Codzienność

Codzienność

środa, 20 listopada 2013

Natłok spraw, rowerek treningowy, coś na ząb, aforyzmy i wytworki...



Jestem wykończona i psychicznie i fizycznie bo miałam bardzo ciężki początek tygodnia czyli dwa wyjazdy do,,miasta" dzień po dniu i to po kilka godzin. W poniedziałek byłam w centrum na zakupach między innymi w dwóch supermarketach a to jak dla mnie o dwa za dużo bo musiałam sobie kupić produkty potrzebne mi do diety czyli otręby owsiane, chudy ser, tuńczyka we własnym sosie, ryby do smażenia i makrelę. Przy okazji kupiłam też wreszcie nową patelnię teflonową. Wczoraj natomiast byłam w sąsiednim mieście na poczcie z wysyłką krzyżówek i w sklepie zielarskim po maść nagietkową i zioła na odchudzanie. Kupiłam też miód  do kawy i na pierniki bo święta już powoli zaczynam czuć. Wróciłam taksówką kompletnie padnięta i spałam po południu ponad godzinę. Tak to już ze mną jest i to od zawsze bo już jako młoda dziewczyna gwaru i hałasu nie lubiłam, podobnie jak miasta. Pamiętam jaka przychodziłam zmęczona ze szkoły, pamiętam wyjazdy na kolonie i ciszę poobiednią, gdy waliłam się na łóżko jak kłoda i miny innych dzieci zdziwionych tym, że śpię w dzień. Dziś też mi nie dane było odespać z powodu kuriera, który przyjechał tuż po 8 z kocim jedzeniem no i Mruczka, który władował się wczoraj wieczorem na moją poduszkę i przespał na niej do rana, spychając mnie na skraj łóżka a z drugiej strony spał Józek. Wstałam połamana i zgięta w pół i po południu odsypiałam zamiast sprzątać w szafie jak sobie zaplanowałam.
Od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką rowerka stacjonarnego. Mam ale niestety nie mogę go używać bo rowerek przyjechał w małej paczce kompletnie rozłożony. Spodziewałam się wprawdzie, że będę musiała go złożyć ale myślałam, że to będzie kilkanaście śrubek do skręcenia a jest kilkaset chyba i masa części. Mój Krzysiek oczywiście już zapowiedział, że ani jednej śrubki nie dokręci a szczerze mówiąc i ja się trochę obawiam za to brać bo zbyt dużo tych elementów jest. No i czekam aż brat Krzyśka się zlituje i przyjedzie coś zaradzić może jeszcze w tym tygodniu.
Z odchudzaniem na razie trochę przystopowałam to znaczy przerwałam fazę I diety dukana i przeszłam jednak na II czyli dołożyłam sobie od dziś trochę warzyw do jadłospisu a od soboty wracam na fazę I ponownie na kilka dni. Dziś zjem trochę brukselki gotowanej i smażone pieczarki. Jutro kalafiora z wody i marchewkę a w piątek surówkę z kapusty i marchwi i jajecznicę z pieczarkami. I zobaczymy czy uda mi się coś jeszcze zrzucić do końca listopada bo od grudnia już zdecydowanie muszę wskoczyć na fazę stabilizacji, żeby wagę utrwalić przed świętami w które mam zamiar trochę pogrzeszyć bo i ciasta będą i trochę masła do wieczerzy i śmietany i mięsa...
Ostatnio jem codziennie placuszki z otrąb i bardzo mi smakują i dobrze sycą a przy okazji doskonale czyszczą jelita.


jajko
1/4 kostki chudego białego sera
3 łyżki otrąb owsianych
zioła lub w wersji na słodko można dodać cynamonu, olejków i słodzika

Wszystko dokładnie wymieszać i smażyć na patelni teflonowej i obu stron.

Takie placuszki to baza bo myślę sobie, że na stałe wejdą do mojego jadłospisu i będę je jadać z dodatkami np. marchewka czy przysmażone pieczarki np. Można je będzie też czymś smarować np. chutney czy tuńczykiem...



Kilka dni temu skończyłam na tip top książkę z aforyzmami i zaczęłam się powolutku rozglądać za wydawcą bo chciałabym jeszcze przed świętami książkę wysłać ale czy zdążę???

Nie każde puste serce do miłości się sposobi
Piękna kobieta rzadko z pustym sercem chodzi
Komu łatwo miłostki przychodzą temu się o miłość walczyć nie chce
 Nie każda stara panna z sercem w grubej zbroi chodzi

A na koniec zdjęcia bransoletek, które zrobiłam już jakiś czas temu jedna z granatami a druga z ametystami



a teraz jestem w trakcie kończenia 2 obrazów i kompletowania materiałów na skrzyneczkę na drobiazgi potrzebne do decoupage. Wymarzyłam sobie kolor zielony ale odcień bardziej żółtawy niż niebieski i klops bo farby kupić nie mogę ani pigmentów w budowlanym też nie ma...Muszę pokombinować...A szycie jak leżało tak leży i czeka sobie a nazbierało się go całkiem sporo bo i lambrekiny i zasłony i kocie poduszki a ostatnio kupiłam jeszcze cudny materiał na ,,boczki'' do drzwi od pracowni....

Przyjemnego popołudnia a ja znikam bo mam zamiar coś jeszcze dziś podziałać...





6 komentarzy:

  1. fajny nowy bannerek :) te maczkowe akwarelki śliczne!
    aż tak źle reagujesz na miasto?
    ja CH też nie lubię...;) ale bazary bardzo! teraz od jakiegoś czasu wyskakuję z tej mojej wsi w tygodniu, bo przecież mężuś nie kupi tego co ja ;)
    bransoletki fajne
    a jak dokupię otrąb to i placuszki spróbuję :)
    ja otręby do jogurtu dodaję bezpośrednio np :)
    POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lubię bazary ale tylko starocie tłok mniejszy ale za to ile fajnych rzeczy...

      Usuń
  2. Ależ zapracowana z Ciebie kobieta! Co najważniejsze, skutecznie i efektownie:-).
    Spróbuję dzisiaj tych placuszków z otrąb. Wprawdzie twaróg będzie półtłusty, a otręby z suszonymi owocami, ale co tam...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam nowe zadanie. Otóż okazało się, że moje dziecię wymaga mojej pomocy w lekcjach. I tak siedzimy całymi popołudniami, by wytłumaczyć, sprawdzić ją i dopilnować. Wieczorem trochę książki i spanko.
    A z Ciebie bardzo zapracowana kobita, dużo się u Ciebie dzieje.
    Piękne bransoletki robisz. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to problem z ta nauką ale czasem trzeba...

      Usuń

dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam