Od ubiegłego tygodnia zajęłam się zdrowiem. Oczyszczam wątrobę syrimarolem. Biorę go trzy razy dziennie i będę brać co najmniej pół roku. Od środy biorę też dwa razy dziennie suszony imbir. Ten ma mi pomóc na stawy, na krążenie i może troszkę na trawienie. Chcę go brać cały czas ale najmniej dwa lata. Tyle podobno trzeba by stawy zregenerować. Poza tym zaczęłam nosić ponownie różowy kwarc. Tym razem na pewno go nie zgubię, bo noszę go w węzełku. Wisiorka, który kupiłam nosić nie mogę, bo kamień opleciony jest metalem na który chyba mam uczulenie. Kamień ten wspiera serce, otwiera czakrę serca, dodaje uczyć, ciepła, wrażliwości i chroni.
W najbliższym czasie chce tez kupić krople Sroki na oczyszczenie organizmu. Ponoć są bardzo dobre.
Kilka dni temu byłam w bibliotece po książki dla mnie i dla mamy. To był bardzo szybki spacer około 10 minut plus schody. Wróciłam padnięta i serce mi chciało wyskoczyć. Po chwili jednak doszłam do siebie co oznacza, że jestem zdrowa i tylko kondycji mi brak. Przeraziłam się i od razu Krzysiek mi przyniósł z powrotem rower. Nienawidzę jeździć ale spacery gorsze. Chyba go jednak nie sprzedam na razie z tym, że będę pedałować nie dla odchudzania a dla kondycji...Od dziś będzie też 15 minut jogi. Mam nadzieję, że mój stawy nie ucierpią.
Co do książek to mam dylemat. Chodzi o powieści. W mojej bibliotece niewiele jest, a w tych innych są interesujące pozycje ale trzeba się na nie czaić albo zapisywać. To nie dla mnie. Próbowałam kupować w internecie ale kilka razy się nacięłam i kupiłam pozycje kiepskie. Opinie były ok ale pewnie pisali je copywriterzy. Teraz kupiłam po przeczytaniu opinii na blogu literackim. Może będzie miarodajna.
Ostatnio chętnie kupuje ebooki. Nie trzeba na nie czekać, tańsze są, ekologiczne i miejsce nie potrzebne. Chyba się przerzucę na powieści w tej formie.
Mój własny świat... życie codzienne, twórczość, ciepłe, swojskie klimaty, nieco romantyzmu, szczypta magii i całkiem sporo pozytywnych emocji...
Codzienność
poniedziałek, 30 października 2017
piątek, 27 października 2017
sobota
Zimno. Brr. Od kilku dni marzłam w dzień i w nocy. Zaczęłam chodzić w swetrze i w poncho. Koce schowałam więc głęboko do szafy i oblekłam kołdry- jedną do sypialni i drugą do pokoju dziennego. Na razie pale tylko w pokoju dziennym. Rozpalamy koło 15:30. Palimy drewnem. Węgiel czeka na mrozy. To nie oszczędność to późne rozpalanie. Tak palimy, bo nie ma kto opału nosić. Krzysiek się broni i ja też leniwa jestem. Wolę więc pod kołdrą leżeć.:) Jednak lenistwo ruchowe strasznie życie utrudnia.
Mnie to lenistwo i domatorstwo utrudnia również rozwój. Ot choćby taka sytuacja. Miałam być we wtorek na spotkaniu z krytykiem literackim. To by mi mogło pomóc w pisaniu wierszy i opowiadań. Może też mogłabym liczyć na promocję, bo krytyk pracuje w radiu i czyta tam poezję. Nie poszłam, bo czuję, że to by było wbrew mnie. Nie jestem gotowa by czytać swoje utwory na forum. Nie jestem gotowa bywać i szukać popularności. Z tego powodu też zrezygnowałam z brania udziału w konkursach. Sama myśl, ze mogłabym zająć jakieś miejsce i być zmuszona do osobistego odebrania nagrody była koszmarem. Kocham pisać w zaciszu domowym ale to wszystko. Lubię gdy mój utwory są czytanie, strasznie się cieszę gdy się podobają ale nienawidzę z domu wychodzić i nie polubię:( Tym bardziej teraz gdy mnie kości bolą:( Z czytelnikami chętnie bym porozmawiała ale przez internet...
