Codzienność

Codzienność

piątek, 12 września 2014

Ucieczka Onki, szerszenie, myszy i akwarele...


Ona znowu uciekła. Nie ma jej już kilka dni, a ja sie okropnie martwię. Wystawiam oczywiście jedzenie i nawołuję, ale kamień w wodę. Jedzenie wprawdzie znika, ale kotki jak nie było, tak nie ma. Od wczoraj mam otwarte drzwi do sieni. Najgorsze jest to, ze Ona miała ruję. Boję się, że to obce koty zjadają wystawione jedzenie. Boje się, bo okolica jest niebezpieczna - droga i psy. W nocy śnią mi się czarne koty bardzo podobne, a to raczej nie jest dobry znak. Wczoraj wieczorem wydawało mi się , że Ona leży jak zwykle na stole w kuchni, a to jeszcze gorszy znak. Czy w ogóle jeszcze żyje? Czy nie cierpi? Utrzymać jej w domu się nie udało, bo bardzo rwała się na dwór. Ciągle czatowała pod drzwiami. Przypuszczam, że kiedyś była kotem wychodzącym i kochała przebywać na zewnątrz. Dom jej nie cieszył. Ani na fotelach nie spała, ani pod piecem, ani na kaloryferze. Nawet nie wiem jak jej szukać, bo kto zwróci uwagę na zwykłego czarnego kota...

Szerszeni już nie ma. Wczoraj przyjechali strażacy i zniszczyli gniazdo. Przyjechać oczywiście nie chcieli i trzeba to było załatwić po znajomości. Od niedawna jeżdżą tylko do instyucji, a osoby prywatne muszą gniazda usuwać we własnym zakresie. Akcja trwała dwie godziny, a strażacy byli w takim specjalnym ubraniu. Kolonia była olbrzymia. Prawdopodobnie owady budowały ją przez kilka lat. Jeden problem z głowy, choć mnie jest tych nieszczęsnych szerszeni teraz trochę szkoda. W sumie mi nie przeszkadzały. Żyły obok mnie i nie niepokojone nie szkodziły mi.

Problem jest teraz z myszami, które najwidoczniej już wróciły na zimę i zdążyły się rozmnożyć. Wczoraj takie mysie dziecko wpadło do miski, w której myje garnki i prawie się utopiło. Oczywiście zabić  malucha nie pozwoliłam, koty z kuchni wygoniłam, a to biedactwo wyniosłam na dwór. Było przerażone i jeszcze teraz czuję te maleńkie czarne jak paciorki oczka wpatrzone we mnie. Ciekawe ile tych myszy jest teraz w kuchni. Ona by wyłapała, ale jej nie ma i nie wiadomo czy wróci...

Wczoraj uczyłam się malowac akwaerle. Miała być minimalistyczna i koniecznie miało być drzewo, bo już chodziło za mną dłuższy czas. Wyszła jak wyszła. Tragicznie nie jest i chyba wreszcie zaczęłam łapać o co chodzi w akwareli z ta wodą i plamą. Zamówiłam ostatnio nowe, lepsze farby i pędzle. Powinno pójść lepiej...Dziś dalsza nauka...


12 komentarzy:

  1. Niesterylizowane kotki z reguły nie wracają po rujce, niestety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj szkoda by było.Taka fajna koteczka i tyle złego już w przeszła...Zmarnieje gdzieś w polach...

      Usuń
  2. Dobrze ze juz masz spokój z szerszeniami bo to niebezpieczne stworzonka.Z tymi naszymi kotami to wieczny kłopot mój Filip też zniknął i już trzeci tydzień czekam na jego powrót,Coraz lepiej wychodzi to malowanie mnie bardzo sie podoba Twoje drzewo,nawet tytuł akwarelki wymysliłam"samotność" Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak z kotami bywa. Mam nadzieję, że jeszcze wróci. Ostatnio jak uciekła nie było jej 4 godziny i sama wróciła...

      Usuń
  3. Może wróci, ale to trochę potrwa...
    Zawsze czegoś trzeba żałować jak nie kota to myszy, człowiek to ma problem :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam moją imienniczkę :)
    Czytałam i się uśmiechałam... fajnie się czytało... tak swojsko. Z kotami tak jest... pocieszę :) Kocice wracają jeśli są nadal po tej stronie rzeki życia, wróci z pękatym brzuchem, przymilając się i wdzięcząc.
    Szerszenie mam właśnie u siebie, pobudowały się pod dachem. Poprzednim razem zaczęły się budować z drugiej strony od balkonu i musieliśmy usunąć, bo się drzwi balkonowych nie dało otworzyć bo wlatywały. U nas strażacy tym się nie zajmują, trzeba brać specjalne ekipy i płacić za usługę :/
    Pozdrawiam i na pewno tu jeszcze zajrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie jest. Złapałam dziś rano...

      Usuń
  5. Myślę, że kicia wróci (co najwyżej z przychówkiem), w każdym razie trzeba być dobrej myśli. Akwarelka bardzo ładna- podoba mi się zwłaszcza przenikanie barw w tle :) pozdrawiam serdecznie!

    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. I jak tam? Co słychać u wędrowniczki ? :)))

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam