tym roku ostatni raz. Nie bawi mnie to zupełnie. Ogród to pasja mojej mamy, a ja owszem lubię go podziwiać ale u kogoś. Zachwycają mnie piękne kwiaty, krzewy, dorodne warzywa ale praca przy tym mi strasznie ciąży. Kocham naturę i roślinność ale chcę ją podziwiać z leżaka. W przyszłym roku będą przed domem tylko kwiaty. Ogród będzie też tylko przed domem i to niewielki, bo większość ogródka płytami betonowymi wyłożę, żeby było porządnie i bez roboty.
Angielskiego przestałam się uczyć. To bez sensu. Wszystko zapominałam, z gramatyką miałam problem i kiepsko rozumiałam to co było mówione. Nie miałam też czasu na naukę. Mam inne bardziej przydatne pasje. Angielski nie był mi do niczego potrzebny tak na prawdę. Będę korzystać z tłumacza google tak jak dotychczas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