Ostatnio miałam również propozycje wzięcia udziału w wystawie obrazów. Nie miałam jednak jak obrazów dowieźć i zrezygnowałam. Gdybym była bardziej uparta...Nie byłam niestety, bo zwyciężyło lenistwo...
Od paru dni znowu namiętnie oglądam filmy. Na pierwszy ogień poszedł Dom dusz. Później obejrzałam Sagę rodu Azeraków i Szósty zmysł. Filmy mi się podobały. Zastanawiam się czy nie zakupić premium Cda ale ponoć nie warto. Jeśli chodzi o Dom dusz to zgrałam sobie też książkę z Chomika. Pewnie przeczytam. Lubię książki, których akcja nie toczy się w czasach współczesnych. Lubię też takie filmy. Czasy współczesne nie bardzo mi leżą. Za duże tempo życia, a ja tego nie znoszę. Jeśli chodzi o książki i filmy to zupełnie mi się zmienił gust. Kiedyś lubiłam horrory, filmy akcji i fantastykę. Teraz wybieram obyczajowe i thrillery. Komedii i melodramatów nie lubiłam raczej nigdy. No może poza dramami.
Dziś i jutro będę odpoczywać. Niewiele zrobię...
Mnie to lenistwo i domatorstwo utrudnia również rozwój. Ot choćby taka sytuacja. Miałam być we wtorek na spotkaniu z krytykiem literackim. To by mi mogło pomóc w pisaniu wierszy i opowiadań. Może też mogłabym liczyć na promocję, bo krytyk pracuje w radiu i czyta tam poezję. Nie poszłam, bo czuję, że to by było wbrew mnie. Nie jestem gotowa by czytać swoje utwory na forum. Nie jestem gotowa bywać i szukać popularności. Z tego powodu też zrezygnowałam z brania udziału w konkursach. Sama myśl, ze mogłabym zająć jakieś miejsce i być zmuszona do osobistego odebrania nagrody była koszmarem. Kocham pisać w zaciszu domowym ale to wszystko. Lubię gdy mój utwory są czytanie, strasznie się cieszę gdy się podobają ale nienawidzę z domu wychodzić i nie polubię:( Tym bardziej teraz gdy mnie kości bolą:( Z czytelnikami chętnie bym porozmawiała ale przez internet...
Ostatnio miałam również propozycje wzięcia udziału w wystawie obrazów. Nie miałam jednak jak obrazów dowieźć i zrezygnowałam. Gdybym była bardziej uparta...Nie byłam niestety, bo zwyciężyło lenistwo...
Od paru dni znowu namiętnie oglądam filmy. Na pierwszy ogień poszedł Dom dusz. Później obejrzałam Sagę rodu Azeraków i Szósty zmysł. Filmy mi się podobały. Zastanawiam się czy nie zakupić premium Cda ale ponoć nie warto. Jeśli chodzi o Dom dusz to zgrałam sobie też książkę z Chomika. Pewnie przeczytam. Lubię książki, których akcja nie toczy się w czasach współczesnych. Lubię też takie filmy. Czasy współczesne nie bardzo mi leżą. Za duże tempo życia, a ja tego nie znoszę. Jeśli chodzi o książki i filmy to zupełnie mi się zmienił gust. Kiedyś lubiłam horrory, filmy akcji i fantastykę. Teraz wybieram obyczajowe i thrillery. Komedii i melodramatów nie lubiłam raczej nigdy. No może poza dramami.
Dziś i jutro będę odpoczywać. Niewiele zrobię...
czwartek, 26 października 2017
Czwartek
Pogoda u mnie już późnojesienna - szaro i ponuro. W domu mam ciepło tylko w pokoju dziennym, bo w pozostałych pomieszczeniach jeszcze nie grzeję. Na razie śpię jeszcze pod kocem i nie marznę ale moja mama już w nocy narzeka na zimno. Oby zima w tym roku lekka była. Martwi mnie też śnieg, bo jeśli będą duże zaspy nie będzie jak węgla przywieźć. Mama wozi po trochu, bo po pół tony. Sama nie wiem czemu tak. Ze śniegiem jest tez problem, bo trzeba odśnieżać przed domem na ulicy i na podwórku dla gołębi i innych ptaków, a nie ma kto tego robić.
Od kilku dni buszuję trochę po sklepach i szukam fajnych rzeczy do kuchni. Kubki już wybrałam. Nie będzie jednak o kubkach. Nie tym razem. Tym razem będzie o moim guście trochę. Konkretnie o drobiazgach w kuchni i stylu vintage, który preferuję. Otóż zastawa, którą używam na co dzień w części pamięta jeszcze lata 80. Są to pojedyncze talerze po mojej babci, ciociach, teściowej i moje nieco późniejsze. Nie używam kompletów. Komplet mam jeden po prababci - cenny, porcelanowy ze złotym brzegiem. Używam go tylko na święta. Teraz chcę talerzy trochę dokupić w tym samym stylu co używam na co dzień ale o tym sza...
Chcę też dokupić parę garnków i tu się waham, bo podobają mi się garnki w starym stylu typu emaliowanych w kwiatki, a łatwiej się myje srebrne. Teraz używam w zasadzie trzy w tym jeden wołający o pomstę do nieba. Używam też dwa rondelki z których jeden jest w tragicznym stanie. Potrzeba mi też kupić kilka pokrywek ale chcę starego typu emaliowane. Krzysiek ataku serca albo wściekłości dostanie jak go przed faktem dokonanym postawie i garnki zmienię. Obawiam się, że jest zdolny te stare z odpryskami z kosza na śmieci wyciągnąć...:(
Zmykam teraz, bo mam się zaraz brać za lepienie pierogów. Dziś mają być z kaszą gryczaną i grzybami suszonymi. W najbliższym czasie kupię jeszcze tortownicę o średnicy 16 cm. Będę piekła ciasta z połowy porcji. Teraz nie piekę, bo nie ma takich dużych kto jeść. Kiedyś gdy tak ni tyłam cist musiało być obowiązkowo na niedzielę i chcę do tego zwyczaju wrócić.:)
Od kilku dni buszuję trochę po sklepach i szukam fajnych rzeczy do kuchni. Kubki już wybrałam. Nie będzie jednak o kubkach. Nie tym razem. Tym razem będzie o moim guście trochę. Konkretnie o drobiazgach w kuchni i stylu vintage, który preferuję. Otóż zastawa, którą używam na co dzień w części pamięta jeszcze lata 80. Są to pojedyncze talerze po mojej babci, ciociach, teściowej i moje nieco późniejsze. Nie używam kompletów. Komplet mam jeden po prababci - cenny, porcelanowy ze złotym brzegiem. Używam go tylko na święta. Teraz chcę talerzy trochę dokupić w tym samym stylu co używam na co dzień ale o tym sza...
Chcę też dokupić parę garnków i tu się waham, bo podobają mi się garnki w starym stylu typu emaliowanych w kwiatki, a łatwiej się myje srebrne. Teraz używam w zasadzie trzy w tym jeden wołający o pomstę do nieba. Używam też dwa rondelki z których jeden jest w tragicznym stanie. Potrzeba mi też kupić kilka pokrywek ale chcę starego typu emaliowane. Krzysiek ataku serca albo wściekłości dostanie jak go przed faktem dokonanym postawie i garnki zmienię. Obawiam się, że jest zdolny te stare z odpryskami z kosza na śmieci wyciągnąć...:(
Zmykam teraz, bo mam się zaraz brać za lepienie pierogów. Dziś mają być z kaszą gryczaną i grzybami suszonymi. W najbliższym czasie kupię jeszcze tortownicę o średnicy 16 cm. Będę piekła ciasta z połowy porcji. Teraz nie piekę, bo nie ma takich dużych kto jeść. Kiedyś gdy tak ni tyłam cist musiało być obowiązkowo na niedzielę i chcę do tego zwyczaju wrócić.:)
wtorek, 24 października 2017
wtorek
Musiałam pilnie kupić kilka poszewek na poduszki. Potrzebuję sporo, bo u mnie jedna zmiana to 8 poduszek. Tak dużo, ponieważ u mnie wersalka w pokoju dziennym jest na co dzień rozłożona i leżą na niej 4 poduszki. Musimy mieć z Krzyśkiem wygodę i oboje więcej leżymy niż siedzimy. Potrzebuje też poduszek dla kotów. Jeśli chodzi o pościel to nie kupuję dużo. Na raz mam około 6 kompletów w tym jeden flanelowy dla mnie. Pościel kupuję bawełnianą lub z bawełnianej kory. Satyny nie lubię i poliestru też nie. W zeszłym roku kupiłam pościel przez internet i okazała się bublem. Nie dość, że przysłali w innym kolorze niż zamówiłam to jeszcze okazała się być z poliestru. Trwałość jej była zerowa, bo po dwóch praniach zaczęła się targać. Konkretnie poduszki. Musiałam więc kupić nowe. Kołdry niech jeszcze zostaną skoro dobre. Ja nie muszę mieć na łóżku kompletów. Pościel ma być czysta i pachnąca, a że nie komplety to już szczegół. Teraz szukałam czegoś fajnego. Lubię pościel w tradycyjne kwiaty. Ciężko o taką teraz, a te geometryczne, agresywne wzory mnie wręcz odstraszają...
W najbliższym czasie chcę też kupić kotom zabawki. Interesuje mnie szeleszczący tunel albo coś takiego...
Nie wiem czy będą się tym bawić, bo piłeczkę dzwoniącą mają i myszki szyte ale mają to szczerze mówiąc w nosie. Majka za to wyciąga papiery z kosza i tym się bawi albo kawałkami węgla. Mam tez zamiar kupić drapak z budka i zabawką.
A na koniec kubeczki które kupie wkrótce... Mam nadzieję, że wszystkie jeszcze będą dostępne.
A na koniec wiersz
A na koniec kubeczki które kupie wkrótce... Mam nadzieję, że wszystkie jeszcze będą dostępne.
A na koniec wiersz
Czekam
Nie dzwonisz kolejny dzień
czekam
jesienne słońce...
nie ogrzeje serca
nie doda barw chwilom
parkowy klon pachnie deszczem
cisza zdradą
Nie dzwonisz kolejny dzień
czekam
jesienne słońce...
nie ogrzeje serca
nie doda barw chwilom
parkowy klon pachnie deszczem
cisza zdradą
czemu nie odeszłam wczoraj
czemu pozwoliłam się przykuć
spętać zniewolić
dlaczego słowa miłości
zawiązały mi oczy
jutro też jest dzień
czemu pozwoliłam się przykuć
spętać zniewolić
dlaczego słowa miłości
zawiązały mi oczy
jutro też jest dzień
niedziela, 22 października 2017
niedziela
Dziś wstałam strasznie późno. Nie napisze o której, bo wstyd. Za to się wyspałam za wszystkie czasy. Dziś odpoczywam ale i wróżę. Później zrobię rogaliki krucho - drożdżowe. Są pyszne i szybko się je robi. Zjem kilka, a że nie schudnę to trudno. Co do diety to wprowadziłam pewne zmiany, bo nie chudłam. Teraz na co dzień jem do 50g węglowodanów dziennie. Raz, góra dwa razy w tygodniu jem do 120g. W tym tygodniu to były pierogi i będą rogaliki. W przyszłym może chleb domowy i np. kopytka. Pieczywa kupnego nie jem wcale. Kilka kilo już schudłam ale nadal waga budzi moje przerażenie nieomal. Jest wysoka ale do górnego pułapu tym razem nie dobiłam. Opamiętałam się wcześniej. Marze o tym by jeszcze choć z 10 kg zrzucić. Czy się uda czas pokaże. Fakt jest faktem, że na normalnej diecie(około 1600-1800 kalorii) tyje bardzo szybko. Nie wolno mi już też chyba jeść węglowodanów. Teraz przytyłam prawie 10 kg od nich właśnie, a głownie od chleba.
