Codzienność

Codzienność

środa, 3 maja 2017

Trochę o roślinach, pogodzie i planach...

Ależ jest zimno w tym roku. Już mam tego serdecznie dość. Wczoraj byłam trochę na dworze i okropnie zmarzłam mimo słońca. To pewnie przez dietę, bo tarczycę mam w porządku. Nadal palimy po południu w piecu. Węgiel się skończył wczoraj i chyba trzeba będzie zamówić drewno. Krzysiek klnie i palić nie chce ale ja w zimnym domu siedzieć nie zamierzam. Będą awantury i będzie palone.
W ogrodzie zaległości. Nie wszystko wysiane i wysadzone. Nie skopana druga część warzywnika. Może dziś Krzysiek skopie o ile deszcz go nie zastanie. Jeśli nie to ja rezygnuje z tego, bo cały tydzień mają być deszcze. Wszystko idzie w tym roku jak po grudzie. Dość mam. Do tego wszystkie sałaty i kalarepy, które pracowicie wysiałam i przepikowałam zmarnowały się. Nic już siać w domu nie będę, bo mam nauczkę. Ogród strasznie zaniedbany. Chwast na chwaście i chwastem pogania. Nie mam siły już z nimi walczyć, a trucizny nie mam kiedy użyć ze względu na deszcze.




Wczoraj znowu się skusiłam i kupiłam kilka kwiatów do domu. To już raczej ostatnie, bo zrobił się tłok na parapetach. Teraz mam tylko do ogrodu coś jeszcze kupić gdy rabatki przygotuję i dość będzie. No może jeszcze tylko pelargonie i werbenki do doniczek przed dom.

 Ostatnio nie robię wcale kartek. Chyba jednak wkrótce zacznę. Mam zamiar trochę pokombinować z gilotyną do papieru, której nadal obsługiwać nie potrafię. Coraz bardziej mnie kusi kupić maszynkę do scrapków. Mam trochę dziurkaczy ale nie wszystko z dziurkaczy można zrobić. Nie ma np. gałązek i liści, a tego mi bardzo brakuje. Może jak następny próg w odchudzaniu osiągnę to sobie ją kupię. Coś muszę w nagrodę wymyślić, a nie bardzo mam co. Ciuchy mnie nie interesują raczej, kosmetyki kupuję na bieżąco, książek nieprzeczytanych mam cały stos, a na ratlerka miniaturę nie zgadza się Krzysiek.

10 komentarzy:

  1. Trzeba koniecznie jakoś się wynagradzać za poniesione trudy i wyrzeczenia. Ja też obmyślam prezencik dla siebie za cierpliwe znoszenie wrednego, trwającego dwa miechy remontu. Coś doradzisz....?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie wiem.. Ja sobie z schudnięcie 3 kg kupiłam szczotki minerałów i karty do wróżenia...

      Usuń
  2. My też ze wszystkim stoimy, tyle wolnych dni mam i gucio :/ Szlak by to trafił.

    OdpowiedzUsuń
  3. W tym roku i u mnie nadal ogród zaniedbany chociaż dzisiaj troszkę popracowałam;
    fajne kwiatki kupiłaś do domu; przy domu tez ładniutkie rosną
    buziaczki Agatko :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę że Ty tylko patrzysz, żeby Krzysiek wszystko ci zrobił w ogrodzie. On przecież pracuje. Litości kobieto. Najlepszą dietą dla Ciebie by było, żebyś zakasała rękawy i zabrała się w końcu za robotę. Korona Ci z głowy nie spadnie. Ten kawałeczek ogrodu mogłabyś skopać i od razu spaliłabyś trochę tłuszczyku z boczków. Ja miałam do skopania 8 arów i dałam radę. To lepsze niż siłownia czy dieta. Tylko trzeba chcieć a nie ciągle płakać, narzekać na pogodę, spać do południa. Na miejscu Krzyśka nic bym nie robiła, żebyś w końcu zabrała się do konkretnej pracy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie po to chłopa mam, żeby mi ciężkie prace wykonywał. Ja też pracuję cały dzień i po nocach na portalach z wróżbami i piszę teksty. I nie jestem siłaczką i prac fizycznych nie lubię. Ogród chciał to niech robi. chudnie się poza tym nie od ćwiczeń tylko od diety. jakby robić nie chciał to bym rozwód wzięła i znalazła sobie takiego, który by robił. nie mam z tym problemów...

      Usuń
  5. Mnie też trudno się zmobilizować do pracy w ogrodzie, ale jak pomyślę o malinowych albo żółtych pomidorach, własnych ogórkach, cukinii, to idę i działam. Pozdrawiam Lucyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też trochę podziałałam ostatnio...:)

      Usuń

dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam