Codzienność

Codzienność

wtorek, 29 września 2015

Nocna opowieść/opowiadanie/



- Już dwudziesta pierwsza trzydzieści. Zaraz zamykamy - powiedziała Aneta.
- Całe szczęście, bo już nóg nie czuję – mruknęła Baśka. Co za licho mnie podkusiło wkładać do pracy nowe buty.
- No faktycznie nie za dobry pomysł – odpowiedziała Aneta. Zrobisz dziś za mnie kasę i zamkniesz sklep – spytała.
- A czemu? Znowu Jacek ma po ciebie przyjechać? Nie może poczekać? – skrzywiła się Baśka.
- Wolałabym, żeby nie czekał. Zawsze się wtedy denerwuje, a dziś mamy jeszcze wpaść na chwilę do jego kumpla. Ma odebrać jakąś część do samochodu czy coś – usprawiedliwiła się Aneta.
- No dobrze. Niech ci będzie. Tym razem się poświęcę – skapitulowała Baśka. W sumie mogę. Najwyżej pojadę następnym autobusem. Dzieci mi w domu nie płaczą – dodała.
- Kochana jesteś – uśmiechnęła się Aneta. Ta zołza co przed tobą tu pracowała, w życiu by się nie zgodziła. O dwudziestej drugiej zmykała stąd, jakby ją sam diabeł gonił. O zamknięciu sklepu nawet słuchać nie chciała – dorzuciła.
,,No i koniec na dziś. Co za męczący dzień”- pomyślała Baśka wrzucając klucze od sklepu do torebki. ,,Teraz tylko szybko na przystanek i do domu. Autobus zaraz powinien być. Jutro jeszcze jedna dniówka i później dwa dni wolnego. Odpocznę wreszcie”.
Na przystanku zastała dwie starsze kobiety, mężczyznę z psem i  młodego chłopaka w okularach z przyciemnianymi szkłami i w dresie. Kobiet trajkotały jak najęte, a mężczyzna palił papierosa. Chłopak krył się w cieniu drzewa i nerwowo rozglądając na boki. Było zimno i po południowym deszczu gdzieniegdzie jeszcze stały kałuże. Po chwili podjechał jej autobus i wsiadła. Chłopak wskoczył tuż za nią. Autobus był prawie pusty. Kierowca podjeżdżał do przystanku, zwalniał i nie otwierając nawet drzwi, ruszał. Późno było i nikt prawie nie wsiadał ani nie wysiadał. Na rondzie wysiadła młoda dziewczyna i wsiadł mężczyzna koło czterdziestki. Chłopak drzemał dwa siedzenia za nią, opierając głowę o szybę. Zapatrzyła się w okno. Autobus powoli zbliżał się do celu jej podróży. Już byli poza miastem. ,,Za chwilę będę w domu” – pomyślała. ,, Jeszcze dwa przystanki”. Nagle coś w podwoziu autobusu zazgrzytało, autobusem zatrzęsło i zatrzymał się. Kierowca próbował ruszyć, ale bezskutecznie.
- Niestety proszę państwa koniec jazdy – powiedział.  Za chwilę zadzwonię do bazy i pewnie przyślą drugi wóz, ale to trochę potrwa – dodał.
- A ile? – spytała jakaś kobieta.
- No pewnie z pół godziny co najmniej – odparł kierowca. Można poczekać w autobusie.
- A dziękuję – rzuciła Baśka. Za ten czas to ja już będę w domu.
- No jak pani chce. Nie będę zatrzymywał – podsumował kierowca, zasłaniając się gazetą.
Na dworze przywiał ją wiatr i mżawka. Zapięła kurtkę, postawiła kołnierz i ruszyła szybko przed siebie. Za moment była już przy zagajniku. Za nim jeszcze pół kilometra łąki tu i ówdzie porośniętej krzakami i już jej przystanek. Od przystanku miała zaledwie 200 merów do domu. Była w połowie zagajnika, gdy instynkt kazał jej się odwrócić. Mężczyzna był tuż za nią i z pewnością nie miał dobrych zamiarów. Zerwała się do biegu, ale nie miała szans. Poczuła uderzenie w głowę i jego dłoń na ustach. Zatopiła w niej zęby. Poczuła krew. Zaklął szpetnie, ale nie przestawał ciągnąć jej w stronę krzaków. Próbowała walczyć – szarpała się i wymachiwała rękami.  Kopnęła go obcasem w stopę, podrapała po dłoni. Wszystko nadaremnie. Był bardzo silny. ,,Zgwałci mnie, albo zabije” – przemknęło jej przez myśl. Przewrócił ją na ziemię, upadła boleśnie uderzając się w plecy. Przerażona zaczęła krzyczeć, a on zwalił się na nią całym ciężarem. Nagle pod dłonią poczuła kamień - spory i kanciasty. Ujęła go i z całej siły zdzieliła napastnika w głowę. Bandzior znieruchomiał na chwilę zamroczony. Wyczołgała się spod niego z zamiarem ucieczki, gdy usłyszała:
- Niech się pani odsunie. Mamy skurczybyka. Od jakiegoś czasu na niego polujemy. Nieźle go pani załatwiła – wyrzucił z siebie chłopak z autobusu. Jestem z policji – dodał mierząc z broni do bandziora.
- Nie ruszaj się skurwielu – krzyknął.
Po dziesięciu minutach siedziała już w radiowozie. Była wystraszona, poturbowana, ale cała.
- Teraz odwieziemy panią do domu, a jutro złoży pani zeznania -  powiedział policjant. Trafi za kratki na co najmniej kilka lat. Dwie kobiety solidnie poturbował – dodał.
- Dobrze – Baśka tylko pokiwała głową. Nadal była w szoku. Blada patrzyła bezmyślnie w okno.
- Może pani potrzebuję psychologa – spytał policjant.
- Nie wiem. Nic jeszcze nie wiem. Jutro też jest dzień – odpowiedziała Baśka.

2 komentarze:

  1. Tym razem trochę z dreszczykiem . Masz talent pisarski . Pisz dalej , buziaki !!!

    OdpowiedzUsuń

dziękuję za odwiedziny i komentarze..pozdrawiam