Jutro mam zajęcia z rysunku ikonowego. Chyba przedostatnie, bo jest zbyt mało chętnych i zamiast nich ma być kaligrafia. Szkoda. Na razie strasznie z materiałem lecimy, bo babeczka chcę byśmy miały pojęcie jak ikony powstają. W tym tygodniu miałyśmy zadane do domu trzy rysunki Maryi. Co do ikony to będę sobie musiała radzić sama. Na razie kupiłam pigmenty naturalne. Mam jeszcze to i owo kupić w ciągu paru dni. Między innymi podręcznik. Na razie mam stworzyć trzy ikony do mojej kuchni. Później zobaczę. Pewnie będą następne. Mieszkanie duże i jest gdzie je umieszczać.
Kupiłam też półkę na talerze do kuchni... Jest używana ale stan idealny... W planach mam zakup nowych kubeczków. Z kubeczkami jest tak, że kocham takie na stary styl. Najlepiej by były w kwiatki. Jest ich trochę w internecie ale ceny spore, bo i po 40 zł plus przesyłka. Tak drogich nie kupię. Ostatnio wyczaiłam jednak jeden sklep gdzie całkiem ładne kubeczki są po niecałe 10 zł. Kupię wiec.
Jutro mam zajęcia z rysunku ikonowego. Chyba przedostatnie, bo jest zbyt mało chętnych i zamiast nich ma być kaligrafia. Szkoda. Na razie strasznie z materiałem lecimy, bo babeczka chcę byśmy miały pojęcie jak ikony powstają. W tym tygodniu miałyśmy zadane do domu trzy rysunki Maryi. Co do ikony to będę sobie musiała radzić sama. Na razie kupiłam pigmenty naturalne. Mam jeszcze to i owo kupić w ciągu paru dni. Między innymi podręcznik. Na razie mam stworzyć trzy ikony do mojej kuchni. Później zobaczę. Pewnie będą następne. Mieszkanie duże i jest gdzie je umieszczać.
Kupiłam też półkę na talerze do kuchni... Jest używana ale stan idealny... W planach mam zakup nowych kubeczków. Z kubeczkami jest tak, że kocham takie na stary styl. Najlepiej by były w kwiatki. Jest ich trochę w internecie ale ceny spore, bo i po 40 zł plus przesyłka. Tak drogich nie kupię. Ostatnio wyczaiłam jednak jeden sklep gdzie całkiem ładne kubeczki są po niecałe 10 zł. Kupię wiec.
piątek, 20 października 2017
piątek
Dziś ostatni dzień w tym tygodniu z aktywnością fizyczną. Coś trzeba będzie koło domu i w domu zrobić w tym pierogi z kaszą czarną i serem. Nie lubię ostatnio lepić pierogów oj nie lubię ale będę to robić częściej, bo pierogi lubię jeść, a pierogarnia daleko. Od jutra już z kanapy będę mało schodzić. Początkowo miałam zamiar nawet wróżby w weekend odpuścić, żeby odpocząć ale zmieniłam zdanie. Pracować będę, bo pieniądze się same nie zarobią, a potrzebuję ich sporo.
Ostatnio kupiłam w końcu lustro do łazienki. Czekam na nie. Jest w moim stylu choć to nie antyk. Na antyki mnie nie stać. W zasadzie to nawet nie żałuję. To lustro stylizowane. Jest drewniane i ma to coś co mnie przyciągnęło...
Kupiłam tez ostatnio figurkę ptaka, a dokładnie czapli, świecznik i półeczkę na przyprawy. Kupiłam też doniczki, bo mi się po sklepach stacjonarnych biegać nie chce. Doniczki są plastikowe, ponieważ takie muszą być przy tylu kotach. Niestety co rusz lądują na podłodze. Jak przyjdą to jeszcze w tym roku sukulenty przesadzę. Wiele ich nie pozostało, bo kilka zniszczył Józek. Będę musiała znowu wiosną kolekcje uzupełnić.
Ostatnio kupiłam w końcu lustro do łazienki. Czekam na nie. Jest w moim stylu choć to nie antyk. Na antyki mnie nie stać. W zasadzie to nawet nie żałuję. To lustro stylizowane. Jest drewniane i ma to coś co mnie przyciągnęło...
Teraz wpadły mi w oko kosmetyki. Odkryłam cudnie pachnące wanilią, cynamonem, migdałami. To balsamy i peelingi. W zasadzie to ja ostatnio kosmetyki kupuje nosem. Odkąd przestałam się swoja uroda przejmować to przestałam tez zwracać uwagę na właściwości kosmetyków. Przecież zmarszczki mi już całkiem nie znikną i cellulit też nie. Teraz kosmetyki maja tylko pachnieć tak, żeby używanie ich sprawiało mi przyjemność.
środa, 18 października 2017
środa
Dzień upływa za dniem i do zimy coraz bliżej. W zasadzie ja już jestem prawie do zimy przygotowana. Zostały jeszcze drobne prace typu zasilania drzew i sprzątania doniczek sprzed domu. Pogoda ostatnio jest niezła to można to i owo na dworze zrobić. W domu od wczoraj nie palę w piecu w ciągu dnia. Rozpalam wieczorem, bo ciepło.
Dziś nie mam zaplanowanych pilnych zajęć w domu i koło domu. Będę pracować, bo zakupy kuszą. Jeśli chodzi o mnie to ja kupuje hurtem albo wcale. Musze na kupowanie rzeczy do domu mieć nastrój. Bywa tak, że przez pół roku nic nie kupuję. Te drobiazgi co kupię teraz będą na dłuższy czas, bo zmian nie lubię. Przyzwyczajam się do wystroju wnętrz i do różnych drobiazgów. Ciężko mi się później z tym rozstać. Meble i ozdoby służą mi lata całe, aż się zniszczą. Nie interesuje mnie moda więc wszystko jest ponadczasowe.
Dziś nie mam zaplanowanych pilnych zajęć w domu i koło domu. Będę pracować, bo zakupy kuszą. Jeśli chodzi o mnie to ja kupuje hurtem albo wcale. Musze na kupowanie rzeczy do domu mieć nastrój. Bywa tak, że przez pół roku nic nie kupuję. Te drobiazgi co kupię teraz będą na dłuższy czas, bo zmian nie lubię. Przyzwyczajam się do wystroju wnętrz i do różnych drobiazgów. Ciężko mi się później z tym rozstać. Meble i ozdoby służą mi lata całe, aż się zniszczą. Nie interesuje mnie moda więc wszystko jest ponadczasowe.
A na koniec trochę o problemach, a konkretnie o bólu przy poruszaniu się. Od dawna bolą mnie mięśnie i kości gdy stoję i chodzę. Nic z tym nie robię to znaczy leków nie biorę, bo boję się o wątrobę. Po prostu unikam ruchu i okresowo gdy bóle się nasilają piję zioła i robię Reiki. To trochę pomaga ale nie do końca. W zasadzie już się z tym bólem pogodziłam, bo nigdy całkowitej ulgi nie ma i tak chyba od ponad dziesięciu lat. Bóle pojawiły się gdy jeszcze byłam szczupła i trwają z różnym nasileniem cały czas. Dlatego nie ćwiczę już jogi, bo ona je nasilała. Ten sam problem miał mój dziadek. Tez miał bóle i wieku 60 lat prawie już łóżka nie opuszczał choć do końca był samodzielny. Wcześniej był bardzo aktywnym człowiekiem. Trochę się boję, żeby i mnie to nie spotkało.:(
Subskrybuj:
Posty (Atom)














